"Chodziło mi o aktualizowanie kopii zapasowej o nowe gry.
A kopii jest lepiej mieć więcej niż tylko jedną."
Nie twierdzę że nie masz racji.
Ale z drugiej strony, to lepiej mieć nawet jedną, niż wcale.
A "backup", który wymaga aktywacji online, to dla mnie nie backup.
Większość gier możesz grać offline na steamie.
Prawie we wszystkie, ale co z tego? Tak można pod warunkiem, że już gra jest zainstalowana(aktywacja online) i tylko do najbliższej deinstalacji bądź potrzeby reinstalacji. Więc wciąż trzeba mieć u siebie dostęp do internetu w razie czego. Tu nie pójdziesz do kogoś kto ma internet w celu pobrania instalatora gier z biblioteki, bo nawet jeśli to się uda, to w domu jej nie zainstalujesz, bo wymóg aktywacji online i zalogowania się przez konto Steam - już to nawet kiedyś sprawdziłem.
Niby takie gry są, ale na Steamie taka kwestia jest traktowana ledwie co po macoszemu. To już na Humble Bundle jest trochę lepiej, bo tam chociaż mają stosowne oficjalne oznaczenie DRM-Free.
No i nie brak też gier, które na Steamie wciąż wymagają aktywacji online(przez Steam) podczas gdy ich wersje na GOGu już nie.
"I wbrew pozorom, gracze mają gdzieś, że gry na GOGu są DRM free, obchodzi to może garstkę wojujących z korporacjami. Mamy już pokolenie graczy, dla których brak internetu jest taką samą abstrakcją jak II Wojna Światowa,"
Ja już im bardzo współczuję, bo zderzenie z rzeczywistością(utrata dostępu do całej biblioteki z powodu bana, bądź braku internetu, tudzież ew. rządowego zablokowania dostępu do internetu/Steama) będzie bardzo bolesne!
"Ale po co? To że Steam upadnie to jakis 0.0001% szansy."
Może i jest to 0.0001% szansy na upadek Steama, ale na odcięcie od internetu, bądź zablokowanie dostępu do Steama/internetu przez chorych na głowę polityków, szanse są już znacznie większe.
Lepiej mieć możliwość zabezpieczenia się. Bo pal licho grę otrzymywaną za darmo - tu chodzi o gry za które się zapłaciło realne pieniądze! Ja absolutnie nie ufam jakimkolwiek platformom bądź wydawcom stosujących DRM w grach, w tym wymogi aktywacji online!
Jak steam padnie to można śmiało powiedzieć że cały gaming padnie.
Komu padnie, temu padnie. Może wreszcie wtedy niektórym wreszcie otworzą się oczy.
"A fakt jest taki że nikt, albo najwyżej garstka osób pobiera instalatory gier z goga na zapas, pobiera jak chce zagrać, a to jest taki sam efekt jakby gra miała drm."
Nieprawda!
W przypadku gier z GOGa, gdy nie posiadasz u siebie internetu, wciąż możesz udać się do kogoś, bądź w jakieś miejsce, gdzie jest tymczasowy dostęp do internetu, zalogować się i pobrać na nośnik instalatory offline. W przypadku Steama i w ogóle gier z DRMem takie coś jest niemożliwe, a już na pewno nie w sposób legalny.
Archiwizacja tych gier jest droga, bardzo droga. Kilka tb ta kilku dyskach, najlepiej by część dysków nie była w tym samym budynku. A wszystkie trzeba aktualizować.
Droga? Może... Ale dla mnie wystarczy nawet jeden dysk 2TB, może nie zmieszczę wszystkich gier, ale z pewnością zmieszczę wszystkie najważniejsze dla mnie, które są regrywalne i do których się po prostu wraca. Nikt nie każe upychać tam średniaków na jedno przejście, chyba że ktoś chce.
A co do aktualizowania - to jest sporo gier, których rozwój został już zakończony. Nie sądzę, aby do takiego Talismana Digital Classic Edition, bądź Wiedźmina 3 coś jeszcze wyszło od wydawcy. Nie mówiąc już o Heroes V, czy o Civilization IV, bądź nawet Skyrim'ie.
Tu nie chodzi(przynajmniej dla mnie i innych świadomych osób) o sam sklep w sobie, co o DRM i wymóg aktywacji online, co czyni taką grę bezużyteczną dla każdego, kto w danej sytuacji nie ma dostępu do internetu. Chodzi też o politykę niekorzystnego traktowania użytkowników.
GOG akurat na szczęście nie ma tych wad, dlatego kupuję tylko tam.
W przypadku braku internetu u siebie, mogę pójść do kogoś, kto ma internet, zalogować się, pobrać instalator offline i na nośniku przenieść go na swój domowy komputer gdzie będę mógł bez problemu zainstalować grę i grać - co w przypadku Steama(bądź innych platform/gier z DRM) takie coś jest niemożliwe, a już na pewno nie w sposób legalny.
Akurat
Wielu wydaje się, że skoro oni mają internet to każdy go ma i że internet w ogóle coś, co przychodzi całkowicie z powietrze za darmo. Ale takie myślenie to błąd i głupota. Jeśli dla kogoś sam fakt, że gra single player wymaga internetu bądź że instalacja gry wymaga aktywacji online, to niestety, ale ten ktoś jest jednym z bardzo wielu mentalnych niewolników i to wyraźnie nawet widać w niejednym komentarzu tutaj.
Ludzie niestety w ogromnej większości nie dojrzała do tego, aby głosować portfelem i to nie tylko w przypadku gier i oprogramowania. Dlatego też mamy takie różne patologie na rynkach, jakie mamy.
Ogłupiające są też twierdzenia o wojnie czy kataklizmie....
Tymczasem wcale nie trzeba żadnej wojny, żeby stracić dostęp do internetu. Tu np. wystarczą głupie decyzje idiotycznego rządu chcących rzekomo dla "naszego dobra" ograniczyć "rzekome dzieci" przed rzekomymi "zagrożeniami", a w rzeczywistości ocenzurować internet. Wystarczy też, że dany rząd w danym kraju uzna, że Steam, bądź inna platforma są "nieodpowiednie" dla ludu by zablokować wszystkim do nich dostęp. Takie rzeczy już dzieją się w niektórych krajach.
W końcu wystarczy pewna sytuacja życiowa, która uniemożliwia posiadanie własnego internetu w swoim domu, ale wiadomo, że wielu jeszcze bieda bądź życie nie dało w d.... i musi to nastąpić, aby się przekonali.
Dlatego wybieranie tylko gier czy oprogramowania bez DRM to kwestia zdrowego rozsądku. Ale wielu już dawno sprzedała bądź jest gotowa sprzedać swoje podstawowe prawa klienta i konsumenta dla wygody i innych "błyskotek", niczym biblijny Ezaw sprzedał Jakubowi swoje prawa pierworodnego dla jednego posiłku.
Tylko że taka postawa się w końcu zemści, prędzej czy później.
Ja jako rocznik 87' dobrze pamiętam, jak to jest nie mieć własnego internetu i być zmuszonym do chodzenia do znajomych, żeby z niego skorzystać. Poza tym internet nie jest za darmo, wciąż wiąże się z zawieraniem umów z dostawcami internetowymi i cyklicznym ich opłacaniem - a to totalny kiepski interes odnośnie jakichkolwiek gier, które tak naprawdę nigdy nie powinni go wymagać. Płacić za internet, żeby mieć możliwość korzystania z sigleplayerowych gier za które się zapłaciło? Obudźcie się, bo jak nie obudzicie się teraz, to obudzicie się z obrożą i kajdankami, na dobre przypięci kapitalistycznym łańcuchem!
Tak samo jak ktoś wspomina o archiwizacji - tylko ten ktoś zapomniał że można to zrobić na pojemnych przenośnych dyskach i że jak już - wcale nie trzeba ściągać tysiące TB, wystarczy te kilkanaście/kilkadziesiąt najważniejszych, ponadczasowych i regrywalnych gier w razie czego. No i posiadanie 1,2,4 czy nawet dziesięciu dysków twardych jest lepsze od zawalania całego domu pudełkami, zwłaszcza takimi, na odwrocie których jest napisane "Do aktywacji wymagane jest połączenie z internetem i posiadania konta Steam/Epic/jakiegokolwiek".
Jak już pisałem wcześniej - Steam, swoją popularność tak naprawdę zawdzięcza lekkomyślności ogromnej większości konsumentów, którzy zachłyśniecie błyskotkami jak "achievements", warsztat steam, kartami steama, itp. nie są świadomi tego, na co się tak naprawdę zgadzają, bo niby skąd mają to wiedzieć, jak nie chce im się nawet czytać regulaminów i warunków licencji. Nie mają pojęcia, że Steam to nie jest to żaden sklep tylko wypożyczalnia.
Można na ten temat pisać jeszcze wiele, ale na razie to wystarczy.
"Nigdzie nie jest napisane, że GTA 6 będzie wymagało stałego połączenia z internetem do grania w singla, a jedynie to, że bedzie wydanie cyfrowe czyli trzeba je kupić na własność i przypisać do konta PS. Wtedy tego już nie sprzedaż dalej."
Aha... czyli trzeba przypisać do konta. A jak nie przypiszesz, bo np. nie masz u siebie internetu, to co? Będzie można zacząć grać całkiem offline bez tego, czy nie? Bo jak nie, to znaczy, że mamy do czynienia z jedną z tych idiotycznych ograniczeń, o których wcześniej pisałem - czyli wymóg aktywacji online.
I następna rzecz, która co prawda jest nie do mnie, ale dość istotną by ją pominąć:
"ziomuś co z tego, że wymaga połączenia z netem? Pod kamieniem żyjesz, że nie masz neta?"
Co niby do tego ma mieć dostępność internetu? Czy to, że dzisiaj "każdy ma internet" ma być słusznym powodem, dla którego do gier i oprogramowania, które z zasady powinny działać bez internetu(single player np.) powinny być implementowane SZTUCZNE ograniczenia, które wykluczają każdego, kto nie ma dostępu do sieci?
Każdy zdrowo myślący, świadomy i mentalnie-wolny człowiek, gdy kupuje grę nie będącą MMO(czyli grę z trybem single player), oczekuje, że gra się bez problemu zainstaluje i włączy na komputerze/konsoli/jakimkolwiek urządzeniu w pełni OFFLINE, czyli BEZ DOSTĘPU do sieci. W przeciwnym razie, nie ma żadnego sensu na coś takiego wydawać pieniądze.
Gra MA się zainstalować i działać - bez jakiegokolwiek dostępu do internetu, czyli też bez żadnych aktywacji online, bez żadnego przymusowego przypisywania do jakiegokolwiek konta online! Tak, jak to było kiedyś. Inaczej, taka gra nie jest nawet warta dalszej uwagi, ew. traktuje się jako płatne MMO.
Dlatego dobrze wcześniej napisałem o takich wersjach pudełkowych - bo wersje pudełkowe, do tej pory wielu kojarzą się z wersjami pudełkowymi jakie były kiedyś - czyli z grami, które nigdy nie wymagały żadnego dostępu do internetu, że móc ją było zainstalować i grać z nią. Obecne wersje pudełkowe, które wymagają aktywacji online, to istna kpina, dlatego napisałem o tym już coś powyżej.
Dla mnie to będzie wystarczył komputer z sześciordzeniowym procesorem, 24 GB Ramu(może się szarpnę na te 32) i z 8 GB na grafice(obecnie mam 6, które też mi wystarczy do FullHD). Tym bardziej że Linux jest nieco bardziej oszczędnym systemem niż Windows(zwłaszcza od tego 11), a za najnowszymi(i zasobożernymi) nowinkami AAA już dawno nie gonię.
Ale ci, którzy będą chcieli złożyć kompa z najwyższej półki(ram większy niż 32, grafika z 16 GB vramu ) to rzeczywiście będą mieli problem.
Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby w domu mieć komputer i jednocześnie jakichkolwiek innych zwierząt niż rybki w akwarium.
Nie wiem, jak jest na konsolach, bo nigdy ich nie miałem.
Ale jak się coś kupuje, jakąś grę itp. to zawsze powinna zainstalować się i działać offline, tak jak kiedyś pudełkowe wersje z lat 90'tych. Wymóg połączenia sieciowego powinien zawsze być opcjonalny i tylko do tych funkcji, które rzeczywiście go potrzebują, nic ponadto.
Ja tu głównie piszę o patologiach, gdzie na odwrocie pudełka jest napisane "Do grania/aktywacji online wymagane jest połączenie z internetem i darmowe konto [tu podaj dowolne]".
Biorąc pod uwagę fakt, że obecne wersje pudełkowe i tak wymagają aktywacji online(bądź stałego bycia online) i jakiegoś konta, to kupowanie ich jest totalnym bezsensem i czystą głupotą.
A ja wolę wersję cyfrową, ale bez DRMu(gdzie mogę pobrać instalator offline - patrz. GOG), niż wersję pudełkową, która jednak wymaga aktywacji online i konta Steam/Epic/Uplay/itp.
Bardziej od współczucia, potrzebne jest liczenie na to, że taka chciwość prędzej czy później się na producentach pamięci ZEMŚCI.
Spokojnie, mały Grzesiu. Rozumiem, że masz te circa 16 lat
To chyba bardziej TY....
Ja mam prawie 2.5 raza więcej... A co do wyobraźni to tak - potrafię w tym wieku myśleć ileś tam czasu do przodu i pewne rzeczy przewidzieć.
więc możesz nie pamiętać wpisywania kodów w wybranych momentach w grze, czy kluczy do instalacji oprogramowania.
Pamiętam. Nawet mam pudełko z taką grą. Z tą różnicą, że takiego kodu ani żadnej możliwości korzystania z takiej gry nikt nikomu nie mógł zdalnie odebrać. I nie potrzebowałeś żadnego internetu do instalacji i grania w grę JEDNOOSOBOWĄ.
Ale ja niczego nawet nie subskrybuję
Owszem. Przeczytaj regulamin i warunki użytkowania Steama, Epica, czy jakiejkolwiek platformy z DRMem. To taka strona z z odnośnikiem napisanym drobnym druczkiem, której ogromna większość z was nie zauważa bądź nie chce zauważyć.
Oczywiście, że mam - w końcu to ja posiadam pasy do konta, ale - oczywiście - doceniam twoją troskę.
Jakie to są przypadki i jakie warunki muszę spełnić, by stracić do niego dostęp?
1. W zależności od portalu, napiszesz cokolwiek niepoprawnego politycznie na forum, bądź cokolwiek co się nie spodoba moderacji a możesz dostać BANA, a ten może być na całe konto - włącznie z biblioteką gier. Jakiś czas temu w latach 2018-2020 Facebook banował konta osób za same poglądy prawicowe. Sam też dostałem, za to, że wyraziłem swój sprzeciw wobec polityki migracyjnej i napisałem niewygodną prawdę o konsekwencjach we Francji i Niemczech.
2. Wystarczy, że użyjesz moda, który może zostać uznany za cheat(a możesz o tym nawet nie wiedzieć, bądź tego nie podejrzewać), a system VAC szybko ci o tym przypomni, trwale odcinając dostęp nie tylko do tej gry, ale i całej biblioteki.
3. Wystarczy że jakiś idiotyczny rząd wpadnie na idiotyczny pomysł cenzury i odcinania danego kraju od sieci globalnej bądź konkretnych portali(w tym np. Steam). Takie przypadki już istnieją w niektórych krajach, a patrząc na zapędy UE, nigdy nie wiadomo czy też wpadnie na równy "genialny" pomysł.
4. Wystarczy, że podpadniesz rodzicom i za karę odetną ci internet :) W również w życiu dorosłym, w razie poważnych problemów finansowych, w pierwszej kolejności zrezygnujesz z internetu, niż prądu.
I zapewniam, że wtedy żadne passwordy ci nie pomogą. Dany serwis/portal nie potrzebuje twoich passów, by ci wszystko odebrać, gdy uznają to za słuszne. Tak więc - jesteś całkowicie na ich łasce.
W przypadku gier z GOGa to jeszcze w razie czego można zawczasu pobrać z biblioteki instalatory gier i zmagazynować je na swoim nośniku, żeby można z nich bez problemów(czyli np. aktywacji online) zainstalować i grać offline. Ew. jak ci odetną internet w domu, to możesz pójść do kolegi, który ma internet, zalogować się na konto i pobrać tytuły jak wyżej wspomniałem.
W przypadku gier ze Steama, Epica i innych tego typu portali, takiej możliwości nie masz - a już na pewno nie w sposób legalny.
Na szczęście nie muszę się tym przejmować, ale jakbym mieszkał w przegniłej lepiance - jak co poniektórzy - to też bym pewnie szalał z wściekłości.
Nie musisz mieszkać w lepiance - wystarczą wyżej wymienione sytuacje, wtedy zostajesz całkowicie na lodzie. Mając takie gry, które wymagają aktywacji online i dostępu do konta, żyjesz z ryzykiem, że w każdej chwili możesz to wszystko stracić, mogą ci to zdalnie odebrać. Jak nadal uważasz to za normalne, a tym bardziej za postęp to rzeczywiście jesteś mentalnym niewolnikiem.
Reszty twoich bzdur nawet nie będę komentował.
W 2005 roku, to ja już interesowałem się pisaniem programów komputerowych, systemami innymi niż Windows oraz w ogóle komputerami PC, podczas gdy ty zapewne babki z piasku robiłeś z innymi dziećmi z przedszkola albo chodziłeś w pieluchach.
Jeśli dla ciebie istnienie szybkiego i "ogólnodostępnego" internetu ma być słusznym powodem, żeby do oprogramowania/gier, a nawet i do sprzętu wprowadzać SZTUCZNE OGRANICZENIA(bo DRM nigdy nie służył odbiorcom) to współczuję bycia współczesnym, mentalnym niewolnikiem.
Bo tylko współczesny niewolnik uważa takie sztuczne i idiotyczne ograniczenia za coś normalnego, a już trzeba być totalnym idiotą, żeby uważać to za postęp współczesnych czasów.
I to właśnie dzięki takim jak ty, powoli budzimy się w świecie subskrypcji, gdzie era własności się kończy.
Jeszcze trochę, to ockniemy się w czasach gdzie nawet samochód, lodówki i wszelki inny sprzęt codziennego użytku nie będzie własnością użytkownika/klienta oraz nie będą działać bez połączenia z siecią globalną. A stąd już niedaleko do prawdziwej niewoli, gdyż rządy totalitarne nie oprą się pokusie, by zrobić z tego narzędzie ogólnej kontroli i represji - bo każdego niewygodnego i "nieposłusznego" obywatela będzie można w każdej chwili odciąć od całej "jego" "własności" by został z zupełnie niczym.
Wracając do tematu rozmowy - nie ciesz się, bo tak naprawdę to tych gier na steamie/epicu/uplay NIE MASZ - nigdy nie miałeś, nawet licencji na używanie - jedynie tylko TYMCZASOWO dzierżawisz do nich dostęp na czas nieokreślony. I wbrew temu, cokolwiek o tym myślisz - zawsze możesz stracić do nich dostęp(gdzie już takie przypadki miały miejsce). Bycie na łasce korporacji to żadna zaleta a już na pewno żaden krok do przodu w 2026 roku.
Bo żadne czasy nigdy nie zmienią prawidłowej i zdrowej logiki - m.in tego, że gry jednoosobowe i wszelkie inne rzeczy które od zawsze działały bez dostępu do sieci - NIGDY nie powinny wymagać do niej dostępu.
Jeśli nadal nie możesz tego pojąć, to wyjaśnię ci, że te wszystkie "sieciowe osiągnięcia", sieciowe funkcje i inne tego typu rzeczy działające przez siebie mogą i powinny działać OPCJONALNIE, bez pozbawiania kogokolwiek dostępu do instalacji i korzystania offline. W sumie to każdy, kto jest choć średnio inteligentny i świadomy, powinien o tym dobrze wiedzieć.
I nikt świadomy nie płaci za internet, żeby móc korzystać z czegokolwiek co nigdy nie powinno wymagać do niego dostępu.
Jeśli nadal ktoś tego jeszcze nie pojmuje, to znaczy że jest zindoktrynowanym przez "nowoczesny" system mentalnym niewolnikiem i jeszcze mu życie/bieda nie dała porządnie w dupę.
Wiadomo - niektórzy wolą mieć grę typowo na własność i ja to popieram i sam jestem wśród nich.
Uważam, że to jest absolutnie najważniejsza rzecz, aby właśnie mieć stałe i niezbywalne prawo do posiadania i korzystania gier i oprogramowania, które się uczciwie nabyło, bez żadnych SZTUCZNYCH ograniczeń wymagających dodatkowych rozwiązań, za które trzeba jeszcze płacić. Inaczej nie ma nawet mowy o ew. odpłatnym nabyciu.
Oczywiście, żeby było jasne, mowa tu o prawie do posiadania i używania, a nie prawie autorskim.
Bardziej chodzi mi o fakt, że Steam po prostu robi dużo więcej niż inne sklepy i wszystko masz w jednym miejscu, bez kombinowania, instalowania i szukania rozwiązań - w tym tkwi jego siła i dużo osób wybiera takie podejście w zamian za własność gier.
Wiem, o co chodzi. Ale dla mnie bardziej przypomina to zachowanie biblijnego Ezawa, który oddał Jakubowi całe swoje prawo pierworodnego syna w zamian za posiłek. Jak to się skończyło, to niektórzy dobrze wiedzą.
Co do "kombinowania" to ja nie widzę problemów - sam korzystam z Nexusa, a nawet manualna instalacja modów w ogromnej większości przypadków jest tak prosta, że bez problemu można to łatwo zapamiętać. Plus, że w razie czego, paczki modów mogę też archiwizować u siebie, tak jak gry z GOGa. W zasadzie to nie widzę w tym nawet kombinowania, nad którym trzeba byłoby się głowić...
Poza tym, jako że kupuję w zasadzie tylko na GOGu, to też mam wszystko w jednym miejscu + możliwość zrobienia backupu. Uważam, że to uczciwa cena.
A że jakiejś gry tam nie ma? Trudno, nie można mieć wszystkiego, a już na pewno nie za taką cenę. Ale tyle gier, co mam to nie wiem, czy zdołam to wszystko porządnie ograć. Ale na Subnautice, Hadesie bądź innej grze, której nie ma w ofercie bez DRMu świat gier się nie kończy.
No i co do własności - dopóki w Valve siedzi Gabe to nie ma się o co bać - tam nawet jak grę usuwają ze sklepu, a masz ją w katalogu, to jest dalej dostępna - te teksty o "wypożyczeniu" to ponoć punkt w regulaminie, żeby amerykańskie urzędy się od nich odwaliły (firma jest zarejestrowana w USA i musi działać według zasad tam panujących - GOG nie musi).
No nie wiem, czy rzeczywiście nie ma się o co bać. Gaben co prawda kiedyś zapowiedział, że jeżeli zajdzie taka sytuacja, że będzie musiał zakończyć działalność Steama, to wyda patch, który usuwa w grach DRM i wymóg aktywacji online...
... tylko że - mawiając jeszcze niedawnym klasykiem - "Co szkodzi obiecać?".
Tutaj muszę dodać, że - nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta - ale twórca Minecrafta, Notch też kiedyś obiecał wszystkim, że gdy zakończy swoja komercyjną działalność i wsparcie dla MC, to udostępni go społeczności jako otwarte i wolne oprogramowanie. A jak to się skończyło - to chyba każdy już wie.
No i nie mówię, że tak będzie... ale GOG też może zmienić politykę dotyczącą własności (oby nie)
Po pierwsze, to byłoby dla nich istnym samobójstwem, a po drugie, to w razie takiej przesłanki, wielu zawczasu pobrałoby gry(bądź ich jak największą ilość) z biblioteki. A pobranego instalatora offline nikt już nie będzie w stanie zdalnie odebrać.
To samo w przypadku braku internetu - zawsze można wtedy pójść do kogoś, kto go ma, zalogować się i pobrać grę z biblioteki na nośnik zewnętrzny, żeby potem bez problemu zainstalować u siebie w domu i grać całkiem offline.
Na koniec dodam, że wcale nie musi wybuchać wojna ani jakakolwiek katastrofa żywiołowa bądź nuklearna, żeby stracić dostęp do sieci globalnej. Wystarczy, że jakiś idiotyczny rząd wpadnie na idiotyczny pomysł zablokowania dostępu do internetu, bądź wybranych portali/serwisów na terenie kraju - co już nie raz ma miejsce w niektórych krajach.
