Pomysł fajny, tylko mało który pracodawca w Polsce pozwala na taką elastyczność, nawet jeśli wiązałoby się to z proporcjonalną redukcją pensji. Pracując w zachodnim korpo pracowałem z ludźmi z UK czy nawet US, z których wielu pracowało na niepełny etat, zwykle 3-4 dni w tygodniu. Najczęściej byli to ludzie w wieku bliskim emerytalnego lub kobiety, które wolały częściowo zajmować się dziećmi. Tam pracodawcy jakoś pracownikom na to pozwalali. W Polsce nie znam osobiście nikogo komu pracodawca pozwoliłby na mniej niż 40h tygodniowo.
Jedną opcją jaką dopuszczała firma w US była praca w systemie 9h dniówki z co drugim piątkiem wolnym. W Polsce jednak gen januszerki wygrywa z polityką firmy i tego systemu nie dopuszczono.
Sam gdybym mógł pracować 4 dni za 80% swojej pensji prawdopodobnie bardzo poważnie bym to rozważył, jak nie teraz, to na pewno za parę lat.
Ludzie tak narzekają na tego Czarnka, a on jest tak prostacko swojski dla wielu wyborców, jak kiedyś Szydło. Do tego jest przykładem życiowego sukcesu dla wyborców PiS. Pochodzący właściwie z rodziny robotniczej, z życiowymi dramatami w dzieciństwie (wczesna utrata rodziców), robił karierę naukową do poziomu doktora habilitowanego. Nie ważne, że pewnie na koneksjach wujka wykładowcy, w ramach chowu wsobnego KUL i możliwe, że na podstawie splagiatowanej pracy - to są detale które wyborcy PiS wręcz szanują jako przykład życiowej zaradności. Moim zdaniem jeszcze ludzie się zdziwią jaki sukces odniesie Czarnek. Tym bardziej, że ławka w PiS jest krótka, a poza nim nikt nie byłby dobrym gwarantem udanej koalicji z Konfederacją.
Meta niekoniecznie sobie radzi nieźle w AI. Oni nadal głównie ciągną kasę z reklam, manipulowania ludźmi i proliferacji skamów. Dla nich AI to kolejna próba, po Metawersie i paru innych, pozostania "istotnym" na rynku, aby nie zmienić się w IBM czy Intela naszych czasów, dla której najbardziej świetlana przyszłość to po prostu trwać.
A że gość inwestuje grubą kasę w posiadłość to nic dziwnego. Powyżej pewnego poziomu prywatnego majątku właściwie nie ma na co już wydawać kasy, można co najwyżej kupić większą posiadłość czy jacht. Może leczy tym jakieś swoje kompleksy?
Bunkry to inna historia i zgoda, że to tylko przedłużenie życia o 10-20 lat max w przypadku apokalipsy, ale chyba lepiej mieć te 10-20 lat niż ich nie mieć? Poza tym, ja nie podejrzewam, że tu chodzi o ochronę przed konfliktem nuklearnym. Raczej przez ewentualnymi niepokojami społecznymi we własnym kraju.
Oczywiście nikt poza sprzedawczykiem Mazurkiem nie chciał tego nawet firmować swoim nazwiskiem?
Impotencja KO jest porażająca. Nawet nie potrafią wygrać procesu z Roszkowskim o HiT:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wyrok-ws-HiT-Minister-Nowacka-musi-przeprosic-prof-Roszkowskiego-9094376.html
Minister edukacji Barbara Nowacka musi przeprosić za swoje słowa o „kłamstwach zawartych na każdej stronie podręcznika Historia i Teraźniejszość” - zdecydował w piątek Sąd Okręgowy w Warszawie.
Ja się już gubię w tej narracji Nawrockiego i NBP. Skąd ma być te 200 mld zł na 0%? Ze sprzedaży złota i walut stanowiących zabezpieczenie stabilności złotówki, czy z emisji obligacji, które potem skupi NBP (czyt. kolejnego dodruku, jak w czasach Covida, który spowodował +50% skumulowaną inflację w ciągu 3-4 lat?). Czy ktoś mi to wytłumaczy?
Pomijając fakt, że my mamy "prezydenta", który składa kondolencje krajowi agresorowi, ambasador tego kraju to porażka do kwadratu. Nie tak dawno spotykła się z szeregowym posłem Kaczyńskim.
Najśmieszniejsze jest to, że PiS nadal nie widzi, że ta uległość wobec Ameryki wychodzi im bokiem i tracą przez to w sondażach.
Przecież PiS nie robiłby nic tylko kupował z USA, najlepiej z dostawą za 20 lat, bez offsetu i możliwością blokady sprzętu przez sprzedawcę.
Jakiś czas temu napisałem, że nowa szefowa nie została szefową drugiej co do wielkości partii w koalicji rządzącej, a po prostu syndykiem masy upadłościowej. To było do przewidzenia i nie oznacza, że miałem jakieś zdolności profetyczne.
Oni, podobnie jak Braun i podobni ludzie, to są tak skrajne indywidualności, że zawsze wyszarpią te min. kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy szurskich głosów, aby dostać się do sejmu.
Problem z PiS jest taki, że oni na siebie dziś nie mają pomysłu poza byciem "anty PO", czyli paradoksalnie powielają scenariusz PO, które nie miało na siebie pomysłu poza byciem "anty PiSem" (nadal nie mają). Moim zdaniem to początek zmierzchu obu tych partii.
Prędzej czy póżniej wyrośnie im konkurencja, której nie będą mogli łatwo zwassalizować. Dla PiS jest to Konfa. PO jeszcze takiego konkurenta nie ma, ale moim zdaniem po kolejnych (moim zdaniem przegranych przez PO) wyborach mogą mieć.
Jeśli chodzi o Konfę, to może być ich czas, ale sporo będzie zależało od tego co zrobią i jak ustawią narrację po wejściu do koalicji rządzącej. Połączenie haseł nacjonalistycznych z gospodarczymi, głównie wolnościowymi, brzmi super, dopóki nie trzeba rządzić z partią o odmiennych poglądach i dopóki nie trzeba tych haseł wdrażać w życie. Jak pogodzą antyimigrancki nacjonalizm z tym, że dziś wiele biznesów bez imigrantów nie mogłoby funkcjonować?
Krzysio jakoś tak nie był bitny krytykować instytucji państwowych jak PiS rządził. Wtedy to wszystko rozmydlał. Skończyły się rubelki ze sponsoringu od SSP i nagle stał się obrońcą prawdy...
Wszystko zależy od właściciela niestety, a nawet jak głupi właściciele są w mniejszości to są w tej bardziej widocznej.
Ja znam inny przykład. Mieszkam w bloku z wewnętrznym, ogrodzonym podwórkiem, na którym jest plac zabaw dla dzieci (nieogrodzony, dzieci najczęściej bawią się na całym podwórku), wokół którego jest trawa i trochę różnych kwiatów oraz krzewów. Wyjście za bramę podwórka to 30s i zaraz za tą bramą, po drugiej stronie chodnika, jest duży trawnik. Jednak nadal bardzo wielu właścicieli psów wyprowadza je i pozwala im się załatwiać na wewnętrznym podwórku, zamiast wyjść za bramę na trawnik.
W zimie, jak jest śnieg, dopiero to widać. Zaszczana większość śniegu wokół ścieżek na podwórku. O leżących kupach nawet nie wspominam. Przynajmniej w lecie to bydło chociaż po swoim psiecku posprząta. W zimie już jak widać się nie chce...
Ja miałem okazję osobiście pracować z Amerykaniami, ale również Brytyjczykami, Francuzami, Niemcami oraz przedstawicielami kilku innych krajów. O ile od Niemców i Francuzów nigdy nie czułem, że patrzą na mnie "z góry", współpraca zawsze miała partnerski charakter, od Brytyjczyków (tych rodowitych, nie imigrantów, bo z imigrantami problemów nigdy nie było) zajeżdżało lekkim elitaryzmem i uznawaniem się za lepszych, to właśnie najgorsi byli Amerykanie. Oni twarzą w twarz udają otwartość i jacy to oni nie są mili, ale ostatecznie nas Polaków w pracy traktowali jak zbieraczy bawełny na plantacji. Zawsze liczył się tylko ich interes. Nie sądzę, żeby na poziomie wysokiej polityki było dużo lepiej.
Pomarańczowy widzi większe możliwości zrobienia kasy w Rosji nież w Polsce - wiec Polska zawsze u niego bedzie w przegranej sytuacji.
Ale skoro PiS-Polska (z Betyrem włącznie) już pokazała, że zrobi dla niego wszystko tak czy inaczej, to o co ma u nas zabiegać? My nawet jak przegramy to i tak na koniec będziemy Ameryce lizać tyłek.
Przyszłością jest automatyzacja procesów, gdzie nie będzie trzeba w pracy wprowadzać wielu danych, bo one same z jednej bazy będą przekazywane do drugiej. Do tego już dziś nie potrzeba AI, wystarczą bardziej skomplikowane algorymy "if... then ..." a w bardziej skomplikowanych przypadkach wymagających klasyfikacji danych - sieci neuronowe.
W wielu korporacjach wiele procesów można było zautomatyzować już dawno, tylko nadal w krótkim terminie łatwiej je ogarnąć tanimi pracownikami, plus w większości korpo, wbrew pozorom, kuleje standardyzacja. Bywa, że różne zespoły te same procesy realizują w różny sposób.
Sporo automatyzacji, aby zostać skutecznie wdrożonym, musi być opracowane na poziomie zespołu realizującego dany proces, a bardzo często dany zespół wcale nie ma interesu w automatyzacji swojej pracy, bo owoce zwiększonej efektywności przejmie korpo, a nie oni.
Jeszcze ciekawiej wygląda to w konsultingowych korpo billujących na klientów roboczogodziny swoich pracowników. Tam wręcz tworzy się lipne zadania, żeby było więcej dupo-godzin do zafakturowania.
Przecież PiSowcy już nawet się nie kryją z tym któremu krajowi służą (i nie jest to Polska).
Nie znam partii, która z poziomu poparcia >10% spadłaby do ok. 2% i znów się z tego podniosła ponad próg wyborczy. Ta partia dogorywa i po 2027 r. prawdopodobnie nawet nie osiągnie progu dotacyjnego, czyli zostaną bez kasy. Pełczyńska nie została szefową jednej z najważniejszych partii tworzących koalicję rządzącą. Ona została syndykiem masy upadłościowej.
W takich sytuacjach zawsze mnie zastanawia czy politycy są naprawdę tak zamknięci w swojej bańce, oderwani od rzeczywistości, że nie widzą tego co dla zwykłego zjadacza chleba z dystansu jest oczywiste. Ta partia zostanie albo wchłonięta przez PO, albo lepszym wyjściem dla jej członków jest szybka ewakuacja. Co mądrzejsi już powinni myśleć o starcie nowego projektu politycznego.
Mnie nie dziwi ani Razem, ani Konfa-bis, z powodów opisanych wyżej. Nastroje społeczne nadal są i pozostaną jeszcze przez kilka lat raczej pro-prawicowe. Jak w kraju gdzie jest ok. 10% antyszczepionkowców partia szurów miałaby być poniżej progu?
Trochę dziwią słabe wyniki PiS i Konfy-prime. Chyba nie mają na siebie obecne pomysłu. PiS po sukcesie Nawrockiego wydawał się na fali wznoszącej, ale impotencja Kaczora szybko dała o sobie znać. Poza czołobitnych pokłonów przed pomarańczowym carem w zasadzie PiS nie oferuje nic poza byciem anty-PO. Czy to wystarczy do przejęcia władzy? Może tak, ale tylko w koalicji. Brauna podobno Amerykanie nie chcą i nawet sam ambasador USA spotykał się w tej sprawie z Kaczorem w celu przekazania mu wytycznych co ma robić.
Ciekawie wygląda tu rola Konfy bosko-memcenowskiej. Właściwie z PiSem mają zawieszenie broni. Nie podnoszą tematu "suwerenności", akceptując zwierzchnictwo USA nad Polską. Ale też nie idą w skrajne hasła jak Braun. Trochę też chyba nie mogą sie zdefiniować pod najbliższe wybory. Pewnie skończą idąc z hasłami wolnościowymi w kontekście gospodarczym, widząc nadal niszę w elektoracie właścicieli JDG i MŚP oraz elektoratu 18-25 lat.
Kupowałem na Amazonie pięć razy. Dwa razy książki, trzy raz elektronikę/AGD. 2/5 zakupów było nawet ok, ale 3/5 zakupów to było tragiczne podejście do klienta, na tyle, że wolę do nich nie wracać.
Ostatni zakup nawet nie poszedł źle - słuchawki, tylko jakieś 15% drożej niż na Allegro (miałem kartę na Amazona więc wolałem kupić u nich choć było drożej). Przesyłka opóźniona dwa razy i spóźniona tylko 6 dni w stosunku do planowanego terminu dostawy. Poza ty nawet ok.
Dwa najgorsze zakupy to były książki, od których niby ten serwis zaczynał i przy sprzedaży których podobno Bezos podkreślał wagę zadowolenia klienta.
Wyglądało to tak, że kupowałem książkę, ale na stronie zakupu (w apce) nie było (albo było tak umiejscowione, żeby nie rzucało się w oczy) informacji o przewidywanym terminie dostawy lub aktualnej niedostępności produktu. Dopiero po zakupie dostawałem informację, że termin dostawy będzie... za pół roku. Nawet jeśli kupowałem 3 książki, z czego teoretycznie tylko 1 była jednak niedostępna, nie wysyłali 2 pozostałych. Jak chciałem o to poprosić to przez czatbota nie mogłem się przebić do żywego człowieka. Musiałem zakup po prostu anulować... i tak dwa razy w różnych terminach przy różnych książkach.
Najlepsze jest to opowiadanie jaki to Amazon nie jest innowacyjny, itp. W zasadzie to już jest IBM dzisiejszych czasów. Klienta mają gdzieś, a poziom usług to dno.
Aż ciekawe jak Adrian sobie wyżebrał robotę, ale też ciekawe jak media o tym piszą. To "Visiting Fellow" to może być jak "Visiting Lecturer" na uczelni, czyli ktoś afiliowany w ten sposób, kto nie dostaje za to wynagrodzenia, a pojawi się może dwa razy w roku z jakąś wizytą.
Jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych think tanków na świecie, Heritage Foundation, oficjalnie ogłosił, że polski prezydent dołączy do ich grona jako "Visiting Fellow". To prestiżowe wyróżnienie stawia go w samym centrum waszyngtońskiej debaty o bezpieczeństwie.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Andrzej-Duda-z-nowa-posada-Byly-prezydent-dolacza-do-think-tanku-w-USA-9074769.html
Też jestem pod wrażeniem tematów, którymi ma się tam dzielić:
Były prezydent ma skupić się na kilku kluczowych obszarach.
Bezpieczeństwo energetyczne: wykorzystanie doświadczeń z budowy niezależności energetycznej Polski i regionu Trójmorza.
Wschodnia flanka NATO: doradztwo w zakresie wzmacniania obecności wojskowej USA w Europie Środkowo-Wschodniej.
Relacje z USA: budowanie mostów między Warszawą a przyszłymi administracjami w Waszyngtonie, co jest kluczowe w obliczu trwającej wojny na Ukrainie.
Gość, który nie ma pojęcia o energetyce, którego koncept międzymorza w ogóle się nie przyjął i nikogo nie obchodził. No i jeszcze więcej lizania rowa USA i pomarańczowemu.
PiS dostało ultimatum od ambasady USA. Chodzi o związki z Grzegorzem Braunem:
https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32555812,tvn24-pis-dostalo-ultimatum-od-ambasady-usa-chodzi-o-zwiazki.html
Jarosław Kaczyński spotkał się z ambasadorem USA w Polsce Thomasem Rosem w połowie grudnia ubiegłego roku. "Cieszę się, że miałem okazję spotkać się i porozmawiać z panem ambasadorem Tomem Rosem. Mówiliśmy o wielu sprawach: relacjach między naszymi krajami, bezpieczeństwie Polski i regionu, wadze prowadzenia podmiotowej polityki i roli Polski w świecie, ale także o historii oraz o bieżącej sytuacji politycznej.
Trochę mnie dziwi, że opcja targowicka (PiS) dostała od pomarańczowej carycy zakaz bratania się z Braunem. Ale bardziej mnie śmieszy, że USA już się nie kryje, że ma nas za swoją neokolonię, a PiS już nie udaje, że chodzi o jakąś suwerenność, tylko liżą pomarańczowego rowa byle to oni mogli zarządzać kolonią.
Z jednej strony szansa na ukręcenie patologii ale, aby utrzymać lekarzy w państwowych ośrodkach trzeba będzie sypnąć sporo z wora.
Niekoniecznie. Lekarz, który wybierze prywatną praktykę praktycznie odpuszcza robienie dalszej kariery i koncentruje się na zarabianiu kasy. Szczególnie ciekawe co zrobią starsi lekarze, a tym bardziej "profesorowie", często siedzący w przyuczelnianych szpitalach. Dla nich wybór prywaty to często będzie koniec kariery naukowej i właściwie zawodowej. Ścieżka prywatna to też odpuszczenie doświadczenia w realizacji najbardziej skomplikowanych zabiegów. Prywatne placówki praktycznie nie leczą poważniejszych chorób. Paradoksalnie może to poprawić sytuację młodych lekarzy, bo starzy zwolnią stołki idąc za kasą.
Nie widzę wariantu w którym by wyszli ze swojej bańki. Wyjeżdżają samochodami z podziemnych parkingów, jadą do pracy parkując na firmowym parkingu. Wieczorem do domciu. ;)
W wielu przypadkach dokładnie tak jest. Zarówno wśród polityków, jak i wielu wyborców.
Kto nie ufa swojemu lekarzowi będzie teraz miał możliwość podzielić się historią swojej choroby z Chatem GPT:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wyboista-droga-AI-do-szpitali-Od-blednych-wynikow-watrobowych-po-pozwy-sadowe-9068403.html
Albo managerowie wyższego szczebla są oderwani od rzeczywistości, albo po prostu umieją kłamać z pełną powagą:
1. Już w 2023 r. zapowiadano nam rewolucję AI, że w ciągu 2-3 lat AI zrewolucjonizuje wszystkie dziedziny biznesu. Jest 2026 r. i choć większość ludzi których znam przynajmniej spróbowała AI, w realnej pracy używa go może 10-20% i to głównie jako ulepszonej wyszukiwarki, bo google cierpi na zbyt zaawansowane enshitification, żeby był sens z niego korzystać.
2. Jeśli nie zostanie wykorzystana do „zrobienia czegoś pożytecznego, co wpłynie na sytuację ludzi, społeczności, krajów i branż” - Nawet jeśli bajki o 10x większej produktywności dzięki AI byłyby choć częściowo prawdą (większość firm wdrażających AI nie odczuło poprawy produktywności) to benefity (zyski) poszłyby do Techno-oligarchów.
3. Zaznaczył również, że obecnie każda firma chce stosować chatboty czy algorytmy, co wynika z wymogów „nowoczesnej gospodarki”. - Nie, bo dla nich "każda firma" to firma notowana w indeksie SP500, inne się nie liczą, a większość czatbotów nie ma. Te firmy, które mają to głównie z uwagi na owczy pęd, skoro konkurencja ma to dlaczego my jeszcze nie mamy? To jest typowe myślenie CEO tych firm. Tak samo było z RTO, a wcześniej z zatrudnianiem ludzi, żeby pokazywać iluzję wzrostu firmy.
4. W USA mieszkańcy sprzeciwiają się ich budowie, bo nie przynosi ona korzyści lokalnym społecznościom. - Niedawno się tym interesowałem. Podobno rzeczywiście brak jest realnych zysków dla społeczności. Jedyne miejsca pracy jakie się tworzy to na okres budowy, a i to głównie dla specjalistów relokowanych z innych regionów (np. elektryków, budowlańców, itp.).
5. Dodatkowo możemy wskazać kolejne problemy, takie jak zalewanie sieci tzw. AI slopem oraz rosnące ceny sprzętu komputerowego, który jest wykupywany na potęgę do budowania centrów danych. - Właściwie jedyną opcją realizacji mokrych snów Techno-oligarchów, czyli że wszystko będzie działo się w sieci, w tych centrach danych, to sprawienie, że normalne komputery będą poza zasięgiem przeciętnego człowieka. Ostatnio Bezos takie banialuki opowiadał o tym, że nie będziemy potrzebować normalnych komputerów.
Częścią problemu jest to, że sporo Techno-oligarchów i ich najemnych pracowników (jak CEO Microsoftu) to technologiczni "boomerzy". Większość tych firm to nie są firmy innowacyjne, generujące rewolucyjne zmiany. Najlepszy przykład to Meta która przepala dziesiątki miliardów dolarów miotając się od pomysłu do pomysłu, bo nie ma na siebie wizji, a nie chce spaść do pozycji IBM czy Intela, jako spółka technologiczna, która "kiedyś" była istotna, ale już nie jest.
Cenę ustala rynek. Problem w tym, że co jakiś czas na każdym rynku pojawiają się nieefektywności "niewidzialnej ręki wolnego rynku" związanej z inercją lub różnymi blokadami (np. regulacyjnymi). Te nieefektywności sprawiają, że są sytuację w których na jakiś czas ceny danego towaru albo zbyt szybko rosną albo zbyt szybko spadają (wobec długookresowego trendu).
Tylko o ile spadki producenci są w stanie szybko kompensować (np. spowalniając produkcję i redukując podaż, jeśli nie ma ryzyka, że na rynek szybko wskoczy nowy producent, który zająłby ich miejsce), wzrosty już nie tak łatwo, tym bardziej że często producenci nie mają interesu w zwiększaniu produkcji jeśli na rynku nie ma dużej konkurencji a można sobie podbić marże.
Wzrosty cen dysków już pojawiały się w historii, np. gdy lokalizacje fabryk w Azji nawiedzały tajfuny i inne zdarzenia zaburzające dostawy. Tutaj pojawił się nadzwyczajny popyt ze strony centrów danych pod AI, których, szczególnie w US, buduje się na potęgę. Ale to max 2-4 lata popytu. Albo bańka AI pęknie i nawet szybciej. Gdy popyt przemysłowy spadnie, producenci grzecznie wrócą do sprzedawania konsumentom.
Zapytałem AI o historyczne ceny:
"Prices fell from around $1.50–$1.90 per GB in 2004 to under $0.75 per GB by late 2005, reflecting rapid density improvements. From 2009 to 2022, Backblaze data shows an average drop from $0.114 per GB to $0.014 per GB, equating to roughly 0.5% monthly or about 5.5–6% annual declines on average. Overall, storage costs have plummeted exponentially since the 1950s, driven by areal density gains akin to Moore's Law. (...)
A surge hit in late 2025, with average HDD price increases of 46% over four months (Sep–Dec), pushing ASP to ~$170 by year-end—higher than 1998 levels due to AI/data center demand. Current street prices exceed $0.02 per GB for many new drives, up from 2022 lows."
Ceny poszły zauważalnie w górę r/r, ale też były względnie niskie dotychczas. Nie wiem czy zauważyliście, ale jak w ostatnich 5-6 latach wiele rzeczy (mieszkania, samochody, żywność) poszło w górę +100%, ceny elektroniki aż o tyle nie skoczyły.
Kto pracował w korpo to wie, że jest jeszcze gorzej. Korpo z dłuższym stażem to zwykle management oderwany od "produktu", patrzący wyłącznie na wycenę akcji decydującą o ich bonusie lub wylocie z roboty. Zwykle w takich korpo wszystkim od góry aż po management niższego szczebla zależy tylko na własnych prywatnych interesikach, tu i teraz. Na produkcie może zależeć ludziom na dole, tym co robią realną robotę, a nie pilnują harmonogramów czy KPI. Tylko oni właściwie nic nie mogą i na nic nie mają wpływu.
Jak widzę mordę Mazurka to już wiem, że nie warto klikać. Jakoś majątków PiSowców nadal nie rusza.
A problem z wpisywaniem majątków do oświadczeń mają przedstawiciele prawie każdej partii. Nie będę ich bronił oczywiście. Problem w tym, że dziś realnie nikt nie ponosi konsekwencji za kłamstwa w tych oświadczeniach. Przy powszechnym przepisywaniu majątków na rodzinę, praktykowanym zarówno przez lewą i prawą część sceny politycznej, to w ogóle nie ma sensu. Mnie dziwi, że ten gość się nie tłumaczył, że to nie jego, a partnerki/partnera.
Podstawowym problemem z AI jest właściwie wciskanie nam tego na siłę. Firmy pokroju Microsoftu przeinwestowały w AI i teraz nie mogąc racjonalnie uzasadnić swoim inwestorom poniesionych strat muszą Copilota wcisnąć wszędzie, aby każda ich płatna usługa była z nim powiązana, dzięki czemu mogą udawać, że to Copilot przynosi zyski. Mnie tylko ciekawi co będzie jak skończą tą niezliczoną liczbę centrów danych pod AI i się okaże, że nie ma wystarczającego zapotrzebowania.
Budżetu nie oceniam jako całości, bo się nie znam na tyle, ale:
- Wydatki na służbę zdowia - na pewno za małe, ale bez zmian systemowych większe nie miałyby sensu.
- Wydatki na kulturę i sport - jak ciąć to tutaj.
- Wydatki na naukę - podobnie jak zdrowie, bez zmian systemowych, większe nie mają sensu.
- Wydatki na szkolnictwo - tu powinni sypnąć kasą, ale też system poprawić.
- Wydatki na obronność - dziś wyjąłem ze skrzynki "Poradnik bezpieczeństwa" - fajnie wizualnie zaprojektowany, ale jak na to idzie 200 mld zł rocznie to ja pierd... pewnie jakaś agencja marketingowa przytuliła trochę milionów za projekt.
