Kolejna sprawa jeszcze odnośnie DLC, jak to liczyć, czy osobny numer, czy składową jednego tytułu. Tak to przy jednej grze lista sztuczne się znów wydłuża :D.
Ja umieszczam je w rankingu i oceniam na tle normalnych gier, ale już zliczam je oddzielnie, bo to przecież nie są gry, ale dodatki do tychże. Nie ma sensu wprowadzać chaosu do czegoś, co jest klarowne.

Dzięki. Jeśli o mnie chodzi, to staram się przechodzić wszystko, bo jak nie dokończę tego teraz, to prawdopodobnie się nie zmuszę, by zaczynać kiedy indziej od nowa - samą ostatnią lokację w drugiej Ultimie to chyba z dwa tygodnie przechodziłem; i dzięki Bogu, że to zrobiłem, bo drugiego runa już na pewno nie będzie.
Co prawda w żadne ME nie grałem, ale jeśli chodzi o Dead Island, to oczywiście, że jest to erpeg:
1)4 postaci do wyboru różniące się statystykami i ścieżkami rozwoju
2)Zdobywanie doświadczenia i awansowanie na nowe poziomy
3)Drzewkowy system rozwoju postaci, znany m.in. z gier typu hack & slash oraz Wiedźminów
4)Obecność zadań pobocznych, wątku głównego i dziennika, w którym te są zapisywane
5)Możliwość wejścia w interakcję z postaciami niezależnymi poprzez handel lub rozmowę
6)Obecność systemu walki i sam fakt, że za pokonywanie przeciwników jesteśmy nagradzani EXP-em
7)Bronie mają określone statystyki
8)Przeciwnicy [jak i postać gracza] mają paski zdrowia, bronie zadają określone obrażenia, które są jawne i pojawiają się na ekranie gry
9)Crafting
10)Level scalling przeciwników
11)Waluta i Loot występujący w świecie gry, czyli ogólnie ekonomia
12)Wzorem 'siekorąbanek', przedmioty podzielone kolorami w zależności od rzadkości tychże
Warte. Praktycznie wszystko mi się tam podobało - itemizacja jest mistrzowska, świat i lore mają olbrzymi potencjał, wysoki poziom trudności [brak możliwości zapisu w dungeonach], kapitalna ekonomia [mikstury zdrowia faktycznie się przydają i hurtowo się je kupuje], nawet radiant questy były świetne i chciało się je robić. A i taka ciekawostka: Portrety niektórych postaci wzięto z prawdziwych obrazów; tutaj np. Antonello da Messina: Portret mężczyzny ->

Dzięki. A ty prowadzisz jakąś listę/ranking ukończonych produkcji? Widzę, że rokrocznie dużo przechodzisz, więc stówka musiała ci już dawno pyknąć.
Z takich nieco mniej znanych, a co najmniej dobrych:
https://www.gry-online.pl/gry/throne-of-darkness/z61a22
https://store.steampowered.com/app/704200/The_Chronicles_of_Nyanya/
https://store.steampowered.com/app/487000/Quest_Hunter/?l=polish
https://store.steampowered.com/app/409450/The_Fall_of_the_Dungeon_Guardians__Enhanced_Edition/
https://www.gry-online.pl/gry/regalia-of-men-and-monarchs/zf4353
https://www.gry-online.pl/gry/exiled-kingdoms/za51ca
https://store.steampowered.com/app/873890/Legends_of_Amberland_The_Forgotten_Crown/
https://www.gry-online.pl/gry/hellslave/zf62e2
https://www.gry-online.pl/gry/faery-legends-of-avalon/zc6ea
https://www.gry-online.pl/gry/iratus-lord-of-the-dead/za5311
https://www.gry-online.pl/gry/tower-of-time/z24b75
https://www.gry-online.pl/gry/the-incredible-adventures-of-van-helsing/zb30c5
https://www.gry-online.pl/gry/the-amazing-american-circus/z25d7b
https://www.gry-online.pl/gry/moonlighter/z74739
A z takich, w które grałem 15 lat i więcej to: Nox i Perihelion: The Prophecy.
Spróbuje to ogarnąć w wolnym czasie, bo na razie nie wiem, jak miałbym to wrzucić, i gdzie konkretnie; na ten moment mogę dorzucić screena, jak to z grubsza wygląda ->
Jeśli zaś chodzi o JE, to jak komuś nie spodoba się już na samym początku, to później nie ma po co grać - początkowe 3 rozdziały są zdecydowanie najlepsze [zwłaszcza 2 i 3], a rozdziały 4-7 są już do bólu liniowe i skupione wyłącznie na wątku głównym.
No, to już mogę się oficjalnie pochwalić - podliczyłem się i wychodzi na to, że moja lista ukończonych erpegów dobiła już do liczby trzycyfrowej; pozycją numer 100 okazało się Jade Empire, które swoją grywalnością tylko uświetniło mi ten jubileusz.
Co ważne: Praktycznie każdą grę przeszedłem na 100%, co oczywiście wiązało się z grindowaniem [często monotonnym, ale nie zawsze]. Każdą też grę starałem się przechodzić na poziomie normalnym/średnim [o ile był dostępny] i starałem się odwzorować ich stan w dniu premiery i krótko po niej, innymi słowy grałem jedynie w to, co przygotował dla mnie producent, całkowicie ignorując kontent fanowski; to jest - bez żadnych nieoficjalnych patchy, modów, speedhacków, czy innych automapperów. Jedyną ingerencją w oryginalną wersję było tak naprawdę spolszczenie.
Ogólnie: Cel osiągnięty, dobrze się bawiłem i poznałem/przeszedłem wiele gier, o których istnieniu nawet nie wiedziałem, a które latały gdzieś poza moim radarem. Następny [realny] plan to pewnie 150, ale to już kolejne kilka lat znajdowania, kupowania i ogrywania nowych produkcji, więc tutaj się na razie zatrzymam.
W 2005 roku, to ja już interesowałem się pisaniem programów komputerowych, systemami innymi niż Windows oraz w ogóle komputerami PC, podczas gdy ty zapewne babki z piasku robiłeś z innymi dziećmi z przedszkola albo chodziłeś w pieluchach.
Spokojnie, mały Grzesiu. Rozumiem, że masz te circa 16 lat, bujną wyobraźnie i co tam jeszcze, więc uzgodnijmy sobie, że jesteś już bardzo dorosły, a każdy wokół ciebie to dziecko, które ledwo co wyrosło z piaskownicy. Możesz już wytrzeć pianę z pyska.
Jeśli dla ciebie istnienie szybkiego i "ogólnodostępnego" internetu ma być słusznym powodem, żeby do oprogramowania/gier, a nawet i do sprzętu wprowadzać SZTUCZNE OGRANICZENIA(bo DRM nigdy nie służył odbiorcom) to współczuję bycia współczesnym, mentalnym niewolnikiem.
Stało się: Grzesiu wyłączył telewizor i włączył myślenie, a wynik tego myślenia jest widoczny powyżej.
Ciekawość: Czego mi współczujesz, skoro mam konto na GoG-u, Steamie i (jeszcze działające) fizyczne nośniki? Jeszcze raz: Jak się konkretnie objawia to "współczesne, mentalne niewolnictwo", bo chyba nie chodzi o to, że mam wybór gdzie i w co grać? Sobie współczuj wąskich horyzontów, mój ty nastoletni znawco ludzkiej natury.
Bo tylko współczesny niewolnik uważa takie sztuczne i idiotyczne ograniczenia za coś normalnego, a już trzeba być totalnym idiotą, żeby uważać to za postęp współczesnych czasów.
Oczywiście, że to jest normalne, co więcej nie ma to niczego wspólnego z inteligencją, a co najwyżej z tym, jak długo już chodzisz po tym świecie. DRM [w różnej formie] jest praktycznie tak stary, jak gry wideo. W 2005 dopiero chodziłeś w pielusze po piaskownicy, więc możesz nie pamiętać wpisywania kodów w wybranych momentach w grze, czy kluczy do instalacji oprogramowania.
I to właśnie dzięki takim jak ty, powoli budzimy się w świecie subskrypcji, gdzie era własności się kończy.
Ale ja niczego nawet nie subskrybuję, więc wytrzyj kaszkę mannę z papy.
Jeszcze trochę, to ockniemy się w czasach gdzie nawet samochód, lodówki i wszelki inny sprzęt codziennego użytku nie będzie własnością użytkownika/klienta oraz nie będą działać bez połączenia z siecią globalną. A stąd już niedaleko do prawdziwej niewoli, gdyż rządy totalitarne nie oprą się pokusie, by zrobić z tego narzędzie ogólnej kontroli i represji - bo każdego niewygodnego i "nieposłusznego" obywatela będzie można w każdej chwili odciąć od całej "jego" "własności" by został z zupełnie niczym.
Jeśli w walce przeciw nowoczesności przewodzić będą krzyżowcy twojego pokroju - uzbrojeni w lodówkę na korbkę, niski iloraz inteligencji i odziani w czapki z folii aluminiowej [+15 do ochrony przeciwko falom 5G], to mogę spać spokojnie ;)
nie ciesz się, bo tak naprawdę to tych gier na steamie/epicu/uplay NIE MASZ - nigdy nie miałeś, nawet licencji na używanie - jedynie tylko TYMCZASOWO dzierżawisz do nich dostęp na czas nieokreślony. I wbrew temu, cokolwiek o tym myślisz - zawsze możesz stracić do nich dostęp(gdzie już takie przypadki miały miejsce).
Oczywiście, że mam - w końcu to ja posiadam pasy do konta, ale - oczywiście - doceniam twoją troskę.
Jakie to są przypadki i jakie warunki muszę spełnić, by stracić do niego dostęp?
Jeśli nadal nie możesz tego pojąć, to wyjaśnię ci, że te wszystkie "sieciowe osiągnięcia", sieciowe funkcje i inne tego typu rzeczy działające przez siebie mogą i powinny działać OPCJONALNIE, bez pozbawiania kogokolwiek dostępu do instalacji i korzystania offline. W sumie to każdy, kto jest choć średnio inteligentny i świadomy, powinien o tym dobrze wiedzieć.
Na szczęście nie muszę się tym przejmować, ale jakbym mieszkał w przegniłej lepiance - jak co poniektórzy - to też bym pewnie szalał z wściekłości.
Jeśli nadal ktoś tego jeszcze nie pojmuje, to znaczy że jest zindoktrynowanym przez "nowoczesny" system mentalnym niewolnikiem i jeszcze mu życie/bieda nie dała porządnie w dupę.
:O
Może ja - w przeciwieństwie do ciebie - trochę bardziej znam życie i wiem, jak to jest nie mieć internetu i musieć gdzieś do kogoś chodzić, by z niego móc przez ograniczony czas skorzystać? Może też lepiej wiem nt. samego internetu, a dokładniej tego, że w ramach umowy z dostawcą, trzeba za niego regularnie płacić, bo inaczej odetną do niego dostęp.
Jakie ty niby życie znasz, skoro mentalnie utknąłeś gdzieś w 2005?
Od tego czasu minęło już 20 lat - panie znawco życia - i internet jest nie tylko szybki, ale też ogólnodostępny, więc wypełznij w końcu spod tego kamienia, i nie traktuj go [internetu], jak jakąś rzadką efemerydę, która jest dzisiaj, ale jutro może jej nie być.
Czekaj, to za internet się płaci? No nie może być! Z cyklu: Mały Grzesio odkrywa świat, i bardzo chce się tą wiedzą podzielić z innymi, how kind!
PS Co za typ w ogóle :D
Toć ja mam wszystko w jednym miejscu i na wyciągnięcie ręki, więc o co toczysz pianę? Nie masz internetu w swojej przegniłej lepiance, że tak cię boli ten "wymóg aktywacji online"?
Nie ma czegoś takiego jak straszny horror [filmowy]. Gry potrafią być i są straszne, ale filmy utraciły tę umiejętność; to jest, zakładając naiwnie, że kiedykolwiek ją posiadały.