A patrząc na to, w jaką stronę zmierza UE(która coraz mniej się kryje ze swoim uwielbieniem dla cenzury), to takie prawdopodobieństwo jest nawet realne, a już na pewno nie zerowe.
Jakkolwiek większość korzyści z tych punktów które opisałeś, jednak w mojej ocenie wcale nie jest warta ryzyka utraty wszystkiego za co zapłaciłem w razie utraty dostępu do internetu, portalu platformy, bądź samego konta. Przypadek, gdzie ktoś w jednej chwili bezpowrotnie stracił dostęp do zakupionych treści/gier, czy nawet swoich cennych danych w chmurze istnieją i wbrew pozorom wcale nie są aż takie ekstremalnie rzadkie. Dlatego lepiej dmuchać na zimne - zwłaszcza w przypadku czegokolwiek, za co zapłaciło się realne pieniądze.
Wolę mieć jednak tą pewność, że w razie czego mogę zrobić backup offline, by móc bez żadnych przeszkód spokojnie z niego korzystać i nikt mi tego(przynajmniej zdalnie) tego nie odbierze. Gdyby Steam gwarantował taką możliwość(jak to robi np. GOG), to pewnie byłbym pierwszy, którzy by z niego korzystał. Ale jeśli nie mogę gdzieś poza domem się zalogować, pobrać instalator offline i zapisać go na nośnik zewnętrzny, a potem z niego u siebie zainstalować w pełni offline, to dla mnie taka platforma jako klienta nie ma racji bytu.
Tak, ja akurat mam gry tylko z GOGa i korzystam z Heroic'a by w nie grać na Linuksie - i nie jest to żadnym problemem dla mnie. A większość wypunktowanych przez Ciebie ewentualnie są dla mnie jedynie dodatkiem, a nie niezbędną koniecznością. Ręczna instalacja ewentualnych modów to też żaden problem - trzeba po prostu wiedzieć co się robi, a przede wszystkim czytać ze zrozumieniem instrukcję. No chyba, że rozpakowanie pobranego archiwum zip'a i skopiowanie/przeniesienie plików(najczęśniej jednego pliku albo katalogu z plikami) do odpowiedniego katalogu kogoś przerasta, to bardzo współczuję, bo to nawet niejeden ogarnięty 15 latek jest w stanie to zrobić.
Może ja - w przeciwieństwie do ciebie - trochę bardziej znam życie i wiem, jak to jest nie mieć internetu i musieć gdzieś do kogoś chodzić, by z niego móc przez ograniczony czas skorzystać? Może też lepiej wiem nt. samego internetu, a dokładniej tego, że w ramach umowy z dostawcą, trzeba za niego regularnie płacić, bo inaczej odetną do niego dostęp. I wtedy wychodzi ile warte są te wszystkie programy i gry z DRM, wymagające aktywacji online.
I od razu uprzedzam - nie wyskakuj z argumentem, że komputer/sprzęt do działania potrzebuje prądu, bo żadna gra nigdy nie wcześniej potrzebowała dostępu do sieci, by móc grać w trybie jednoosobowym bądź hot-seat.
Wcale wydawca nie musi kasować danej gry, ani nawet banować konta z biblioteką gier.
Wystarczy stracić dostęp do internetu w swoim domu, a już granie w gry jedno-osobowe z DRMem okaże się niemożliwe, a już na pewno niemożliwa okaże się ich instalacja nawet z kompletnego instalatora, bo gra będzie wymagała aktywacji online, której nie będzie możliwości dokonać....
Akurat gry bez DRM(np. z GOGa) to można pobrać będąc przez chwilę u kogoś, kto ma internet, a potem zapisaną na np. pendrive przynieść do domu i zainstalować. Na Steamie i Epicu takie coś już nie przejdzie, a już na pewno nie w sposób legalny.
Wracając do tematu, to oczywiste że większość osób ma to gdzieś, skoro są nieświadomi tego czym naprawdę wiąże się DRM i modele subskrypcyjne, albo - jak niektórzy - są totalnie zindoktrynowani ideologią pt. "nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy". Ale wszystko do czasu....
Dla mnie ogromne znaczenie ma to, czy w razie czego będę mógł gdziekolwiek pobrać pełny instalator offline danej gry i bez problemu zainstalować u siebie w domu na komputerze, na którym nie ma internetu. Dlatego kupuję tylko z GOGa bądź ew. z innych źródeł gry bez DRM.
"Biorąc pod uwagę platformy dystrybucji na pc, to Steam owszem, dominuje, ale z udziałem na poziomie mniej więcej 75%. Drugi jest niezaprzeczalnie Epic, wg. różnych szacunków od 3 do 7 %"
To tylko dowodzi tego, że 78-82% wszystkich konsumentów jest nieświadoma bądź zindoktrynowana ideologią "nie będziecie mieli nic i będziecie szczęśliwi" i nie rozumieją co naprawdę w rzeczywistości oznaczy DRM i wymóg aktywacji online.
Niby tak, tylko że Gabe zaczynał jako płotka i stworzył potężny serwis, z którym nawet największym trudno konkurować, a to to daje przynajmniej chwilową stabilność i poczucie bezpieczeństwa.
Może dla samego Gabena, ale nie dla mnie i innych świadomych potencjalnych klientów.
Ale przynajmniej możesz zainstalować i grać bez wymaganego połączenia internetowego i idiotycznej aktywacji online. Możesz też bez problemu pobrać instalatory offline i je sobie zachować na stałe. Obecnie już prawie nie ma pudełkowych wersji w oficjalnej sprzedaży, a jeśli są to zawsze na odwrocie będzie informacja "Do aktywacji online wymagane jest połączenie z internetem i darmowe konto Steam/Epic/Uplay/jakiekolwiek inne". Powodzenia dla każdego, kto np. nie ma u siebie w domu internetu i musi gdzieś chodzić do kogoś, żeby z niego skorzystać.
Dla mnie to z kolei wszystkie platformy wspierające DRM mogą upaść - i tak z żadnej z nich nigdy nie kupowałem i nie mam zamiaru czegokolwiek kupować. A ten, kto oficjalnie wypowiedział kwestię "nie będziecie mieli nic i będziecie szczęśliwi" powinien już dawno być napiętnowany i traktowany jak złodziej.
Z regulaminu i umowy korzystania mamy:
17.3 Taka sytuacja wydaje się bardzo nieprawdopodobna, ale jeżeli na stałe przestaniemy udzielać dostępu do usług i treści GOG (z innych przyczyn niż naruszenie z Twojej strony), postaramy się ogłosić to z wyprzedzeniem co najmniej sześćdziesięciu (60) dni na www.gog.com i prześlemy e-mail do wszystkich zarejestrowanych użytkowników - w tym czasie będziesz mógł pobrać wszystkie zakupione treści GOG.
Mi wystarczą gry, które wyszły do tej pory, takie wymagające do 16 GB Ram i 6GB VRamu i mniej, które mogę uruchamiać na Linuksie + Proton/Wine.
Ale użytkownikom Windowsa 11, który na dodatek gonią za obecnymi i przyszłymi nowinkami AAA to współczuję.
Jeśli masz na myśli kupowanie coraz to nowszych, wymagających coraz więcej pamięci i mocniejszej grafiki gier, to tak.
Ale wciąż jest wiele bardzo ciekawych i grywalnych gier, którym wystarcza 16, 8 bądź mniej gb pamięci ramu oraz grafika nie lepsza niż 6GB VRamu.
Przystopować to będą musieli głównie ci, co gonią za nowinkami AAA.
Po pierwsze: Co do tego ma dostępność internetu. Czy to, że dzisiaj "każdy ma internet" ma być słusznym powodem, dla którego do gier i oprogramowania, które z zasady powinny działać bez internetu(single player np.) powinny być implementowane SZTUCZNE ograniczenia, które wykluczają każdego, kto nie ma dostępu do sieci?
Po drugie. wcale nie musi się wydarzyć żadna katastrofa, żeby stracić dostęp do internetu - wystarczy jakaś idiotyczna decyzja idiotycznego rządu. Gdzieś na YT był na ten temat bardzo ciekawy i poruszający wiele ukrytych spraw filmik.
Zaś po trzecie, na GOGu jest o tyle lepiej, że gdybym nagle nie miał u siebie internetu, to wciąż miałbym możliwość udać się do kogoś, kto ma internet, zalogować się, po czym pobrać instalatory by zapisać je na swój zewnętrzny dysk, pendrive czy nawet DVD. A potem już instalacja na komputerze offline w domu nie byłaby żadnym problemem.
W przypadku gier z DRMem które wymagają choćby aktywacji online, takie coś nie przejdzie, a już na pewno nie w sposób legalny.
"I podoba mi się jak po bardzo sensownym komentarzu Bukarego i tym co widzimy w Wielkiej Brytanii można stwierdzić :" Ja tam nie wiem ale będzie lepiej niż pod butem tej złej Unii!" ."
Porównanie do jego idiotycznego komentarza było jak najbardziej odpowiednie.
A problem UK polega na tym, że pomimo oficjalnego wyjścia z UE... UE nie tylko że w niej nadal pozostała, ale wręcz przybrała swoją najgorszą formę. Jeśli to coś nauczyło, to tylko tego, że przed wyjściem z tego tworu, najpierw trzeba by było wyplenić całkowicie lewactwo.
"A teraz na poważnie. Powinieneś dostać kopa w dupę za każdego Polaka, który przez ZSRR stracił życie. Porównywanie naszej obecnej sytuacji, do życia pod kacapskim butem to już jest szczyt."
Lepiej uważaj z takimi stwierdzeniami, bo na tej samej zasadzie to nie jeden TOBIE podobny powinien dostać porządnego kopa w dupę, za każdego rodowitego Europejczyka(także i Polaka), który przez idiotyczną politykę migracyjną UE stracił życie bądź został trwale okaleczony!
A co do podobnej sytuacji jak w ZSRR, to jeszcze wszystko przed nami - UE bardzo stara się podążać tym modelem, choć na razie jeszcze gospodarczo.
"To może wyjaśnij nam wszystkim, w jaki sposób po rozpadzie UE "gospodarka europejska" stanie się silniejsza?"
Nie wiem co i jak będzie dokładnie, ale nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że brak chorej brukselskiej dyktatury oraz idiotycznych nakazów i zakazów z pewnością wyjdzie wszystkim na dobre.
Ta, teraz to UE vs Rosja i każdy, kto krytykuje cokolwiek w sprawie UE to jest ruską onucą" i kolaboruje z Putinem. Ale wcześniej to UE układali się z Rosją, wielki sojusz itp, zwłaszcza kilkanaście lat temu.
A tymczasem, jeśli wojna na Ukrainie się skończy i Putin nie zacznie kolejnej, to gdy minie kilka lat, to znowu wszystko wróci do "normy" i Niemcy będą handlować z Rosją i takie tam.
A najlepsze jest to, że do tej pory pamiętam krzyk lewactwa i łatkę "rusofoba", jak kilkanaście lat temu, ktokolwiek krytykował Rosję.
Ja z kolei wyobrażam sobie, jak ciekawie by było, gdyby boty, NPCty i komputerowi przeciwnicy w grach byli właśnie sterowani przez AI, zamiast przez z góry ustalony, "sztywny" algorytm, co ma miejsce obecnie do tej pory. To samo z generowaniem światów i poziomów w grach. Oczywiście AI mogłoby mieć pewne ustalone wytyczne granice, ale poza tym mogliby się zachowywać swobodnie i podejmować własne decyzje, uczyć się na błędach itp. Granie z takim NPC'tem byłoby ciekawym doświadczeniem. Można by było prowadzić z nimi swobodną interakcję i akcje, przeciwnicy mogliby się stać ciekawszym i większym wyzwaniem i w ogóle doświadczenie z takimi mogłoby być bardziej podobne do doświadczeń z żywymi graczami, zwłaszcza w takich grach, jak np. Minecraft, Skyrim czy No Man's Sky.
Prawdę mówiąc to nie tylko lootboxy są poważnym problemem. Już od dawna istnieje też szkodliwe zjawisko polegające na istnieniu mikropłatności w grach, która z założenia mają być dla dzieci i nawet posiadają oznaczenie PEGI 7 czy PEGI 12.
Takie gry stają się bezczelną maszynką do dojenia dzieci z kasy rodziców.
Dlatego nie miałbym nic przeciwko jakiejkolwiek ustawie, która wymusza na grach z mikropłatnościami oznaczenia PEGI 16, a w przypadku gier typu Pay for Win - nawet PEGI 18.
Ale wciąż do tej pory Steam jest platformą DRM, a licencje na gry się odpłatnie wypożycza(jak to ładnie zwie się "subskrypcją") a nie kupuje. Steamowej gry nie zainstalujesz na komputerze bez dostępu do internetu(bo wymaga aktywacji online i dostęp do konta). Dlatego tam nie kupuję, podobnie jak na Epicu.
GoG nie ma taniej więc kupuję na Steam.
GOG za to nie ma DRMu w grach, nie ma wymogu aktywacji online, mogę pobrać instalatory offline, z których potem mogę bez problemu zainstalować na komputerze bez połączenia internetowego - więc kupuję tylko na GOGu.
Nie podoba się dana gra/program/cokolwiek? Nie kupuj tego!
Zamiast hejtować i grozić, to pora nauczyć się GŁOSOWAĆ PORTFELEM.
Gdyby ten chłopiec tak zrobił, nie tylko nie byłby te 250k $ w plecy, ale i byłby te kilka/naście $$ do przodu!
"Nic to nie da. Z prostego powodu - gracze to nie jest skonsolidowana grupa jak w latach 90 czy na początku lat 2000. Gracze nie tworzą subkultury, jakieś grupy itp.
Każdy gracz to indywidualna jednostka, której nie da się "uświadomić" grupowo. "
Zawsze warto próbować, bo nawet jeśli te kilka osób to zrozumie to już jest coś.
I tu nie chodzi o żadne "subkultury" tylko o rynek, na który ogromny wpływ mają ci, którzy płacą i ew. popularyzują.
"Petycje, narzekanie, marudzenie, to promil wśród całej rzeszy graczy.
Co z tego, że kilka osób ponarzeka w komentarzach jak setki innych ma na to wywalone. "
No nie powiedziałbym tak, skoro ta akcja "Stop Killing Games" cieszy się na tyle dużym poparciem, że nawet urzędnicy EuroKomunimu się tym zainteresowali.
Ale też myślę, że samo to nic za bardzo nie da, bo nawet jeśli zastosują jakieś zmiany prawne, to wydawcy i tak je ominą, tak jak już to kiedyś zrobił Steam.
Bo wydawcy/kapitaliści nie widzą żadnej potrzeby zmieniania czegokolwiek(a już na pewno nie na korzyść klienta/konsumenta) dopóki kasa się zgadza.
Tak więc jedyna rzecz jaka pozostała to nic innego, jak głosowanie portfelem.
A uświadamiać będę i trzeba każdego, kto narzeka i krytykuje na taką czy podobną sytuację. Tak, jak Ty uświadamiasz każdego nt. "własności intelektualnej".
"Gracz, który legalnie kupił grę, nie powinien jej tracić tylko dlatego, że firma wyłączyła serwery."
Kto mu powie, że gracz nic nie kupuje od lat, tylko wypożycza na zasadzie umowy licencyjnej?
A może w końcu pora uświadomić wszystkich graczy/klientów/konsumentów, że można i wręcz trzeba zacząć głosować portfelem? I że to ma największy wpływ na dany rynek niż krzyczenie, hejt, petycje itp.?
Bo krzyczeć i narzekać, to sobie można....
Na GOGu nie wypożyczasz licencji, tylko ją kupujesz. Jeśli pobierzesz z biblioteki instalator offline, to już nigdy tej gry nie stracisz w jakikolwiek inny sposób, niż z Twojej winy. A z danej gry będziesz mógł korzystać nawet bez internetu - przede wszystkim będziesz mógł ją zainstalować w trybie offline z uprzednio pobranego instalatora.
Dlatego "kupuję" tylko i wyłącznie gry bez DRMu. Inaczej w ogóle nie biorę pod uwagę ich ew. zakup.
Sam się typie ogarnij i zrozum wreszcie podstawowe prawa rynku, zamiast się obrażać na PRAWDĘ i fukać jak mała dziewczynka.
I co to za idiotyczne argumenty, że jak ktoś nie chce być dymany przez system/kogokolwiek, bądź jak ktoś nie chce być źle traktowany, nie chce aby jego prawa klienta/konsumenta były łamane, to ma się udać na pustkowie i żyć jak pustelnik?
To chyba logiczne, że jak komuś coś się nie podoba to tego nie kupuje, nie płaci za to. W takim razie skoro wiele gier i polityka wydawców się wam nie podoba, to czemu kupujecie takie gry i wykładacie pieniądze takim wydawcom, którzy mają gdzieś prawa klienta/konsumenta(a więc was i nas)?
Aż tak bardzo krytycznie potrzebujecie tych konkretnych gier? Innych już nie ma?
Bo właśnie tym się różnimy od siebie - ja, jak mi się coś bardzo nie podoba, to tego po prostu nie kupuję. A nawet nie piracę, bo piractwo to też jest to pewnym sensie forma popularyzacji.
ChRL? Zasób ludzki? To nie wiesz, że każdy podmiot, każda firma traktuje ludzi jak zasób? W każdej większej firmie jest dział HR(Human Resource). Ogólnie w kapitaliźmie(nie wolny rynek!) liczy się tylko i przede wszystkim zysk/pieniądz i jego perspektywa, człowiek natomiast jest śmieciem. Każdy pracodawca(zwłaszcza prywaciarz) może wyrzucić danego pracownika na bruk i nie będzie jego interesować, jak sobie poradzi i z czego będzie żyć.
"Właśnie po to są inicjatywy jak "Stop killing games", żebyś nie musiał robić z siebie cierpiętnika i by wykorzystywać instytucje do tego, do czego zostały powołane - do regulacji i usprawniania każdego przejawu życia społecznego. Teraz można spróbować skończyć z "ubijaniem" gier, potem coś zrobić z DRM. Nie musisz stosować szantaży emocjonalnych."
Takie inicjatywy to zbytnie ufanie systemowi, w tym przypadku Eurokomunie, że sama wszystko to za was załatwi, a wy będziecie tylko mogli siedzieć i czekać na efekt. A tymczasem, żaden wydawca nic sobie z tego robić nie będzie, tak długo, póki będzie dostawać pieniądze. Że jakieś przepisy prawne wejdą? Co z tego, skoro oni i tak to w sprytny sposób ominą.
Już zresztą kiedyś jakaś inicjatywa i rozporządzenie UE było gdzieś na początku poprzedniej dekady - głównie wobec Steama odnośnie własności sprzedawanych licencji do gier i praw konsumenta. Skończyło się na tym, że Steam się w sprytny sposób wykręcił pojęciem "modelu subskrypcyjnego", a UE przestała się tym interesować....
Tak też podobnie może skończyć się "Stop Killing Games" jak i inne podobne akcje.
Dlatego nie wierzę za bardzo w takie inicjatywy opierające się na żebraniu UE o uwagę.
Co innego, jakby nagle wielu nieuczciwych wydawców przestawali otrzymywać pieniądze. Realny spadek zysków z pewnością zaboli ich znacznie bardziej, a co za tym idzie - zmusi ich do myślenia i i zrewidowania swojej polityki.
Ale żeby to nastąpiło to większość klientów musiałaby przestać u nich cokolwiek kupować.
Już sam mechanizm technicznego uzależnienia nie będących MMO gier od połączenia internetowego i zastrzeżona możliwość pozbawienia do nich użytkownika(który jednak zapłacił) już jest mocnym i jasnym powodem, żeby takiemu wydawcy po prostu nie ufać i nie brać pod uwagę ew. zakupu ich gier/oprogramowania.
Tak długo, jak będziecie płacić nieuczciwym wydawcom i na wszelki inny sposób ich wspierać, tak długo ich traktowanie wobec klientów(was, nas) się nie zmieni - to nie jest żaden szantaż emocjonalny tylko surowa PRAWDA.
I to piszę DO WAS WSZYSTKICH, a nie tylko do jednej osoby!
I właśnie dlatego, że większość użytkowników/konsumentów stanowią takie osoby jak TY, mamy na rynku taką sytuację, jaką mamy.
A potem wielu z was narzeka, hejtuje, czy krytykuje takich czy innych wydawców, ale i tak nic z tego nie wynika i nie wyniknie. Nawet ta akcja "Stop Killing Games" niewiele da.
Bo czemu niby wydawcy/firmy mają się przejmować waszą krytyką, narzekaniem i hejtem, skoro i tak u nich cokolwiek kupicie. Dostają pieniądze i o to im tylko chodzi. Wasze uwagi, prośby mają gdzieś, tak samo, jak prawa klienta/konsumenta.
A może w końcu zamiast "rżnąć życiowego bezradnego pragmatyka", i dalej narzekać na to, jak jest źle na rynku, to warto sięgnąć po najpotężniejszą i jedynie skuteczną broń jaką jest GŁOSOWANIE PORTFELEM?
To jedyny skuteczny i znacznie lepszy sposób od krzykliwego "Stop Killing Games", który rzeczywiście może wpłynąć na wydawców/firmy, bo nic tak nikogo nie skłania do refleksji, jak nagły brak przychodów i brak klientów.
Ale żeby móc używać tego sposobu, to trzeba mieć silną wolę.
I owszem, nigdy świadomie nie kupiłem żadnej gry czy oprogramowania z DRMem. Nawet Subnauticę czy Hadesa widziałem jedynie w lets playach na YT. To, że czegoś nie ma na GOGu, wcale nie znaczy, że mam zaraz kupować coś na Steamie i przyczyniać się do istnienia raka jakim jest DRM, a co za tym idzie - masowe odbieranie praw klientów/konsumentów. Trudno, są inne gry. Na tych w/w świat się nie kończy.
Ale prawa klienta/konsumenta oraz prawo do wieczystego posiadania czegoś, za co zapłaciłem są i będą dla mnie ważniejsze, niż jakiekolwiek błyskotki czy przesadna wygoda.
Natomiast wielu z was można porównać do biblijnego Ezawa, który sprzedał Jakubowi swoje prawo pierworodnego za miskę soczewicy.
Prawda jest taka, że wydawcy/firmy/kapitaliści dokładnie tak traktują klientów i konsumentów, na ile ci im na to pozwolą. I to nie tylko odnosi się do DRM i pozbawiania dostępu, ale i innych praktyk antykonsumenckich jak np. wycinanie jednej gry i sprzedawanie odciętych części jako DLC.
Windows 10 od początku do końca był i jest systemem dość słabym, gorszym od poprzednich Windowsów, choć jeszcze mieszczącym się w granicach mojej tolerancji.
Windows 98 uważałem niezły system jak na tamte czasy, choć nie do końca nazwałbym go "niezawodnym", za to mogłem go nazwać "wszechstronnym" - bo zarówno windowsowe jak i dosowe programy i gry dobrze na nim działały. W dodatku świetnie nadawał się do... programowania.
Windows XP początkowo był do kitu, dopiero po SP2 stał się dobrym systemem. Jednak z powodu słabego wsparcia dla dosowych programów i gier, stracił nieco na wszechstronności.
Vista to gniot, który nazwałbym bardziej eksperymentem gałęzi NT6 przed Windowsem 7. Windows 7 dobry system, aczkolwiek bardziej to poprawiona i nieco odchudzona Vista.
Windows 8.1 - w domyślnej instalacji tragedia, ale... po solidnym przemeblowaniu w ustawieniach i doinstalowaniu Classic/Open Shell, okazał się nawet lepszy od 7'ki! Wiem, bo sam przez 6 lat go używałem i z niechęcią przeszedłem z niego na "dziesiątkę".
O Win10 już na początku napisałem, a teraz zamiast przejść na 11 to kilka miesięcy temu przeszedłem na Linuksa. I nie mam zamiaru żadnego powrotu do Windowsa ani innego własnościowego systemu.
Ciekawe, ile osób musi jeszcze stracić dostęp do zakupionych gier/oprogramowania z nie swojej winy, żeby zrozumieć że jedynym skutecznym wyjściem jest nie kupowanie gier z DRMem?
