Odkąd od 2018 r. wróciłam do wspinania, wkręciłam się maksymalnie, podporządkowując życie wspinaniu i poświęcając mu wolny czas. Udało mi się ogarnąć pracę na zdalną, żeby móc elastycznie śmigać na kamienie i klify. Jedyna gra w jaką grałam w ciągu ostatniego roku dłużej niż godzinę, to pokemon go, bo jest terenowa i pasuje mi do łażenia na sektory wspinaczkowe. Parafrazując Wielickiego - hobby można zmienić, z pasją się umiera ;)
edit: no i nadal ryskunek/grafika i foty, które zeszły na dalszy plan. natomiast, jak ręka świerzbi, to mam na wierzchu szkicownik, to rzeczywiście jak wyżej pisano nie muszą być perfekcyjne dzieła, są jakie są, ale i po to, żeby dać ten miły zastrzyk endorfin.
Wszystkiego najlepszego :) 30+ jest spoko, jest już jakaś świadomość i stabilizacja, ale nadal moc na robienie rzeczy i dużo perspektyw. Enjoy! :)
Skoro nie masz jakichś bardzo specxywicznych wymagań, to kundle najlepiej, są najzdrowsze, kundli nie kradną, a jak się obawiasz problemów behawioralnych, to szukaj szczeniaka po schroniskach lub wsiach, żeby wychować od malucha.
Może ogólnie kiepsko radzisz sobie ze stresem na takich ważnych egzaminach i / lub jesteś przeciążona/przebodźcowana. Wrzuć na luz przed egzaminem na parę tygodni, choćby dwa, zwolnij, ogranicz korzystanie z telefonu, spróbuj ćwiczeń oddechowych typu oddychanie po kwadracie i medytacji, poczytaj o tym jak uspokajać nerwy i być w "tu i teraz". Możesz się wspomóc preparatami ziołowymi typu nervosol, calms itp. Po tygodniu-dwóch możesz poczuć różnicę.
Najlepiej być niewierzącym bo drogo wychodzi ten katolicyzm dzisiaj.
Odmówiłam w najbliższej rodzinie z powodów antyreligijnych i widzę po wątku, że to był interes życia :D rodzina się nie obraziła, bo jest spoko.
+1 dla Dysona v15 zamiast jeżdżącego robota.
Jak ktoś jest dieselnerdem, to może poszukać wersji V8 ;)
Dosłownie przed chwilą czytałam artykuł na onecie, że meble z jednego zestawu są passe, ale żeby jednocześnie robić jak się podoba ;)
Pax - jestem zadowolona z tych dużych, wysokich i po wielu latach mi się nie wyginają, w przeciwieństwie do małych gotowców ze sklejki. Niewątpliwie plus to możliwości aranżacji, wyposażenia, części zamiennych. W użytkowaniu, otwierane wygodniejsze niż przesuwane, ale to zależy od przestrzeni. Przesuwane jak i otwierane mam ponad 10 lat i hula ok (poza tym, że te wszelkie ikeowe mechanizmy spowalniające czy otwierane na wcisk lubią odpadać - doczepiane wywaliłam spowalniacze w cholerę, bo odpadały - lub się zacinać, było wyżej).
Szafę Brimnes z ikei zgarnęłam kiedyś za darmo od sąsiadki jako tymczasową, powyginała sie jej po może 4 latach, nie warto. Lepiej ogarnąć paxa. Mniejsze samemu montuje się łatwo, a taką na kilka metrów sprawnie montuje serwis i jeszcze wytnie dziurę na przedłużacz, jeśli trzeba.
Łóżko ikeowe mam z dużą skrzynią i właśnie stelażem podnoszonym do góry. Jest ok po kilku latach, tylko trzeba pilnować, żeby pasek do otwierania lub inny kawałek materiału np pościel nie zaklinował się w mechanizmie otwierania, bo inaczej jest problem z otwarciem, to nie jest usterka, ale średnio przewidziany użytkowo patent. Lepiej to jednak wygląda niż kitranie pojemników pod łóżkiem. Z szufladami nie używałam. Pod łóżko wchodzi masa rzeczy- kołdry, pościel, torby podróżne i według mnie warto mieć tę przestrzeń. Wyłożyłam w środku tymi pojemnikami materiałowymi z Ikei na zamek, żeby mieć porządek, gdzie jest pościel, gdzie torby itp.
Za materacem lepiej jak pochodzisz po sklepach i potestujesz. Mi żaden z Ikei nie odpowiadał, a kanapa rozkładana z ich materacem kieszeniowym do spania to w ogóle tragedia, za to z Selene są dla mnie ok i obsługa w sklepie specyficznie z materacami niż ze wszystkim bardziej mi odpowiadała. Jak śpisz z kimś, to obsługa pomaga też dobrać materac tak, żeby grało obu osobom lub doradzi dwa osobne, jeśli potrzeby są zbyt różne.
Nie daj się nabrać na darmowy zwrot materaca z Ikei- powodzenia z dowiezieniem grubszego materaca z powrotem do sklepu po tym, jak się go rozwinie, no chyba że masz furgonetkę ;)
Kanapy/sofy też potestuj w sklepie, z mojego doświadczenia warto dorzucić nieco do wygodnej kanapy, bo spędza się na niej masę czasu, a i dobrze, jeśli może być komfortowym spankiem w razie gości. Kanapę mam z BRW z ich średniego przedziału cenowego i jest super.
Artykuł bez paywalla o dokumentowaniu darowizn w celu odliczenia w PIT/CIT w kontekście Łatwoganga, może komuś się przyda: https://www.rp.pl/podatki/art44242911-wplaciles-na-zbiorke-latwoganga-mozesz-skorzystac-z-podatkowej-ulgi

Tych dwóch, Leo to jeszcze od Romea i Julii i plakatu z Bravo. Matthew od Detektywa.
Pytanie pojawia się co jakiś czas i masz tam wymienione fajne gry z subiektywnymi opiniami:
https://www.gry-online.pl/forum/gry-planszowe-co-polecacie/z6e275b1
https://www.gry-online.pl/forum/jaka-planszowka-dla-pary/zd100caa7#post0-16829304
https://www.gry-online.pl/forum/gry-planszowe/zffa0ac4
+1 dla Neuroshima Hex, nie durna, ale i nie nazbyt skomplikowana, bardzo grywalna :)

Jest spoko, muzyka i klimat przywodzą na myśl popularne, stonerowe grupy, posłucham więcej na Spoti, bo szkoda mi transferu z YT ;) Ten utwór słucha się dobrze i jestem ciekawa pozostałych. Bandcampa nie znalazłam, rozumiem, że nie ma.
Dobry masz wokal do tego stylu muzyki.
Na pierwszym zdjęciu ze Spoti przypominasz mi Chrisa Scharmę :P --->
Cokolwiek, co się łatwo czyści, a już szczególnie przy palnikach, żeby ochronić ścianę, jeśli zamierzasz robić w kuchni więcej niż gotować wodę na herbatę. Panel wygląda spoko. Ja testowałam tylko Lacobel z takich jednolitych powierzchni i jestem zadowolona, ale to dizajn sprzed dekady ;) W mej kuchni z foto wyżej poprzedni właściciele walnęli jakąś imitację murka, plam tak bardzo nie widać jak na gładkiej powierzchni, ale gdy już trzeba to wyczyścić, to jest dramat... motywujący do bieżącego sprzątania, bo stały tłuszcz z mieszanką kurzu poza tym, że jest obleśny, to trudniejszy do wyczyszczenia z półmatowej powierzchni niż świeży.
O, no właśnie, ten okap węglowy bez wyciągu miałam w nowym bloku z wentylacją grawitacyjną :) Mi wystarczył, poza tym nie trzeba było poświęcać miejsca na rurę do wyciągu powietrza. Nie znam się na budownictwie, ale fajne było to, że jak się wracało do mieszkania po dłuższym urlopie, to nie było duszno, a świeżo pachniało (pod warunkiem uprzedniego posprzątania ofc), może dzięki temu, że grawitacyjna robiła swoje podczas nieobecności plus mikrowentylacja w oknach.
Odnośnie kuchni, to zostawilam jeszcze kom wyżej ;)
Szerokości górnych szafek wyglądają spoko. Ja lubię te podnoszone do góry i nic mi się nie psuło, nie wiem jak ikea, ale na tej 20letniej kuchni, której foto wrzucałam wyżej, nadal działają. Lipa z otwieraniem bocznym szafki wiszącej z boku w rogu, jak obok jest podniesiona, bo się blokują, ale Twojego projektu to nie dotyczy. Rzeczywiście, odkąd mam te podnoszone do góry uświadomiłeś mi, że w końcu przestałam obijać łeb o otwartą szafkę :)
Oświetlenie podszafkowe to fajna i praktyczna sprawa, taśma lub punktowe. Oświetlenie nad zlewem bardzo pomaga, jak nie chcesz zlewu pod szafkami, a przed oknem (wyciągana bateria jest intrygująca:) to walnij jakiś neon na tej ścianie po prawej od okna, będzie od razu oświetlenie i dekoracja :P
Płytki na ścianie z oknem rzeczywiście trochę ee, może lepiej jakaś izolująca wodę i łatwa w czyszczeniu farba (są do kuchni i łazienek), gdyby zlew i tak nie był bezpośrednio pod ścianą. Jak jednak wrzucić zlew obok kuchenki, to dylemat się rozwiąże ;)
Na czarnych, wbrew pozorom, podobnie widać brud z gotowania. Najmniej chyba na imitacjach drewna. W kawalerce z małą, ślepą kuchnią zrobiłam tak, że korpusy były czarne, drzwiczki dolne imitacja drewna jasny buk pasująca do paneli na podłodze, blat biały (uwaga - łapie kolor, jeśli zostanie plama w intensywnym kolorze, np. po winie/soku z buraka, ale po iluś latach blaty i tak matowieją i są do wymiany, jeśli ktoś jest estetą), górne szafki całkiem białe, może nietypowo, ale mi się podobało i miałam wrażenie, że dzięki temu kuchnia wydaje się większa ;)
A gdyby jak na tej wizualizacji dać zlew obok piekarnika, a zmywarkę na prawo od okna? To tak gdybyś nie miał składanej baterii ;) Niby optymalna przerwa to 50-60 cm, ale w praktyce nieraz tak miałam i mam obecnie w małym aneksie kuchennym, tj. zlew obok kuchenki i jest ok, wystarczy nie wpadać na genialny pomysł rozchlapywania wody, gdy obok stoi patelnia z rozgrzanym tłuszczem ;)
Jeśli planujesz szkło typu lacobel na ścianach, albo błyszczące płytki, to łapie i widać tłuszcz tak samo jak na oknie. Niemniej, mega łatwo, szybko się czyści i wg mnie fajnie wygląda. Na matowych płytkach widać mniej, ale czyści się trudniej.
Z tą szafką narożną możesz pokombinować z wyciąganymi półkami, ikea ma: https://www.ikea.com/pl/pl/p/utrusta-wys-mocowanie-szafka-stj-nar-szary-40596791/ , a jeśli nie chcesz wydawać na nie kasy lub układ kuchni nie pozwoli, to wygodnie nie będzie, ale to zawsze jakaś przestrzeń. Miałam w budżetowej kuchni taką głęboką szafkę narożną i prawdę mówiąc, wyciąganie dużych garnków z tyłu to nie był jakiś wyczyn, a było i gdzie trzymać używane okazjonalnie bzdety, typu jednorazowe naczynia lub półmiski i kieliszki w pudełkach "na okazje". Tylko właśnie z takiej szafki lubiły mi wyjeżdżać żaroodporne i tłuc się kilka cm nad podłogą, bo czasem można coś trącić przy wyciąganiu, także raczej coś nietłukącego się :)
Odnośnie górnych szafek, to mam natręctwo, że szerokość górnych powinna schodzić się z dolnymi, opcja konserwatywna :P
Okap - zależy jak i co gotujesz, ja już sobie nie wyobrażam funkcjonowania w kuchni bez :) Samo okno na pewno robi też robotę, ale intensywne zapachy wietrzą się wolniej. O tym, że mam głośne, w sumie nie myślałam, używam budżetówek lub tego co zastanę na chacie po kimś, ale do wietrzenia z pary okno ok, a żeby wyciągnąć zapach spalenizny czy smażonej cebuli to i tak wyciąga w kilka/naście minut. Na jednym z mieszkań używałam jakiegoś taniego z filtrem węglowym bez wyciągu (bodaj Whirpool), genialne to nie było jak porządny wyciąg, ale i tak pomagał, a filtry wymieniało się łatwo.
:D
Swoją drogą, nie planujesz okapu? Jeśli nie, to możesz przerzucić piekarnik pod okno i masz wentylację oknem, w rogu szafka narożna z ikei z karuzelką (lub bez, drogie draństwo, ale na pewno bardziej użyteczne niż głeboka szafka), a w lewo zlew z wysuwanym spod spodu/w szafce śmietnikiem i obok zmywarka? Lub jeśli piekarnik ma mieć okap choćby mały węglowy, to zlew w rogu, a zmywarka nieco dalej po prawej i jak się otworzy to nie blokuje zlewu?
Swoją drogą te kubły spod zlewu w szufladzie są cool, ale prawdę mówiąc mnie to wkurza, że przy otwartym śmietniku z szuflady nie mogę sobie komfortowo stanąć przy zlewie (w przeciwieństwie do otwartej szafki), a jeśli śmietnik ma pokrywę, której nie da się otworzyć nogą, bo szuflada, to już całkiem:) wygodnie się zgarnia odpadki ze zlewu i od razu wrzuca jedną ręką do kubła z podniesioną pokrywą lub bez niej.
No i z kontekstu rozumiem, że nie potrzebujesz kuchni przystosowanej dla osób z ograniczonymi możliwościami poruszania się.

Słuszna uwaga z blokowaniem zmywarki zlewem. U mnie to wygląda jak na foto, żeby zlew mieć w rogu i zmywarkę po lewej. Między nimi jest wąska szafka. Zależy od gabarytów użytkownika, ale dla szczupłych domowników jest wystarczająco przestrzeni do działania przy zlewie z otwartą zmywarką, tylko bez gwałtownych kroków w tył ;) zmywarkę mam z tych węższych.
Tip-on potwierdzam, że ikeowe w komodzie zaczęły mi szwankowac po roku. W innym mieszkaniu miałam od montera mebli i przynajmniej póki tam mieszkałam 6 lat to były ok, ale nie mam pojęcia jaka marka.
Na tej projekcji wygląda, jakbyś tracił dostęp do przestrzeni w rogu.
Żaroodporne to śliskie gnoje, nie zliczę, ile zbiłam wyciągając je z szafek, dopiero odkąd trzymam w dolnej szufladzie i mogę dobrze chwycić przed wyjęciem, to są bezpieczne. Jeśli brakuje miejsca, to można je lub jakieś garnki wpakować do piekarnika. Sypkie produkty trzymam w szafkach pod blatem przesypane do pojemników i mają etykietki na pokrywkach, bardzo wygodna sprawa z ich wyciąganiem podczas przyrządzania dań. Lub nasypania kotu suchego żarcia (w osobnym pojemniku, żeby było jasne:) dwa razy dziennie. W wiszących rzeczywiscie sprawdza mi się trzymanie małego agd, które nie jest używane codziennie, oraz pudełek herbat (obowiazkowy, niby powszechny w polskich domach teatris) i fajansu. Jak masz przestrzeń i Ci odpowiada do aranżacji, to zobacz sobie na kółkach metalowy kontenerek Ikea Helmer, nic mi się dotychczas tak nie sprawiło do przechowywania w kuchni przypraw i drobiazgów i jest spoko, że łatwo go przestawiać. Alternatywnie, polecam takie małe szufladki lub ich wygospodarowanie takimi dodatkami w szafkach. Wiadomo, wszystko wedle preferencji, ale może jakaś inspiracja od człowieka przygotowującego 90% jedzenia w domu się przyda.
Taka wylewna jestem, bo uwielbiam organizować i porządkować rzeczy w chacie ;PP
Mi się podobają te kolorowe ściany jako dodatek z drewnem i betonem , o ile barwy będą w chłodnej tonacji, bardziej niż biała/szara+kolor. Rób jak Tobie się podoba, a moda i tak się zmienia :)
Zalet szafek poza ceną i koniecznością schowania czegoś ciężkiego i dużego rzeczywiście nie widzę :) Odkąd zmieniłam kuchnię z szafkowej na szufladową (nie polecę jakiejś marki/wykonawcy, bo taka już była w używanym mieszkaniu, ale wykonana porządnie i szuflady działają jak trzeba mając już 20 lat) i uważam, że jest o wiele wygodniej. Wszystkie garnki trzymam w dużych szufladach, działa jak trzeba. Super sprawa na wykorzystanie wąskich przestrzeni to wąskie i wysokie wysuwane szuflady/szafka z wyciąganymi uchwytami na jakieś ścierki, drobiazgi do powieszenia. W tej samej kuchni w rogu mam zlew i kubły na śmieci, nie jest to tak wygodne jak śmietnik wyciągany na prowadnicach, ale to tylko kubły. Przynajmniej całe sortowanie śmieci i obowiązkowa siatka na inne siatki się mieszczą. Zlew jest też dzięki temu większy i to jest spoko. Chyba wolę tę opcję niż zlew na prosto i wyciągany stelaż z rogu na garnki, niby fajne, ale w sumie zużywa na garnki więcej miejsca niż szuflady i trudniej w tym ulokować pokrywki i drobiazgi.
Może i chodzi. W Hiszpanii rośnie poparcie dla ultraprawicy.
Teraz można sobie gdybać, gdy obrońcy życia, ani rodzina nie sprawili, że przez kolejne 18 miesięcy dziewczyna nie zmieniła zdania. Ta sprawa nie jest medialna od wczoraj. Zawiedli wszyscy i tyle. Mimo wszystko wolę lewicę, która nie wpieprza się w cudze, osobiste decyzje łącznie z tą czy ktoś chce żyć czy nie.
Komentarz o eliminowaniu niepasujących w kontekście choćby prawicowych ruchów antyimigranckich i antymuzułmańskich, nieprzyznawania praw różnym mniejszościom oraz novum - europejskiego ICE, brzmi co najmniej zabawnie.
To nie było tylko z powodu gwałtu i historia tej kobiety jest tragicznie smutna.
Oboje rodziców miało problemy z psychiką i używkami i kiedy się rozwiedli, to ona w wieku 13 lat zaczęła mieszkać w różnych placówkach dla nieletnich. Potem, jak już była pełnoletnia, zgwałcił ją chłopak, a następnie w październiku 2022 3 łebków na dyskotece (swoją drogą - nie ma wiarygodnie potwierdzonych informacji, że to byli Marokańczycy, ani czy Hiszpanie, są tylko odrębne pogłoski w mediach prawicowych i lewicowych i tak naprawdę nie wiadomo, kto ma rację; nie jest prawdą, że to się stało w ośrodku dla nieletnich, ona już była dawno pełnoletnia i tam nie mieszkała). Noelia nie zgłosiła żadnego z oprawców. Prawdę mówiąc, skoro nie zgłosiła, to nie ma twardych dowodów na to, że wszystko się wydarzyło, w mediach przewija się też informacja, że już wcześniej cierpiała na zaburzenia psychiczne i osobowości (depresja, borderline), niemniej 2 tygodnie później, dziewczyna skoczyła z 5 piętra chcąc popełnić samobójstwo, ale się jej nie udało, została sparaliżowana od pasa w dół. Paraliż to nie po prostu brak czucia, a najczęściej okropny ból uszkodzonego odcinka kręgosłupa. Dlatego, z powodu złego stanu fizycznego i psychicznego, w 2024 Noelia podjęła decyzję o eutanazji (a nie o ponownej próbie samobójczej, która mogłaby się znowu nie udać), rodzice byli przeciw, ale ona nie zmieniła zdania. Eutanazja miała był 2 sierpnia 2024 r., ale dzień wcześniej ojciec ją zablokował z pomocą chrześcijańskiej organizacji. Te kolejne półtoraroku jednak nic nie zmieniło. To jest tragiczna historia kobiety, w której otoczeniu od dzieciństwa zabrakło miłości i wsparcia (najlepsze relacje Noelia wspominała z babcią, która zmarła, kiedy Noelia miała kilka lat).
Teraz prawica jęczy, że eutanazji i godnej śmierci z wyboru nie powinno być, ale ani prawica, ani lewica, ani ludzie bez poglądów nie zadziałali dostatecznie, żeby dać Noelii nadzieję na lepsze. Jak widać, Noelia nie obchodziła nikogo dostatecznie na tyle, żeby otrzymała wsparcie, które dałoby jej nadzieję na to, że jeszcze czeka ją jeszcze cokolwiek dobrego w życiu. To jest cholernie smutna historia, jak zawiódł system i jak zawiedli ludzie.

