Ale to przecież każdy choć trochę inteligentny i znający biznes człowiek wiedział i tego się spodziewał. Zwolnienia to było cięcie kosztów po zatrudnieniu zbyt wielu osób, szczególnie przez spółki technologiczne w trakcie pandemii, przed wizją nadchodzącej stagnacji, a może i recesji. Po prostu "zwalniami x tysięcy ludzi bo AI przejmuje ich pracę" brzmi lepiej dla inwestorów niż "zwalniamy x tysięcy ludzi, bo w ogóle niepotrzebnie ich zatrudniliśmy". Tego spodziewał się przede wszystkim każdy ogarnięty pracownik dużych korpo widząc skalę nieefektywności i gówno-pracy jaka jest obecna w tych firmach. Póki pieniądz był darmowy można było to tolerować, a dziś po prostu się już nie da, bo może to z czasem zatopić firmę. AI to była tylko wygodna wymówka dla PRu i inwestorów.
A brak wzrostu produktywności pracy? To znów widział każdy szeregowy pracownik korpo, któremu management narzucał konieczność wykorzystywania AI, gdzie okazywało się, że czyszczenie błędów i halucynacji AI zajmowało więcej czasu niż zrobienie roboty od zera przez pracownika. Tylko hype i podnieta kierownictwa w większości firm była tak duża, że pracownicy woleli nie raportować, że te narzędzia AI to małoprzydatny syf.
Temat o czym innym, tekst o czym innym. Analiza produktywności kończy się na 2019 roku (kiedy AI nie istniało), reszta to tylko spekulacje.
Nie mamy jeszcze danych jak rosła produktywność w latach 2022-2025.
Prawdziwe AI właściwie nadal nie istnieje. LLMy to nie AI, po prostu ideę "AI" się lepiej sprzedaje inwestorom, dlatego wszyscy CEO firm technologicznych próbują nam tą nazwę wciskać. Ale modele bazujące na ANN i podobne technologie znane są chyba od co najmniej 30 lat. Po prostu wyszły z uczelni i back-endu firm i rzucono je do użytku dla mas.
A produktywność w latach 2022-2025 widzi każdy kto pracuje w korpo wciskającym swoim pracownikom LLMy. Wzrostu nie ma i nie będzie.