Prawdziwe AI właściwie nadal nie istnieje. LLMy to nie AI, po prostu ideę "AI" się lepiej sprzedaje inwestorom, dlatego wszyscy CEO firm technologicznych próbują nam tą nazwę wciskać. Ale modele bazujące na ANN i podobne technologie znane są chyba od co najmniej 30 lat. Po prostu wyszły z uczelni i back-endu firm i rzucono je do użytku dla mas.
A produktywność w latach 2022-2025 widzi każdy kto pracuje w korpo wciskającym swoim pracownikom LLMy. Wzrostu nie ma i nie będzie.
Po prostu kraje UE były na tyle głupie, że pozwalały sprzedawać Chińczykom większość firm, w tym tych, które może nie są strategiczne, ale istotne dla łańcuchów dostaw. Mentalność "lean" i "just in time" w biznesie i produkcji doprowadziła do zwiększenia Europejskiej ekspozycji na negatywne wplywy Chin i wrażliwości na różne zawirowania gospodarczo-polityczne. Głupotą było przede wszystkim otwarcie się na chiński biznes i inwestorów, otwarcie dla nich rynku, gdy oni tego samego nie zrobili w zamian w takim samym stopniu i przy zagwarantowania praw europejskich inwestorów.
USA popełniło sporą część z tych głupot, ale nie w aż takim stopniu, a do tego w porę się zorientowali, że byli głupi.
A Chiny nie tylko nie wprowadziły ubóstwa, ale właśnie dźwignęły z niego cały kraj.
Nie chce stanwiać definitywnych tez, ale według mnie poprawa życia w topowych miastach to nie wyprowadzenie z ubóstwa. Z tego co ja oglądałem na kanałach YT obcokrajowców w Chinach, którzy pojechali dalej na prowincję, tam dalej jest bida aż piszczy.
W Chinach nie ma powszechnej darmowej opieki medycznej. To jest jedno z propagandowych kłamstw.
Chyba też systemu emerytalnego nie mają. W USA przynajmniej jest jego jakaś namiastka. W momencie jak się skończy demograficzny bonus z którego jeszcze Chiny korzystają to dopiero tam się zaczną problemy. Tym bardziej, że bańka na nieruchomościach skasuje sporą część odłożonego majątku.
co nie zmienia faktu ze np, srednie IQ jest najwyzsze wlasnie w azji, kult nauki/wiedzy jest najwiekszy w azji
Zgoda, tylko Azja to nie same Chiny. Po drugie, wielu tych ludzi z wysokim AI i kultem nauki emigruje i idzie na zachodnie uczelnie, po czym rozpoczyna pracę w zachodnich korporacjach. Chiny właściwie mają marginalną imigrację, więc nie przyciągają talentów ze świata, mogą jedynie bazować na puli talentów swojej starzejącej się populacji.
a chinczycy w chwili obecnej patentuja najwiecej rozwiazan technologicznych na swiecie
Patent =/= innowacja
Podobnie Chińczycy przodują w produkcji artykułów naukowych w czasopismach uznanych wydawnictw. Problem w tym, że większość tych artykułów jest pisana tylko w celu napisania artykułu i zdobycia "punktów" pozwalających awansować na uczelni. W Polsce poszliśmy w tym samym kierunku rozwoju nauki, tylko u nas jest większa bieda, więc tego tak nie widać.
Popierdywanie zachodu, ze sa innowacyjni etc. bedzie mozna sobie wsadzic w cztery.
Generalnie zgoda, ale też trzeba pamiętać, że US (nie cały zachód) ma najlepiej rozwinięte środowisko do generowania startupów i ich wzrostu. Chiny miały do tego potencjał, ale potem Xi zaczął brać wszystkich za twarz, bo partia musi mieć nad wszystkim kontrolę.
Mozesz nie lubic chinczykow ale nie mozna im zarzucic ze nie sa pracowici, w sumie mozna idealnie posluzyc sie analogia US, ktore przeciez mialy dokladnie nic, bo wszystko zabrali z europy, po czym ja przegonili. Historia sie powtarza.
Tak, ale płacą za to cenę. Kult nauki i pracy doprowadził do katastrofalnej demografii, która rozłoży Chiny w perspektywnie nabliższych dekad, chyba że obstawienie inwestycji w AI i automatyzację przyniesie spodziewane skutki. USA w dłuższej perspektywie wygrywają.
teraz doczytalem ze azja odpowiada za 70% patentow w chwili obecnej,
Pytanie za ile z tych patentów ktoś jest gotów zapłacić? Pewnie 99% z nich (na zachodzie pewnie z 95%) to makulatura.
Ale to przecież każdy choć trochę inteligentny i znający biznes człowiek wiedział i tego się spodziewał. Zwolnienia to było cięcie kosztów po zatrudnieniu zbyt wielu osób, szczególnie przez spółki technologiczne w trakcie pandemii, przed wizją nadchodzącej stagnacji, a może i recesji. Po prostu "zwalniami x tysięcy ludzi bo AI przejmuje ich pracę" brzmi lepiej dla inwestorów niż "zwalniamy x tysięcy ludzi, bo w ogóle niepotrzebnie ich zatrudniliśmy". Tego spodziewał się przede wszystkim każdy ogarnięty pracownik dużych korpo widząc skalę nieefektywności i gówno-pracy jaka jest obecna w tych firmach. Póki pieniądz był darmowy można było to tolerować, a dziś po prostu się już nie da, bo może to z czasem zatopić firmę. AI to była tylko wygodna wymówka dla PRu i inwestorów.
A brak wzrostu produktywności pracy? To znów widział każdy szeregowy pracownik korpo, któremu management narzucał konieczność wykorzystywania AI, gdzie okazywało się, że czyszczenie błędów i halucynacji AI zajmowało więcej czasu niż zrobienie roboty od zera przez pracownika. Tylko hype i podnieta kierownictwa w większości firm była tak duża, że pracownicy woleli nie raportować, że te narzędzia AI to małoprzydatny syf.
Od tego czasu wykonały wielki skok technologiczny i gospodarczy, teraz są potęgą. Ale u podstaw tego wszystkiego są technologie z zachodu i USA.
I chyba w zasadzie w historii nowożytnej nie wygenerowali w Chinach wielu (a pewnie w zasadzie to w ogóle) pomysłów lub innowacji, które mogliby eksportować. Nawet dzisiejsza technologia, którą eksportują, to warianty (często okrojone) produktów oryginalnie wymyślonych przez firmy zachodnie, japońskie, albo koreańskie.
A twierdzenia w samym artykule to głupoty. W przypadku np. zapór czy mostów w perspektywnie kilkudziesięcioletniej problemy są głównie dwa:
- Występowanie zjawisk o charakterze zmiennym, oddziałujących na konstrukcję - poziom wody, obciążenie wiatrem, oddziaływania sejsmiczne; szczególnie w zakresach niskich prawdopodobieństw występowania.
- Trwałość i degradacja materiałów - to zależy od czynników głównie ekspozycji środowiskowej i reakcji chemicznych, czy nawet zmian sezonowych (zmiany temperatury w cyklach rocznych przez 100 lat), zwiększona grawitacja niczego tu nie przyspieszy.
Ale czy tak nie jest zawsze z każdym produktem firm technologicznych (a Tesla się za taką uważa)?
Najpierw się nęci użytkownika ciekawą (ale jeszcze mało znaną i wypróbowaną) funkcją za darmo lub jako wieczystny zakup, a potem jak produkt wystarczająco się przyjmie to przechodzi się na model subskybcyjny i strzyże owieczki.
Ale kto ma zrobić z tym porządek? Prawdopodobnie politycy, którzy wprowadzili te przepisy mają powiązania z tymi mafiami i dostają od tego procederu działkę.
I co? Specjalizacja o której gadał już o dzieciaka śmignęła mu koło nosa, bo były 3 wakaty, i 3 zajęte przez dzieci lekarzy.
Ale to jest nadal powszechne w wielu zawodach. W zawodach prawniczych tak było dopóki Ziobro tego w jakimś stopniu nie rozwalił (jedyne za co można go pochwalić, ale jednak trzeba). Podobnie jest z karierami naukowymi na uczelniach, etaty często otwarte są tylko dla "swoich". Ale w zawodach "regulowanych", szczególnie przez "izby" przedstawicieli danego zawodu, sytuacja jest szczególnie kiepska. Zwykle dojścia i układy dużo pomagają w karierze.
Ja rozumiem że nie każdy debil nadaje się na chirurga sercowego, ale jak z wielkiej prestiżowej uczelni wychodzi dosłownie kilku niszowych specjalistów rocznie, to jak ma nie być ich niedoboru?
Te niedobory są sztuczne i to widać. Zresztą to ilu wychodzi z uczelni lekarzy to połowa problemu. To ile miejsc potem jest dostępne na danych specjalizacjach to druga połowa. Dziś w wielu specjalizacjach nawet w prywatnych sieciach przychodni ciężko o wizytę. Dopiero w prywatnym gabinecie danego specjalisty za gotówkę można liczyć na wizytę w realatywnie krótkim terminie.
Tylko w zasadzie nikt w środowisku lekarskim, może poza młodymi lekarzami przed specjalizacją, nie ma interesu w rozwalaniu tego systemu. A politycy tego nie zrobią, bo nie chcą się narażać lekarzom.
A może zmniejszenie pensji z np. 30 do 20 tysięcy spowoduje, że wyemigrują?
Ja nie mam nic przeciwko, żeby lekarz specjalista zarabiał nawet 30 tyś zł, jeśli to brutto na etacie to będzie 20 tyś na rękę do połowy roku, a potem pewnie z 15 tyś w wyższym progu. To wcale nie są dziś jakieś złote góry.
Problemem są lekarze wyrabiający 2.5 mln zł rocznie na B2B (bo na pewno nie na etacie), gdzie ich praca realnie na pewno nie jest warta tyle pieniędzy, ale pewnie szpital musi z przyczyn formalnych takiego lekarza mieć, żeby móc realizować jakieś konkretne zabiegi. Czasem racjonalizacja wymogów po stronie NFZ pewnie by wystarczyła.
A przede wszystkim trzeba wprowadzić regulacje związane z pracą w sektorze prywatnym i państwowym, żeby przy okazji ukrócić karygodne praktyki polegające do wykorzystywaniu publicznej "bazy medycznej" do trzepania prywatnej kasy. Całkowity zakaz "podwójnej praktyki" może się w Polsce okazać zbyt drastyczny
Ale dlaczego zbyt drastyczny? W sektorze prywatnym, poza medycyną, klauzule o zakazie konkurencji lub zakazie świadczenia jakichkolwiek usług dla innego podmiotu z branżu to w umowach standardowa praktyka. Stosują je nawet instytucje państwowe. Mnie dziwi dlaczego jeszcze czegoś takiego nie dowalono lekarzom.
3) Jeśli się z tym nie zgadzacie, to jakie macie propozycje? Oczywiście, zakładam, że nie idziemy drogą darwinizmu społecznego i nie prywatyzujemy służby zdrowia na wzór amerykański. Skoro regulacje są złem wcielonym, to jak w miarę szybko doprowadzić do poprawy sytuacji, gdy idzie np. o kwestie absurdalnych zarobków lekarzy, które pochłaniają zdecydowaną część PKB przeznaczonego na opiekę zdrowotną? Pytam poważnie i jestem ciekaw odpowiedzi.
Zacząłbym od zakazu kontraktów i B2B. Etat za konkretne wynagrodzenie (nawet wysokie) albo nic.
Niestety sama UE aż prosi się o zwiększenie poziomu eurosceptycyzmu i poparcia dla partii takich jak Konfa czy AfD:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Umowa-UE-Mercosur-Panstwa-Unii-podjely-decyzje-9065843.html
Porozumienie handlowe z państwami Mercosuru - Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem - wprowadzi preferencje celne dla niektórych produktów rolnych, w tym produktów wrażliwych: wołowiny, drobiu, nabiału, cukru i etanolu. W zamian rynki tych państw otworzą się na towary przemysłowe UE takie jak samochody, maszyny i leki.
Czytaj: Zarżniemy swoją niezależność żywnościową importując tanią, gorszej jakości żywność z Ameryki Południowej, aby Niemcy mogły ratować swoją upadającą gospodarkę przez zwiększenie eksportu swoich produktów w tamtym kierunku.
Jeszcze zanim kliknąłem w link to byłem praktycznie pewien, że to będzie na Kanale Ziobro.
Kim jest ten Duda i jakie ma znaczenie w 2026?
Bez jaj? Nie kojarzysz Adriana Dudy? Znanego komika, kabareciarza, narciarza, promotora sportów i mówcy patriotycznego? Nawet parę lat pełnił chyba w kraju jakiś urząd, bo czasami go w TV pokazywali, ale nie pamiętam jaki, bo w tej roli był jakiś taki nijaki.
A tak poważnie. Debata może i miałaby sens, gdyby to był Nawrocki vs Kwaśniewski, czyli ludzie z jednak różnych opcji politycznych, a nie z tej samej partii.
Umowa o pracę: zostaje w kieszeni 62%
Ja sprawdzałem na "Bankierze" na 2025 r. i mi podawał wyższe łączne składki na ZUS. Mam wrażenie, że ten który podałeś zaniża składki, ale mogę się mylić. Szkoda mi czasu na sprawdzanie tego.
dokładnie 6 miesięcy i 4 dni pracujemy na podatki, reszta jest nasza.
Ale to nawet nie ważne. Ważne jest to, że masz pensje X burtto, która w połowie roku spada Ci do wypłacanego netto = 50%X brutto. Nawet w podlinkowanym wyżej kalkulatorze, 25 tyś brutto to w pewnym momencie 12,8 tyś na rękę. Niby nadal dużo, ale jak wiesz, że 12,2 tyś trafia w czarną dziurę zamiast do Twojej kieszeni to jednak boli.
W idealnym świecie, tak. Niestety rzeczywistość pokazuje, że umowa zlecenie to śmieciówka, którą januszerka zastępuje UoP. Pracujesz w pełnym wymiarze godzin dla jednego pracodawcy jak na umowie o pracę, ale nie masz wszystkich praw. Przyznanie PiP możliwości do zmiany fikcyjnych UoP w prawdziwe UoP to bardzo dobry krok.
Jeśli mówimy o przypadkach, gdy ktoś tylko na UoD działa i rzeczywiście dla jednego pracodawcy przez długi czas robi zlecenia właściwie "na pełny etat" to zgoda. Ale w przypadku jeśli u jednego pracodawcy mamy już UoP to nikt nie powinien UoD ruszać.
Ale chyba wszyscy macie świadomość o co chodzi? Tu nie chodzi o biednych uciśnionych pracowników, których "Janusz biznesu" wykorzystuje. To tylko medialna narracja. Tu chodzi o oskładkowanie w pełni wszystkich umów, żeby dosypać kasy do systemu bez oficjalnego podnoszenia podatków i składek. Ani ZUS ani NFZ się nie spinają, a kasy na dopłaty do nich zaczyna brakować.
Jak w kalkulatorze płac wpiszesz 25 000 zł brutto to w miesiącach gdy wchodzisz w 2. próg jako netto dostaniesz tylko 52% brutto. kiera może przesadził z tymi 60%, ale ok. 50% to fakt. Na sam NFZ płacisz wtedy 2000 zł.
UoD to dobry wytrych na dorabianie, szczególnie jeśli robi się z "przekazaniem praw autorskich". O wiele lepiej się na tym wychodzi niż dostając więcej kasy na etacie. Ja znam co najmniej kilka osób, które siedzą na jakichś etacikach niewiele ponad minimalną (np. na uczelniach), a prawdziwą kasę robią albo na JDG albo na UoD na zleceniach.
Z każdym biznesem jest tak, że jak dobrze funkcjonuje to łatwo go rozwalić, a jak już źle funkcjonuje to trudno go naprawić. Szczególnie tam gdzie biznes w dużym stopniu opiera się na ludziach oraz zaufaniu do marki.
Ale to nie deweloperzy kupowali mieszkania w tym programie, tylko właśnie młodzi ludzie, którzy podobno nie płodzą, bo warunki mieszkaniowe.
Ale to mniejszości udało się kupić z dopłatą. Większości podbito cenę i opóźniono im możliwość zakupu.
po raz kolejny podkreslam, ze "olaboga nie mamy gdzie mieszkac" to jest proba ugrania kolejnych programow socjalnych na mieszkania przez ludzi, ktorzy nawet po zakupie mieszkan wcale sie nie pala do rozrodu
Prawda jest taka, w przypadku większości ludzi, że decyzję o pierwszym dziecku podejmuje się dopiero jak ma się pierwsze, min. 2 pokojowe mieszkanie. O koszmarze wynajmowania w Polsce chyba nie muszę pisać. Bez pomocy rodziny, dziś zakup to często 10 lat odkładania na wkład własny i względne urządzenie się. To daje nam odpowiedź dlaczego bardzo wiele par decyduje się na pierwsze dziecko dopiero po 30-stce, często bliżej 35 lat.
Im później rodzi się pierwsze dziecko, tym są mniejsze szanse, że będzie w danej rodzinie kolejne, a jeśli już to zwykle tylko jeszcze jedno i koniec. Tylko decydując się na drugie dziecko większość ludzi jednak myśli o warunkach które musi mu zapewnić. Co z tego, że wielu z nas wychowało się na 45 m2, w dwóch pokojach, w rodzinach 2+2, gdzie rodzice spali w "salonie", a dzieci w "małym pokoju"? Większość osób które znam woli jedno dziecko i zapewnienie mu lepszego standardu niż ten od którego sami jako dzieci chcieli uciec.
Ale jak już ktoś bardzo chce to myśli o większym mieszkaniu, min. 3 pokoje, a w zasadzie to najlepiej 4 - zwykle jeden to salon z aneksem, jedna sypialnia dla rodziców i jeden lub dwa pokoje dla dzieci. To już mówimy o metrażu 60-80 m2, a każdy wie, że w tym zakresie już tanio nie będzie. Nie każdego na to stać. Nawet zamiana M2 na M3 to często konieczność dopłaty pół miliona złotych (mówię o Warszawie akurat).
PRowo to co robi prawica wygląda słabo, jak Targowica. Wręcz proszą o interwencję "bratniej" armii w celu obalenia rządu. A ciekawe co tam słychać u Tarczyńskiego, właściwie stałego delegata prawicy do lizania rowa pomarańczowemu?
Zresztą nie on jedyny chyba zasługuje na tytuł nie-polaka roku:
Podobną opinię wyraził Dominik Tarczyński z PiS-u: "Niesamowita operacja amerykańskich sił specjalnych" - napisał w serwisie X. "To potężny cios w Rosję. Stany Zjednoczone za Donalda Trumpa skutecznie wypychają Kreml z Ameryki Południowej. Dobra wiadomość" - uznał z kolei Janusz Kowalski z PiS-u.
https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32505850,sikorski-nie-odpuszcza-ws-wenezueli-wbil-szpile-polskim-politykom.html
W 2023 roku ruszył rządowy program dopłat do kredytów, nieprzyzwoity wręcz, mnóstwo ludzi kupiło mieszkania i dzietność spadła jeszcze bardziej.
Gdzieś czytałem analizy na ten temat, że takie dopłaty, paradoksalnie, powodują spadek dostępności mieszkań właśnie przez windowanie cen.
Deweloperzy budują bardzo mało lokali co najmniej 4 pokojowych. Zdecydowana większość nie przekracza 60m2.
Budują ich mało, bo one się najsłabiej sprzedają. Nie wiem jak w Twoim mieście, ale w Warszawie mieszkanie 60 m2 to już > 1 mln zł, z ratą rzędu 7-8 tyś. miesięcznie. Czyli dwie osoby zarabiające po średniej krajowej mają problem dostać kredyt na nie i tylko w sytuacji, gdy jeszcze nie mają dziecka. Mieszkania 4+ pokoi to już mówimy o 2 mln zł, a za tyle kupujesz dom kilkanaście kilometrów od Warszawy.
Problem to często właśnie finanse. Gdyby ich sytuacja jeżeli chodzi o karierę i/lub mieszkanie/dom była lepsza, to by się decydowali.
Też tak to głównie widzę. Jak para jest już razem to finanse są przeszkodą.
Czy czujecie ekscytację widząc nowe/stare samoloty (Max'y 8-ki) naszego skarbu narodowego, LOTu, z tymi błyszczącymi błękitnymi, niemieckimi fotelami z ekoskóry? Ja też nie.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Nowa-era-komfortu-na-pokladzie-LOT-u-Tak-teraz-wygladaja-kabiny-Boeinga-737-MAX-8-9063308.html
Przeczytałem tylko wstęp, bo artykuł jest za paywallem. Ale w kwestii podatków i państwa, podstawowym problemem jest to, że ludzie nie chcą płacić podatków nie tylko dlatego, że naturalnie każdy dba głównie o swój interes i swoją kieszeń, ale nie wiadomo na co ta kasa idzie, a wręcz zwykle nie jest mądrze wydawana.
Ja uważam się raczej za osobę o inklinacjach socjalistycznych i o ile nie mam problemu z "redystrybucją" pieniędzy w postaci wsparcia ludzi z niepełnosprawnościami, czy nawet dawania 800+, to widzę problem w innych wydatkach. Przykładowo, wparcie kościoła (największego po państwie posiadacza majątku ziemskiego w Polsce), czy finansowanie nie wiadomo ilu instytutów, muzeów, itp.
Kredyt na 0.5 mln zł? Gdzie tak tanio jeszcze można kupić sensownej wielkości mieszkanie? W Warszawie dziś na 60 m2 (salon z aneksem + 2 małe sypialnie) trzeba wydać z 1.0-1.2 mln zł, w tym 200-250 tyś zł wkładu własnego na wejściu + dodatkowe 100-150 tyś zł na wykończenie, czyli trzeba jakoś odłożyć 300-400 tyś zł.
Możesz oczywiście wynająć mieszkanie. Tylko nie znam nikogo w Polsce, kto wynajmując w ogóle myślał o posiadaniu dzieci.
Z tymi wózkami to źle rozumieją problem. Demografia to część problemu. Drugim jest podejście ludzi. Z moich obserwacji czasy "nowobogackich - zastaw się, a postaw się", wydających krocie na gadżety ("symbole statusu"), już minęły, przynajmniej jeśli chodzi o ludzi w wieku rozrodczym. Wśród znajomych mam kilka osób z małymi dziećmi i o ile mi wiadomo, wszyscy oni mają używane wózki dziecięce. Dlaczego? Jeśli nowy wózek dobrej jakości kosztuje 2000-4000 zł, a ten sam używany wózek w dobrym stanie można od kogoś odkupić za 500 zł, jaki sens ma kupowanie nowych wózków?
Co do samej demografii, dzietność będzie spadać i już tego nie zatrzymamy, można te procesy tylko spowolnić. Wiele branż to odczuje, nawet jeśli z dużym opóźnieniem.
Frer mieszkania służą jako lokata kapitału bo są narzędziem stabilizowania systemu tzw długu.
Nie tylko o to chodzi. Często nawet nadwyżki z innych biznesów ludzie lokują w mieszkania zamiast reinwestować w rozwój swoich firm lub cokolwiek innego. Bo mieszkania rozumieją i w niepewnym otoczeniu biznesowym wolą mieć majątek odłożony w czymś co historycznie zawsze przetrwało (nie licząc działań wojennych) i praktycznie nie traciło na wartości.
Tusk w polityce światowej to mały kasztan, nikt go nigdy nie szanował, i nie bierze na poważnie.
Tym bardziej Dudy, Nawrockiego, Morawieckiego, czy Kaczyńskiego. W Polsce mamy tendencje do przeceniania naszego znaczenia na świecie.
Nie chcę bronić patologicznych aspektów B2B czy umów cywilnoprawnych, ale jednak ważna jest druga strona medalu. Jeśli np. pracując na etacie wchodzę w wyższy próg podatkowy, efektywnie państwo nadwyżkę opodatkowuje na ok. 50%. Jeśli w międzyczasie zrobię jakąś pracę na umowę o dzieło, dla kogoś innego niż mój etatowy pracodawca, odpada mi płacenie składek - z tego względu opłaca mi się robić dodatkowe zlecenia, czyli generuję wyższe PKB i wpływy podatkowe. Jeśli z tych UoD miałbym płacić na NFZ i ZUS, to pojawia się problem, że właściwie 50% z czegokolwiek robionego "extra" musiałbym oddać państwu, czyli w zasadzie mi nie opłaca być bardziej produktywnym. Ewentualnie po pełnym oskładkowaniu musiałbym albo przejść z etatu na B2B albo wręcz sp. z o.o.
Zakup mieszkań bez hipotek jest dziś nierealny. Problem leży gdzie indziej, rynek mieszkaniowy nie jest rynkiem opartym o zasady w pełni wolnorynkowe, a same mieszkania są jednym z dóbr pierwszej potrzeby, które nie jest tak łatwo "wyprodukować". Gdyby rynek mieszkaniowy nie służył jako lokata kapitału dla ludzi zamożnych i jako rynek spekulacyjny dla fliperów, mieszkania byłyby o wiele bardziej dostępne dla przeciętnych ludzi. Ale z ogólną ideą się zgadzam, coraz mniej ludzi będzie miało mieszkania na własność. To się przełoży na dalsze kiepskie perspektywy demograficzne.
Kwestie dzietności to nie tylko kwestie wpływu kapitalizmu i jego wersji stosowanej w Polsce, ale prawdą jest, że obecny system zmierza w stronę pogłębiania nierówności. Dziś tego może jeszcze nie widać, ale za jedno czy dwa pokolenia będziemy w tym samym miejscu co wiele zachodnich krajów i nie chodzi mi o poziom życia, a problemy z którymi się mierzą, przy jednoczesnym braku szans na wspięcie się po drabinie społecznej.