"Ale obecnie ludzie nie chcą posiadać rzeczy i robić biblioteki z chałupy."
A ciekawe, czy ludzie chcieliby w razie braku internetu, czy utraty konta, STRACIĆ wszystko, co do tej pory nabyli za prawdziwe pieniądze?
Naprawdę wydaje się wam, że internet bierze się z powietrza?
"Chodzi o granie czy kolekcjonowanie?"
Kolekcjonowanie? Całkiem możliwe...
Ale przede wszystkim chodzi mi o to, aby NIE STRACIĆ możliwości korzystania z gier/czegokolwiek za które zapłaciłem, w razie braku internetu czy utraty konta na platformie cyfrowej.
I wcale też nie chodzi mi o zawalaniu pudełkami/płytami całej szafy, czy domu, gdyż mi na tym też nie zależy. Po prostu możliwość pobrania instalatorów offline z biblioteki(a tego nie muszą robić u siebie w domu) i zgranie ich na np. przenośny dysk twardy, w zupełności mi wystarcza.
I serwisy takie jak GOG mi to umożliwiają.
Jestem też absolutnie pewien, że podobnie uważa też wielu innych, świadomych osób.
Dlatego popieram i kupuję tylko gry DRM-Free.
Wypowiedź typowego mentalnego niewolnika.
Jak wyprodukują samochód, czy jakikolwiek sprzęt AGD, który nie uruchomisz bez połączenia z internetem, też kupisz?
I co ma pudełko do tego wszystkiego, skoro gry można cyfrowo kupić w wersji bez DRM, a więc nie wymagające aktywacji online ani w ogóle internetu do działania(zwłaszcza w trybie jednoosobowym), a je same po pobraniu z biblioteki możesz zachować na stałe/na zawsze np. na przenośnym dysku twardym, bez zawalania domu pudełkami?
Tak, taka możliwość istnieje, ale nie na Steamie tylko np. na GOGu. Już napisałem o tym w poprzedniej wypowiedzi i jakbyś czytał ze zrozumieniem, to być nie naprodukował tych bzdur i głupot, na które właśnie muszą odpowiadać.
Wiesz, że jak kupisz jakąkolwiek grę na Steamie czy innej platformie wspierającą DRM, to NIE MASZ możliwości zrobienia backupu, który będzie działał offline? A jak stracisz internet a tym bardziej konto, to tracisz wszystkie gry, które tam kupiłeś!
To jest właśnie m.in ta "smycz internetowa", gdyż nie masz żadnej możliwości, aby takie gry móc używać na komputerze bez internetu.
A właśnie - wyjaśnij mi, gdzie tu widzisz jakąkolwiek racjonalną i logiczną zasadność oraz powód, aby jakakolwiek gra z trybem jednoosobowym czy jakimikolwiek funkcjami, które zawsze działały bez sieci, miała teraz wymagać połączenia internetowego?
Tylko nie pisz o piractwie, bo zdolni crackerzy już dawno obalili ten mit.
Podsumowując(a więc wbij sobie do głowy): Gra NIE MUSI być w jakichkolwiek pudełkach/płytach, żeby można było grać bez idiotycznego wymogu połączenia internetowego czy aktywacji online.
Lepiej nie liczyć na UE. Gdyż "cóż szkodzi obiecać?".
O wiele bardziej wydawcy nie mogliby zignorować, spadku przychodów ze sprzedaży i popularności ich gier. I dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem jest głosowanie portfelem, czyli NIE KUPOWANIE takich gier od takich wydawców, ale także i nie piracenie, bo ściąganie i rozpowszechnianie pirackich wersji też popularyzuje daną grę, co sprawia że znajdzie się ktoś inny, kto kupi.
Ale do tego wszystkiego trzeba by było zjednoczenia się wszystkich użytkowników/konsumentów - a patrząc na ogromną większość, nie zanosi się na to.
I dzięki wszystkim takim, którzy kupują gry z DRMem, niedokończone, od cwanych/nieuczciwych wydawców, mamy taką, a nie inną sytuację na rynku.
Dopóki będziecie kupowali i popularyzowali takie gry i wspierać takich wydawców, to takie akcje jak "Stop Killing Games" będą z góry skazane na porażkę!
Żadna platforma uniemożliwiająca instalację/granie offline i trzymająca konsumentów na smyczy internetowej tak, żeby w każdej chwili można było im odebrać wszystkie zakupione tytuły - nigdy nie będzie dobra.
Dobra jest tyko ta platforma i dystrybucja cyfrowa, która nie posiada DRM i nie wymaga aktywacji online.
Wcale nie trzeba kupować pudełek, żeby móc się w pełni cieszyć grami bez obaw, że ktoś nagle je odbierze i móc w pełni z nich korzystać również offline.
Zresztą, ostatnio pudełka które były, również posiadały DRM...
Przeczytałem jedną lata temu i to wystarczyło, by wiedzieć, że nic co cyfrowe nie jest nasze.
Tak, ale tylko, teoretycznie! ;)
W praktyce to chyba wydawcy musieliby wysłać do czyjegoś domu policję z nakazem rewizji, albo mafię żeby komuś spróbować odebrać możliwość korzystania z oprogramowania/gier, za które domownik zapłacił.
Oprogramowanie i gry z DRM to już inna sprawa, ale w tym przypadku rozwiązanie też jest jedno i skuteczne - NIE KUPOWAĆ.
Tu naprawdę, wydawców zmusić do myślenia może tylko i jedynie odczuwalny spadek przychodów.
Z drugiej strony, możecie śmiać się i psioczyć na Linuksa, LibreOffice i inne oprogramowanie FLOSS, ale mało kto docenia fakt, że jest to WOLNE oprogramowanie, a więc nikt nie może go nikomu odebrać, nawet w teorii.
Jest dokładnie tak, jak pisze
Ogromna ilość gier ze steama wymaga aktywacji online(która w tym przypadku wykonuje się automatycznie przy instalacji gier). Bez dostępu do internetu nie da się zainstalować żadnej gry nawet z lokalnego "backupu". Tak btw. "backupy" z DRM, które nie da się zainstalować offline, są bezwartościowe.
Tak więc jedynym sensownym rozwiązaniem jest nabywanie gier bez DRMu, które da się pozyskać jako pełnowartościowe instalatory offline! Tylko wtedy można mieć 100% pewność, że nikt tych gier/oprogramowania nagle nie odbierze.
Rozwiązanie jest proste - nie kupować niczego z DRM, co wymaga aktywacji online!
"ylko skończony egoista, socjopata albo naiwny dzieciaczek lub osoba z mentalnością niedojrzałego nastolatka może wierzyć w to, że takie sianie chaosu i wymierzanie "sprawiedliwości" na własną rękę to coś dobrego."
Zobaczymy, czy będziecie tacy "praworządni" jak spotka was krzywda, a SYSTEM nie tylko wam nie pomoże, ale jeszcze wam dokopie.
Może wtedy dotrze do was(jak i to tych co was plusują), że sprawiedliwości nie ma i nie będzie, jeśli samemu o nią się nie zadba, a do sądu idzie się po wyrok, a nie sprawiedliwość.
A co do firmy w tym artykule to nie wiadomo wszystkiego, gdyż wszystkiego media nie opisują - nie wiadomo więc, jak tam ludzie byli traktowani oraz jak SYSTEM rzeczywiście na to wszystko reagował.
Samo to, że obecnie w krajach europejskich nie jeden zwyrodniały bandyta w zależności od pochodzenia, dostaje śmiesznie niskie wyroki bądź jest umarzany/uniewinniany już daje wiele do myślenia nt. sprawiedliwości i tego całego SYSTEMU.
Pecha to ja bym miał, jakbym musiał dalej używać Windowsa(zwłaszcza 11) czy jakiegokolwiek innego własnościowego OSa.
I owszem - jest więcej wieloplatformowego oprogramowania niż VLC - przynajmniej nie zmusza nikogo to zakupu Windowsa i akceptacji niekorzystnych postanowień licencyjnych + jeszcze wiele innych wad systemu Microsoftu.
VLC jest otwartym, wolnym i wielo-platformowym programem, podczas gdy PotPlayer jest nie dość że jest zamkniętym, własnościowym oprogramowaniem, to jeszcze jest tylko i wyłącznie na Windows!
Na kij mi taki program, jak nie mam Windowsa i używam Linuksa?
O wiele lepiej AI mogłoby zastąpić ogromną większość polityków w rządzie - tutaj AI byłoby nie tylko mądrzejsze, ale i bardziej wiarygodne i uczciwe :)
Oddać gry, jak to w zwyczaju jest w wypożyczalni, nie mogę. A na karcie gry widnieje, jak byk, żeby kupić, a nie wypożyczyć.
Oddawać gry nie musisz - oni sami mogą CI bez problemu ją ODEBRAĆ kiedy tylko zechcą. Całą bibliotekę.
Nie masz tu żadnej możliwości się nawet przed tym zabezpieczyć - tu nie pobierzesz instalatora offline i nie zainstalujesz go wtedy, tym bardziej na komputerze bez dostępu do siebie, bo będzie wymagać aktywacji online. Tak więc nie zachowasz swoich gier. Steam(jak i inne platformy wspierające DRM) jasno zastrzegli sobie pełną kontrolę nad waszą biblioteką gier i możliwość zabrania wam dostępu do niej nawet bez podania przyczyny. Na Steamie nie zrobisz pełnowartościowego backupu offline. Zapomnij!
Dlatego płacę tylko i wyłącznie za gry DRM-FREE, gdzie mam możliwość pobrania instalatora gier i ich trwałe zarchiwizowanie, niezależnie od tego, czy będę miał dostęp do internetu oraz czy dany portal będzie dalej istniał.
Tu przynajmniej mam gwarancję, że nie stracę dostępu do gier z nie mojej winy.
Tak więc na GOGu czy jakimkolwiek innym portalu gdzie możesz nabyć gry bez DRMu, kupujesz licencję, natomiast na Steamie czy innych portalach z DRMem, licencje na grę jedynie WYPOŻYCZASZ(co się ładnie nazywa subskrypcją) za pełną cenę jej zakupu na czas nieokreślony(ale nie na stałe!).
Widzisz, ja zdołałem jakoś przeczytać cały twój bełkot i nawet na niego odpowiedzieć.
Wielki orędowniku niewolnictwa mentalnego, pogódź się z faktami - DRM niewiele zmieniło w sprawie piractwa, a normalni ludzie mają dość tej nieskutecznej walki z piractwem, która gwałci ich prawa klienta/konsumenta.
Ja jako klient nigdy nie zaufał nikomu, który nawet jeśli mu zapłacę, nadal będzie miał mnie za złodzieja.
Na szczęście należę do znacznej większości, którzy nie potrzebują Photoshopa, AutoCADa czy innego drogiego własnościowego oprogramowania do szczęścia i życia.
Jak ktoś pracuje jak inżynier/projektant/grafik, to oczywiste że stać ich na licencję na te programy jak i na Windowsa.
Ale większość takimi zawodowcami nie jest, a z oprogramowania do grafiki, wideo, czy czegokolwiek jak już - to korzysta hobbistycznie, prywatnie, w domu. Jaki sens w takim razie miałoby kupowanie drogich licencji na takie oprogramowanie, skoro wielu nawet nie będzie w stanie wykorzystać pełnego potencjału ich darmowych odpowiedników.
Zawsze od bardzo wielu lat czytam wiecznie ten sam argument "Linux to syf to nie ma na niego Photoshopa". Tylko że to najczęściej tymi hejterami okazują się ci, którzy korzystają z pirackiej wersji PSa do prostych zadań, przy okazji mając też pirackie Windowsy.
"Ludzie zapominają z czego te licencje wynikają.
Gry i oprogramowanie NIE są jak książki czy inne fizyczne przedmioty, ponieważ oprogramowanie można łatwo kopiować. I tak na początku to funkcjonowało - jedna osoba coś kupiła, a potem całe osiedle to miało.
Więc powstały umowy licencyjne, zawierane w momencie instalacji, które zabraniały kopiowania. Albo ustalały liczbę instalacji / użytkowników. Oczywiście zwykły piwniczak w ogóle sobie z tego sprawy nie zdaje bo egzekwowanie postanowień tej licencji u zwykłego piwniczaka to była ciężka sprawa. W firmach takie kontrole już były częstsze i trzeba było pilnować licencji."
I czy coś to zmieniło(poza firmami)? No właśnie, nic. Dalej były warezy, pirackie wersje przemieszczały się po torrentach itp. a piractwo kwitło w najlepsze.
Zresztą, ogromna ilość osób domowych, nawet nie czyta tych umów, tylko bezmyślnie klika "Akceptuję". Poza tym jakby taki zwykły Kowalski miałby przeczytać i w pełni zrozumieć większość tych EULI, bez pomocy prawnika specjalizującego się w IT? Umowy licencyjne to najczęściej jest to prawniczy bełkot wykraczający poza percepcję zrozumienia przez zwykłego człowieka.
Co do egzekwowania tych umów, to gdyby w przypadku osób domowych byłyby skutecznie egzekwowane, to popularność Windowsa i innego znanego własnościowego oprogramowania w Polsce - przynajmniej w domach - nie wyszłaby ponad 10-20%. Za to systemy Linuksowe cieszyłyby się tutaj ogromną popularnością już na początku lat 2000.
Może to byłoby nawet dobre?
"Dla gier za to pojawiały się inwazyjne DRM, zabezpieczanie płyt przed kopiowaniem, wymóg rejestracji, a w końcu wymóg połączenia z internetem. Te zabezpieczenia potrafiły być bardzo upierdliwe, a Steam to znacznie uprościł."
Ale nie rozwiązał. Dyskryminacja legalnych klientów bez internetu ciąg dalszy, zaś pirat - jak już nie raz wspominałem - sięgnie sobie po wersję piracką(ew. będzie musiał sobie na nią poczekać) ze stron warezowych i nie musi się martwić o byciu online. I w razie czego, to on będzie mógł dalej korzystać, a nie ten, który zapłacił. No, rzeczywiście genialnie!
"I jakkolwiek sobie zaklinasz rzeczywistość - stworzenie gry AAA i wypuszczenie jej bez żadnego DRMa w większości wypadków skończy się klapą finansową. No powiedz mi że tak by nie było."
Tak by było, gdyby nie wygody i inne korzyści oferujące graczom platformy cyfrowe.
Bo właśnie TO jest prawdziwą przyczyną dla którego to piractwo tam bardzo znacznie spadło w ciągu ostatnich, kilkunastu lat.
Bo nie ma co zaprzeczać - lepiej i wygodniej jest kupić grę przez platformę cyfrową, mieć je wszystkie razem w jednej bibliotece, mieć wygodny dostęp do automatycznych aktualizacji, "achievementów", którymi można się pochwalić przed innymi i innych "błyskotek" - niż szukać po torrentach, długo czekać na ściągnięcie gry, która nie wiadomo czy się poprawnie zainstaluje, często jest nieaktualna i kto wie, czy nie posiada złośliwego oprogramowania/wiruda. Jeszcze ta zabawa z crackami...
Tak, właśnie dlatego większość wolała kupować na platformach cyfrowych, niż szukać piratów. To właśnie dzięki temu, a nie dzięki DRM, wymogu aktywacji online, czy bycia stale online podczas grania w trybie jednoosobowym.
Gdyby nie te korzyści i wygody, to niewiele by się zmieniło pod względem piractwa, a sam DRM na nic by się nie zdał, co więcej - byłby częściej i może skuteczniej łamany, a scrackowane wersje nadal lądowałyby na torrentach i warezach.
A zakład o to, że tak by właśnie było?
Pewnie za chwilę napiszesz o tym, że DRM przynajmniej przez pierwszy okres do jego złamania pozwala wydawcom na zarobienie wystarczającej sumy, w okresie premiery, gdy zainteresowanie grą jest największe.
Ok i pewnie nawet mógłbym tutaj przyznać rację.
Tylko nadal nie rozumiem jednego - jaki dalej byłby sens nie udostępniania wersji bez DRM do kupienia po 5-10 latach, gdy scrackowane wersje już dawno latają po warezach?
"Na jakiej podstawie twierdzisz, że na Steamie licencję się wypożycza, a nie kupuje? Z regulaminu Steama oraz z powyższej rozmowy z prawnikiem jasno wynika, że licencję się kupuje na czas nieokreślony (chociaż prawo określa czas kupna na 5 lat), a nie wypożycza."
To tym razem źle powiedział. Wypożycza się licencję, bo zawsze możesz stracić dostęp do biblioteki gier - takie prawo sobie zastrzegli. Bo nie kupujesz stałej, gwarantowanej dożywotniej możliwości grania w daną grę, a tylko tymczasowy dostęp do niej, na czas nieokreślony. Jakbyś kupił licencję, to byś ją miał na stałe, niezależnie od tego, czy dalej miałbyś konto(bądź internet) czy nie - podobnie jak to było za czasów gier pudełkowych bez DRMu.
Dlatego, nabywanie czegokolwiek na Steamie, Epicu, czy EA, gdzie dostęp do gry zależy wyłącznie od posiadania dostępu do konta a co za tym idzie - do internetu, jest wypożyczaniem licencji, a nie jej zakupem. Bo nie masz gwarancji, że tego nie stracisz z powodów, dla których nigdy nie straciłbyś jakiejkolwiek gry czy oprogramowania bez DRM.
Już pomijam kwestię idiotycznej dyskryminacji legalnych klientów ze względu na dostęp do sieci, gdyż taki warezowy pirat nie będzie się tym przejmował.
Może to dlatego, że dobrze wiem, jak to jest nie mieć internetu i być zmuszonym do odwiedzania znajomych, żeby móc z niego skorzystać.
Dlatego tym bardziej uważam, że wymóg bycia online do gier jednoosobowych, bądź wymóg aktywacji online jest debilizmem.
I nie - nie chodzi tu tylko o sam Steam, choć to właśnie o nim często się mówi. Ale dla mnie Epic, Uplay, EA i wszystkie inne, które też stosują DRM, mało czym się od Steama różnią.
Jeśli już, to ucieszyłbym się jakby miejsce Steama i innych podobnych jemu serwisów zajął GOG, albo jakikolwiek inny serwis oferujący gry DRM-Free. A już na pewno byłbym bardzo zadowolony, jakby DRM szybko zdechł śmiercią naturalną. I życzę sobie i wszystkim, który rozumieją całą tą sprawę, żeby tak się właśnie stało.
Otóż nie - na Steamie nie kupujesz nawet licencji, tylko ją WYPOŻYCZASZ na czas nieokreślony za pełną cenę(co się ładnie nazywa subskrypcją). Tak więc nadal jest to oszustwo. Tu nie masz nawet licencji na używanie tej gry - tylko wypożyczyłeś do niej dostęp!
I to jest właśnie idiotyzm, polegający na możliwości zaprzeczania faktu, że jednak ktoś zapłacił pełną cenę za coś, z czego powinien mieć prawo do korzystania.
Nadal nie widzę faktu, gdzie autor/wydawca gdziekolwiek poniósł stratę, z powodu że ktoś pobrał piracką wersję oprogramowania, bo oryginalna mu się zniszczyła. Kradzieżą byłoby, jakby tej oryginalnej wersji nie kupił, nie zapłacił
To, że wg. źle sformułowanego przepisu(który już dawno powinien się zmienić) taki przypadek nazywany jest "kradzieżą", wcale nie znaczy że rzeczywiście to była kradzież, a tym bardziej to, że masz prawo kogoś takiego nazywać złodziejem.
Myślę, że nawet sąd(jeśli miedzy ławnikami siedzi normalny człowiek, a nie skorumpowana ameba systemowa) mógłby taki przypadek potraktować inaczej, gdyby ew. doszło do procesu. A to, że ten ktoś jednak zapłacił wydawcy, to podniesie każdy adwokat.
Tak, dokładnie. W ten sposób dodatkowo Valve robi z ludzi idiotów.
Tylko, że wtedy już pewnie by tak ludzie nie klikali tak chętnie w przycisk "Uzyskaj tymczasowy dostęp", a na pewno nie o to im chodzi.
Ale to jednak jest powodem do tego, by oskarżyć ich o oszustwo.
Gdyby kwestia kompatybilności była jedynym problemem na Steam....
Steam ma pełna możliwość zbanowania i pozbawienia całkowitego dostępu do całej biblioteki gier bez podania przyczyny - tak sobie nawet to zastrzegli.
Tak więc można tam zostać pozbawiony wszystkiego na co wydało się realne pieniądze nie tylko za cheatowanie w jakiejś jednej grze, ale i również za brak "poprawności politycznej" na ich forum.
Jeśli za to zapłacił, to NIE JEST to żadna "zwykła kradzież".
I w ten właśnie sposób dochodzimy do kolejnego idiotycznego kuriozum WŁASNOŚCIOWEGO oprogramowania, którego istoty nie powinno się obdarzać pełnym zaufaniem. Bo jak ufać komuś, kto - nawet po tym, jak mu uczciwie zapłaciłeś - nadal ma cię za złodzieja?
To jest właśnie kolejny problem i wręcz rodzaj zagrożenia prawnego, które płynie z korzystania z własnościowego oprogramowania.
A jak by to jeszcze połączyć z brakiem odpowiedzialności za cokolwiek ze strony wydawcy i jego oprogramowania to otrzymujemy istną patologię prawno-ekonomiczną.
Tutaj już nawet pewnych dwóch wydawców(nie pamiętam już których) poszli po rozum do głowy i zapowiedzieli, że jeśli ktoś z jakiegoś powodu był zmuszony do skorzystania z pirackich wersji ich gier, bo nie mogli korzystać z kupionych od nich oryginałów, to nie będą takiego kogoś ścigać ze swojej strony.
To jest kolejny powód, a może i główny koronny powód, dla którego używam Linuksa oraz WOLNEGO oprogramowania jeśli chodzi o programy użytkowe. Uważam, że system operacyjny oraz najbardziej podstawowe programy systemowe nie powinny być oprogramowaniem WŁASNOŚCIOWYM. Bo zawsze jego właściciel może zabronić dalszego korzystania z niego - a wtedy wszelkie oprogramowanie i sprzęt oparte o taki system - automatycznie staje się bezużyteczne(w teorii, w praktyce już mamy Wine/Protona).
Z tego samego powodu lepiej się trzymać wolnego oprogramowania użytkowego(takich jak LibreOffice, Gimp'a/Krita, Audacity itp.) jak i gdzie to tylko możliwe!
Wielu nie rozumie i pyta, co niby oznacza ta "wolność" w Linuksie i oprogramowaniu FLOSS. Właśnie oznacza głównie wolność od takich właśnie problemów, jakie opisuje ten artykuł.
Dlatego nie warto się uzależniać od własnościowego oprogramowania i własnościowych rozwiązań - czyli rzeczy, których zawsze właściciel jest w stanie zabronić ich legalnego dalszego użytkowania.
Gry to trochę inna sprawa, gdyż rzeczywiście, bez gier teoretycznie można się jakoś obejść. Jednak uważam, że prawo powinno się jednak zmienić bardziej na korzyść normalnego człowieka, gdyż obecnie wydawca ma prawo ot tak zabronić korzystania z danej gry bez podania powodu i BEZ ZWROTU PIENIĘDZY - idea "All Right Reserved" to umożliwia.
Dlatego całe globalne prawo powinno się zmienić z "All Right Reserved" na "Some Right Reserved". Bo póki co, to nadal prawa klienta i konsumenta to bardziej zbiór bajek i baśni.
To, o czym jest opisywane w tym artykule, to żadna nowość.
Ale najgorsze i najbardziej żałosne, a wręcz smutne jest to, że takie mikropłatności uzależniające mechanizmy(zwłaszcza P2W), występują w grach dla dzieci(PEGI 7/12)!
Za coś takiego dawno powinny posypać się srogie kary! I to zarówno na gry MMO jak i te przeglądarkowe.
Dokładnie. A typowe argumenty takiej betonozy to:
"A kto w tych czasach nie ma internetu?",
"kto w tych czasach trzyma gry na płytach? Teraz wszystko jest w chmurze!",
"Teraz to normalne, że wszystko ma wymóg posiadania internetu"
"Najwyższa pora pójść do przodu i ogarnąć że DRM tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia..."