Ja. Zależy mi tylko na Menzoberranzan; w sumie szkoda, że zostało sparowane z takim gniotem.

Słabe. Broni się jedynie rozwój postaci: Samych umiejętności do nauczenia było - z tego, co pamiętam - grubo ponad 50, porozrzucanych po 9/10 drzewkach rozwoju. Poza tym masz level scalling przeciwników z wbudowanym capem w zależności od rejonu, no i gra na samym początku jest bezlitosna, bo ginie się często, a każdy zgon powoduje, że w miejscu śmierci upuszczane jest całe eq, a bohater odradza się nagi w bezpiecznym miejscu - można po nie wrócić i spróbować nie zginąć po drodze albo wykupić polisę na życie u goblina, ale każdy zgon zwiększa cenę tej polisy. Jest też ten rozłam na naturę/technologię, co pozwala korzystać z innego ekwipunku i dodatkowego drzewka rozwoju, ale niestety nie wpływa znacząco na stosunek NPC-ów względem bohatera.
Nie, nie udało mi się niczego wykombinować i przechodziłem w takim oto okienku ->
Z tego, co wiem, to nie ma żadnego fixa, a przynajmniej internet i strona producenta milczą na ten temat.
Akurat wszystkie, o które pytasz oceniam b. słabo/słabo:
1. The 7th Circle - 1+/10.
2. Dragon Ruins - 2+. To nie tak, że ta gra jest zła czy cuś, tylko nie bardzo wiem, co ja mam tu oceniać, skoro [grając w tempie ślimaczym] przejście zajmuje niecałe 3 godziny.
3. Blackguards - 4+. Gra labilna - każdy rozdział to inna ocena. Poza tym gra jest zbyt łatwa: 2 trudne walki na 60 godzin gry - no litości.
Zależy jaki element gry - klimat i immersja to imho czołówka dekady. Dźwięki i muzyka [zwłaszcza to pierwsze], to również top of the top. AI - jak to w innych grach DreamForge: Tragedia.
Walka to jest chaos - postaci zbyt szybko dochodzą do siebie po ataku, przez co gra zmienia się w bezmyślne spamowanie. Magia to tak naprawdę wybór - otwierając menu czarów, zamykasz menu walki wręcz/na dystans. Brak pauzy tylko wszystko potęguje.
Jeśli zaś chodzi o sterowanie, to takie "pick your poison", bo oba tryby są niewygodne. Na skokowym w ogóle nie mogłem grać, bo każdy obrót postaci to gwarantowany motion sickness. Używałem go tylko do radzenia sobie z pułapkami [spinnery i te z czarami ofensywnymi]. W 'swobodnym' już sam movement wymaga użycia obu rąk - strzałki to WSAD, a myszka to klawisze Q i E [obrót]. Przeciwnicy, jak atakują to schodzą z pola widzenia, więc trzeba jednocześnie obracać się za pomocą myszki, a jednocześnie atakować za jej pomocą :D
Ogólnie - naprawdę warto zagrać, ale trzeba oczywiście wliczyć w koszta toporność, bugi i legion przeróżnych nieumarłych wysysających poziomy. Chciałbym się trochę więcej rozpisać na temat tej produkcji, ale - jak na razie - nie mam weny, żeby dokończyć notkę.
Edit: Krater - nie trać czasu. To nudny H&S z przeciętną itemizacją, mnóstwem random encounterów, a w late gamie włącza się jeszcze grind, bo lochy z poziomem zagrożenia 9/10 to nie przelewki, a final boss to już w ogóle przekozak.
Legend of Keeper - pomysł na grę świetny, ale gameplay loop po jakimś czasie zaczyna mocno nużyć. Taka średnia półka. A, i tylko 3 kampanie są normalnie dostępne, resztę musisz dokupić w formie DLC.
1)Dragon Ruins
2)Sonucido: The Mage
3)Legend of Keepers: Career of a Dungeon Master
4)The Ogre King
5)Deep Sky Derelicts
6)The 7th Circle - Endless Nightmare
7)Indeep | The casual dungeon crawler
8)Heroes of the Monkey Tavern
9)Lords of the Fallen
10)Blackguards
11)Mars: War Logs
12)Torchlight II
13)Krater
14)Dead Island
15)Silverfall
16)Gothic II
17)Ravenloft: Strahd's Possession
18-20)Gry z topki
Kolejny rok mogę oddzielić grubą kreską - ukończyłem 20 produkcji z tego gatunku, tym samym pobijając poprzedni rekord z 2020.
Jakbym miał ułożyć TOP3 z tego roku, to wyglądałoby ono tak:
1)Tower of Time
2)The Amazing American Circus
3)Undercroft
Plany na następny rok: Jade Empire, dwie jakieś starsze produkcje, Amberland II, New Vegas po raz 3, ale tym razem dokupię jakiś dodatek.
Ogólnie cały grudzień potraktowałem jako detoks od gatunku, a w nowym roku znowu pewnie ruszę pełną parą, ale z nieco mniejszą częstotliwością, bo zaczynam ostatnio odczuwać lekkie wypalenie.
Mało prawdopodobne by miało to być Valenwood – biorąc pod uwagę silnik i obecną technologię, to miasta takie jak Falinesti są wręcz niemożliwe do odwzorowania w grze; no chyba, że zostaną mocno uproszczone, albo wręcz wycięte z samej gry.
Według mnie TES 6 będzie rozgrywał w jakiejś "bezpiecznej" krainie, typu właśnie Hammerfell czy Wysoka Skała.
Dla mnie - osobiście - jednym z największych plusów P:T było to, jak mocno odżegnał się od standardu gatunkowego, i jak bardzo starał się go przełamać , by w konsekwencji stać się jego antytezą – szablon gatunkowy to X, więc my to tak zmodyfikujemy, żeby zrobić z tego Y. Dodatkowo w wielu miejscach P:T wręcz naśmiewał się z gatunku, a przy tym nie popadał w skrajność – gra mimo wszystko nie była zwyczajną parodią gatunku, a elementy niepoważne występowały symultanicznie z tymi poważnymi, tworząc perfekcyjną symbiozę.
Nie ma się czym przejmować – już prędzej GoG wyciągnie kopyta niż Steam. A nawet jeśli – odpukać – Steam "umrze", to... trudno, na każdego przecież kiedyś przyjdzie pora.
Czy będę z tego powodu smutny? – pewnie tak.
Czy dopadną mnie myśli samobójcze - nah.
To ja bym wziął, bo Krynny od dawna mam w planach, więc to będzie idealna okazja, by wreszcie nadrobić tę serię.
Jak nikt nie chce, to ja chętnie wezmę.
Mail: [email protected]
The Legend of Dragoon i Legend of Mana były moimi pierwszymi erpegami, więc obie wspominam ciepło, mimo iż bariera językowa nie pozwoliła mi ich (wtenczas) należycie docenić i nie spędziłem nad nimi aż tak wiele czasu. Fanie by było, gdyby ta gra [wzorem ww. LoM-a] doczekała się odświeżenia i przeniesienia na komputery.
No i? Chodziło mi o to, ze jak masz ten budynek do doświadczenia kupowania to i tak masz już właśnie w nim wydaną całą kasę, bo przecież jednostki można ulepszać w nieskoczńoność.
Ty koczujesz przed tym budynkiem i władowujesz w niego całą kasę, czy o co tu chodzi? Widać, że jesteś ekspertem od tej gry :D
Albo zaklęcia, albo miasta, albo...... Opcji jest masa.
Popraw składnię, bo kompletnie cię nie rozumiem.
Nie, bo jednostki są zasobem odnawialnym ale skończonym, nie kupi nowych w dowolnej ilości, może nawet musieć zrobić podmiankę na te wcześniej nieużywane co oznacza, że wyrówna się w miarę z nami. Można też prowadzić wojnę podjazdową o konkretne zamki osłabiając go ekonomicznie.
No i poczeka na początek tygodnia albo najmie to, co zalega w siedliskach. Przecież o tym cały czas piszę.
A to zakładasz, że przeciwnik jest głupi i nie widzi twoich ruchów? Dlaczego ktokolwiek miałby czekać i pozwolić ci się rozwinąć i odebrać sobie zamki?
W D2 nie ma takich opcji, jak tylko wskrzesi poległe jednostki tak jest w pełni sił a z racji na ograniczony dostęp do doświadczenia nie ma jak go dogonić.
No to mu nie pozwól ich wskrzesić. Dobijasz go czarami, złodziejem lub dodatkowym bohaterem. W Herosach czary globalne praktycznie nie istnieją i żeby pokonać przeciwnika i tak musisz nawiązać z nim walkę, a czym nawiążesz tę walkę, skoro twój główny bohater gryzie ziemię? W D2 masz też obóz najemników, a jeśli są silni, to dalej jesteś w grze.
zakładamy scenariusz z pokonaniem głównego bohatera, nie z tym że ma przewagę na każdym froncie, czyli pokonaniu bohatera i ilości zamków.
Nie, zakładamy, że przeciwnik nie będzie łaskawie czekał aż się odbudujesz, a będzie przejmował kolejne elementy mapy, podczas gdy ty zaczynasz od zera, z wyzerowaną pozycją w mieście.
Więc tak, w Herosach pomimo stracenie głównej armii dalej można pozostałymi atakować jego drugorzędne zamki ograniczając mu dostęp do zasobów. Oczywiście trzeba być ostrożniejszym ale można pokombinować, zwłaszcza, jeżeli on przepakował głównego bohatera armią kosztem reszty. Do tego jest szansa na wpadniecie określonych zaklęć zawsze a bohaterem z bitwy na skraju porażki można skapitulować i go odkupić (W D2 niby można uciec ale działą to na tyle inaczej, że o ile sprawdza się przeciwko armią neutralnym to nie przeciwko wrogim bohaterom sterowanym przez gracza a nie AI).
Jeśli 'przepakował' armię a ty rozdzielałeś na kilku bohaterów, to dostaniesz ino większy łomot, a przeciwnik skończy z mniejszymi stratami. Ucieczka z pola bitwy sprawdza się lepiej w D2, bo nie musisz za nią płacić i nie resetujesz swojej pozycji [to oczywiście jest miecz obosieczny], a przed pościgiem możesz go powstrzymać zablokowaniem bohaterami/przywołańcami, czarami buffującymi [swój ruch], debuffującymi [jego ruch] i ofensywnymi.
niby tak, ale zakładając, ze nie grasz imperium to jak ich leczysz?
Wtedy gram Elfami. Tak, wiem, jak będzie wyglądała dalsza część dyskusji, więc uzupełnię dalszy ciąg za ciebie:
- A co, jeśli nie grasz ani Elfami, ani Imperium?
- Wtedy leczę ich miksturami
- A co, jak nie masz mikstur?
- Zawsze mam co najmniej 2 mikstury
A co jak w jednostce są smoki albo cos innego co ma masę HP i wali obszarowo? Mikstur też jest ograniczona ilość.
Pisaliśmy o konkretnym scenariuszu i dostałeś odpowiedź na ten konkretny scenariusz. Nie będę się bawił w twoje wieczne "a co jak/a co jeśli", więc albo dorośniesz i nauczysz się, jak prowadzić dyskusję rzeczową, albo nie marnuj mojego czasu.
Jakim niby cudem? Serio się pytam. Ten budynek do doświadczenia nie na każdej mapie był, oraz co istotne, kosztowało to mase złota, które często miało się wydane na ulepszanie już istniejącej armii. W zasadzie jedyne co można było zrobić po stracie głównej armii to walić we wroga czarami licząc, że to coś zmieni.
Już ci serio odpowiadam. To jest budynek specjalny, więc oczywiście, że jest dostępny tylko w wybranych scenariuszach. Smoczą utopię albo bibliotekę oświecenia [w H3] masz na każdej mapie?
Masę złota, którą to masę już masz, bo piszemy o late gamie, więc większość [jak nie wszystkie] budynków powinna być już wykupiona.