Na komunę można dużo narzekać, ale jednak ona dała wielu ludziom z terenów wiejskich szansę na zdobycie edukacji i awans społeczny. Kapitalizm w obecnej formie zmierza do zamrożenia możliwości tego awansu. Dzieci bogatych będą bogate, a dzieci biednych mają być biedne. I już to widzimy w świecie polityki i celebrytów. Młodzi z bogatych rodzin, z bardzo dobrym startem, dzięki pieniądzom i koneksjom rodziców, są na prostej drodze do bogacta, jednocześnie udając, że sami do tego doszli i że wystarczy sobie "afirmować" bogactwo, aby zostać bogatym. Młodzi z biednych rodzin pierwsze 10-20 lat swojego dorosłego życia muszą poświęcać na zapewnienie sobie podstawowego bytu, aby w ogóle zacząć myśleć o potomstwie, które również będzie startowało w biedzie.
A najgorsze w tym wszystkim, że po 10 latach "reform" PiS mających usprawnić sądownictwo, oraz 2 latach "napraw" PO, które właściwie dziś nie wiadomo co miały przynieść, średni czas rozpatrywania spraw w sądach pierwszej instancji wzrósł ok. +50%, a głównie to interesuje przeciętnego obywatela. Impotencję PiSu w tym zakresie poznaliśmy przez 8 lat, ale jakoś PO przez 8 lat będąc w opozycji i 2 lata u władzy, do dziś nie potrafi przedstawić sensownych propozycji, które miałyby usprawnić procedury i odciążyć sądy, aby skrócić czas zapadania wyroków. Co jak co, ale gdyby przepchnęli (bez wrzutek) ustawę usprawniającą funkcjonowanie systemu to chyba nawet Batyr by ją podpisał.
Teoretycznie to co państwo mogłoby zrobić to poprawić komunikację do średniej wielkości miast z okolicznych miejscowości. Dlaczego w Warszawie opłaca się pracować mieszkając nawet 30 km od centrum? Bo jak masz blisko kolej podmiejską, która pozwoli dotrzeć do pracy <1h w jedną stronę i chętniej kupisz 80m2 mieszkanie lub szeregówkę poza stolicą niż 40m2 w Warszawie. Więcej takich osób i nagle opłaca się w mniejszej mieścinie otworzyć usługi, przedszkola, itd.
Co do korpo, zgadzam się z tym co napisaliście, one lokują się w dużych miastach, bo tam mają infrastrukturę i dostęp do kadr. Był okres, gdy w trakcie i krótko po covidzie firmy pozwalały na pracę w pełni zdalną. Znam ludzi, którzy wtedy pracowali mieszkając 80-100 km od głównej siedziby swojej firmy, zdalnie, wykonując bez problemu swoją pracę. To był dobry kierunek dla spowolnienia depopulacji terenów oddalonych od dużych metropolii. Niestety prawie wszystkie korpo prędzej czy później wprowadziły politykę RTO i znów ludzie muszą siedzieć w miastach.
Albo jak mają ze wsi dojechać do lekarza, bo za PO zarżnięto PKS-y.
Tu winne są wszystkie partie rządzące w ostatnich 35 latach, nie tylko PO. Myślisz, że przywrócenie PKSów coś by poprawiło? PKSy poprawiłyby sytuację tylko ludzi starszych z regionów wiejskich. Na wsiach, jeszcze bardziej niż w mieście, funkcjonuje kult własnego samochodu. Problem jest inny. Czy dojazd PKSem czy samochodem, co z tego jak do lekarza specjalisty masz kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego większego miasta w okolicy? A co ze żłobkami, przedszkolami, szkołami, itd.? Z niektórych miejsc do najbliższych jeszcze funkcjonujących ośrodków edukacji jest kilkanaście kilometrów drogi. Chcesz kupić bułki? Ja w mieście mam 3 min spacerkiem Stonkę i po 15 min jestem w mieszkaniu z jedzeniem. Mieszkając na wsi to może być wyprawa samochodem na 1h, a bez samochodu to kilkukilometrowy spacer.
są zmuszeni do kupowania za chore pieniądze kurników z kartongipsu bo muszą mieszkać tam gdzie jest praca i jakiekolwiek perspektywy.
Tu znów winę ponoszą za to wszystkie dotychczas rządzące partie. One wszystkie sprawiły, że Polska jest neokolonią zagranicznych korporacji mających u nas głównie centra outsourcingowe. A one lokują się w największych miastach.
No i klops z polityki prorodzinnej i prodemograficznej, zarówno PiSowskiej, jak i POwskiej:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Kryzys-dzietnosci-w-Polsce-powiatowej-Scenariusz-koreanski-realizuje-sie-w-Polsce-9061813.html
Gdzieś ostatnio czytałem też, że podobno najgorzej jest na ścianie wschodniej, która się wyludnia w zastraszającym tempie, sprawiając, że już teraz można znaleźć tam domy (pewnie stare do remontu) za 150 tyś zł, a docelowo wraz z wymieraniem starszych ludzi niektóre miejscowości po prostu opustoszeją jak w Hiszpanii czy we Włoszech.
Z drugiej strony, czy jest się co dziwić? Perspektyw zawodowych tam nie ma, a dziś mało która firma pozwala na pracę zdalną, aby "pracować w mieście", a "mieszkać na wsi", bez konieczności utraty 3-4h dziennie na dojazdy. A nawet jeśli ktoś ma pracę w dużym stopniu zdalną, jaki sens ma mieszkanie w wyludniającym się regionie, gdzie często kuleją usługi publiczne i prywatne. Ciekawe perspektywy czekają nasz kraj...
Niestety to co robi Trump w US, a u nas robił Duda i kontynuuje Batyr, pokazuje, że prezydentem może zostać właściwie każdy i może robić różne głupoty. Możliwe, że cywilizacja zachodu doszła do kresu systemu demokratycznego.
Poza takimi przypadkami lub wydelegowaniem z korpo do Polskiego biura, nie znam Angola co by sie przeprowadzil do Polski.
Ja osobiście znam tylko takich co przyjechali zdelegowani przez korpo i są z tego bardzo zadowoleni. Tzn. kraj uznają, że jest ok, a są zadowoleni, bo siedzą w Polsce na brytyjskiej pensji (robiąc w zasadzie tą samą robotę, którą robią lub mogliby robić Polacy), a firma im jeszcze opłaca koszt najmu mieszkania i utrzymania.
268mld zł dziury budżetowej
Sporo, ale pytanie, po co mieliby zaciskać pasa? W latach 2008-2014 zaciskali, chcieli uprawiać rozsądną politykę ekonomiczną i oberwali utratą władzy, a PiS wykorzystał zaoszczędzone pieniądze aby rozdać ludziom socjal. Nie mówię, że to źle, ale choć też nie pochwalam liberalizmu fiskalnego PO to nie widzę racjonalnych pobudek dla których mieliby ciąć wydatki skoro obecnie im się budżet z deficytem spina. A że za 2-3 lata może się okazać, że jednak się nie spina? Pytanie, czy to będzie wtedy problem PO czy PiSu? Właściwie to PO ma interes w tym, żeby w najbliższych 2 latach narobić w finansach jak najwięcej syfu, aby PiS nie miał fiskalnego pola manewru bez dodruku i inflacyjnego zbicia długu.
Druga sprawa, dziure budżetowę aka zwiększenie długu państwa trzeba rozpatrywać w relacji do dochodów skarbu państwa i trzeba robić to całościowo. PiS chwalił się brakiem deficytu bo wypchnął największe wydatki poza budżet, ukrywając setki miliarwdów długów.
Ale do kogo ja pisze, ty przecież porównywałeś ceny paliw z roku inwazji na ukrianę z obecnymi, przy cenach po 60 za słabego dolara.
Nie odnośmy cen ropy na giełdach (tzw. ceny spot) do cen na stacjach. Poza tym, statystycznego Kowalskiego (nieważne której opcji) nic nie obchodzi cena ropy. Jego obchodzi ile płaci na stacji paliw po zatankowaniu swojego samochodu. Dziś płaci mniej niż za PiS.
KO oczywiście swoje za uszami ma i sporo manipuluje w mediach, np. odnośnie spadku inflacji. Ona formalnie oczywiście spadła, w zasadzie wcale nie dzięki politykom KO, może nawet wbrew ich postępowaniu, ale dla większości ludzi to ma drugorzędne znaczenie. Większe ma to, że w ciągu 5 lat (2019-2024) ceny wielu rzeczy poszły od +50% do +100% w górę i to że r/r już ceny nie rosną nie jest tu aż takie pozytywne, skoro nadal wiele osób ma siłę nabywczą mniejszą niż mieli w 2019 r. (żeby nie było, wcale nie dzięki PiSowi).
Albo czy ktoś sobie zdaje sprawę, że w przypadku krachu ekonomicznego nie będzie czegoś takiego jak swobodna praca u Niemca czy Holendra. Będzie grzeczny ukłon w stronę urzędu czy dostanie się pozwolenie na pobyt, na pracę czy przekroczenie granicy.
Gorzej, wiele zakładów pracy dziś działających w Polsce i zapewniających miejsca pracy po prostu by zamknięto. Bo jaki sens miałoby produkowanie np. części do niemieckich samochodów, czy mebli na sprzedaż na zachód, gdy potem dowalonoby na nie cło i zatrzymano do kontroli na granicy.
W tej chwili decoupling polskiej gospodarki od unijnej przez wyjście z UE cofnąłby nas ekonomicznie o dekadę i spowodowałby co najmniej kilka kolejnych lat utraconych inwestycji.
Nie zapominajmny, tanich lotów Ryanairem na dowód na Majorkę czy do Grecji również by mogło już nie być. Nagle by się okazało, że jednak trzeba "patriotycznie" wspierać polską gospodarkę jadąc nad nasze morze.
no a prawica jest za dotowaniem górników i za nacjonalizacją resztek sektora
Właśnie nie rozumiem dlaczego lewica i skrajna prawica tematu nie wałkuje. Lewica, bo choć to niby socjalistyczne działania to tak naprawdę dotujące jedną z najlepiej zarabiających i najbardziej uprzywilejowanych grup w Polsce, czyli cierpią na tym naprawdę potrzebujący. Dwie "odprawy" górnicze to koszt budowy mieszkania socjalnego. A jedna "odprawa" pozwoliłaby na finansowanie opiekuna osoby niepełnosprawnej przez kilka lat.
Z drugiej strony mamy skrajną prawicę, która udaje wolnościowców. Do czasu jak przychodzi temat dotacji państwowych, gdy milczą.
To jest niestety absurd systemu państwowo-prywatnego, gdzie prędzej czy później upaństwowienie wygra. Jeśli te nieliczne prywatne kopalnie upadną, bo nie będą mogły konkurować z dotowanymi państwowymi, to jak myślicie, co się stanie? Oczywiście państwo je wykupi i włączy do systemu dotacji PGG.
Dla mnie absurdem jest już sama ta "umowa społeczna" i ostatnio wprowadzone przez PO + Nawrockiego zmiany, gdzie odchodzącym pracownikom kopalń (nie tylko górnikom, również administracji siedzącej w ciepłych biurach) będą wypłacać zwolnione z podatku prawie 200 tyś zł na głowę. Co mnie jeszcze bardziej szokuje, to że ten fakt nie szokuje ludzi w Polsce, gdy w żadnej innej branży zwalniani pracownicy nie mogą liczyć na takie dobrodziejstwo z pieniędzy podatników.
Ale oni doskonale wiedzą jaki to będzie los, ale chłodno kalkulują. Jeśli z kalkulacji osób wpływowych w partii wyjdzie, że jednak polexit się bardziej opłaci to będą jeszcze mocniej grać na polexit. Warto sobie tylko uświadomić, że nawet Orban, tak mocno ciągnący do Putina, nie zdecydował się na opuszczenie UE przez Węgry.
Dla PiSowskiej wierchuszki wyjście w UE to nie obawa czy nadzieja o przyszłość Polski. Dla nich to wybór między nieskrępowanym rozkładem państwa po powrocie do władzy, a utratą miejsca na polityczną emeryturę czy choćby przechowanię. Nawet obecnie wielu z topowych polityków PiS korzysta z fruktów UE w postaci wynagrodzeń w parlamencie europejskim. Dla wielu w partii możliwość zasiadania w PE to była jedna z głównych nagród, którymi Kaczyński nagradzał wiernych żołnierzy partii.
W momencie, gdy wierchuszka PiS uzna, że polexit to właściwy kierunek dla realizacji ich własnych interesików, wzmocniona zostanie narracja obrzydzająca UE, a całkowicie wyłączona jakakolwiek pozytywna. Zauważcie, że 8 lat rządów PiS to było przygotowywanie podłoża pod polexit. PiS w kampanii polexitowej będzie mówił o suwerenności, niezależności, itd. Oni nie powiedzą młodym Polakom o zamknięciu granic, zwiększeniu barier ekonomicznych, a tym samym wyhamowania wzrostu gospodarczego, utrudnieniu pracy na terenie UE, itd.
Tak w świąteczno-religijnym klimacie - warto przeczytać jak kreatywni potrafili być PiSowcy na wałach ze ściąganiem migrantów do Polski. Tutaj historia "misjonarzy" delegowanych przez "zakon" do pracy w sortowniach paczek i na budowach:
https://oko.press/ujawniamy-asystent-wiceministra-pis-zalozyl-zakon-by-nielegalnie-zatrudniac-cudzoziemcow
Misjonarze na posłudze w sortowni. Maciej Lisowski, asystent społeczny wiceministra rolnictwa w rządzie PiS, założył „Zakon Najświętszej Maryi Panny”, by nielegalnie zatrudniać cudzoziemców. „Pomyślałem sobie: a może to tak w Polsce funkcjonuje, to katolicki kraj” – mówi Mateo z Kolumbii
To, że się z synem wybrał jest jak najbardziej ok, że chciał sam ściąć też, ale robienie z tego PRowego show dla mnie śmierdzi propagandą jak w Rosji i na Białorusi, tzn. celem jest pokazanie "męskości" "wodza". Przypomina mi to zdjęcia Putina krążące w necie kilkanaście lat temu, czy to jadącego na koniu z gołą klatą, czy to uprawiającego judo. Przekaz miał być prosty - męski twardy gość jest liderem, a nie jakiś salonowy pudelek. Z tego PRowego show bije mi taka sama propaganda.
Po pierwsze sprzęt, a konkretnie RAM. I tu nie ma co owijać w bawełnę: wszystkiemu winny jest rozwój gałęzi AI. Ogromne centra danych, modele językowe, generatywne narzędzia, trenowanie sieci neuronowych to wszystko pożera pamięć RAM w ilościach absurdalnych z punktu widzenia zwykłego gracza. Producenci naturalnie kierują dostawy tam, gdzie pieniądz jest większy i szybszy, a rynek konsumencki zostaje z okruchami i wywindowanymi cenami. Efekt? Modernizacja PC pod gry robi się luksusem, a nie standardem. Bariera wejścia rośnie, a to zawsze pierwszy sygnał, że coś zaczyna iść nie tak.
Kapitalizm ma to do siebie, że nie żyjemy w ekonomicznej próżni. Jeśli RAM będzie rekordowo drogi, zakładając, że przyczyną tego jest popyt, co wpływa na rosnące marże producentów, a nie jakieś braki części do produkcji, to w perspektywie 2-3 lat popyt zostanie wyrównany przez podaż ze strony producentów zwiększających produkcję oraz nowych firm, które zdecydują się wejść na ten rynek (choć pewnie za 4-5 lat). I to zakładając, że bańka AI nie pęknie zbyt szybko.
Po drugie gry same w sobie są coraz droższe. I to globalnie.
Generalnie w ciągu ostatnich 5 lat bardzo wiele dóbr poszło w górę +50-100%. Dlaczego ten trend miałby ominąć gry?
Trzeci problem to fikcja posiadania gier.
"Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy" w praktyce. Na pocieszenie, profesjonalny software stosowany w wielu zawodach wygląda jeszcze gorzej, bo producenci zrezygnowali z licencji wieczystych i przeszli na model w pełni subskrypcyjny. Kiedyś mogłeś kupić AutoCADa w wersji LT z licencją wieczystą i korzystać z niej przez dekadę zanim się zbyt zestarzał. Dziś za sporo większą cenę musisz kupić pełny soft na zaledwie rok subskrypcji.
Na koniec same gry są coraz słabsze. Bezpieczne sequele, recykling mechanik, checklisty zamiast wizji artystycznej, gameplay projektowany pod monetyzację, a nie fun. Oczywiście, perełki nadal się trafiają (Patrz. Expedycja 33), ten miał szczęście ale większość ginie w morzu przeciętności od dużych wydawców.
To jest akurat plus, bo zostawia pole do eksperymentowania z nowymi rozwiązaniami mniejszym studiom gamedevovym. Korpo zawsze będą grały bezpiecznie pod dobre wyniki dla inwestorów.
No cóż, materiał z Kanału Ściek sobie daruję, tym bardziej jak widzę twarz Mazurka.
Nie śledzę spraw z tym związanych, bo mam ciekawsze hobby w życiu, ale bazując na info z cofnięcia nakazu aresztowania i twierdzeń o "kryptodyktaturze" wniosek ewidentnie nasuwa się jeden. PiSowi i Ziobro-przystawką jednak udało się system dopiąć na tyle, wprowadzić tylu "swoich", że są nie do ruszenia. Ja nadal sądzę, że za chwilę PiS wróci do władzy, Ziobro dopnie system całkowicie i ciekaw jestem jak zadowoleni będą PiSkonfiarskie fanboje jak się okaże, że za kilka lat o wyroku w sądzie będzie decydowała przynależność partyjna, a nie dowody. W tym kierunku to szło i widać, że nadal będzie.
Sorry, nie wierzę, że tu powstanie idealny skandynawski system edukacji albo japoński system ochrony zdrowia, tak samo jak nie wierzę, że zmądrzeją polskie Janusze, Sebixy, mohery, antyszczpy itp.
Wiem, że to nie było do mnie, ale aż muszę dodać, że ja zaczynam podobnie na to patrzeć. Kiedyś się emocjonowałem tym, że coś można poprawić (zarówno w skali swojego otoczenia, pracy, jak i kraju) i bolało mnie "dlaczego ludzie nie rozumieją że może być lepiej"? Myślałem, że trzeba walczyć o to co moim zdaniem można byłoby ulepszyć lub zoptymalizować. Dziś wiem, że większość ludzi tego nie chce i z pewnymi makro-procesami społeczno-polityczno-gospodarczymi się nie wygra.
Podstawowy problem tego kraju i każdego kolejnego rządu to będzie lada moment gargantuiczne, w stosunku do naszej wyrobniczo-outsourcingowej gospodarki, zadłużenie, i na żadne reformy, żadne poprawy warunków w szpitalach itp. i tak nie będzie pieniędzy
To jest powiązane z problemem demografii, którego żaden kraj nie potrafił rozwiązać i nie ma co się łudzić, że naszemu się uda. Nie mamy swoich "czeboli", a większość dużego biznesu to zagraniczne koncerny, które outsourcowały do nas część mniej skomplikowanych zadań. Ostatnie 35 lat byliśmy konkurencyjni cenowo. Dziś ta konkurencyjność się kończy. Większość tych firm w pewnym momencie wypowie umowy pracownikom, wypowie najem powierzchni biurowej i zamknie sp. z o.o. na której stała część biznesu w Polsce.
A może niech nauczyciele zrobią rozpiernicz w Wawie jak górnicy? Nauczycieli jest w kraju z 10 razy więcej niż górników, jakby tak przynajmniej pół miliona belfrów zablokowało ruch w stoilcy, przy sejmie wyło alarmami i spało w namiotach to może wtedy coś by się udało osiągnąć?
I właśnie ten kontrast jest najgorszy. Ostatnio "górnikom" rzucono kolejne kilka miliardów w nieopodatkowanych odprawach. Nawrocki jeszcze dopisał w ustawie, że odprawy również należą się pracownikom administracyjnym i kadrze "na powierzchni", a nie tylko górnikom "na dole". Dlaczego nauczycielom odchodzącym z zawodu nie rozdaje się po 200 tyś zł (bez konieczności zapłaty podatku dochodowego)? Dlaczego nauczycieli się tak nie hołubi?
Nauczyciele jednak g...o dostaną. Skąd to wiem? Nie dlatego, że się nie organizują, nie protestują siłowo, nie mają swoich grup lobbyingowych przy politykach. A dlatego, że jak górnicy dostają kolejne dofinansowania do swojej niewydolnej i w zasadzie bezsensownej pracy to już nikt nie podnosi rabanu, że im się "w dupach poprzewracało", nie tylko w mediach, ale też w społeczeństwie - nikt o tym nawet nie mówi. Gdy nauczyciele chcą walczyć "o swoje" to zaraz słyszmy nagonkę Januszy i Grażynek, że "jak to, za kilkanaście godzin pracy tygodniowo chcieliby średnią krajową"?
Jak czytam co niektóre komentarze to można odnieść wrażenie że KO nie ma zwolenników, a wyznawców.
Chyba czytamy różne komentarze. Tu właściwie nie ma zwolenników KO bazując na tym co ja tu czytam. Za to zakochanych w prawicowych partiach tutaj pełno.
Chcieli grać po dżentelmeńsku po tym jak Ziobro zrobił czystki w prokuraturze i sądach to mają. Dziś czkawką odbija się 2 lata nicnierobienia rządu Tuska i wejście Żurka było już zbyt późne, żeby cokolwiek poprawić, tym bardziej, jak ziobrzyści w tych instytucjach czują, że ich pryncypał wróci za 2 lata i teraz jest najlepszy okres na bicie pokłonów i granie pod partię, bo wtedy awans będzie gwarantowany.
Teraz Nawrocki będzie blokował powoływanie nowych sędziów pod byle pretekstem i układ się zabetonuje sam. Neosędziowie będą uznani za sędziów przez zasiedzenie. Bo skoro przez 4 lata nikt ich nie ruszył to jak można twierdzić, że sędziami nie są? I zostaniemy z politycznymi pionkami w sądach.
Niestety ciężko powiedzieć czy już PiS nie wytworzył na tyle antyunijnych nastrojów, że może im się opłacić otwarcie antyunijna narracja, przynajmniej przy targetowaniu pewnych środowisk. Młodzi często już nawet nie potrafią zrozumieć co by dla nich znaczyło wyjście z UE, a starym się wydaje, że UE nie potrzebują.
Konfunia płacze, bo są zbyt utopieni w nieruchomości, szczególnie te spekulacyjne. Ceny nie rosną, a popytu na ich mikrokawalerki inwestycyjne nie ma. Jeśli do gry weszłoby budownictwo społeczne, tym bardziej na szczeblu EU, gdzie Konfunia nie ma szans tego zablokować, to może być krucho.
Pytanie na ile ten sondaż się potwierdzi u innych sondażowni. Poza tym, dziś to Braun reprezentuje skrajność na prawicy, więc naturalnie cały ekstremalny elektorat z tej strony będzie ciągnął do niego. PiS stracił momentum, a Konfa prime ma problem z określeniem się. Dziś jest właściwie PiSem bis.
Dlatego ja bym na Batyra nigdy nie zagłosował:
Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy górniczej [...].
Nowelizacja przewiduje m.in. osłony dla odchodzących z pracy górników i innych pracowników przedsiębiorstw górniczych. Ustawa określa m.in. warunki uprawnień do urlopów górniczych i urlopów dla części innych pracowników (z 80 proc. wynagrodzenia obliczanego jak za urlop wypoczynkowy, bez obowiązku wykonywania pracy) oraz do jednorazowych odpraw w kwocie 170 tys. zł netto, bez konieczności płacenia podatku. [...]
Ustawa rozszerza osłony na wszystkich pracowników przedsiębiorstw górniczych, a nie tylko na pracowników zakładów górniczych - jak było w pierwotnej wersji projektu. Da to możliwość skorzystania z osłon pracownikom administracji czy działających w obrębie spółek wyspecjalizowanych zakładów np. remontowych czy inwestycyjnych.
A czy Wam też pracodawca wypłaci 170 tyś na rękę, zwolnionych od podatku pieniędzy jak Was będzie zwalniać, bo Wasze miejsce pracy przestanie mieć ekonomiczny sens?
Przyczyna zawalenia się tego mostu była aktywność sejsmiczna i osuwiska w regionie.
Na terenach aktywnych sejsmicznie należy projektować obiekty na oddziaływania sejsmiczne. Podobnie na terenach osuwiskowych należy zabezpieczać konstrukcje przed osuwiskami. Nie tłumaczmy niekompetencji i inwestycyjnego jechania po bandzie, gdy ryzykuje się życiem ludzi.
Robienie czegoś szybko nie znaczy dobrze. To w czym Chiny mają przewagę nad USA w kontekście AI to trzy kwestie:
1. Szybsze decyzje i mniejsze restrykcje odnośnie rozbudowy fizycznej infrastruktury.
2. Możliwość dofinansowania państwowego zmniejszającego koszty.
3. Świadomość ograniczeń w zasobach, która prowadzi do optymalizacji pod konkretne cele.
Ten szpital w tydzień to był chyba ten covidowy szpital. On miał spełniać tymczasowe, konkretne funkcje. Projektując ogólny szpital na lata nikt by tak nie budował.
W kontekście AI to wygląda tak, że firmy w US próbują tworzyć general AI do wszystkich zastosowań, w ogóle nie martwiąc się optymalizacją, bo łatwiej jest zebrać kilkadziesiąt miliardów dolarów na więcej sprzętu od Nvidii niż zoptymalizować algorytmy. Chiny po prostu muszą patrzeć na to z innej strony.
Większa kasa? Mnie PM nigdy nie pociągało, za dużo kontaktów z klientami i osobami postronnymi.
1. Większa kasa - zgoda.
2. Szybsza ścieżka awansu - zwykle ściężka zarządzania, czy to projektowego czy korporacyjnego, daje szybszy awans niż ścieżka "ekspercka", nawet jeśli formalnie w wielu firmach są one przedstawiane jako ścieżki równorzędne. Tylko to otwiera ścieżkę awansu do wyższych stanowisk managerskich. Awans z "eksperta" na wyższego managera z pominięciem middle managementu to rzadkość.