... zupełnie, jakby to miało tłumaczyć słuszność trzymania singleplayerowych gier na smyczy internetowej.
A nie tylko zwykli gracze, dzieciaki tak sądzą...
Tu jeszcze zacytuję idiotyczną wypowiedź pewnego popularnego youtubera(nie podam jego nazwy, bo nie mam zamiaru już go polecać), zajmującego się lets'playami:
"Jasne, potrzebujesz internetu, by aktywować grę, ale kto z nas, graczy, w obecnych czasach nie ma internetu? Jest to bardzo wygodna forma, nie mam przez to tysięcy pudełek w domu, a za to wszystko w jednej bibliotece pełnej dodatkowych możliwości, jak fora, osiągnięcia, mody, poradniki itd. I na Steamie RÓWNIEŻ możesz grać offline! Gdzie tu kiwanie klientów? (...) Myślisz, że indyczych twórców STAĆ na to, by wydawać swoje gry w pudełkach? DRM ma znaczenie, ale marginalne. Dla mnie, posiadacza tysięcy różnych gier, niezauważalne, a wręcz przeciwnie: wygodne."
Facet grupo po 30'ce, myślałem więc że jest mądrzejszy...
Do tego wyrzucanie do śmieci dobrych, sprawnych i wydajnych komputerów, bo nie spełniają wymagać Windowsa 11 - tak zalecił Microsoft.
To lepiej już przejść na Linuksa. Bo tu przynajmniej właściciel komputera o wszystkim decyduje(a więc i o aktualizacjach), a nie korporacja zdalnie. Korporacja, która najwidoczniej uważa, że użytkownicy są zbyt głupi, by samodzielnie administrować własnym komputerem....
Owszem, ale to też jest wina samych graczy, którzy narzekają i krytykują, ale jednak to kupują!
A to właśnie głosowanie portfelem jest jedynym skutecznym sposobem wpływania na producentów i wydawców.
Ja też nie chcę mikropłatności, always online oraz wymogu aktywacji online, ale właśnie dlatego ja nie kupuję takich gier czy oprogramowania. Tylko ilu jest takich, jak ja? No właśnie...
Jeśli chodzi o samą produkcję gier, tworzenia stałych poziomów, assetów, itp. to możliwe że to może być prawda. AI powinien wspomagać kogoś w produkcji, a nie jego wyręczać.
Natomiast uważam, że AI w pewnych aspektach odnośnie gier może być czymś dobrym, wręcz pożądanym. A mianowicie w sztucznej inteligencji NPC'tów, komputerowych sojuszników i przeciwników, proceduralnego generowania poziomów, generowania lootów, czy dostosowywania poziomu trudności wg. wyboru gracza.
Nie jest tak źle. Ale fakt, że gra z taką grafiką to mogłaby być oparta o multiplatformowy framework/bibliotekę i zostać wydana na kilka platform systemowych. Przynajmniej użytkownicy Linuksa i Maca mogliby w nią natywnie pograć jak w Stardew Valley, Starbound, czy Dead Cells.
Ciekaw jestem jak długo i ilu jeszcze takie Nintendo, czy inne cwane korporacje musi wydymać, żeby wszyscy zaczęli głosować portfelem i pokazali im środkowy palec?
" Tak więc jakkolwiek ktoś nie lubi Unii i czuje się przez nią gnębiony, to ma ona swoje dobre strony."
Te "dobre strony" to stanowczo za mało, żeby znosić takie patologie jak m.in zielony ład, czy pakt migracyjny.
Żeby uchwalić i egzekwować prawa konsumenta wcale nie trzeba do tego tej euro-komuny.
Jestem jak najbardziej ZA.
Tylko że nie "prawo unijne" tylko prawo konsumenta.
Dla mnie, jedyną rzeczą w tej grze, z której nie jestem zadowolony, to hopper, który funkcjonuje tylko w jedną stronę, uniemożliwiając tworzenie zautomatyzowanych mechanizmów. Uważam, że właśnie to powinno zostać zmienione, zwłaszcza, że ten hopper craftuje się z bardzo drogich i trudno dostępnych materiałów w late-game.
Ale tak poza tym, cała reszta w tej grze jest OK.
- DRM(sztuczne ograniczenia polegające na dyskryminacji graczy nie posiadających internetu)
- Brak możliwości zakupu danej gry(czy nawet licencji na nią), gdzie jedynie za pełną cenę ją wypożyczacie. Bardzo niekorzystne warunki użytkowania zakrawające o łamanie praw konsumenta/klienta.
- Inne niedoróbki, które kiedyś nie miały prawa być w wersjach premierowych, a teraz są pospolite i podstępnie wciskane przy pre-orderach.
- Inne niepożądane rzeczy, na które tak obecnie użytkownicy powszechnie narzekają.
Musicie wreszcie zrozumieć, że takie sytuacje są i będą, mimo waszego narzekania, krytykowania i hejtowania. Dlaczego?
Ponieważ kupując i płacąc za takie gry, nieodłącznie siłą rzeczy sami wspieracie wyżej opisane zjawiska i tylko zachęcacie deweloperów/wydawców do takiego traktowania was/nas wszystkich!
I dopóki nic się w zachowaniu użytkowników/klientów nie zmieni, to nic się nie zmieni w zachowaniu producentów/wydawców.
Głosowanie portfelem to jak widać dość trudna sztuka dla większości.
Właśnie dlatego, by nie musiał szukać na zatoce piratów scrackowanej wersji, w przypadku gdyby nie miał internetu u siebie w domu.
Nic nie tracę, może poza frustracją, że w razie braku internetu nie mogę zainstalować/uruchomić gry, za którą wydałem pieniądze.
Akurat jeśli chodzi o samo pobranie to nic do tego nie mam, to normalne, że trzeba pobrać z biblioteki GOGa instalator offline. Tylko że do tego nie muszę mieć własnego internetu w swoim domu, tak więc nie zostanę na lodzie, jeśli np. mi go odetną.
A patologia, owszem - że istnieje idiotyczne, sztuczne ograniczenie, jakim jest aktywacja online.
Nie używam piratów, ale ja kupuję wyłącznie gry DRM-Free. Tylko takie!
Nie wydam ani grosza/centa na jakąkolwiek grę, której bez internetu nie będę mógł zainstalować, bo wymaga aktywacji online, ani na taką, która będzie wymagała bycia online do gry w której z logicznie zdrowego punktu widzenia nie powinna wymagać internetu.
Swoją drogą, prędzej, czy później i tak DRM zostaje złamany i ląduje na torrentach/warezach.
A ja się wszystkim dziwię, że nikomu nie przeszkadza Wanguard, który ingeruje w jądro systemu. Przecież to oznacza znacznie większe potencjalne problemy, niż brak możliwości grania w LoLa pod Linuksem.
To właśnie było bezpośrednim powodem, dla którego usunąłem LoL'a.
Zgadzając się z
Ja, jak i każdy świadomy tego użytkownik takich gier nie kupujemy, gdyż wolimy głosować portfelem i nie przyczyniać się do tej patologii na rynku gier. Ale takich osób jest niestety znaczna mniejszość.
I zapewne (prawie) całą taką grupę stanowią osoby dorosłe, które są wystarczająco świadome tego problemu oraz sami zarabiają pieniądze.
Bo dla dzieciaków i młodzieży jest wszystko jedno, ponieważ liczą się "błyskotki" i "świecidełka" Steama, tym bardziej, że pieniądze które wydają na steamowe/epicowe gry są nie ich, a ich rodziców. Oni też nie są świadomi polityki użytkowania takich platform, bo najczęściej ich nie czytają.
Ja na pewno bym jeszcze chętnie kupił i zagrał w nie jedną grę, gdyby ta tylko w końcu wyszła w wersji DRM-Free. Np. Subnautica+ Below Zero, Hades itp. Ale tak się nie stanie, jeśli się nic nie zmieni pod tym względem.
Jak najbardziej zgadzam się z Tobą. Ja właśnie tak robię.
I choć przez to nigdy nie miałem okazji zagrać w takie gry jak Subnautica, Hades, Balatro i kilka innych, to jednak czuję iż postąpiłem prawidłowo, nie przykładając ręki do istnienia patologii na rynku gier i oprogramowania(głównie DRM i wymogi aktywacji online).
Też uważam, że każda gra - nie ważne czy to przeglądarkowa, czy lokalnie zainstalowana - która posiada w sobie jakiekolwiek mikropłatności, powinna koniecznie posiadać co najmniej PEGI 16+.
Balatro taką jednak nie jest.
Za to w kolorowej gierce przeglądarkowej Farmerama, doskonale pamiętam "Koło fortuny", które zakrawało o lootboxy. Nie mówiąc już o większości rzeczach, będących wyłącznie za realną walutę.
Kiedyś bardzo dawno temu w nią grałem, ale gdy w pewnym momencie sporo rzeczy, uprzednio dających się zdobyć bezpłatnie, stało się płatnymi, to porzuciłem ją.
Akurat tutaj muszę wspomnieć, że w Wiedźminie 3 bardzo nie podobał mi się właśnie brak kościanego pokera(który mógł przecież istnieć obok gwinta). A oficjalne wyjaśnienia twórców, o tym, że nie mieli czasu na jego wprowadzenie przed premierą gry, raczej do mnie nie przemawiają, gdyż mogli go przecież wprowadzić w jednym z oficjalnych DLC....
Już przed chwilą gdzieś czytałem jakiś artykuł mówiący o tym, że MS desperacko chcąc zwiększyć udział Windowsa 11, zrezygnował z wymagań, pozwalając instalować Windows 11 na innych komputerach, nie spełniających tych dziwnych wymagań - jednak z pewnymi ograniczeniami w działaniu oraz zastrzeżeniami.
Niemniej jednak ja nie zdecyduje się na ten system - za dużo w nim ograniczeń i innych wad, względem poprzednich Windowsów. Nawet "Dziesiątkę" to tylko jedynie toleruję, nic więcej....
Przyznaję rację temu deweloperowi.
Ja jednak ze swojej strony dziwię się, wszystkim kupującym gry z DRMem i wymogiem aktywacji online - które powodują, że bez internetu nie zagrasz ani nie zainstalujesz gry nawet posiadając lokalne pliki instalacyjne.
W życiu nie wydałbym na to kasy na cokolwiek z takim sztucznym ograniczeniem.
Kupując, wspiera się taką, bądź inną patologię na rynku gier.
Wszystko bardzo dobrze opisałeś i odpowiedziałeś.
Tylko podejrzewam, że to tych dwóch maniaków to i tak już nie trafi, ba, pewnie nawet już ich tu nie ma i nawet nie ustosunkują się do Twojej wypowiedzi.
A za jakiś czas, dalej będą trollować w następnych, nowszych wątkach.
Tacy jak oni najwidoczniej nie pojmują, że ludzie kupują gry i oprogramowanie, żeby po prostu najzwyczajniej w świecie z nich korzystać, a nie żeby denerwować się i dostawać wrzodów żołądka z powodu jakichś absurdalnych i idiotycznych "warunków", które same w sobie wcale nie stanowią nadrzędnego prawa, a ją jedynie... właśnie umowami cywilnymi.
Najwidoczniej wg. nich, człowiek jest dla prawa, a nie odwrotnie.
A główny powód problemu wynikającego w artykule to - jak już wcześniej wspominałem - że ci gracze kupili grę z DRMem.
Jakby kupowali gry bez DRMu, to nie mieliby takich problemów.
A to ma do rzeczy, że jest to typowa gra MMO, w którą nie pograłbyś sobie BEZ internetu. Nie posiada ona trybu jednoosobowego, a wiele opcji i możliwości są zorientowane poprzez typową rozgrywkę sieciową.
Mieć pretensję o to, że Gwint wymaga konta i lauchera, to tak, jakby mieć pretensję do Riotu, że League of Legends wymaga założonego konta i zalogowania się do niego, do Blizzarda o to, że World of Warcraft wymaga tego samego, albo też do twórców gier przeglądarkowych typu Plemiona, o to samo.
Należy to oczywiście rozróżnić od gier takich jak np. Subnautica, która jest typowo grą jednoosobową, a jednak wymaga posiadania konta i aktywacji onlnie! A skoro wymaga aktywacji online, to nie zainstaluję jej nawet z lokalnych plików instalacyjnych, nie mówiąc już w graniu. To jest właśnie naplucie w twarz dla klienta.
""Czytanie" nie jest rozwiązaniem, bo ich uciążliwość, stopień skomplikowania czy długość może i będzie, najzwyczajniej w świecie, rosła tak długo aż znowu będzie można przy ich pomocy robić ludzi w h*... - podobnie jak pay-2-win to jest wyścig w którym zawsze i tylko i wyłącznie wygrywają prawnicy takie "umowy" konstrujący."
Te zdanie bardziej powinieneś zaadresować do
Jakbyś tak dobrze wszystko znał, to byś wiedział, że w różnych krajach prawo i przepisy mogą się mniej bądź bardziej różnić i co za tym idzie - nie da się napisać danej umowy tak, aby nie kolidowała z żadnym przepisem któregoś z tych krajów, nie w przypadku wielu krajów na raz.
I nawet sami producenci/wydawcy nie raz w umowach o tym muszą zapisywać, że jeśli jakiś punkt bądź punkty umowy są sprzeczne z prawem obowiązującym w lokalnym kraju, to stają się nieważne, podczas gdy cała reszta obowiązuje nadal.
Żadna umowa nie jest ponad prawem!
Niby dlaczego mają się stać piratami? To, że sąd wyda wyrok, że obecne umowy są zgodne z prawem, nie sprawi, że gracze staną się w świetle prawa piratami, bo przecież posiadają umowę licencyjną.
Czytaj artykuł!!!
Ubisoft w kwietniu tego roku zamknął serwery gry The Crew oraz cofnął licencję na tytuł wszystkim jej posiadaczom. Z powodu braku trybu offline stała się ona całkowicie niegrywalna.
Skoro Ubisoft COFNĄŁ licencję użytkownikom, to znaczy że ci stali się już piratami - przynajmniej wg. Ubi i takich jak ty. Bo dla mnie, nikt, kto zapłacił za coś, nie jest złodziejem.
Ale wg. Ubisoftu to oni teraz mają te gry usunąć, bo już są piratami!
Największym pluciem w twarz klientowi jest jednak wymóg launchera GOG Galaxy do grania w gry online
Przecież Gwint to typowa MMO.... Podobnie jak np. League of Legends, czy WoW....
To nie jest lokalna gra z trybem single player, ta gra jest w całości skonstruowana do grania online! To nie to samo co typowa gra jednoosobowa wymagająca aktywacji online.
Co do reszty, to już kiedyś taki gostek jak ty pisał coś podobnego odnośnie Wiedźmina 3, a jak bardzo wszystkich przekonywał, że to prawda i że jak bardzo on ma racje!
I wiesz co?
Aż sprawdziłem to osobiście - odinstalowałem całą grę, odinstalowałem GOG Galaxy, pobrałem instalator offline z biblioteki i odłączyłem internet, żeby się przekonać....
I co? Okazało się, że gość grubo się mylił, można było zainstalować i grać w pełni offline, a ten gość który uparcie twierdził inaczej, zniknął z forum.
Podobnie też było w przypadku Age of Wonder 3, że ta gra niby koniecznie wymaga posiadania konta i zalogowania się na konto wydawcy(Triumph), żeby móc ją uruchomić. Tylko cały sęk tkwił w tym, że owszem, po uruchomieniu było duże okno zalogowania się i rejestracji, ale....
... nikt kto z tych FUD'owców nie zauważył opcji na samym dole, małej opcji napisanej drobną czcionką "Graj jako gość(offline)".
Jak będę miał czas, sprawdzę odnośnie Ancestors Legacy, ale jak dotąd tacy jak ty nie mieli racji.
Tutaj masz świętą rację!
Ja jednak regulamin i umowę serwisu, z którego korzystam przeczytałem. Bynajmniej nie jest to Steam czy Epic.
"Podpisywane umowy licencyjne na gry nie łamią żadnych postanowień handlowych, żadnego prawa konsumenckiego czy jakiegokolwiek innego. "
:D :D :D
Aż tak bardzo wierzysz i ufasz korporacjom jak np. Ubisoft bądź Nintendo? :D
"Poczekajcie na wyrok sądu, a wtedy może w końcu gracze PC się obudzą i ogarną, że nie są właścicielami niczego na PC."
... i staną się piratami. Tak właśnie miało być?
Hohoho, trzymajcie się, bo oto nadeszła wielka wszystko wiedząca i nieomylna wyrocznia Linok2!
"przypadku umów licencyjnych, które w świetle polskiego prawa są pełnoprawnymi umowami jak każda inna forma, a co dopiero ogarnąć proste jej zapisy. "
Proste zapisy? W przypadku większości z nich, to zwykły Kowalski nie dałby rady wszystkiego dokładnie zrozumieć, bez pomocy prawnika specjalizującego się w IT...
Ale znowu wielka wyrocznia w swojej szklanej kuli jak zwykle nie zauważyła tego, że wszelkie umowy i jej zapisy jest ważne tylko do tego stopnia, na ile pozwala nadrzędne prawo działające w danym kraju.
Już wielokrotnie wspominałem o tym, że m.in robienia kopii zapasowej to sobie zagraniczne korporacje mogą zabraniać.... :D
Tak samo, w ustawie o prawach autorskich nie ma nic o wymogu posiadania połączenia internetowego, czy istnieniu danego serwisu z którego te oprogramowanie/grę się nabyło.
Skoro się mylę, a wszelkie gry z GOGa, które nabyłem będą w przyszłości tyle warte co pirackie wersje pobrane z torrentów, a dowodami płatności i zakupu będę mógł jedynie podetrzeć d.... to może rzeczywiście byłem idiotą, płacąc za czyjąś pracę, zamiast po prostu założyć sobie przepaskę na oko i ahoj, kierunek warez-torrenty, cała naprzód!!!
Och, przecież wielka wszechwiedząca wyrocznia Linok2 wie wszystko! Gdzież bym śmiał się sprzeciwiać?
"Przez takich ludzi właśnie jak GrzechuGrek rynek cyfrowy wygląda jak wygląda."
Zaiste wielka wyrocznia mnie jednak pomyliła z Procne, JohnDoe666 i kilkoma innymi tutaj...
Skoro jesteś tak wszystko wiedzący, to powinieneś wiedzieć, że ja jak dotąd nigdy jeszcze nie świadomie kupiłem ani razu jakiejkolwiek gry ze Steama, Epica, Uplay'a czy jakiegokolwiek serwisu wspierającego DRM - czego nie można powiedzieć o sporej większości z was :)
"Najgorsze jest to, że On nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest jednym z winowajców takiego stanu rzeczy. (...) Bezmyślne przeklikanie instalatora, bezmyślne klikanie w sklepach przy zakupie cyfy, a potem zdziwko, że nic nie jest jego. "
j.w
Poza tym zdziwko to będą mieli ci wszyscy amatorzy DRMu i aktywacji online - gdy ktoś/coś odetnie im dostęp do internetu.
A co ma posiadanie kodu źródłowego jakiejś gry do DRMu i wymogu aktywacji online?
Pomijając już fakt, że jeszcze nigdy nie widziałem, ani nie słyszałem aby jakikolwiek sąd potraktował użytkownika, który zapłacił za oprogramowanie, z którego korzysta prywatnie w domu na równi z piratem, który po prostu pobrał je z torrentów.
I oby do tego nigdy nie doszło, bo to znaczyłoby, że rzeczywiście lepiej jest piracić niż kupować.
Jak kupujesz książkę, to też nie kupujesz praw autorskich do niej. Ale możesz jej używać do woli - oczywiście w granicach ustawy o prawach autorskich, nie możesz jej kopiować/kserować i rozpowszechniać, ani czerpać z tego korzyści majątkowej.
Ale nadal możesz ją bezterminowo posiadać, czytać do woli, nawet możesz ją zabierać ze sobą gdziekolwiek np. na wycieczkę. I nikt nie może nagle wejść do domu i jej zniszczyć, bądź kazać ci ją spalić.
I tak powinno być w przypadku oprogramowania i gier.
Tak więc
Pora przestać najeżdżać na użytkowników/klientów i przestać bronić nieuczciwych korporacji, którzy próbują robić ludzi w bambuko.
"Klikasz kup. Kupujesz licencję, bo przecież nie grę. "
Otóż właśnie nie: W przypadku jakichkolwiek gier, które nie są DRM-Free, nawet nie kupujesz tej licencji, tylko ją wypożyczasz na czas określony bądź nieokreślony.
Tak właśnie korporacje zaczynają dymać swoich klientów.
Nie od wczoraj takie serwisy jak Steam, Epic czy te od Ubisoftu nazywa się "wypożyczalniami" a nie "sklepami".
Praw autorskich nie kupujesz, ale skoro kupujesz prawa użytkowania to prawidłowo nikt nie powinien mieć prawa na ich wycofanie komuś, z jakiejkolwiek sytuacji nie wynikającej z winy użytkownika! To jest po prostu chore!
Zaprzestanie wsparcia to już inna sprawa.
Jakby każdy czytał wszystkie warunki ze zrozumieniem i brał je na poważnie, to prawie nikt by świadomie nie kupował gier i oprogramowania(licencji na nie - jak kto woli).
Choć może wtedy to wyszłoby na dobre wszystkim użytkownikom jak i rynkowi gier i oprogramowania, bo wtedy korporacje i wydawcy może zaczęliby bardziej szanować klientów/konsumentów, a nie ich dymać.
"Wracajac do tematu gry, tutaj od poczatku bylo wiadomo, ze gra jest online-only. Tak samo jak World of Warcraft, League of Legends, Overwatch, World of Tanks i wiele wiecej."
Akurat w LoLa grałem i jednak ta gra jest naturalnie MMO czyli może działać wyłącznie online, więc nawet nie jestem za bardzo w stanie sobie wyobrazić możliwość grania w nią offline - chyba że z botami, ale te boty działają bądź co bądź w dość ograniczonym stopniu a ich AI nie obejmuje absolutnie wszystkich postaci, które tam są do wyboru - przynajmniej z tego co pamiętam....
To powinno być przestrogą dla wszystkich konsumentów/użytkowników, którzy jeszcze chcą płacić za cokolwiek co posiada DRM, wymóg aktywacji online oraz nie pozwala grać w daną grę offline w trybie jednoosobowym.
A czytając wypowiedzi ludzi pokroju
"Nigdy nie ufaj jakiemukolwiek podmiotowi bądź firmie, która nawet po tym jak jej zapłaciłeś, wciąż uważa cię za złodzieja"!
Tych wszystkich, którzy próbowali stawiać pirackie serwery, bo uważają, że mogą, bo kupili grę. Bo nie rozumieją, że mają prawo do korzystania z licencji na określonych zasadach.
Zacznijmy od tego, że jakiekolwiek umowy licencyjne, nie stanowią nadrzędnego prawa i nie są ważniejsze od głównego prawa obowiązującego w danym kraju.
Ubisoft może równie dobrze zabronić robienia kopii zapasowej, ale to i tak nie będzie tutaj obowiązywać i nie będzie to ważne.
EULA to tylko umowa cywilno-prawna, która jest pod takim prawem jak ustawa o ochronie praw autorskich i pokrewnych oraz przepisy o ochronie konsumentów.
Nie wiem, w jaki sposób ci kolesie załatwili tą sprawę z tą grą, ale jeśli nie złamali przy tym ogólnego, nadrzędnego prawa obowiązującego w danym kraju, to Ubisoft może co prawda wytoczyć im sprawę z powództwa cywilnego, ale ich szanse na wygranie tej sprawy jednak nie są oczywiste.
Ale jeżeli EULA Ubisoftu jest sprzeczna z ustawą o ochronie konsumentów, to raczej nie mieliby po co pozywać swoich użytkowników/klientów.
Inną sprawą jest to, że osobiście uważam, że ci chłopacy jak i wielu innych użytkowników popełnili i popełniają błąd, kupując jakiekolwiek oprogramowanie z DRMem.
Poza tym nikt nic nikomu nie ukradł - ci użytkownicy kupili tą grę, zapłacili za czyjąś pracę, więc pora wreszcie skończyć z tym bełkotem o "kradzieży" i "braku szacunku do czyjejś pracy"!
Owszem, ale głosowanie ZA ograniczaniem/pozbawianiem legalnego użytkownika praw klienta i konsumenta nie jest mądrym posunięciem.