W Herosach zazwyczaj w takim wypadku można pójść w rezerwową (czyli taką oparta o jednostki, których nie mieliśmy w pokonanej armii), co więcej często ma się kilku herosów. Kolejna sprawa, to fakt, ze nawet jak przegramy to zwycięstwa też ma konkretne straty w armii i będzie słabszy. W Disciples 2 jak nie dopadniemy go szybko to wskrzesi poległe jednostki.
O, patrz, to tak samo jak w D2, nikt nawet tego nie sprawdza. Jak przegrasz w Disciples to przeciwnik też poniesie straty i będzie słabszy. Jak mu ubijesz bohatera i nie będzie miał mikstur wskrzeszenia, to będzie przez circa 20 tur wracał do zamku. W Hirołsach jak nie dopadniemy go szybko to po prostu najmie sobie nowe jednostki - wychodzi na to samo.
Tak wiec jeżeli straciło się głównego bohatera w midle/end game to jest się ugotowanym. Na początku gdy jest jeszcze na czym expić to pół biedy, ale jak mapa jest wyczyszczona już ze słabszych stworów to niewiele można zrobić. Niby można w nie walić magią by ich osłabić, ale ma też to swoje wady (np. tak by zostawić wszystkich przy życiu i nie marnować XP to zabranie 90% życia casterowi zostawi tanka w pierwszym rzędzie z 70% życia wciąż, co może być wciąż za trudnym starciem).
Jest jakiś tbs, w którym przegrywasz w late gamie, ale robisz jakiś magiczny comeback i wygrywasz? Na pewno nie jest to żadna z gier z serii HoMM, a jeśli idzie o mid game, to jesteś w stanie spokojnie to ugrać, jeśli umiesz przechytrzyć przeciwnika, odpowiednio kumulowałeś manę i robiłeś zwiad, żeby odkryć mapę. Co więcej w D2 jest tylko 1 zamek, a ciekaw jestem, jak wrócisz do gry w 'Herosach', gdy przeciwnik ma przewagę w mapie, w jednostkach, w doświadczeniu, i jeszcze ma zaciąg z kilku zamków.
Gdy zabierzesz 90% życia casterowi, to dobijasz go strzelcem albo magiem, a wojownikom w pierwszym rzędzie spamujesz obronę i ich leczysz - taka bitwa jest spokojnie do ugrania, jeśli się myśli.
To, że Howard nie akceptował humoru w TES-ach to akurat bzdura. W samym Morrowindzie jest go pełno, a Todd był odpowiedzialny za dodanie BoBS do gry; co więcej:
"Todd saved the Colovian Fur Helm from being cut out of the game by Christiane Meister due to its humorous potential".
To sprawi, że nie będzie trzeba przygotowywać się na wszystko, jak w pierwszej części, więc na papierze wygląda to na znacznie ułatwienie - oby tylko przeciwnicy byli odpowiednio silni.
Poza tym wychodzi na to, że to będzie taki Rebirth - więcej, lepiej, ale w tej samej, sprawdzonej formule. Standardowo kupię już w EA, i mam nadzieję pobić te niecałe 1200 godzin z pierwszej odsłony.
Aktualizacja z erpegowego frontu
W niecały tydzień machnąłem dwa 'symulatory':
1) Symulator uderzania głową w mur [The Ogre King]... w poszukiwaniu iluzorycznych ścian. Krótka gra [niecałe 2 h na przejście], stworzona przez zooperdana ze strony dungeoncrawlers.org. System walki to minigierka w stylu przeładowywania broni w GoW-ie, czyli ikonka przemieszcza się po pasku i trzeba kliknąć w odpowiednim momencie, by uderzyć w przeciwnika, uderzyć mocniej lub (w przypadku niepowodzenia) chybić i oddać turę. Poza tym zbiera się stałe bonusy do pancerza i obrażeń oraz złoto, za które można kupić przedmioty jednorazowego użytku [Mikstura zdrowia, Zwój siły, Zwój ochronny].
2) Symulator prostowania przekrzywionych uchwytów do pochodni [Heroes of the Monkey Tavern]. Małpia karczma to gra bardzo zła, może nawet jest to najgorszy dungeon crawler drugiej fali [nie licząc tandetnej drobnicy typu Sonucido]. Nawet punkt wyjścia dla fabuły jest debilny, bo główną/jedyną przyczyną dla której 'bohaterowie' udają się do lochów, jest zakup sikaczy w tytułowej spelunie; to już bym wolał po raz setny ubić złego czarnoksiężnika.
Sama gra to taka biedna kopia Grimrock-ów - zagadki łatwe i niezapadające w pamięć, alchemii brak, wpływu na rozwój postaci (w trakcie gry) też, a przeciwnicy rozczarowują brakiem jakichś specjalnych ataków, cech szczególnych, czegokolwiek. Dodatkowo gra cały czas podpowiada graczowi, iż "coś tu się nie zgadza", przez co wie, że gdzieś niedaleko ukryty jest sekret; i gdyby tak było tylko na początku, to bym zrozumiał: Zapoznanie gracza z sekretami i na jaki element otoczenia powinien zwrócić baczniejszą uwagę - spoko, ale te podpowiedzi utrzymywały się do końca gry.
System walki miał być odpowiedzią na ten pozycjonowany z ww., czyli coś dla tych dziwnych ludzi, którym nie podobało się, że w grze nie stoi się jak kołek i nie wymienia [koniecznie!] turowo ciosów z przeciwnikiem. Tutaj, gdy spróbujesz ruszyć się choćby na centymetr podczas walki, to cała drużyna otrzymuje obrażenia za 'tchórzostwo'. To sprawia, że walki są śmiesznie łatwe, brak im jakiegokolwiek dynamizmu, są też kompletnie pozbawione planowania i 'szybkiego reagowania'.
Utopiłem 60 h w Heroes of a Broken Land. Samej gry nie udało się przejść ze względu na bug - po wyjściu z lochów całkowicie znika HUD, a rozwiązania problemu próżno szukać na forum. Normalnie byłbym pewnie zły, ale zdarzyło się to w trakcie wykonywania questa głównego, gdzie byłem zmuszony przejść 24 [!] poziomy lochów, wypełnione setkami przeciwników, więc nawet poczułem lekką ulgę, że nie muszę tego robić. Tak sobie myślę, że w szeroko pojętym gatunku nie ma gry z większą ilością grindu - zarządzanie 4 drużynami po 6 członków każda to jedno, ale bezustanne przechodzenie bliźniaczo podobnych lochów to coś, co ciężko zdzierżyć.
Odbiłem się od Ultimy III. Wiązałem duże nadzieje z tym tytułem - to miała być pierwsza drużynowa Ultima, a poza tym myślałem, że naprawi wszystko to, co zepsuła część druga. Okazało się, że spartaczone elementy U2 [duże miasta, tury odbywające się w tle, ciemne lochy] przetrwały w niezmienionej formie w U3. Co najgorsze, przez ten krótki czas obcowania z grą, nie byłem w stanie poczynić żadnego progresu - łażę po mapie świata i czekam na przeciwników, ale za cholerę nic się nie chce respić, więc sprawdzam let's playe i oczywiście wszystkim spawnują się grupki potworów zaraz po rozpoczęciu gry, a ja chodzę kilkanaście minut po mapie, i nic. No dobra, ale są jeszcze lochy - zatem wchodzę, wita mnie ciemność, rzucam czar światła, który działa circa 10 tur, więc wracam na powierzchnię kupić pochodnie. Idę do miasta pierwszego, drugiego, trzeciego i wreszcie czwartego, ale żaden kupiec nie ma ich na stanie. Sprawdzam w necie, a tam stoi, iż pochodnie można kupić w mieście Dawn, które to znajduje się 8 kwadratów na zachód i 35 na południe od Zamku Britisha i jest ukryte głęboko w lesie... jak mogłem na to nie wpaść?
Na koniec sprawdziłem jeszcze, jak wygląda walka - przez system tur zależnych od czasu, tury mają limit czasowy: Jak nie zdążysz wykonać ruchu i zmieścić się w wąskim okienku czasowym, to zwyczajnie przepadają. Odkładam to na półkę z napisem: "Może kiedyś".
Obecnie przechodzę The 7th Circle. Myślę - zagram sobie w coś krótkiego, a mam już za sobą 45 godzin, zostało mi jeszcze 3,5 piętra standardowego dungeonu + jeszcze jakieś bonusowe piętra po ukończeniu kampanii. Teraz tylko pozostaje dociągnąć to do końca, bo chęć do gry dawno mi już minęła, a ostało się jeno piekło powtarzalności i wszechobecnych loadingów.
Zastanawia mnie, co trzeba mieć we łbie [prócz sieczki], żeby plusować tego gównianego mema.
Do mnie najbardziej pasuje ta druga kategoria.
Swoją drogą - takich typów graczy jest dużo więcej, np. brakuje "griftera" albo "boomera".
Porównaj jeszcze - uzależniony dzieciaczku - yt do tlenu, bo ta cała 'analogia' z życiem w jaskiniach nie przemawia dostatecznie do wyobraźni.
Cześć Krzyś,
na ten moment nie zaznaczaliśmy języka polskiego, aby niepotrzebnie nie wprowadzać naszych graczy w błąd. Wersja we wczesnym dostępie nie będzie posiadała tej wersji językowej, natomiast dołożymy wszelkich starań, aby po premierze pełnej gry dodać tłumaczenie na nasz ojczysty język!
Podsumowując: jest w planach! :)
^literalnie pierwsza dyskusja na steamowskim forum gry.
Jak ktoś nie miał okazji zagrać, a usilnie chce się rozczarować, to niedługo będzie idealna ku temu okazja.
Nie widzę kontrowersji w tym, co powiedział. Jeśli nie zamierza robić kontynuacji serii zapoczątkowanej przez Andersona ani w żaden sposób do niej nawiązywać, to w czym w ogóle problem? Gry są dla niego główną inspiracją, i - ponoć - zna je doskonale; a to, że nie chce tracić czasu na śmieciowe filmy [które już na wstępie odrzuca] jest przecież całkowicie zrozumiałe.
Ciekawe, czy potrafisz mi wskazać, gdzie ja tak napisałem? Nawet jak ja nigdy i nigdzie nie pisałem o steamie.
Co, już brakuje ci pomysłów to na siłę próbujesz mi wciskać kity i wmówić mi, że coś innego pisałem, byleby nie przyznać się do tego, że ci się coś pomyliło? xD
Podsumowując: Chłopaczek jest znany z tego, że wszędzie narzeka na ww. platformę, pisze w newsie dot. ww. platformy, ale jakoś magicznie nie chodzi mu o ww. platformę. Dalej: Nie potrafi nawet uczciwie zaprzeczyć, że faktycznie chodzi o Steama, a zasłania się jakimś mętnym nie-wspominaniem/nie-pisaniem o nim.
Zresztą coś ci przecież wcześniej pisałem - od wciskania kitów to masz Onet.
buhaha, uważaj, bo ci uwierzę :).
A może mi tak łaskawie wskażesz, gdzie tak napisałem? Ale tylko w tych postach, które napisałem, a nie nie wiadomo jakie urojenia czy jakieś nieistniejące cytaty, w których to ponoć pisałem o steamie i tylko ty to widzisz. A do tej pory ty ciągle o to szczekasz i nawet dotąd jeszcze nie udowodniłeś, że pisałem w ogóle o steamie. Psy szczekają, a karawana idzie dalej. Czas w końcu coś udowodnić zamiast wciskać takie kity :).
O właśnie - to może przedstawisz w końcu jakieś dowody na to zablokowane konto, na kontakt z supportem i zlanie sprawy, a później koniecznie dopisz te strony/programy, które blokują konta za logowania na nowych urządzeniach. Czekam - kundelku - aż dasz głos w tych tematach i radośnie zaszczekasz, coby ta karawana mogła w końcu ruszyć z miejsca.