Najbardziej lubię kwasiory, np. Pinta Kwas xy.
Słodkie wynalazki typu Nepomucen Smoothie też ok, wersja bez alko Free Pan Da też jest bardzo w porządku.
Jasne tak, ciemne nie.
2015 do lockdownu pod względem wszystkiego jak dla mnie, udogodnienia dostatecznie dogodne jak dziś bez zalewu gunwem z AI, a wojny i pandemie były odległe :')
Ale super! :) Świetna dynamika, kompozycja nie tylko kadrów, ale i muzyki i efektów dźwiękowych w tle.
Wygląda lepiej niż się potem słyszy o wrażeniach z Nepalu na żywo, jeśli chodzi o część miejską ;) Bardzo ładnie.
W korpo też nie do końca się kalkuluje, miesięczne koszty utrzymania pracownika są stałe (nie chodzi mi o pit, a np. o biurko do pracy, sprzęt, itp), dlatego pracodawcom generalnie się nie opłaca zatrudniać na redukcji etatu. No i, w zespołach, jak kogoś nie ma przez 1 dzień w tygodniu, to potrafi obsunąć termin wykonania pracy. Elastyczne etaty to raczej jest kwestia tego, czy pracodawcy się powodzi oraz jako zachęta dla pracowników w ogóle.
A jak obserwuję rynek pracy w ostatnich latach, to dokręca się korbę i wrzuca ludziom max pracy w te 40 godzin testując, ile są w stanie dźwignąć.
Ależ jak najbardziej nikt nie jest w stanie cisnąć te 8 godzin efektywnie w sensie, że rypać bez przerwy, chodziło mi o to, czy po zmniejszeniu etatu nadal masz przestrzeń na szybką regenerację między zadaniami i taką bez wyrzutów sumienia, że się nie wyrobisz :) Jeśli tak, to luks. Tak, znam te badania, że wpływ jest korzystny, przy czym realnie to może działać w pracy, w której są "wolne przebiegi". Ja sobie w końcu nie skróciłam czasu pracy (przy czym tematem było skrócenie do 35 godzin), bo uznałam, że wolę sobie wrzucić na luz w ciągu dnia niż gonić z pracą, żeby się zmieścić w skróconym wymiarze, a do domu wracać padnięta - bo nie za bardzo byłoby czasu na ogarnięcie zadań w krótszym czasie. Z Twoich odpowiedzi wynika, że te 32 godzin może mieć sens i tego chcesz, więc masz odpowiedź, próbuj :)
Nie, to nikt od Epsteina. Nic tam prędko nie ruszy z powodów prawnych, w tym ze względu na "zabytek". To jest top lokalizacja, która po realizacji inwestycji, zeszłaby jak na pniu. Żaden rozsądny deweloper nie trzyma przy Rondzie ONZ tej i przyległych ruder nieruszonych intencjonalnie, bo to się bardzo nie opłaca - tylko generuje koszty. Sprzedać w rozsądnej cenie to ciężko ze względu właśnie na kwestie prawne, a sprzedać po groszach też szkoda, bo to najlepszy "land bank" w mieście. Też mam nadzieję, że w końcu stanie tam coś ładniejszego.
A masz 8 godzin w tygodniu, w których nudzisz się w pracy i czujesz ciężar dupogodzin, albo coś Ci odpadnie z obowiązków, oraz masz takie zdolności skupienia, że efektywnie pociśniesz te 8 godzin dziennie? Jeśli tak, to się przerzucaj.
Jeśli nie, to a) zabezpiecz sobie nadgodziny b) licz się z tym, że jeśli nie będziesz się permanentnie wyrabiał z robotą w te 32 godziny, to będziesz bardziej zestresowany i tyle z wizji wypoczynku.
Rozważałam taką opcję i po powyższym, nie skorzystałam.
Generalnie się zgadzam, ale ta "moda na ADHD", a w latach ub. na borderline rzeczywiście jest widoczna. W dodatku, z mojego doświadczenia potrafi być problemem nie tylko dotyczących social mediów, ale gabinetów psychologicznych.
Niemal dekadę temu byłam na psychoterapii po wypadku samochodowym (który "odpalił" przy okazji masę uśpionych demonów do ogarnięcia) i od psychiatry oraz psychologa usłyszałam, że mam "cechy borderline" - kiedy równocześnie borderline miała masa influencerek-alternatywek. W zeszłym roku byłam na terapii par i usłyszałam, że powinnam się sprawdzić pod kątem ADHD. I to nie byli pierwsi lepsi znachorzy, tylko uznani fachowcy z wieloletnim doświadczeniem.
Efekt jest taki, że nie mam motywacji i zaufania diagnozować się pod kątem konkretnych nazwanych zaburzeń, bo i tak widzę, że jestem neurospicy i mogę mieć cechy występujące w różnych zaburzeniach - jak wieeelu z nas :). Poza tym, obawiam się, że źle dobrane leki osłabiłyby moje zdolności poznawcze, a pracuję umysłowo w dużym skupieniu. Może by mi pomogły, ale może nie, także, generalnie mam już wywalone, bo wiem, że jakaś diagnoza i tak znacząco nie poprawi jakości mojego życia, które w międzyczasie zorganizowałam pod siebie i po prostu robię swoje :)
Terapia CBT w ramach tej sprzed dekady po wypadku nie załatwiła wszystkich problemów w zakresie kontroli emocji, ale sporo pomogła z tym jak czuję się ja i jak odbiera mnie środowisko. Czyli tak, radzenie sobie to terapie i korzystanie z narzędzi pozyskanych w terapii przez resztę życia. W pracy korzystam z różnych narzędzi pomagających w skupieniu, zasadniczo najlepiej mi się sprawdza lista zadań w excelu i zapisywanie pracy w "blokach" 15-minutowych. Ale jak robota jest nudna, to pewnie niekoniecznie trzeba mieć jakieś zaburzenie, żeby się rozpraszać, tym bardziej gdy ręka swędzi, żeby sięgnąć po smartfon i przeskrolować GOLa i socjale. Ciekawe swoją drogą, jak na ilość diagnoz wpłynąłby uprzedni 6-tygodniowy detoks od socjali i gier on-line.
Anyway Dev, suuuuper, że udało Ci się tak poprawić jakość życia :)
Kobiety nie chcą rodzić, bo już na starcie czują, że zamiast partnera będą miały drugą mamę z którą będą musiały rywalizować.
Akurat to jest hmmmm, najbardziej zaskakująca teza, jaką czytałam w tematach kryzysu dzietności, skąd to wziąłeś, z forum dla trad wifes? :D Zwłaszcza z perspektywy tych zarobionych kobiet, rzekomo będących jedną z przyczyn problemu, facet interesujący się swoim dzieckiem i zaangażowany w dzieciowe sprawy jest jak najbardziej sexy.
Generalnie nie widzę powodów, żeby ktoś w ogóle musiał się bronić lub tłumaczyć z nieposiadania dzieci, ale jeśli już, to moją ulubioną obroną było "nie mogę mieć dzieci... bo mnie wk*ją" :) ;)
Bullz, a może ta para nie miała ochoty dzielić się akurat z Tobą osobistymi sprawami, tym bardziej, jeśli na przykład sami nie są zgodni w tej kwestii:) pytać zawsze można, ale nie trzeba odpowiadać.
A może raczej w końcu zaczęło się pisać o "drugiej stronie medalu" i o tym, co jeszcze 15 lat temu wielu myślało, ale w mass mediach głupio byłoby napisać? Tak to widzę. Kojarzę nieco materiałów o tym, że można żałować posiadania potomstwa, ale żadnego o kryrykowaniu posiadania potomstwa. To są dwa różne tematy.
Nie łam się, cycu. Jest jak jest i mam nadzieję, że mimo utrudnionej sytuacji, masz miłość w rodzinie. Co do podróży, to czasy, infrastruktura oraz reakcje społeczeństwa na osoby niepełnosprawne zmieniają się na korzyść. Przez sporą część w roku mieszkam w mocno turystycznym miejscu i nieraz widzę zagranicznych podróżnych z niepełnosprawnymi dzieciakami, którzy pewnie mimo trudnej logistyki dali radę wyskoczyć na wakacje, cieszyć się słońcem oraz spotykają się z życzliwością otoczenia (a nieżyczliwych buraków z jakimiś swoimi niezaspokojonymi problemami trzeba po prostu ignorować). Na pewno jest trudniej, ale nie ma, że nie. Wszystkiego dobrego :)
tak, tu zgoda, ale do tej pory to nie było zjawisko masowe i można powiedzieć, że to były przemyślane lub przymuszone decyzje, natomiast teraz coraz częściej mamy internet, gdzie różne frustracje łatwo się organizują, ich będzie dużo i już teraz widać, że one generalnie chciałyby podświadomie dzieci mieć, usynowiają jakieś Labubu, tylko kultura masowa im wmówiła, że możliwość zwiedzenia 324 identycznego włoskiego miasteczka to wolność, na którą zasługują
To dość przykry osąd i generalizowanie.
„Zjawisko” stało się widoczne - ze względu na internet i powszechną komunikację w social mediach, a także zmiany kulturowe sprzyjające większej otwartości do rozmów na osobiste tematy.
I ze swojej perspektywy bezdzietnej lambadziary do 36 r.ż. oraz rozmów z koleżankami oceniam, że świadome niezakładanie rodziny to często nie jest kwestia zerojedynkowa, to jest ważenie za i przeciw. Bezdzietność z wyboru to zwykle jest świadomość utraty czegoś, bądź niespełnienia, ale które pozostają mniej warte wobec tego, jakie korzyści daje bezdzietność. Są też przypadki, że kobiety nigdy nie czują lub przestały czuć potrzebę rozmnożenia się – bo na przykład, mają niekorzystne doświadczenia związane z rodziną, albo taką i nie inną gospodarkę hormonalną, albo nie spotkały w swoim życiu żadnego mężczyzny, który wzbudził w nich chęć zajścia w ciążę. Albo, to nihilistki widzące, że ludzkość jest beznadziejna i szkoda się mnożyć. Przyczyn i indywidualnych przypadków jest wiele, a ich generalizowanie jest bezduszne i burackie. Sprawa czy ktoś chce mieć dzieci lub nie mogłaby być sprawą osobistą, a jak ktoś się martwi o ZUS, no to właśnie, niech sobie ogarnie oszczędności.
Dochodzi jeszcze kwestia tego, że mężczyźni uwielbiają oceniać kobiety zachodzące w ciążę przez założenie, że kobieta chce uzyskać korzyści ekonomiczne – usidlić majętnego faceta, porzucić go i wystąpić o alimenty/podział majątku itp. Jak chłop niemajętny, to jest problem dla niezabezpieczonej finansowo kobiety w razie gdy zostawi z dzieckiem, a jak majętny, to podejrzenie, czy kobieta jest interesowna. To naprawdę widać w inbach na facebooku. A potem ci sami faceci jojczą w internecie, że baby to jakieś dziwne i nie chcą mieć dzieci.
Natomiast myślę, że gdy odezwie się instynkt, to jest uczuciem tak silnym, że marketing, o którym piszesz, często go nie pokona i to twierdzenie mocno na wyrost.
Poza tym, zwiedzanie 234 włoskiego miasteczka jest totalnie w pytę, na pewno fajniejsze od najpierw popylania/leżenia w łóżku z brzuchem przez kilka miesięcy, a potem dochodzenia do siebie po porodzie, że martwieniu się o bombelka, póki się nie usamodzielni nie wspomnę :) Natomiast, priorytety mogą się zmienić zależnie od sytuacji, a nuż w tym 234 włoskim miasteczku pozna się "tego jedynego" Amaro.
[edit] jeszcze odnośnie frustracji związanych z nieposiadaniem dziecka - parę lat temu od psychoterapeutki usłyszałam, że "Proszę Pani, mam bardzo dużo pacjentek, które myślały, że zajście w ciążę i urodzenie dziecka rozwiąże ich problemy".
Generalnie, im w dorosłości szybciej człowiek zrozumie że "cokolwiek zrobi, będzie żałować", tym będzie zdrowszy :)
Dramatyzujesz. Niektóre bezdzietne kobiety mogą odczuwać frustrację w późniejszym wieku z powodu braku potomstwa i niektóre mogą cierpieć z tego powodu na zaburzenia psychiczne (w zasadzie - depresja), natomiast rzecz z bezdzietnymi kobietami z wyboru jest właśnie taka, że zwykle same sobie doskonale radzą w życiu, nie muszą się prosić systemu o datki i okres bezdzietności pozwala im się jakoś zabezpieczyć finansowo. Jeśli mają być obciążeniem dla systemu, to takim jakim bezdzietni mężczyźni, którzy z braku dzieci mogą cierpieć z powodu podobnych frustracji.
"Dzieci planują Ci którzy rzeczywiscie chcą je mieć i mają pomysł żeby je wychować, coraz rzadziej to kwestia presji społecznej." <-- racja. 800+ i inne dodatki dodają poczucia bezpieczeństwa i możliwość zapewnienia dziecku trochę lepszych warunków rozwoju, ale tylko naiwniak mógł sądzić, że bezpośrednio przyczynią się do wzrostu dzietności, bo decydujące są inne czynniki, przede wszystkim obustronne znalezienie partnera, z którym ma się ochotę rozmnażać (na poziomie instynktownym i/lub racjonalnym), a także pozycja ekonomiczna w ogóle, w tym bezpieczeństwo w postaci lokum. Z kolei dla "wpadek", świadczenia socjalne i tak nie mają jakiegokolwiek znaczenia.
Wszyscy na pikniku zwracali się do Ciebie w jedynej, słusznej formie, czyli Kleks :)
Mam tę ksywkę od ponad 20 lat, więc jest jak najbardziej ok. Przyjaciele z internetu i tak mówią do mnie "Liluś" lub "Lil", a na to forum już przyszłam jako "Liluś", ale nie było polskich znaków przy rejestracji.
"Lil" rozlało się na życie pozaforumowe dla zagranicznych znajomych z powodu wpisania go na instagramie w miejscu imienia i czasem hula na przemian z formalnym imieniem.
Nie ma cringe'u, lubię być per Lil :)
Ale jakbym chciała, żeby znajomi zwracali się do mnie np. Lateralus/Aenima/Hooker with a penis, to rzeczywiście byłoby dziwnie :)
Najfajniejsze mam wydrukowane i wiszą w ramce na ścianie lub są w albumach, inne na laptopie + backup na dyskach przenośnych. Social media robią za " pamiętnik". Pojedyncze walają się na poczcie i google drive.
Poza tym, kasuję dużo i zostawiam najlepsze. A jak stracę te foty na dyskach, to trudno. Raz straciłam i ziemia nie przestała się kręcić :) foty to nie mój zawód, a nie chce mi się płacić za własne wspomnienia i sentymenty trzymając je w płatnych chmurach.
Czyli tazosy to takie lingwistyczne adidasy wśród zabawek :)
Zanim weszły Star Wars i przyjęło się "tazosy", to w moim sąsiedztwie mówiło się "kapsle". Kluch, a u Ciebie w tskim razie?
Gra w kapsle od butelek też była swoją drogą.
Tazosy SW weszły chyba z premierą Mrocznego Widma w 1999. Szał na poki kojarzy mi się już z 2000.
Może za młody jesteś, żeby pamiętać tazosy lat 90 - przede wszystkim, dodawane do gum dunkin i ze zwierzakami z chrupek star foods ;)