3. Łatwiejsza zmiana firmy niż w przypadku stanowisk "eksperckich" - paradoksalnie, częściej zdarza się, że firmy szukają PMów z doświadczeniem w realizacji konkretnych projektów niż ekspertów technicznych w konkretnych dziedzinach.
4. Wpływ na planowanie, w tym budżetu projektowego i rozdziału budżetu na poszczególne zadania - to daje pewne poczucie autonomii czy władzy.
To ostatnie to często jest główny cel. Jak ktoś się dobrze ustawi i trafi mu się fajny projekt z bogatym budżetem do PMowania to może przez kilka lat żyć jak pączek w maśle. Znam przypadek gościa, który miał projekt zaplanowany na 4 lata, przez 3 lata sobie bimbał, sam większość czasu w biurze spędzał na ploteczkach, a po 3. roku uciekł zostawiając bajzel innym do sprzątania.
Podobnie znam przypadki, jeden z własnego doświadczenia, gdzie PM tak rozdzielił budżet na projekcie, żeby kolegom zapewnić godziny na cały etat (kto działał w korporacyjnych realiach chargecodów i timesheetów to wie o co chodzi), jednocześnie pracownikom "produkcyjnym" wyliczając co do godziny czas ma realizację poszczególnych zadań.
Prowadziło to też czasem do absurdów, że na jednym prostym zadaniu był 1 pracownik je realizujący i 2-3 szczeble ludzi zarządzających tym zadaniem, jak kolegom PMa trzeba było zapewnić pokrycie ich godzin pracy.
W kontekście oczekiwań co do wzrostu produktywności dzięki Copilotowi i AI śmiesznie jest to, że już dziś korporacje są naszpikowane taką masą nieefektywności w realizacji zadań i zarządzaniu, że efektywność dałoby się poprawić na dziesiątki innych metod, tylko nikt nie ma interesu w firmie aby to robić. Obiecanki o wzroście produktywności dzięki AI to bajki dla inwestorów, żeby pompować wycenę akcji firm, aby CEO dostał swój roczny bonus. Podobnie było jakiś czas temu z bajkami o wzroście produktywności dzięki RTO. Po AI pewnie wymyślą nową bajeczkę dla inwestorów.
Duży problem, bo "góra" zakładała przyśpieszenie prac i później PM-owie musieli się pocić na spotkaniach.
Oderwanie PMów od rzeczywistości "produkcyjnej" to historia tak stara jak PMowanie. Mnie tylko fascynuje, że nawet w branżach technicznych, przynajmniej w większych korpo, prawie wszyscy z którymi się spotkałem, a którzy w tych korpo postanowili zostać, aspirowali do wbicia na ścieżkę PMowania.
Każdy kto kiedykolwiek programował wie, że szybciej jest coś napisac od zera samemu niż poprawiać kod po kimś innym.
Tu się zgodzę, ale nie do końca, bo to jest prawda w przypadku doświadczonych programistów. Ja mając ogólną wiedzę o programowaniu w Pythonie posiłkuję się czasem Copilotem jak chcę coś sobie oskryptować, bo nawet jak kod który mi napisze to śmieć, najczęściej funkcje które wykorzysta są ok, a nie zawsze je znam.
Ja pracuję w dość sporym zagranicznym korpo, które samo nie tworzy narzędzi AI, ale podobno wydało fortunę na Copilota, chyba wierząc w bajki o wzroście produktywności, bo management próbuje nas przekonywać, żeby korzystać z niego w pracy, w zasadzie do wszystkiego.
Co na to my pracownicy? Nie znam nikogo kto realnie w swojej pracy wykorzystał Copilota do czegokolwiek więcej niż stworzenia pierwszego draftu jakiegoś raportu, notatki ze spotkania, albo do wyszukania czegoś w pierdylionie plików z wewnętrznymi procedurami firmy, których już nikt żywy nie jest w stanie ogarnąć i tylko z LLMami można w nich znaleźć coś konkretnego.
Akurat w mojej i wielu branżach problem z AI jest ten sam, za dużo błędów i problem z alokacją odpowiedzialności za błędy (a raczej jej brakiem w przypadku AI).
W momencie, gdy zwykły komercyjny software każą nam testować na firmowych benchmarkach po każdej aktualizacji, nie wiem jakim cudem mamy stosować AI, które wypluje inną odpowiedź za każdym razem jak się o coś zapytam, tylko w trochę inny sposób.
Podstawowy problem z AI w postaci Copilota dla Microsoftu jest taki, że nie ma jak tego gniota sensownie zmonetyzować. Sam raz na jakiś czas z niego korzystam, głównie jako wyszukiwarkę zastępującą googla, który strasznie pogorszył swoje usługi w tym zakresie. Ale jakbym miał cokolwiek płacić za ten badziew to bym po prostu z niego nie korzystał.
US raczej nie zależy na Rosji jako sojuszniku przeciwko Chinom, co raczej aby Rosja nie została całkowicie zwasalizowana przez Chiny, uzyskując tym samym zapasy surowcowe Rosji na wypadek wojny. US prawdopodobnie widzie rolę UE jako marginalną w potencjalnym konflikcie.
Za 10 dolców sprzedałby nas ruskim.
Polska to 36 mln konsumentów amerykańskich produktów, gdzie rynek jest już nasycony. Rosja to potencjalne ponad 100 mln konsumentów, którzy chętnie skorzystają z amerykańskich produktów. Trumpowy rachunek jest prosty. A że dla nas niekorzystny? To ktoś nie słuchał Trumpa jak mówił "America first".
Po prostu fascynuje mnie jak prawiczkowa strona sobie racjonalizuje i broni prorosyjskich, a jednocześnie wrogich wobec UE działań Trumpa. Analogie do Targowicy aż same się nasuwają...
Otoczenie Trumpa, oczywiście naszpikowane lobbystami o wiele bardziej niż otoczenie KE w UE, wie jedno, korporacje w USA doszły do ściany i jedyna ich możliwość na utrzymanie się na powierzchni to tworzenie monopoli i oligopoli, przy jednoczesnym utrzymaniu dostępu do jak największej liczby rynków zbytu.
Trump wbrew pozorom potrzebuje UE, ale w jego mniemaniu jako rynek zbytu dla podrzędnych i zbyt drogich amerykańskich towarów. Jednocześnie musi UE osłabiać i grać pod podziały. USA przegrywają z Chinami i nie mogą sobie pozwolić aby mieć za dużą konkurencję ze strony Europy.
No wiemy, że Wasza kochana konfunia chciałaby się dogadać z Rosją jeszcze przed Niemcami. I co z tego?
Z Elonem, jak pewnie większością turbo-miliarderów, problem jest taki, że oni sami uwierzyli we własne legendy o tym jak są zajebiści. Tutaj odstawia zachowanie obrażonego przedkszolaka, któremu ktoś za karę dał po łapkach, a on myśli, że mu się nie należało. Jedyne co mnie dziwi to że UE dawno nie ma swojej infrastruktury kosmicznej i rozwiązania podobnego do Starlinka, aby móc się całkowicie na Muska wypiąć.
zaczęliśmy się zbroić na potęgę, bo nie możemy liczyć na USA
I dlatego kupujemy głównie hiper drogie uzbrojenie z USA zamiast odbudowywać rodzimy przemysł zbrojeniowy?
europa może stać się równorzędnym partnerem USA
Ale mam nadzieję, że widzisz, że USA nie chcą nas jako równorzędnego partnera? Oni wręcz się boją połączonej Europy i dlatego Trumpiści przyłączyli się do ruskich działań związanych ze wspieraniem ruchów separatystycznych, antyeuropejskich, itd.
Niestety stanowisko USA jest jasne, ale UE i kraje europejskie nadal nie robią wystarczająco wiele, aby się od nich uniezależnić, zarówno militarnie, jak i produkcyjnie, jak nawet technologicznie.
Jakiś czas temu rozmawiałem z kolegą z Danii na tematy z tym powiązane i on dał mi do myślenia, mówiąc, że UE mówi o niezależności technologicznej w zakresie AI, a w zasadzie w tak prostych kwestiach jak oprogramowanie biurowe (Word, Excel) europejskie firmy nie mają czym konkurować z amerykańskimi.
Miałem nieszczęście mieć do czynienia trochę z górnikami (tymi z wyższym wykształceniem, nie robotnikami na przodku, choć i takich miałem okazję poznać). Oni mają Polskę i bezpieczeństwo energetyczne w głębokiej D. Ich obchodzi kasa i przywileje. A że podatnik ma za to płacić? Niech płaci.
Ja nie od dziś twierdzę, że jakakolwiek nowa partia, która zamiast bawić się w ideologię powiedziałaby wprost, że urynkowi górnictwo i skończy z jego dofinansowywaniem, rozprawiając się raz na zawsze z problemem górnictwa, miałaby na wejściu 20% poparcie. Co ciekawe, nawet taka "wolnorynkowa" konfunia nie tyka tematu górnictwa, bo sami liczą na głosy górników i ich rodzin. Dziś mówią o wolnym rynku, a za 2 lata z PiSem będą pompować rekordowe subsydia z naszych podatków w umierający biznes.
Odkąd ja pamiętam wydarzenia polityczne w Polsce, czyli gdzieś z 25 lat, w górnictwie ciągle było to samo. Spadek realnej produktywności (ton węgla / pracownika / rok) i regularne "odprawy" dla górników, sięgające rocznych a nawet kilkuletnich pensji. Jednocześnie w tak cyklicznej branży jaką jest górnictwo, nikt w państwowych firmach wydobywczych nie myślał o przyszłości. Jak było dobrze, bo węgiel na świecie drogi, zamiast inwestować wypłacano nagrody i podnoszono pensje. Jak było źle, wyciągano łapy po państwową pomoc.
Pamiętam nawet sytuację kompletnie absurdalną, jak w jakiejś spółce, choć to było już z dekadę temu, górnicy żądali wypłaty premii za to, że firma wyrobiła wynik finansowy lepszy od planowanego. Tyle, że chodziło o to, że strata w danym roku była mniejsza niż ta której się spodziewano, więc górnicy żądali wypłaty różnicy w ramach premii!
1. 20m2 to jest obszar 5 m x 4 m. Na wsiach trzyma się właściwie tylko duże psy i często spędzają one właściwie całe życie będąc przywiązanym do budy w tym samym miejscu. Te 20 m2 to minimalna sensowna powierzchnia.
2. 20m2 kawalerki dla ludzi też powinno się ustawowo ograniczyć do min. metrażu 30 m2 - niestety Konfunia i ich prezydent nigdy na to nie pozwolą.
3. Osoby naśmiewające się z tej ustawy i cieszące, że nikt nie będzie ingerował w ich wolność do znęcania się nad zwierzętami to często ten sam wiejsko-mentalny elektorat, który w ogóle nie przestrzega przepisów, a dla którego utopienie kociąt w rzece to normalna praktyka, jak za dużo się w danym roku urodzi.
Polacy chcieli, Polacy mają. Nikt mi nie powie, że podczas wyborów prezydenckich ktoś mógł nie wiedzieć na kogo oddaje głos.
Również podzielam tą opinię, ale w trochę szerszym kontekście. Ci co głosowali na Nawrockiego, tak naprawdę głosowali za systemem bezprawia, bo tego systemu chcą, często dlatego, że wydaje im się, że oni osobiście będą w takim systemie lepiej prosperować. Nie ma co się łudzić, że po 8 latach nierządów PiS oraz 10 latach rezydentury Adriana, ludzie nie wiedzieli na co głosują oddając głos na kandydata PiSu.
Batyr nie tylko chce wzmocnienia systemu prezydenckiego w ramach struktur demokratycznych, ale chce ich wypaczenia, nadania prerogatyw królewskich, aby być nad tymi strukturami (sądami, konstytucją, itp.). Tu akurat nie można dać choćby palca, bo weźmie całą rękę.
Niestety nawet autorzy konstytucji nie przewidzieli chyba takiej patologii w Polskiej polityce, gdzie prezydent może odmawiać wypełniania swoich obowiązków, a jednocześnie jest nieusuwalny. Z drugiej strony, chyba nikt nie mógł przewidzieć, że połowa społeczeństwa właśnie takiego człowieka na tym stanowisku pragnie.
Nie mówię, że to dokładna analogia i są dwa powodu ku temu, że tak nie jest:
- AI ma swoje zastosowanie, tylko że jest jeszcze technologią niedojrzałą, takim internetem na przełomie XX i XXI wieku. AI zmieni wiele w naszym życiu w ciągu najbliższych dwóch dekad, ale w międzyczasie zaliczymy krach jak na dot-comach.
- I tu pojawia się druga różnica, krachu dot-comowego nie odczuło większość ludzi z poza grona technologicznego. Pęknięcie bańki AI odczujemy wszyscy, bo skala kasy jaką wpompowano w firmy z AI w nazwie oraz jak na kanwie AI wypompowano wiele firm na giełdzie, jak przeinwestuje się w centra obliczeniowe pod AI, itd., spowoduje, że wiele obszarów ekonomii zostanie zdewastowane.
Z tymi 120 mld z tarcz (a wydaje mi się, że było to nawet więcej) problem jest jeszcze większy. Znam historie przedsiębiorców, którzy dostali sporo kasy w ramach tarcz, ale niepewni sytuacji, zamiast wpompować ją w rozwój biznesu, ładowali te pieniądze w inwestycje w nieruchomości. Po części wynikało to z biedamentalu w Polsce, nawet wśród tych co mają kasę. Co zrobić z kasą aby nie trzymać na koncie? Najlepiej wrzucić w ziemię lub mury. Co rozsądniejsi przewidywali, że takie pompowanie kasy musi skończyć się inflacją, a wtedy jak ktoś był mądry to brał kredyt a kasę z tarcz dawał jako wkład własny i kupował kilka mieszkań.
Kto wie, może ktoś z szefostwa im również na siłę wciska używanie AI i to jest rodzaj buntu dziennikarskiego, że przepuszczają taki badziew. U mnie w korpo podobnie, też ciągle nas nakłaniają, żeby więcej AI używać, tylko nikt z nas pracowników nie widzi w tym realnej korzyści.
A tak poza tym to mnie fascynuje to, że wypowiedzi guru od AI, czy to a OpenAI czy Microsoftu, przypominają mi czasy jak NFT było na topie, miało zrewolucjonizować nasze życie, pompowano w to kupę kasy, a teraz o NFT w ogóle nic się już nie słyszy. Pamiętam jak słuchałem wywiadu z jakimś fan-bojem NFT, który opowiadał, że kupił jakiegoś "konga", dzięki czemu jest w elitarnym klubie z jakimiś celebrytami i że dzięki temu nie martwi się jakby miał jakieś problemy, bo on ma tego "konga" i posiadacze innych "kongów" to jego grupa które na pewno mu pomoże. Brzmiało to kompletnie bez sensu i absurdalnie, ale gość mówił to z pełną wiarą i powagą. Podobne mam odczucia teraz jak słucham wypowiedzi Sama Altmana o AI...
Frer, zgadzam się z tym, co napisałeś. Tylko jedna uwaga: to już chyba nie te czasy, kiedy lekarz po obniżce pensji ze 100 do 60 tysięcy miesięcznie wyemigruje na Zachód. ;)
Zgoda. Też pytanie jak się to osiągnie. Robienie tego jakąś ustawą kominową nie będzie miało sensu. Najlepiej byłoby to zmienić przez podaż (więcej lekarzy) ale to potrwa dekadę lub dwie. Zostaje wprowadzenie sensownych zasad zatrudniania lekarzy w publicznych placówkach. Pytanie czy lobby lekarskie na to pójdzie? Czy w ogóle politycy raczyliby się podnieść rękę na lobby lekarskie? To obok akademików, górników i prawników, najsilniejsza grupa zawodowa jeśli chodzi o bronienie własnych interesów kosztem innych.
Już kiedyś pisałem (więcej w [127.5] i nn.), że według analiz OECD (a także NBP i ING) ok. 60-80% inflacji w krajach naszego regionu wynikało wtedy z czynników zewnętrznych. Działania PiS-u (głównie "tarcze" plus polityka NBP) odpowiadają za maksymalnie 1/3 wzrostu inflacyjnego.
Formalnie może to i prawda. Ma to prawdopodobnie duży związek z przerwanymi łańcuchami dostaw i wzrostem kosztów nośników energii na świecie. Również po rozpoczęciu agresji przez Rosję na Ukrainę.
Tylko co jeśli sporo z konsekwencji inflacyjnych tych czynników zewnętrznych zostało spotęgowane czynnikami lub zaniechaniami wewnętrznymi? Np. to że rekordowo dużo płaciliśmy za gaz można oczywiście przypisać niespotykanemu często wzrostowi cen spot na świecie. Równie dobrze można to przypisać PiSowi, który bawiąc się w czyszczenie SSP z nieswoich ludzi nie dopiął już praktycznie przygotowanego kontraktu na dostawy gazu przez Baltic Pipe, tym samym nie zabezpieczając nam na lata sensownych cen.
Nie mówiąc o działaniach spekulacyjnych na żywności czy mieszkaniach, na których na pewno bardzo wiele osób się w Polsce dorobiło (głównie powiązanych z PiS).
Badania wykonywane w 2023 roku pokazywały, że Polacy oczekują od rządu Tuska przede wszystkim zajęcia się inflacją i służbą zdrowia. I to się raczej nie zmieniło, choć do tych imponderabiliów doszła kwestia bezpieczeństwa.
Ale nawet kwestii bezpieczeństwa nie potrafią dowieźć. Po tym jak PiS przez 2 lata nie potrafił dowieźć zwiększenia produkcji uzbrojenia i dostosowania wojska do dzisiejszych realiów, PO również przez 2 lata właściwie nie zrobiło nic. Stan polskiego wojska dobrze podsumowuje artykuł o tym jak Ukraińcy się szkolą u nas - w skrócie: to oni naszych powinni szkolić:
https://www.rp.pl/wojsko/art43350931-bbc-ukrainscy-zolnierze-niezadowoleni-ze-szkolen-w-polsce-ucza-wedlug-podrecznikow-z-1410-roku
Przykładowy fragment tekstu:
Według niego szturmy okopów i operacje miejskie są również nauczane w kontekście realiów wojen sprzed 20 lat. – Chcą latać czołgami i Humvee tuż pod okopem. Powiedzieliśmy im, że to już tak nie działa. Teraz już się tego nie robi. Zakłada się „kikimorę” (kombinezon kamuflażowy) albo pelerynę termoizolacyjną, żeby być jak najbardziej niewidocznym, i idzie się na miejsce pieszo – mówi.
Decyzja producentów racjonalna w krótkiej perspektywie (jak u większości spółek giełdowych, które patrzą max 2-3 kwartały do przodu). Pytanie co będzie jak bańka AI pęknie, ludzie ogarną, że firmy bazujące na rozwijaniu LLMów (bo to nie do końca AI) nigdy nie dowiozą zysków, których oczekiwali inwestorzy, a budowa wielkich centrów obliczeniowych pod AI nagle stanie, a zamówienia na karty pod AI się załamią. Nie mówiąc już o kwestii nasycenia rynku w pewnym momencie. Tych kart nie będzie się wymieniało co roku,
To może jeszcze przypomnij, kto rządził w Polsce zanim PIS przejął władze w 2015?
Tylko, że to PiS odziedziczył okres prosperity po wychodzeniu z kryzysu lat 2008-2013. Właściwie PiS dostał gospodarcze eldorado lat 2015-2020, a potem przywolenie na dodruk i rozrzucanie helicopter money w latach 2020-2022 zanim się zorientowano jak inflacja się rozhulała, że w 4 lata PLN stracił 50% wartości. PiS po części "oddłużył" kraj i wiele instytucji przez dewaluacje długów, ale to jedyna ich zasługa.
I właśnie dlatego po części rozumiem (prawdopodobną) decyzję Tuska, żeby napompować zadłużenie do granic możliwości, że gdy zrzucą z siebie władzę w 2027 r. to PiS-Konfa zostanie z większym bajzlem niż zostawili Tuskowi.
Najlepsze jest to, że NFZ przeżera rekordowo dużo pieniędzy, a jakość usług publicznych nadal jest tragiczna. A ze starzejącym się społeczeństwem będzie jeszcze gorzej. Dzisiejsi 20-, 30- czy 40-latkowie w jeszcze względnie dobrym zdrowiu mogą się śmiać, że ich to nie dotyczy, bo mają abonamenty na prywatną opiekę w Luxmedach czy Medicoverach (gdzie jest i tak coraz gorzej, a niektórych specjalistów nie można zarezerwować, choć teroretycznie są w pakietach). Tylko jak przejdą na emeryturę to abonament się skończy, albo jego opłacenie prywatnie będzie kosztowało kilkaset złotych miesięcznie, po czym w wieku 70 lat w ogóle przestaną świadczyć usługi, bo im się nie opłaca leczyć staruszków. Pędzimy na ścianę bez hamulców i wszyscy tańczą do muzyki zamiast choćby zacząć mówić, że mamy problem...
Co do zadłużonych szpitali. Mam jedną osobę w rodzinie pracującą w administracji jednego dużego szpitala publicznego. Ponoć właściwie oni już są bankrutem, bo nawet faktur za podstawowe usługi i dostawy materiałów/leków nie opłacają w terminach, bo nie mają z czego. Zadłużenie idzie w ciężkie miliony, ale formalnie udaje się je jeszcze ukrywać kreatywną księgowością. System już się wali tylko my jeszcze tego na zewnątrz nie widzimy.
Edit (bo teraz zobaczyłem posta Bukarego):
Potrzebne są odważne reformy. Bo nicnierobienie oznacza cichą prywatyzację usług zdrowotnych. - Prywatne usługi nie rozwiązują problemu, to tylko dalsze pudrowanie trupa. Baza wyborców w wieku 25-65 może się zadowoli tym, ale prawdziwa tragedia objawi się jak wyże demograficzne wejdą w jesień życia i już totalnie dociążą publiczny system. Prywatny już nie wyrabia.
Co do odważnych reform, są potrzebne, te krótkoterminowe (bieżące finansowanie, oddłużenie szpitali, itd.), ale również trzeba myśleć długoterminowo. Dlaczego pensje lekarzy mogą wynosić >100 tyś zł miesięcznie? Bo brakuje specjalistów. Czy ktoś mówi o ich nauczaniu? Prędzej zaczniemy sprowadzać lekarzy z Bangladeszu niż ktoś przyciśnie uczelnie medyczne, żeby zwiększyły nabory.
A sprawnie działająca służba zdrowia jest znacznie ważniejsza np. od procesu Ziobry. - Dokładnie.
Obecne władze USA pokazują, że są oderwane od rzeczywistości. Podobnie do naszych poprzednich władz, uznali, że zatrudnianie ekspertów się nie opłaca, bo nie chcą realizować ich pomysłów to Trump zaczął czystki w wielu rządowych agencjach. Nie byłoby dziwne, gdyby teraz po prostu nie miał kto im doradzać.
Szczytem naiwności jest łudzenie się, że nawet jeśli Ukraina i Rosja podpiszą pokój na Trumpa (a w zasadzie Putina) warunkach to wszystko będzie już ok. Putin na pewno nadal prowadziłby działania dywersyjne i hybrydowe, dążąc do destabilizacji Ukrainy.
Sikorski miałby pewnie lepsze szanse niż Rafałek, ale jego jego własne "elity" partyjne nie chciały. A Tusk nie potrafił się zorientować, że to już nie 2020 r. tylko zupełnie inne czasy, na które Rafałek naprawdę nie był dobrym kandydatem. Tylko tu też tkwi problem, że KO nawet nie ma kogo wyciągnąć z drugiego czy trzeciego partyjnego szeregu, jak PiS najpierw z Dudą a potem Nawrockim.
Właściwie po Tuski i Sikorskim ta partia (na szczęście) musi się szybko rozpaść i zniknąć ze sceny. Ja podejrzewam, że jednym z powodów dla których Tusk boi się Razemków (też nie ludzie z mojej bajki) jest właśnie fakt, że tam są względnie młodzi (jak na politykę) ludzie, z którymi młodzi o poglądach lewicowych są w stanie się identyfikować. Ja nie znam nikogo kto się identyfikuje np. z Sikorskim mieszkającym w pałacu.
LLMy to nie prawdziwe GAI i prawdopodobnie nigdy nim nie będą. Rozwiązania AI-opodobne (np. sieci neuronowe) są znane od dekad i nadal nie wdrożyły się nawet w prostszej, bardziej wyspecjalizowanej formie.
Jednym z problemów jest dostęp do bazy danych do trenowania modeli. LLM można trenować na śmietniku znanym jako Internet, ale np. ANN czy AI agent, który miałby, np. zaprojektować budynek, musiałby zostać wytrenowany na ogromnej bazie odpowiednio sparametryzowanych projektów.
Drugim problemem jest odpowiedzialność za rezultat i prawa autorskie do niego. W przypadku odpowiedzialności, gdy LLM potrafi dać kilka różnych odpowiedzi po zapytaniu o to samo w różnej formie, w zasadzie może to tylko służyć jako narzędzie wsparcia, np. w produkowaniu pierwszego draftu kodu Pythona, żeby potem go poprawił człowiek.
Ale niezły absurd, że za naszą kasę pompuje się amerykański a nie polski przemysł zbrojeniowy.
A mi post-factum łatwo to zrozumieć i nasze sytuacje (Polska vs US) są wbrew pozorom bardzo podobne. Głównym powodem jest degradacja "elit" liberalnych oraz fakt, że ich agenda była hołubiona przez ostatnie 20 lat w polityce i życiu społecznym, gdy z agendą konserwatywną właściwie aktywnie walczono. Do tego dochodzi fakt, że ani "libki" ani "konserwy" to wcale nie są idealiści, tylko w większości ludzie z własnym interesikami, którzy mówią masom to czego te masy chcą usłyszeć.