Zaczynam mieć teraz wrażenie, że jednak piszę z jakimś wariatem piszącym o niestworzonych rzeczach. Robisz takie fikołki i jeszcze udajesz, że to nie ty je robisz, tylko inni ludzie, którzy je nawet ani trochę nie robią. To jakiś nowy poziom, którego jeszcze nie widziałem :D.
To piszesz w wolnym czasie sam ze sobą? Bo permanentne (lol!) blokowanie kont za logowanie się na nowych urządzeniach/mailach [cokolwiek] nie istnieje. Skończysz robić te fikołki/salta, czy może już na dobre pogodziłeś się z rolą forumowego błazna? ;)
aż z jakiegoś powodu oprogramowanie uzna" wynika, że to nie jest gwarantowane i że to może się komuś zdarzać z powodu fatalnego systemu blokowania, który czasami potrafi zablokować konto, więc nie każdy będzie mieć takiego pecha.
Chłopcze, dałem ci nawet możliwość, żebyś uwierzytelnił tę swoją mierną zarzutkę, ale widzę, że nawet tego nie potrafisz - może zatrudnij się w Onecie, tam mają zapotrzebowanie na podobne fantazje, oparte na faktach autentycznych :D
No bo wiadomo - jak logujesz się na nowe urządzenie, to sam Newell losuje komu tym razem zablokuje konto i akurat magicznie padło na ciebie, no co za przypadek. Znasz więcej stron/programów, na których permanentnie blokowane jest konto po zmianie/dodaniu nowego urządzenia, czy może Steam to taki ewenement na potrzeby zarzutki?
Jak najbardziej, zobacz o czym pisałem, bo znowu zagalopowałeś się. Ty w "gdy tylko przeczytasz słowo "Steam"" piszesz o steamie, podczas gdy ja nawet o tym nie pisałem w ogóle. Próbuj dalej, bo chcę jeszcze zobaczyć jak znowu dokonujesz na sobie tak ładne samozaoranie próbując robić fikołki i gimnastykować sobie z swoją pokrętną logiką, a ciebie przepełniają jakieś niesamowite emocje tak jak w twoim ostatnim poście.
O nie, w temacie o Valve i Steamie, założyłem, że chodzi o Valve i Steama - jak w ogóle mogłem się dopuścić takiej nielogiczności? :(
A teraz jeszcze nasz zgrywny błazen, próbuje się powoli wykręcać, że nie chodzi o ww. platformę, ale też nie potrafi jednoznacznie zaprzeczyć, że o nią właśnie chodzi. Heh, Ty już tu dawno zrobiłeś piruet a la seconde, a co post tylko dochodzą nowe 'figury akrobatyczne'.
Spoko, powodzenia w odzyskiwaniu dostępu do konta jak do głównego konta zalogujesz się na nowych urządzeniach, aż z jakiegoś powodu oprogramowanie uzna, że trzeba permanentnie zablokować, nie informować o tym i udawać, że hasło złe.
Logowałem się już na komputerze, 3 telefonach i 2 laptopach. Ile mam jeszcze czekać na to permanentne zablokowanie konta?
Czemu po prostu nie wkleisz screenów z twojej rozmowy z supportem, miast bezsensownie kłapać dziobem?
Tak, na pewno wiesz więcej od kogoś kto to przerabiał z kontem gmaila do byle stron.
Co tam bulgoczesz?
Piękne samozaoranie z nutą zesrania się i potężnym bólem tyłka, jeszcze tego nie widziałem.-->Polecam na spokojnie i na chłodno do tego podejść
Projekcja po dwóch postach - gładko poszło.
Prawda jest natomiast taka, że jesteś jak pies Pawłowa, ale zamiast z gęby, to leci ci tym drugim otworem, gdy tylko przeczytasz słowo "Steam"; ups, i masz kolejne majty do prania :D
To może naucz mnie, jak osiągnąć ten mistyczny chłód i spokój; podobny do tego w zacytowanym.
Z Czech to akurat najbardziej pamiętam Vietconga. Swego czasu [czyli kiedy dodali go do Playa w 2007] grało w niego sporo Polaków.
No i z tego samego kraju był przecież równie świetny Operation Flashpoint.
ta, co więcej, istnieje możliwość, że konto zostanie permanentnie zablokowane. Np. gdy zalogujesz się do gmail na nowym urządzeniu, wtedy jest szansa, że się zablokuje permanentnie i nie ma szansy na odzyskanie tego konta.
Sam to wymyśliłeś? Gratuluję inwencji!
Heh, czego to nadąsana dzieciarnia nie wymyśli, by tylko 'dosrać' nielubianej platformie.
Wymuszając język polski zrobiłbyś przysługę korporacjom, bo większości twórców gier indie i niskobudżetowych na takie coś po prostu nie stać i miałbyś tłumaczenia zrobione na odwal.
Twórców gier indie nie stać na darmowe tłumaczenia? Paradne!
Ach, ci wszyscy biedni twórcy gier indie, dla których nawet za darmo to za drogo :(
Argument z uczeniem się języków nie jest bez sensu, większość gier ogarniesz z angielskim/niemieckim/rosyjskim na poziomie szkoły średniej
A co, jeśli ktoś chce pograć w grę, która należy do tej 'mniejszości', której nie ogarniesz z angielskim na poziomie szkoły średniej?
Najbardziej co mi przeszkadzało w morku to nie walka, ale zbyt duża mapa pusta i lokacje podobne do siebie, przez co dużo gorzej eksploruje się mapę w morrowindzie niż w gothicach
Duża mapa to plus, nie minus. Nie masz obowiązku zaglądania pod każdy kamień, ale gra udostępnia ci więcej możliwości grania w ten sposób, niż na mapie mniejszej.
Vvardenfell dzieli się na część zamieszkaną i niezamieszkaną, więc obecność pustkowi jest wpisana w samą geografię gry.
Z "Przewodnika po Vvardenfell": (...) "Pozostała część wyspy to niegościnne pustkowia pustyń, suchych łąk i pól zastygłej lawy, na których od czasu do czasu można spotkać plemiona koczowniczych Popielnych."
Znacznie logiczniej jest narzekać, iż w Górniczej Dolinie są przeszkody, sztucznie ograniczające świat gry [bariera/palisada].
Faktem jednak jest, że nawet na pustkowiach pełno jest ciekawych miejsc do odwiedzenia i skarbów do znalezienia; i to właśnie odróżnia Morrowinda od Gothic-ów - można zejść ze ścieżki, zgubić się na nieprzyjaznych pustkowiach i znaleźć unikalny artefakt. W niemieckiej tandecie nie masz takiej możliwości, bo świat jest mały, wszystko jest zbite, brak w nim biomów, lochów i unikalnych przedmiotów. Ale wiadomo eksploracja w Gothic-ach jest lepsza, bo świat jest mniejszy i lokacje nie-podobne* :D
Ali Wlaborg
Cieszę się, że - niezmiennie - jedynym argumentem fanboy'ów H3 jest popularność, bo jak wiadomo "Słowacki wielkim poetą był!", a i miliony much - jak powszechnie wiadomo - nigdy się nie mylą.
Ciekawość: Dlaczego tak nisko cenisz multi w H3? Aż tak ciężko przełknąć gorycz porażki i brak 'skilla'? ;)
porażka i kilometr mułu, co nie
Nie. [Obecnie] Przestarzały i niegrywalny gniot, choć w swoim czasie nie było to nawet takie złe.
Co nie zmienia faktu, że H3 to przestarzały i niegrywalny gniot, a mówiąc nawet prościej: [tak żebyś nawet ty zrozumiał] Gra z kosza. Zgodzisz się?
Konsensus jest taki, że gra BYŁA crapem, JEST crapem, I BĘDZIE crapem. Przykro mi, że mam rację.
W związku z tym, od 2 czerwca będzie można przypisać pierwszą część za darmo do konta: https://lowcygier.pl/darmowe/gra-hellslave-za-darmo-na-steam-od-2-czerwca-oferta-z-okazji-zapowiedzi-hellslave-ii-na-pc/
Cóż za intelektualna mamałyga - to są twoje własne inwektywy, więc teraz grzecznie przperoś za język zdyszańcu.
Fantazyjna odklejka to twój znak rozpoznawczy - od razu widać, że leki nie zostały wzięte-wrócone.
Jest możliwe. Ostatnio w to grałem prawie 30 lat temu, więc mogłem coś źle zapamiętać.
Był wbudowany edytor map. Można było na przykład otoczyć orzełka niezniszczalnym murem i wtedy obaj gracze mogli już skupić się na atakowaniu czołgów.
^Nie przeczytałem nawet jednego zdania, cobyś wiedział, że znowu rozmawiałeś [bez mojego udziału] sam ze sobą :D
Niemniej, aż mnie serce ściska, gdy tylko pomyślę o tych twoich 'wybitnych' argumentach, 'unikatowej' logice i obłąkańczych monologach.
O ignorancji mówi ktoś, kto w dyskusji o zmianie wschodnioeuropejskiej, jesiennej szarugi na południowoeuropejski, letni ukrop i wpływie tej zmiany na klimat gry, odpowiada stwierdzeniem, że przecież taka zmiana, cytuję, "nie wpływa praktycznie na nic" (bo przecież nie na będący przedmiotem dyskusji klimat gry, prawda? xD).
To jest pełny cytat: "Inna sprawa, że jakby przekładać wszystko 1:1, to by wyszła taka sama gra, a zmiana "pory roku" nie wpływa praktycznie na nic, bo wpływ pogody na gameplay w oryginale był zerowy."
Nie ma tu nic o wpływie na klimat, a o wpływie na gameplay, więc naucz się wpierw cytować i wyciągać wnioski, a dopiero później zacznij ujadać.
To super stary, ale to ma być remake, a nie kompletnie nowa gra, tylko pod ta sama nazwa.
To jest kompletnie nowa gra, ale bazująca na pierwowzorze.
I jako taki, ma prawo, a nawet obowiazek, zachowywac te same glowne założenia projektu. To co opisuje, to założenia, które mają duży wpływ na całość. Użycie w tym kontekście słowa "kuriozum", to już całkowicie ignorancja. Bajkowy, a jednocześnie brutalny świat, nie jest założeniem, którym kierował się gothic. Miał być to brutalny i szary świat, a w ramach remaku powinni zrobić coś podobnego przy użyciu tych założeń. Radze odstawić internet, skoro ci nie służy.
Jeśli elementy takie jak: Rozwój postaci, bestiariusz, fabuła, questy, lokacje pozostaną takie same (lub bardzo podobne), to 'podelementy' elementu właściwego [tj. klimat] praktycznie nic nie zmieniają.
A umiesz wyjaśnić znaczenie przymiotnika "bajkowy" w kontekście remake'u, czy nadal będziesz owijał w bawełnę? Radzę nie odstawiać bagiennego ziela, bo brzmisz dokładnie tak, jak powinieneś, czyli jak świr :D
Logika jest taka, że w momencie gdy na filmiku widać jedynie grafike, to ocenia sie wlasnie grafike, zamiast wymyslac fakty z tyłka, na co ty prawdopodobnie liczysz.
Użytkownik, do którego pierwotnie skierowałem swoją odpowiedź nie tylko oglądał filmik, ale grał też w demo, więc logicznym faktem jest, że nie potrafisz czytać i bełkoczesz jakieś kocopoły, jakoby 50-sekundowy filmik był wszystkim, co zostało dotychczas wypuszczone, i co faktycznie można 'ocenić'.
no najlepiej niech robią gothica we własnym wydaniu, a więc niech skorzystają z założeń pierwowzoru we własnej interpretacji, skoro ma to być remake, a nie kompletnie nową grę, której założenia są wymyślane od nowa, a więc z pierwowzorem ma niewiele wspólnego ;)
Jakie założenia są wymyślane na nowo? Kolejny bełkot bez uzasadnienia.