A trolle pamiętacie? Miałam może 5 lat, a do dziś pamiętam smuteks, gdy starszy kolega obciął fioletowe włosy jednemu z moich trolli :')

Mam tych staroci aż nadto, czy ktoś sentymentalny chce świat wiedzy? Akurat planuję się pozbyć :P
Niedawno wystawiałam na olx karteczki do segregstora. Sporo takich z "serii" zeszło za 2 zł / szt, szaleństwo ;o . Mam też gdzieś tazosy i serię figurek hoppies z gum dunkin, raczej je sobie zachowam:)
Przypomniało mi się jeszcze o wątku z imieniem dla chomika, przez co o tym filmiku mavioza o golu:
https://youtu.be/PQHNcQUUHYc?si=b6ZQB_RiAaWT4G6c
Który mi przypomniał o wątkach z piciem i niepiciem Dębczaka ;)

O tak! I jakie ładne podsumowanie z AI:)
A Leśniczówka Jednorożec widzę, że dostępna na bookingu:)

Klasyki, które mi przychodzą do głowy:
Jak poderwać dziewczynę
Czokoszoki
Zjawiska paranormalne - zwłaszcza potem w kontekście tego, co wyszło w wątku "Ej qwa ludki jak uratować moje patrzałki" i multiosobowościami Goozysa
GTA Alfa - tak epicki, że poleciał i wątek i parę banów
Telefon, który wpadł do wychodka
Jak masz jakieś fajne grupenfoty, to dawaj, fajnie powspominać:)
Co masz na myśli Laibach i faszyzm? Korzystają ze stylistyki totalitarnej, ale właśnie w celu konfrontacji polityki ze sztuką, przedstawienia w krzywym zwierciadle absurdów i niebezpieczeństw nacjonalizmu, w tym opowieści w swojej muzyce o krwawej historii Bałkanów. Polecam na żywo, poruszające występy i zespół nadzwyczaj koncertowy :)
Wracając do tematu, uważam, że femizm jako ideologia jest dobry i potrzebny, w przeszłości, obecnie i w przyszłości. Feminizm ma być równouprawnieniem, zaś wycieranie sobie nim mordy do osiągnięcia osobistych lub populistycznych celów, takich jak uprzywilejowanie jakiejś grupy od przykrywką walki o równouprawnienie szkodzi idei i społecznościom. Generalnie, psychopaci, egoiści i głupki szkodzą, niezależnie w jaką ideę się ubiorą.
Jak macie jeszcze czas oraz lubicie trekking, to zobaczcie Annagę, jest cudna i o tej porze roku fajna na wypad, gdy na plażowanie chłodno :) I uważajcie z wodą, ludzie nie doceniają siły oceanu, fal i prądów wodnych, w zeszłym roku głośnych przypadków śmierci /zagrożenia życia w wodzie było nadzwyczaj dużo. Masowa turystyka.
Loro Park męczy orki i delfiny niewolą i lokalni mieszkańcy w większości nie popierają tego miejsca, no ale będzie funkcjonowało, bo przynosi pieniądze.
Poza tym, wyspa i ludzie są mega i brzmi, że wyjazd się udał, fajnie :)
A jak jeszcze zdążycie odwalić jakąś śmieszno-durną turystyczną akcję, to może doświadczycie zaszczytu filmiku na cosa_famosa na IG ;)))
Miałam 15 lat i przy pierwszej próbie obejrzenia poprosiłam towarzystwo o wyłączenie, bo zbyt się wystraszyłam przy pierwszej scenie, potem obejrzałam do końca. Tak, zapamiętałam go jako bardzo dobry horror, także dzięki zakończeniu i też za nic nie chcę do niego wracać, żeby pamiętać to pierwsze wrażenie :D
Żaden z wymienionych filmów nie wystraszył mnie tak, jak Funny Games (oryginalny z 1997). To jak igra z psychą w hipotetycznej, acz możliwej sytuacji, brrr, nie mogłam zasnąć D: 10/10.
W tym roku nie, czego potrzebuję, to i tak ma pseudopromocję, poczekam na wyprzedaże nietrafionych prezentów świątecznych ;p
Jeśli zależy Ci na widoku najwyższych partii Tatr, to Szczyrbskie Pleso po słowackiej stronie jest mniej zatłoczone, wszystko co trzeba jest na miejscu, bliskie wyjście na szlaki, a restauracja Furkotka zawsze warta wizyty.
Bieszczady do przestrzeń, cisza, zieleń. Preferuję Dolny Śląsk i jako bazę wypadową na przykład Kłodzko lub Kudowę-Zdrój do parków - Adrszpach, Góry Stołowe, Góry Sowie. Jak chcecie mocno zielono, lubicie chodzić po wzgórzach, oglądać skały i ruiny zamków ale się nie zajechać, to Rudawski Park Krajobrazowy. Obok można zrobić sobie wycieczkę na Sokolik, fajny widok na okolicę. Karpacz jest bardzo ładny, klimatyczny i wyjście na Śnieżkę to fajny superklasyk, ale w sezonie też już męczy tłumami i tandetą. Lepiej poza sezonem i pogoda na góry nie jest tak niepewna jak w Tatrach. Może wątek Podróże małe i duże też zainspiruje do czegoś nowego: https://www.gry-online.pl/forum/podroze-male-i-duze-cz-2/zcf95cda
Podobnie - mnie nie porwało, ale dużo planszówkowych znajomych lubi. Może być przystępne na początek. Co do grania w 2 osoby nie mam opinii, bo grałam w większej grupie.
Przede wszystkim, coś co nie wymaga godzinnego rozstawiania planszy czy sortowania kart, żeby na dzień dobry nie stracić zapału. Łatwe i grywalne, ale nie idiotyczne jest Osadnicy z Catanu, jeśli dziewczyna ma zacięcie bojowe/strategiczne, to fajna i przystępna jest neuroshima hex. Optymalnie imo 3 osoby, ale te są również przyjemne we 2. We 2 os. dobrze wspominam też K2, ale grałam tylko raz. Catan i Neuroshimę lubię regularnie ruszyć w 2 osoby. Na szybką rozgrywkę w 2 osoby spoko są jeszcze Eksplodujące Kotki (mają więcej uroku, jeśli lubi się humor z komiksów Oatmeala, czy tegoż serialu na Netflix, który powstał po grze).
Terraformacja Marsa i Puerto Rico mogą być jako kolejne gry.
Pisane z dziewczyńskiej perspektywy ;p
Dziś ukazał się nowy album Veston Vulture. Jeśli ktoś lubi plumkanie new wave/post punk, to polecam zespół:)
https://vestronvulture.bandcamp.com/album/grilled-cheese-deluxe

Moje tegoroczne turystyczne odkrycie Dolnego Śląska - Bardo :) nieraz przejeżdżałam obok i podobał mi się widoczek na most z drogi krajowej, aż w końcu odwiedziłam przy okazji zwiedzania Srebrnej Góry. Miasteczko oferuje różne atrakcje - niewielką, ale bardzo ładną część starego miasta, górzyste trasy piesze i rowerowe, pielgrzymkowe szlakiem zabytkowych kapliczek i pyszniutkie pierniki :)
Prawda, ładne i klimatyczne miasta, a zamek w Golubiu jest wart odwiedzenia, jeśli ktoś lubi zwiedzać zamki, kiedyś nocowałam w ramach wyjazdu studenckiego, można wynajmować nocowanie i salę w podziemiach na imprezy, dobry klimat, polecam :)
Jeremiah Kane - Summer '85
https://youtu.be/7vWzIPUX5CQ?si=EEeK8LH-jxjnqpuG
Polski wykonawca, bodaj z Poznania. To nie AI, gitary na koncertach są na żywo i gdyby była okazja, to polecam wybrać się na koncert, mega energia :)
Od ćwierćwiecza zarabiam na trollingu w necie rozwijając narzędzia do kontroli nad światem, ale ciiii.
Siema, kopę lat:)
Zaglądam na GOLa sporadycznie zobaczyć co słychać, a tu takie rewelacje.
Dawno nie czytałam czegoś tak... smutnego. Wygląda na to, że gościu spędził ćwierćwiecze na rozmawianiu sam ze sobą i tworzeniu wyimaginowanych postaci, co musiało wiązać się z ogromną ilością poświęconego na to czasu. Ponadto, w swoje dramaty zaangażował emocjonalnie inne osoby. Ciężkie musi być życie z taką pofiksowaną głową. Mam nadzieję, że chociaż uratował patrzałki.
Mocną stroną GOLa w budowaniu internetowej społeczności rzeczywiście były pikniki "na żywo".
Wolf, w punkt, a jak można się zamienić, to bilans się zgadza :D
Jak rzadko lubię polskie kabarety, to ten filmik się nie starzeje. Zwinnie parodiuje dysponujących siłą "obrońców uciśnionych" nie tylko na lokalnych podwórkach, ale również w choćby ostatnich konfliktach zbrojnych na świecie.
Też zaczynałam od Catan jeśli chodzi o coś ponad Monopoly ;).
Rozwojowo top - Battlestar Galactica, dobrze wydane pieniądze, tylko drogo chodzi teraz. Dziwnym nie jest. Gra o Tron też świetna, tylko wbijanie sobie nawzajem noża w plecy, żeby wygrać, to raczej nie jest temat na rodzinną rozrywkę. Obie fajniejsze w więcej osób, zwykle tak jest.
Z bardziej dostępnych to Puerto Rico bardzo fajna, klasyk, mało losowości.
Niedawno grałam również w Terraformację Marsa, bardzo udana. Tylko dwie rozgrywki, ale każda przebiegała inaczej.
Dużo pochwał z klasyków planszówek zbiera Carcassone.
Cześć, Adam, przyszłam sobie na forume na update, co tam słychać :) Skoro przerobiłeś terapię i masz psychiatrę, to przynajmniej wiesz chociaż z grubsza, na czym stoisz. Masz za sobą mimo wszystko dobry krok do tego, żeby pogodzić się z tym jaki jesteś, razem ze wszystkimi Twoimi odchyleniami. Mi pomogło przyznanie się przed sobą, że autonienawiść jest częścią i ceną mojej barwnej osobowości. No i skoro nienawidzić, to wszystkich po równo, zero dyskryminacji, bez wyjątków ;) Może jak powylewasz na innych, to mniej zostanie na Ciebie. Żartuję, nienawiść nie jest przyjemna. Ale czasem po prostu jest i tyle.
Trzymam też gdzieś z tyłu głowy myśl, żeby kochać siebie chociaż od czasu do czasu tak, jak kocham lub zakochuję się w innych - bo czasem aż za mocno. Nie rozwiązuje problemów, wiadomo, ale jakoś tak się milej robi na chwilę w gorszym momencie. Spróbuj chociaż.
Terapie nie są magicznym uzdrowieniem, ale powinny dawać narzędzia. Jeśli takowych nie dostałeś, to bardzo mi przykro śledząc temat od początku :( Cieszę się jednak, że nadal sobie jakkolwiek radzisz niż nie radzisz. Pozdr.
Haha :D Nie mamy intercyzy, natomiast nie widzę powodu, dla którego miałabym się bezzwrotnie paść na krwawicy, na którą małż ciężko zapracował, a nie przepuszczał hajs na głupoty jak ja. Nie mamy dzieci, więc nie ma tematów typu poświęcenie zdecydowanej większości czasu przez jedną ze stron na prowadzenie gospodarstwa domowego. Chodzi o zwykłe poczucie sprawiedliwości, także w związku :)
Czy pragmatyzm? Również. Lepszy cash flow we dwoje niż solo ;)
Osobne konta na pensję i zachcianki, wspólne na kredyt. Kochajmy się jak bracia (choć w przypadku małżeństwa, to średnie porównanie), liczmy się jak Żydzi.
Tak, małżeństwo to wspólnota, sekretów nie ma, więc jest założenie, że akurat finansowo się nie dymamy.
Tu masz zwięzłe info: https://www.podatki.gov.pl/pit/osoba-nieprowadzaca-dzialalnosci-gospodarczej/rozliczenie-osob-26-60/rozliczenie-z-dochodow-z-praw-autorskich/
Jeśli Twoje pytanie jest konkretne i poważne, to poważną odpowiedź możesz otrzymać na infolinii Krajowej Admin Skarbowej: https://www.gov.pl/web/kas/krajowa-informacja-skarbowa
Chomiczówka, Chomiczówka boomerska już wjechała, to w kontrze Schodki :> https://youtu.be/AjrtRgZdzgU
Proszę, odpowiedź na zadane pytanie od pytanej: wybrałabym suchoklatesa.
Poza tym, zgadzam się z Tal_Rasha, że czysto fizycznie to wybór między dżumą a cholerą, na szczęście są na tym padole jeszcze inne opcje :)
No i jest!
Świeżutkie, debiutanckie LP pt. "Bleak Light, Fervent Dark" BBoTE już jest dostępne na bandcamp w wersji pudełkowej i digital:
https://blackbloodoftheearth.bandcamp.com/album/bleak-light-fervent-dark
Ostatnie wideo do "Grey Cobweb Veil", jedne z moich ulubionych fragmentów na płycie: https://www.youtube.com/watch?v=qzoGKYRt6lk
Niedługo wskoczy na spotify, tidal itp, wtedy odkopię wątek główny zespołu, który kiedyś założyłam na GOLu. Jednak zbyt się jaram z czekaniem te parę dni, zanim się ogarnie upload na inne streamy, żeby nie podzielić się w tym wątku ;)
Entuzjastów death/doom metal serdecznie zapraszam do zapoznania się, a jak ktoś się skusi na zakup płyty do kolekcji, to w ogóle super :)
Ucząc się na cudzych błędach, jak się mocnej zranicie i jest ryzyko, że czymś zanieczyszczonym/w kontakcie ze zwierzakiem itp., to niezwłocznie ogarnijcie publicznie lub prywatnie zastrzyk przeciwtężcowy nie czekając, aż coś zacznie się babrać. Jeżeli uraz nie jest super pilny do leczenia oraz ma się taką możliwość, to zamiast punktów w dużych miastach przy dużych osiedlach, ze swojego doświadczenia polecam podjechać do mniejszej miejscowości w okolicy, bo są mniejsze kolejki na SOR.
Obrażać się za bolący palec na lekarzy i ratowników trochę słabo, no sorry. Obyście nie musieli zmieniać zdania co do kolejkowania w sytuacji, gdy kogoś bliskiego przywiozą w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Inna sprawa, że ten system jest niewydolny i można się wściec, gdy z zaniedbanej sprawy początkowo mało pilnej robi się poważny problem :(
Kiedyś proces apostazji sabotowali na każdym kroku, dziś (zazwyczaj) nie ma problemu.
Jak już w parafii odbiorą telefon w tej sprawie, żeby umówić się na konkretny dzień, aby nie jechać kilkaset km do parafii chrztu, żeby usłyszeć, że "akurat dziś nie da rady" to może już nie robią problemu ;)
Niedawno byłam na koncercie polskiej artystki Shagreen, obłędna kobieta, piękny głos na żywo bez konieczności poprawek :) Subtelny, melodyjny elektro/industrial. "Runaway", choć wg statystyk nie najbardziej słuchany, to gra u mnie na pętli:
https://www.youtube.com/watch?v=SR7tl9CDJPE
https://soundcloud.com/shagreenmusic
https://shagreen.bandcamp.com/
Nie ukrywa inspiracji Nine Inch Nails i How to Destroy Angels, słychać to bardziej w starszych utworach.
Thx ;) no właśnie z moim autkiem jest tak, iż przyznaję, że troszkę czekam aż się rozkraczy, żeby z czystym sumieniem nabyć/wziąć w leasing coś nowszego, a ono dzielnie jeździ bez awarii, kochane :D
Edit: a lakierowanie auta nie taka trudna sprawa, nie trudniejsza niż robienie hybryd i akryli na paznokciach, podobna.
Moja furka ma ponad 21 lat i jest bezawaryjna, za to jeden błotnik po wymianie, drugi niedługo (a bagażnik załapał się z OC). Drobne ogniska rdzy likwiduję i lakieruję sama, bo u lakiernika byłoby drogo, jak ruda wejdzie za bardzo to trudno, wymiana blachy, a jak progi będą do wymiany, to tak, będzie mnie to pewnie kosztowało prawie równowartość samochodu (auto na rynku poszłoby może za 3.5k), ale patrzę właśnie przez pryzmat ekologii, skąpstwa, miłości do tego autka i skoro pytamy o x czy y, to że koszty naprawy awarii nie muszą być niższe, a odpada element zaskoczenia awarią :) i to jest bardzo wygodne, że przynajmniej na wymiany wyeksploatowanych części mogę umówić się w dogodnym terminie, gdy nadchodzi ich czas.
Opcja 1, jak blachy będą do wymiany, to podjedziesz z tym do naprawy kiedy chcesz, a jak awaria, no to.... Nigdzie nie podjedziesz, albo jak na złość w niedogodnym terminie - zawsze jest niedogodny termin.
W szachy dawno nie grałem, za dzieciaki z marnymi rezultatami startowałem nawet w zawodach ale znalazłem się w takim dziwnym miejscu, że gra ze zwykłymi ludźmi nie miała już sensu bo była za łatwa, a z turniejowcami i zapaleńcami ja nie miałem szans, wiec przestałem grać bo uczyć mi się grać profesjonalnie po prostu nie chciało.
No to mamy podobną historię ;) Czasem gram, jak grywałam więcej to ludzi z otoczenia zastąpiłam kurnikiem, bo rankingi pozwalały znaleźć podobnych graczy.
Ostatnio nie gram w planszówki, są inne zajęcia. Jak już gram, to w Alien Legendary Encounters lub Neuroshima Hex. Poza tym, z przyjaciółką w Catan przez neta z botem lub jakimś anonem, żeby były 3 osoby. Przed covidem regularnie spotykałam się na Battlestar Galactica, bo to dla mnie chyba najlepsza planszówka, w jaką grałam. Potem towarzystwo się rozjechało. Sporo "tradycyjnych" gier w karty.
Do grania w domu rozważ interfejs i wtyczkę z paczką basową (np. Darkglass) oraz słuchawki. Interfejs np. Focusrite Scarlett Solo. Całość wyjdzie więcej niż piszesz (sam interfejs tyle kosztuje), jednak jako współlokatorka basisty na domowe warunki - polecam ;) do grania w zaciszu i zajmuje mało miejsca. Żadna pierdziawka w tej cenie nie będzie zadowalająca.

