
Update dla zainteresowanych o wielkiej wtopie czyli piekarni;(
Niektorzy ostatnio zwrócili uwagę że ich to nie interesuje więc proszę nie czytajcie dalej
ogolnie to jest porażka powiem wam
Ale po kolei
wykonawca z architektem popełnili trochę błędów np zamówili sufit na który czekali 3 miesiace
no masakea
inne rzeczy też się obsunęły więc zamiast stycznia/lutego piekarnia była gotowa w maju
ale to i tak nic nie zmienilo
załatwiłem sanepid który o dziwo jak na Belgię dał mi mega szybko certyfikat ze mogę tam oracowac
juz myslalem ze jest ok, już prawie ale nie
okazało się że straż pożarna to musiałem załatwiać już w styczniu najlepiej
no bo mają 5 tyg na odpowiedź na moją prośbę o inspekcje
bo po co szybciej nie?
Ale w końcu odpowiedzieli i co się okazało?
jedyny strażak który może to robić jest na wakacjach
można mieć trzy rzady w kraju ale nie można mieć dwóch uprawnionych strazakow
to się nazywa bycie Belgia;(
ale to nadal nic
inspekcje będę mial 7lipca i juz by mozna myślec ze ok? Nic bardziej mylnego
straz potem ma dwa miesiące na wysłanie certyfikatu
bo tak
ehh szkoda strzępić ryja
Rozmawiałem nawet z burmistrzem który powiedział że nic się nie da zrobić, ostatnio jedna babka otwierała restaurację i po inspekcji stwierdziła że nie może czekać i otworzyła nielegalnie
bo by zbankrutowała
tak więc wesoło jest
ale jakby co już bliżej niż dalej mimo zaraz pół roku opoznoenia
Oczywiście kasy zabrakło ale coś tam się udało zrobić
parę zdjęć jakby ktoś chciał:$
powodzenia, jesteś już bliżej niż dalej!
jak się otworzysz to na pewno wpadnę.
ale dajesz radę w międzyczasie piec i jeździć busem czy cały czas pochłania ta sytuacja?
No to ładnie. Ale wygląda na to, że już jesteś na ostatniej prostej. Ważne że nie odpuszczasz tylko dlatego, że ciągle kłody Ci rzucają. Z takim podejściem na pewno doczekasz się happy endu. Trzymaj się tam i powodzenia!
Powodzenia byku. Będzie dobrze i również podziwiam odwagę, żeby z dobrze prosperującego foodtrucka porwać się na nomen omen większe przedsięwzięcie ze stałym lokalem - gdzie łatwo się przeszacować.
Przetrwaj i będzie dobrze :)
Cóż, mam nadzieję, że wszystko się uda.
A z ciekawości: co to są te białe "szafy" na pierwszym zdjęciu? Jakies piece, albo lodówki? Wygląda jak jakiś sprzęt laboratoryjny ;)
a ta po prawej to chłodnio- garownia
Chodzi o to by np popołudniu ululać sobie bułki czy chałki itp i wrzucić tam na 2 - 4 stopni i nastawić by były gotowe na 5 rano
i np o 2-3 rano temperatura zwiększy się na 28-30 stopni i w teorii o będą gotowe na włożenie do pieca
moglem bardziej cisnąć architekta i mogłem dopytać o tych strazakow
skupilem się na sanepidzie a tzreba bylo na strazakach
Choc tez dziwne ze architekt i wykonawca nic nie wspomniał o tym ile to trwa a pewno wiedzieli
trzeba było kupić trzy foodtrucki i zdywersyfikować :)
Powodzenia, ciężki kawałek chleba jak widzę.
Ładnie, schludnie. Jak masz czas to może bym tylko jakieś małe akcenty dodał, żeby było przytulniej i milej. Jakieś nie wiem, obrazki, roślinkę czy neonik. Coś charakterystycznego myślę pomaga się wybić/utkwić w pamięci klientom.
Na zapleczu też bym coś pokombinował, żeby się te buły przyjemniej lepiło.
BTW, rodzina ex miała małą pierkarnie, taki w sumie pokoleniowy się biznes z tego zrobił, od jednego malutkiego punktu sprzedaży, rozwój przez kilkanaście lat, do chyba już kilkunastu punktów w całym mieście. Także jak się coś robi z pasją i głową, to jak to mówią sky is the limit :D
W sumie ja bym jeździł tak jak robiłeś na starcie i miałbym wywalone. Urobiłbyś na pensję i miałbyś więcej spokoju. Po 16 latach u siebie na starcie wystawiłem wiate później budynek i robię lokalnie bez wychylania się. Na pensję urobię i więcej mi do szczęścia nie trzeba, a mógłbym np wziąć 2 000 000 kredytu, wystawić halę, zatrudnić 20 osób i heja tylko z mega ryzykiem ale stwierdziłem, że tak jak pracuję jest ok czyli bez kredytów, bez płacenia czynszy, bez pracowników ale z księgową co za psie pieniądze (200 zł na miesiąc) ogarnia formalności.