." - napisałeś "Jakby jeszcze były jakieś wielkie odstępstwa fabularno-gameplayowe" więc miałem prawo zrozumieć, ze dla ciebie fabula jest w tym przypadku niezwykle istotna. Skoro miales na mysli cos innego to (o zgrozo) rozbuduj swoja wypowiedz ;) wiem ze cie to moze przerastac, ale mysle ze poradzisz sobie. Takze powodzenia, rozbuduj wypowiedz, a wtedy osoba z ktora dyskutujesz zrozumie co masz na mysli.
No tak, po co pytać o sprecyzowanie, gdy można sobie dośpiewać sens?
Tu nie ma co rozbudowywać - to jest zdanie zamknięte, kończące poprzednią wypowiedź. Nie potrafisz czytać i wyciągać wniosków, a na to żadnej rady nie ma.
Gdyby to byla tylko kwestia dubbingu i łatwosci obslugi to ludzie nie graliby do tej pory. I uprzedzajac twoj kolejny slaby argument, nie to nie jest kwestia nostalgii. W ramach nostalgii mozna w cos zagrac raz na pare lat, a skoro ludzie graja w te gre nawet kilka razy do roku, to znaczy ze gra oferuje znacznie wiecej niz ladny dubbing i "wzgledna latwosc obslugi".
A gdzie ja napisałem, że to "tylko kwestia dubbingu i łatwosci obslugi".
"Skoro nie masz pojecia na jakis temat, to zwyczajnie sie na niego nie wypowiadaj." - czy to już ten moment, gdy zacząłeś prowadzić monolog? Masz jeszcze jakieś ciekawe przemyślenia na swój temat, którymi chciałbyś się podzielić?
no jak juz wyjasnilem, jestes kims kto nie ma pojecia o temacie i co najzabawniejsze, jeszcze uwazasz sie za eksperta. Juz dawno nie widzialem takiego hipokryty.
Widzę, że prowadzisz zacięty dyskurs sam ze sobą. Sorry, że się wcinam, ale chciałem się tylko pożegnać i życzyć nadrobienia materiału ze szkoły podstawowej [patrz: Czytanie ze zrozumieniem], bo ten element mocno u ciebie szwankuje ;)
Wyobraźmy sobie, że jakiś wydawca bierze sobie film stworzony przez Kurosawę czy Kubricka i postanawia pozmieniać całą kolorystykę filmu, narzucając nań milion filtrów z moviemakera, uważając, że w ten sposób będzie on wyglądał lepiej. Czy dalej jest to zmiana bez żadnego znaczenia?
Sprowadzenie czegoś do absurdu, to nie jest tak mocny argument, jak ci się pewnie wydaje. Jeśli zaś chodzi o Kurosawę, to na podstawie jego bodaj najbardziej znanego dzieła powstał remake, który dział się w innych czasach, w zupełnie innym kulturalnie kraju... i jeszcze był kolorowy. Kurosawa był tak wściekły, że aż podarował reżyserowi tego filmu miecz [ponoć].
Następny film na podstawie Kurosawy był przeróbką "Straży przybocznej" i podobnie jak pierwszy zyskał uznanie fanów i dochrapał się miana klasyki. Tak więc nie będę sobie wyobrażał jakichś urojonych i absurdalnych scenariuszy, gdy mamy dwa, które istnieją realnie.
Grając w grę przez cały czas oglądamy to co dzieje się na ekranie. To co na nim zobaczymy odpowiada za przytłaczająco dużą część naszych wrażeń (obok tego co usłyszymy i tego co sami sobie wyobrazimy na podstawie tekstów i dialogów). Oczywiście, że to czy będziemy nieustannie oglądać lejące się zewsząd białe światło czy ponure szaro/brązowe krajobrazy, będzie miało wpływ na doświadczenie jakie będziemy czerpać z rozgrywki.
Że będzie miało, to mogę się zgodzić, ale nijak nie zgodzę się, co do samej skali takiego wpływu, a tym bardziej tego, iż styl graficzny, czy nawet sama kolorystyka przesądza o tym, czy studio jest kompetentne i rozumie oryginał.
I w przypadku gdybyśmy mieli do czynienia z kolejną częścią gry to moglibyśmy się zastanawiać czy to dobrze (dostajemy coś oryginalnego i świeżego) czy źle (oddalamy się od tego co dobre i sprawdzone). Gothic 2 był bardziej kolorowy niż 1 i wyszło super. Natomiast w przypadku remaku celem jest oddanie tego samego doświadczenia za pomocą nowej technologii. Oczywiście, że nie chodzi o powtórzenie 1:1 grafiki oryginału (bo jaki były sens remaku?) ale o jak najwierniejsze przypomnienie wrażenia, jakie wywarła ta gra 25 lat temu, używając technologii, która przez te 25 lat się rozwinęła.
Uczepiłeś się jak rzep jednego 'podelementu' i na tym opierasz cały swój wywód, dowodząc przy tym niezbicie, że się nie uda, bo jest nazbyt jasno, a nie dość mrocznie. To jest właśnie ten fanatyzm, gdzie wystarczy lekko naruszyć status quo, by na twórców posypały się gromy.
I tak samo z Gothikiem - tworząc remake, należy zastanowić się jakie doświadczenie chcemy zreplikować, zobaczyć jakimi środkami zostało ono osiągnięte kiedyś i jakich środków możemy uzyskać dzisiaj, żeby współczesny gracz mógł przeżyć to samo.
Skąd w ogóle wynika założenie, że współczesny gracz chce przeżyć to samo? Celem remaków [starych gier] jest dostosowanie gier do współczesnych graczy i trafienie do nowych odbiorców. Myślisz, że gracz, który nie miał wcześniejszej styczności z tytułem/serią z miejsca podniesie larum, bo zamiast jesieni mamy lato i jest za mało szarości?
W przypadku Gothika jest to bez wątpienia doświadczenie ponurej, wrogiej i nieprzyjemnej kolonii karnej. Udało się to osiągnąć m.in. stonowaną kolorystyką, pogodą kojarzącą się z najbardziej depresyjną porą roku, oszczędnym wykorzystaniem "dekoracji" w postaci assetów itd.
No tak, bo jak zmienisz kolorystykę, to z kolonii karnej magicznie znikną potwory, orkowie, bariera, wojny obozowe i podział kastowy, a sama kolonia przemieni się w ośrodek wypoczynkowy. W tym rzecz: Nie rozumiesz, iż ww. kolorystyka i pogoda, to jedynie część immersji, a nie całość.
I tak. Grafika ma w tym przypadku fundamentalne znaczenie. Cała idea remaku bierze się stąd, że mamy świetną grę z przeszłości i dajemy jej drugie życie poprzez ubranie jej w szaty obecnej technologii. Wszystko poza grafiką trzyma się w Gothiku dobrze i wymaga co najwyżej małych szlifów. To grafika jest głównym celem remakowania i nie ma co tego ukrywać - w innym przypadku wystarczyłoby zrobić modyfikację albo sequel.
Może w świecie, w którym nie istnieje coś takiego jak mody graficzne. Tutaj zmiany będą szersze i oprócz dostosowania grafiki do obecnych standardów będą też zmiany mechaniczne, a sama gra zostanie rozbudowana fabularnie, bo wbrew temu, co piszesz, ta gra miała wiele problemów i mankamentów, wystarczy zdjąć różowe okulary.
A skoro twórcy polegli w tak podstawowej i fundamentalnej kwestii jak to, żeby pochodzić po świecie gry, zobaczyć jak on wygląda i pomyśleć dlaczego i po co tak wygląda, to w jaki sposób można mieć nadzieję, że cokolwiek innego zrobili dobrze?
W telegraficznym skrócie: Twórcy zrobili jedną lub dwie rzeczy nie tak, jak sobie wyobrażałem, więc wszystko inne też pewnie będzie złe/niedobre/nieporadne. Innymi słowy przyznajesz się, że nie masz wiedzy o pozostałych elementach, ale na pewno będą złe, bo fanboyskie uczucia zostały okrutnie podrażnione :D
z jednej strony słyszymy muzykę z Gothika przenosząc się dwie dekady w przeszłość, a z drugiej patrzymy na coś co w żaden sposób Gothika nie przypomina.
Aż dziwne, że gracze F:NV nigdy nie mieli takiego dysonansu. Fani Gothica niestety nigdy nie odznaczali się dojrzałością, ale za to w jęczeniu i stękaniu nie mają sobie równych ;)
Ten, którego dostaniemy tak nie wygląda. Wygląda jak sklejony na szybko zbiór faktycznie dobrych assetów (duża część pancerzy), z zupełnie losowymi (potwory, archtektura), nawrzucanymi jednocześnie bez ładu i składu byle więcej, z losowo wybranym oświetleniem oferowanym przez silnik i na szybko obniżonym nasyceniem ponieważ fani pisali, że "zbyt kolorowo" nie odróżniając postprocesu od kierunku artystycznego.
Ogólnie cały twój komentarz, to ino fanatyczny defetyzm i 'gdybalizm'. Rozpisałeś się, jeno utwierdzając mnie w tym, co już wcześniej wiedziałem - jesteś sekciarzem i wszystko, co będzie choćby w minimalnym stopniu odbiegało od bazy, będzie z samej definicji gorsze i będzie przez ciebie zwalczane.
Może przeczytaj raz jeszcze co napisales, bo nie ma to kompletnie logiki. Gothic 1 jest chwalony miedzy innymi za klimat, na ktory ma wplyw chocby budowa swiata gry, w co wpisuje sie kolorystyka, pogoda itp. Nie bez powodu nawet na stronach internetowych dba sie o to, żeby kolory odpowiednio do siebie pasowały, żeby sie nie zlewały i byly charakterystyczne. Wiec wyrzucenie charakterystycznej palety barw z gothica i wsadzenie zamiast tego bajkowego klimatu, to jest zwykla glupota ze strony tworcow.
To super stary, ale to nie jest konkurs na najlepszego klona oryginału a remake, i jako taki ma prawo, a na nawet powinien się różnić. To, co opisujesz to jedynie składowe, a zmiana/modyfikacja takowych wpływa jedynie częściowo na dany element. Użycie w tym kontekście przymiotnika "bajkowy", to już w ogóle kuriozum i ignorancja, więc rzuć to bagienne ziele, bo ci nie służy.
Szczegolnie skoro juz wedlug zamyslu oryginalnych tworcow, chodzilo wlasnie o to zeby bylo szaro i brutalnie, zeby byla to kolonia karna, a nie wczasy na bali.
Aha, czyli klimat miejsca zmienia jego przeznaczenie. Nawet nie próbuję dyskutować z taką logiką :D
MilornDiester wspomnial o jednym elemencie, ktory jasno widac na filmie ktory jest w artykule. Ma tutaj pisac o innych trailerach? Gdzie tu masz logike? Komentuje film widoczny w tym artykule i to co rzuca mu sie w oczy.
Logika jest taka, że jak już komuś coś zarzucasz, to oprzyj to na czymś więcej niż: "Grafika jest zła, więc twórcy nie rozumieją i nie czują oryginału ".
Tak naprawde robia swoja gre w ramach danego swiata i postaci.
A czyją mają robić?
Patrzac na twoj komentarz wydaje ci sie chyba, ze gothic 1 byl dobry tylko ze wzgledu na fabule. A to duzy blad. Gothic 1 byl dobry ze wzgledu na klimat, rozwiazania mechaniczne, rozwiazania fabularne w tym budowe postaci i budowe swiata. Lekcewazenie ktorychs z tych elementow sprawia ze nie dostrzegasz dlaczego gothic stal sie takim hitem w polsce.
Patrząc na twój komentarz widać, że lubisz sobie dopowiadać rzeczy, których nie ma, a później brać je za pewnik i dyskutować sam ze sobą.
Nie dostrzegłeś, że jednym z głównych powodów, dlaczego Gothic był hitem w Polsce był pełny dubbing i względna łatwość w obsłudze, więc nie nadymaj się tak, bo to twoje znawstwo jest - w tym temacie - mocno umowne.
Może się komuś podobać, że mamy żar lejący się z nieba tylko, że to nie jest zupełnie klimat Gothika.
