Via Tenor
Niesprzątanie po swoim psie - co o tym myślicie?
Niezwykle często jak robię wypad na miasto na ścieżkach, trawnikach, chodnikach (nawet pod budynkami!) poniewierają się psie kupy. W życiu zdarzyło mi się wdepnąć w tak podłożoną ,,minę" co najmniej kilka razy. Nic dziwnego, bo ludzie nie mają za grosz kultury i poszanowania dla imnych. Podobno za takie coś można dostać mandat, ale skoro nikt nie widział, to dlaczego by się nie zmyć? Są jeszcze bezpańskie psy, ale podejrzewam, że to nie tylko ich zasługa. Brud, smród i odraza... Bleh :/
W mojej okolicy nie kojarzę bezpańskich psów. Ale bezpańskich kup jest mnóstwo. Myślę że jak ludzie wychodzą wieczorem z pieskiem i nikt nie widzi, to pokusa żeby nie posprzątać rośnie.
Czy da się coś z tym zrobić? Poza zwiększeniem kar nic. Strzelam że 99% osób ktore są odpowiedzialne za nisprzatanie nigdy nie poniosło kary.
Ewentualnie można jeszcze piesu pampersa zamontować.
Posiadanie psa w bloku to skrajny poziom debilizmu. Wyżej jest tylko palenie do okapu i hałasowanie po 21.
Ja posiadam, mieszkam w bloku, przygarnięty porzucony (wtedy około miesięczny) jamnik. Pewnie lepiej żeby w rzece skończył albo został uśpiony bo inteligent z Internetu tak zawyrokował. Pies jest szczęśliwy od 11 lat, zdrowy, spokojny i uwielbiany przez sąsiadów, bo jest cholernie przyjazny i radosny. Twój komentarz to przykład skrajnego debilizmu.
I na każdego takiego szczęśliwego jamnika znajdzie się nieszczęśliwy cavapoodle, którego właścicielka ma go w dupie.
Zwierzę się w bloku męczy. Męczą się sąsiedzi kiedy pół dnia siedzi zamknięty sam w 4 ścianach i szczeka. Wychodzi na śmieszny spacer w koło bloku, sra ok część ludzi sprząta ale nikt nie sprzata tego że szczaja gdzie popadnie.
A to jak się przeprowadza do domu to magicznie sprawia że właścicielka nie ma go w dupie? I jak jest zamknięty pół dnia w 4 ścianach, ale domowych, to też coś zmienia?
Fakt że spłaszczamy całe spektrum psów też pominę (bo wiadomo, bulldog angielski lubi to samo i potrzebuje tyle samo bodźców co husky, cnie?).
Jak ktoś ma dom to pies ma podwórko. Siedzi sobie w budzie i korzysta z tej wolności jaka ma do dyspozycji.
A jak Ci powiem że u moich rodziców (gdzie w sezonie maj - wrzesień okno tarasowe jest uchylone 80% czasu) pies wychodzi na dwór głównie po to żeby obszczekać listonosza, albo się wysrać, to uwierzysz?
Bo może mózg eksploduje ale wspominałem już że psy są bardzo, bardzo różne, mają różne preferencje, charaktery i potrzeby.
Paradoksalnie psy w bloku, bywają bardziej ułożone od psów "podwórkowych" - parafraza słów mojej partnerki, która jest psią behawiorystką. Oczywiście, wszystko zależy od właściciela, ale ludzie żyją w błędnym przekonaniu, że pies żyjący na podwórku, jest psem wolnym i jego potrzeby są magicznie z automatu spełnione, samym faktem posiadania większej (zamkniętej) przestrzeni.
Pies spędzający 24h dziennie w zamkniętej posiadłości, będzie miał te same problemy co pies zamknięty 23,5h dziennie w bloku. Dla psa zamknięta przestrzeń to zamknięta przestrzeń. I jeden pies, i drugi ma potrzeby i o dziwo częściej spełniane są one przez tych "blokowych" właścicieli. Oczywiście nie mam żadnych statystyk na to, mówię z perspektywy osoby pracującej w tym.