Zapowiadany synhwave'owy projekt Szanownego Małżonka w pełnej, wymuskanej zachodzącym słońcem nad palmami, krasie:
Bandcamp, można zakupić CD do kolekcji / digital:
https://impactafterglow.bandcamp.com
Spotify:
https://open.spotify.com/album/4ver2QwYrUbpZ9QngfUMeW
Soundcloud:
https://soundcloud.com/impactafterglow
Fb:
https://www.facebook.com/impactafterglow
YT:
https://www.youtube.com/channel/UCE8HtfeE9TrHL1uU7DqGgpA
życzę relaksacyjnego słuchania :)
Też mogłabym się przywalić do gęstodiety, że niezdrowa, a prawda jest taka, że dziś po pracy na kolację (obiad jem w przerwie) mam teraz piwo z piwem :| na zdrowie :)
Mi też Dior Sauvage leży, najlepiej na mężczyznach w okolicach 40stki :) :P To nie krytyka, a racja wieku.
Zapachy można sprawdzić w perfumerii, a przed zakupem doczytać recenzję np. na www.nezdeluxe.pl Ja przyznaję, że zdarzyło mi się kupić pachnidło, które po paru godzinach jednak okazywało się kiepskie i niestety efekty pokrywały się z tym, co napisano w tym recenzenckim blogu. To nie wyrocznia, ale bywa pomocny.
Hahah, jakie to jest zaj*ste :D Nieco die Antwoordowe.
Edit: odnośnie Frosty od
CHVRCHES, Robert Smith - How Not To Drown
https://www.youtube.com/watch?v=7U_LhzgwJ4U
Zacne :) Singiel z zapowiedzianego na 27.08 albumu "Screen Violence", jest już wyżej na liście.
Rozważałam, ale skoro są limity wejść, to nie będę wbijać się tym, którym może zależeć bardziej. Mam już swoje inne, zaplanowane imprezy. Od paru lat mi się odechciało na dłuższy czas, ale czuję, że potrzebuję sprawdzić po latach czy nadal mi się podoba lub czy docenię inne elementy wooda niż kiedyś, więc może za rok, gdyby wróciła typowa formuła festiwalu :)
A mniej popularni wykonawcy to nieźle, może nawet fajniej, bo w roku z the Prodigy to już jakoś za gęsto było.
Oho, Rudawy + kamper to często wspinacze. Mała szansa, ale może trafiłeś na moich znajomków z https://www.facebook.com/Gienkihittheroad/ instagram: gienki_hit_the_road ;)
Przed Covid wyruszyli na 9 miesięcy w objazd po Europie, wycieczka z nastawieniem na wspinanie, ale jest też dużo widoczków, info o tym, jak się podróżowało kamperem, może znajdziesz tam przydatne info, albo podpytasz o coś Gienków poprzez fanpage.
Objechali półwysep Iberyjski, południe, Grecję, Skandynawię (na insta foty z Norwegii są z lipca 2019), więc przekrojowo.
Z tego co śledziłam na ich fb, to warunki trafiali dobre, bodaj jedynie w Albanii były problemy z przejechaniem kamperem ze względu na zły stan dróg, ale to nie UE.
Nie kupuj tak drogiego prezentu "tylko koleżance", bo to będzie dla niej krępujące i zepsujesz jej urodziny, chyba że w Waszym otoczeniu taka kwota nie robi wrażenia, a inni goście też mieliby sypać takimi drogimi prezentami. Jeśli chcesz, żeby ten prezent był naprawdę fajny i koleżanka jest tego warta, to niech będzie to tematycznie coś, co pasuje do niej, np. jakiś personalizowany gadżet/ciuch pasujący do zainteresowań, albo chociaż w jej stylu ( np jakieś pasujące do jej stylu przyzwoicie grające słuchawki lub power bank, to ma się przy sobie), a nie drożyzna polecona przez anonów z netu.

Quiz w czasie nierzeczywistym, bo na miejscu nie łapało netu. Odp. w spoilerze.
W górach spotkaliśmy się z wieloletnim użytkownika GOLa, Goorką/The Last Child. Kogo by tam nie spotkać, jak nie osobnika z nickiem pasującym tematyką do wątku ;) Wpisując się w ostatni GOLowy trend, na zdjęciu nasze obute stopy z panoramą w tle. Dobry trip urozmaicony m.in. dupozjazdami po śniegu, w dodatku z jeszcze inną znajomą twarzą spotkaną na miejscu, znajomych w tych górach jak na domówce :)
spoiler start
Wczoraj (piątek) z Wołowca na Łopatę i dalej czerwonym szlakiem, za Łopatą m.in. Starobociański Wierch i Bystra.
spoiler stop

Quiz w czasie rzeczywistym: skąd widok na co?:)

Wczoraj resetowałam się na skale Apteka na Jurze, widok z góry, jak o 10 schowałam telefon, to wyjęłam o 17, żeby zrobić to zdjęcie, no i fajnie -->
Inspiracją wizerunku Śmierci była już nie żyjąca Cinamon Hadley:
https://post-punk.com/cinamon-hadley-the-inspiration-for-neil-gaimans-death-has-passed-away/
Cóż, aktorce pozostaje udowodnić, że obroni tę postać.
Tygrysek - prawda, robią swoje ;)
Slasher - historia jest wyżej, dokładniej to dwa pęknięte kręgi piersiowe w gorset jewetta, lędźwiowy poważnie złamany w śruby.
Tak sobie teraz obieram jak cebulę te wspomnienia sprzed lat i właśnie moja największa trauma z otarcia się o śmierć wiąże się z tym autopilotem.
Jak wyżej pisałam, nie od razu się zorientowano, że mam rozerwane jelita. Zrobiono mi TK, wyszło poważne złamanie kręgu lędźwiowego, więc trafiłam do szpitala operującego kręgosłupy. Nie zdiagnozowano rozerwanych jelit, jeszcze nie zdążyło wyjść w badaniach. Następnego dnia, leżąc w łóżku szpitalnym po operacji kręgosłupa, w jednym z krótkich przebłysków świadomości zmacałam sobie brzuch i zorientowałam się, że coś jest nie tak, bo jest twardy jak deska. Uczcie się pierwszej pomocy. Ponoć skarżyłam się na ból, ale nikt nie zbadał brzucha, póki sama się o to nie upomniałam, a może gdyby nie rodzina, która już była na miejscu, to by mnie zignorowano. Wymioty były, ale założono, że to od Tramalu. Ogólnie, to gdybym dalej leżała naćpana czekając cierpliwie na poprawę, to może bym umarła, bo przy ostrym rozlanym ropnym zapaleniu otrzewnej i postępującej martwicy, każda godzina ma znaczenie. Decyzja lekarzy, że trzeba mi zajrzeć do brzucha, to był kluczowy moment w tym całym ocieraniu się o śmierć, że nadal jestem po tej, a nie po tamtej stronie. Martwica tkanek zdążyła zasiać trochę zniszczeń, ale na szczęście w ostatniej chwili trafiłam w dobre ręce, chirurg cośtam powycinał, pozszywał i brzuch generalnie działa ;) Z góry i z dołu dziękuję kierowcom potrafiącym w korytarz życia, mi to uratowało życie.
Dzięki za ten wątek, wylewam z siebie po latach te wspomnienia we względnie towarzyskim gronie, bo w realu przy piwku to chyba zbyt ciężki temat do uzewnętrzniania się, a po swojej akcji jakoś niepokojąco z zainteresowaniem czyta mi się o Waszych akcjach :p
Potwierdzam, w papierach policji i szpitalnych pisano, że jestem cały czas przytomna, kontakt logiczny, lekko splątany, natomiast ja nie pamiętam 95% tego, co się wokół działo, w tym wielu rozmów, tylko przebłyski. Przeszłam jakby na autopilot, mogłam podać swoje dane, telefony kontaktowe itp. Np. wydawało mi się (takie mam wspomnienie), że podczas podawania danych policji siedziałam, a nie było to możliwe, bo miałam połamane plecy. W krótkich momentach czułam 100% bólu, a potem odcinał się ten ból całkiem. Stąd ludzie mogą nie ogarniać, że np. mają wbity jakiś przedmiot w ciało. No i dobrze, bo by się z bólu oszalało.
Fraktale i surfowanie po wymiarach z pogłębionym wrażeniem ich przestrzenności jak na psychodelikach też były i to był jeszcze ten dobry trip. Stąd podejrzewam wzmożoną aktywność szyszynki. Potem mogło przejść w majaki oraz utratę "siebie" ze względu na chemiczny koktajl, chorobę i brak snu.
W Toruniu, przyjaciele mieli "przyjemność" przechodzić przez pasy, gdy tuż przed nimi zatrzymał się sam o. Rydzyk. Tylko nie w Maybachu, a w jakiejś Toyocie pewnie od bezdomnego, status studenta to jeszcze nie pod Maybach :/
https://www.youtube.com/watch?v=zrNDdvd6e0o „Miami” wprowadzenie https://www.youtube.com/watch?v=0hfNLX0jzQI „Miami”.
Cała płyta „Życie po śmierci” jest taka, że momentami podczas słuchania się rozklejałam, bo miałam flashbacki ze swoich szpitalnych przeżyć, rekonwalescencji i powrotu do życia, fenomenalny album :)
Generalnie, to na początku trip był spoko, były kolorowe zwierzęta, mapy skarbów na szpitalnej ścianie, fraktale, fantastyczne widoki na baśniowe zamki w górach itp. Byłam sobą, pamiętałam, kim jestem, jak się nazywam, jaki był ciąg zdarzeń (bez szczegółów – musiałam przy uderzeniu dostać dużego kopa adrenaliny albo innej mieszkanki hormonów, bo mam duże luki w pamięci, poza tym w stanie zagrożenia życia mózg odcina funkcje pamięci, bo ciało skupia się na zachowaniu funkcjonowania organów, to też jest ciekawe).
W okolicy trzeciej nocy tripa, zapomniałam, kim jestem. Serio, w ogóle nie byłam świadoma, że istnieje jakaś Lilus, że ma jakąś przeszłość, byłam autentycznie przekonana, że jestem jakąś bodaj portorykańską imigrantką w Grecji, która na Santorini szuka kąta do wyspania się (trzecia/czwarta noc bez snu). Mój mózg wykreował nawet wspomnienia tej fikcyjnej postaci, powiązania rodzinne itp. Pamiętam, że było mi smutno i wstyd z powodu dalszego pokrewieństwa z Kim Kardashian i Kanye Westem. Moja podróż była na Santorini pewnie dlatego, że wcześniej oglądałam na insta fotki z wakacji jednej z blogerek w tamtym miejscu. Nie pamiętam już tego, ale zapisałam sobie, że wydawało mi się w pewnym momencie, że jestem kilkoma osobami na raz, połączonymi jakąś więzią świadomości między kontynentami (Ameryka Pd. – Europa). To był zły trip, bo cholernie chciało mi się spać, czułam się zmęczona. Jakby ktoś zmuszał do czterodniowej imprezy bez snu. Jeszcze gorszy trip zaczął się, gdy byłam przekonana, że wpisano mnie w KRSach w jakieś nieruchomościowe spółki-słupy i muszę wykupić za jakąś absurdalną kwotę grunt pod moim szpitalnym łóżkiem, bo inaczej szpital zaprzestanie leczenia, leżałam na tym łóżku w nocy pośrodku jakiejś polany pośród gór, przy ulicy, podczas ulewy. Było gorąco i miałam dreszcze z zimna. Oczywiście byłam przekonana, że to się dzieje naprawdę. Byłam totalnie zmęczona, marzyłam, żeby zasnąć, ale jednocześnie nie chciałam zasnąć, bo było dla mnie wówczas logiczne, że wtedy już się nie obudzę. Udało mi się w końcu zasnąć jakoś między czwartą a piątą dobą bez snu, gdy stan organizmu się poprawił. Godzinka-dwie snu spowodowały, że koszmar trip z dna piekła ustąpił, a ja przypomniałam sobie o „sobie”. Jak pacjent chce żyć, to medycyna jest bezradna.
Podejrzewam, że ten mindfuck to mieszanka pt. leki pb, morfina, zatrucie organizmu (ropne zapalenie otrzewnej, wyniki badań krwi fatalne), brak snu, fiksacje szyszynki. Każde z osobna nie dawało by jazdy z tak szybkim i mocnym skutkiem. Czytałam później, że morfina może powodować wrażenie oderwania od jaźni, jednak gdy później dostawałam ją po wyjmowaniu śrub z pleców, to był tylko chill i obojętność, pewnie za mało i za krótko, zresztą przy moim tripie nie mogli mi jej lać ile wlezie, bo powodowało by to inne negatywne skutki uboczne. Przeżycie z jednej strony niesamowite, a z drugiej straszne jak nic, szukając pozytywów cieszę się, że mam bogatszą perspektywę o takie przeżycie, ale z drugiej strony, okupiłam to niezłą traumą.
Jeśli chodzi o nastawienie względem kierowcy, to nadal się przyjaźnimy. Miewam do niego momenty żalu, gdy czuję duży ból w plecach, ale nigdy jakieś nienawiści itp. Ponieważ się przyjaźnimy i jesteśmy wobec siebie wręcz nieprzyzwoicie szczerzy, to mogłam wyrzucić z siebie cały żal o to zdarzenie, mogliśmy wiele i długo rozmawiać, żeby oczyścić atmosferę i to, co po wypadku mamy w głowach. Tamtego dnia nie jechał brawurowo, stracił panowanie nad kierownicą przy wyprzedzaniu na dziurawej drodze. Może zabrakło doświadczenia w prowadzeniu auta z przednim napędem, może się ślizgnęło na plamie oleju, może była jakaś usterka, której biegły po wypadku i tak nie zdiagnozował, bo przód auta się złożył. Cholera wie, ja wiem, że na pewno nie zrobił tego celowo, a nieraz z nim podróżowałam i styl jazdy ok. Na dobre relacje po wypadku pewnie złożyła się wcześniejsza przyjaźń oraz to, że styl jazdy był ok, pewnie gdyby styl jazdy był brawurowy, to moje nastawienie do sprawcy byłoby odmienne. Za to obecnie bardzo się stresuję jadąc jako pasażer, zdecydowanie pewniej czuję się mając kontrolę za kółkiem, wręcz bardzo lubię prowadzić auto.
Kierowca wrócił do prowadzenia samochodu jak tylko zrosły mu się kości po paru miesiącach, choć rzeczywiście zaczął jeździć nieco wolniej i ostrożniej (wcześniej też miał raczej odpowiedzialny styl jazdy, więc zmiana niewielka) póki co przesiadł się na bezpieczne, rodzinne dupowozy. Tylko, że to wynika raczej z powiększenia rodziny, MX-5 w przyszłości nie wyklucza, bo to jednak zacna maszyna.
Fett, "wyszedł cało", to trochę na wyrost, bo też został wyciągnięty z wraku, też połamał kręgosłup i doznał urazów wielonarządowych, a telefon, który odpadł z uchwytu na szybie w momencie uderzenia zgruchotał mu ramię, które zrastało się parę miesięcy, ale też żyje i chodzi, a nawet biega ;) Plus jest taki, że przydzwonił w drzewo środkiem auta, więc oboje połamani, ale żyjemy.
Info o wypadku przewijało się w lokalnej prasie, pewnie akurat nic ciekawszego na okolicznych polach od złożonego na drzewie niebieskiego kabrioleta nie wydarzyło się w tamtym czasie.
Paudi, było, jak już się podzieliłam powszechnie wiadomością o wypadku i wrzucałam na fb/insta fotki szpitalnego żarcia, to już bez kilku rurek w brzuchu i innych częściach ciała :) ogólnie to z 3 tygodnie spędziłam w szpitalu.
No i mam ciekawy wpis na fb z pierwszego lub drugiego dnia po wybudzeniu ze śpiączki - byłam przekonana że słyszę, jak ktoś z dystrybutorni / jakaś maszyna, piszczy w rytmie "Feel Good Hit of the Summer" QOTSA. Rozbawiło mnie to i zrobiłam wpis na fb, że ktoś to wygrywa w szpitalu. Oczywiście, to były halucynacje. Za to kawałek doskonale pasował do mojego mocno wtedy przećpanego umysłu. Zapomniałam o tym wpisie i zabawnie było odczytać go po jakimś czasie.
Z drobiazgów, to kiedyś stojąc na przystanku, zasłuchałam się w muzyce, podeszłam niebezpiecznie blisko do krawędzi przystanku i o mało mnie autobus nie zahaczył.
Z tych poważniejszych, to 6 lat temu po wypadku samochodowym (MX-5 skończyła na drzewie, jechałam jako pasażer) miałam m.in. złamane trzy kręgi, złamany oczodół, rozerwane jelita skutkujące ropnym zapaleniem otrzewnej (nie od razu się zorientowano, skupiono się na kręgosłupie i z tego niedopatrzenia wyszedł stan zagrożenia życia), więc trzy operacje (po 1,5 r. czwarta - wyjęcie śrub z kręgosłupa), oiom przez tydzień, śpiączka farmakologiczna, jak się rodzina pytała czy przeżyję, to odpowiedź była "nie wiadomo". Miałam ostre halucynacje przez kilka dni, pewnie mieszanka okropnego bólu, braku snu, morfiny, innej chemii, podejrzewam też, że odpaliło mi się DMT przy przeżywaniu near death experience, bo odwiedzałam wszystkie ziemskie wymiary na raz jako inna dusza. PTSD (wypadek + umieranie), depresja, dwuletnia psychoterapia, przewlekły ból i rehabilitacja do końca życia. Ogólnie to grubiutko, więc jak ktoś ma pytania odnośnie umierania naprawdę, to mogę spróbować na nie odpowiedzieć, silne przeżycie, momentami ciekawe wrażenia, ale generalnie nie polecam ;)
Tak, chodzę, wręcz ze względu na przewlekły ból pleców oraz dla głowy i przyjemności uprawiam sporo sportu, generalnie co to nie ja.
Za tydzień Tatry i mam nadzieję nie zaliczyć takiego zjazdu jak Bukary, jedno umieranko wystarczy :)
Poważna sprawa, współczuję i szanuję, że dostrzegasz jakieś pozytywy. Mam nadzieję, że przebyte urazy Ci nie dokuczają.
Sprawdź, gdzie w ogóle można:
https://www.gov.pl/web/dyplomacja/informacje-dla-podrozujacych
Jak po taniości, to można:
1. Riwierę Turecką - np. okolice Kemer, masz morze i wysokie góry obok siebie, nieopodal antyczne ruiny, do których można się przejść spacerkiem. Autobusy kursują, niekoniecznie punktualnie, jest mnóstwo prywatnych busików, można dogadać się co do ceny za przejazd i do ilości osób w pojeździe. Jak lubisz nowe kultury, to zapoznałbyś się z mieszanką islamu i zachodu.
2. Czarnogórę, Góry Dynarskie. Góry są przepiękne, a schłodzić można się w czystych rzekach. Dla oszczędności, możesz rozważyć camping. Sama nie korzystałam, znajomi korzystali i ponoć ok. Do doczytania w necie, jeśli rozważasz. https://roadtripbus.pl/noclegi-na-dziko-na-balkanach/ Jak zechce się morza, to można podjechać do Budvy, tam jest taka fajna wysepka nazywana przez miejscowych Hawaje, promem za kilka EUR ma się dobrą miejscówkę do plażowania. Leżaki z parasolami na miejscu za kilka EUR (plaża jest kamienista, smażenie się na kamieniach to raczej średnia przyjemność). Jest co zwiedzać, jeśli woli się aktywny wypoczynek. Czarnogóra ma nienajgorsze połączenia autobusowe, z punktualnością różnie, ale generalnie jeżdżą i kosztują rozsądne pieniądze. Ludzie spoko, tacy swojscy.
3. Albanię. Do morza nie dotarłam, natomiast byłam w głębi kraju i jest tanioszka w porównaniu do reszty Europy. Bardzo ciekawy kraj, unikalny naród i kultura.
4. Bułgarię, Słoneczny Brzeg, sam Nessebar to ładne zwiedzanie na cały dzień.
5. edit: na liście do sprawdzenia z niedrogich mam Rumunię, ładne góry i jest nad Morzem Czarnym. Wyspy greckie, Neapol, Sycylię może też można niedrogo ogarnąć, choć aktualnie nie śledzę cen.
Fajzer w zeszłą niedzielę rano, po południu 37 stopni i zmęczenie, temperatura spadała do rana, ból ramienia do wtorku po południu. W poniedziałek uczucie jak po przebytym przeziębieniu. Dzisiaj obniżony nastrój i irytacja, nie wykluczam innych czynników ;)
https://www.songkick.com/festivals/349763-castle-party/id/39229181-castle-party-festival-2021
w porównaniu do tego, co miało być w 2020 r., z line-up wypadły między innymi Hocico, Drab Majesty, Batuszka (tylko nie wiem, która z ponad 70ciu), ale i tak jest zacnie.
Dystans społeczny liczę, że i tak będzie zachowany, bo ten festiwal to zjazd w znacznej części smutnych introwertyków, najlepiej. Bilety szybko schodzą plus te za zeszły rok zachowały ważność (swoje kiszę od jesieni 2019), z karnetami chyba jest krucho, ale co roku na zamku są dostępne jednodniówki.
Przy okazji - niedawno Clan of Xymox wypuścił pandemiczną EPkę "Brave New World" z promo utworem o tym tytule, miło, że zespół o tak długim stażu na kolejnym koncercie pewnie zaprezentuje nową muzykę (bo nie fryzury) https://www.youtube.com/watch?v=hIrABWA6p5w
Panowie, dzięki za dobre słowo :)
Panowie i Panie, prezentuję "Interstellar" z pierwszego albumu Impact Afterglow pt. "Sundown Sequence".
Drugi projekt pod przewodnictwem męża. Tym razem, w piątkowy wieczór, dryfujemy w kierunku synthwave-retrowave.
Pełen album będzie dostępny w digitalu i digipacku w czerwcu - przypomnę się i wrzucę bandcampa, kiedy już się zapełni :>
https://www.youtube.com/watch?v=iIaZmiGuhVY
https://www.facebook.com/impactafterglow
https://soundcloud.com/impactafterglow
Każdy lajk i udostępnienie będzie miłą przysługą.
Dajcie znać, czy siadło :)