Jest, a przynajmniej będzie, gry gra już powstanie. Inna sprawa, że jakby przekładać wszystko 1:1, to by wyszła taka sama gra, a zmiana "pory roku" nie wpływa praktycznie na nic, bo wpływ pogody na gameplay w oryginale był zerowy.
Jeśli ktoś robi remake jakiejś gry to powinien zrozumieć oryginał a następnie umieć go przełożyć na język nowej technologii. W przypadku Remaka twórcy polegli na tym zadaniu.
Jakby jeszcze były jakieś wielkie odstępstwa fabularno-gameplayowe, to bym zrozumiał, ale twoja cała krytyka dotyczy jednego aspektu gry i ino na tym próbujesz forsować tezę, że twórcy nie rozumieją bazy, którą próbują przerobić. Brzmisz jak świr z sekty :D
Uzupełniając jeszcze listę tego, co wychodzi lub wyszło:
1) https://store.steampowered.com/app/3373660/Look_Outside/ - Survival horror + RPG z akcją w posiadłości, a w tagach jeszcze jest: "Inspirowane Lovecraftem". Długo przyszło mi czekać na coś, co jest chociażby zbliżone do The Legacy: Realm of Terror, ale w końcu chyba jest.
2) https://store.steampowered.com/app/969340/The_Dungeon_Paradox/ - Strzelanka w dungeonach, było kiedyś takie połączenie? Tylko 3 recenzje [jak na razie], więc cholera wie, czy to faktycznie dobre.
3) https://store.steampowered.com/app/3216150/Scourge_of_the_Reptiles/ - Taktyczny, drużynowy erpeg z dinozaurami w roli głównej. Niedawno był nawet jakiś artykuł na GoL-u i nikt o tym nie wspomniał, więc ja to teraz robię.
4) https://store.steampowered.com/app/3265190/Odd_Job/ - dungeon crawler umiejscowiony w apartamentowcu, gdzie przyjdzie wcielić się nam w rolę woźnego [?]. Bardzo liczę na ten konkretny tytuł, ale niestety brak - jak na razie - nawet przybliżonej daty premiery.
5) https://store.steampowered.com/app/3248910/Deserter/ - Połącznie erpega ze skradanką. Ma być dużo złodziejstwa, hakowania i włamywania.
6) https://store.steampowered.com/app/2814790/The_Darkness_Below/ - To akurat wyszło rok temu, ale przeszło zupełnie bez echa. Gra typu hołd dla produkcji lat '90, coś jak Amberlandsy.

Ukończyłem Undercroft; jednak zanim w ogóle zacząłem grać, musiałem umieścić tę grę na jakiejś linii czasowej, co było dość trudne, gdyż każda strona podawała inny rok produkcji gry. Jako że sam nie byłem w stanie tego ustalić, to postanowiłem odezwać się do twórców - jeden z nich odpowiedział mi, że... w sumie to sam nie jest do końca pewien. Ale wyglądało to mniej więcej tak: 2005/6 pierwsze wydanie na Windows i Pocket PC-> 2008? port na iOS-> 2010 sprzedaż firmie Jagex i [w tym samym roku] nowe wydanie na Windows bazujące na wersji z iOS.
To, że wersja pecetowa bazowała na 'ajfonowskiej' widać nie tylko po tym, że - w grze - zamiast "click" mamy "tap", a głównie po tym, że miniaturowa przekątna ekranu telefonu, została przeniesiona na olbrzymi, komputerowy ekran, przez co okienko z grą jest malutkie... i [raczej] nie ma żadnego rozwiązania na ten problem.
Sama gra jest dość unikalna - nadal jest to dungeon crawler, ale gra ma semi-otwarty świat [nie tylko podziemia i lochy], są jakieś osiedla ludzkie, poza tym gra ma podobną strukturę, co np. taki Wiedźmin, z podziałem na rozdziały.
Itemizacja jest mistrzowska - każda postać ma aż 12 miejsc na ekwipunek, przedmiotów jest naprawdę sporo, a satysfakcja ze znalezienia/kupienia lepszego odpowiednio duża.
Fabuła? Sama historia zaczyna się w tawernie, od lekkomyślnego zakładu z kupcami. Później do tego dojdzie jeszcze klątwa, arcydemon, kultyści, nawiedzony dom i inne tego typu atrakcje, ale ogólnie - jak w każdej wielkiej przygodzie - alkohol występuje w roli spiritus movens.
Walka [na niskim poziomie trudności] jest zbyt łatwa i nie sprawia wielkiej przyjemności - [często] ograniczała się do bezmyślnego przeklikiwania ataków. Gra była tak łatwa, że w trakcie całej rozgrywki zużyłem maksymalnie 5 mikstur leczących, choć w sumie te z maną były już wypijane w ilościach hurtowych.
Mamy tutaj 5 klas postaci, ale drużynę czteroosobową. Poszedłem w standard gatunkowy - wojownik, zabójca, mag i ksiądz. Przywoływacza nie wziąłem, bo nie lubię tego typu postaci. Dodatkowo każda postać może specjalizować się w różnych rzeczach, np. zabójca może być specjalistą od walki wręcz, broni egzotycznej lub dystansowej, wojownik natomiast może siec, rąbać, kłuć lub walić obuchem w łeb. Ogólnie nie opłaca się jednak robić postaci typu "jack of all trades", tylko zdecydować się na coś na starcie i konsekwentnie w to brnąć, bo każdy wydany punkt jest wydawany ostatecznie, a opcji respecu brak. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest mag - tutaj trzeba równomiernie wydawać punkty, bo przeciwnicy mają różne odporności i takim demonom nie wyrządzi się większych szkód zaklęciami na bazie ognia. Co jeszcze? To jedna z tych gier, gdzie nie ma formacji, więc nie trzeba na siłę trzymać wojownika w drużynie. Doświadczenie nie jest równo dzielone na 4 części, a zdobywanie nieregularnie; otrzymywane w zależności od tego, jaki kto wnosi wkład do drużyny. Często jest tak, że jeden lub dwóch członków drużyny odstaje od drugiej pary o jeden lub dwa poziomy i muszą nadganiać.
Jeśli chodzi o same klasy to są dobrze zbalansowane - według (mojej) gry to wojownik był najbardziej przydatny, bo najszybciej zdobywał doświadczenie [w niektórych momentach miał nawet 2 poziomy przewagi nad magiem i kapłanem]. Poszedłem nim w miecz, bo w ostatnim dungeon crawlerze [Anvil of Dawn] miecze były najlepsze... i to był błąd, bo miecze w tej akurat grze były - by far - najgorszym typem uzbrojenia. Poza tym wojownik ma najlepsze AOE w grze - "Totem Bólu".
Zabójcą poszedłem w łuki. Problem z tą klasą jest taki, że idąc w dystansowca trzeba liczyć się z tym, iż ma tylko jedną przydatną umiejętność - nie polecam ładowania punktów w szansę na odzyskanie pocisków po wystrzeleniu, bo na koniec można mieć spokojnie sześciocyfrową ilość złota, a plecak raczej nie ma limitu miejsca. Niestety wszystkie inne umiejętności były powiązane z broniami egzotycznymi i walką wręcz.
Mag był spoko, tylko trzeba umiejętnie lawirować między ogólną liczbą punktów kondycji [kondycja=mana] a kosztem czarów; genialna jest tutaj umiejętność "Wizard's Lore" i przedmioty, które dają procentową premię do SP.
Kapłan to w ogóle ciekawa postać. Posiada interesującą umiejętność, która zwie się "Odpust". Chodzi mianowicie o to, że od każdego nie-agresywnego NPC-a można wydębić złoto w zamian za odpuszczenie grzechów. Poza tym kapłan bardzo przydaje się w walce z nieumarłymi, a w tej grze jest ich od groma - w takim rozdziale 4 i 5 walczy się prawie wyłącznie z nimi, a i w 6 jest ich pełno. Dodatkowo kapłan może buffować obronę drużyny, uzdrawiać ją i leczyć trucizny.
Grę ukończyłem mając na liczniku 34,5 h, ukończyłem ją w 99% i - ogólnie - bawiłem się wyśmienicie. Staty na koniec: Warrior:17, Assasin:16, Mage:16, Cleric:16.
I najważniejsze: Grę można całkowicie legalnie pobrać ze strony producenta, nie trzeba jej kupować.
Fajnie, jakby ktoś sprawdził to konto: https://www.gry-online.pl/users/#/anni1993/z015849e, bo mocno wygląda jak czyjeś multi/burner. Większość komentarzy w wątkach dot. nowych "Herosów", zaczepny styl pisania na zasadzie atakowania opinii; oczywiście [bezpiecznie] z konta bez historii, którego strata nie zaboli.
P.S. Można przenieść do wątku regulaminowego, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Trollujesz co nie?
Konto z jednym punktem rankingu [prawdopodobnie czyjeś multi] pyta się mnie - cokolwiek poważnie - czy trolluję. Paradne :D
Tak się składa że H5 to H3 tyle że na regresie jeżeli mówimy o możliwościach taktycznych
Napisz mi coś więcej o tych sławetnych możliwościach taktycznych i regresie, bo takie bezproduktywne szczekanie średnio mnie obchodzi.
W tej piątce nawet magia jak zarazem jej skalowanie jest spartolona w stosunku do starszych odsłon
Następny raz 'dałeś głos', ale oprócz autystycznego szczeknięcia nic tutaj nie ma.
Z archaicznością tobie też nie pykło kolego bo grafika to nie wszystko a po za grafiką trójka przebija piątkę w pozostałych wszystkich aspektach
Dobrze, że dokładnie opisałeś te "pozostałe wszystkie aspekty", cobym mógł się do nich stosownie odnieść.
Powiedz jeszcze że nekropolia jest najsilniejsza jak to macie w zwyczaju a później przeproś conflux i ojca za ten bełkot bo z trójki to ty masz jedynie doświadczenie gdy oglądałeś IRL gameplay z kołyski gdy twój tata siedział na gorących krzesłach
Niestety mój ojciec nie zna się na grach z kosza takich jak H3, co więcej nie zna się na grach w ogóle, więc nie będę go przepraszał za to, że Nekropolia jest silniejsza niż Conflux [czy tam na odwrót]. Mogę co najwyżej przeprosić twojego [w twoim imieniu], lub raczej niech on przeprosi mnie, że przez brak kontroli rodzicielskiej, muszę się teraz użerać z takim 14-letnim pieniaczem.
Ogólnie beka z takich jak ty którzy wypowiadają się bez obiektywizmu a juz przede wszystkim bez doświadczenia
^To jest hit :D
Strach myśleć jaką opinię miałbyś o dungeon crawlerowych odsłonach pewnie 8 byłaby dla ciebie lepsza niż 6 XD
To, że myślenie powoduje u ciebie strach i wywołuje panikę jakoś nieszczególnie mnie dziwi.
Pewnie nawet nie masz świadomości jak te dzbany którym przeszkadzał forge wiedzy o tym że uniwersum herosków to miks scf&fantasy
Popłacz się :(
A gdzie ja pisałem, że w inne części gra więcej ludzi niż w trójkę? Uściślę: Gdzie pisałem, że V jest popularniejsza?
Napisałem, że ulepszenie trójki jest popularniejsze niż sama trójka, więc spokojnie Janusz, wstań z zapierdziałego fotela i wyjdź na zewnątrz, bo widać, że mieszanina gazów z siedziska dostała ci się do głowy, i widzisz rzeczy, których nie ma.
Jeszcze wiecej tego co było najlepsze :D
Czyli?
Kolejne części to było wręcz uwstecznienie i własnie zmiany na siłe :D
Co było "wręcz uwstecznione" w części V?
W co sie jeszcze gra?? I to najlepiej obrazuja czy były to zmiany na lepsze :PPPPPP ile ludzi gra w "3" a ilu w te "lepsze" hirki według ciebie, odpowiem prawie nikt!!!!!! :PPPPPP
Przecież w gołą trójkę praktycznie nikt nie gra [oprócz brzuchatych Januszów w zapierdziałym fotelu]. Gra się w to 'okrąglejsze koło' o nazwie HOTA, a to modyfikacja fanowska. Poza tym masowość produktu nie równa się jakości produktu.
