Pisząc jakiś czas temu nasz konsolowy FAQ poświęcony Wii, wymieniłem Resident Evil Chronicles jako jeden z nadchodzących tytułów, na który należy ustawić radary.
Krzysztof Gonciarz
Aj. Pisząc jakiś czas temu nasz konsolowy FAQ poświęcony Wii, wymieniłem Resident Evil Chronicles jako jeden z nadchodzących tytułów, na który należy ustawić radary. Tymczasem kilka minut rozgrywki wystarczyło, bym na tytuł noszący tak szacowne barwy zaczął patrzeć z przymrużeniem oka.
Gra kontynuuje tradycję sub-serii o nazwie Survivor – jest więc shooterem opartym o „celowniczek”, którym sterujemy za pomocą Wiilota. Podobnie jak w RE4, broń przeładowujemy przez szybki wymach kontrolerem w pionie. Przyciski na Nunchuku służą za to do zmiany broni.

Brakuje tu głębi, której należałoby przecież oczekiwać po Residencie. Poziom, na który wrzucono mnie w ramach prezentacji, umieszczony był w słynnej posiadłości z pierwszej części sagi. Co od razu rzuciło mi się w oczy, rozgrywka została straszliwie uproszczona. Brakuje jakiegokolwiek elementu, który odróżniłby ten tytuł od gier na pistolet sprzed, powiedzmy, dziesięciu lat (Crime Patrol, hehe!). Celujemy, strzelamy, przesuwamy się po sznurku dalej. Capcom stać na więcej.

Sztywniacki gameplay to jedno, ale naprawdę rażąca zdała mi się dopiero oprawa graficzna. Te proste modele, brzydkie tekstury, jej... Oby się nie spieszyli z premierą, bo nie jest ciekawie.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Gracze