I z Gór Sokolich - widok na Śnieżkę w poniedziałek 3 maja, szlak czerwony na Sokoliki na wysokości nieco poniżej Sukiennic.
W Sokolikach w ostatni poniedziałek 6 stopni i zimny wiatr, momentami przypruszylo śniegiem, skały gdzieniegdzie wilgotne, więc możliwości wspinania się ograniczone, oby w tę sobotę było cieplej - zgodnie z zapowiedziami :)
Swoją drogą zastanawia mnie jak wy dochodzicie kto ile dał? Siadacie potem z kopertami i listą gości i zaznaczacie po kolei kwotę od każdego??
Wystarczy, że goście, którzy dali prezent dodadzą kartkę z życzeniami, a raczej tak robią.
Z kopert, które dostałam, każdy dorzucił kartkę z życzeniami. Ale kto dał ile nie pamiętam, nie rozliczałam gości :) tym bardziej, że robiłam tylko kameralny obiad dla najbliższych i mimo, że na pytania o prezent odpowiadałam, że nie trzeba, bo to tylko obiad i w dodatku bez noclegu, to każdy i tak sypnął mniej czy więcej z chęci, a nie przymusu.
Słyszałam też o przypadkach, że ktoś dawał kopertę, która miała sprawiać wrażenie napchanej, a w środku były kartki wycięte na kształt banknotów :D Zastanawiam się, czy ktokolwiek takie koperty podpisuje...
Zgoda z powyższym.
Obecnie (*nie tak do końca, bo pandemia, na przestrzeni ostatnich kilku lat ;), na wesele, wrzucam ok. 250-350 zł / os + ładna kartka i kupony/zdrapki lotto za ~20-30 zł dla funu, wychodząc z założenia, że jak ktoś chce mieć wesele z pompą, to jego decyzja ekonomiczna. Oraz, że lepiej dać kasę niż kwiaty/alko/obrazek z Żydem.
Można w ogóle nie iść, chociaż rodziny różnie to odbierają. Z drugiej strony, po co utrzymywać kontakty, jeśli młoda para/ich rodzice mają się obrazić o nieprzybycie z różnych przyczyn osobistych lub skromną kopertę :|
Tak czy siak - chodzi mi o to czy macie jakieś utwory, które lubicie puszczać w trakcie przysłowiowego dołka czy też ogólnego "psychicznego kryzysu"?
Ło paaanie, wiesz, że całą plejlistę. Linkuję pierwszych kilka, które przyszły mi do głowy, w kolejce od największych smutów do najmniejszych.
Muzyka jest kąpielą duszy zmywającą z niej wszelką nieczystość. Indżoj :*
https://www.youtube.com/watch?v=t3vyf4w-Rfc Abruptum - de Profundis Mors Vas Cousumet
https://www.youtube.com/watch?v=Czx-OIyrQwQ Behemoth - Blow Your Trumpets Gabriel
https://www.youtube.com/watch?v=5MmdMyE6elM Forgotten Tomb - Joyless
https://www.youtube.com/watch?v=-kNKuxEPwi8 Julie Christmas - July 31st
https://www.youtube.com/watch?v=Zsez0GgVdfo Julie Christmas - Six Pairs of Feet and One Pair of Legs
https://www.youtube.com/watch?v=y-JqH1M4Ya8 David Bowie - Lazarus
https://www.youtube.com/watch?v=8AHCfZTRGiI https://www.youtube.com/watch?v=PbHz9p7Z4OU Johnny Cash / oryg. Nine Inch Nails- Hurt
https://www.youtube.com/watch?v=KO3l733WRN0 A Perfect Circle - The Outsider
https://www.youtube.com/watch?v=xTgKRCXybSM A Perfect Circle - Judith
https://www.youtube.com/watch?v=RUNhLb5n8eE Beneficjenci Splendoru - Dziewczynka z ulotkami
https://www.youtube.com/watch?v=SiO_7LhPZFM Mazzy Star - Into Dust
https://www.youtube.com/watch?v=zuuObGsB0No https://www.youtube.com/watch?v=Kc1TZ-VSjj4 oryg. Joy Division / The Cure - Love Will Tear Us Apart (edit: kolejny ładny cover wskoczył przy linkowaniu https://www.youtube.com/watch?v=EJ_Rz49imWw Nerina Pallot)
https://www.youtube.com/watch?v=sq0Ax_7qisk Marilyn Manson - Blood Honey
https://www.youtube.com/watch?v=C9OfBcjyxKY Queens of the Stone Age - I Appear Missing
https://www.youtube.com/watch?v=jEgX64n3T7g Massive Attack - Paradise Circus
https://www.youtube.com/watch?v=hCPVLjrHDTs Project Pitchfork - Rain
https://www.youtube.com/watch?v=SYM-RJwSGQ8 Tove Lo - Habits - Hippie Sabotage Remix
https://www.youtube.com/watch?v=NKP98hDBJ8w Faith No More - Superhero (już do postawienia na nogi)
https://www.youtube.com/watch?v=tCXGJQYZ9JA Taylor Swift - Delicate :P
Łyczek -> jasna sprawa, na korzystanie z jakichkolwiek umawianych usług medycznych zawsze mam w zapasie jakiś konstruktywny zabijacz czasu. Termos i kanapki raczej odpuszczę ;)
A jak to jest z podejrzeniem terminów - czy jest to wykonalne bez anulowania pierwotnie umówionego? Mam fajny termin i nie chciałabym z niego rezygnować. Jednak na wypadek, gdyby w międzyczasie wyszły jakieś kolejne rewelacje o AZ, to może jednak będę wolała przyjąć inną szczepionkę. Jak wchodzę na konto pacjenta, no to pod skierowaniem tylko widzę mój termin i przycisk "anuluj".
Astra Zenka w połowie maja na Narodowym. Szczepionki mRNA z czipem albo rozchodziły się jak świeże bułeczki, albo akurat nie rzucili na dzielnicę, którą wybierałam, bo nie chciała się załadować lista z nimi. Zresztą, niezbyt chciało mi się wybrzydzać, ani czekać na odległe terminy, a załatwić sprawę. W dodatku, tak nam się udało zgrać terminy szczepienia z mężem, że mamy wyjazd rodzinny na szczepienie. Zgłaszaliśmy chęć szczepienia w styczniu br.
Ach, ostatnio na Narodowym byłam chyba w 2017 na Depeszach, dawny świat, nawet tamtejsze rozwodnione piwko nie wzbudza już takiej niechęci, a wręcz tęsknotę :')
A teraz coś z zupełnie innej beczki:
Drugi album Billie Eilish, "Happier Than Ever" zapowiedziany na 30 lipca.
https://www.youtube.com/watch?v=66TYJJObd6E
Wokal mi siedzi, a to kluczowe :) Muzykę muszę jeszcze bardziej osłuchać i się przekonać. Pierwsze skojarzenie to wokal Combicrist na albumie "This Is Where Death Begins" i np utwór "My Life my Rules" https://www.youtube.com/watch?v=0tEUP7vDMbo , który bardzo mi wchodzi, więc wstępnie się podoba.
Nikt z was nawet nie zająknął się że może komuś być przykro.
Wypraszam sobie, we wcześniej wspomnianym poście 28.4, wprost napisałam, że przykro mi, że tak się czujesz i było to szczere :)