No ale z drugiej strony jak wszystko ci wypali to w grę wchodzą inne (olbrzymie) pieniądze ale też to się wiąże z większym ryzykiem.
ja piekę w domu i nie mam jak tu kogo zatrudnic
a coś mi się stanie, popsuje sie food truck i leżymy, nic nie zarabiamy
wiec ja nie chciałem się wynosić z domu, ale to była niestety decyzja podjęta z odpowiedzialności
Szkoda że tyle niepotrzebnego boksowania z tym wszystkim, i szkoda by było teraz umoczyć tyle pieniędzy i poświęconego czasu.
Także teraz to już musisz dopilnować tematu i dopiąć wszystko by wkońvu móc ruszyć z biznesem.
Już bliżej niż dalej.
Powodzenia.
Jak już ruszy to będzie żarło i kredyt się będzie spłacał. Ważne abyś jakość utrzymał bo niestety często spotykam się z tym że początki są piękne a potem jako klient szukam kolejnej fajnej miejscówki.
Normalnie Farma Clarksona, jeśli chodzi o biurokrację. Ale liczę, że wkrótce wszystko się uda :) Jak będę kiedyś odwiedzał Belgię, to wpadnę na bułkę.
A na marginesie, co planujesz tam piec? Będziesz uczył Belgów jak smakuje prawdziwy (bo polski) chleb? :) Jak ogólnie wygląda tam pieczywo, dobre? Czy takie jak w Hiszpanii, gdzie zamiast chleba sprzedaje się tekturę?
wszedzie w piekarniach sa tylko croissanty i pain au chocolat a u mnie maja drozdozwki z serem (uwielbiaja), z jagodami, zwykle cynamonki
kupuja tego na potege
a chleby zwykle tez lubia, ja pieke tylko na zakwasie i ladnie idą
Powodzenia, trzymam kciuki.
No i widzę belgijska biurokracja nie zawodzi, zgodnie z moimi doświadczeniami (niewielkimi na tle twoich ale też upierdliwymi). Jak można się zapytać bo nie pamiętam, jakie miasto? Bo ciekaw jestem czy byłem akurat tam.
IMHO w każdym kraju jest dobre pieczywo, tylko czasem trzeba wrzucić do koszyka coś czego cena nie zaczyna się “jednego ojro”.
A, to faktycznie może być fajna lokalizacja, w samym mieście nie byłem ale z mojego doświadczenia, co prawda sprzed kilkunastu lat, jak tam jeszcze latałem to Bruksela sama w sobie stała tandetą jeżeli szło o żywność. Najlepiej wspominam kulinarnie Ličge i Charleroi (tutaj lądowałem najczęściej i same miasto robiło za hub do podróży, choć akurat tam klienta/szkoleń nie było) a najgorzej Antwerpie (miasto piękne, ale kulinarnie to była dziura) i Bruksele (pewnie drogie restauracje dla szych są dobre, ale te opcje trochę tańsze zawodziły).
No i ogólnie w Walonii pieczywo mi bardziej smakowało niż we Flandrii. Ale to doświadczenia z raptem kilku podróży służbowych przed około 15 laty. Flandria i Bruksela miały dla mnie ten sam case co Holandia, najlepiej pójść do knajpy założonej przez imigrantów.
Jako, ze jesteś na miejscu, kojarzysz czy coś się tam zmieniło i jak to dzisiaj wygląda? Bo możliwe, ze gadam bzdury czy to ze względu na za małe doświadczenie czy ze względu na dawno zdezaktualizowane.
MHO w każdym kraju jest dobre pieczywo, tylko czasem trzeba wrzucić do koszyka coś czego cena nie zaczyna się “jednego ojro”.
A bo ja wiem, południowcy nie umieją zrobić dobrego chleba, nawet jak jest dobry jakościowo to z racji na to, że jest on dostosowany pod moczenie w oliwie a nie pod kanapki to mi po prostu nie leży. Więc to kwestia subiektywna, dla nich jest dobre, ale mnie nie. Dobre to jest u nas, we Francji, w sporej części Niemiec (północ wypada gorzej od reszty kraju, ale w większości kraju jest świetne) itd.
7-9’euro za chleb to jest ciut za duzo
ogolnie wszedzie da się znaleźć duo pysznego jedzenia ale też i dużo badziewia
brukselski rynek ma dookoła pełno knajp pod turystów i tam jest po prostu beznadziejnie
ale też fakt taki że jest drogo w tych lepszych miejscach
tak naprawdę mocno drogo