P.S. Cały mój post to niełatwa próba zrozumienia powyższego, bełkotliwego rzygu, którego autorem (najpewniej) jest pierwszopoziomowa jednostka z zamku "Loch", z trzeciej odsłony ww. serii ;)
a to usilne zmienianie co wystepowało w pozniejszych homm wynika z checi wyciagania kasy
Aha, czyli jakikolwiek rozwój i próba odróżnienia się od 'części właściwej' to chciwość dystrybutora, czy kogo tam innego masz na myśli. To teraz jeszcze napisz, jak byś widział przyszłość serii po części trzeciej?
po prostu pewnych rzeczy nie da sie zrobic lepiej a robienie zmian na siłe szkodzi
No popatrz, jakoś H5 naprawiło zepsuty balans trójki, zrobiło lepsze zamki, wprowadziło ciekawszych bohaterów, przebudowało archaiczny system rozwoju postaci, jednostki też były co najmniej trzy razy bardziej interesujące niż te badziewne zlepki pikseli z trzeciej odsłony. Tak swoją drogą: Skoro wszystko było idealne w części trzeciej, to po co w ogóle powstała HOTA, i inne podobne twory? Nikt im nie powiedział, że koło już nie może być bardziej okrągłe? ;)
To będzie - co najmniej - dobra gra. Oczywiście fanboye 'trujeczki' [którzy cierpią na chroniczny ból dupy, że seria śmiała nie skończyła się na trzeciej części właśnie] będą wyć do księżyca, ale to nawet lepiej - będzie co czytać :D
Po pirackim Gothicu i Gothicu z jetpackiem przyszedł czas na Gothica pod ziemią.
A na rzeczywistą kontynuację Arx Fatalis szanse są minimalne, a szkoda, bo gdzieś tak z 20 lat temu były przymiarki, ale temat szybko ucichł.
Niedawno skończyłem LotF, tym razem monkiem. O dziwo udało mi się też przejść DLC - wywaliło mi grę tylko 6 razy... na dodatek trwający około 30 minut.
Zainstalowałem Blackguards, spędziłem sporo czasu w kreatorze postaci, a jako broń startową ustawiłem sobie łuk, zacząłem pierwszą walkę, okazało się, że do łuku nie dostałem strzał, wyłączyłem grę.
Swoją drogą ten rok chyba będzie u mnie biedny, bo ponownie zainstalowałem HotS-a, więc wszystko inne idzie w odstawkę.
Gothic 2 nk miał niektóre przeciętne questy poboczne, ale są też ciekawe
No tak, najgorsze questy w g2 są tylko przeciętne, ale te w Skajrimie są już nudne albo bardzo słabe. I weź tu gadaj z takim.
Jak np próba zabójstwa estabana na bagnach, quest poboczny ze znalezieniem gildii złodziei, zostanie czeladnikiem w mieście, także questy gildii były ciekawe
Pisałem wcześniej o questach inicjacyjnych, które jako jedyne uważam za dobre, więc po co piszesz o tym po raz drugi, desperacja? Jak się nazywał quest z dołączeniem do gildii złodziei i jakie konkretnie questy gildii były ciekawe?
Powtarzam po raz kolejny:SKYRIM MIAŁ NUDNE QUESTY POBOCZNE
Nie zapomnij tupnąć nóżką, żeby jeszcze dobitniej podkreślić swoje zdanie :D
Na tym mogę skończyć dyskusje z tobą bo nie masz pojęcia o czym mówisz, zresztą jesteś typowym hejterem gothiców, nara
Jak nie mam pojęcia, skoro mam większą wiedzę na temat gier Piranii niż ty, i jeszcze na dobitkę lepiej w nie gram? To nie jest dyskusja, a monolog, bo ja podaje argumenty, a ty żadnego jeszcze nie podałeś. I po raz kolejny uwidocznił się wysoki poziom fanboy[3]-ów Gothica :)
Nie, nie, i jescze raz nie, Eksploracja jest bardzo dobra w gothicach, bo ciągle znajdujesz coś przydatnego, czy to rośliny na trakcie służące do alchemi, czy to broń, bardzo dobrą, którą ogranicza tylko siła twojej postaci, mikstury, zwoje i składniki do run, reszta itemow nie przydatnych można sprzedaż, a złoto zawsze się przydaje do różnych zakupów, a niby skyrim czy wiedźmin 3 miał lepsza eksploracje? No raczej nie
Jest bardzo słaba. Fakt jest taki, że to nie jest przydatny loot, bo - jak wyżej napisałeś - ciągle go znajdujesz. Coś, co nie jest żadną miarą unikalne, co znajdujesz w ilościach hurtowych, i co jest bardzo łatwo dostępne [alternatywą jest tu też handel] nie jest zbyt przydatne. To są śmieci zostawione przez twórców do zebrania, i tyle. Oświeć mnie - w jaki konkretnie sposób przeoczenie 1/2/50 z tych przedmiotów wpływa na grę?
Tak, Skyrim miał lepszą eksplorację, że też muszę tłumaczyć fakty i oczywistości :D
Grałes tylko w g1 więc mogłeś mieć wrażenie że znajdujesz śmieci, ale g2 to co innego, bo pojawia się crafting itemów i itemy w 2 są lepiej poukładane na mapie
Grałem we wszystkie odsłony tej serii, włącznie z tą pochodzącą z Indii. Nie wiem, co chciałeś osiągnąć kłamiąc i konfabulując, ale sięgnąłeś właśnie dna. Brawo?
Mam spore wątpliwości, czy ty faktycznie w pierwszą odsłonę grałeś, bo jakbyś grał, to wiedziałbyś, że w I handlarze mają nałożony odgórny limit walutowy, gdzie w dwójce został całkowicie zniesiony + świat jest dużo większy. To wszystko oznacza, że ekonomia jest dużo, dużo gorsza i potencjalny loot jest jeszcze mniej warty + twój argument na temat rozmieszczenia łupów traci teraz całą swoją moc.
Głównie chodzi mi o questy poboczne które są ciekawie napisane, w 2 znacznie poprawili questy poboczne względem jedynki
Gdzie ta poprawa? Twórcy poszli w ilość, a nie w jakość. Wizytówką (jeśli chodzi o questy w g2) jest ten z zebraniem rzepy z pola. Dalej mamy tak 'genialne' questy, jak m.in.: Przyniesienie X sztuk mięsa, przyniesie mikstury uzdrawiającej, przyniesienie patelni... mam dalej wymieniać te ciekawie napisane questy, czy już starczy?
Zwyczajnie nie chce mi się dyskutować z bucami, a ty jesteś takowego podręcznikowym przykładem.
Grigori Schrödingera - na argumenty i wymianę opinii czasu brak, ale na obrażanie zawsze się znajdzie. I oczywiście - kto się przezywa, ten sam się tak nazywa, a ja na szczęście nie muszę tego robić, żeby 'wygrywać' dyskusję.
Pokaż na lalce, gdzie konkretnie cię boli, i dlaczego akurat z tyłu ;)
A tak poważnie: Nie wiedziałem, że aż taki dyskomfort sprawia ci odmienna opinia na forum służącym do [o zgrozo!] wymieniania takowych.
Poza tym - to nie jest moja narracja, a jedynie opisałem fakty, na które niestety nie znalazłeś odpowiedzi, dlatego też podkuliłeś ogon.
Okej, to Twoja opinia, może i mógłbym odbić piłeczkę łapiąc cię za każde drobne słówko wygodne dla mojej narracji tak jak ty lubisz to robić, ale nie mam na to ani czasu ani ochoty.
Uff, całe szczęście. że postanowiłeś mnie oszczędzić i dowaliłeś jeno frazesem typu "miliony much", po czym zakończyłeś finisherem na zasadzie "nie mam czasu, ni ochoty" :D
Tam w zasadzie każda lokacja miała swoją duszę i wiązała się z jakąś interesującą historią, miała jakieś znaczenie dla głównego wątku albo zadań pobocznych.
Przecież to nawet nie jest zaleta, tylko coś, co jest uzależnione od wielkości świata. Jak gra ma mikroskopijny świat, to wiadomo, że tworzy się lokacje, które są "po coś". Problem w tym, że lokacje w grach "Piranii" praktycznie nigdy nie mają żadnego kontekstu, brak w nich narracji środowiskowej, są wypełnione śmieciowym lootem i ma się wrażenie, że są, bo są.
Każdy "imienny" NPC miał swój niepowtarzalny charakter i był na swój sposób oryginalny.
Jaki niepowtarzalny charakter miał NPC nazywający się "Kosa", i w czym tkwi jego oryginalność? Albo "Merdarion"? Albo "Butch"?
Bardzo mało było tam do zbierania przedmiotów-śmieci - przeważnie czuć było jakąś "wartość" tego co się znajduje.
Czym się różni #67 Eliksir Leczniczy od #91? Skończyłem G1 mając w ekwipunku ponad 500 ryżówek, jak rozumiem każda z nich jest w pewien sposób unikatowa i na pewno nie są to żadne śmieci :D
Fetch-questów też prawie nie było, a nawet jeśli, to na ogół były rekompensowane np. jakimś ciekawym dialogiem.
'Questów fedexowych' akurat jest stosunkowo dużo i często są najczęściej przywoływane, jeśli idzie o gry tego studia; a ciekawy dialog na końcu badziewnego questa nie wpływa znacząco na jakość tegoż questa.
Nie było też takiego nieustającego zaszczucia nic niewnoszącą i powtarzalną walką - z tym akurat największy problem miały chyba Kroniki Myrtany, ale i tak nie w takim stopniu jak wspomniane gry CDP i Bethsedy - oraz wiele innych.
To chyba pora odświeżyć te gry, bo pamięć ci 'nieco' szwankuje. Te gry miały od cholery "nic niewnoszącej i powtarzalnej walki". Przykładem niech będzie Świątynia Śniącego, drugi rozdział w G2, Dwór Irdorath i Świątynia w pierwszym Risenie.
Eksploracja jest bardzo słaba w grach Piranhii. Wątki poboczne, tzn.?
Questy poboczne w skyrimie były bardzo słabe, nie licząc tych gildyjnych i dla bóstw
Były tak samo słabe, jak w grach ww. studia z Niemiec, u tych drugich tylko questy inicjacyjne są dobre, a resztę można spokojnie wywalić do kosza.
Tak samo jest z eksploracją W skyrimie zawartość kufrów jest zależna od naszego lvl, w gothicach morda się cieszy jak znajdziemy jakiś dobry miecz na niskim lvl czy złoto albo coś cennego w kufrach
A po ilu dobrych mieczach na niskim lvl-u przestanie ci się morda cieszyć? Znajdziesz 2/3 w pierwszych kilku godzinach gry i przyjemność z eksploracji pryska, bo zbroi nie znajdujesz, a żadnego innego elementu pancerza, prócz zbroi [abstrahując od biżuterii] nie można założyć.
Smutne, że współtwórca moich ulubionych gier okazał się idiotą - kompletnie opacznie zdiagnozowana przyczyna i próba szukania problemu, w miejscu gdzie go nie ma.
A i przy okazji też przypomnę, że już w latach '80 i '90 i na początku XXI wieku dominowały podgatunki całkowicie skupione na walce/zabijaniu... ale oczywiście to problem naszych czasów.
Pełna lista wygląda tak:
1)Hellslave
2)Dungeons of the Fallen - polski hack and slash z solo-devu. Niewiele można o nim powiedzieć - ciekawe walki z bossami, 12 godzin rozgrywki, sama gra jest łatwa do scalakowania.