Co w tym jest trudnego do zrozumienia?
Może rzeczywiście mi umknęło, bo np. Twoje twierdzenie w poście 56 imo nie jest tym samym, co personalny atak na wyznawców. To Ty odbierasz personalnie. Pomijam personalne wycieczki, które w obie strony zaczęły się jakoś w okolicach pojawienia się HS w wątku. Tak, przyznaję, że trudno mi zrozumieć, jeżeli ktoś krytykuje na podstawie zebranych materiałów (a nie obraża!) Świętego w religii, człowieka, który reprezentował instytucję, to Ty czujesz się osobiście urażony... jakbyś był owym Świętym?
Nie obraź się za szczere porównanie, ale dla mnie to wygląda, jakby fan jakiegoś zespołu miał się obrażać na osobę, która skrytykuje jego ulubiony zespół (a nie tego fana z imienia). Takie obrażanie się kojarzy się powszechnie z dzieciakami i zastanów się, czy to obrażanie się na krytykę idola prezentuje poziom, który chcesz reprezentować w dyskusji o tak ważnym aspekcie życia jak religia. Dyskusja podupada, gdy ktoś w jakimkolwiek temacie zacznie grać kartami "jestem urażony" --->.
Również nie mam ochoty spierać się tu o koncepcję Boga, bo zupełnie nie o tym jest filmik OP.
Bo wątek ze "zdjęciami własnymi" dawno umarł i nie skorzystałaś z okazji wkupić się w łaski męskiego grona ;)
Odnoszę wrażenie, że chlew, o którym piszesz, częściej zdarza się właśnie w dyskusjach pod komentarzami do artykułów, a w wątkach zakładanych bezpośrednio na forum, jeżeli jest nieprzyjemnie, to z przyczyn innych niż płeć dyskutanta. W tych komentarzowych wątkach jest większa anonimowość, mniejsza rozpoznawalność oraz pewnie niższa średnia wieku. W tej części rozumiem, że piszesz to, co piszesz.
Ponieważ mam nick w jęz. polskim sugerujący płeć męską, to nieraz odpisywano mi jak do mężczyzny ("-eś"), ale nieprzyjemnie w dyskusji robiło się nie ze względu na płeć, a dlatego, że napisałam coś, co w ocenie drugiej strony to były jakieś pierdoły, albo odmienne poglądy. Prawdę mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć z tego forum jakichś przytyków ze względu na płeć, które byłyby na tyle dosadne, żeby je zapamiętać. Przy czym, prawie nie dyskutuję w komentarzowych wątkach, rzadko zresztą rozwija się tam jakaś ciekawsza dyskusja.
Szkoda mi też czasu na wątki, gdzie temat płci ma jakiekolwiek znaczenie, typu "Top gry do grania z dziewczyną", bo żarty o Simsach, miejscu kobiety w kuchni i utrwalaniu stereotypów już mi się znudziły, strata czasu. Rankingi to i tak kwestia subiektywna, poza tym... nie mam dziewczyny, a samo bycie dziewczyną nie musi mnie czynić lepszym ekspertem w temacie < drapie się po brodzie wyrosłej od lat siedzenia na GOLu >.
Ten wątek ma na celu wyłącznie prowokacje i poniżanie ludzi religijnych.
Przykro mi, jeżeli tak się czujesz, aczkolwiek... nie wszystko kręci się wokół Ciebie. Chyba, że uważasz się za Papieża ;) Komentarz OP jest krytyką działań JP II, gdy stał na czele Kościoła. To ciekawe, dlaczego uważasz, że wątek ma poniżać ludzi religijnych?
Pewna jesteś? Bo mi się wydaje, że w Europie Polska jest jednym z tych krajów które lubią się "samobiczować" i być "biczowanie".
Owszem, lubimy się skarżyć, także na historię i zdarza się, że "samobiczować", usprawiedliwiać państwo z kartonu trudną historią (jasne, jest trudna i ta wiedza jest ważna, jednak powinna działać konstruktywnie, a nie jak wymówka), ale to co innego, niż przyznawanie się do błędów. Z lekcji historii, do głowy przychodzi mi wspominka o kolaboracji z Niemcami podczas II WŚ, a wydawanie Niemcom Żydów to nadal drażliwy temat. Oba przykłady to takie, w których wskazujemy, że karygodnych czynów dopuściły się anonimowe, nie wpływowe jednostki, które dawno nie żyją. A przepraszaliśmy za jakieś działania konkretnej głowy państwa, konkretnego narodowego autorytetu, narodu? Nie przychodzi mi teraz nic takiego do głowy, może mało oczytana jestem, no trudno, czy mógłbyś zarzucić jakiś przykład? :)
A co do trudności w przyznawaniu się do błędów, w październiku czytałam o tym ciekawy artykuł w jakiejś analogowej gazetce, bardziej w kontekście relacji w pracy (i dokładnie to widzę w swojej pracy), niestety nie umiem znaleźć wersji cyfrowej. Artykuły w podobnym tonie, też cytujące Kathryn Shultz https://www.ted.com/talks/kathryn_schulz_on_being_wrong?language=pl:
https://urodazycia.pl/psychologia/dlaczego-tak-trudno-jest-nam-sie-przyznac-do-bledu-125794-r1/
https://www.focus.pl/artykul/quotmoja-racja-jest-naj-mojszaquot-ale-waciwie-dlaczego?page=3
Prawda komus smierdzi?
Tak :)
https://oko.press/niemal-40-proc-polakow-za-karaniem-historykow/
https://www.rp.pl/Historia/210229615-Sondaz-Pisza-o-udziale-Polakow-w-mordowaniu-Zydow-Przed-sad.html
Mamy kulturę nieprzyznawania się do błędów i zakopywania wad pod dywan, narcyzmu zmieszanego z kompleksami, ciężko przyznać przed innym i sobą, że jakiś obiekt uwielbienia prezentuje postawy zasługujące na krytykę niezależnie od opcji politycznej/światopoglądowej.
Jeszcze co do kwestii wizualnych w filmach - Interstellar jest napchany scenami, które w połączeniu z obłędną muzyką powodują, że mam szklanki w oczach. Dokowanie, komunikacja za pomocą książek... a najbardziej, scena na wodnej planecie. Nawet jak oglądam tylko ten fragment na YT, to działa.
spoiler start
Ten moment, gdy pada "to nie są góry", walka z czasem, tykanie zegara w muzyce, organy, chóry - jak w niemiłych snach, że się nie zdąży dotrzeć do jakiegoś miejsca itp.
spoiler stop
Wizualnie, ciekawe wrażenie pozostawił też film Transformers z 2007 r. Było widać, że oho, zaczyna się nowa era efektów specjalnych i tak się stało.
Jeszcze ciekawe są firmy Terry'ego Gilliama. Zbierają mieszane recenzje, ale dla mnie nie ma filmu, który nie działałby na emocje. Ostatnim, jaki zrobił na mnie duże wrażenie, jest "Kraina Traw", gdy abstrahując od oniryzmu, zastanowić się nad mechanizmem, w jaki dzieci radzą sobie z ciężkim otoczeniem. Bardzo smutny film.
Obecnie, wróciłam do czytania komiksu Transmetropolitan. Poza tym, że Pająk to jedna z lepszych postaci komiksowych w ogóle, rozwala mnie, jak bardzo nie stracił na aktualności i kiedyś był SF satyrą, a dziś robi się satyrą na "tu i teraz". Podobnie zresztą jak z serialem "Black Mirror", przy którym sami twórcy przyznali, że zaczynając jako SF niedalekiej przyszłości, przestał nadążać za rzeczywistością.
W ogóle, dobry wątek, podwieszam. Np. Tetsuo nie widziałam, a po postach wyżej widzę, że muszę jak najszybciej nadrobić.
W smartfonie wygląda to tak: w lewym górnym rogu kliknij w ikonkę ze swoim avatarem i tam pod "tryb ciemny" i "przełącz konto" powinien być folder "inne". Tam znajdziesz zakładkę ze spamem.
Reinstall nie powoduje utraty konwersacji, fejs pamięta :)
Fight Club systemu mi nie rozwalił, bo film choć był super, to jednak dość przystępny, za to jest jedną z ulubionych książek :) Mam podobnie, film mogę oglądać wiele razy, wolę książkę, także ze względu na zakończenie, ale chyba jeszcze musi odleżeć, zanim do niej wrócę.
Leon Zawodowiec, bo obejrzałam w zbyt młodym wieku i mnie wypaczył ;)
Z niszczących system, na pierwszą myśl to Oldboy, Midsommar, Incepcja, Nieodwracalne, Serpski Film... To z tych przewrotnych.
Jaskinia zapomnianych snów - piękny film rozszerzający perspektywę myślenia o naszym czasie na ziemi.
Głową w mur - pierwszy film, który tak mnie poruszył w ten dołujący sposób i zachęcił do częstszego oglądania filmów europejskich :)
No i Funny Games, horror bez potworów w szafie, flaków, a z dwójką psycholi w rolach głównych, tak mnie przestraszył i wjechał na psychę, że inne horrory przestały robić na mnie wrażenie :)
KnŻ "Legenda ludowa" (1999) - Theme song dnia dzisiejszego i paru innych.
Raz, dwa, trzy, cztery!
Odpływa już ostatni statek stąd
Nikt się potem nie zabierze, będzie lament i łamanie rąk
Tak dzisiaj tu została zabita demokracja
Jacyś ludzie wyrzucili ją do ubikacji
Ta kraina to ruina, pies obdarty flaki żre
Wiecznie zły menelich pragnie bić po twarzy mnie
Bo nie jestem z tych stron, a to bardzo źle rokuje
Jego wizji świata i ja zaraz to poczuję
To nie moje są słowa
A to legenda ludowa
A to nie moje są słowa
A to legenda ludowa
Odlatuje już ostatni samolot z tych stron
Każdy kto chce się zabrać ma zostawić swój dom
Tak dzisiaj tu została zabita wolność słowa
Duch jej ze strachu pod komodę się schował
Mimo to za granicami nadal reklama sławna
Przyjedź do nas - Twój samochód jest już tutaj od dawna
Radykalna bandyterka rada sytuacją prawną
To ich tylko dobra wola, że ciebie nie napadną
To nie moje są słowa
To legenda ludowa
A to nie moje są słowa
To legenda ludowa
Odchodzi już ostatni mędrzec stąd
Powietrze tu nieświeże i niezdrowy swąd
Tak dzisiaj tu została zabita republika
W pałacu soldateska sra na złotych nocnikach
Odchodzi już ostatni sprawiedliwy stąd
Nikt o tym nie wie nic bo i wiedzieć to skąd
Zarosną te place i domy bardzo łatwo
Jest tak przyjęte, że ostatni gasi światło
To nie moje są słowa
To legenda ludowa
To nie moje są słowa
To legenda ludowa
To nie moje są słowa
To legenda ludowa
To nie moje są słowa
To legenda ludowa
A to nie moje są słowa
To jest legenda ludowa
A to nie moje są słowa
To legenda ludowa...
ale niech wygrywają, ważne żeby wygrali tak aby nie byli w stanie powołać rządu.
To też jest patowa sytuacja, z tego co pamiętam, dlatego skrócono V kadencję sejmu 2005-2007, bo były problemy z formowaniem 50% + 1 przy głosowaniu ustaw, formowaniu rządu itp. Tylko chyba niestety jedyna realna na chwilę obecną, gdyby PiS i koalicja miały nie mieć sejmowej większości :/
Wiedza o depresji w Polsce to temat nadal bagatelizowany w skali zjawiska. Dodatkowo, pokutuje sterotyp, że kobieta to jeszcze może być histeryczką, ale mężczyźnie to już w ogóle nie wypada okazywać słabości. Po to właśnie są m.in. różne kampanie społeczne i edukacyjne, aby uświadamiać ludzi, jak to działa. Nie tylko cierpiących na depresję, ale również otoczenie najbliższe i dalsze. Jest np. https://forumprzeciwdepresji.pl/ , które od lat szerzy wiedzę nt. depresji.
W celu bliższego zrozumienia, polecam poczytać zakładkę https://forumprzeciwdepresji.pl/depresja/o-chorobie/moj-bliski-ma-depresje - w postach zrobiłeś dokładnie to, czego nie należy robić i cóż, właśnie w tym wątku stałeś się bogatszy o tę wiedzę, a co z nią zrobisz, to już zależy od Ciebie ;) pozdr.
Raziel, postami w odpowiedzi tylko potwierdzasz, że wydajesz ocenę w temacie, o którym nie masz pojęcia. Daj spokój. Gdyby nie Twój długi staż na forum, to pomyślałabym, że troll.

Goebbels, ciekawe czy widać na forume?:
"Podobnie jak Joseph Goebbels, cechuje Cię wyjątkową wrażliwość na emocjonalne aspekty sytuacji i dokładnie wiesz, co powiedzieć, aby inni poczuli się tak, jak chcesz. Twoje szczególne połączenie wrażliwości społecznej i artystycznej jest uderzeniem dla każdego rodzaju człowieka i naprawdę jesteś siłą, z którą trzeba się liczyć. Uważaj jednak, aby nie nadużywać swojej charyzmy do moralnego potępienia i umniejszenia nieporozumienia innych, żeby nie wzbudzić niechęci do siebie za realizowanie samolubnego planu pod przykrywką kwiecistej retoryki."
Soczek i kokosowa z rana jak śmietana :)
39600 ml -- Ragn'or (O Rh+)
27200 ml -- elkocyk (A Rh+)
21600 ml -- Yari (A Rh+)
18900 ml -- ch18 (O Rh+)
18450 ml -- Wen-Chi Lee (B Rh-)
15083 ml -- Maco (0 Rh+)
13950 ml -- Łyczek (0 Rh+)
12800 ml Morbus (A Rh+)
12100 ml -- Nazgrel (A Rh+)
11700 ml -- szpaq (B Rh+), Bukol88 (A Rh+),
11450 ml - Big Man Tyrone (A Rh+)
10350 ml -- nutkaaa (A Rh+)
09600 ml -- Lateralus (A Rh+)
08100 ml -- xanat0s (A Rh+)
07650 ml -- ewunia (0 Rh+)
07350 ml - Darth Father (A Rh+)
06750 ml -- techi (0 Rh+), Przemek365 (0 Rh-)
06450 ml -- Promyk (A Rh+)
06200 ml -- Lilus (B Rh-),
05950 ml -- Poquelin (A Rh-),
05850 ml -- _zielak_ (0 Rh+),
05400 ml -- yo dawg (A Rh-), lan2 (A Rh+),
04950 ml -- gofer (0 Rh-), Mikur (B Rh+), wornock (A Rh+)
04500 ml -- Hopkins (A Rh+), kluha666 (0 Rh+), Lukis' (B Rh-)
04050 ml -- Diuk, TURIN9, Barthez x (0 Rh+), pani_jola (A Rh+), Moshimo (B Rh-), Kazuya_3 (B Rh-)
03600 ml - mirko81 (A RhD +)
03436 ml -- mefek (B RhD+)
03150 ml -- Xarexon (0 Rh+),
03000 ml - Hayabusa (B Rh- )
02700 ml -- Jerryzzz (B Rh+), dHq (A Rh+), Didier z Rivii (AB Rh+), Dark Crow (AB Rh+), pioras55 (0 Rh+)
02250 ml -- pablo397 (0 Rh-), caramucho (A Rh+); steward (0 Rh+); HUtH (0 Rh-), Arxel (0 Rh+),
01800 ml -- snopek9, Łysack (A Rh+), Orlando (0 Rh+), Jim Raynor (0 Rh+), KucharKM (B Rh+),
01650 ml -- Twajdy (A Rh+)
01350 ml -- Badzi (0 Rh +), gacek (0 Rh+), Zielona Żabka (0 Rh -), czagap (0 Rh+), Ziom Pospolity (A Rh+), Kosmit (A Rh-), Imak(B Rh+), kamil0749 (A Rh-)
00900 ml -- OzOr, riddickM5 (0 Rh+), Notch "Magic" Johnson (AB Rh-), Hans87 (0 Rh+), Sir klesk (B Rh+), Toolism (AB Rh-), Yuri the Crusader (A Rh+), Qweks (B Rh+), Tomal_P (A Rh+), lukigno (AB Rh+), www222 (AB Rh-), CzykiRapMen (0 Rh+), mrEdDi (B Rh+), Adam1394 (0 Rh-)
00450 ml -- The Joker (A Rh+), Azzie (AB Rh+), Vidos (A Rh+), Debczak_Lebork, Pl@ski (AB Rh+), mrjohhny, Leilong (0 Rh+), ddza (A Rh+), Dycu (A Rh+), Promilus (0 Rh-), lo0ol, hctkko (A Rh-), pooh_5 (A Rh+), marszym (A Rh+), Bartesso94 (O Rh+), Michlos (A Rh+), Dryf Wiatrów Zachodnich (0 Rh+), Playboy95 (A Rh-)
Odnośnie Twojego opisu , to z tych które widziałam - pierwsza myśl to American Psycho.
Poza tym:
Zagubiona Autostrada i Mulholland Drive, klasyka filmów nieoczywistych w całości
https://www.filmweb.pl/film/Mulholland+Drive-2001-30630
https://www.filmweb.pl/film/Zagubiona+autostrada-1997-624
https://www.filmweb.pl/film/Wyspa-2000-34856 (po prostu "Wyspa", reż. Kim Ki Duk. Średnio przystępny, niekoniecznie jeśli oczekuje się typowego zachodniego kina akcji, mi się podobał.)
W salonach optycznych można dostać "zestawy startowe", ale nie spodziewam się, żebyś taki dostał bez wykonanych badań. Jednodniowe soczewki są sprzedawane w wielopakach. Tutaj znalazłam najmniejszy i najtańszy, sam sklep polecam, korzystam od lat:
https://www.kontaktowe.pl/produkty-evo/380-evo2lution-one-day-5-szt.html
Soczewki tej firmy miałam może raz, ani lepsze, ani gorsze, ok, choć to indywidualne.
W Rossmanie są półki z soczewkami, bez salonu i do kupienia stacjonarnie od ręki. Nie wiem czy mają jednodniowe, raczej miesięczne.
Choć oczywiście polecam z badania ;) Zwłaszcza jeśli masz astygmatyzm, to samemu będzie mega trudno dobrać odpowiednie soczewki oraz takich soczewek często nie kupisz od ręki. Szkoda wzroku, no chyba że tylko chcesz sprawdzić 1 dzień czy to w ogóle dla Ciebie. Osobiście polecam, nowa jakość życia, choć zakładanie i ściąganie na początku trudne i niektórzy się zniechęcają, ale po niedługim czasie raz-dwa :)
Edit: ze strony rossmann.pl wynika, że są 4paki po niecałą dyszkę można sprawdzić dostępność przez stronę internetową lub zamówić odbiór. Więc to może być najszybsza i najtańsza opcja stacjonarna.

