
Konserwator "Zabytkow" :/
W Warszawie stoi setki takich "zabytkow" jak na zdjeciu obok. Konserwator wpisal na liste zabytkow i elo nic sie nie da z tym teraz zrobic.
Developer nie kupi bo za duzo obostrzen i pozwolen, a miasto nie ma kasy na remont.
Zamiast zburzyc te wszystkie rudery i wybudowac fajne nowoczesne mieszkania w centrum zeby ludzie mieli gdzie mieszkac, to trzeba siatki rozkladac i ploty zeby ludzia cegly na glowe nie spadly.
A ludzie nie mają gdzie mieszkać? Lepiej zburzyć i postawić jakiś ładny park albo staw
A ludzie nie mają gdzie mieszkać?
W kilku największych miastach (jak Warszawa czy Gdańsk) mieszkań brakuje, i to sporo. Niby rozwijają się sąsiednie gminy ale to marnowania czasu na dojazdy, miejsca na drogi i parkingi itd. I więcej ludzi upchnie się w samym mieście, zwłaszcza w centralnych dzielnicach dobrze skomunikowanych tym mniej potrzeba miejsca na parkingi i drogi a więc tym więcej mamy miejsca na kolejne mieszkania.
Właściciel może siedzieć w USA i pasuje mu że tak stoi 50 lat.
Po temacie.
Straszy to strasznie, ale chyba ktoś wysoko postawiony z wyspy Epsteina ma prawa do tej kamienicy, bo wiekszosc takich obiektow w innych atrakcyjnych miejscach Warszawy w ostatnim czasie spłonęła w zagadkowych okolicznosciach
Nie, to nikt od Epsteina. Nic tam prędko nie ruszy z powodów prawnych, w tym ze względu na "zabytek". To jest top lokalizacja, która po realizacji inwestycji, zeszłaby jak na pniu. Żaden rozsądny deweloper nie trzyma przy Rondzie ONZ tej i przyległych ruder nieruszonych intencjonalnie, bo to się bardzo nie opłaca - tylko generuje koszty. Sprzedać w rozsądnej cenie to ciężko ze względu właśnie na kwestie prawne, a sprzedać po groszach też szkoda, bo to najlepszy "land bank" w mieście. Też mam nadzieję, że w końcu stanie tam coś ładniejszego.
Via Tenor
Hej, dostrzeżmy pozytywy! Przynajmniej graficiarzom nie brakuje plotna. :>
Nie ma to jak ludzie nie z Warszawy piszący o Warszawie. To kamienica Lejba Osnosa z 1911 roku, właściciel nie jest ani w USA, ani na wyspie Epsteina, jest nim skarb państwa. Miasto chce ją sprzedać, ale ze węglu na jej zabytkowy charakter i zły stan techniczny trudno znaleść inwestora. Większość takich terenów w Warszawie uległa odbudowie, rewitalizacji lub gentryfikacji, acz do dzisiaj można je znaleść chociażby na Pradze.
To samo jest mnóstwo pustostanów nawet w tych kamienicach które normalnie funkcjonują.
W Łodzi jest podobnie. Ale od lat funkcjonuje zasada - kupujemy, nie dotykamy. I czekamy. Bo żeby wbić gwoździa to potrzeba 28 pozwoleń, ale jak się zawali... no to przykro, zawaliło się. Sprzątamy i mamy pusty plac pod inwestycję.
Przecież te mityczne pozwolenia i uzgodnienia to najmniejszy problem.
Podstawa to koszty i skomplikowanie prac oraz samego projektu renowacji. Nieporównywalnie taniej i łatwiej (pod względem czysto technologicznym, nie formalnym) jest zbudować nowy budynek od zera niż remontować starego trupa - chyba, że przejdzie pozostawienie samej elewacji i wyburzenie reszty, ale często nie przechodzi.
W zasadzie to niestety podwojne combo.
Nie dosc ze duzo papierologi zeby cokolwiek wyremntowac bo wszystko musi zatwierdzic laskawie pan konserwator. To jeszcze przeobienie tych splesnialych scian do nowych standartow jest niemal niemozliwe.
Wiec faktycznie, najlepszy prezent bylby dla wszystkich jakby sie to po prostu gowno zawalilo i po problemie.
Bo problemem jest to co uznawane jest za zabytek. A uznaje się prawie wszystko. Kamienica ma X lat - zabytek. Wiatrak ma X lat - zabytek. Toitoi ma X lat - zabytek. Kurna, budynki są od tego by z nich korzystać i mają służyć ludziom. Jeśli budynek jest stary i w złym stanie technicznym to nawet nie powinno się zastanawiać i wyburzyć jak szaleni oraz stawiać nowe. Pewnie, zostawić jakieś pojedyncze sztuki jako przykład kulturowego dziedzictwa i historii, ale resztę nie ma co trzymać. Oczywiście mówię tutaj o takich kamienicach jak ta pokazana przez Boćka. Wiadomo, że jakieś zamki, stare stare wille czy wioski o unikalnej architekturze są warte zachowania. Ale też nie idźmy w przesadę.
Zresztą konserwatorzy to jest rak zawodów publicznych. Tam idą najgłupsi ludzie, którzy chyba próbują leczyć swoje kompleksy robiąc wszystkim pod górę i chcąc się wykazać za wszelką cenę. To jak w starym żarcie, że straż miejska to byli za głupi nawet na to, by dostać się do policji. I konserwatorzy zabytków są właśnie takimi strażnikami miejskimi wśród urzędników.