W kwestii degradacji "elit" w kontekście wyborów prezydenckich problem jest ten sam w obu krajach: kto był alternatywą "demokratyczną" dla Trumpa? kto był alternatywą libkową dla Nawrockiego? W obu przypadkach liczono na to, że niechęć do kandydata "konserwatywnego" da wiatr w żagle kandydata wystawionego jako alternatywa. Tylko oderwane od rzeczywistości przeciętnych ludzi "elity" libkowe, zarówno w Polsce, jak i US, kompletnie nietrafnie oceniły sytuację. I okazało się, że marginalna przewaga w obu wypadkach wystarczyła, żeby prawicowi populiści przejęli władzę.
Dla zrozumienia powodów porażki wystarczy przeprowadzić prosty eksperyment myślowy, zadając sobie pytanie: czy Trzaskowski/Harris nadają się w obecnej sytuacji geopolitycznej na urząd prezydencki i reprezentowaliby interesy większości swojego społeczeństwa, czy tylko jego małej części? Moim zdaniem nie nadawaliby się i reprezentowaliby interesy "elit" ze swojej strony sceny politycznej, jednocześnie wzmacniając agendę wałkowaną od dwóch dekad.
A problem tkwi w tym, że tak jak przeciętny Polak, którego nie stać na zakup mieszkania w Warszawie po 20 tyś zł/m2 nie widzi rozwiązania swoich życiowych problemów w wymuszeniu otwierania trzecich łazienek dla osób niebinarnych, tak przeciętny amerykanin też ma inne zmartwienia niż typowi Hollywoodzcy celebryci.
Podsumowując, libki przegrały oderwaniem od rzeczywistości i słabością swoich ludzi, jednocześnie nie wyciągając z tego żadnych wniosków w ciągu ostatnich 10 lat.
Tylko jeśli np. taki Bill "planeta płonie albo i nie" Gates może latać prywatnym odrzutowcem, bo niby płaci na jakąś fundację, która chyba sadzi drzewka, żeby redukować ilość CO2 w atmosferze, to rozumiem, że mi wolno kupić cytryny w plastikowej siateczce w Biedronce skoro ja świadomie rezygnuję z latania prywatnym odrzutowcem?
W starciu biuro vs praca zdalna dużo zależy od kontekstu. Tzn. jakie warunki biurowe zapewnia firma i jakie warunki do pracy zdalnej ma pracownik w domu. Ja przeszedłem przez pracę z biura, gdzie miałem swój pokój, gdzie pracowałem w większym pokoju z kilkoma osobami i pracę w open space na tzw. "hot deskach" (bez swojego przypisanego biurka).
Z tych opcji oczywiście open space to był koszmar, gdzie niemożliwe było realizowanie jakiejkolwiek pracy wymagającej skupienia. A opowiastki korporacji, że pozytywnie wpływa to na kolaborację można włożyć między bajki. Z drugiej strony praca zdalna sprawdzała się świetnie do tzw. deep worku, pod warunkiem, że ma się w domu dedykowane stanowisko i mieszka samemu. Trochę współpraca kulała, ale nie aż tak bardzo jak szefostwo próbowało to sprzedawać zmuszając nas do powrotu do biura.
A ludzie pokroju tego gościa z Microsoftu są dawno oderwani od rzeczywistości przeciętnych pracowników. Większość pracy wyższego managementu to uczestniczenie w spotkaniach, a do tego w większości firm mają oni swoje własne pokoje w których mogą się zamknąć. Oni nie doświadczają sytuacji, jak pracownicy, siedzący od siebie 1.5-2 m, gdzie próbując się skupić na technicznej robocie ma się koło siebie kilka osób na różnych "callach", do tego często w różnych językach. Ponad połowa ludzi an open space siedzi w (prywatnych) sluchawkach z aktywnym tłumieniem hałasu, bo inaczej nie byliby w stanie realizować jakiejkolwiek pracy.
Tymczasem swoje własne programy w K0 mają (oprócz np. Miziołek, Andrzejczaka czy Nowaka) Dymek, Meller, Matczak, Rożek, Raczek, Dębski (i inni ludzie spoza prawicowej bańki, np. Krzan, Tede, Walkiewicz).
Z tych nazwisk to w ogóle kojarzę jedynie Matczaka, więc o reszcie nie komentuje (może to jacyś trzeciorzędni KOwcy, nie wiem), ale przecież Matczak ma bardziej prawicowe niż lewicowe inklinacje, więc nie wiem o czym piszesz. Do tego on był jednym ze zwolenników nieruszania neosędziów i ziobro-prokuratorów, tylko dogadania się z nimi.
Ponawiam zatem pytanie: które duże medium jest bardziej pluralistyczne i np. daje swoje własne programy przedstawicielom różnych partii politycznych czy światopoglądów, a nie tylko zaprasza ich jako gości?
W tej kwestii możesz mieć rację, ale to raczej objaw, że czas "dużych mediów" po prostu dobiega końca. W zasadzie nie znam wielu ludzi poniżej 40-stki, którzy oglądają TVP czy TVN.
ale zdawało mi się, że Śpiewak też miał zacząć współpracę ze Stanowskim?
Trochę by głupio zrobił. Długoterminowo lepiej wyjdzie na kontynuacji budowy swojego kanału.
Pluralizm w przypadku Kanału Zero polega więc na tym, że w ramach swojego "profilu prawicowego" stacja nie tylko zaprasza gości, którzy mają różnorodne poglądy, ale też czyni ludzi spoza swojej domniemanej "bańki" prowadzącymi programów (np. "Trzecie śniadanie", "Zero kultury", "Zero prawa", "Poranek Zero", "Lewe skrzydło" itp.) i moderatorami rozmów, debat itp.
Tylko mi w tym kontekście przypominają się czasy Stanowskiego w KS, gdzie jechał po ludziach o poglądach lewicowych. To, że teraz się przebrandował i poszerzył grupę swoich docelowych odbiorców bardziej w lewo wcale nie poprawia mojej opinii o nim i tym co reprezentuje.
Z mojej perspektywy nie ma też mowy o pluraliźmie, gdy jego objawem ma być danie kilku programów z niską oglądalnością jakimś trzeciorzędnym libkom, gdy jednocześnie główni prowadzący jechali po KO (czasem oczywiście słusznie) kiedy tylko mogli, a przemilczeli albo rozmydlali tematy niewygodne dla PiSu.
Nie wiem o jakim pluraliźmie piszesz. Kanał Zero ma ewidentne inklinacje PiSowsko-Konfiarskie. Oczywiście od czasu do czasu zaproszą kogoś z poza konfiarskiej sfery, ale gdyby tego nie robili to nie różniliby się od masy innych konfiarskich kanałów na YT.
Dla formalności napiszę, po raz kolejny, że Tuska nie bronię, bo to nie człowiek z mojej bajki. Podobnie Giertych, który dla mnie jest po prostu śmiesznym człowiekiem i temu krajowi narobił szkód już wiele jak trzymał sztamę z PiSem, teraz po prostu kontynuuje swoją szkodniczą działalność. Jednakże, Stanowski, wybielacz PiSiorstwa, ma dla mnie podobną wiarygodność, standardy moralne i szemraną przeszłość, jak Giertych.
Chciałbym zauważyć, że akurat przed uzyskaniem niepodległości świadomość narodowa u chłopów była praktycznie zerowa, oni byli "tutejsi" i wszystko im było jedni czy dojeżdża ich polski właściciel szlachciura czy rosyjski urzędnik.
Gdzieś czytałem w kontekście któregoś z Powstań, których w naszej historii było wiele, że elity/szlachta próbowały przekonać chłopów do przyłączenia się, a ci pytanie wprost: co my z tego będziemy mieć? "Idee" wolności czy ojczyzny do nich nie trafiały, bo historycznie chłopi nie byli wolni ani nie mieli poczucia przynależności narodowej. Dla nich ważne było przeżycie.
Innymi słowy, powtarzamy odwieczny konflikt idei.
Ale w zasadzie na czele nie stali ideowcy, a "idee" były tylko narzędziem, a nie celem, zarówno po stronie nacjonalistów, jak i komunistów. Odwieczny konflikt to nie "konflikt idei" a konflikt elit i aspirujących do bycia elitami, zawykle twierdzących, że chcą dotychczasowe elity obalić, a tak naprawdę chcący przejąć ich miejsce i wpływy, w ten czy inny sposób. Idee były tylko narzędziem do zdobycia poparcia ludu.
Też pytanie czy szef kancelarii to jego człowiek czy człowiek mu podstawiony. Ceną za poparcie PiS na pewno było to, że otoczenie w pałacu będzie w dużej mierze z zaciągu partyjnego, w dużej mierze niezwiązanego z Batyrem. Ewentualnie, uświadomili sobie jakiego smrodu może narobić szybka deklaracja o ułaskawieniu inblanco Ziobry, którego i tak prawie nikt nie lubi. Pamiętajmy też, że Ziobro to nie jest człowiek z głównego nurtu PiS, a (w opinii Kaczora) zdrajca, któremu łaskawie pozwolono wrócić aby był przystwką, gdzie nieraz nadmiernie fikał. Dla Kaczora Ziobro "na uchodźctwie" na Węgrzech może być cenniejszy niż Ziobro na wolności w Polsce.
A czy Wy jesteście już przygotowani do obrony ojczyzny i należycie do stowarzyszeń strzeleckich?
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Kosiniak-Kamysz-Potrzebujemy-mlodych-ludzi-gotowych-do-obrony-ojczyzny-9037649.html
Potrzebujemy młodych ludzi gotowych do obrony ojczyzny. Dlatego ruszył program powszechnych szkoleń obronnych. Jesteście w tym bardzo potrzebni – powiedział wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po podpisaniu porozumienia o współpracy między MON a Zjednoczeniem Kurkowych Bractw Strzeleckich RP.
Haha i gdzie są ci kukizowi sędziowe pokoju czy JOWy? Gość dał się ostatecznie wydymać za miejsce na liście, a teraz twierdzi, że mu nie zależało na pieniądzach.
Memiczne jest też to, że Kukiz może nie broni wprost Zerra, ale ewidentnie odprawia stano-mazurkowe rozmydlanie tematu: nie wiem, może i kradli, ale PO też kradnie, a trzeba się starać, żeby nikt nie kradł...
Niektore takie bardziej fikusne w stylu "Nazwisko, Nazwisko i dwa Nazwiska" ;) zaczely zatrudniac ludzi do koncowej analizy produkowanych przez zatrudnionych prawnikow dokumentow.
Nie wiem jak to wygląda w prawniczych, ale w inżynierii standardem jest, że każdy dokument wychodzący do klienta jest opracowany (i podpisany) przez opracowującego, dwóch sprawdzających (zwykle sprawdzenie niższego i wyższego poziomu), a na koniec ktoś to zatwierdza. Jeśli firma potrzebuje dodatkowych ludzi do sprawdzania to znaczy, że min. 3 ludzi nie wykonało swojej roboty jak należy, a zatrudnienie kolejnego nie wydaje się sensownym rozwiązaniem takiego problemu.
Niestety dojdzie do czasów że jak nie będzie cię stać na prywatne wizyty to będziesz zdychać pod płotem
Warto dodać, że nawet z prywatnymi nie jest już ciekawie. O ile 10 lat temu "pakiet prywatnej opieki medycznej" był benefitem w dużych korporacjach, dziś każdy liczący się pracodawca musi mieć go w standardzie. Największe "sieciówki" już nie wyrabiają, choć pewnie jednocześnie liczą rekordowe zyski. Sam potrzebuję obecnie konsultacji ze specjalistą (dermatolog), dostałem skierowanie od internisty, ale w aplikacji nie ma terminów. Idę do rejestracji w placówce, mówię, że mam skierowanie, a oni też: "nie ma terminów, możemy Pana wspisać na listę oczekujących".
Generalnie już w tej chwili "prywatna opieka abonamentowa" (nie mówię o jakiejś VIPowskiej dla turbobogaczy oczywiście czy płaceniu z kieszeni za każdą wizytę) przejmuję rolę publicznej. Publiczna stacza się w kierunku zamykania, tak jak ten przypadek o którym napisałeś. O ile rodzenie na SOR za parawanem to może przesada, ale kto był kiedykolwiek na SORze to wie, jak to jest niewydolny system. Do tego wszystko może będzie dobrze jak będzie dobrze. Ale jak dojdzie do komplikacji w trakcie porodu? Rodzącą będą transportować kilkadziesiąt kilometrów do prawdziwego szpitala położniczego?
Zapaść w służbie zdrowia trwa od dobrych kilkunastu lat, przyśpieszyła po covidzie. Przez ten czas duopol partii albo się zmienił jako partia rządząca, albo mają stabilne 25-30% jako opozycja. Więc gówno pamiętają.
Niestety tak jest. Degradacja usług publicznych dawkowana stopniowo sprawia, że lud wierzy, że tak ma być, bo nie da się inaczej. To nie jest tak, że termin oczekiwania na wizytę u specjalisty na NFZ nagle się wydłużył z np. 14 dni na 140 dni i można o to kogoś oskarżyć. To się działo stopniowo, przez wiele lat. W przypadku PO problem jeszcze tkwi w tym, że ich spora część elektoratu nie korzysta z NFZ, bo leczy się prywatnie.
Potrafił zrezygnować z nimbu bycia premierem, daje się wykazać innym, co naturalnie rozładowuje napięcia w partii, gdzie co zdolniejsi mogą spełniać swoje ambicje, nie otoczył się posłusznymi idiotami w postaci wcisło czy naleśnika - I to jest idealny układ
To jest ta krytyczna różnica moim zdaniem. Ja mogę nieszanować topowych ludzi z PiS, ale przynajmniej ich rozpoznaję i wiem, że są ludzie, którzy ich lubią, nawet jeśli ja nie rozumiem za co. Tusk dawno z PO wyeliminował wszystkie jaskrawsze jednostki z potencjałem przywódczym, bo się ich bał. Zostały mu miernoty, których nawet ludzie nie kojarzą.
Ja się przyznam, nie wiem nawet o kim piszesz ("wcisło czy naleśnika"), bo w zasadzie poza Tuskiem, Sikorskim, Trzaskowskim, a kiedyś Schetyną i Budką, nie kojarzę żadnych POwców. Jakieś inne nazwiska z rządzącej koalicji kojarzę, ale nie mam pojęcia czy to PO, H2050, PSL, czy Lewica. Tak są to bezbarwni ludzie.
No bo jak masz raka i umierasz to po co polityk ma walczyć o Twój głos skoro i tak go nie będziesz w stanie oddać?
Ale zgadzam się, jeśli chodzi o wchodzenie w tyłek górnikom, korporacjom i deweloperom to politycy znajdą czas
Tusk sam się podłożył... Ale PiS nieźle to rozgrywa. Może to i krętacze i złodzieje, ale w politykę umieją grać. PO nadal nie potrafi.
Nie dobieraj tego jako obrony TVP, bo ja tego medium nie oglądam (i nie szanuję) już od ok. 15 lat. Ale ja się obawiam, że żyjemy w czasach, gdy problemem nie jest ilość informacji, a ich wiarygodność. Użycie narzędzi AI do kompilacji z istniejących źródeł (bo nic więcej to nie robi) jest kusząca, bo eliminuje potrzebę żmudnego przedzierania się przez setki jeśli nie tysiące publikacji. Problem w tym, że sporo ludzi robi to głupio, bez weryfikacji źródeł. Podobnie, zamiast znaleźć samodzielnie zweryfikowane źródła i wrzucić je w narzędzia które ograniczą się tylko do podanych źródeł (np. NotebookLM), to ściągają cały śmietnik internetu jako referencje.
To co obserwujemy w takich wpadkach to po prostu wdzieranie się AI slop w kolejne rodzaje mediów i że ludzie którzy powinni zweryfikować otrzymaną zawartość (autorzy, checkerzy, redaktorzy) po prostu nie wykonują swojej pracy rzetelnie. Ostatnio był nawet przypadek, gdy jakaś ogromna korporacja zajmująca się "doradztwem" oberwała jak się okazało, że raport za pół miliona dolarów dla jakiejś rządowej agencji (chyba w Australii, ale mogę się mylić) okazał się pełny halucynacji AI, a źródła zmyślone. Żeby było śmieszniej, kto wie jak tego typu korporacyjne molochy funkcjonują ma świadomość z czego to wynika.
Co by nie mówić, Kaczyńskiego trzeba podziwiać choćby za to, że potrafił sobie uświadomić jak negatywny ma elektorat i że jeśli chciał wygrać to musiał się schować za innymi. Do Tuska nadal nie dotarło, że swojego wizerunku nie ociepli memicznymi "shortami" na socialach. Czy oni naprawdę nie mają w partii kogoś kogo można byłoby promować i zacząć kreować na przyszłych liderów partii, a przynajmniej ludzi wybieralnych np. w wyborach prezydenckich?
Przecież Nawrocki to akolita pomarańczowego, czyli jego polityka środowiskowa to pochodna "drill baby, drill".
Ja w sumie nie wiem czy są jacyś ludzie chcący w ogóle bronić Zerra. Przecież on powinien dawno siedzieć choćby za wykorzystywane wpływów aby nękać lekarzy, którzy zajmowali się jego ojcem.
Bukary a możesz wymienić co przez ostatnie 2 lata zbudował Tusek? oprócz długu publicznego, zapaści NFZ ?
A co zbudował Nawrocki i jego pryncypał Kaczyński? Poza rowem przez mierzeję, który zwróci się finansowo za 400 lat nie ruszyli z żadną inwestycją. Ja osobiście twierdzę, że PiS od czasów 500+ nie miał żadnych sukcesów poza propagandą sukcesu na slajdach Morawieckiego. Po prostu mają szczęście, że mają tępy elektorat. P.S. Nie bronię Tuska, bo gość ostatnie dwa lata partaczy jak Morawiecki, z tą jedną różnicą, że tyle nie kradnie i nie jest aż tak patologicznym kłamcą jak Vateusz.
Czy bedziesz narzekal dalej na brak sprawczosci jak Zero przyjedzie do PL, pomacha pindolem w tvrepublika i wroci na wegry niepokojony przez nikogo, bo adrian liczyl, ze ziobroid sam dobrowolnie stawi sie przed sadem? Pewnie to bedzie znowu wina tuska.
No bez jaj, wielkim fanem Razemków nie jestem, ale teraz jechanie po nich za to (zakładam, że Bukary ma zweryfikowane info, jeśli tak to trzyma się to kupy) to śmiech na sali. Mam przypomnieć kto pozwolił wyjechać na Węgry gościowi, który nigdy nie powinien być w stanie opuścić kraju? Nie Razemki. A kto nie dotykał Osrajtka, póki ten nie miał zaklepanego immunitetu z PE, pomimo tego, że od ręki można było go zgarnąć, na dodatek pozwalając mu robić kampanię z doskoku z Węgrzech? No znów nie Razemki. Bez jaj, nie przykrywajmy Razemkami niekompetencji Tuska i jego ludzi.
A usłużne media razem z politykami rządowymi lansują tezę o "niechęci do wzięcia na swoje barki odpowiedzialności" albo "lenistwie" Zandberga, który jest po prostu wyjątkowo niewygodny i zagarnia część potrzebnego elektoratu. Bo ludzie z Razem wytykają rządzącym błędy, ale nie reprezentują prawicy, więc trudno ich zaanektować do propagandowej wojenki POPiS-u. :)
Dokładnie. Tym bardziej, że Ministerstwo Zdrowia to najgorszy resort, bo realna reforma systemu wymagałaby zmian, które wielu by się nie spodobały. Tak jak dla PiS gorszym wrogiem od PO jest każda partia po skrajnej prawicy (Konfie-light odpuścili jak się przesunęła bliżej centrum, teraz zagrożeniem jest Braun), tak dla PO zagrożeniem jest każda partia lewicowa, która nie jest kupiona (jak Nowa Lewica).
Pomysł bezsensowny, znów Deweloper+. Tym bardziej, że katastrofy demograficznej już się nie powstrzyma, można lekko ograniczyć jej skalę. Kobiety wyżu demograficznego z przełomu lat 70/80-tych wchodzą w wiek porozrodczy - która miała urodzić to już urodziła. Młodsze pokolenia są już dużo mniej liczne i sam ten fakt, nawet przy współczynniku dzietności >2, prowadzi nas do spadku populacji.
Liczy się sam fakt, że by ułaskawił, bo pewnie chodzi o wykazanie, że Batyr będzie bronił PiSowców za wszelką cenę. Jeśli nie zbuduje się mu elektoratu negatywnego >50% to ma spore szansę na reelekcję na drugą turę.
Poza tym, o ile ja rozumiem, nie można "ułaskawić" kogoś nieskazanego prawomocnym wyrokiem, czy stosować ułaskawień prewencyjnych od potencjalnie stawianych w przyszłości zarzutów. Sprawa Kamińskiego i Wąsika (nomen omen gdzie są zarzuty dla nich za różne akcje z okresu 2015-2023) o to się rozbiła, że pierwsze ułaskawienie Adriana odbyło się przed wyrokiem i było nieważne, co on próbował zignorować. Musiał ich ułaskawić w prawidłowym trybie, po skazaniu. A w przypadku Ziobry z tyloma zarzutami sprawa będzie się ciągnąć min. do końca kadencji Batyra.
Ogólnie pomysł bez sensu i półśrodek.
Zapisze dwa mieszkania na żonę, 2 na syna, 2 na córkę i 0 podatku od 8miu mieszkań ;)
Jeśli masz 2 dzieci i z żoną rozdzielność majątkową, a nie boisz się na nią tego majątku przepisać, to powodzenia. Masz taniej, ale akceptujesz ryzyko, że mieszkania nie są już Twoje. Do tego jeśli tylko kitrasz mieszkania to jeszcze to przejdzie, a co jeśli chcesz je wynajmować? Umowy będą musiały być na żonę i dzieci na większość z mieszkań.
Mnie bardziej ciekawi jak to ma się do fundacji rodzinnych. Obajtek przepisał swoje nieruchy na fundację. Czy fundacja ma płacić kataster od pierwszego? Czy wcale?
Wałków kręconych przez KO bronić nie zamierzam, ale śmieszy trochę fakt oburzenia na KO za przejęcie rozpędzonych wałków PiSu. :D
Tylko po co taka funkcja w ogóle jest? Większość firm na tyle dużych, że nie mogą się "fizycznie" zorientować czy ktoś jest w biurze czy zdalnie, tak czy inaczej korzysta z kart dostępu do budynku lub jego części i wystarczy zwykła kontrola logów aby zweryfikować kto unika przymusu RTO.
A sytuacja, gdy bezpośredni przełożony nie może fizycznie sprawdzić czy podwładny jest w biurze czy nie, jest możliwa tylko w sytuacji, gdy przełożony znajduje się w innym biurze niż pracownik (wbrew pozorom dość częsta sytuacja w dużych korpo), czyli w zasadzie i tak współpracują zdalnie, tylko że z biur firmy, co wywraca całą narrację o tym, że RTO jest niezbędne dla lepszej współpracy i budowania zespołu.
Oj tam oj tam. Nasz kochany stano na kanale ziobro już rozmiękcza temat łącząć z aferą zarówno PiS, jak i KO.
A właściwie to ciekawie by było, gdyby zbadać transakcje na nieruchomościach w rejonie CPK w ostatnich 10 latach i zobaczyć kto był powiązany ze świata polityczno-biznesowego. Tylko naiwniacy wierzyli, że #takdlacpk to była oddolna społeczna inicjatywa popierająca rozwój Polski.
To, że na działkach przy CPK (a pewnie przy EJ też, bo po co Obajtek kupował ziemię w jej okolicy?) musiały być kręcone wały to dawno było wiadomo. Ale że aż tak grubymi nićmi szyte?
Problem jest złożony. Zaczyna się od tego, że mamy więcej jednoosobowych gospodarstw domowych niż kiedykolwiek wcześniej i coraz mniej osób w wieku 18-35 lat wchodzi w ogóle w związki w których można w ogóle myśleć o posiadaniu dzieci. Oczywiście rozwiązania PiSKonfiarskie tutaj nic nie pomogą, a wręcz te problemy pogłębiają.
Nawet jak już jest związek i chęć posiadania dzieci to ludzie zderzają się z rzeczywistością rekordowo drogich mieszkań i niestabilnością rynku pracy. Nie bez powodu wielu ludzi ma pierwsze (często jedyne) dziecko w wieku ok. 35 lat. To zwykle nie chcęć wyszalenia się jak niektórzy twierdzą, a po prostu dopiero w tym wieku osiąga się jaką taką stabilizację.
Dostępność żłobków i przedszkoli generalnie się poprawiła, ale też nie rozwiązuje problemów. Matka (najczęściej) wracająca do pracy, gdy pośle dziecko do takiej placówki, w zasadzie przez jeszcze spory czas musi brać zwolnienia za każdym razem, gdy dziecko jest chore, czyli czasem bywa i że połowę czasu w ciągu pierwszych paru miesięcy. Jeśli nie ma się wsparcia rodziny (babcie, itp.) w swojej okolicy to właściwie dla kobiety oznacza to stagnację zawodową na wiele lat, a czasem wręcz spadek pozycji zawodowej.
Ciekawa przyszłość nam się szykuje w Polsce:
https://next.gazeta.pl/next/7,151003,32346774,mapa-ktora-pokazuje-skale-katastrofy-za-100-lat-polakow-praktycznie.html
Są w Polsce gminy, gdzie w pierwszej połowie roku nie urodziło się ani jedno dziecko. Skala katastrofy demograficznej w Polsce jest przytłaczająca.
(...)
Przytoczmy kilka danych, które pokazują skalę demograficznej zapaści, z którą mamy w Polsce do czynienia. Otóż w pierwszym półroczu urodziło się zaledwie 115 755 dzieci. To o 7,9 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z drugiej strony zmarło o 2,5 proc. osób więcej, bo mieliśmy 208 364 zgony.
Z Konfą główna niewiadoma to czy ich działacze bardzo i natychmiast chcą do koryta, czy jeszcze są w stanie wytrzymać. Koalicja z PiS to mogą być spore frukta przez kilka lat, na tyle duże, że partyjna wierchuszka i ich rodziny ustawią się na kilka pokoleń do przodu. Z drugiej strony, granie kartą "trzeciej drogi" może dowieźć im jeszcze większe poparcie w jeszcze następnych wyborach.