A na poważnie, to niech spoczywa w pokoju.
O kurła, niby nie weszło, ale jak już się doczekam terminu, to może na wszelki wypadek lepiej wziąć swoją strzykawkę i igłę z apteki? :D Wielokrotne używanie środków, które powinny być jednorazowe generalnie mnie nie dziwi, bo takie akcje już widziałam, ale nie w przypadku strzykawek... fuj.
To, co wyżej wypisałam, to właśnie moje sposoby na koncentrację - mapy myśli, mówienie na głos, ćwiczenia praktyczne angażują głowę w "tu i teraz", jednostki czasowe też zmniejszają poczucie znużenia :) możesz też poszukać innych ćwiczeń na koncentrację - nie tylko pod kątem nauki, ale skupiania się na "tu i teraz" w ogóle. Dobrze przekłada się na naukę, choćby będziesz łatwiej w stanie wyłapać moment, gdy Twoje myśli dryfują poza temat do nauczenia.
Przyczyny gorszego uczenia się to pewnie wszystko po trochu, co wymieniłeś.
Jak mam dużo do nauczenia się, to:
1. Tworzę mapy myśli, robię hasłowe notatki do powtarzania
2. Jak mam do wkucia definicję, to wyobrażam sobie, że muszę ją przed kimś zaprezentować i wypowiadam ją na głos
3. Jak mam do nauczenia się praktyki, to robię ćwiczenia, zadania z książek, kazusy, doczytuję praktyczne przypadki z netu
4. Bardzo ważne jest wyrobienie sobie nawyku nauki. Znajdź stałą porę, o której siadasz do książek, podziel czas na jednostki, np. półgodzinne, chwila przerwy na rozciąganie/toaletę i powrót do nauki. To może być rano, w ciągu dnia, wieczorem, zależy kto ma jaki rytm dobowy. Jednym lepiej się uczyć np. o świcie przed pracą, a innym na koniec dnia.
Jeśli chodzi o suple, plusz to przede wszystkim kofeina. Nie przesadzaj z nią, nadużywanie może prowadzić do trudności z koncentracją. Suplementy witaminowe można dostarczać, jeśli brakuje ci ich w diecie. Może lepiej od popularnych napojów z kofeiną by na Ciebie działała np. czerwona lub zielona herbata / yerba mate / guayusa? Szukaj, próbuj. Mi najlepiej uczyć się przy czerwonej + woda + magnez. Do nauki, która ma zostać w głowie, a nie być wbita do głowy na zasadzie zakuć-zdać-zapomnieć, lepiej kalkuluje się obejść bez innych proszków niż witaminy.
Nie "ktoś" tylko ja ;) W latach 90tych rzeczywiście mogło brakować wiedzy, o której piszesz. Akurat ja ze świnkami sporo czasu spędzałam w domu, rodzice też mieli tryb pracy, który pozwalał sporo pracować z domu i świnki stale miały czyjeś towarzystwo, wydawały się zadowolone z częstego głaskania i były bardzo komunikatywne. Pierwsza żyła tylko rok ("kolega" idiota, nie chcę opowiadać), druga ponad 5 lat. Nie wiedziałam, że powinny być co najmniej dwie świnki, dziękuję za sprostowanie.
Kolega nazwał świnki morskie Adolf i Nelson, zawsze to jakaś anegdota do konwersacji.
Prawda :)
Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie.
- Richard Dawkins
Z tego, co dowiedziałam się w grudniu 2020 w RCKiK Bydgoszcz - mają tylko regionalne dane. Jeśli chcesz zsumować wszystkie donacje do zaświadczeń o ilości oddanej krwi, to pewnie musisz pozbierać po poszczególnych RCKiK, gdzie oddawałeś :/ Przynajmniej, jeśli oddawałeś w różnych miejscach, np. punkt krwiodawstwa/bus/tymczasowe placówki, to wszystko powinno być w RCKiK tego obszaru.
Do zwiedzania świata, bycia jutuberem podróżniczym i pisania książek o muzeach nie potrzebujesz studiów, za to jeśli nie masz pasywnego źródła dochodów/majętnych rodziców, którzy zechcą Cię sponsorować ze względu na niedochodowe wykształcenie, to zacznij od kierunku, po którym masz pracę za przyzwoite pieniądze, czyli szczególnie informatyka, skoro jest to coś, co sprawia Ci przyjemność.
Na drugi może być fajny którykolwiek z tych kierunków, jeśli jest z pasji (samemu na wyższy poziom jest trudniej wskoczyć oraz zmotywować się do pogłębiania wiedzy i umiejętności) lub oprócz ekonomii rozważ zarządzanie, tam więcej się dowiesz o praktycznym ogarnianiu biznesu. Przejrzyj sylabusy (plany) tych studiów, to dokładniej zobaczysz, na czym mają polegać.
Bartek, szczerze współczuję :( Tak, nie można mieć wszystkiego, więc skoro zdrowie szwankuje, to w innych obszarach niech będzie lepiej.
Malaga, Alex, dzięki za zwrócenie uwagi na boreliozę. To paskudztwo nie będzie widoczne na morfologii - może być idealna, nawet leukocyty ok, a borelioza jest. Borelioza nie wyjdzie "przy okazji", trzeba na nią zrobić specjalne testy, o których napisał Alex. Może się okazać, że przeszedłeś boreliozę i nie było objawów, ale choroba zostawiła ślad. Skierować na badania może nawet internista, za opłatą prywatnie może można bez skierowania, natomiast jeśli coś wyjdzie, to lepiej skonsultować się z parazytologiem i to więcej niż jednym, bo choroba jest nadal słabo poznana i różni lekarze potrafią wyrażać na jej temat różne opinie, jak choćby zasadniczo, czy jest uleczalna czy nie. Jak wyniki wyjdą dodatnie, to leczy się antybiotykami i co jakiś czas lepiej się zbadać czy nie ma nawrotów.
Co do ćwiczeń, to pompki są ćwiczeniem ciężkim i obciążają stawy. Ruszaj się, ale nie przeciążaj. Najlepiej, gdybyś miał ćwiczenia od fizjoterapeuty. Fizjo to dobrze wydane pieniądze, bo od bólu siada psycha i reszta ciała. Jeśli nie masz dostępu, to może być np. "joga dla początkujących" z jutuba - też słabiej niż ćwiczenia z instruktorem, no ale lepszy cyc niż nic. Słuchaj swojego ciała i nie przeciążaj go ćwiczeniami. Natomiast, od jakiegoś czasu terapia bólu wyznaje zasadę, że złym rozwiązaniem jest zaprzestanie ruszania się, bo boli. Od lat mam problemy ze stawami (akurat diagnoza jasna - urazy) i piszę po swoich błędach - zaniechanie ćwiczeń, bo ból, okazało się błędem, za to cierpliwość w fizjoterapii popłaca ;)
Jest jeszcze takie paskudztwo jak młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów. Raczej objawia się obrzękami niż bólem i częściej u dziewczyn, ale jak to z chorobami, różni ludzie przechodzą je różnie. Córka kolegi na to cierpiała, długo nie było wiadomo, co się dzieje, a po długich próbach leczenia konwencjonalnie (rodzice z tych ufających medycynie konwencjonalnej), w końcu pomogła medycyna chińska...
Mam nadzieję, że znajdziesz, co Ci jest. Życzę Ci cierpliwości w odzyskiwaniu zdrowia, trzymaj się :)
Takie życie ;) https://youtu.be/uAVAt5FV2uc
A badałeś przeciwciała na boreliozę? Ruszasz się regularnie, choćby np. spacery, bieganie, joga, ćwiczenia wzmacniające, skoro obiekty sportowe pozamykane? Dieta zdrowa? Nie mam na myśli, że brak ruchu i zła dieta to muszą być przyczyny dolegliwości, ale nieraz pomagają łagodzić ból.
Jak mieszkałam z rodzicami na 32 mkw, to na 7 urodziny kupili mi świnkę morską. Więc jak się chce, to miejsce się znajdzie, poza tym to są zaskakująco kumate zwierzaki i przywiązują się do ludzi, jeśli poświęca im się uwagę. Miałam na raz po jednej śwince i wystarczyło im towarzystwo ludzi. Nasze dwie kolejne świnki biegały luzem po mieszkaniu, więc klatka nie musiała być duża, tylko wszelkie kable musiały być pochowane, zakamarki pozatykane, meble osłonięte/liczyć się z obgryzieniami oraz w każdym rogu powinna być ścierka na siki i bobki, bo niestety załatwiają się, gdzie popadnie (ale najchętniej w jakichś zakamarkach mieszkania). Jednak dla 3,5 latka nie jestem przekonana czy świnka to dobry pomysł, łatwo je uszkodzić przy podnoszeniu i takiemu małemu dziecku może jeszcze brakować zręczności i delikatności (tak podejrzewam widząc, jak takie maluchy dźwigają koty :). Chomika może trudniej uszkodzić. W mojej szkole był szał na gryzonie, akurat mi się poszczęściło ze świniakiem, koleżanki miały chomiki, głównie syryjskie. Jedna miała syryjskiego i dżungarskiego i ten drugi był agresywny. Na syryjskie żadna się nie skarżyła. Chyba, że chodziło o to, że tłuką w nocy, śpią za dnia i szybko zdychają :)
Teraz mam kota. Przy np. wyjazdach, jednak gryzoń jest bardziej poręczny, bo można go łatwo ze sobą zabrać w podróż lub łatwiej komuś podrzucić.
A niech wiedzą, że nie czuję się członkiem kółka rybackiego :)
Z odhaczeniem męża zajęło mi to ok. 20 minut, a spodziewałam się, że pytań będzie więcej. Nie czytałam ich wcześniej, skoro i tak musiałam przez nie przebrnąć. Utknęłam na dłużej z formularzem przy informacjach o zatrudnieniu, bo mam dość wymieszany zakres zadań w back office pracodawcy i odpowiedzi są zamknięte, ale jednak coś sensownego dało się wymyślić ;)
Dziś o 14 było święcenie pokarmów na TVP 1, święconka postawiona obok telewizora, liczy się? ;) https://www.tvp.info/53122854/przynosimy-do-poblogoslawienia-pokarmy-zobacz-transmisje-w-tvp
Buahaha, no dla Ciebie to na pewno nie jest ważniejszy ktokolwiek poza Tobą, skoro od wszystkich wokół oczekujesz szczepienia się, żeby to dla Ciebie budowali zbiorową odporność, o czym przynajmniej dwa razy pisałeś w tym wątku :D
Zależy od przewoźnika, w autobusach "PKS" z zasady można. Różnie bywa z prywatnymi przewoźnikami. Jeśli masz taką możliwość i jesteś pewien co do godziny, o której chcesz jechać, to sprawdź połączenie i przewoźnika np. na https://www.e-podroznik.pl/ i jak się da, to kup bilet on-line, to będziesz miał komfort psychiczny. Jeśli będziesz czekał na jakimś mniejszym przystanku na trasie, to na wszelki wypadek pomachaj nadjeżdżającemu kierowcy, PKSy różnych przewoźników mają różne zwyczaje i jak się nie pomacha na mniej popularnym przystanku, to niektóre nie zawsze się zatrzymują ;)

Piszesz kłamstwa celowo czy z niewiedzy?
Jak mamy niedojrzałe społeczeństwo i równie niedojrzały rząd jakby nie było, reprezentację tegoż społeczeństwa, to tak się będziemy bujać z restrykcjami jak dla dzieci, zamiast zaleceniami.
Wczoraj wyszłam przejść się po osiedlu i osiedlowym parku, bo zrobiła się ładna pogoda. Podobnie zrobiło mnóstwo ludzi z tegoż osiedla. Większość bez masek, spotkania bez masek w dużych grupach, boisko do koszykówki pełne, place zabaw pełne, kolejki pod lodziarniami. Co z tego dla tych ludzi, że miały by być przedłużone obostrzenia, skoro oni i tak mają je w dupie i jedyna różnica w takiej codziennosci to jakaś stara maseczka pod brodą albo nawet nie ;) może podskórnie lubimy poprzeciągać niedogodności w czasie, żeby nie było za dobrze i można dalej narzekać ;)
A nie przedmiotem praw spadkowych?
Doktrynalnie, podmiotowość prawną przyznaje się ludziom.
Ustawa o ochronie zwierząt nie wprowadza terminu "prawa zwierząt", aczkolwiek (co pewnie zresztą sam czytałeś, NG : ) stanowi, że "Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę."
Co do zrozumienia dla cywilizowanego człowieka powinno się oczywiście sprowadzać w praktyce do tego, że nie należy krzywdzić zwierząt.
Nie zmienia to faktu, że Rzymkowski w swoich wypowiedziach o tej treści podręcznika to kompletny buc. Poza tym, że kwestionuje oczywistą konieczność uwrażliwiania młodych na braci mniejszych, to wpierw twierdzi, że "szkoła nie powinna być miejscem ideologicznej indoktrynacji", a zaraz potem mówi, że "Według nauki, prawo jest przypisane Bogu i ludziom. Jest prawo Boskie, które nazywane jest także naturalnym, i to wynikające z systemów wartości, którymi żyje dane społeczeństwo. Z nich również wynikają pewne obowiązki, które człowieka ma względem zwierząt. Jak choćby to, że rolnik, który zajmuje się hodowlą, nie może zwierząt głodzić czy dręczyć. Ale zwierzę nigdy nie może być podmiotem praw. Pojęcie +prawa zwierząt+ nie istnieje" "
Nieprawda, prawo naturalne nie równa się prawu boskiemu. Prawo naturalne pewnie zwykle jest przyjmowane jako pochodzące od boga przez wierzących w daną religię, natomiast prawo naturalne obejmuje jeszcze (i moim zdaniem, zasadniczo) to wywodzące się z natury psychologicznej - nakazów rozumu oraz poczucia sprawiedliwości. Nieprawdą jest więc, że prawo boskie to naturalne. Poza tym, mamy nie indoktrynować, ale będziemy upierali się o przypisywaniu praw bogu i nauczaniu religii w szkołach?
Nienawidzę takich hipokrytów u władzy.
Edit: wiecie co, spodziewam się, że może za jakiś czas będzie sprostowanie, że nie chodzi o wywalenie z podręczników potocznie rozumianych "praw zwierząt" w ogóle, ani niepisania o tym, żeby szanować zwierzęta, a jakieś zmiany językowe, które mają nie wprowadzać kilkulatka , ale jakby nie było potencjalnego prawnika w błąd, że doktryna prawnicza operuje pojęciem "praw podmiotowych zwierząt" ;)
W tym tygodniu mieliśmy w pracy webminar z dr. Ernestem Kucharem, prezesem Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. Zainspirowana tym wątkiem, zapytałam o korelację wysokiej temperatury po szczepieniu a wytworzeniem przeciwciał. Otrzymałam odpowiedź, że wysoka temperatura świadczy o tym, że organizm odpowiedział na szczepionkę i wytworzył dużo przeciwciał. To nie jest tak, że temperatura jest objawem niepożądanym. To raczej brak temperatury może świadczyć o tym, że odporność jest osłabiona i organizm słabiej odpowiedział na szczepionkę. Dlatego, rozważa się doszczepianie trzecią dawką osoby, które mają słabszą odporność. Istotą szczepienia jest to, aby wytworzyć odporność w sposób kontrolowany - kiedy człowiek jest zdrowy, a nie chory i wtedy dodatkowy covid może go bardziej osłabić/dobić.
Dlatego,
Poza tym, z ciekawych rzeczy, dowiedziałam się jeszcze, że im później podaje się 2 dawkę, tym odp. immunologiczna jest lepsza, ale mimo wszystko trzeba zdążyć przed chorobą, dlatego czeka się ok. 1-2 miesiące.
Mam Credit Agricole (jeszcze z dawnego Lukasa, zakładałam pierwsze konto studenckie) od 2007 oraz Sanander (z dawnego DB) od 2014. Oba w porządku. Bardzo dobra obsługa klienta, appki i bliki działają jak trzeba, e-urząd też, niskie opłaty za konto, kiedyś brak opłat za bankomaty (dużo bankomatów, euronet), teraz chyba od któregoś pobrania. W zeszłym roku Santander zaskoczył mnie dobrą półroczną lokatą terminową. Minus CA to mało placówek działających w sensownych godzinach, a czasem się przydają. CA ma też często maintenance e-konta o godz. 23, a czasem potrzebuję o tej porze. Santander ma więcej placówek, a jak podpisywałam w zeszłym roku papiery na tę półroczną lokatę, to opiekunka klienta z mojej macierzystej placówki podjechała do mnie kilkanaście km z dokumentami "przy okazji", miło. Podsumowując, Santander jednak radzi sobie lepiej, natomiast CA ma dużo fajnych produktów pobocznych i nigdy mnie nie wkurzyli co na tyle lat jak na bank pewnie jest sukcesem :) Ogólnie, dwa banki to fajna sprawa, bo jak jednemu padnie strona internetowa/terminale itp, to jest drugi. Zależy od potrzeb (i opłat).
Raz do roku, chociaż przez pandemię właśnie doliczyłam się, że minęło ponad 1.5 roku, dzięki za przypomnienie ;) Coś jest z tą genetyką odnośnie zębów, kolor mam nieco ciemniejszy niż uśmiechy z reklamy pasty do zębów, ale ostatni raz ubytek miałam w mleczaku może z 25 lat temu. Przy czym, mycie zębów 3 razy dziennie od dawna szczoteczką elektryczną/soniczną, nić, płyn, przy okazji wizyt kontrolnych usuwanie kamienia.
A nici są różne, ja lubię woskowane z Jordan. Przez takie puchnące chyba kiedyś z oral b, albo badziewne z marki rossmana rzeczywiście można się zniechęcić. Zęby dolne mam niektóre pościskane, ale nić woskowana z Jordan daje radę.
Osobiście uważam, że rodzina z taką dozą empatii dla pajączka, że trzeba złapać malucha, bo mu za sucho w mieszkaniu, brzmi jak miła rodzina :)