Przy czym niektóre rasy mają tych potrzeb więcej, a inne mniej. Masz psy typu shih tzu, które nie przepadają za aktywnością i trzeba je siłą z domu wyciągać, a są takie jak border collie, które bez odpowiedniej pracy wykonywanej codziennie dostaną pierdolca, niezależnie, czy będą siedziały w 40 metrowym mieszkaniu w bloku, czy w 500 metrowym ogrodzie.
Stwierdzenie "posiadanie psa w bloku to skrajny poziom debilizmu" jest skrajnym poziomem ignorancji.
Wszystko zależy od właściciela niestety, a nawet jak głupi właściciele są w mniejszości to są w tej bardziej widocznej.
Ja znam inny przykład. Mieszkam w bloku z wewnętrznym, ogrodzonym podwórkiem, na którym jest plac zabaw dla dzieci (nieogrodzony, dzieci najczęściej bawią się na całym podwórku), wokół którego jest trawa i trochę różnych kwiatów oraz krzewów. Wyjście za bramę podwórka to 30s i zaraz za tą bramą, po drugiej stronie chodnika, jest duży trawnik. Jednak nadal bardzo wielu właścicieli psów wyprowadza je i pozwala im się załatwiać na wewnętrznym podwórku, zamiast wyjść za bramę na trawnik.
W zimie, jak jest śnieg, dopiero to widać. Zaszczana większość śniegu wokół ścieżek na podwórku. O leżących kupach nawet nie wspominam. Przynajmniej w lecie to bydło chociaż po swoim psiecku posprząta. W zimie już jak widać się nie chce...
Uważam że należy sprzątać po swoim futerale, sam posiadałem w życiu dwa psiaki i zawsze klocek lądował w kuble. Oczywiście były to dość powiedzmy w miarę kompaktowe psy, więc i gabaryty bonusów mniejsze. No i ogólnie na moim osiedlu nie mogę narzekać, rzadko się gdzieś zdarzy jakiś bonus bo z tego co widzę naprawdę sporo ludzi sprząta - nawet tacy których bym o to nie podejrzewał.
Dokładnie. Ja sprzątam, dla mnie to przejaw jakiejś takiej najprostszej kultury, a problem to żaden. Szczerze zupełnie, też bardzo sporadycznie widzę by ktoś nie sprzątał. Owszem teraz spod śniegu miny wychodzą, ale trzeba pamiętać o tym, że oczywiście pojedyncze osoby nie sprzątają (i dziennie 2-3 razy ich pies zostawia niespodziankę, co powoduje, że po tygodniu w okolicy mamy z 15 sztuk - jedna osoba w 2 tygodnie przez niesprzątanie może oznaczyć cały teren, a potem jest wrzask na "psiarzy" wszystkich bo oni nie sprzątają. Owszem sprzątają, ale jak wszędzie są wyjątki, proszę się do nich zgłaszać, a nie do sprzątającej większości. Inna rzecz, że czasem ktoś może na przykład worków zapomnieć, jest ciemno, potem nawet jeśli by chciał to ogarnąć to nie znajdzie etc. ale to już didaskalia.
z perspektywy planety te foliowe worki wrzucane z kupą do kosza, są 10000 gorsze niz sama kupa
To jest chyba jasne. Oczywiste jest, że nikt nie sprząta po psie dla ekologii.
Jakby nie było tutaj bardziej liczy się ludzki dobrostan.
Edit: Tak, wiem, że w to wchodzi również stan naszej planety, ale ostatecznie to wyjdzie ludziom o wiele gorzej jak część nie będzie sprzątać. Albo wyobraź sobie co by było jakby nikt nie sprzątał.
Ewentualnie liczę jeszcze, że można posprzątać w jakiś bardziej ekologiczny sposób. Pieska nie mam :P
Idąc z domu do tramwaju przechodzę właśnie przez "Aleję psiego gówna" - jakeś 70 m chodnika pomiędzy blokami z trawnikiem po obu stronach, na którym od początku mrozów w styczniu zamrażają się kolejne warstwy psiego gówna. Nikt z pieprzonych psiarzy z okolicy, a jest ich od cholery, nie raczy zbierać po swoich pupilach - a patrząc po tym co zostawiają niektórzy chyba mają psy wielkości słonia. Jak przyjdzie odwilż i całe te skumulowane gówna z 1,5 miesiąca ruszą to smród kloaki zabije wszystkich z okolicy.