Ich wszystkich (PiS, Konfa-prime, Konfa-bis) i tak ostatecznie może połączyć miłość do koryta...
Mnie w kwestii Merkosuru też ciekawi jaki ślad węglowy będzie miała ta żywność transportowana statkami palącymi tony diesla na godzinę.
czy nawet tego symetryzmu, ktory mozna zauwazyc tomazziego czy frera
A dziękuję za komplement. Staram się jak mogę. Cieszę się, że się podoba. :)
Nie bardzo rozumiem sens takiego reklamowania i medialnej pompy, jak w zasadzie to tylko lekki rebranding, żadna nowa partia. Nie jest to też połączenie równorzędnych tworów politycznych, a wchłonięcie planktonu przez dogorywającego bezzębnego wieloryba.
Tusk w sumie fajnie mówi... Tylko chyba ma demencję i myśli, że jest 2023 r., a rządzą już dwa lata i nie widać efektów tego rządzenia. Kogo oni chcą teraz rozliczać? Przecież już tylko Romkowo-Piński beton wierzy jeszcze, że będą jakieś rozliczenia PiS.
Nie będę bronił Tuska, bo wiadomo było, że neoliberały będą robić dobrze pracodawcom przez pozwalanie im na ściąganie migrantów do Polski. Tusk to wyznawca religii PKB i jej podporządkowuje większość swoich działań. Nie zmienia to faktu (zapewne przemilczanego lub rozmydlonego przez kanał Stanolizotyłka Kaczyńskiego), że za zrobienie z Polski kraju multi-kulti odpowiada PiS, Kaczyński i jego świta. To w latach ich rządów pojawiło się w naszym kraju setki tysięcy migrantów (mało ważne czy legalnych, niby-legalnych czy całkiem nielegalnych). Na moim osiedlu w Warszawie w 2015 r. nie było codziennością zobaczenie kogoś o innym kolorze skóry. Dziś tylko w moim bloku mieszka co najmniej kilku "kolorowych" różnych nacji, a w okolicy działa nawet arabskie przedszkole (nie żartuję). Generalnie mi to nawet nie przeszkadza, bo póki co nie ma z tego powodu problemów, ale warto podkreślać, że to PiS zapoczątkował u nas zmiany społeczno-kulturowe prowadzące nas tą samą ścieżką co kraje zachodnie.
Co do sprowadzania migrantów przez pracodawców, Orlen, państwowa spółka, rękami wykonawcy (ale musieli to zaakceptować) budując swoje nowe instalacje chemiczne sprowadzili tylko na jedną budowę kilka tysięcy migrantów z azji południowo-wschodniej. Znów, nie mam nic przeciwko osobiście, ale bez jaj, PiS to partia bardziej lewicowa niż Lewica.
Moim zdaniem sondaż z du.. Albo zlecony przez PiS, żeby PO wpadło w jeszcze większy samozachwyt jak to wspaniale rządzą i rządzili równie nieudolnie kolejne dwa lata, albo zlecony przez PO aby przekonać przystawki do stawienia się na obiedzie na którym zostaną zjedzone.
PSLowi i Lewicy nie opłaca się wspólna lista z PO nawet jakby mieli wylecieć z sejmu. Razem raczej niedoszacowane. Braun niestety pewnie też. Tylko 2050 chyba da się dobrowolnie zjeść. Na obecną chwilę realnie KO nawet ze wspólną listą może mieć max. 33-35%, a i to niekoniecznie. Rządzą tak nieudolnie, że ludzie nawet PiSowi zapominają przewinienia.
Fajne mamy standardy. Partia ma długi? To zlikwidować i zdrobić rebranding:
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/partia-nowoczesna-zostanie-zlikwidowana-nie-splaci-wiekszosci-dlugow/mv4jccr
W piątek Nowoczesna ma podjąć uchwałę o likwidacji partii. Jej członkowie przejdą do Platformy Obywatelskiej, która zmieni nazwę. Z informacji Onetu wynika, że ugrupowanie kierowane obecnie przez rzecznika rządu Adama Szłapkę wciąż ma 2 mln zł długów i wszystko wskazuje na to, że większości tej kwoty nie spłaci. Na liście wierzycieli Nowoczesnej jest m.in. Telewizja Polsat.
Duda po prezydenturze nie jest nikomu potrzebny, ani nikt poważny nie czuje się zobowiązany wobec niego, aby spłacić mu jakiś "dług" zapewniając posadkę w większej firmie. Widać, że jakiś znajomy, który założył klon revoluta potrzebował PRu to pewnie odpali Adrianowi z 10 tysi miesięcznie za bycie w "radzie nadzorczej", a realnie za narobienie rozgłosu wokół firmy.
"Nie stać nas, by utrzymywać rzeszę badaczy, którzy egzystują, zamiast uprawiać naukę"
Prof. Krzysztof Pyrć, nowy prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, apeluje o radykalną reformę nauki – od sposobu finansowania badań, przez ocenę uczelni, po realne powiązanie badań z gospodarką. Jego zdaniem tylko wtedy Polska ma szansę wykorzystać potencjał badaczy i uczynić z nauki motor rozwoju kraju. W rozmowie z WNP mówi też o tym, że badacze powinni ściślej współpracować z politykami.
https://www.wnp.pl/tech/nie-stac-nas-by-utrzymywac-rzesze-badaczy-ktorzy-egzystuja-zamiast-uprawiac-nauke,995366.html
Nie pamiętam od ilu lat czytam takie bajania. Mniej więcej to samo opowiadał Gowin 10 lat temu jak brał się za reformowanie nauki - więcej współpracy z biznesem, oceny uczelni, finansowanie badań... Polska nauka jest trupem i trzeba się z tym pogodzić, zakopać i iść dalej, a nie pudrować.
Jaką rolę widzi pan dla Fundacji jako katalizatora współpracy między naukowcami a politykami?
- Można tworzyć think tanki, można – jak w Hiszpanii – zatrudnić w każdym ministerstwie doradcę naukowego. Kiedy w opracowaniu są regulacje, rolą takiej osoby jest na przykład identyfikacja realnych podstaw naukowych i solidnych danych, które mogą pomóc podjąć decyzje. W efekcie, polityk mógłby podejmować decyzje na podstawie faktów, a nie tylko oceny grup interesu.
Jak dziś w Ministerstwach nikt nie słucha ekspertów, np. w ramach konsultacji społecznych do ustaw i rozporządzeń, to co taki "doradca naukowy" zrobi. Albo byliby ignorowani, albo obstawionoby te stanowiska znajomymi profesorami, którzy potrzebowaliby fuchy aby sobie dorobić. Tak to w Polsce działa.
Ale naukowiec też może być częścią jakiejś grupy interesów.
- Owszem, dlatego bardzo ważnym czynnikiem jest tu budowane przez lata zaufanie do tych doradców naukowych. Komisja Europejska założyła swój własny instytut Joint Research Council, łączący w sobie zaplecze badawcze i analityczne, jednocześnie w ten sposób niwelując problem konfliktu interesów. To jedna z możliwych ścieżek i wierzę, że jest to możliwe.
Dla osób postronnych ta wypowiedź może brzmieć mądrze. Tylko nie dość, że gość nawet pomylił nazwę instytucji (jest to "Joint Research Centre"), to warto podkreślić, że jest to insytucja naukowa, która ma wspierać politykę Komisji Europejskiej (m.in. lewicową agendę), czyli reprezentuje jakieś grupy interesów.
Nie chce mi się tracić czasu na sprawdzanie, ale pewnie wiele się nie pomylę, że w tych miastach samorządy są obsadzone przez PO? Ukryte dofinansowanie "swoich"?
Co prawda z wiary w turbokapitalizm się już wyleczyłem, ale chyba naprawdę lepiej da się wydać tego typu pieniądze. A finansowanie jednostek samorządowych, szczególnie w małych miejscowościach, jest o tyle chybione, że tam wielu urzędników po prostu nie pracuje efektywnie i łatwo jest zmienić system na 4-dniowy przy zachowaniu ciągłości realizacji zadań.
Ja powoli podejrzewam, że Tusk gra pod zrzucenie władzy w 2027 r. Zostawi PiSowi rekordowe zadłużenie i burdel podobny do tego jaki PiS zostawił. Moim zdaniem on nie ma już taktyki długoterminowej, chodzi tylko o względnie pokojowe odejście z polityki na emeryturę. Moim zdaniem nawet już mu nie zależy na tym, żeby w 2031 szanse miała centro-lewica i lewica, wiedząc, że nie będą to już jego partie walczyły o władzę.
I to też po raz kolejny udowadnia, że PO musi stracić władzę, a Tusk z całą resztą ludzi musi odejść w polityczny niebyt. O ile kalkulacja spowolnienia "związków partnerskich" byłaby jeszcze politycznie uzasadniona, o tyle błędne kalkulacje odnośnie Trzaskowskiego i jego potencjalnego wyniku już dyskwalifikują Tuska z gry w pierwszej lidze polityki. Trzaskowskiego uznano w PO za kandydata z pewnym zwycięztwem, a okazał się kandydatem niewybieralnym. Gdyby PO słychało doradców to by o tym wiedziało.
Ja niestety coraz bardziej przekonuję się, że w kolejnych wyborach nie będę miał na kogo głosować poza Razemkami, bo to dla mnie jeszcze jedyna znośna partia, która stawia postulaty za którymi coś stoi i o które pewnie będą próbowali walczyć, nawet będąc w mniejszości.
Mnie ciekawi co powiedzą obecnie zakochani w Kanale Ziobro, jak za 2 lata z hakiem, po przejęciu władzy przez PiSKonfę, okaże się, że Stano tak obiektywnie krytykujący KO w ogóle nie będzie podnosił nic niewygodnego dla PiS lub będzie to rozmydlał, jak to robił na KS. Choć w sumie, prawica żyjąca w swojej bańce będzie się cieszyła, bo i tak do siebie nie dopuszczą informacji, że coś może w ich ulubionej partii być nie tak.
Najpierw mogliby dorzucić pociągów na głównych trasach. Na trasie KRK-WAW-GDA bywa często, że nie można dostać biletu na pendolino, bo wszystko jest zajęte. W sezonie, jak kupowałem bilet WAW-GDA to 30 dni wcześniej już 3/4 biletów było wyprzedane. PKP stało się ofiarą własnego sukcesu i od coraz większej grupy znajomych słyszę, że jak jadą z kimś to jednak decydują się na samochód, bo nie dość, że daje większą elastyczność i gwarancję dostępności miejsca to w wielu wypadkach wychodzi wręcz taniej.
Sytuacja w szkołach, na uniwersytetach czy w służbie zdrowia jest bardzo zła lub dramatycznie zła.
Tylko jest jedna różnica, o ile w szkołach na poziomie szkół zapewne wszyscy to widzą i zdecydowana większość ludzi chciałaby pewnie realnych zmian, na uniwersystetach i w służbie zdrowia (do pewnego stopnia) jest sporo ludzi, którym dysfunkcyjny system pasuje.
Statystyczny profesor na uczelni wyższej może się naprawdę wygodnie ustawić. Próby "napraw" systemu nauki wyższej zagroziłyby jego pozycji. Opór wewnętrzny w przypadku "ruszenia" uczelni będzie ogromny.
Bukary - ale to standard, że nikt realnie (jeśli w ogóle) nie słucha ekspertów tworząc nowe regulacje, w tym wypadku dotykające edukacji. Ja w swojej dziedzinie kiedyś śledziłem projekty nowych aktów prawnych i zdarzało mi się nawet zgłaszać jakieś uwagi, albo prywatnie albo przez organizacje do których należałem. Co ważniejsze, zrozumiałem jak wygląda proces legislacyjny.
To co przechodzi przez Sejm to w zasadzie wypadkowa działań różnych grup lobbyingowych i niekompetencji urzędników. Ludzie w Ministerstwach i ich koledzy (w dużej mierze lobbyści) z którymi konsultowane są projekty na etapie ich opracowywania myślą, że wiedzą wszystko lepiej niż inni i w zasadzie rzadko z kimkolwiek cokolwiek konsultują przed pojawieniem się publikowanej wersji projektu rozporządzenia/ustawy. Projekt idzie do opiniowania, dając tym co śledzą zmiany legislacyjne (a większość ludzi tego nie robi) jakieś 2 tygodnie na zgłoszenie uwag, które potem w Ministerstwie i tak mogą kompletnie zignorować, bo nie mają obowiązku uwzględniać. Kto po takim procesie oczekuje, że nie dojdzie do nadużyć i tworzenia śmieciowego prawa?
W mojej branży w ten sposób przeforsowano zmiany, oczywiście inspirowane przez pewną grupę lobbyingową, która na nich teraz zarabia, gdzie wprowadzona zmiana i jej uzasadnienie były między sobą w ogóle niespójne, a uwagi korygujące po prostu zignorowano właściwie odpowiadając tylko "nie uwzględnimy, bo nie". Efektem było, że zmiany które uzasadniano doprecyzowaniem pewnych zasad, aby unikać różnych interpretacji przez różne urzędy, w zasadzie wprowadziły jeszcze większe pole do interpretacji i ludzie z tym związani teraz są ustawieni na lata albo i dekady jeśli chodzi o ilość zleceń.
Co będzie? Przyjdzie PiSKonfa i będzie prywatyzacja nauczania, która tylko doprowadzi do ograniczenia szans awansu społecznego ludzi z biedniejszych rodzin.
Wiem jaki poziom ma "zero" i za wiele po nich nie można oczekiwać, ale czy Rokita jest jeszcze dla kogokolwiek autoryterem, że go pokazują? Czy prawa strona naprawdę nie ma innych "autorytetów"? :D
Na tyle na ile ja mogę na polską naukę psioczyć, niestety w nagraniu z Xa pod powyższym linkiem jest bardzo dużo prawy. Jest wielu Polaków, którzy wyjechali za granicę, próbują wracać lub chętnie by wrócili, ale ich etat jest uzależniony od grantu przydzielanego na 2-3 lata. Potem kolejny grant, potem kolejny, a w pewnym momencie jak się nie uda zrobić to traci się pracę. Etaty z budżetów statutowych są zwykle zarezerwowane dla "swoich" ludzi.
Pomijając głupotę wprowadzania nieobowiązkowych zajęć, bez wymuszania chodzenia na nie, i oczekiwania, że uczniowe będą chodzić, pamiętajcie, że mówimy o powiatach w których w kościołach duchowni nie krępują się z ambony mówić na kogo wierni mają głosować i co mają robić.
Generalnie zgadzam się, ale to jest trochę bardziej skomplikowana sprawa. Własne auto? A po co, rynek samochodowy jest już nasycony, a większość europejskich firm motoryzacyjnych balansuje na granicy bankructwa od wielu lat. Globalne koncerny? Mają wyrosnąć z państwowych tragicznie zarządzanych molochów czy mniejszych prywatnych firm, które nie mogą liczyć na sensowne finansowanie kredytami o najwyższych kosztach w Europie?
Pomyślcie jak wyglądają plany przeciętnego absolwenta studiów technicznych. Czy on chce zostać w nauce i coś badać? Czy chce założyć firmę i ją rozwijać? Czy chce iść do start-upu i tworzyć nowe technologie? Nie, chce iść do centrum outsourcingowego dużego zachodniego korpo, bo tam najwięcej płacą (jak na polskie warunki). To nie jest droga do rozwoju kraju.
A naukowcy? Na zachodzie naukowiec dostaje grant na badania nad czymś, po czym po iluś latach, gdy poziom TRL osiągnie odpowiedni poziom sprzedaje licencje firmie komercyjnej albo zakłada spin-off, który będzie sprzedawał produkt oparty o tą technologię. Jak to wygląda w Polsce? Naukowiec klepie fuchy, administracja męczy go o jakieś punkty za publikacje to robi syntezę z fuch nad którymi pracował w formie tandetnego artykułu, który nabije te punkty, a potem wraca do robienia kolejnych fuch.
banki, które zbijają fortuny na klientach, korzystając z "zapewnianej" przez państwo koniunktury, ale nie chcą się dzielić zyskami
Ale w dużej mierze te rekordowe zyski to kwestia wpompowania przez PiS setek miliardów złotych w system bankowy oraz utrzymywanie przez ich człowieka (Glapińskiego) rekordowo wysokich w skali europejskiej stóp procentowych. Dlaczego Morawiecki, człowiek establishmentu bankowego i światowej finansjery, miałby głosować za opodatkowaniem zysków?
A to jak banki nas doją widać po tym, że na kontach oszczędnościowych można dostać 1% w skali roku, od czego trzeba zapłacić podatek belki, gdy inflacja nadal jest koło 3-4%, a kredyty hipoteczne nadal są po 6-7%.
Ale nawet jak Memcen zostanie Ministrem Finansów. Czego Wy się po nim spodziewacie? Obniżki podatków? Przecież gość ma kancelarię doradztwa podatkowego, on podatków nie ruszy, albo je jeszcze bardziej skomplikuje.
Niestety wiele "spisków" łatwo w Polsce wytłumaczyć jeśli założy się, że ludzie są pewnymi sprawami są niekompetentni.
Wtedy będzie można "namacalnie" i niezależnie od moich obserwacji stwierdzić, czy "młodzież brunatnieje".
Jaka młodzież. Młodsi ode mnie ludzie z którymi pracuję (25-40 lat), wszyscy z wyższym wykształceniem, a jakieś 3/4 z nich głosuje i chce nadal głosować na Konfunię i cieszyło ich zwycięstwo Nawrockiego. Trendy nacjonalistyczne są w Polsce obecnie bardzo mocne. Dziś dla wielu ludzi nawet PiS to jest zbyt miękka partia jeśli chodzi o kwestie ideologiczne.
Ja nadal czekam na partię, która za jedyny punkt programu postawi sobie urynkowienie górnictwa i przerwanie kilkudziesięciu lat dopłat do umierającej branży. Moim zdaniem taka partia w pierwszych wyborach zgarnie kilkanaście procent.
Szczerze mówiąc, trochę mnie dziwi postawa Tuska. Bo nauczyciele to "naturalna" grupa wyborców partii liberalnych albo lewicowych
Bo PO i Tusk nadal się nic nie nauczyli na swoich błędach. Dalej uśmiechają się do wyborców centro-prawicowych, licząc, że część z nich się do nich przekona (naiwność), jednocześnie zakładając, że wyborcy centro-lewicowi tak czy inaczej na nich zagłosują, bo jak nie to na kogo (naiwność nr 2).
Ostatnio czytałem, że górnictwo znów kolejny rok kilka miliardów strat zanotuje. Kto te straty pokryje? Oczywiście w ten czy inny sposób my. Tusk się boi lobby górniczego, które i tak zagłosuje za PiSem, a jednocześnie strumieniem ciepłego złotego płynu oblewa nauczycieli, których głos na PO jest dziś mniej niż niepewny.
Edit: dopiero teraz zauważyłem posty wyżej dotyczące górnictwa.
Jednocześnie życzę powodzenia w budowaniu kariery opartej o pojęcie rynku w sposób "trzeba skakać z firmy do firmy" nic głupszego nie słyszałem w ciągu moich 20tu kilku lat pracy... Nic noe przyciąga wzroku rekrutera jak lista firm w których pracowaliśmy po rok dwa i do nowej posadki...
Dziękuję, nie trzeba. U mnie ta taktyka się całkiem nieźle sprawdza. Oczywiście nie sugeruję, że trzeba skakać co roku, ale w momencie, gdy jasne się staje, że firma więcej gada o rozwoju pracowników niż robi coś w tym kierunku, perspektywy awansu są bardzo mgliste, a u konkurencji można dostać +30% więcej, a niejednokrotnie i wyższe stanowisko, gdy jednocześnie widzi się, że już w danej pracy więcej nauczyć się nie da.
Z mojego doświadczenia, zmiana co 3-5 lat jest optymalna. Dlaczego nie więcej? Bo w większości firm lojalność i długi staż pracy nie przynosi benefitów.
Tak, dokładnie, powinniście robić to, co my robiliśmy.
Czyli co dokładnie? Darmowe nadgodziny za obietnicę docenienia w przyszłości?
Z doświadczenia powiem, że to docenienie najczęściej nigdy nie nadchodzi. Poza stanowiskami, gdzie wynagrodzenie ma charakter prowizyjny uzależniony od wyników, a wyniki są skorelowane z włożonym wysiłkiem (głównie stanowiska sprzedażowe), nie ma sensu pracować więcej niż wymaga tego umowa (40h tygodniowo).
właśnie - jeszcze wojsko wam by się przydało, oj tak.
Kolejna boomerska mentalność. W przypadku ewentualnego konfliktu, prawdopodobnie 2/3 ludzi w wieku < 40 lat będzie szukało opcji ucieczki z kraju na zachód. Głównie boomerzy i część gen X uważa, że młodzi powinni umierać za ten kraj. A jak zapytasz młodych to za co mają umierać? Mieszkania, których nigdy się nie dorobią, wille Obajtka, interesy polityków?
Oczywiście mam nadzieję, że ośrodek się uratuje, ale tam gdzie Wy widzicie problem niedofinansowania nauki, ja widzę problemy, których rozwiązania politycy ciągle unikają:
Kłopoty placówki mają swoją genezę w latach 70., gdy władze komunistycznej Polski umieszczały ośrodki naukowe na działkach o nieuregulowanym prawie własności. – Działkę przy ulicy Bartyckiej 18 w Warszawie oddano CAMK PAN w użytkowanie wieczyste. Czasy były takie, że nikt się nad tym nie zastanawiał aż do lat 90., gdy o działkę upomnieli się właściciele. Mieli do tego prawo – mówi prof. Konarzewski.
Mamy już 35 lat wolnej Polski, a do dziś nie rozwiązano problemów magicznie pojawiających się po 50-100 latach właścicieli (lub ich "spadkobierców") atrakcyjnych działek w środku miasta. A to jest problem powszechny w Warszawie. Skoro CAMK PAN ma "właścicielom" oddać kilka mln zł za bezprawne korzystanie z ich działki to przecież właściciele powinni oddać zaległe podatki wraz z odsetkami.
Niestety podejrzewam, że za kolejne 35 lat nadal będziemy słyszeć o wałach na "odzyskiwanych" nieruchomościach na których ciągle się będą dobrze powiązani ludzie dorabiać, a za które będziemy ostatecznie płacić my jako podatnicy.
czyli oznacza rabunek majatku narodowego na skale już totalną i zaoranie instytucji państwowych i tak już ledwo zipią
W sensie: jeszcze bardziej niż to robił PiS?
Nie wiem, nie jestem tak zafiksowany na Trzaskowskim jak Wy, więc nawet się na tym nie zastanawiałem. Pewnie duet Trzaskowski Tusk byłby marginalnie lepszy od Nowogrodzkiego Czarnka. Nadal bym mówił, że obsikany karton gnije, tyle, że wolniej.
A przy okazji, co tam w prawiczkowym obozie? Wymyśliliście już narrację odnośnie tego, że obecny rząd załatwił, że nie musimy wpuszczać migrantów?
Ja juz to kiedys opisywalem. Po kilku latach nadal jest bez zmian. I tych zmian nie bedzie poki polskie uczelnie i nauka na nich nadala beda glebokim PRLem :/
Dosypanie kasy nic nie da, ta zostanie przejedzona oraz utuczy obecne swinie na kierowniczych stanowiskach.
Dokładnie. Niestety zmian nie będzie, bo ich nie może być, nie tylko z powodu braku woli politycznej i inercji obecnego środowiska naukowego, ale również z faktu, że nie ma nowych kompetentnych kadr, które nie zostały w tym systemie wychowane. Dziś podjęcie kariery naukowej po studiach to właściwie przyznanie, że się nie znalazło poważnej pracy.
Z drugiej strony siedząc w biurze też łatwo udawać pracę, pisanie masy maili, ciągłe spotkania koordynacyjne.
Najśmieszniejsze jest to, że naprawdę staczamy się w bycie krajem, gdzie prezydentem jest taki gość jak Nowogrodzki, a premierem będzie Czarnek. To już nawet konfabulant Morawiecki był lepszy, bo może i jest patologicznym kłamcą, ale przynajmniej nie ideologiem z poglądami prosto z Orgio Jurnych.
Z sondazy podobno wynika, że PiS z Konfą mogą stworzyć rząd z dość mocną większością, gdyby odbyły się wybory. Oczywista oczywistość, ale mnie ciekawi co innego - jak łatwo przesunąć okno Overtona. Jeszcze 3 lata temu prawie nikt nie mówił otwarcie o tym, że PiS może dogadać się z Konfunią kiedyś. Wręcz wielu wydawało się, że będą się niszczyć wzajemnie. A dziś nawet niby-wolnościowi wyborcy Memcena otwarcie aprobują wejście w koalicję z PiSem.
https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32318533,kto-premierem-w-rzadzie-pis-konfederacja-wyrazny-sygnal-dla.html
Firmy zdecydowanie stawiają na awans pionowy, zdecydowanie wolą prowadzić rekrutację jedynie na niższe szczeble natomiast pracowników kadry zarządzającej pozyskiwać w drodze awansu pionowego. Ma to naprawdę spory sens.
To prawda, również się z tym zgadzam. Tylko nadal pozostawia to problem, który jest główną różnicą w szansach jakie dostało starsze pokolenie i to obecnie wchodzące na rynek pracy. Karty w większość firm i branż są już dawno rozdane. Możliwości awansu pionowego otwierają się bardzo rzadko. Sprawia to, że w większości firm możliwości awansu pionowego właściwie nie ma i nie ma znaczenia jak się ktoś będzie zarzynał dla firmy po godzinach i w weekendy.
Z mojego doświadczenia w polskich oddziałach zagranicznych korpo, stanowiska od wyższego managementu do middle managerów są obsadzone ludźmi, którzy powchodzili do firm 20-30 lat temu, jak te firmy się tu otwierały. Przez lata nie widziałem żadnych awansów wewnętrznych do managementu. Jedyne dwa wyjątki jakie znam to typowe diveristy hire zatrudnione z zewnątrz.