A ja mam pytanie natury językowej, jak rozumieć "Cancel culture" - wydaje mi się, że przy Cancel culture można by mówić, gdyby np. YouTube, Twitch itp
blokowały temu panu konta, aby ograniczyć mu zasięgi. Jak ma się do "Cancel culture" to, że straci hajs z umowy z ambasadorem, skoro poza tym chyba działa jak działał? "Cancel culture" to wydaje mi się, większy kaliber.
Czyli może bardziej drama? ;) Albo jak na załączonym obrazku? --->
Biznes zerwał współpracę z kimś po wypowiedzi, która mogła zostać źle odebrana przez grono faktycznych i potencjalnych klientów. No kto by się spodziewał.
Coś za coś.
Polajkowane.
Podbijam:
"1% rozliczany jest jakoś na jesień więc ciut za późno. Ale zbieramy bo sprzęty to kilka tysięcy za komplet - ortezy i gorset/y. Póki co mamy jeden komplet ale wiadomo, że Mikuś rośnie i niedługo trzeba będzie znów kupić.
Tutaj info w temacie podatku: KRS 0000387207 cel „1296 Mikołaj Karelus”."
Wpisanie danych rozliczając się przez e-pit to parę sekund https://www.podatki.gov.pl/pit/twoj-e-pit/
Słodkie zwierzaczki macie :)
Na pająka, węża itp. w terrarium bym się nie zdecydowała, nie moja bajka do hodowania, ale nie przeszkadzają. Jakieś trzy lata temu mieliśmy w ogródku dużego kątnika, nazwaliśmy go Stanisław. Mieszkał przy wyjściu na ogródek, w dziurze na wąż ogrodowy. Podrzucaliśmy mu muchy upolowane w mieszkaniu. Tak sobie żyliśmy w zgodzie od wiosny do lata, sąsiadka zza płotu wiedziała o Stanisławie i też go tolerowała, ale niestety jak do sąsiadki przyjechał tata, to podczas popijania piwka w ogródku, załatwił Stanisława klapkiem :( No spider like Stanisław [']
Aope, jasna sprawa. Jak już się doczekam swojego terminu szczepienia, to pewnie najchętniej na wszelki wypadek odstawię wszystkie prochy, maści itp, a jak się nie da, to do ustalenia ze specjalistą, co nie jest przeciwskazaniem. Diklofenak wydawałby mi się na tyle niewinny, że nie wzbudziłby uwagi jako przeciwskazanie, prędzej aspiryna, która na jakiś czas wyklucza z krwiodawstwa. Ale się nie znam, więc oczywiście wszystko do konsultacji. Dzięki.
Herr Pietrus, jeśli Twoja mama bardzo cierpi i dwa miechy bez tych leków byłyby katorgą, a chce się zaszczepić, to może warto zawczasu ustalić, co nie byłoby przeciwskazaniem do szczepienia. Są też inne leki niż NLPZ, w tym ostatnio czytałam w przychodni ulotkę o medycznej marihuanie na bóle zwyrodnieniowe. Czy maria jest przeciwskazaniem - nie wiem, nie mam takiej wiedzy :)
Są też osoby, które nie zaszczepią się nie dlatego, że "nie będą musiały, bo inni się zaszczepią", tylko dlatego, że z różnych przyczyn zdrowotnych, mają przeciwskazania medyczne do szczepienia, albo i tak słabszą odpowiedź na szczepionkę. Byłoby miło zaszczepić się z myślą o nich. Choć w rzeczywistości, w której regularnie odbywają się nielegalne dyskoteki na kilkaset osób, ciężko oczekiwać myślenia o dobru nie dalej od czubka własnego nosa.
To jeśli nie łapiesz się na zwolnienie z pit dla młodych, może najlepiej zaloguj się do e-pit i zobacz, co Ci tam powpisywali :) Można zalogować się poprzez bank.
Teraz trzeba więcej danych do autoryzacji niż w ubiegłych latach, tj:
PESEL (albo NIP i datę urodzenia)
kwotę przychodu z rozliczenia za 2019 r.
kwotę przychodu z jednej informacji od płatników za 2020 r. (np. z PIT-11 od twojego pracodawcy)
jak masz jakiś zwrot podatku i szybciej zaakceptujesz niż 30 kwietnia, to szybciej otrzymasz zwrot. Jak nic nie zrobisz, to i tak powinno się zaakceptować z automatu. Niemniej, raczej dobrze zobaczyć, czy w deklaracji z automatu hajs się zgadza.
Jeśli nic nie zrobisz, to z dniem 30 kwietnia, PIT na podstawie danych od pracodawcy automatycznie się "zaakceptuje".
Wcześniej możesz zrobić to sam, on line. Tu masz instrukcję: https://www.podatki.gov.pl/pit/twoj-e-pit/
A tu Q&A, w tym odpowiedź na Twoje pytanie: https://www.podatki.gov.pl/pit/twoj-e-pit/pytania-i-odpowiedzi/
Czy mój PIT w usłudze zostanie automatycznie zaakceptowany 30 kwietnia? Jeśli tak, to co się stanie, jeśli rozliczę się po tym terminie lub będę chciał coś zmienić w zaakceptowanym zeznaniu?
Przy braku aktywności, przygotowane w usłudze Twój e-PIT zeznanie PIT-37 i PIT-38 zostanie automatycznie zaakceptowane 30 kwietnia. Gdyby okazało się, że przygotowane i zaakceptowane przez administrację skarbową zeznanie trzeba skorygować, to będzie można to zrobić również po 30 kwietnia w usłudze Twój e-PIT, elektronicznie przez e-Deklaracje lub papierowo.
Jeżeli np. korzystasz z jakichś ulg, chciałbyś odliczyć darowiznę (np. oddawanie krwi, darowizny na organizacje, kościół), wybrać 1% KRS, wspólnego rozliczenia, generalnie tego, czego nie ująłby pracodawca, to powinieneś to dopisać ręcznie. Jeśli nie, to nie musisz nic robić.
Ps. PIT-11 to informacja o podatkach sporządzania przez pracodawcę. Twoja deklaracja podatkowa to PIT-37 (zakładam umowę o pracę/zlecenie, 'najpowszechniejsza' deklaracja).

Postaram się już nie offtopować, chociaż nadal kręcimy się wokół klipu Meli Koteluk ;) ta salka, gdzie były świece,już zamalowana mniejszymi obrazkami i zabazgrana napisami...
Niestety, nie kojarzę :( gdybym zobaczyła, to pewnie zrobiłabym zdjęcie, bo brzmi na atrakcyjne wizualnie. Bywałam tam tylko między 2012 a 2017.

Tu jest dużo zdjęć z tych starszych malowideł, opis projektu i autorzy: http://snapshotsfromwarsaw.blogspot.com/2012/07/forty-forty-nowa-odsona.html
Kobong mógłby mi się spodobać w klubie. A Świetliki to Świetliki, ten utwór z wideo dobrze wszedł :)

Z kolei, człowiek od Near Earth Orbit miał też projekt Merciful Nuns - klasyczny, solidny goth rock. W 2019 r. grali pożegnalną trasę.
To ze świeższych goth rockowych rzeczy dorzucę jeszcze https://www.youtube.com/watch?v=045CTMCUhC0 undertheskin - "End This Summer" z 2020 r. Polskie, a nie brzmi jak polskie ;) Zajebiozka. Za muzykę odpowiada Mariusz "Void" Łuniewski. Ma też goth rockowy Deathcamp Project, który mam za mało osłuchany, żeby oceniać, jakoś mi umknął. Właśnie sobie puściłam i słyszę, że powinnam nadrobić.
Mój gust muzyczny najtrafniej opisuje ten obrazek, co tym bardziej pasuje do tego posta, że dziś nieco wyżej linkowałam Taylor Swift --->
edit: a z nieco starszych rzeczy, polecam jeszcze Golden Apes. Wokal, że kolana miękną :
https://www.youtube.com/watch?v=ezlQQtRDSCs deliverance
https://www.youtube.com/watch?v=xY9d8eO5qHI ferryman
https://www.youtube.com/watch?v=BPjpVpW8fn8 verity
Tę czołówkę da się spieprzyć, jak w wersji rapowe ziarno z 2012 r. --> https://www.youtube.com/watch?v=LNXDORibqkE
Nie umniejszając świetnemu oryginałowi, ta wersja z Pattonem brzmi imo absolutnie najlepiej. Zresztą, Patton zrobiłby dzieło sztuki nawet z "Ona tańczy dla mnie". Super, że jest taki zajęty :).
Choć już czasem czytałam na forume, że jestem boomer, to te "Drzewa" mi nie siedzą, sztandarowy polski rock, który kojarzył mi się z muzyką dla rodziców, gdy jeszcze byłam w podstawówce na etapie Spice Girls, aczkolwiek takie utwory pewnie są ludziom potrzebne, zwłaszcza w kontekście przekazu na końcu klipu. Jest ok, przynajmniej odsłuchane, żeby być na bieżąco.
Bardziej mi leżą nowe "Drzewa" od Meli Koteluk z poezją Baczyńskiego (album z 2020 r.)
https://www.youtube.com/watch?v=UM5BgukhpHg
Adam, no cóż, bardzo ładny utwór, pasuje jak "Komm Susser Tod" w zakończeniu Evangeliona. Mimo wszystko, raczej cieszy mnie myśl, gdy po prostu trzymasz go w kieszeni ;) taki disclaimer do naszych dyskusji - przyczyny złego stanu miałam chyba trochę inne, ptsd powypadkowe z depresją w pakiecie. Więc może z punktem startowym z nastawieniem na walkę z przeciwnościami losu.
"Body Count - Dr K" - dobry kawałek, też kupuję to poczucie humoru :)
A na gorszy nastrój często sięgam po... nowsze Taylor Swift, jeden odsłuch "Me!" z teledyskiem i już rzygam tęczą ;) https://www.youtube.com/watch?v=FuXNumBwDOM na przemian z "Delicate", pierwszoklasowy pop https://www.youtube.com/watch?v=tCXGJQYZ9JA.
Lemurze, właśnie słucham, całkiem zajebiste to jest, fenks!
Wszystkiego najlepszego :)
To wrzucę jakieś starocie, które siadły mi w ostatnim czasie, bo nowości raczej biorę stąd lub dorzucam na bieżąco:
https://www.youtube.com/watch?v=Za-AS1T_NOI Soror Dolorosa "Apollo" - rock. <3
https://www.youtube.com/watch?v=akWOzwrIl_U Your Life on Hold "Phoenix" - rock
https://www.youtube.com/watch?v=xYuSEVImAlI Roxi Drive - "Dangerous" (feat. Juno Dreams) - synthwave <3 <3 <3
https://www.youtube.com/watch?v=T5DPUSE3Qbk Juno Dreams "Be with me" - synthwave
https://www.youtube.com/watch?v=fNWv9atFyUU NEAR EARTH ORBIT "TRANS NEPTUNIAN OBJECTS" - experimental / goth rock/ elektro , trochę cholera wie co, nowe albumy nie, ten utwór jak najbardziej tak ;)
https://www.youtube.com/watch?v=xXa-4ulGNS0 The Devil & The Universe - "What Time Is Love?" elektro. Koziołki grają bardzo zróżnicowaną muzykę, np. album "Benedicere" to sakralny ambient ;) https://www.youtube.com/watch?v=AaoggPqArE4
coś siadło?
"Solidny" to dobre określenie. Z Robem Zombie mam właśnie tak, że żaden utwór mnie tak nie urzeka, żebym go sobie zapętliła, ale jako całokszałt, słucha się bardzo dobrze. Nie przypominam sobie, żeby jakiś utwór mi się nie podobał, irytował itp. Dobre granie.
Zresztą, całą energię bycia fangirl i tak już przelewam właśnie na Mansona ;)
Swoją drogą, Drab Majesty jest super. Chciałam ich zobaczyć na Kasztel Party w tym roku, no ale póki co przepadło, jak wszystko.
HB Reavis właśnie transmituje wiechę, czyli imprezę na zakończenie budowy ;) https://www.facebook.com/hbreavisPL/videos/1122787311475546/?app=fbl
Z antyperspirantów, polską firmą jest m.in. Oceanic (np. marka AA). Z naturalnych, dobre opinie mają 4 Szpaki, przy czym z doświadczenia, jak trzeba mocnego antyperspirantu, to naturalne są słabsze i skłaniam się ku drogeryjnym/aptecznym, typu Oceanic właśnie.
Generalnie, polskich dobrych kosmetyków w różnych półkach cenowych jest od groma. Sporo marek innych niż zagraniczne Unilever, Loreal itp. jest w Hebe, chociaż Rossmann w ostatnim czasie też ładnie rozszerzył ofertę o polskie marki.
Edit: polskie drogerie to np. Drogeria Natura, ale widzę, że pastę Tołpy teraz mają tylko na paradontozę on-line, za to w promocji ;)
Jak widzę nagłówki "szokujące sceny", to jednak oczekuję podciągnięć na dźwigu -->
https://www.youtube.com/watch?v=cXY5Qee1Qbs
https://www.youtube.com/watch?v=kW5u_EybC-c
...chociaż może niektórych wspinaczy przewrażliwionych na punkcie techniki zszokuje schodzenie przodem ;)
Wpada w ruski trend nagrywania się na wieżowcach, subiki pójdą w górę. Co do kar, to są, np. bodaj Marcin Banot (w Polsce było o nim głośno, gdy w 2019 r. wchodził na Marriott) zbiera na kary od swoich subskrybentów na serwisach społecznościowych (chyba np. przez Patronite). Poza tym, dzięki tym filmikom zarabia niemało na wyświetleniach. Może Józefowi też się zwróci z wyświetleń za konsekwencje finansowe ;)
Niemniej, no spoko, po innych filmach widać, że adrenaline junkie, póki nie szkodzi innym, np. nie wspina się na wieżowiec w ciągu dnia z ryzykiem spadnięcia komuś na łeb i liczy się z konsekwencjami, w tym prawnymi, to niech sobie robi, co chce. Nie pochwalam, ale nie krytykuję, tym bardziej gdy nie ma to wpływu na moje życie. Miło, że nie wspinał się w środku dnia tygodnia, co pewnie spowodowałoby utrudnienie w ruchu ulicznym ;)
Ależ tam zimno mogło być na górze o tej porze dnia i roku, zwłaszcza w łapy od tej metalowej konstrukcji. Mimo, że na dźwigu można się bezpiecznie zatrzymać i odpocząć, to i tak trzeba mieć ogarnięte nerwy na taką wspinaczkę.
Poznałam dziś, dlatego, że youtube włączył mi po odsłuchaniu Kanonenfieber :) Na razie przesłuchałam może kwadrans albumu "The Blind Leading the Blind", pierwsze wrażenie pozytywne. Dzięki za polecajki, w takim razie od nich zacznę bliższe zapoznanie się :)
Techniczny problem w tym, że zakańczając życie, ostatnie co intensywniej poczujesz, to raczej smutek i stres, ulgi po prostu nie zdążysz, no bo już się wylogujesz :|
Ulgę w "załatwianiu" rzeczy to się czuje, jak po ich załatwieniu nadal jest się żywym, tylko, że to załatwianie problemów życiowych to jednak ciut trudniejsze achievementy ;)
Z drugiej strony, jak sobie przypomnę siebie w najgorszym stanie, to miałam podobnie, choć raczej w kierunku, że z wylogowaniem się to zawsze zdążę. A ten szymel o tym, że życie dorosłego jest po prostu ciężkie, a nie rurki z kremem, to zapamiętałam z pierwszej wizyty w ramach psychoterapii. Jakoś mnie to paradoksalnie podbudowało...
I jeszcze jedna nowość - "Fear", zapowiedź nowej EPki Ash Code, premiera przewidziana na 19 marca. Zdolny zespół, w klimatach synthpop/dark wave, zdobywający zasłużoną popularność, już o nim wspominałam w tygryskowym wątku muzycznym.
https://www.youtube.com/watch?v=c2gZC-mP4TM
https://ashcode.bandcamp.com/album/fear
https://www.youtube.com/watch?v=l8boRNhc4T0 "Fear" w wersji ubergotisz, bo nie dość, że zremiksowany przez kultowy Clan of Xymox, to naładowany goth influencerkami.
Awe, wątkowe Szatany, niedawno wpadła mi do przesłuchania debiutancka świeżynka (premiera z 20.02.2021) niemieckiego zespołu BM, Kanonenfieber - "Menschenmühle".
Bardzo ciekawy, koncepcyjny i zróżnicowany brzmieniowo album poświęcony pierwszej Wojnie Światowej. Dla historycznych germanofilów może najbardziej podejść, ale nawet dla BM-normików jak ja, szukających zgrabnej, przystępnej do posłuchania muzyki dobrej jakości - polecam.
https://www.youtube.com/watch?v=pDtXNckpqvc
https://kalkulatory.gofin.pl/Kalkulator-plac-umowa-zlecenia-i-o-dzielo-pobor-zaliczki-2020,12.html
Tu możesz policzyć ze składkami oraz bez i wyjdzie rozpiska. Ze składkami od brutto 1886,4 zł, wszystkimi składkami, stawka 17% i bez kosztów wyszło 1.330,27 zł. Dobrze by było zagadać w kadrach, to jest normalne, że człowiek chce wiedzieć, jak mu wyliczono wynagrodzenie.

Przynajmniej w tym nie wybrzydzalem i nawet calowalem Dage Kozojadke! Zadna nie mogla czuc sie niedoceniona :)
Akurat Pepe jest jedyną Warnerowską postacią, która dla mnie była tak antypatyczna i nieśmieszna. Może w wieku wczesnoszkolnym wyrastałam na wojującą feministkę, zanim to było modne ;)
Ale serio, postać wzbudzająca zażenowanie, nie będzie żalu, jeśli zniknie z popkultury. Czas na odtwarzanie można poświęcić na lepsze bajki.
Szkoda klawiatury na nieproblem :)