Mam nadzieję że utoną w tym gównie ze swoimi pupilami...
Świetnie idzie ta krucjata i antypropaganda przeciwko zwierzętom w całym kraju z ramienia śmieci z konfederacji czy tych jeszcze gorszych.
Wiecie czym się różnią konfederackie łby z chęcią do likwidacji zwierząt z oprwcami ze sprawy epsteina? Otóż niczym, tylko formą wyrazu, bo podłoże jest te same, chęć przemocy.
Najfaniejsze było tydzień temu, w sobote raban że Stanowski itp robią "cyrk" pod schroniskiem bo przecież mogli by ratować dzieci a nie te wstrętne zwierzęta, a dzień później raban bo... zbiórka na dzieci, no ale z wośp więc też źle nie :)))
Świetnie idzie ta krucjata i antypropaganda przeciwko zwierzętom w całym kraju z ramienia śmieci z konfederacji czy tych jeszcze gorszych
Pewnie coś w tym jest. Ale krucjata obrzydzania ludziom psów przez pato-psiarzy idzie pewnie dziesięć razy lepiej.
Zwracanie uwagi na konieczność sprzątania po swoim pupilu to krucjata przeciwko zwierzętom?
Pies to nie zabawka, to odpowiedzialność, jak ktoś nie potrafi jej ogarnąć to znaczy, ze do opieki nad zwierzęciem jeszcze nie dorósł.
Również nie cierpię, jak wchodzę w gówno, opierdalam osoby które widzę, że kup nie sprzątają, ale kierowanie swojej frustracji na psy jest równie głupie, co opinia jegomościa wyżej, że pies w bloku to debilizm.
Wina leży w 100%, tylko i wyłącznie, we właścicielu, który tego po psie nie sprząta. Kierujcie frustrację w ludzi, a nie psy. Miesiąc temu spędziłem całą noc na zwierzęcym pogotowiu, bo jakiś zjeb porozkładał trutki w trawie, w miejscach gdzie spaceruje dużo ludzi z psami, przez co prawie psa mi wykręciło na drugą stronę.
Chyba nie sądzisz, że to ja się wściekam na te psy, no chyba, że zainspirowałeś się komentarzem powyżej :P
Ale są tutaj ludzie, którzy owszem, robią to...
I kolejny nawiedzony...
Nikt tu nie ma wątów do psów, pies mie ma dwóch rączek i obowiązku prawnego sprzatania swoich gówien, to wszystko należy do właściciela. Masz psa - masz obowiązki. Aleja psich gówien nie powstaje sama z siebie - to ludzie wyprowadzają pszy na trawniki i nie chce im sie zbierac pozostałości po swoim "kochanym" pupilu...
A spróbuj jeszcze takiemu zwrócić uwagę...
Chyba nie sądzisz, że to ja się wściekam na te psy, no chyba, że zainspirowałeś się komentarzem powyżej :P
Nie, chill.
Nie kieruję tych słów do nikogo konkretnego, kieruje do ogółu, bo czytając na golu niektóre wysrywy, wiem, że są tu ludzie, którzy mogą myśleć w określony i idiotyczny sposób.
Może to nawet bardziej vent z mojej strony, z powodu frustracji, gdzie człowiek kupuje nawet jakieś jeb*ne "ekologiczne" woreczki, które prawie się w dłoni z gównem rozrywają, coby nikt w to nie wlazł i żeby jeszcze plastikiem ciężkim nie śmiecić, a i tak jakiś matoł uzna, że w ramach nauczki potruje psy w okolicy. I pech chciał, że trafiło na mojego.
Z drugiej strony, czy takie słowa mogą zmienić podejście takiej osoby? Nie wiem.