Co do idealistycznego podejścia, które masz to sam nawet je podzielam, ale jestem też realistą. Na tyle dobrze znam polskie środowisko naukowe (w branżach technicznych), że nie widzę sensu pompowania w nie kasę.
Jedynym z powodów jest to, że wiele "badań" realizowanych przez Polaków na polskich uczelniach to badania odtwórcze, kopiujące badania prowadzone krajach zachodnich. Po co więc pompować w to kasę, skoro wyniki zachodnich badań są i tak dostępne w ich publikacjach?
Niestety powodów tego jest kilka, ale dwa główne to:
- Marny poziom nauki polskiej - tu liczą się układy, a do pracy na uczelni nie zostają zatrudniani najbardziej wykwalifikowani, a najlepiej ustawieni. Często są to też osoby o wysokich ambicjach, ale przeciętnych kwalifikacjach. Najlepszych absolwentów zgarniają zagraniczne korpo, które płacą 3-4x tyle co uczelnia (bez fuch, które zwykle przychodzą później w karierze).
- Granty naukowe nie akceptują porażek, więc najlepiej "badać" bezpieczne tematy, czyli takie, w których wynik badań jest znany przed badaniem.
Są różne punkty widzenia na problem. Ja choć należę do "milenialsów" to widzę inny problem. Dzisiejsi szefowie (50-60 lat) to ludzie, którzy często zaczynali kariery w firmach dopiero wchodzących na rynek polski. Wystarczyło znać angielski, wskoczyć w latach 90-tych do korpo otwierającego oddział w Polsce i rosło się wraz z jego rozwojem. Bez realnego inwestowania w swoje kompetencje można było dojść do najwyższych stanowisk na poziomie krajowym.
Jak wygląda sytuacja dziś? Rozpoczynając karierę w korpo jako Z-tka właściwie nie będziesz nigdy miał szans awansować na middle managera, a co dopiero prezesa firmy.
Badania podstawowe są jednak niezwykle istotne.
Zgadzam się. Tylko czy nie lepiej byłoby wdrażać efekty tych badań przeprowadzonych za granicą, na które już ktoś inny wydał kasę?
Ostatnie 30 lat pokazało, że w Polsce nie potrafimy skomercjalizować wyników badań podstawowych i nie łudźmy się, to się nie zmieni. Wyniki większości badań podstawowych są publikowane, więc i ogólnie dostępne. Lepszym rozwiązaniem jest skupić się na badaniach wdrożeniowych i ich komercjalizacji.
Dlatego inwestowanie w naukę wyłącznie w doraźnych celach praktycznych jest krótkowzroczne.
Ale trzeba być świadomym miejsca w którym się jest i ograniczeń w jakich się poruszamy. Jak kogoś stać na wybudowanie szopy na narzędzia to nie wylewa fundamentów pod willę z basenem, łudząc się, że ją lada chwila wybuduje, bo kasy nie wystarczy nawet na dokończenie szopy.
Gdyby politycy racjonalnie wydatkowali pieniądze i przeprowadzali sensowne reformy
Czy naprawdę nie widzisz jak to naiwnie brzmi?
Tu się zgodzę, te kwoty w skali budżetu są śmieszne, na większość rzeczy raczej powinna znaleźć się kasa
Śmieszne w skali budżetu tak, ale jak sobie uświadomisz, że zakup jakiegoś sprzętu, który w najlepszym wypadku pozwoli jakiemuś profesorkowi na opublikowanie 2-3 nowych artykułów, to kwota wartości mieszkania lub dwóch, to dla mnie takie śmieszne już nie jest. Już bym wolał, żeby to poszło na budowę 1-2 mieszkań czynszowych.
Tu są potrzebne dwa elementy do poprawy stanu nauki w Polsce do poziomu, który pozwoli na zwiększenie innowacyjności (bo chyba o to chodzi):
1. Oczyszczenie uczelni i instytutów z układów i układzików, transparentne zasady naboru, a najlepiej likwidacja dożywotnich habilitacji i profesur. Tylko to się nigdy nie wydarzy, bo środowisko akademickie nigdy na to nie pozwoli.
2. Strategia rozwoju na poziomie kraju i ustalenie priorytetów, a następnie kierowanie funduszy pod te priorytety. Jakie technologie chcemy rozwijać? W czym chcemy być naprawdę dobrzy? Może po prostu najlepiej byłoby dla gospodarki, gdyby uczelnie po prostu produkowały kadry dla przemysłu.
Do tego Frer ma trochę racji, z własnego miasta znam mega aferę z dotacją na nieużywany sprzęt, ba, na całe centrum badawcze... :) choć oczywiście nie mam dowodów, że wszystko tutaj jest lewe, no a kwota w skali budżetu taka, że raczej warto podjąć ryzyko.
Tu nawet nie chodzi mi o jawną korupcję czy ewidentne przekręty. Bardziej o to, że kupuje się sprzęt z funduszy, które teoretycznie mają poprawić warunki prowadzenia badań naukowych, a potem okazuje się najczęściej, że:
1. Sprzęt stoi i nikt z niego nie korzysta, bo nie potrafi, albo nie ma już funduszy na utrzymanie sprzętu - przykład znam od kolegi, kupili jakiś supernowoczesny skaner za ok. 1 mln zł pod którym można cząsteczki składowe materiałów oglądać, a potem się okazało, że nie ma nikogo kto mógłby etatowo się zajmować obsługą tego sprzętu. Jeszcze później okazało się, że bieżące utrzymanie kosztuje kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, które uczelnia musiała już znaleźć z własnego budżetu.
2. Sprzęt jest, ale 90% czasu jadą na nim zlecenia komercyjne pracowników uczelni, a nie badania naukowe. W efekcie zabija się rozwój małych wyspecjalizowanych laboratoriów komercyjnych, bo nikt nie jest w stanie konkurować z naukowcami klepiącymi fuchy bezkosztowo i bezinwestycyjnie (w sensie przerzucania kosztów inwestycji i amortyzacji na podatnika).
Boomerskim szefom nie podoba się, że pokolenie Z nie podziela ich wartości i nie jest gotowe zapierniczać za miskę ryżu na rozwój ich firm. Z własnych obserwacji widzę, że pokolenie ludzi 50-70 lat (dzisiejsza kadra wyższa w wielu firmach) myśli, że Z-tki powinny robić to co oni robili w ich wieku - praca po 10-12h dziennie bez płatnych nadgodzin, poświęcenie dla firmy, itd. Boomerzy nie ogarniają jednak, że kiedyś (lata 90-te) na managera w polskim oddziale zachodniego korpo wystarczyła znajomość angielskiego, a dziś oczekuje się doktoratu z 10 latami praktycznego doświadczenia na stanowisko szeregowego specjalisty.
Podobnie z przywiązaniem do pracy. Boomerzy nadal żyją w przekonaniu, że zaczynając w firmie po studiach można się piąć w niej po szczeblach kariery. Z-tki dawno zauważyły, że ten model już dawno nie działa i dziś trzeba skakać z firmy do firmy, aby pchać karierę do przodu i nie utknąć.
Z tym stanem polskiej nauki sprawa jest dużo głębszym problemem niż większości osób się wydaje. Tego nie da się spłycić do rzucenia kasy. Współpracowałem lata z uczelniami i naukowcami, widziałem zgniliznę od środka.
Po pierwsze, naukowcy w Polsce nie zarabiają źle... tyle, że w większości robią to poza uczelniami. Przynajmniej w naukach technicznych, na wielu uczelniach wyrosły nieoficjalne inkubatory mikroprzedsiębiorstw. Praktycznie każdy, a przynajmniej od adiunkta wzwyż, klepie fuchy na lewo i prawo, bardzo często na oprogramowaniu i sprzęcie uczelni.
Po drugie, od ponad 30 lat panuje chów wsobny. Osoby kończące studia na danej uczelni idą tam na doktorat, potem zostają na habilitację, jeśli wystarczająco entuzjastycznie nosili teczki za swoimi promotorami, żeby wyżebrać etat, aż po profesurę, jeśli ktoś jest na tyle politycznie obrotnym, żeby sobie ją załatwić.
Tu dotykamy trzeciego problemu. Na większość polskich uczelni nie da się lub jest bardzo trudno z zewnątrz dostać się na stanowisko adiunkta, a tym bardziej profesora nadzwyczajnego. Dorobek naukowy nie ma znaczenia. Liczą się plecy.
Dlaczego ja nie mam nic przeciwko niewypłacaniu kasy na kolejne super sprzęty za 500+ tyś? Bo wiem jak to wygląda w realiach polskich uczelni i jak wyglądało w przeszłości, gdy był okres z dekadę temu, że uczelnie wręcz zasypano strumieniem kasy na inwestycje w infrastrukturę naukową - jak wygląda dziś polska nauka to wiemy. Kupowano hiper-ultra-sprzęt, który potem większość czasu stał i się kurzył, albo jego utrzymanie obciążało budżet uczelni. Okazywało się, że często nie było kadry technicznej do obsługi, a bardzo często w ogóle zapotrzebowania na wykorzystanie tego sprzętu.
A gdy na sprzęt jest zapotrzebowanie to bywa jeszcze większa patologia, bo sprzęt po prostu jest wykorzystywany do prywat. Jeśli miałbyś swoją całkowicie prywatną firmę i miał zainwestować np. 500 tyś. zł w jakiś zaawansowany instrument badawczy, to koszt badań oszacowałbyś bazując na przewidywanym okresie zwrotu i kosztach amortyzacji. Pracując na uczelni nie musisz tych kosztów brać pod uwagę, bo ponosi je uczelni (czyt. my podatnicy), więc możesz swoje usługi sprzedawać za połowę ceny oferowanej przez podmioty komercyjne.
Ja podzielam tą opinię. AI to fajne narzędzie, ale narzędzie, które przede wszystkim zautomatyzuje żmudne drugorzędne procesy, szczególnie te, których nie da się zautomatyzować prostym skryptem if-then. U mnie w firmie jest jeszcze etap zakochania w AI i próba wciskania tego gdzie się da, choć jednocześnie są obawy, gdzie te dane są przetwarzane.
Sam korzystam, ale zwykle do wyplucia pierwszego draftu jakiegoś kodu albo nakierowania gdzie w istniejącej dokumentacji znaleźć jakąś informację. Dla mnie to taki upgrade z googla i stackoverflowa. Nic więcej.
Słucham ostatnio pewnego podkastu technologicznego, gdzie o bańce AI mówi się też w kontekście startu-upów bez dochodów, bez planów jak te dochody uzyskiwać, bez sensownego value proposition, a wycenianych już na >100 mld usd.
Musk po prostu jest narcyzem, który chce się otaczać ludźmi mówiącymi mu jako jest wspaniały. A kto w tej roli się sprawdzi lepiej niż młodziak, który nie ma realnego doświadczenia, a dostaje od Muska "szansę życia"?
Ciekawe jest to, że do roli właściwie managerskiej daje kogoś kto wygrał konkurs typowo techniczny. Ja im nie wróżę sukcesów. A motywacja w xAI musi nieźle szorować po dnie.
Oddawanie praktycznie 1/3 na same daniny szatkuje moje zarobki - stąd tak, jestem za tym, żeby te składki obniżać, bo generalnie państwo mnie okrada. Niech zlikwidują mi vat, to nie będę jojczył na składki zdrowotne.
Niestety system działa tak, że zaczyna karać w pewnym momencie ludzi nie za to za to powinien. Na etacie jak wpadniesz w wyższy próg podatkowy, ale jeszcze nie dochodzisz do limitu składek emerytalnych to oddajesz praktycznie 50% swoich zarobków. W pewnym momencie nie opłaca się dążyć do zwiększania zarobków na etacie, a dorabiać innymi metodami, np. umowy o dzieło sprawdzają się zadziwiająco dobrze, szczególnie te autorskie. 9% podatku i zero składek jeśli poza tym pracuje się na etacie.
Jeszcze ciekawiej się robi jak sobie ktoś uświadomi, że Babis to po prostu czeski oligarcha, który dorwał się do władzy. Widać w naszej części Europy ciągoty do systemów autorytarno-korupcyjnych są naprawdę mocne. Niestety w dużej mierze to wina liberalnych elit, które żyją w oderwaniu od rzeczywistości przeciętnych ludzi, a do tego są zbyt miękkie, gdy trzeba działać.
z Izby Branży Komunalnej
Czyli gość, który ma prawdopodobnie interes w narzekaniu na to. Dziękuję.
Tym ekspertem ma być Gwiazdowski? Przecież on od lat przewija się w różnych kanałach i opowiada to samo, promując się na "eksperta" ekonomicznego "wolnościowców", w dużej mierze powiązanych z Konfunią. Czy ten drugi gość, jakiś no name?
Nie wiem czy Sikorski naprawdę jest takim Izraelofilem, czy pokazuje swoją wierność bieżącej polityce US, czy po prostu Izrael ma na niego jakieś haki. Nie jest to jednak ważne. Dla mnie jego wypowiedź pokazuje, że czas PO i starej politycznej gwardii przeminął i mnie powoli zaczyna cieszyć, że sami zakopują się w politycznym grobie. Wiara niektórych ludzi, że Sikorski będzie następcą Tuska (jak do tego większość PO pamięta, że Sikorski kiedyś był w rządzie PiS) to naiwność. Ten gość jest tak zapatrzony w siebie i oderwany od rzeczywistości jak Tusk, Kaczyński i cała reszta politycznych dziadków.
A ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby jednak religia była obowiązkowa, z kartkówkami, zadaniami domowymi, egzaminami, itp. Najlepiej 3-4h tygodniowo. Niech KK wciska młodzieży na siłę, pod przymusem, jak najwięcej religii. Wtedy proces laicyzacji może przyspieszy na tyle, że w 10-20 lat pozycja KK spadnie do poziomu jaki ma w zachodniej Europie.
Wracamy do Konkordatu z 1925 roku. Sejm zagłosował za obowiązkową religią
(...)
Tymczasem nowelizacja ustawy oświatowej proponowana przez Ordo Iuris dla Stowarzyszenia Katechetów Świeckich, które zbierało pod nią podpisy, stanowi, że nauka religii (na wymianę z etyką), miałaby być w Polsce obowiązkowa.
Za dalszymi pracami nad projektem zagłosowali w piątek 26 września wszyscy obecni posłowie PiS, Konfederacji oraz PSL, a także 8 z 28 posłów Polski 2050-TD, w tym marszałek Sejmu Szymon Hołownia (dalej ich argumenty).
https://oko.press/wracamy-do-konkordatu-z-1925-r-sejm-zaglosowal-za-obowiazkowa-religia-lub-etyka
To tak tylko jeśli ktoś miałby złudzenia jakie mamy priorytety w naszym kraju i kto z kim trzyma. Jak widać PSL i paHołek wraz z Konfunią i PiSem liżą rowka Orgio Jurnym. A miało być ograniczanie wpływu kościoła i wycofywanie religii ze szkół.
Mnie tylko śmieszy to, że realnie praktykujących katolików mamy może z 50%, a rzeczywistych postępujących zgodnie z przykazaniami, może 10%. A nadal ta korporacja religijna ma taki mocny wpływ na kontrolę polityki.
Różnica między PiSem a PO jest taka, że Kaczyński nawet jak nie namaścił następny to ma w partii frakcyjnych liderów, którzy są w partii rozpoznawalni i mają jakieś predyspozycje do bycia liderami PiS (Morawiecki, Czarnek, itd.). W PO jest mało rozpoznawalnych twarzy i nazwisk, bo wszystkich Tusk dawno wykosił. Koniec Tuska w polityce to koniec PO.
Ciekawostką jest to, że jak w samym PO nie widzą w nim materiału na lidera to ciekawe w kim widzą? Sikorski? To jest gość dobry na politykę międzynarodową, ale krajową partyjną już nie bardzo. Niby ma "tylko" 62 lata, czyli wiek średni jak na polskich polityków, ale jednak jest kojarzony ze starą gwardią polityków.
A nikogo innego w PO nie mają. Same no-name'y, których przeciętny człowiek nie kojarzy. Do tego nikogo kto wybijałby się z kwalifikacjami na lidera. PO bez Tuska zniknie w ciągu 1-2 kadencji. Ja się cieszę, bo uważam, że tą partię (w drugiej kolejności po PiS) należy politycznie pochować i pozwolić nowym tworom politycznym na wzrost.
Ja mieszkam jakieś 8 km od centrum i też u siebie widzę pogarszającą się sytuację od kilku lat. Bezdomnych może nie widać, ale więcej meneli i żuli. Do tego grupki śniadoskórych imigrantów. Mieszkania w bloku i okolicy coraz rzadziej zamieszkiwane przez rodziny z dziećmi czy emerytów będących ich właścicielami, a już w większości lokale inwestycyjne pod wynajem, gdzie najemcy zmieniają się co roku, a duży ich procent robi bydło, bo ma w nosie sąsiadów i zasady życia społecznego (bo i tak po paru miesiącach przeprowadzą się gdzie indziej).
Hołownia zawsze przymilał się do środowisk prawicowo-kościelnych, a od czasu jak mu się grunt pod nogami pali to przymila się do PiS, bo wie, że jego jedyna polityczna przyszłość to bycie umiarkowaną prawicą jako przystawka PiSu.
Tusk niestety dawno stracił "momentum" i już przed wygraną Nawrockiego nie miał wiatru w żaglach, a jego wygrana to utknięcie Tuska na mieliźnie. Teraz jest tylko pytanie czy Tusk pójdzie na dno z okrętem czy się ewakuuje jak w 2014 r.
Moim zdaniem "lewaki" przyjmują złą taktykę w "walce z religią". Zdejmowanie krzyży i kasowanie lekcji religii tylko triggeruje "prawiczków". Tu trzeba odwrotnej taktyki, pchać ludziom religię we wszystkie aspekty życia aż do obrzydzenia:
- Obowiązkowe 4h religii tygodniowo z egzaminem na koniec.
- Zdrowaśki na początku każdego dnia w szkole.
- Obowiązek wykonania znaku krzyża przed wejściem do każdego urzędu.
itd.
Niech prawica ma to czego chce, a pozostałe 70% społeczeństwa niech się wku...
PKP IC niezadowolone, ale to czy nikt tego nie kontroluje co jest zamówione, a może właśnie to zamówili?
Podstawowym problemem państwowych inwestycji (a bądźmy szczerzy, PKP nadal jest państwowym molochem) jest to, że osoby odpowiadające za zamówienia są słabe kompetencyjnie (bo PKP słabo płaci i najlepsi tam nie idą pracować), unikają innowacji (bo to ryzyko, że szefowi się nie spodoba), a do tego boją się kwestionować nawet złych zakupów (bo ma być propaganda sukcesu). Pracownik kolei to nadal bardziej "urzędnik" niż fachowiec pracujący na rynku.
Już ktoś napisał, że chodzi o częstotliwość, która ma być największa w centralnej części. Ale jest pewnie jeszcze jeden dodatkowy powód - PR. Dwie linie metra brzmią lepiej niż jedna. Prawdopodobnie dwie linie z prawdziwego zdarzenia, gdzie aż prosiłoby się, aby czerwona linia szła na kierunku SE-NW, po prostu kosztowałyby zbyt dużo. Tak na 2/3 trasy "linie" idą tą samą trasą, a to oznacza mniej drążenia tuneli, mniej stacji, itd.
Takie wpadki korporacji niby zatrudniającej najlepszych ekspertów w branży i pompującej dziesiątki miliardów dolarów rocznie w rozwój tych niby-innowacji to najlepszy przykład, że dzisiejsi giganci technologiczni to IBMy i Intele XXI wieku, firmy jadące na quasi-monopolach i już niepotrafiące generować realnych innowacji.
Moim zdaniem w artykule nie poruszono jednego bardzo ważnego aspektu. Skoro AI miało być w stanie rozpoznać składniki do gotowania leżące na stole, to znaczy, że w czasie rzeczywistym zbiera i przetwarza obraz na który patrzymy. U nikogo to nie wzbudza obaw? Co to AI będzie zbierało i przetwarzało w tle bez naszej wiedzy?
Ja też uważam, że Polacy wybrali i dostali prezydenta na jakiego zasługują. Niestety ciemnota ma się dobrze. Mnie tylko szokują kontrasty które widzę w swojej rodzinie:
- "Instytucji" małżeństwa i rodziny najmocniej bronią rozwodnicy.
- KK najczęściej bronią ci co w niedzielę idą się pomodlić do kościoła, a w poniedziałek jadą nielegalnie ciąć drzewa w lesie.
- Na Niemcy najbardziej psioczą ci co się pobudowali w Polsce za kasę zarobioną "u niemca".
a jak nazwiesz ukrywanie nie wystarczających zdolności armii w warunkach pokoju do zestrzelenia 20 dronów gdy na Ukrainę niemal codziennie wlatują setki?
Wiesz o tym, że już to przerabialiśmy przed drugą wojną światową? Gdy sztab generalny oszukiwał ministrów co do stanu i możliwości armii, a ci na podstawie fałszywych informacji kształtowali naszą między narodową politykę.
Nie odbieraj tego jako obronę PO, ale Ty zdajesz sobie sprawę, że dzisiejsza (marna) sytuacja Polski to i tak w większości zasługa PiSu? PO tylko kontynuuje byle jakość.
Misiewicze, promocje generalskie bazujące na koneksjach polityczno-rodzinnych, narracja o budowaniu 300 tysięcznej największej armii lądowej w Europie, jak realnie podbijano statystyki braniem w kamasze cywilnych pracowników wojska, itd. Nie mówiąc już o tym, że politykę narodową (a i międzynarodową) kształtowano głównie pod bieżące interesy partii. PO robi w dużej mierze to samo, więc ich nie bronię, ale to nie jest tak, że jak wróci do władzy Wasz ukochany PiS to Polska będzie bezpieczna. Wręcz przeciwnie...
A prawica? Śp.Lech Kaczyński tak "wspaniale" zarządzał stolicą, że prawica, od 20 lat nie jest w stanie wygrać w stolicy wyborów.
Po części przez swoją głupotę przegrywają, a nie złe zarządzanie stolicą 20 lat temu. Jak przeciwko Trzaskowskiemu wystawiają ludzi pokroju Jakiego i Bocheńskiego to czego się spodziewają?
Gdyby PiS nie traktował wyborów samorządowych w Wawie jako okazji do lansowania ludzi ze swojego drugiego szeregu, głównie uber-konserw, to nawet jakby sami Wawy nie wzięli, mogliby z Wawy wysadzić PO dość prosto. Wystarczyłoby znaleźć kandydata realnie niezależnego, którego by poparli po cichu. Naprawdę w Wawie mało kto kocha Trzaskowskiego. Problemem jest to, że alternatywy są gorsze lub niewiadome.
Uparli się na to AI, żeby wepchnąć je nam wszędzie, gdzie tylko się da, nawet tam, gdzie nie pasuje i generuje syf.
Akurat to robią wszyscy giganci technologiczni, bo nie chcą się pogodzić z faktem, że już nie są firmami napędzającymi innowacje i zmiany technologiczne, a po prostu IBMami XXI-wieku. Ich management, widząc hype na AI, a często nie ogarniając technologii i realnych możliwości ich zastosowania, wpycha AI gdzie się da. Zapewne bardziej z obawy, że jak tego nie zrobią to wycena akcji na giełdzie spadnie i nie dostaną bonusu, niż z realnej wiary w sens stosowania tych narzędzi.
Warszawka jest ich i będzie zawsze, mogliby tym ludziom szambo przez okno wlewać a te lemingi i tak zagłosują na KO.
Nie prawda, i mówię to jako osoba od dawna nie głosująca na PO, ale dla nas PiS czy Konfa nie jest żadną alternatywą.
Wipler mówiąc delikatnie nie jest moim ulubieńcem ale tutaj racji nie można mu odmówić.
Wipler, który ponoć dorobił się milionów na lobbyingu dla koncernów tytoniowych, wytykający komuś lobbying, to śmiech na sali. :D
https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/Przemyslaw-Wipler-czeka-na-wyrok.-Byly-posel-PiS-jest-milionerem
Już w chwili obecnej YT to może kilka procent wartościowych treści, a reszta to:
- Szambo AI.
- Filmy klony - te same treści powielane przez różnych twórców, często sprzedające frazesy, jako prawdę objawioną.
- Filmy otwierające lejek sprzedażowy kierujący w stronę zakupu jakichś kursów/webinarów.
- Soft porno.
Ta nowa funkcja najwyżej sprawi, że trzy ostatnie elementy będą równocześnie szambem AI.
YT właśnie wchodzi w swoją fazę schyłkową, w etap w jaki FB wszedł kilka lat temu i z którego do dziś nie potrafi się wydostać. Pewnie realny upadek potrwa z 10-20 lat, ale brak wzrostu liczby odbiorców sprawi, że ten segment działalności Googla wpadnie w stagnację. W pewnym momencie kupujący reklamy się zorientują, że nie przynoszą im one nowych klientów, więc poszukają nowych taktyk marketingowych, a YT straci swoje główne źródło dochodów. Zaczną pewnie cisnąć użytkowników o wyższe stawki YT Premium, ale ci pozbawieni wartościowych treści będą rezygnować.
Jak w putinowskiej rosji, krytykujesz władzę? Jesteś agentem zagranicznym.
Dobrze, że za PiS tak nie było, a jeśli czasem się zdarzyło to nasz niezawodny Stano to wytknął PiSowki... a nie... czekaj... :)
Kto podzielił ludzi na "prawdziwych Polaków" i "innych"?
Nawrocki póki co dużo gada. Gada patriotycznie, gada to co większość z nas chce usłyszeć. Nie ma w tym nic złego.