"no a jak chcesz zainstalować grę na PC nie mając internetu?"
Wyjaśniałem już to wiele razy i wszędzie:
Akurat pobrać wersję instalacyjną można pobrać z jakiegokolwiek miejsca/komputera gdzie jest połączenie internetowe - nie trzeba robić tego w domu - czyli nie trzeba mieć własnego internetu w domu(gdzie trzeba mieć możliwość jego podłączenia, zawierać umowy z dostawcami + cyklicznie ich opłacać).
Tu chodzi o tą idiotyczny wymóg aktywacji online po instalacji czy też po prostu o wymóg stałego połączenia internetowego.
"Jak już zainstalujesz, to przecież nie potrzebujesz już internetu do grania(...) Np. na Steam w trybie offline grać można"
Właśnie, dopiero jak się zainstaluje i AKTYWUJE ONLINE.
Czyli jeśli bym nie miał w domu internetu, to na nic byłaby jakakolwiek steamowa gra, nawet na płycie - bo wymagałaby aktywacji online, tak więc i tak bym nie mógł w nią grać. Proste.
Kolejne, bezsensowne idiotyczne, sztuczne ograniczenie.
A jak wtedy sobie to wyobrażasz np. takie branie stacjonarnego komputera do znajomego/rodziny, żeby go podłączyć do internetu za każdym razem, jak chcesz dokonać aktywacji online???
Dlatego znacznie lepiej kupić grę DRM-Free i w przypadku braku internetu, pójść do kogoś/gdzieś tylko z pendrive bądź przenośnym dyskiem, żeby zalogować się i pobrać instalator offline. O wiele bardziej wygodne i w ogóle możliwe.
"Np. na Steam w trybie offline grać można tylko przez pewien czas. Dopóki certyfikat nie wygaśnie. Wtedy trzeba ponownie się zalogować"
Większość z was, nie rozumie pewnej prostej i logicznej rzeczy: Internet nie jest i nie powinien być do tego, żeby można było grać w zakupioną grę(o ile nie jest to typowe MMO). Nie po to za niego płacę.
Dlatego, ja rozumiem konieczność pobrania wersji instalacyjnej, ale zawsze będę potępiał wymóg aktywacji online, bądź wymógł bycia stale online w grach jednoosobowych, bądź hot-seat.
"Np. na Steam w trybie offline grać można tylko przez pewien czas. Dopóki certyfikat nie wygaśnie. Wtedy trzeba ponownie się zalogować.
WIęc czysto praktycznie opcja PSN daje Ci możliwość grania bez internetu. Bez tego co jakiś czas musisz się logować na steam. "
A ja kupując gry na GOGu, bądź jakąkolwiek bez DRMu, nie muszę w ogóle mieć u siebie internetu w ogóle - byle tylko żebym mógł gdzieś indziej na chwilę z niego skorzystać, aby RAZ tylko pobrać pełny instalator offline, który będę mógł zapisać na pendrive bądź przenośnym dysku.
Oczywiście używam klienta GOG Galaxy, z wygody. Ale bardzo doceniam fakt, że zarówno ten klient, jak i wszystkie pozostałe funkcje sieciowe są OPCJONALNE, a nie wymagane.
Tak więc jestem spokojny, bo jak z jakiegoś powodu nie będę miał u siebie w domu internetu, to nie zostanę na lodzie.
Natomiast w przypadku Steama, musiałbym się wtedy martwić, żeby nie uszkodzić zainstalowanej już gry bądź ew. wymianą dysku czy całego komputera.
To, że komputer, a co za tym idzie - całe oprogramowanie wymaga prądu do działania, w zupełności mi wystarczy.
Ja dobrze akurat wiem, jak to jest nie mieć internetu i musieć chodzić do kogoś, żeby z niego skorzystać, bo byłem już w takiej sytuacji.
Czyli tak jak napisałeś: Odsetek ludzi głosujących swoim portfelem jest bardzo niewielki.
To wszystko byłoby super, gdyby to było OPCJONALNE, tak jak np. wszystkie opcje platformowe na GOGu - a tak to dupa, bez internetu nie zagram, nawet nie włączę gry. Głupota.
Racja, ale to też wina wszystkich tych graczy, którzy nie potrafią bądź nie chcą głosować portfelem. Wolą achievements'y i inne "błyskotki" od praw klienta/konsumenta.
Kapitalizm ma bardzo mało wspólnego z wolnym rynkiem i opiera się głównie na chciwości kapitalistów i głupocie konsumentów.
Masz rację. Nie raz taka starsza gra potrafi być lepsza, bardziej wciągająca i grywalna od tych obecnych nowości.
Choć co prawda, wśród nowych gier też można znaleźć jakieś niezłe perełki, ale niestety zdarza się to już niezwykle rzadko i jeśli już, to głównie w grach indie.
"no to pobierz cracka, wiekszosc gier wychodzi day one scrackowane
gosciu, sztuczny problem tworzysz"
Już coś nt. cracków napisałem powyżej. Jak coś, to kłóć się z prawem.
A sztuczny problem tworzą wydawcy umieszczający DRM w grach, za które chcą prawdziwych pieniędzy.
"w ogole dla mnie gry to rozrywka na raz, przechodze i nigdy nie wracam
znakomita wiekszosc osob ma podobne podejscie"
Skoro większość kupuje głównie takie gry, które są na tyle liniowe i w najlepszym wypadku ledwie co średnie, tak, że są one rzeczywiście na jedno przejście i zapomnienie, to już ich sprawa.
Ale oprócz takich gier, są jednak jeszcze takie, które z natury są regrywalne, i/lub na tyle świetne, że się do nich po prostu chce się wracać po kilku tygodniach/miesiącach/latach.
Dobra i regrywalna gra nigdy się nie znudzi na zawsze - tylko że takich gier pojawia się niestety coraz mniej.
Co mi po danej grze i jej dodatkowych opcjach sieciowych, do której nie będę mógł wrócić, jeśli zechcę?
"zaden powazny wydawca nie puszcza tam swoich gier, (...)
jak ktos chce ograc nowosci to niestety nie ma po co na goga wchodzic"
Tak samo, jak i żaden poważny klient/konsument(który ceni swoje prawa) nigdy nie kupi żadnej gry z DRMem, czy jakimkolwiek innym sztucznym ograniczeniem, mającym za zadania ograniczać jego prawa i naciągać go na więcej.
Niestety, ilość świadomych osób, które nie mają przewrotnej mentalności biblijnego Ezawa jest znacznie mniej, dlatego patologia na rynku gier(i nie tylko) znacznie się rozrasta i to nie tylko odnośnie DRMu.
Jak ktoś chce mieć komfort i możliwość swobodnego korzystania z zakupionych gier(czy w ogóle oprogramowania) bez względu na funkcjonowanie sklepu/serwisu oraz posiadanie własnego połączenia internetowego, to niestety nie ma po co wchodzić na steama, epica, czy inny serwis z grami DRM.
przestan jakies utopie nam tu wciskac, nikt nie przestanie kupowac gier tylko z tego powodu, ze ma jakies zabezpieczenie
Tak samo nikt nie przestanie kupować gier tylko z powodu early acess, obcinania podstawowej zawartości i sprzedawania jej jako "DLC" zamiast tworzenia nowego kontentu po premierze, oszustw przedpremierowych(gdzie gra okazuje się być o wiele gorsza od tego, co zapowiadało i przedstawiało studio/wydawca) oraz wielu innych praktyk potępianych i hejtowanych przez graczy.
Dlaczego? Właśnie z tego powodu, o którym napisałem wyżej w poprzedniej wypowiedzi. Sam hejt, negatywne opinie, a nawet masowe bombardowanie negatywnymi ocenami niewiele da i nie zmienią podejścia i postępowania danego wydawcy, jeśli ten i tak będzie otrzymywał planowane pieniądze.
Większość graczy są jak dzieci(albo są nimi), którzy nie rozumieją prostej rzeczy: nie podoba się, bulwersuje - nie kupuj i nie korzystaj!
w jaki sposob np. przypisanie do steama jest dla kogokolwiek uciazliwe? dajmy spokoj z takim p*erdoleniem od rzeczy
producent/wydawca ma prawo zabezpieczyc swoj produkt przed nieuatoryzowanym rozpowszechnianiem i tyle
w jaki sposob np. przypisanie do steama jest dla kogokolwiek uciazliwe?
W taki, że bez konta i połączenia online taka gra nadaje się wyłącznie do usunięcia -bez internetu nie zainstalujesz żadnej gry nawet z lokalnych plików instalacyjnych, bo ta przy pierwszym uruchomieniu będzie wymagać aktywacji online(SPRAWDZONE!). Gry na steam działają offline ale tylko wtedy, gdy już zostały zainstalowane i aktywowane online.
Idiotyczne i chore jest to, że kupiona gra wymaga połączenia internetowego, mimo iż z logicznego i zdrowego punktu widzenia nie powinna go wymagać. Ot takie sztuczne ograniczenie i dyskryminacja legalnych użytkowników ze względu na posiadany internet. Internet, za który jednak trzeba dodatkowo cyklicznie płacić, zawierać osobne umowy z dostawcami internetowymi.
A co jeżeli ktoś z jakiegoś powodu nie może mieć własnego internetu w swoim domu? Wtedy tacy jak TY powiedzą mu "to twój problem". Właśnie dlatego ja uświadamiam, dlaczego DRM(zwłaszcza w obecnej formie) to idiotyzm.
"producent/wydawca ma prawo zabezpieczyc swoj produkt przed nieuatoryzowanym rozpowszechnianiem i tyle"
A nie powinien go mieć, jeśli to odbywa się to kosztem legalnych użytkowników/klientów.
"a ty kupujac gre masz prawo zrobic jej kopie na swoj wlasny uzytek, nawet pobrac do niej cracka
w czym problem? "
Znowu wciskasz kit. To tylko w teorii może tak wyglądać.
W rzeczywistości jednak, DRM w grach najczęściej mocno utrudnia, bądź uniemożliwia zrobienie pełnowartościowego(czyli działającego offline) backupu.
Co więcej, używanie cracków jest łamaniem zabezpieczeń, a łamanie zabezpieczeń w polskim(i pewnie nie tylko u nas) prawie jest nielegalne, jest przestępstwem zapisanym w kodeksie karnym. I nie zmieni to faktu nawet to, że twórca/wydawca na to zezwoli, jeśli sam nie wyda pachtu, który usuwa takie zabezpieczenie.
Dlatego właśnie warto wybierać tylko oprogramowanie/gry DRM-Free: Można łatwo zrobić backup offline, można bez problemu i kombinowania na lewo zainstalować z instalatora offline i nie ma żadnych zabezpieczeń które trzeba byłoby łamać, żeby móc bez problemu korzystać z danej gry.
A żeby pobrać instalator offline z np. takiej biblioteki GOGa, nie trzeba mieć własnego internetu w domu. Wystarczy tylko pendrive/przenośny dysk na usb i wizyta u kogoś/gdzieś, gdzie można się na chwilę podłączyć do sieci.
W przypadku gier z DRMem, już tak prosto nie ma.
A dla jednej takie gry zakładać konto? Bo jest DRM pff
Nie jest to DRM. Z konta(a dokładniej z biblioteki) na GOGu można pobrać pełny instalator offline, dalej już nie musisz mieć internetu, żeby zainstalować i grać do woli.
Owszem, jest kradzieżą:
"278 § 1 kk (kodeksu karnego) – kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, § 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej,"
... przy czym już posiadanie i korzystanie z tego już poniekąd jest korzyścią majątkową.
Ale wciąż trzeba mieć własny internet, inaczej nawet po zainstalowaniu z plików lokalnych, gra się nie uruchomi. Niby można z laptopem pójść do kogoś, żeby dokonać aktywacji olnine... ale chodzenie tam z komputerem stacjonarnym?!
To ja już wolałbym pójść z pendrivem, żeby móc pobrać instalatory offline gier DRM-Free ze swojej biblioteki GOGa.
Kwestia wydajności to jedno...
Najgorszą rzeczą, którą powoduje Denuvo jak i jakikolwiek inny DRM, to wymóg posiadania internetu przy instalacji(aktywacja online) oraz podczas gry(single player, hot-seat, inne tryby, które nie powinny go wymagać), co powoduje że dla osób które nie mają internetu, taka gra jest bezużyteczna a pieniądze wywalone w błoto.
A nawet jak mam internet, to nie po to za niego płacę, aby móc grać w grę, za którą też zapłaciłem. Takie "sztuczne ograniczenia" zawsze będę hejtował.
Ale rzeczywiście, przyznaję, że Denuvo jest bardzo skuteczne - jeszcze ani razu nie kupiłem i nie zamierzam kupować żadnej gry z tym syfem.
Ja też - ew. mogę kupić ze strony producenta bądź innego serwisu(Humble Bundle np.) ale tylko wersje DRM-Free.
A ja mogę wymienić jeszcze jedną rzecz: Odbieranie możliwości uruchomienia i grania(single player, hot-seat itp.) graczom, którzy nie posiadają własnego internetu.
Rzeczywiście żałosna to była akcja. Nurzanie się polityce, zwłaszcza lewackiej nigdy nie wychodziło na dobrze. Tylko że akurat w projektach Open Source nic nie jest przesądzone. Czas pokaże co będzie z Godotem, jak i z jego ew. forkiem, Redotem.
Zacznijmy przede wszystkim, że żadna umowa cywilno-prawna, ani EULA nie są i nigdy nie będą ponad ogólnym PRAWEM obowiązującym w danym kraju. Mogą być napisane dowolnie, wg. czyjejś fantazji i widzimisię, ale w większości przypadków, ten, który je opracował - będzie musiał je egzekwować na własną rękę, ew. co najwyżej na drodze postępowania cywilnego.
Natomiast nawet tego nie będzie mógł zrobić, jeśli dane klauzule okażą się sprzeczne z prawem, bo wtedy w ogóle stają się całkowicie nieważne.
"Dlatego, że kropo na jedne durne przepisy, znajdzie 10 obejść.
Zakaz handlu w niedziele? - otwieramy czytelnie.
Nakaz przeniesienia pracownika z umowy śmieciowej po pewnym czasie? - przerzucenie pracownika do spółki pośredniej. Itd. "
Z drugiej strony też można wiele rzeczy obejść.
Nabyte legalnie programy i gry, w dobie własnego prywatnego użytku domowego, można więc traktować jak bezterminowo własne. Oczywiście dotyczy to tylko gier DRM-Free, gdyż obchodzenie/łamanie zabezpieczeń będzie już przestępstwem wg. KK. Dlatego, DRM-Free jednak ma duże znaczenie.
Tak więc warto zachowywać wszelkie dowody zakupu, żeby potem można było je pokazać komu trzeba. Legalnie nabyte oprogramowanie NIE jest kradzione wg. naszego prawa i można tu się powołać choćby na "dozwolony użytek własny".
W każdym bądź razie nie widziałem jeszcze żadnego gracza, który został skazany grzywną bądź więzieniem za legalnie nabytą grę, tylko dlatego, że dany sklep upadł....
Owszem jest: właśnie nie kupowanie gier z DRMem.
Nic tak nie wpływa na jakichkolwiek wszelkich producentów/wydawców, jak głosowanie portfelem, ale do trzeba dojrzeć i zmądrzeć, a na razie to bardzo wielu graczy jest - delikatnie mówiąc - niemądrych i naiwnych.
Akurat o takich planach Microsoftu można było przeczytać na nie jednym portalu informacyjnym. Co prawda być może MS odwleka taką decyzję ze względu na sytuacje, które opisałeś, ale sam fakt, że mają takie "plany" i "pomysły", nie wróży dobrze użytkownikom na przyszłość.
Niedawno wypowiadali się, że popierają odbieranie wszystkich praw klientom. Bardzo dobrze, że dzieje się im to, co się teraz dzieje - taka "karma" im się należy!
"Osobiscie wypatruje juz nastepcy 11tki "
Nie zdziw się, jak następca Windowsa 11 okaże się systemem działającym wyłącznie w chmurze, modelu subskrypcyjnym i na abonament - oczywiście wyłącznie w trybie online. Bo takie "ambitne" plany ma Microsoft.
A jak masz i używasz Linuksa, to przetestuj KDE Plasmę pod względem możliwości ustawień i personalizacji. MS powinien się od nich uczyć!
Tworzenie muzyki, edycja i montaż wideo, edycja grafiki? Przecież są na Linuksa(i przy okazji na Windows) programy, które do zastosowań przynajmniej domowych, hobbistycznych powinny być wystarczające.
Dźwięk/muzyka: Audacity, LMMS, Musescore, MilkyTracker...
Video: Kdenlive, OpenShot, Shotcut
Grafika: Gimp, Krita, Inkscape
Grafika 3D: Blender
itp.
AutoCAD, Photoshop, Premiere 3DMax i inne ze stajni Adobe, Autodesk itp.?
Przecież to są programy dla zawodowych profesjonalistów, którzy stanowią raczej wąską grupę społeczną, a których z racji wykonywanego zawodu, stać na ich legalne wersje(które nie są takie tanie dla typowego Kowalskiego) + Windows Pro w wersji BOX.
A pirackie wersje tych programów, to dla mnie żaden argument przeciwko Linuksowi.
Windowsy z wersji na wersję stają się coraz to gorsze. Win10 owszem, jest obecnie w miarę jako tako używalny, ale jest zauważalnie gorszy od takiej np. 7'ki. Co nowszy Windows, to coraz bardziej ograniczony, m.in w możliwościach jego ustawień i personalizacji.
Nie raz testowałem Linuksa(kiedyś go używałem jako jedyny system i da się!), ale teraz po kolejnych 10 latach, myślę o przejściu na niego już na poważnie i na stałe.
Za jakiś czas gry nie będą działać na Windows 10, za to jednak nadal będą działać na Wine a tym bardziej na Protonie. Tak samo wsparcie dla kart graficznych(i innego podstawowego sprzętu) na Linuksie najpewniej pozostanie, czego nie będzie można powiedzieć o Windows 10 - obecnie już na 7 jest z tym nie najlepiej.
Już teraz o wiele bardziej opłaca się używanie Linuksa + Wine/Proton niż Windowsa XP.
Co za idiotyczny pomysł MS'u, żeby odbierać użytkownikom coraz więcej możliwości ustawień? Przecież na takim Linuksie z KDE Plasmą można ustawić niemalże wszystko!
A Windows 12/13/itd.? System domowy wyłącznie w chmurze, w modelu subskrypcyjnym, na abonament z wymogiem bycia stale online? Ja(jak i każdy inny świadomy użytkownik) nigdy na to nie pójdę.
Windows 11, nawet bez tych błędów i bluescreena to już lipa w porównaniu do poprzednich Windowsów(zwłaszcza 7'ki)....
Już nawet Windows 8.1 po gruntownych ustawieniach + Classic/Open Shell był lepszy nawet od 10tki - używałem go ok 6 lat, więc coś o tym wiem.
Microsoft coraz bardziej traktuje swoich użytkowników jak idiotów.
Akurat wydania na płytach TEŻ mogą być z DRMem, wymagać konta Steam i aktywacji online.
"Niestety, ale takich czasów dożyliśmy, że większość rzeczy nie będzie nasza. "
No proszę... a miało już nie być okresu komunizmu. Bo właśnie tak to w dużej mierze wygląda.
"Jakieś popierdółki freeddmr są, ale to zwykły chwyt marketingowy, bo nadal obowiązuje umowa licencyjna, i taka kopia np. z goga bez licencji jest tym samym co kopia pobrana z torentów. "
A jak niby zamierzałbyś to zweryfikować i udowodnić, czy jest licencja czy jej nie ma?
Tym bardziej że zaraz pewnie wyskoczysz z post-komunistycznym stwierdzeniem, że "wszelkie dowody zakupu i płatności mogę sobie wsadzić w d.....".
Lepiej po prostu napisz wprost, że my wszyscy popełniliśmy poważny błąd i byliśmy głupi, że kupowaliśmy te gry i oprogramowanie, zamiast pobierać z zatoki.
Skoro legalnie nabyte oprogramowanie prędzej czy później ma się stać pirackim to po co za nie płacić?
Widać, ostatecznie bardziej opłaca się być piratem, niż klientem, bo w obu przypadkach prędzej czy później i tak nazwą nas złodziejami, oskarżą o kradzież, będziemy ścigani i poniesiemy odpowiednią karę. Z tym, że w takim rasowy razie pirat będzie do przodu o te xxxx zł/$ które wydałby na "zakup" tych gier.
No może ten drugi będzie się czuł trochę lepiej moralnie(gdyż zapłacił za czyjąś pracę), ale na koniec tak samo skończy w więzieniu, jak pierwotny złodziej.
Coś mi się zdaje, że prawdziwe piractwo prędzej, czy później wróci do łask....
Bo z tego wszystkiego, co mi napisałeś, przypomniało mi się czyjeś powiedzenie: "Nigdy nie ufaj komuś, kto nawet jak mu zapłacisz, wciąż będzie uważał cię za złodzieja".
Dopóki prawo się gruntownie nie zmieni, dopóty ten burdel będzie się powiększał.
Dobrze wiem też, że ponad 95% wszystkich ludzi to mentalni niewolnicy, o mentalności biblijnego Ezawa. Oczywiście specjalnie użyłem arcydelikatnego określenia, gdyż te bardziej prawdziwe po prostu nie przeszłoby przez moderację.
A na koniec jeszcze jedna rzecz - możesz/możecie sobie uważasz co tylko chcecie, ale ja, jeśli za coś zapłaciłem i nabyłem uczciwie, to nigdy nie będę uważał się za złodzieja ani że to komuś ukradłem. Czy komuś się podoba, czy nie.
"E tam, katastroficzne gadanie. Serwisy nie padną tak z dnia na dzień i nie będzie sytuacji gdzie się "obudzisz i dowiesz się, że na wszystkie programy i gry nagle została cofnięta licencja i od teraz, mimo iż za ich nabycie zapłaciłeś niemało, to są już niczym innym, jak pirackimi kopiami". Takie akcje mogą odwalać poszczególni producenci jak np. adobe, ale nie serwis typu Steam"
Ja nie byłbym tego taki pewien. Jeżeli coś nie jest Wolnym Oprogramowaniem, to normalnie nie mam pełnego/większego zaufania wobec tego, pod tym względem.
"Ale tak, wolę takie znikome ryzyko i ewentualne kupno niektórych gier jeszcze raz, niż konieczność przechowywania płyt / archiwizowania gier na dyskach, bawienie się w tworzenie kopii zapasowych itp."
Upadek serwisu to jedno.... ale brak możliwości posiadania u siebie własnego internetu, to druga, może nieco bardziej prawdopodobna rzecz.
Dobrze pamiętam jak to jest, nie mieć u siebie internetu i musieć chodzić do znajomych(bo kafejek internetowych już raczej nie ma), żeby móc z niego skorzystać. Nigdy nie wiadomo, czy takie czasy nie wrócą.
W takich przypadkach, nawet nie wyobrażam sobie jakiekolwiek gry wymagającej aktywacji online!
A internet nie jest(a już na pewno nie u nas) czymś, co dostaje się w każdym miejscu za free, nadal trzeba zawierać umowy z dostawcami i ich cyklicznie opłacać.
I dlatego, w takich sytuacjach, podczas gdy tacy jak TY powiedzą mi "nie masz internetu, nie możesz go mieć, to już twój problem", ja właśnie wolę archiwizowanie gier czy czegokolwiek innego na dyskach, żeby móc z tego dalej korzystać, a nie zostawać na lodzie.
"Poza tym Twoje zachowanie pachnie takim dzieciakiem z podstawówki, dla którego jego gierki są największym skarbem i ich utrata to koniec świata. I nie potrafi spojrzeć ponad to - będzie toczył krucjatę o te gierki."
Jak wszystko to, za co musiałem zapłacić i na co musiałem i muszę sam zarabiać. A pieniądze, które na to wydałem, były realne i moje, a nie "własnością intelektualną" moich pracodawców/klientów.
Gdyby np. te gry miałbym po prostu pobrane z zatoki, to może miałbym bardziej na nie wywalone(w końcu przyszło za "darmo" i zawsze działa bez wymaganego internetu).
