Ale to przecież każdy choć trochę inteligentny i znający biznes człowiek wiedział i tego się spodziewał. Zwolnienia to było cięcie kosztów po zatrudnieniu zbyt wielu osób, szczególnie przez spółki technologiczne w trakcie pandemii, przed wizją nadchodzącej stagnacji, a może i recesji. Po prostu "zwalniami x tysięcy ludzi bo AI przejmuje ich pracę" brzmi lepiej dla inwestorów niż "zwalniamy x tysięcy ludzi, bo w ogóle niepotrzebnie ich zatrudniliśmy". Tego spodziewał się przede wszystkim każdy ogarnięty pracownik dużych korpo widząc skalę nieefektywności i gówno-pracy jaka jest obecna w tych firmach. Póki pieniądz był darmowy można było to tolerować, a dziś po prostu się już nie da, bo może to z czasem zatopić firmę. AI to była tylko wygodna wymówka dla PRu i inwestorów.
A brak wzrostu produktywności pracy? To znów widział każdy szeregowy pracownik korpo, któremu management narzucał konieczność wykorzystywania AI, gdzie okazywało się, że czyszczenie błędów i halucynacji AI zajmowało więcej czasu niż zrobienie roboty od zera przez pracownika. Tylko hype i podnieta kierownictwa w większości firm była tak duża, że pracownicy woleli nie raportować, że te narzędzia AI to małoprzydatny syf.