Ale zdajecie sobie sprawę z tego, że póki co to tylko gadanie? W momencie jeśli Rosja przeprowadziłaby na nas pełnoskalowy atak to on prawdopodobnie będzie pierwszy w samolocie lecącym gdzieś na zachód, aby rządzić jako "prezydent na uchodźstwie", gdy nam zamkną granice, aby mięso armatnie nie rozbiegło się we wszystkie strony. Prawiczko-patrioci, Wy jesteście tego świadomi?
Nawet tu na tym forum, większość zaczadzonych lemingow 24h siedzi przed kompem i wyszukuje tematy o PIS, chyba nawet nie wiedząc, że od prawie dwóch lat, rządzą ich elity usmiechniętych.
Wymień mi choć 3 osoby, które na tym forum są fanatykami KO. Prawie każdy niePiSKonfiarz na tym forum już nieraz otwarcie krytykował obecny rząd i większość z nas nie jest z niego zadowolona, co oczywiście nie jest równoznaczne z chęcią zobaczenia PiS u władzy i głupiego uśmieszku Kaczyńskiego. Popatrz za to z drugiej strony, większość z Waszej prawiczkowej strony jedzie po Tusku i jego koalicjantach, jednocześnie albo milczycie na temat afer PiS, albo je racjonalizujecie.
Ja nie będę oceniał na podstawie jednego filmiku i ewidentnie negatywnego skomentowania nastawionego na polityczne zyski. Sam Uber, choć z niego raz na jakiś czas korzystam, to w zasadzie dno, które technologicznie stoi od lat w miejscu. Dziś tylko koncentrują się na tym jak najwięcej wydusić kasy z klienta.
Jako ciekawostkę powiem, że miałem z 2 lata temu sytuację, gdy wybrałem adres, na mapie wskazało mi miejsce do którego chciałem dojechać, po czym w trakcie jazdy na mapie u kierowcy zauważyłem, że u niego wyświetla się miejsce kilkaset metrów od miejsca docelowego.
Warto pamiętać, że kupując od europejskich firm jest pole do negocjacji:
- braku zdalnego wyłącznika w uzbrojeniu i dostępu do kodów
- produkcji amunicji po własnej stronie
- wejścia w konsorcjum lub zakupu licencji na produkcję, z ewentualną modyfikacją do własnego wariantu danego uzbrojenia.
Z amerykanami nie ma negocjacji. Idzie się do nich z chęcią zakupu i nawet nie można negocjować ceny.
"Narodowiec pokochał interpłciową modelkę" - To jest antypisowski materiał? Po pierwsze, PiS tylko w narracji jest anty LGBT, w szeregach swoich ludzi mają sporo osób o odmiennej orientacji seksualnej i nienormatywnych upodobaniach (przypominam zoofilskie zapędy Błaszczaka, albo jak jeden z nominatów PiS w prokuraturze biegał nago w Warszawie po prochach, bo źle przeżył rozstanie z partnerem, o samym Jarku już nie przypominam).
Po drugie, co tu uderza w PiS?
A po trzecie, ja jestem zdania, że najprostszym sposobem na wyleczenie młodych mężczyzn z zauroczenia konfiarskim nacjonalizmem to wpuszczenie do Polski znacznej liczby młodych, niezamężnych i bezdzietnych imigrantek (w znacznie wyższej liczbie niż imigrantów). Większość zakochanych w konfie to młode prawiczki, które winią kobiety i "lewackie" przekonania o to, że ciężko im "zamoczyć". Gdyby mieli wybór, popierać Boskiego i Memcena, albo mieć ułatwione zdobycie partnerki/żony, większość wybrałaby to drugie. Gdyby taka kobieta była imigrantką, szybko porzuciliby nacjonalistyczne przekonania.
a w kogo ma walić jak to KOalicja jest przy władzy i sama ciągle wpada na te grabie ?
Mi to wcale nie przeszkadza. Przeszkadza mi to, że w PiS tak nie walili, jak to PiS miał publiczne media i rzucał ordynarną propagandą.
Haha nasz ukochany Krzysio Szmatowski chyba już w pełni uwierzył, że PiS lada chwila wraca do władzy i trzeba się już wykazywać sygnalizowaniem wiernopoddańczej lojalności wobec jedynej słusznej partii, żeby zebrać jak największe frukta.
Ale trzeba jedno przyznać, na pewno będzie można oglądać socjologicznie ciekawe efekty, jak zaraz PiSKonfoludki z tego forum zaczną go bronić, w większości za darmo, nie dostając za to ani rubelka, aby bronić swojej wiary w przekaz swojej bańki informacyjnej i spójności własnego światopoglądu ideologicznego. O ile ja pamiętam, w czasach rządów PiS "Stano" potrafił jedynie się wyżywać na nieznaczących ludziach aspirujących do ról celebrytów, nie komentując tak żarliwe rządów PiS.
Mi przeszkadzało wtedy przede wszystkim zoofilskie porno Błaszczaka w telewizji, ujawnianie planów obrony Polski oraz wycieki dokumentacji zapasów jakie posiada nasze wojsko. O degradacji munduru przez salutowanie Misiewiczom już nie mówię, czy zakupach bezużytecznych koreańskich samolotów na kredyt.
Nie jest to nieprawdopodobne, a może jest nawet przez kogoś zaplanowane. Wszystko jest nakierowane na triggerowanie dwóch skrajnych obozów, prawiczkowego i lewackiego, często raz jednego, raz drugiego.
Prawiczki wręcz cieszą się za ataku na Polskę, bo w ich mniemaniu pokazuje to niekompetencję Tuska i zwiększa ich szansę na wygraną w kolejnych wyborach, choć ich politycy sami odpowiadają za nieprzygotowanie kraju do obrony.
Do tego płaczą po zastrzeleniu jakiegoś "ich" prawiczkowego tiktokowego influencera, w kraju oddalonym o tysiące kilometrów od nas, ale kraju, który uznają za naszego zwierzchnika, w którym rocznie dochodzi do prawie 50 tysięcy zgonów związanych z bronią palną (zabójstw, samobójstw, wypadków), czyli tylko tego samego dnia zginęło tam ze 100-150 osób o których nikt nawet nie mówi, bo jeszcze przypadkiem mogłoby to wywołać dyskusję, że broń palna jest bee.
Jacy politycy, tacy męczennicy. Jak dziś idolami społeczeństwa są influencerzy i tiktokerzy to również oni będą zostawać "męczennikami". Lewa strona w US miała swojego męczennika, dzięki któremu mogła odpalić swoją akcję z BLM, prawa strona ma teraz swojego aby dalej promować swoją agendę.
https://businessinsider.com.pl/gospodarka/ten-kraj-pilnie-kupuje-nowe-systemy-tlumaczy-to-sytuacja-w-polsce/2mf3lxr
Dania zakupi osiem naziemnych systemów obrony powietrznej dalekiego lub średniego zasięgu od producentów europejskich za rekordową kwotę 58 mld koron (7,7 mld euro) — podaje rząd w Kopenhadze.
(...)
Kwota 58 mld koron to rekordowa inwestycja w historii duńskiej obronności, droższa niż zrealizowana już inwestycja w 27 amerykańskich samolotów bojowych F-35. W przypadku broni dalekiego zasięgu zdecydowano się na wybór francusko-włoskich zestawów SAMP/T. Natomiast system średniego zasięgu zostanie wybrany spośród norweskich NASMAS, niemieckich IRIS-T oraz francuskich VL MICA.
Według resortu obrony Danii oczekuje się, że pierwszy system naziemnej obrony powietrznej zostanie oddany do użytku jeszcze w 2025 r., a następnie liczba systemów będzie sukcesywnie zwiększana.
Da się kupować w Europie, wzmacniając lokalny przemysł zbrojeniowy? Da się kupować z dostawami w danym roku, a nie za 10 lat?
Te sondaże "zaufania" to zawsze była jakaś farsa, nie wiadomo co odzwierciedlająca. Adrianowi też ufało >50% ludzi nawet po kilku latach jego tragicznej i pompatycznej rezydentury. No cóż, jaki kraj, tacy mężowie stanu...
Miałem okazję pracować z Amerykanami, to są w większości ludzie nastawieni na swój własny interes, w pierwszej kolejności prywatny, w drugiej krajowy. Choć niewiele różni to ich od nas czy ludzie w Europie, podstawowa różnica jest taka, że nam i Europie w większości (poza ruskimi onucami ze skrajnej prawicy i lewicy) zależy na tym aby Rosję odstraszyć. Trump reprezentuje interesy amerykańskie i się z tym nie kryje. Już to kiedyś pisałem i napiszę jeszcze raz, w przypadku ataku Rosji na Polskę jego reakcja, a tym samym reakcja USA jako kraju, nie będzie zero-jedynkowa (zaatakowano sojusznika = atakujemy agresora; to działa w przypadku USA tylko jeśli tym sojusznikiem jest Izrael). On przekalkuluje co się jemu, a w drugiej kolejności, jego krajowi bardziej opłaca. Jeśli "koszt" obrony Polski będzie za duży (np. polityczny opór przed narażeniem życia amerykańskich żołnierzy) to Trump poświęci Polskę bez wahania.
Mnie tylko śmieszą PiSowcy z czerwonymi czapeczkami i Batyr szczerzący zęby na zdjęciach z Trumpem, gdy Trump traktuje nas jak niepoważny kraj z którym może robić co chce. Przypomina to Targowicę łaszącą się do Carycy Katarzyny, niby w obronie Polski, a ostatecznie prowadząc Polskę do upadku. Oczywiście USA nas nie najadą i nie przejmą, ale mogą nas rzucić na pastwę Rosji.
A dlaczego za to winę poniesie PiS? Kto nie inwestował w polski przemysł zbrojeniowy a wręcz mu przeszkadzał? PiS idąc na rękę Amerykanom osłabiał nasze zdolności produkcyjne, abyśmy więcej kupowali od nich.
No dlaczego ustawiają? Bo ktoś w Ministerstwie pewnie ma na zagranicznym koncie dzięki temu więcej cyferek. Nie łudźmy się. Polska to nadal skorumpowany bantustan, mentalnie bliżej wschodu lub afrykańskich republik bananowych niż zachodniego świata.
Mają, mają. Zakładam, że całkiem sporej grupce wyborców konfy takie wpisy imponują i, odważniej lub mniej, takiej narracji przyklaskują
Konfa nadal gra pod antyukraińskie nastroje. Co ciekawe, dziś w pracy jednym z tematów rozmów była sprawa z dronami i potencjalny realny atak Rosji na Polskę. Zgadnijcie kto bez zawahania stwierdził, że w razie W to ucieka z kraju i nie ma zamiaru ginąć w imię interesów polityków "jak na Ukrainie"? Zadeklarowany, wieloletni wyborca Konfuni.
Ale co do podlinkowanych Xów, nawet mając Memcena za błazna i populistę, czy w zasadzie napisał coś strasznego i nieprawdziwego jeśli chodzi o to, że rząd zamiast stawiać na Fy powinien inwestować w drony i broń antydronową? Oczywiście powinien podkreślić, że dotyczy to i rządów KO i PiS wcześniej, ale fakt faktem, że uzależnienie się od niewielkiej liczby drogiego sprzętu to nie jest dobra taktyka. Szczególnie, że drony moglibyśmy produkować pewnie sami i rozwijać technologie dronowe, a F-16 nawet nie jesteśmy w stanie w pełni serwisować w Polsce.
Wcześniej czy później skręt w prawą stronę będzie dużo bardziej widoczny w naszym społeczeństwie.
Moim zdaniem jesteśmy jeszcze jakieś kilka lat do szczytu popularności "prawicy", ale wcale tak daleko on nie jest. To nie jest tak, że nagle ludzie przestawiają się masowo z poglądów lewicowych na prawicowe, po prostu w danym cyklu "koniunktury" ideowej jedna strona bardziej wyraża swoje poglądy, druga je bardziej ukrywa. Podobnie będzie w USA, jak Trump się przeje, bo "nie dowiezie", podobnie będzie u nas jak władzę przejmie PiS-Konfa za 2 lata, a po 2-3 latach okazałoby się, że nic nie dowożą.
Jeśli przez AI rozumiemy modele generatywne jak ChatGPT to w zasadzie ich przydatność w nauce jest ograniczona do wyszukiwania informacji w wielu źródłach i ich syntezie, często znacząco zniekształcając informacje lub dodając takie, których w oryginalnych źródłach nie było.
Haha nasze forumowe prawiczki chyba wpadną w schizofrenię i nie będą wiedzieć, którą "konfederację" mają sobie wybrać, czy Bosakowo-Memcenową, Braunową, czy Korwinową:
https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32235634,korwin-mikke-zaklada-konfederacje-mamy-odpowiedz-z-obozu-mentzena.html
A dlaczego Stanowski aż tak bardzo krytykuje obecnie rzadzacych, a nie tych z PISu? Po prostu, gdy to PIS był u władzy, to 80% tych wszystkich wolnych mediów które już wymieniłem, jechało po nich jak po burej ***** taki więc kolejny kanał który robiłby to samo, nie był w Polsce potrzebny.
Aha, dzięki, że mnie uświadomiłeś. A ja myślałem, że dlatego, że brat jego partnera Mazurka dostał, nie mając kompetencji, stanowiska prezesa jednej z SSP, no i same biznesy Stanowskiego przytulały miliony z SSP. No ale przecież on jest takim etycznym dziennikarzem, potrafił na pewno oddzielić sprawy biznesowe od niezależnego dziennikarstwa... prawda?
Ja napiszę to samo co napisałem już kiedyś. Parę miesięcy po starcie Kanału Ziobro poświęciłem chwilkę i przejrzałem tytuły materiałów publikowanych na Zerze (czyli właściwie za rządów obecnej władzy) oraz na prototypie Zera, czyli Kanale Sportowym, który wbrew nazwie w latach 2022-2023 był głównie kanałem politycznym Stano-Mazurka. Jaki był tego efekt? Na KZ zaledwie parę miesięcy po starcie była masa materiałów krytykujących lub wyśmiewających obecny rząd (nie mówię, że im się nie należało). Na KS w zasadzie w ciągu ostatniego roku działalności były może z 2 lekko szturchające PiS, pomimo masy afer i smrodu jaki się za nimi ciągnął. Wypływające afery PiS albo były przemilczane, albo rozmydlane.
Obecna władza zredukowała "szprychy" które były względnie sensownie poprowadzone przez cały kraj do tego smutnego, memicznego "Y".
(...)
Będzie drogo
Przecież to jest cała definicja pomysłu z CPK. PiS brnął w tą inwestycję bez widocznych efektów, nawet jak przyszedł covid i wojna na Ukrainie, w ogóle nie rewidując nawet kosztorysów i oceny racjonalności projektu.
Ty zdajesz sobie sprawę, że budowa linii kolejowych (w większości nowych) w zakresie narysowanym przez PRowców Morawieckiego i Horały to koszmar inwestycyjny? Ich budowa trwałaby z 30 lat i doprowadziłaby do wzrostu cen materiałów budowlanych jakich jeszcze nie doświadczyliśmy. Nie mówiąc o tym kto miałby to budować? Już dziś na polskich budowach 2/3 kadry to imigranci. Nawet Olefiny, flagowa inwestycja PiS-Obajtka, musiały sprowadzić tysiące ludzi z Azji południowo-wschodniej, bo w Polsce nie było kim już budować. Jak myślisz, kto będzie realizował CPK czy EJ?
Orban to może sobie machać szabelkom na prawo i na lewo i mieć wszystkich w dupie... Nie graniczy Z Ukrainą u której szerzy się banderyzm na potęgę
Jesteś tego pewien? Naprawdę pewien? To dobry przykład, że jednak czasem dobrze zweryfikować informacje zanim przekazuje się je dalej tworząc łańcuszki propagandy.
(Tak dla jasności - Ukraina graniczy z Węgrami)
Frer zdajesz sobie sprawę że gdyby nie dobre relacje z USa i NATO, jesteśmy pozostawieni sami sobie... ruscy zaraz by się nami zainteresowali, dzięki temu Putinowi nawet przez myśl nie przyjdzie do głowy tu coś kombinować na większą skale...
Dwie kwestie:
1. Jak podejrzewam, w czasach komuny, gdzieś ktoś rzucił podobnym argumentem w stylu:
Zdajesz sobie sprawę, że gdyby nie dobre relacje ze Związkiem Radzieckim i Układ Warszawski, jesteśmy pozostawieni sami sobie... zachodni imperialiści zaraz by się nami zainteresowali, dzięki temu (wstaw dowolnego przywódcę świata zachodniego z tamtych lat) nawet przez myśl nie przyjdzie do głowy tu coś kombinować na większą skalę...
Czy widzisz teraz absurd swojego stwierdzenia? Akceptacja oddania suwerenności pod płaszczykiem wymiany na parasol ochronny jest złudna i zależy od punktu siedzenia, a zwykle napędza ją i tak realizacja własnych małych interesików/przekręcików, podszyta patriotycznymi frazesami.
2. Myślisz, że Putin naprawdę obawia się Pomarańczowego, a ten drugi przyszedłby nam z odsieczą? Jeśli by sobie przekalkulował, że konfrontacja z Rosją to dla niego (i stojących za nim amerykańskich korporacji) większy "koszt" niż strata aktywów posiadanych w Polsce to jest duże prawdopodobieństwo, że by nas oddał Putinowi.
Nie wiem ile z osób będących na tym forum miało okazję pracować bezpośrednio z Amerykanami? Ja miałem, tymi ze świata korporacyjnego, a to korporacje rządzą Stanami. To są ludzie bardzo pragmatyczni i nastawieni na biznes, który ma przynieść jak największe korzyści im, a nie krajom w którym ten biznes realizują. Wiem też z grubsza jak ten biznes wygląda od środka - większość firm to wydmuszki (z wyłączeniem tych posiadających zakłady produkcyjne w Polsce, które nie jest tak łatwo przenieść, ale zwykle te i tak przejęli za bezcen od Skarbu Państwa w latach 90-tych). Amerykańskie firmy w Polsce to często spółki z o.o. z niewielkim majątkiem, które wynajmują najwyżej przestrzeń biurową, a poza tanimi laptopami (praktycznie zawsze amerykańskiego Dell'a) nawet nie mają tu za wiele infrastruktury, bo wszystkie procesy oparte są na usługach innych amerykańskich korpo, z głównymi serwerami też zlokalizowanymi w US, ewentualnie w zachodniej Europie.
Oczywiście nasi ludzie mają pracę w tych firmach, ale w większości jesteśmy dostawcami jeszcze względnie taniej siły roboczej do realizacji procesów średniego poziomu skomplikowania (niski już poszedł do Indii albo zautomatyzowano), które w razie czego pewnym kosztem bez problemu da się przenieść w inną część świata. W wielu wypadkach nawet w Polsce nie dostajemy dostępu do wszystkiego, tak żeby i tak najważniejsze rzeczy ogarniali ludzie w USA.
a jak Szwabski kapitał wjeżdża jak w masło w Polskę płacąc jakieś śmieszne podatki, robią z nami co chcą
W symetryzm też trzeba umieć grać. Ten argument by zadziałał, gdybym ja był zwolennikiem niemieckiego kapitału, a nie jestem. Ja po prostu nie uważam, że bycie neokolonią amerykańską jest tak dużo lepsze od bycia neokolonią niemiecką. Ja bym wolał żyć w kraju wolnym, a nie neokolonialnym.
i przerzucają nam ciapatych przez granicę, i próbują tu wepchać zielony wał, to jakoś nie ma problemu...
Jak nam dokładnie to robił sam rząd PiS to jakoś nie mieliście problemu?
ale USa to już ci śmierdzi co? bo PIS? ... Trump jak nikt dba o swoj interes narodowy, i nigdy nie ma nic za darmo
Tylko dlaczego nasi politycy tak mu liżą rowka? Orban potrafi rozgrywać interesy Węgrów między Trumpa a Xi chociażby.
Donek trzyma palec w dupie Niemcom i gówno z tego mamy
A Twój idol trzyma język w d... Amerykanów i w zasadzie też g... z tego mamy. Gdzie transfer technologii który pozwoliłby się rozwinąć naszemu przemysłowi zbrojeniowemu?
Chyba dziś nikt już nie ma złudzeń, jakiemu krajowi Nawrocki przede wszystkim służy. Owszem, dobre kontakty z tym krajem, niezależnie od tego kto tam w danym momencie rządzi, leżą w naszym interesie, ale chyba każdy pamięta jak za PiS amerykańską ambasador traktowano w Polsce jak gubernatora zamorskiej prowincji, a istotne dla naszego kraju decyzje ogłaszali przyjeżdżający do nas amerykańscy politycy. Ordynarne interwencje Trumpa w polskie wybory prezydenckie też nie pozostawiają złudzeń, że za tę pomoc będzie oczekiwał zwrotu z inwestycji.
Jeśli w 2027 r PiS wróci do władzy (predykcja mode on) to prawie na pewno zobaczymy festiwal spłacania długów i amerykańskie firmy dostaną bez negocjacji kontrakty na jeszcze więcej sprzętu wojskowego, elektrownie jądrowe i kto wie co jeszcze. PiSowcy poważnie wzięli sobie do serca hasło "America first".
jego prywatne preferencje polityczne to jego sprawa
Prywatne preferencje polityczne tu nie są ważne, bo widać jakie ma biznesowe, a gość jest mega pragmatyczny, to trzeba mu przyznać. Będzie lizał rowa temu na kim ugra najwięcej kasy.
Kanał Zero ma gigantyczne zasięgi i kosi ogromną kasę za obecnych rządów
Istotne nie są przychody, a różnica między nimi, a kosztami. Gość robi dobre zasięgu wśród wyborców PiS i Konfuni (zaprzeczysz że do nich należysz?), bo dobrze nadmuchuje ich bańkę informacyjną. Umie też budować zasięgi. Warto pamiętać, że na start KZ też dostał wsparcie PiS w postaci wywiadu z Adrianem.
Do dziś unika krytycznego komentowania PiSowców i związanych z nimi ludzi. Po ewentualnej zmianie władzy nadal to będzie robił. Wtedy pewnie dofinansują go SSP sponsoringiem i reklamami.
Haha Stanowski jest już tak pewny zwycięstwa PiS w 2027 r., że już im otwarcie i oficjalnie oddaje pokłony? Ciekawe czy już założył jakąś nową firemkę czy fundację przez którą będzie przepuszczał profity.
A Duda naprawdę nie potrafi się pogodzić z tym, że jest nikim.
Co by nie mówić, PiS potrafi wyciągać wnioski nie tylko z porażek, ale nawet z sukcesów. A PO pewnie dalej nie ogarnia dlaczego przegrało w wyborach prezydenckich. Widzi ktoś w ogóle próby przyciągnięcia młodych do PO? Po lewej stronie sceny chyba tylko Razemki coś robią w tym kierunku. Reszta partii wygląda jakby ich stara gwardia próbowała tylko doczekać politycznej emerytury i zamykają partie na klucz, gaszą światło i koniec.
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/pis-zmienia-podejscie-przed-kolejna-kampania-inaczej-sie-nie-da/03rw7ym
Wystarczy trochę poszukać i można trafić na informację:
Salesforce's number of employees was 76,453 in fiscal year 2025.
Salesforce's number of employees was 72,682 in fiscal year 2024.
Salesforce's number of employees was 79,390 in fiscal year 2023.
Salesforce's number of employees was 73,541 in fiscal year 2022.
Salesforce's number of employees was 56,606 in fiscal year 2021.
Salesforce's number of employees was 49,000 in fiscal year 2020.
Salesforce's number of employees was 35,000 in fiscal year 2019.
Salesforce's number of employees was 29,000 in fiscal year 2018.
Salesforce's number of employees was 25,000 in fiscal year 2017.
Salesforce's number of employees was 19,000 in fiscal year 2016.
W ciągu ostatnich ok. 5 lat zatrudnienie w firmie wzrosło ok. +60%. Część może była rzeczywiście potrzebna, część mogła być tylko zatrudniana dla budowania iluzji wzrostu przed inwestorami. Dziś AI jest wygodną wymówką dla zwolnienia ludzi, którzy nie są potrzebni, bez tworzenia wrażenia, że firma się zwija, a nie rozwija.
Ekspansja Salesforca właściwie doszła do ściany i spowolnienie pozyskiwania kolejnych klientów było tylko kwestią czasu. Raczej wątpliwe, żeby rozmowy z AI zachęciły wiele osób do korzystania z ich usług.
PiS pospołu z kościołem zajęły się tego typu kształceniem w atmosferze patriotyzmu i uduchowienia.
Ja mam nadzieję dożyć czasów, gdy w końcu ludzie pokażą kościołowi środkowy palec. Z drugiej strony, jeśli przedmiot jest nieobowiązkowy, kto by na niego i tak chodził? Kwestia ostracyzmu wioskowego też jest tu istotna.
Spoko, na odpuście będą kondony helem napełniać;)
Spoko, na pielgrzymce dowiedzą się jak się kondony zakłada na właściwe narządy. Może nawet sam ksiądz pokaże wybranym.
Edukacja Zdrowotna powinna być obowiązkowa. Tu nawet nie chodzi o kwestie seksu, antykoncepcji itd., ale nastolatek powinien umieć choćby przeprowadzić CPR albo wiedzieć jak zrobić rękoczyn Heimlicha. No ale co zrobić, jak Nowacka znów nie ma jaj i nie potrafi się postawić kościołowi...
Robienie CPR to margines. Ile razy zdarzyło Ci się w życiu komuś robić? Bardziej powinno się uczyć kwestii profilaktyki zdrowotnej.
Haha stan systemu opieki zdrowotnej w Polsce jest już tak tragiczny, że nawet prywatne sieci przychodni nie wyrabiają i zaczynają dymać klientów, rozróżniając ich na "abonamentowych" i "prywatnych" (tych co płacą kaskę za wizytę). UOKiK w zasadzie póki co nie widzi problemów.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Prywatne-ubezpieczenie-i-gwarancja-wizyty-u-lekarza-Nie-tak-szybko-Oburzony-klient-Medicoveru-zada-wyjasnien-9001716.html