Dla mnie z kolei zachowanie Twoje i niektórych innych, pachnie takim mentalnym zindoktrynowanym niewolnikiem, który wszelkie sztuczne idiotyczne ograniczenia i odbieranie użytkownikom praw klienta/konsumenta uważa za przejaw nowoczesności i postępu. Ew. pewnym stwierdzeniem Ubisoftu, za które prawidłowo nie powinien już był dostać od świadomych klientów/użytkowników ani grosza.
Nie wiem ile programów i gier "kupiłeś"(w każdym bądź razie zapłaciłeś), ale czy naprawdę chciałbyś się pewnego dnia obudzić i dowiedzieć się, że na wszystkie programy i gry nagle została cofnięta licencja i od teraz, mimo iż za ich nabycie zapłaciłeś niemało, to są już niczym innym, jak pirackimi kopiami?
Ja w takiej sytuacji bym się nie czuł złodziejem....
Bardzo dobrze, że w Polsce mamy takie prawo, bo z jakiej paki ktoś miałby mnie zmusić do dożywotniego świadczenia usług na rzecz licencjobiorcy? Chore by to było.
Chore to jest nagle odebranie komuś wszelkich praw do używania oprogramowania użytkownikowi, który w pełni uczciwie zapłacił! A potem jeszcze ew. ściganie go za to, bo ośmielił się zachować oprogramowanie i dalej go używać!
Właśnie o to tu chodzi - bo wspierać w nieskończoność oprogramowania wcale nie musisz, chodzi o to, żebyś nagle nie zaczął nazywać swoich klientów złodziejami i nie oskarżał ich o kradzież! Jeśli ktoś dalej chce korzystać(zwłaszcza prywatnie) ze starszego oprogramowania lub grać w starszą grę, to - o ile ją legalnie nabył - to powinna to być jego sprawa.
"Oczywiście chciałbym, by korporacje zaczęły wprowadzać tryb offline dla gier singielplayer, gdy kompletnie wycofają dany produkt z rynku nawet zrywając umowy.
Tyle, że to nigdy się nie stanie."
Są takie gry - wszystkie te, które są bez DRMu.
A co do pozostałych gier, to po prostu najlepiej je omijać, choć niestety bardzo wielu nie dojrzało do tego, by głosować portfelem, inaczej mogliby wywrzeć jakiś wpływ na wydawcach.
"Jedynie przypomnę, że na Steam również są gry DRM free."
Które są traktowane przez Steam gorzej niż po macoszemu.
Już na Humble Bundle przynajmniej takie gry są oficjalnie oznaczane jako DRM-Free.
Czyli mogą Ci odebrać licencję z lada powodu(czyli nie z Twojej winy; innego powodu niż popełnione przez Ciebie ew. przestępstwo), albo i bez powodu i to bez zwrotu choćby części pieniędzy, które zapłaciłeś a ponadto zarówno oni jak i każdy inny może Cię wtedy nazywać piratem/złodziejem!
I właśnie przede wszystkim i głównie takimi praktykami powinien się w pierwszej kolejności i ostro zając UOKiK!
A wykupienie dożywotniej licencji to nadal kupno.
To nie jest dożywotnia licencja, tylko na czas nieokreślony(dopóki serwis nie padnie, dopóki masz własny internet w domu).
A już na pewno nie w przypadku czegokolwiek z DRMem/wymogiem aktywacji online.
A ja moralnie uznaje piractwo za czyn haniebny. Nie stać cie? Nie grasz. Nie podoba sie? Nie grasz.
Ogólnie tak.
Ale istnieją takie podłe konstrukcje w umowach licencyjnych i całej polityce użytkowania co niektórych wydawców, że umożliwia powstawanie idiotycznych sytuacji, gdzie użytkownik, mimo iż zapłacił za coś, to nadal można mu od tak z lada powodu odebrać i nazwać go złodziejem!
Dlatego ja już do większości serwisów i wydawców podchodzę z dużą rezerwą.
Kiedyś kupowało się grę na płytach jako produkt. Dziś niestety wypożyczamy licencje i bez Steama, czy innej platformy nie masz nic ze wszystkiego, co zakupiłeś.
Wystarczy kupować na platformach DRM-Free - tam masz licencje dożywotnio. Zachowuj tylko dowody zakupu.
Oczywiście takie czarnomyślenie nie ma sensu, bo niby dlaczego Steam miałby komukolwiek odbierać te licencje. W końcu każde konto, każdy klient to potencjalnie więcej zarobionej kasy.
A choćby bany na konta za brak POprawności Politycznej na forum.
A Steam może sobie na takie coś pozwolić, gdyż debili, którzy założą nowe konto i zaczną od nowa "kupować" te same gry, które uprzednio stracili, jak widać nie brakuje....
"że na razie największe afery z usuwaniem licencji z kont nigdy nie zdarzyło sie steamowi "
Jak nie?
A banowanie kont, na skutek którego użytkownicy tracili dostęp do gier w bibliotece.
A w dzisiejszych czasach bana można dostać nawet za brak POprawności POlitycznej na forum, czyli np. za pisanie bardzo niewygodnej dla większości prawdy!
Akurat na Steamie to nie kupujesz nawet licencji na tą grę, tylko się tą licencję WYNAJMUJE za cenę zakupu i na czas określony okresem istnienia serwisu i/lub posiadania własnego połączenia internetowego.
Każda licencja powinna być dożywotnia o ile nie popełnisz jakiegoś przestępstwa na tym polu, konsekwencje którego upoważniają do jej utraty.
"więc spokojnie CKD2 sobie też poczeka, a pewnie za jakiś czas, jak już swoje siano zarobią, to pewnie w końcu i tak wywalą to zasrane Denuvo. "
No nie wiem..... Jakoś minęło sporo lat, a twórcy/wydawcy takich gier jak Subnautica, Hades itp. jeszcze jakoś nadal nie zarobili wystarczająco, żeby wydać wersję DRM-Free, tak więc...
"Czyli Steama nie masz, tak?"
Gdzieś mam założone tam konto, które zostało porzucone dobre kilkanaście lat temu, prawdopodobnie w momencie, gdy się zorientowałem, że nawet zrobiony lokalny backup danej gry stamtąd nie zainstaluje się i nie zadziała bez połączenia z internetem i zalogowaniem się do konta, a tryb offline działa jedynie wtedy, gdy gra została już zainstalowana i aktywowana online. Ale mała to strata, gdyż tam miałem raptem tylko 4 gry...
To było, jeszcze zanim odkryłem GOG.
Żaden DRM: ani Denuvo ani żaden jakikolwiek wymóg aktywacji online!
Każda gra z takim syfem, ma u mnie -6 do oceny co już skutecznie ją obniża poniżej progu mojej decyzji o odnośnie rozważania jej kupna.
Nigdzie nie widziałem jeszcze zapisu w ustawach o prawach autorskich o zakazie emulacji(przynajmniej u nas). Natomiast jeśli emulator nie zawiera w sobie skradzionego kodu(jak np. Yuzu), nie jest dystrybuowany z zastrzeżonymi romami i nie łamie żadnych zabezpieczeń w grach, to nie jest piractwem. A to już wtedy problem Nintendo... i jego wina, skoro jego konsole mają gorszą wydajność niż emulator.
Zabranianie emulacji(zwłaszcza konsol już nie istniejących w sprzedaży) jest idiotyzmem.
Niestety, ale Minecraft od czasu jego przejęcia przez MS zdobył jeszcze jedną, dość paskudną wadę: Niemożliwość instalacji i uruchomienia bez zalogowania się online na konto MS. Nawet custom lanchery oferujące możliwość pobierania MC non-premium tracą na znaczeniu, jeśli chcesz spakować całą instalację gry i przenieść ją na komputer bez połączenia internetowego(Crystal Launcher) to nie ma wtedy możliwości uruchomienia na nim gry w trybie offline.
W skrócie - instalacja offline na komputerze bez internetu nie jest możliwa.
Dlatego już myślę w przyszłości nad ew. rezygnacją MC, mimo iż kiedyś za niego zapłaciłem :(
Dlatego też ostatnio zaczynam pokładać nadzieje w Minetest, który co prawda wymaga jeszcze szlifów, nie powala audiowizualnie(wygląda jak MC alfa/wczesna beta) oraz wielkość mapy jest ograniczona do 32000x32000x32000 bloków(choć w większości przypadków nie powinno to aż tak przeszkadzać), to jednak jest to gra/silnik, który:
- też jest wieloplatformowy(Windows, Linux, MacOS)
- jest bezpłatny i open source(GNU GPL)
- jest napisany w C++, zaś gry i modyfikacje do niego można tworzyć w Lua(jest już ileś gier oraz sporo modyfikacji)
- Posiada wersję portable, który w ogóle nie wymaga "aktywacji online"
- JEST JUŻ W MIARĘ GRYWALNY!
Polecam wypróbować!
"(...)to "Gracze" są moim zdaniem gorsi niż ten cały(...) "
Coś w tym jest, zwłaszcza jak się patrzy na erę gier z DRM wymagający bycia stale online i/lub aktywacji online oraz całą tą chorą sytuację z Nintendo.
Tak długo, jak nikt nie będzie głosował portfelem, tak takie oraz wiele innych chorych sytuacji będzie miało miejsce.
"to powiedz mi, ile jest takich graczy, którzy mają grę, ale konsolę już nie?"
Twierdzisz że nie ma takich osób - zwłaszcza w przypadku starszych produkcji, które nie są oficjalnie dostępne w sprzedaży?
mówię tu o dorabianiu ideologii, według której większość osób ściągających ROMy to osoby, które posiadają oryginalną grę.
Nigdzie nie pisałem o tym ile osób posiada oryginalną grę a nie posiada konsoli, tylko o tym, że takie osoby istnieją.
Tu chodzi o to, że masz problem z tym, że ktoś posiadając oryginalny cart ze starszą grą, woli po prostu grać w nią przez emulator(bo może mu tak lepiej i wygodniej?), zamiast szukać na ebayu używaną konsolę(która nie wiadomo, czy i ile czasu będzie działać, w końcu używana i kupiona z drugiej ręki) i jeszcze nazywasz go złodziejem - mimo że kupił ten cart z grą.
Właśnie to jest chore.
Złodziejem, byłby wtedy, jakby pobrał z jakiej strony rom z grą, do której nie posiadały jej oryginalnej wersji w kardridżu. Tylko tyle i aż tyle.
"a nie mam problemów z emulacją, bo sam jej używam, emuluje sobie PS2 na rogaliku, ale bądźmy szczerzy i nazywajmy rzeczy po imieniu - to jest złodziejstwo, a dorabianie do tego ideologii jest słabe."
Ty masz jakiś problem z logicznym myśleniem, czy jak?
Jeśli kupiłeś oryginalną grę, to nie jest to żadne złodziejstwo, to na czym ją odtwarzasz, nie ma żadnego znaczenia ani moralnego, ani nawet prawnego(u nas). No chyba że ma dla Nintendo, ale to już ich problem.
I to nie jest żadne dorabianie ideologii tylko zdrowe i logiczne stwierdzenie prostego faktu.
"Jak szukałem też dla testu tego Yuzu to na githubie nikt nie miał na myśli grania na emulatorze po zakupie wcześniej konsoli. Zwykłe piracenie."
To nie jest piracenie, jeśli ktoś kupił cart z daną grą. Pierwsze słyszę, żeby posiadanie konsoli determinowało legalność danych gier.
To tak samo, jakby muzyka z kupionej kolekcji płyt CD przestała być legalna, bo zamiast na przenośnym odtwarzaczu XXX, to zgrałem pliki na dysk komputera i słuchem jej przez np. przez Winampa.
Na szczęście tu nie ma prawa nakazującego używania danego odtwarzacza do filmów czy muzyki.
Gra to nie konsola tylko kartdriż z grą. Jak go kupiłeś, to masz tą grę, a nie piracką wersję.
Argument z pierwszego akapitu jest tak idiotyczny, że nawet nie będę tego komentował.
Ale tu właśnie chodzi o NES, SNES, GB/GBC, GBA itp.
Mnie Switch mało obchodzi.
A wiesz dlaczego piszę o tych starszych konsolach i grach na nie, do których carty już nie produkują i nie można ich nabyć w oficjalnej sprzedaży?
Bo Nintendo ma takiego zajoba, że jego wojna z emulatorami obejmuje także emulatory starszych konsol, których już nie da się kupić(chyba, że komuś się trafi na allegro). Jemu nie chodzi tylko o te konsole, które produkuje i sprzedaje.
Właśnie dlatego o tym wszystkim piszę.
Zakazu nie ma, ale nie raz po prostu nie ma takiej możliwości w przypadku starszych konsol, których już nie produkują i nie sprzedają. Na Allegro też nie zawsze i nie wszystko kupisz.
Nie wiem, ale wiem, że nie jedna osoba może posiadać carty ze starszymi grami, a nie mieć już konsoli i tym samym nie móc kupić sobie nowej.
Też myślałem kiedyś, żeby kupić z drugiej ręki jakich cart ze starszą grą, po to, aby móc sobie pograć na emulatorze.
No jeśli bym legalnie nabył grę, za którą zapłaciłem ciężkie pieniądze, a nie mógłbym w nią normalnie zagrać z powodu idiotycznych "zabezpieczeń" i/lub braku połączenia z internetem, być może też bym tak zrobił - o ile zamiast tego, po prostu bym tej gry nie zwrócił.
A takie rzeczy zdarzały się już nie jednokrotnie. Np. kiedyś w przypadku niektórych gier Ubisoftu.
Durne to są twoje argumenty. Porównanie zaś adekwatne, tym bardziej że noże kuchenne mogą służyć do znacznie gorszych rzeczy, niż piracenie.
Emulatory są do grania w gry, a nie specjalnie do ich piracenia. Także do grania w kopie legalnie kupionych gier(kopię można mieć). To już nie wina twórców emulatora, że inne osoby grają na nim w pirackie gry.
A to, że znasz tylko ludzi którzy piracą gry to nie znaczy, że nie ma takich, którzy używają emulatorów w innych celach.
Nie każdy też, kto ma oryginalny cart, posiada aktualnie działającą konsolę. Nieraz też dana konsola już nie jest dostępna w sprzedaży. Dlaczego więc ktoś, kto ma legalnie nabyte gry, a nie ma już konsoli(bo, np zepsuła się, a kupić nowej nie może) miałby zostać na lodzie?
Ponadto nieraz już czytałem o tym, że Switch ma problemy z wydajnością i gry na emulatorze działają lepiej.
Nintendo po prostu ma zajoba i tyle. Ale w większości krajów nie mają zbytnich szans na wygranie ew. sprawy. Kolejny argument za tym, żeby omijać ich produkty z daleka.
Ale jak już wyżej zostało napisane - z fanboyami nintendo raczej nie da się racjonalnie dyskutować. To chyba jest już stan umysłu. :)
Akurat Yuzu prawdopodobnie zawierał w sobie część skradzionego kodu romu z Nintendo, tak więc to już inna sprawa.
Na tej zasadzie to rodzina zamordowanego może równie dobrze wytoczyć pozew producentom noży kuchennych, bo ktoś kogoś takim zabił.
Tak więc, jeśli emulator o którym jest tu mowa został napisany od zera i nie ma w nim nic będącego autorstwa Nintendo, to twórcy mają duże szanse na wygraną podczas ew. rozprawy sądowej.
Nintendo próbuje tylko straszyć.
Jeśli chodzi o łamanie samych umów licencyjnych(ale jednocześnie nie naszego prawa) to wydawca może to egzekwować we własnym zakresie na drodze cywilnej i w najwyższym wypadku może wytoczyć proces cywilny o odszkodowanie.
Ale w przypadku, jeśli coś w tej umowie licencyjnej okaże się sprzeczne z prawem, to automatycznie staje się to nieważne!
Tak więc mogą sobie zabraniać użytkownikom robienia kopii zapasowej, ale i tak tutaj nic na tym nie wskórają, a ew. proces sądowy przegrają.
"Licencję wciąż można stracić i dowody zakupu są wtedy gówno warte,"
Tylko jak po ew upadku danego sklepu cyfrowego udowodnisz Kowalskiemu, który posiada te gry, że został już wcześniej tam zbanowany, skoro posiada dowody zakupu? A nawet jeśli się da, to komu będzie się chciało robić tyle zachodu przeciwko jednemu szaremu użytkownikowi domowemu(nie mówiąc już o wielu innych)?
Natomiast jeśli chodzi o dowody zakupu, to wcale nie są i nigdy nie będą do końca guzik warte. Gdyż, wg. prawa nigdy nie będzie bez znaczenia fakt, że grę jednak nabyłeś legalnie, a nie ukradłeś z zatoki. Prawo mówi o kradzieży, a przecież jednak nie ukradłeś, tylko kupiłeś(na co masz właśnie dowody). Tak więc policjant od razu da sobie spokój - zakładając nieprawdziwą sytuację, że policja chodzi po domach z nakazem i rutynowo dokonuje kontroli legalności oprogramowania.
A nawet jeśli już by jakimś jakimś cudem doszło do sprawy sądowej, to fakt, że kupiłeś i posiadasz na to dowody podniesie każdy adwokat. I to z pewnością może bardzo wpłynąć na ew. wymiar kary bądź nawet jej umorzenie.
Oczywiście zakładając, że używasz tych gier w domu, u siebie i ich nie rozpowszechniasz.
A normalny, rozsądny autor/wydawca nie wytoczy sprawy cywilnej przeciwko komuś, kto uczciwie im zapłacił za nabycie ich produkt.
ale... można zrobić w zasadzie dokładnie to samo z kontem Steam - zalogować się poza domem na kompie z dostępem do internetu, pobrać (zainstalować) grę, skopiować folder z plikami gry i przenieść je na swojego domowego peceta bez internetu, tak jak zrobilibyśmy z instalką z GOGa (różnica taka, że tu już gra jest gotowa do odpalenia). Wówczas - jeśli gra była DRM free - również da radę ją odpalić.
No jednak na taki sposób radziłbym uważać - nie zawsze działa i nie w przypadku każdej gry. Podczas instalacji gry(jak i jakiegokolwiek oprogramowania) instalator może jeszcze instalować inne składniki(pliki, wpisy w rejestrze) poza folderem instalacyjnym danej gry, a które mogą być niezbędne podczas uruchamiana i działania danej gry.
Jednak sposób z instalatorami offline jest jednak lepszy i bardziej bezproblemowy.
A jeśli chodzi o gry DRM-Free na Steamie to jest ich o wiele mniej, a cała sprawa jest tam traktowana totalnie po macoszemu. To już na Humble Bundle jest lepiej, bo gry bez DRM są tam przynajmniej oficjalnie oznaczane.
Mob vote powinno było zostać zmodyfikowane w taki sposób, że wszystkie pozostałe moby, które nie wygrały, po prostu brałyby udział w następnym głosowaniu, ew. trwale przepada tylko ten, który dostał najmniejszą ilość głosów.
GOG pozwala na instalację gier na komputerze bez połączenia internetowego, ale wciąż musisz mieć internet aby najpierw ten instalator pobrać (...) W obu przypadkach musisz mieć internet ten jeden raz by pobrać grę.
Owszem, ale jest tu jedna bardzo znaczna różnica: Pobrać instalator offline mogę np. będąc u kogoś innego, kto ma internet - nie muszę mieć internetu w domu, czyli zawierać umowy z dostawcami internetowymi i cyklicznie ich potem opłacać! Nie muszę nawet mieć możliwości podłączenia internetu - np. mieszkając na wsi.
Dobrze wiem, jak to jest nie mieć internetu i być zmuszony z niego skorzystać u kogoś. W takiej sytuacji nawet nie wyobrażam sobie kupowania i korzystania z gier na Steam czy jakichkolwiek innych, które wymagają aktywacji online!
Właśnie na tym polega ogromna zaleta DRM-Free, że nie musisz u siebie posiadać internetu.
"Tak, są "twoje" dopóki sobie pobierzesz i zarchiwizujesz na jakimś tam nośniku który też ma swój czas działania,"
Przynajmniej GOG daje na to szansę w przeciwieństwie do serwisów oferujących gry z DRMem i wymogiem aktywacji online. I nikt nie powiedział, że nośnik ma być tylko jeden i że nie można z czasem przekopiowywać na nowszy.
Podobnie jest z grami - podpisuejsz umowę licencyjną, która daje Ci prawo do korzystania w danych warunkach z produktu dostarczanego przez podmiot odpowiedzialny. W każdej chwili podmiot może zaprzestać dostarczać ten produkt, kończąc umowę, bez podawania przyczyny.
... i bez zwrotu choćby części pieniędzy.
Właśnie dokładnie na Steamie, Epicu oraz innych platformach proDRM tak właśnie jest. I jak już gdzieś tu napisałem - właśnie za takie coś powinno się ostro wziąć UOKiK jak i UE(choć w tą komunistyczną organizację niezbyt wierzę).
Ale z drugiej strony właśnie na tym polega ta patologiczna idea o nazwie "All Right Reserved". Dlatego powinno się zacząć to piętnować i jeśli już, to popierać "Some Right Reserved".
Po porstu takie serwisy jak GoG, Steam itd. wykorzystują dopóki się da możliwości nazewnictwa tej operacji i na samym końcu masz kup. Dobrze, że sie coś dzieje, bo może w końcu będzie to jasne i klarowne.
Sądzę, że to może być niewystarczające. Powinno się zacząć coś zmieniać na większą skalę i we wszystkich krajach.
GoG to przynajmniej pozwala na instalację gier na komputerze bez połączenia internetowego.
Jeżeli w umowie takiej nie ma jasno wskazanej opcji, że w takich przypadkach jak opisuje GoG użytkownik nabywa pełne prawo do korzystania z tej kopii dożywotnio, to nie może tego robić. A w żadnej umowie licencyjnej każdej gry na GoGu takiego zapisu nie ma.
Tego nigdy nie było jasno dosłownie napisanego w żadnej umowie licencyjnej, jakiegokolwiek oprogramowania, czy gry - nawet dawnych pudełkowych wersjach z lat 90'tych. A przynajmniej nie pamiętam, żeby kiedykolwiek coś takiego było.
Z drugiej strony nie ma też jasno napisanego, że po zakończeniu działalności sklepu, użytkownik automatycznie traci prawo do korzystania z tych gier i ma obowiązek je niezwłocznie usunąć - chyba że jest już coś takiego na Steam, nie wiem.
W polskim prawie też nie ma nic o tym, że użytkownik traci prawo do używania oprogramowania wraz z upadkiem jego sklepu.
Choć zgodzę się z tym, że GOG powinien całą sprawę bardziej uszczelnić.
A poza tym, bardzo ważne jest zbieranie wszelkich dowodów zakupu gier i oprogramowania w jakiejkolwiek formie. Ale jak widać, mało kto o tym wie, a jeszcze mniej osób to robi. A to błąd, bo lepiej posiadać dowody zakupu.
Umowa jak każda inna. Produkt cyfrowy jest chroniony prawem licencyjnym, a jako konsumenci podpisujemy umowę licencyjną z podmiotem odpowiedzialnym za dystrybucje.
Przede wszystkim, żadna umowa czy EULA nie jest ponad prawem w danym kraju.
Jeżeli czegoś w prawie nie ma, a jest w EULI, to nie jest to prawomocne, a wydawca/firma/autor może egzekwować to jedynie na drodze cywilnej.
Co więcej - jeśli coś, co jest w EULA jest sprzeczne z danym prawem, to automatycznie staje się nieważne i nawet podczas ew. postępowania cywilnego, wydawca nie będzie miał żadnych szans na wygraną.
Oj chyba UOKiK się weźmie za tego co taki tekst nasmarował
UOKiK to się przede wszystkim powinien się wziąć za Steam, Epica i wszelkich innych wydawców, którzy wspierają praktykę ewentualnego odbierania klientom praw do korzystania z oprogramowania, ze które zapłacili(licencji), z powodów nie wynikających z winy użytkownika - i jednocześnie za cały ten DRM, który gwałci prawa konsumenta.
A dowody zakupu w postaci paragonów(jest tam taka strona) oraz e-maili zbierasz?
Właśnie dlatego się je zbiera, żeby mieć dowody na to, że gry zostały legalnie nabyte a nie pobrane z zatoki.
Przede wszystkim to wszystko jest świadomości i rozumienia użytkowników/klientów.
Akurat GOG zobowiązał się do poinformowania o zakończonej działalności z wyprzedzeniem, tak, aby każdy mógł sobie przez ten czas pobrać wszystkie gry z biblioteki.
Tak, czy owak archiwizowanie gier jest dość rozsądnym wyjściem.
"Ewentualnie ban za jakąś mowę nienawiści."
Prawidłowo za to powinien być wyłącznie ban na forum/chat/inne funkcje społeczne, a nie pozbawienie dostępu do całej biblioteki gier, za które przecież gracz zapłacił.
Jest jednak drugie dno tej sprawy: co w danym przypadku miałoby być tą "mową nienawiści". I tu jest poważny problem, bo ostatnio coraz częściej za "mowę nienawiści" uznaje się mówienie/pisanie czegokolwiek, co nie jest tym, co "ktoś chciały usłyszeć/przeczytać", a więc nie raz niewygodnej prawdy, bądź kompromitujących faktów. Zwłaszcza w lewackich forach/środowiskach istnieje ślepe podejście "albo jesteś z nami, albo przeciwko nam". Ew. pojęcie "mowy nienawiści" traktuje się wybiórczo. A więc to nie zawsze może to być wina gracza.
Zdawałoby się, że profesjonalne portale nie stosują takich zagrywek, ale jednak - Demotywatory, gdzie niedawno można było dostać bana za niepopieranie PO/KO.
"Czy to GOG, czy to Steam, gracz musi mieć internet przynajmniej na tak długo, by pobrać swoją grę DRM free przynajmniej raz (przed zarchiwizowaniem)."
Tak, żeby pobrać z GOGa instalator offline, trzeba mieć internet, ale...
... nie musisz posiadać swojego internetu w domu, możesz to zrobić np. u kogoś. Na Steamie nie da się czegoś takiego zrobić - chyba, że pójdziesz do kogoś z całym komputerem, po to, aby dokonać aktywacji online, co w przypadku stacjonarek to nie jest najlepsze rozwiązanie.
Mimo to i tak wolę rozwiązanie brak DRMu, z GOGa. Poza tym z instalatora offline możesz do woli zainstalować w każdej sytuacji.
"Może DRM free nie jest takim selling pointem, jak większość tutaj uważa i gracze bardziej cenią sobie UX danej platformy?"
Niestety, ogromna większość graczy to bardzo młode osoby, które zachłysnęły się tymi wszystkimi wygodami i błyskotkami, jakie oferują np. Steam i inne płatformy DRM i niezbyt zdają sobie sprawę z konsekwencji kupowania gier z DRMem oraz z czym to się ew. wiąże.
I na koniec ostatnia ważna rzecz:
Pobierasz i archiwizujesz instalatory offline gier z biblioteki? Bardzo dobrze.
Ale czy zbierasz i archiwizujesz wszystkie strony z paragonem i e-maile z dowodami zakupu i ew. otrzymywanych gratisów?
Bo to też jedna z najważniejszych rzeczy, które pozwalają w razie czego udowodnić, że gry były legalnie i uczciwe nabyte, a np. nie pobrane z torrentów.
Ano, rzeczywiście świetne miejsce, gdzie nie możesz pobierać instalacyjnych wersji offline, a cały dostęp do biblioteki tracisz wraz z utratą łącza internetowego, bądź ew. upadkiem serwisu.
Nie wiem, czy znaczą, czy będą - ale uważam, że każda bardziej świadoma osoba powinna w pierwszej kolejności.
DRM to nic dobrego dla klientów/użytkowników.
Nie ma znaczenia, czy oprogramowanie zostało porzucone - jeżeli nie zostało udostępnione jako freeware/wolne oprogramowanie open source, bądź nie minął okres ochrony praw autorskich, to nadal jego posiadanie nieoryginalnej wersji jest nielegalne.
Poza tym scrackowanie(nawet kupionej, oryginalnej wersji) też jest przestępstwem "obchodzenia/łamania zabezpieczeń".
Dlatego ja proponuję w miarę możliwości używać i wspierać wolne oprogramowanie, a jeśli już kupować zamknięte gry, to tylko bez DRMu(żeby nie trzeba było potem niczego obchodzić/łamać).
No nie wiem... W tym przypadku jest jednak jedna różnica: W ogromnej większości przypadków widzowie sami dobrowolnie płacą streamerom "co łaska", nikt nikomu nie każe płacić za oglądanie. Co innego, gdyby ten blokował dostęp innym do materiałów, domagając się opłaty za dostęp do nich. Podobnie z samą monetyzacją, która też zależy od ilości wyświetleń, "łapek w górę", czy darmowej subskrypcji.
Fakt jednak, że licencje powinny bardziej precyzować takie rzeczy.
Uważam, że taki wymóg prawny powinien być wszędzie.
W 2017 roku stracili oni dostęp do wszystkich swoich cyfrowych produktów, o ile nie pobrali ich wcześniej.
Właśnie - o ile nie pobrali ich wcześniej.
Tu jest właśnie jedna z największych zalet i obligatoryjny powód, dlaczego powinno się nabywać wyłącznie gry bez DRMu!
Bo w przypadku sklepów oferujących gry wolnych od DRMu, takich jak np. GOG, zawsze można pobrać instalator offline i zachować go sobie niezależnie od dalszego istnienia serwisu, czy własnego połączenia internetowego.
W przypadku jakichkolwiek gier bądź oprogramowania z DRMem/wymogiem aktywacji online - użytkownik nie ma szansy legalnie ich sobie zachować na stałe.
Dlatego, jak dystrybucje cyfrowe, to tylko i wyłącznie DRM-Free. Gier z DRMem, posiadających wymóg aktywacji online nawet nie biorę pod uwagę, jeśli chodzi o ew. zakup.
A jeśli chodzi o resztę oprogramowania, to myślę że warto postawić na wolne oprogramowanie((L)GPL, MIT) wszędzie, gdzie się tylko da, gdyż nikt nie będzie mógł nam mógł nagle zabronić jego używania, ani narzucić jakichkolwiek nowych niekorzystnych warunków użytkowania, jak to może mieć miejsce w przypadku własnościowego.
Gra, choć nie idealna, ale mechanicznie o wiele lepsza od settlersów: W końcu tutaj jedzenie ma większy sens i jest naturalnie potrzebne dla wszystkich, a nie tylko wojska i górników!
I bardzo dobrze! Choć mam wątpliwości co do skuteczności tych działań.
Jednak wydanie jakiejkolwiek gry, gdzie grupą docelową mają być dzieci, podczas gdy ta gra posiada mikropłatności, a zwłaszcza pay2win oraz lootboxy - powinno być przestępstwem!
Jakakolwiek gra, która posiada mikropłatności, z automatu powinna figurować, jako PEGI 16+.
Nie wszyscy - gracze bez własnego internetu nie będą mogli w ogóle zainstalować i zagrać. Aktywacji online w ogóle nie powinno być. Jeżeli gra jest w dużym stopniu single-playerowa, to nie powinna do instalacji i działania wymagać internetu.
Niestety, ale jeden jedyny sposób na DRM i wszystkie inne idiotyczne praktyki wydawców gier, który może zadziałać i który można(a nawet powinno) zastosować, to nie kupowanie i nie granie w dane gry.
Głosowanie portfelem, to jedyny sposób, który wydawcy mogą odczuć i który nie pozostanie im obojętny. Hejtowanie, a nawet review bombing na nic się nie zda, jeśli każdy i tak będzie to kupować. Dla wydawców gracze mogą marudzić do woli, ale póki kasa im wpływa, to nic sobie z tego nie robią.
Nie kupować i nie płacić, to jedyny sposób, by wywrzeć na nich jakikolwiek wpływ.
Np. ja nigdy jeszcze do tej pory nawet nie zagrałem w Subnauticę, Hadesa i wiele innych gier. W Skyrima grać zacząłem dopiero wtedy, gdy pojawił się na GOGu, w taki sam sposób kupiłem Endless Space 2.
Będą gry w wersjach DRM-Free to wtedy wezmę ich zakup pod uwagę, o ile mi się spodobają. W przeciwnym razie, trudno - są inne gry.
Prawda jest taka, że największą winę za patologię na rynku gier(i nie tylko) ponoszą wszyscy użytkownicy/klienci, którzy dali na to przyzwolenie, płacąc im, co nie świadczy o nich dobrze. Wydawcy tak będą traktować klientów, jak oni sami sobie na to pozwolą.
Cóż... kolejna gra, co do której jestem całkowicie pewien tego, że nigdy jej nie kupię i nie zagram.
"Jeśli gra jest dobra denuvo jedynie zwiększy sprzedaż bo odcina skutecznie piratów"
Żaden DRM nigdy nie odetnie skutecznie piratów - może tylko co najwyżej opóźnić piracenie. To, że nikt do tej pory czegoś nie złamał, nie oznacza, że tak pozostanie w przyszłości na zawsze.
Ja w każdym bądź razie nie kupowałem, nie kupuję i nigdy nie kupię żadnej gry z DRMem. Współczuję tym, którzy kupią.
"+ libre office - jak ktoś jest masochistą. Na dużych dokumentach zamula, nie pokrywa pełni funkcjonalności offica, zwłaszcza Excel odjeżdża."
Widocznie te inne kraje wiedzą, co robią. I raczej z przejściem na LibreOffice w parze idzie też przejście na Open Document Format(ODF), gdyż jest to format wolny i otwarty, a więc i najlepiej dopracowany w LO, a co za tym idzie - jego obsługa jest w miarę bezproblemowa, a już na pewno jest z nią najmniej ew. problemów.
To właśnie z obsługą formatów Microsoftu są najczęściej problemy w LO, gdyż są to formaty własnościowe i zamknięte. Dlatego ich obsługa w LO - mimo najlepszych starań developerów - nigdy nie będzie tak dobra jak obsługa ODF, chyba że MS w pełni otworzy ich specyfikację.
A co do funkcjonalności to nie wiem jak ma się to do firm i instytucji(pewnie jest z tym różnie), ale do potrzeb domowych, bądź szkół podstawowych i średnich jest raczej wystarczająca.
Zgadzam się z tym, że Linux jest bardziej dla doświadczonych użytkowników, ale też uważam, że warto takim być, jeśli korzysta się z komputera na co dzień.
Z Windowsem 10 co prawda nie miałem poważniejszych problemów, ale prawdopodobnie dlatego, że dopiero zacząłem go używać pod koniec 2020 roku. Ale i tak jestem z niego średnio zadowolony.
Możliwość personalizacji jest dość ograniczona, nawet względem poprzednich Windowsów. Do takiego KDE Plasmy nawet nie ma startu. Z Windowsem 11 jest pod tym względem jeszcze gorzej, a żeby zrobić w nim konto lokalne, to też trzeba jednak pokombinować(nie żebym nie potrafił). Ponadto nie mam ochoty, aby system wysyłał gdzieś moje prywatne dane na zasadzie spyware. Ja rozumiem, że telemetria jest ważna jeśli chodzi o diagnostykę błędów i ułatwienia deweloperom tworzenie poprawek - ale nie w taki sposób jak w Microsofcie. W ogóle - nie w zamkniętym oprogramowaniu.
Jeśli chodzi o aktualizacje, to wiem, że istnieje możliwość ich opóźniania, ale to nie jest to samo, co możliwość pełnej kontroli - czyli decydowania czy i kiedy zechcę je zainstalować. Znowu, wolałem poprzednie Windowsy pod tym względem.
Jeżeli miałbym mieć ewentualne problemy, to już wolałbym żeby to było w wyniku własnych błędów, niż czyichś.
Tak, jest wiele dystrybucji Linuksa, choć zawsze można się zakręcić wokół kilku najpopularniejszych, no i na początku można je przetestować nawet na maszynach wirtualnych.
No i kolejna kwestia - polityka MS, licencjonowanie, o którym tak wielu zapomina. Wielu nawet nie wie, czego robić nie można, bo nie czytało warunków licencyjnych.
Do tego klucze, wymogi aktywacji online.... :/
Niestety, Windows ma więcej wad, niż komukolwiek się wydaje.
Windowsy wcale nie są takie stabilne, jak mogłoby się wydawać... owszem, od XP do 7/8.1 nie było źle z tą kwestią. Ale już od 10'tki były z tym liczne problemy, zwłaszcza po PRZYMUSOWYCH aktualizacjach. Pewnie dlatego MS wprowadził przymusowe aktualizacje - najwidoczniej chciał zrobić z użytkowników darmowych alfa/beta-testerów, co jest po prostu karygodne.
Jeszcze nigdy w żadnym przypadku innego Windowsa nie naczytałem opinii i narzekań użytkowników, jak wcześniej w przypadku Windowsa 10, gdzie najczęściej coś nie działało, albo system się wysypywał po kolejnej aktualizacji. Teraz coś prawda W10 jest już w miarę stabilny, ale u mnie nadal do tej pory zdarzają się przypadki BlueScreen'a przy starcie systemu, gdzie restart był konieczny.
Windows 10 jest ostatnim Windowsem, którego używam. Za W11 to ja już podziękuję. Co kolejna wersja Windows to też coraz mniejsze możliwości konfiguracyjne, zwłaszcza w GUI. Windows 11 jest dość ograniczony względem poprzednich wersji, które były po prostu lepsze(XP, 7) i mniej zasobożerne.
Teraz Windows 11 oficjalnie nawet na obecnych komputerach zdolnych udźwignąć Cyberpunka nie chce się zainstalować, bo komputer "nie spełnia wymagań".
Ja dla mnie, to tylko jedynie najszersza dostępność aplikacji, gier i w pełni działających sterowników ratuje jeszcze ten system.
Choć już w przypadku Linuksa też powoli to się zmienia na lepsze, podczas gdy Windows stacza się w dół pod wieloma innymi względami.
"Jak użytkownik nieogarnięty to tez nada 777 jakiemuś syfowi i potem się będzie dziwił, że nie działa jak należy. "
Fakt, nieogarnięty użytkownik na koncie admina może rozwalić każdy system.
Ale jednak odkąd pamiętam, to w Linuksach nigdy nie było tak, żeby jakikolwiek program użytkowy, który nie nie powinien potrzebować konta admina, jednak go wymagał do uruchomienia.
Już prędzej natknąłem się na takie przypadki, jak dana aplikacja uruchomiona na koncie root'a wydawała ostrzeżenie, bądź odmawiała pełnego działania.
Za to w przypadku Windowsowych aplikacji i gier były(i może jeszcze są) takie przypadki, gdzie nie działa dobrze, bądź w ogóle się nie uruchamia, dopóki ta nie została uruchomiona na koncie administratora. Ot przeważnie taka zaszłość z czasów Windowsów 9x.
Ostatecznie zobaczymy co będzie, gdy już MS zrealizuje swój wielki plan i wypuści Windowsa 12/13, który nawet w domowej wersji będzie działał wyłącznie w chmurze, w modelu subskrypcyjnym i na abonament. A może nawet i z reklamami. Już MS wszystkich powoli do tego próbuje przygotowywać w przypadku Windowsa 11.
Ja zacząłem od IV i dla mnie była najlepsza. V i VI tylko trochę oglądałem na YT.
Dla mnie najlepszym Civ byłaby czwórka z możliwością grania na polach-heksach z państwem polskim(tak, wiem, że istnieje mod do tego), z ew. poprawkami oraz bez DRMu. ;)
Zobaczy się jak będzie, ale na razie pod tym względem nadal wygrywa AMD.
Z tego co słyszałem/czytałem NVidia niby jakiś czas temu coś tam otworzyła jeśli chodzi o specyfikację, ale podobno potem wycofała się z tej inicjatywy.
NVidia w takim wypadku musi albo otworzyć specyfikację kart/sterowników przynajmniej w takim stopniu, jaki zrobiło to AMD, albo sami wziąć się ostro za stworzenie naprawdę dobrze i wydajnie działających sterowników do Linuksa(pytanie, czy lepiej X, czy Wayland).
Dla użytkownika Linuksa karta NVidii raczej nie będzie pierwszym wyborem - chyba, że NV w PEŁNI otworzy specyfikacje swoich kart, tak jak zrobiło to AMD, albo przynajmniej zaczną sami porządnie wspierać RTXy na ten system.
Dzięki temu, że AMD udostępnili pełną specyfikację danych kart graficznych Radeonów, deweloperzy systemów linuksowych mogą sami wspierać je w systemach Linuksowych, tworząc porządnie działające sterowniki.
Prawidłowo to gracze powinni być wściekli o to, że ta gra w ogóle wymaga zalogowania i aktywacji online, mimo że posiada tryb jednoosobowy. I jeszcze za taką cenę....
Jak ktoś kiedykolwiek będzie się wykłócał na temat "wyższości" cosed source nad open source, to takie przypadki będą kolejnym argumentem przeciw niemu ;)
"Płatne DLC nie są niczym złym "
Zgadzam się, ale pod warunkiem, że te DLC jest rzeczywiście dodatkiem, dodatkową zawartością ponad to, co oferuje podstawowa gra, a nie uprzednio wyciętą zawartością oryginalnej gry.
Swego czasu czytałem o tym, że gracze chcą aby No'Man Sky miał płatne aktualizacje zamiast darmowych, co osobiście uważam za totalną głupotę(zwłaszcza pamiętając początkową historię tej gry).
Oczywiście nie widzę niczego złego w chęci wspierania dewelopera ulubionej gry. Ale w takim wypadku jest inne, lepsze rozwiązanie: Jak ktoś bardzo chce dodatkowo wspomóc finansowo dewelopera, to niech po prostu kupi komuś jego grę jako prezent - osobie bliskiej, przyjacielowi, czy komukolwiek, kto np. bardzo chciałby w daną grę zagrać, a np. z jakiegoś powodu nie może jej kupić.
GOG umożliwia kupno komuś gry jako prezent i przypisanie jej na jego konto, do jego biblioteki. Steam chyba też.
"Moze po rozum do łba pójdziesz jak ruski zolnierz stanie na przeciwko twoich najblizszych z karabinem, ale wtedy juz bedzie za pozno."
Gdyby nie NATO to już dawno tak by się stało. I wtedy UE czy lewacka POprawność POlityczna guzik by mogła z tym zrobić.
"ja rozumiem że kupowanie gier NIE na własność nie jest fajne i powinno być tępione. DRM ssie itp itd.
Z tym wszystkim się zgadzam."
No to fajnie, że się w czymś zgadzamy. :)
"Ale znajac siebie i widzac ludzi, bardzo rzadko, baaaarrdzo rzadko, ale to baaardzo bardzo rzadko ludzie chcą grac w tę samą grę po latach. Mniej niż 1% graczy. Prawda, nie powinno się olewać takiej mniejszości. I nie powinno się zabierać własności - bo kupione - mimo tego że nie wracasz. Znowu się zgadzam."
Są różne gry. Fakt, są takie, które raz się przechodzi i się o nich zapomina. Ale są też takie, do których prędzej czy później chce się wracać - niezależnie od tego, czy to gra która jest naprawdę epicka, bądź po prostu regrywalna.
Tak, czy inaczej ja właśnie wolę mieć ten komfort, że jeśli kiedykolwiek będę chciał wrócić do którejkolwiek gry - zawsze będę mógł to zrobić.
"Jak mnie odetną od internetu to będę robił wszystko co mogę by wrócić do internetu, bo internet jest dla mnie ważniejszy niż granie - utnie mi mój dochód i mimo posiadania gier, nie będe miał czym zapłacić za prąd np ;P"
Jakby nie patrzeć, prąd jednak jest ważniejszy niż internet i mogę się założyć, że przy ew. kłopotach finansowych i konieczności cięcia kosztów, prędzej w pierwszej kolejności zrezygnujesz z internetu, niż z prądu.
Poza tym prąd teoretycznie można sobie wytworzyć samemu, zaś z internetem będzie z tym o wiele gorzej.
Nie należy też zapominać o innych sytuacjach będących powodem ew. braku dostępu internetu.
Ponadto fakt, mam internet, owszem, ale...
... nie po to za niego płace, aby mieć możliwość korzystania z czegokolwiek, co na dobrą sprawę z logicznego i technicznego punktu widzenia nie powinno go potrzebować!
"Ale nie zgodzę się z narracją że trzeba backupować gry bo steam nam odbierze dostęp."
Zacznijmy od tego, że steamowych gier nie ma najmniejszego sensu backupować, bo reinstalacja z takiego "backupu" NIE JEST możliwa w trybie offline(wymaga aktywacji online) - kiedyś osobiście to nawet sprawdzałem.
Co innego gry z gog'a.
"Ale nie zgodzę się z narracją że trzeba backupować gry bo steam nam odbierze dostęp. Nic na to nie wskazuje i generuje stres u innych, marnowanie kasy na dyski czy kupowanie gier po droższej cenie."
Co prawda nic nie wskazuje na to, że Steam może zakończyć swoją działalność, ale też nie należy niczego w tej sprawie przesądzać. Nikt nie wie, co będzie za np. 5-10 lat.
Owszem, GOG może zakończyć swoją działalność, ale wtedy powiadomią wszystkich o tym z 60-dniowym wyprzedzeniem(jest zapisane o tym w tamtejszym regulaminie) i każdy w tym czasie będzie mógł zbackupować gry z biblioteki na nośnik.
Natomiast ustna zapowiedź Gabena o tym, że w podobnej sytuacji u siebie wyda patche likwidujący w grach wymógł aktywacji online jest tyle samo warta, co 10-12 lat temu było warte ustne zapewnienie Notch'a o tym, że gdy zakończy swoją komercyjną działalność, to wyda Minecrafta społeczności na licencji OpenSource.
Załóżmy że Steam nie upadnie...
Ale odcięcie od internetu(z jakiegokolwiek powodu), to już opcja bardziej realna.
Wtedy jedyna możliwość, jaka pozostaje to ew. odwiedzanie kogoś, kto ma u siebie internet, w celu skorzystania z niego.
I w przypadku GOGa, bądź podobnego portalu oferującego gry bez DRM(czyli też bez wymogu aktywacji online) sprawa jest prosta: przychodzę do kogoś, loguje się u niego na swoje konto na GOGu, ew, kupuję daną grę, pobieram instalator offline i zapisuję go na przenośny dysk, bądź pendrive'a. Po czym przynoszę go do siebie do domu i bez problemu instaluję grę u siebie i mogę w nią grać do woli.
Natomiast w przypadku ogromnej większości gier ze Steama/Epica/jakiegokolwiek innego serwisu z DRMem sprawa już nie jest taka prosta.
Oczywiście można teoretycznie przyjść do kogoś na chwilę z całym komputerem stacjonarnym, tylko po co i jaki to ma sens?
Właśnie dlatego gry z DRMem nie mają u mnie(i nie tylko u mnie) racji bytu.
Ja pamiętam taką przeglądarkową gierkę na Flashu, która była typową bijatyką, gdzie na tle budynku sejmu walczyli ze sobą Kwaczyński(Jarek Kaczyński) i Musk(Tusk).
Błędne decyzje?? Nie rozśmieszaj mnie....
To tusk i jego wspólnicy zadecydowali o "współmierności środków", czyli m.in o tym, że żołnierz nie może użyć broni(nawet do obroni własnej) wobec agresywnych dzikusów z nożami i kamieniami, na skutek czego kilku żołnierzy zmarło bądź leżą w ciężkim stanie w szpitalu. Żałosne!
A co do wałów i przekrętów PO to wielu ma skrajnie wyprane mózgi i zaniki pamięci do tego stopnia, że nie są wstanie pamiętać wydarzeń z 2007-2015 roku...
Rozumiem, że młodzi wtedy uczyli się w szkołach(i w sporej większości nie musieli pracować), bądź pracowali za granicą, ale reszta...
Nie trzeba czekać - już właśnie jego guru pokazał, że zdrowie i życie tych agresywnych dzikusów ze wschodu liczy się bardziej, niż życie żołnierzy strzegących przed nimi granic.
Ta, tylko jak wejsc w posiadanie crackow lub pirackich kopii gier bez internetu?
To proste - korzystając z komputera kogoś z rodziny/znajomego/kolei/jakiegokolwiek innego, który posiada internet.
Z dokonaniem aktywacji online, jest już o wiele gorzej w takiej sytuacji. No chyba, że chcesz nosić stacjonarny komputer do kogoś tylko po to, żeby go podłączyć na chwilę do netu.
Tak czy inaczej, wymóg posiadania internetu do programu bądź gry, który z techniczo-logicznego punktu widzenia nie powinien go potrzebować do działania jest dość słaby. Istna porażka. Nie mówię tu o grach MMO, bo te pod takie nie podlegają.
Dla kogoś, kto nie ma i nie może u siebie mieć internetu, piractwo będzie jedynym sposobem na zagranie w daną grę - nawet kupioną.
A co? Nieprawda?
Ogrom steamowych gier do instalacji i działania wymaga zainstalowanego klienta steam i AKTYWACJI ONLINE. Przeważnie nie ma możliwości pobrania i zapisania na nośniku instalatora, żeby potem móc zainstalować z niego grę na komputerze bez internetu.
Nie bez parady też steam nazywany jest "wypożyczalnią gier". Tam wszystko co jest kupione nigdy nie będzie własnością użytkownika, nawet licencja. Taki to jest urok DRMu i wymogu aktywacji online. Co z tego, że Steam oferuje tryb offline, skoro dotyczy to tylko jedynie gier już zainstalowanych?
Nie można tam nawet zrobić backupu... a raczej można, tyle że z takiego "backupu" nie będę mógł zainstalować na komputerze offline, bo gra - a jakże - będzie wymagała aktywacji online.
Szkoda na takie coś wydawać pieniądze.
Steam i Epic już dawno pokazali swój stosunek do graczy dzięki DRMowi oraz ich polityce wobec użytkowników. Tylko ładnie to nazywali np. subskrypcją fakt, że kupiona licencja nawet nie należy do klienta tylko do Steama i brak możliwości pobierania zapasowych instalatorów offline, na wypadek braku internetu, bana, bądź ew. zwinięcia się serwisu.
Ja i tak wole GOGa, a zapis saveów na dysku nie stanowi dla mnie problemu.
Mówca Umarłych pisze prawdę. Już chyba mało kto pamięta tamte "cudowne" czasy 2007-2015.
Właśnie z jednego łajna wpadliśmy w drugie... a raczej z drugiego, z powrotem w te pierwsze.
Tak, wszystko racja itp.
Ale ja już dawno zwątpiłem w graczy/ludzi, gdy zobaczyłem niejednego, który bronił DRM czy wymogów aktywacji online. Tak więc...
Cena to jedno... Ja zaś bardziej poparłbym akcję typu stop DRM i aktywacjom online. To nic innego, jak idiotyczne, sztuczne ograniczenie będące dyskryminacją legalnych klientów ze względu na posiadany internet. Szkoda, że tak mało osób widzi w tym poważny problem.
A dotyczy to zwłaszcza tych gier, które już dawno mają swoją scrackowaną, piracką wersję na torrenrtach.
Kolejny powód, dla którego nie warto kupować czegokolwiek z DRM, bądź z wszelkimi innymi idiotycznymi, sztucznymi ograniczeniami.
Tak długo, jak większość klientów nie zagłosuje swoim portfelem, tak długo będą miały miejsce takie, bądź inne tego typu akcje.
Tu już by nawet nie chodziło o obronę piractwa, a jakiejkolwiek możliwości zagrania w tytuły, których już nigdzie legalnie nabyć nie można, albo stało się to ekstremalnie trudne....
Kolejny powód, dla którego nie warto być "fanem" ani tej korporacji, ani tych tytułów....
"Problem z yuzu jest wlasnie taki ze zawiera. I to konczy wlasciwie temat jakiejkolwiek obrony.
Dodatkowo jego tworcy nawet nie tyle "czerpali korzysci majatkowe" ale zrobili sobie z developerki emulatora preznie dzialajacy biznes, doslownie smiejac sie Nintendo w twarz. "
Jeśli tak, to już zmienia postać rzeczy.
Aczkolwiek patrząc na fanatyczne zapędy Nintendo, to mam wrażenie, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że pójdą za ciosem i zaczną wojnę ze wszystkimi emulatorami, kończąc na emulatorach NESa.
"Szczerze to bardziej walcza z czerpaniem korzysci majatkowych z ich wlasnosci (intelektualnej czy innej), niz z piractwem jako takim, ktore i tak juz wlasciwie na konsolach i w duzej czesci pecetowego, korporacyjnego AAA nie istnieje"
Raczej z piractwem walczą z taką samą zawziętością, co widać po pozwach i zamknięciach stron z romami do emulatorów i to nawet tych starych gier.
Gdyby chociaż Nintendo udostępnił legalną dystrybucję romów gier, których już dawno nie sprzedają w formach kardridżów....
Jeżeli emulator Yuzu nie zawiera w sobie żadnego kradzionego kodu z czegokolwiek od Nintedo, to nie jest żadnym naruszeniem prawa autorskiego jako takiego.
Inna sprawa to prawa patentowe. Ale te dotyczące oprogramowania nie działają wszędzie.
Ale ogólnie cała ta akcja jest dość podobna do oskarżenia producentów noży kuchennych o to, że ich produkty służą jako narzędzie morderstw.
Kolejna sprawa to jest to, że nie wszystkie gry na konsole NES, GameCube, Switha itp. są autorstwa Nintendo, zatem walka o prawa autorskie do tych tytułów bardziej należą do ich twórców/wydawców.
Poza tym będę to powtarzał:
Już dawno zauważyłem, że nie warto być fanem/miłośnikiem(bądź jakkolwiek by to nazwać) jakichkolwiek komercyjnych i własnościowych tytułów bądź rozwiązań. Często to się kończy tym, że w przypadku ich zamknięcia i wycofania, fani zostają na lodzie.
Doskonały przykład to starsze gry wydawane przez Nintendo, które dzięki jego postawie psa ogrodnika, można zdobyć jedynie w nielegalny sposób.
W ogóle to należałoby się wystrzegać czegokolwiek od Nintendo - wystarczy tu się zastanowić nad jedną ważną kwestią: Nawet jeśli kupisz od nich grę, to czy nadal będziesz w (dalszej) przyszłości mógł legalnie w nią zagrać.
Na koniec dodam jeszcze, że Nintendo jest chyba pierwszą korporacją, która tak zawzięcie i z aż takim uporem maniaka walczy z piractwem.
Sądzę, że gdyby Microsoft, Adobe, Autodesk, Apple i wielu innych wydawców tak walczyli z piractwem, to obecnie sporo użytkowników domowych używałaby Linuksa, LibreOffice, Gimpa, Blendera i wiele innego oprogramowania Open Source.
Owszem, można zrobić: Albo przejść na Linuksa, albo - jeśli kogoś stać i nie przeszkadza restrykcyjna polityka Apple - na MacOS.
Pytanie tylko, czy jest się gotowym na takie (przynajmniej z początku) mniejsze bądź większe poświęcenie.
A niby Windows 10 miał być ostatnim systemem od MS.
Jeśli będzie tak dalej, to przy zakupie następnego komputera(po zakończeniu cyklu życiowego Windowsa 10) będę musiał naprawdę poważnie rozważyć trwałe przejście na Linuksa.
To oczywiste, że wiąże się z tym zakup wyłącznie sprzętu kompatybilnego z tym systemem, oraz pogodzenie się z faktem że Linux to nie Windows.
Taka decyzja na pewno będzie wiązać się z pewnymi poświęceniami, ale niektórym Microsoft naprawdę może nie dać innego wyboru.... Windows 10 wieczny nie będzie.
Tym bardziej, że korporacja planuje, aby przyszłe domowe wersje Windowsa były wyłącznie w chmurze i subskrypcji, że o reklamach i szpiegowaniu nie wspomnę.
Ta... I dzięki Microsoft możemy w ogóle korzystać z komputerów, haha jasne.....
"Równie dobrze może ktoś mieć pretensie że do zakupionej gry box wymagana jest umowa z dostawcą prądu."
Głupie i nietrafione porównanie.
Każde urządzenie elektryczne wymaga prądu do działania - tak było zawsze i jest to zależność uzasadniona z technicznego i logicznego punktu widzenia, więc nie jest jakimś głupim, sztucznym ograniczeniem. Tak było, od zawsze, jest i będzie.
Natomiast typowe gry nigdy nie wymagały żadnego połączenie internetowego ani do instalacji z lokalnych plików instalacyjnych/backupu, ani do gry w trybie singleplayer czy też lokalnego multiplayera(hot-seat, splitscreen czy też przez LAN). Od początku mogły działać bez dostępu do internetu.
Poza tym energię elektryczną teoretycznie można sobie wytworzyć i zmagazynować samemu - bo przynajmniej jest taka możliwość techniczna. Internetu zaś nie wytworzysz - o kradzieży sygnału internetowego z wiadomych względów tu nie mówimy.
"Steam to dla mnie komfort - jestem z tych klientów którzy nie potrzebują żadnej innej platformy i faktycznie nie posiadam. Mam wszystko w jednym miejscu. Z żadną grą które używam nie mam problemów."
Dla mnie platforma cyfrowa to też komfort - dlatego właśnie używam GOG, choć zdarzyło mi się kupić gry bez DRMu z Humble.
Co prawda, na GOG też trzeba zalogować się, dokonać internetowej transakcji, po czym pobrać z biblioteki instalator offline, ale ostatecznie do tego nie trzeba mieć własnego internetu w swoim domu. Za to właśnie cenię gry i oprogramowanie DRM-Free, nie mające idiotycznego wymogu aktywacji online.
Też postawię na Nvidię, jeśli będzie miała najlepsze wsparcie dla systemów Linuksowych(jak miało to miejsce kiedyś przed laty). Obecnie jednak, moja następna karta graficzna, najprawdopodobniej będzie od "czerwonych".
Owszem, jest na Steam tryb offline, ale dotyczy to tylko gier, które zostały zainstalowane, a więc i aktywowane.
Nadal jednak trzeba aktywować online gry, nawet instalowane z kompletnych plików instalacyjnych(np. z płyty kupionej wersji pudełkowej, która wciąż wymaga konta steam). A to zdecydowanie nie dla kogoś, kto nie ma własnego internetu w domu.
Tak, słyszałem o grach na steam, które nie mają DRMu. Ale to sprawa podrzędna, traktowana po macoszemu, nawet nie wspierana przez zarząd steama.
To już na Humble Bundle jest z tym lepiej, bo tam gry DRM-Free przynajmniej są oznaczane.
Tak, to co opisujesz można nazwać plagą głupoty - wyzbywanie się swoich praw klienta/konsumenta dla "fajnych błyskotek".
Ale te zjawisko, choć bardzo powszechne, zdecydowanie nie jest normalne, a wręcz szkodliwe. I nie dotyczy to tylko gier.
Jak dla mnie takie podejście to nic innego, jak mentalność biblijnego Ezawa, który dla jednego posiłku sprzedał Jakubowi swoje prawo pierworodnego syna. Ew. Indian, którzy za skrzynkę szklanych paciorków i innych błyskotek, sprzedali ogromny obszar dzisiejszych Stanów Zjednoczonych(czy jakoś tak....).
A co począć w takiej sytuacji, pytasz? Jest jeden, jedyny sposób: Głosowanie portfelem!
Jakby znaczna większość osób przestała takie gry od takich wydawców kupować, to ci szybko by zmienili swoje podejście i postępowanie - zwłaszcza, że faktyczna ochrona przed piractwem takiego DRMu jest mierna i w miarę dobrze - jeśli już - wypada tylko przez pewien czas(do chwili jego złamania).
Ale 90-95% osób jak widać, totalnie nie dojrzało do takiej decyzji o możliwości wpływania na rynek jako klienci.
I dlatego jest właśnie tak, jak jest - tylko że np. ja nie mam najmniejszego zamiaru przykładać ręki(a raczej swoich pieniędzy) do tego patologicznego zjawiska.
No i oczywiście pozostało mi się w pełni zgodzić, co do ostatniego zdania w Twojej wypowiedzi. :)
Choć raczej nie ma z czego się tu śmiać.....
Ale ten internet, jaki by szybki nie był to i tak nie jest i prawdopodobnie nie będzie darmowy. Wciąż trzeba będzie zawierać umowy z dostawcami internetowymi i cyklicznie opłacać. A nie po to płacę za internet, aby móc korzystać z rzeczy, które na dobrą sprawę nigdy nie powinny go wymagać.
Sztuczne ograniczenia zawsze będą bezsensownym idiotyzmem i każda świadoma osoba dobrze o tym wie.
Kłótnie i wojenki Steam vs Epic vs inne serwisy/wydawcy stosujący DRM/wymóg aktywacji online, nie mają najmniejszego sensu, gdyż żaden z nich nie jest wart tego, aby kupować stamtąd cokolwiek - no chyba, że macie zagwarantowany darmowy internet, zawsze, wszędzie, w każdej sytuacji i do końca życia.
A te minusy to oni dostali od fanatyków, którzy zostali zamroczeni(choć to i tak delikatne określenie) na zasadzie powolnego gotowania żaby.
A prawda jest taka, że Steam i inne serwisy oparte na DRMie równo dymają swoich klientów, oczywiście (póki co) z wazeliną.
Mówi się, że nie kupujesz programu/gry, tylko licencję na jego używanie. Ale w takich wypożyczalniach jak Steam nawet tej licencji się nie kupuje, tylko wypożycza na czas nieokreślony(jak to ładnie się nazywa "subskrypcją") za cenę jej zakupu.
Czyli nawet ta licencja nie należy do klientów! A myślałem, że okres socjalno-komunistyczny się już dawno skończył.
Do tego dochodzi ta idiotyczna dyskryminacja legalnych użytkowników ze względu na posiadany w domu internet.
Też nigdy nie zrozumiem, jak można bronić takie serwisy i takich wydawców.
Deweloperzy deweloperami - ich sprawa, ich poglądy.
Natomiast ja nigdy nie będę uważał Steama za żaden "demokratyczny bastion". Steam to po prostu firma, która ma/chce zarabiać - podobnie jak Epic, a nawet GOG. Proste.
Ponadto, jako gracz/użytkownik i ew. klient, jestem i zawsze będę przeciwnikiem a wręcz wrogiem każdej sytuacji, gdzie do gry w single player trzeba mieć połączenie internetowe, jak i aktywacji online.
Dla mnie, jak i dla każdego świadomego użytkownika, połączenie internetowe uzasadnione jest tylko i wyłącznie do pobierania instalatorów gier/aktualizacji oraz opcjonalnego sieciowego trybu multiplayer. Tyle i tylko tyle.
I uważam też, że piractwo tak naprawdę bardzo zmalało nie dzięki DRMu i aktywacjom online, a po prostu dzięki korzyściom i wygodom oferowanym graczom przez platformy cyfrowe(wygodne, automatyczne aktualizacje, cały katalog gier w jednym miejscu, czy nawet te osiągnięcia).
Po prostu bardziej się obecnie opłaca kupować gry, niż szukać ich po torrentach czy stronach warezowych.
Dlatego kupowałem i będę kupował na GOGu. Z drugiej strony, gdyby nie DRM, aktywacje online i chore zasady użytkowania i subskrypcji pewnie sam uważałbym Steam za najlepszą platformę. Ale tak, to jest jak jest.
"Jakbyście chodzili do szkoły to nie tylko byście problemu z angielskim nie mieli ale też takich debilizmów byście nie pisali."
Debilizmem było/jest to, że obowiązkowym podstawowym językiem obcym w (większości) szkołach podstawowych(+ gimnazjach) oraz średnich był niemiecki i (o zgrozo!) ruski, a angielski był dodatkowym, opcjonalnym językiem.
Ok, rozumiem o co chodzi....
Ale dla mnie jak i dla wielu innych i tak to na pierwszy rzut oka będzie wyglądać na sytuację, w której olewa się Polskę na rzecz potencjalnie niebezpiecznego najeźdźcy.
A wiesz, dlaczego tak jest??
Po pierwsze - jeśli dana gra posiada tylko ogólne, podstawowe informacje, a czytanie i rozumienie tekstu jest tam czymś marginalnym i nie tak koniecznym(czyli tutaj większość gier indie), to brak polonizacji nie jest jakoś specjalnie dotkliwy - zresztą większość zna angielski w bardzo podstawowym zakresie na tyle, aby zrozumieć co oznaczają nazwy opcji, bądź krótkie sporadyczne informacje.
Brak polonizacji w napisach poważnym problemem staje się wtedy, gdy dana gra jest na tyle rozbudowana fabularnie i interaktywnie, że występuje tu dużo tekstów i dialogów, a ich czytanie z dokładnym zrozumieniem odbywa tu ogromną rolę w przebiegu rozgrywki i/lub wczuciu się w świat gry. Tu nawet znajomość angielskiego w bardzo podstawowym stopniu często nie wystarczy.
Po drugie - wcześniej piractwo na gry było znacznie większe, tak więc raczej mało który pirat byłby na tyle głupi, żeby przychodzić/kontaktować się do wydawcy, z pretensjami o brak polonizacji do gry, którą ukradł :)
Po trzecie - Ceny gier w Polsce, które dla Polaków były/są po prostu za droższe. Jeśli ktoś za coś płaci, to wymaga. Jeśli za coś musi płacić więcej, drożej(względem innych), to oczywistą rzeczą jest to, że wymaga więcej.
Jak już ktoś gdzieś napisał - nie chce im się pisać lokalizacji dla pewnych krajów, ale kasę to by chcieli brać od wszystkich.
"Przypomniał mnie się teraz DragonBall, ktory do nas trafił przez Francję. No cóż, stracił wiele na francuskim tłumaczeniu-cenzurowaniu"
I to bardzo wiele...!
Fajnie, że ktoś, prócz mnie to zauważył.
Ty chyba totalnie nie zrozumiałeś o co chodziło mi w ostatnim wpisie....
Chodzi o to, że jeśli z jednej strony wydawca/firma/ktokolwiek wygłasza rzekomą troskę o losy Ukrainy, potępia Rosję i popiera działania przeciwko niej, zaś z drugiej strony jednocześnie sam wspiera ten kraj(choćby poprzez lokalizację) to w takim przypadku jest nikim innym, jak hipokrytą.
Nie wiem, czemu tutaj nie rozumiesz.....
Ok, może nie jest to ani problem, ani nic haniebnego, póki dana firma nie udaje rzekomej troski nt. obecnej sytuacji w Ukrainie i nie popiera rzekomo sankcji wobec Rosji - bo wtedy taka firma staje się hipokrytą i niegodna zaufania.
"Mali i średni twórcy, żeby ciąć koszty, często rezygnują nawet z wydania gry w ojczystym języku, pozostając tylko przy globalnie rozpowszechnionym angielskim albo kilku najbardziej popularnych językach, jak hiszpański, portugalski, czy francuski."
... albo rosyjski.
Ja już jeszcze od siebie dodam, że Microsoft powinien płacić wszystkim swoim legalnym użytkownikom/klientom za to, że przez tyle czasu byli i są beta-testerami Windowsa 10 i 11
Dokładnie.
Ponadto na taki napiwek, jak już to zasługują także twórca/twórcy naprawdę dobrych i przydatnych programów open source.
Za wg. mnie to nie zasługują twórcy gier, którzy nie udostępnili ich w wersji bez DRMu i którzy nie traktują wszystkich klientów wszystkich sklepów/platform cyfrowych równo.
Np. twórca The Binding of Isaac nie zasłużyłby, za to co właśnie zrobił... a raczej nie zrobił na GOGu. Podobnie Klei, za nie udostępnienie ważnego ostatniego patcha do DS.
Tak jako ciekawostka - ta gra została napisane w Lua i opiera się na opensource'owym silniku/frameworku Love2D.
"A jeszcze należy wspomnieć o wielu stronach abandonware, które udostępniają gry mające status abandonware. Można pobierać tylko gry, których nie można nigdzie legalnie zakupić, to są gry, które zostały porzucone i można bez problemu ich pobrać."
No niestety, nie można legalnie ich pobierać i z nich korzystać. Nawet porzucone oprogramowanie i gry, są chronione prawami autorskimi i pokrewnymi, aż (o zgrozo!) przez 70 lat, nim przejdą do domeny publicznej!
Dlatego ja od dawna uważam, że oprogramowanie powinno być prawnie chronione przez 20 lat, z możliwością przedłużania takiej ochrony o kolejne 10, a chcący je przedłużyć właściciel praw autorskich powinien mieć obowiązek zrobić to przed terminem.
"Torrent to zawsze ryzyko, mniejsze, wieksze, skopiowanie legalnej instalki w zaden sposob nie niesie za soba ryzyka."
Akurat mało kto na to patrzy - większość takich martwi się tylko tym, aby ta gra działała.
Z drugiej strony nie ma już gwarancji na to, że taka instalka z GOGa, która jest na torrentach, nie będzie skażona jakimś wirusem.
Najbezpieczniejszą opcją, jest osobiste pobranie jej z własnej biblioteki.
"Do co opisalem robią ludzie przekonani, ze robia to legalnie."
To, że kupionego oprogramowania się nie rozpowszechnia to już powinno być wiadome od szkoły podstawowej. Z drugiej strony, tacy też nie będą czytać warunków użytkowania także ze Steama oraz innych platform.
"Gog to nie kupienie pudelka z grą ktore mozesz pozyczyc koledze, taka plyta z gra zawsze byla ograniczona fizycznie, instalka nie jest, mozesz kliknac "kopiuj" i zrobic tylko kopii ile ludzi na Ziemii bez mrugniecia okiem "
To chyba nie słyszałeś o kopiowaniu płyt, crackach/key-generatorach, robieniu obrazów ISO? Obrazy płyt też były/są rozpowszechniane przez torrenty.
Przecież dawniej temu piractwo też kwitło. Różnica była tylko taka, że ktoś musiał sobie kupić czystą płytę CD/DVD.
"Gdyby steam nie posiadal drm liczba tam zakupionych gier drastycznie by spadla."
Nie - gdyby steam nie posiadał DRM, to wielu świadomych użytkowników by na nim kupowało te gry - w tym i ja.
A pirat, jeśli nie będzie mógł dostać "darmowego" instalatora GOGa to prędzej poszuka na torrentach scrackowanych wersji, niż kupi.
Tak samo zrobi to każdy sfrustrowany użytkownik, który NIE POSIADA WŁASNEGO INTERNETU w domu, a więc nie będzie mógł zainstalować legalnej steamowej wersji gry, nawet mając kompletne pliki instalacyjne(aktywacja online).
Tak, jak zrobili to niegdyś wkurzeni gracze, którzy kupili Assadin Creed, a nie mogli w niego grać, bo serwery drm Ubisoftu nie wyrabiały.
"Tak jak pisalem, drm jest potrzebny, szczegolnie teraz gdy gry nie są limitowane poprzez (cale szczescie) dystrybucje. Dzieki czemu w dzien premiery dowolnej gry moge ja kupic bez martwienia sie ze zabraknie dla mnie, juz nie wspominajac o marnowaniu czasu na staniu w kolejce."
Właśnie dlatego DRM jest niepotrzebny - dzięki temu mam pewność, że będę mógł spokojnie i bez problemów zainstalować u siebie daną grę i grać w nią do woli, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie będę miał u siebie internetu.
Dlatego dystrybucje cyfrowe, jak najbardziej, ale bez tego sytu, jakim jest drm.
Za jakiekolwiek oprogramowanie z drmem, które wymaga połączenia internetowego/aktywacji online nie zapłaciłem i nie zapłacę ani złamanego grosza.
Ja nie po to płacę za internet, aby mieć możliwość instalacji i grania w singleplayerowe gry, za które oddzielnie zapłaciłem.
A co do legalnego posiadania, to radziłbym zapytać kogokolwiek ze znajomych, którzy posiadają instalatory GOGa, czy mają też dowody zakupu: zapisane strony internetowe z historii zakupu, zapisane e-maile itp.
Każdy ogarnięty, powinien je zbierać i magazynować u siebie.
Jasne, bo nikt nie pobiera z torrentów scrackowanych steamowych wersji.
Gdzie tu widzisz sens DRMu, podczas gdy scrackowane wersje są dostępne na warezach?
Dokładnie.
Ludzie kupują w ciemno pre-ordery, kupują niedokończone gry, kupują z każdym wszelkim DRMem od psującego granie DENOVO aż po idiotyczne wymogi aktywacji online, kupują gry z mikropłatnościami(nawet w single player), w ogóle zamiast kupować, to zgadzają się na "subskrypcje" itp.....
To jak ma być inaczej na rynku gier(zresztą nie tylko gier)?