3)Moonlighter - przedstawiciel tak zwanych erpegów ekonomicznych. W nocy ruszasz do lochów i zbierasz egzotyczne [dla mieszkańców wioski] artefakty, w dzień kupujesz ekwipunek, zarządzasz sklepikiem i sprzedajesz zdobyczne fanty. Przyjemna gra, ale za mało grindu i za szybko można dojść do momentu, w którym wszystko jest już wykupione. Grałem na początku roku, ale dopiero w grudniu wrzuciłem ją na listę - na razie jest wpisana ołówkiem, bo nie wiem, czy jej później nie wyrzucę, jako że pod pewnymi względami kłóci się z moją definicją gier fabularnych.
4)Book of Demons
5)Children of Zodiarcs - kanadyjski jRPG. Kierujemy tu grupą dzieci, które są psychopatycznymi mordercami i złodziejami [z konieczności]. Walczymy ze Szlachtą i Strażą Miejską i praktycznie cała fabuła jest zbudowana na zasadzie my vs oni. Ciężko czuć antypatię do przeciwników, bo taka Straż Miejska próbuje złapać szajkę bezwzględnych morderców i utrzymywać spokój, podczas gdy rzekome bestialstwo wyższych sfer było przekombinowane i wymyślane w locie, co widać gołym okiem. Jeszcze ciężej czuć sympatię do bohaterów - nigdy nie grałem w grę z bardziej wkurzającymi bohaterami, nie ma nawet jednej postaci, z którą można by sympatyzować.
Sama gra jest podzielona na oddzielne etapy, opierające się na jednym z kilku schematów: 1)Przeżyj X tur 2)Zabij wszystkich przeciwników 3)Zabij bossa 4)Ucieknij z mapy
Co jeszcze? Ekwipunek został zastąpiony kartami i kostkami sześciennymi i działa to tak - zanim efekt na karcie zostanie wywołany, trzeba wpierw rzucić kośćmi, które wzmacniają bądź osłabiają jej efekt. Każda ścianka ma jakąś właściwość, a w razie czego jest możliwość przerzucenia kości, które nam nie odpowiadają.
Jeśli chodzi o poziom trudności - gra jest jednocześnie i trudna i łatwa. Kampania jest dziecinnie łatwa, za to dodatkowy tryb areny [dwie ostatnie walki]... tutaj wszystko musi być dopięte do perfekcji - dobór kart, strategia, odpowiednie lurowanie przeciwników i szczęście.
6)Eternal Senia - darmowa gierka. Co tu się odwaliło - 97% na prawie 12k recenzji, a dla mnie to takie 2+ max. Ckliwa historyjka z landrynkowymi i grafomańskimi dialogami. Soundtrack lepszy niż sama gra.
7)LoG II
8)Space Siege - Dungeon Siege w kosmosie. Mówiąc krótko: Nie dziwota, że DS jest dużo bardziej znany.
9)Loki - najgorsza gra w jaką kiedykolwiek grałem. Puśćcie wodze fantazji i wyobraźnie sobie grę, w której pokonujemy setki wrogów w lokacjach zrobionych za pomocą metody kopiuj-wklej i dorzućcie do tego jeszcze fakt, iż twórcy wymagają zrobienia tego kolejne 2 razy [NG+ jest obowiązkowe], bo nie poznacie całej historii.
10)TES III: Morrowind
11)Spells of Gold - pierwszy [?] erpeg ekonomiczny. Symulator wędrownego kupca, który umie też robić mieczem - kupujemy w świecie X mieście Y 100 beczułek piwa, by później w świecie Y mieście X sprzedać to drożej. Aspekt ekonomiczny jest tu dużo ważniejszy od aspektu erpegowego, bo nawet umiejętności wykupuje się za gotówkę. Ciekawe jest też to, że są towary [jadalne] , które psują się w trakcie podróży i przez to tracą na wartości, dlatego najlepiej kupować coś, co jest znane z trwałości, np. złoto.
12)Gothic
13)Anvil of Dawn - coś tam jeszcze o tym napiszę, ale w osobnym wątku.
Gra, która cały czas się psuła to słowackie Vampire Hunters, a ta przygodówka to czeska Tajemnica Janatris.
Plany na następny rok - Oblivion, Legends of Amberland II, The Amazing American Circus, Tyranny. Poza tym jakiś nowy dungeon crawler, jakiś stary dungeon crawler, jakiś port z Ajfonów, jakiś jRPG.
Do gry kończę tłumaczenie na polski.
Nieźle. Swego czasu też próbowałem się w to bawić, ale za każdym razem przeszkodą był deweloper, który nie chciał spolszczenia za free.

Rok 2024 ma się ku końcowi, więc pora na krótkie podsumowanie.
Liczba ukończonych tytułów: 13.
Objawienie roku: Legend of Grimrock II
Jedna rzecz nie daje mi spokoju - czemu tak długo zwlekałem z ograniem tego? Pierwszą część kończyłem już w 2014, drugi raz w 2020, więc okrągłe 10 lat minęło od pierwszego kontaktu z dylogią. Drugiego LoG-a wpisuję do mojego TOP10, tym niemniej pierwsza część minimalnie bardziej mi się podobała.
Na plus: Nowe klasy i rasy, zagadki, sensowniejsze podejście do zdobywania doświadczenia. Podobało mi się też nieoczywiste nawiązanie do drugiego EoB-a i - w tej samej lokacji - nawiązanie do pierwszego LoG-a za sprawą martwej [?] kostki :D
Na minus: Poziomy wodne i późny dostęp do Trójzębu, walki - zbyt łatwe.
A i przyznam się bez bicia: Legendarnej zagadki na cmentarzu nie ogarnąłem, a w Archiwum to już w ogóle nie wiedziałem, czego się ode mnie oczekuje.
Rozczarowanie roku: Book of Demons
Spodziewałem się dobrego, polskiego cRPG-a [fakt jest taki, że niewiele takowych wyprodukowaliśmy], a otrzymałem coś, w co grałem na siłę. Z reguły nie przywiązuje wagi do grafiki, ale ten wycinankowy styl był paskudny - potwory zlewały się z tłem i ciężko było odróżnić jeden podtyp od drugiego, dodatkowo przez grafikę gra nie posiada praktycznie żadnych animacji. Wkurzający był też ruch postaci - miałem wrażenie, że pod nią były ustawione jakieś niewidzialne szyny, a dostępne ścieżki były zbudowane na planie magdeburskim z tymi wszystkimi kątami prostymi. Eksperymentalne zastąpienie eq kartami również nie zdało egzaminu, nie czuło się satysfakcji z progresji, która tutaj była mocna pozorna. Humor na zasadzie: Cain nie lubi Adrii, a Adria Caina - haha? Kogoś to bawiło? Twórcy niestety nie potrafili zdecydować, czy ma to być hołd oddany Diablo, czy też swoista parodia i wyszło takie masło maślane, które chce być jednym i drugim równocześnie.
Powrót do przeszłości:
Morrowind - 11 run ukończony, 2 magiem. Specjalnie wziąłem Bretona, zamiast Altmera, by móc efektywniej korzystać z BoBS i tym samym szybciej ukończyć grę, ale całość i tak skradła mi więcej czasu, niż planowałem przeznaczyć.
Gothic - pierwszą część zawsze uważałem za jedyną udaną produkcję w portfolio gówno-studia z Niemiec. Uważałem też, że ocena 7.5 jest za niska i zaważył na niej mój negatywny stosunek do studia, które go wyprodukowało. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że gra jest gorsza, niż ją zapamiętałem.
Na pewno Gothic nie nadaje się do mojego sposobu grania - czyli maksowania wszystkiego, co możliwe i wyciskania produktu jak cytrynę. Walka jest za łatwa i nie sprawia przyjemności, a gra ustawicznie zagraca ekwipunek niepotrzebnymi przedmiotami, na czym mocno cierpi ekonomia, a sam sens eksploracji też się w tym wszystkim zatraca.
Ekonomia właśnie istnieje może przez pierwsze 2 godziny gry, po tym czasie funduszy już na pewno nie zabraknie, choć w sumie co tu kupować, skoro lepsze bronie często są zdobyczne, a z itemów przywracających PŻ po prostu nie da się wypstrykać; skończyłem grę mając około 600 ryżówek - ot, przykład.
System walki działa na zasadzie: Lewo-prawo, lewo-prawo; i tworzysz zaporę, przez którą przeciwnik nie może się nawet przebić.
Rozwój postaci: Jak chyba w każdej grze "Piranii" - ładuj punkty w co chcesz, bo gra i tak nie sprawi ci żadnych problemów. Zresztą tak dobrze mi szło, że już gdzieś tak w połowie gry większość potworów kładłem na hita [lub dwa].
Mid game, late game - tego w tej grze nie ma. Jak zrobisz wszystkie questy poboczne na początku, to później dojdzie może ze 3, a potem to już tylko zostaje liniowe męczenie wątku głównego.
Ogólnie w tym roku:
Kupiłem dwa Euro-Janki, jednego przeszedłem, drugiego się nie udało, gdyż sama gra wciąż crashowała, a po każdym takim crashu wszystkie sejwy się 'corruptowały'. Jakimś sposobem byłoby robienie krótkich sesji i wycinanie zapisów z folderu z grą, a potem ręczne wklejanie, ale... jest multum innych tytułów, które działają lepiej, więc po co się męczyć z tym konkretnym?
Nie udało mi się też ograć żadnego japońskiego jRPG-a, choć bardzo chciałem. Zacząłem grać w F2, ale szybko musiałem przerwać, bo dorwała mnie tzw. klątwa drugich części gier fabularnych, czyli jak problem, to zawsze z częścią numer dwa.
Ze starych gier mam jeszcze kupioną trzecią Ultimę, ale po części drugiej mam na jakiś czas serdecznie dość tej serii.
Z ciekawości ograłem też pewną przygodówkę, która pod względem elementów erpegowych przebija nawet niektóre gry z tego gatunku; ale to nadal przygodówka z elementami, więc nie mogłem jej wpisać na moją listę ukończonych 'gier fabularnych'.
Na samym końcu roku ukończyłem też [powiedzmy] najgorszego erpega w mojej karierze, gorszego nawet niż Dawn of Magic [nie sądziłem, że to w ogóle możliwe]. Ostatecznie był to kolejny, bardzo udany rok, z uwagi też na fakt, iż wszedłem na 3 szczebel drabiny, tj. ukończyłem 75 erpega, co oznacza, że zostało mi już tylko 25 pozycji do osiągnięcia liczby trzycyfrowej, co jest pewnie kwestią 2/3 lat.
Gdyby H3 gościło na moim dysku częściej, to może i mógłbym się nawet zgodzić. Całe szczęście, że w samym podgatunku [a nawet serii] są lepsze (i bardziej grywalne) alternatywy i nie muszę się męczyć z toporną i przestarzałą 'trójeczką'.
Fajnie, że wychodzi nowa część - co prawda głównym źródłem inspiracji jest archaiczny i średnio grywalny potworek H3, a nie najlepsza odsłona serii, tj. H5, ale i tak cieszy mnie, że coś się w ogóle dzieje z tą serią.
Tjaa, szczególnie pod względem questów, które miał najlepsze w całej serii, klimatu [tutaj ex aequo z Morrowindem], miast [1 miejsce], poziomu trudności [najtrudniejsza część by far], Oblivion miał też najmniej bugów + 'Obek' to ostatnia część, w której "Ostrza" były kompetentną organizacją.
Dalej: Oblivion sam w sobie był bardzo ważny jako część, bo przywrócił dwie rzeczy z Daggerfalla: Wierzchowce i opcje Fast Travel. Dodatkowo system dialogowy został całkowicie przebudowany, rozwój umiejętności został wzbogacony o perki, no i Radiant AI to była wtedy rewolucja - każdy NPC miał własny plan dnia i potrafili ze sobą wchodzić w interakcje, gdzie w Morrowindzie nie potrafili nawet wejść/wyjść do/z budynku.
Skyrim zaś to nędzna kalka, która pasożytuje na rozwiązaniach z Obliviona i próbuje [w karykaturalnie mierny sposób] dorównać w warstwie fabularno-lorowej Morrowindowi.
Oblivion to najlepszy TES i nawet z tym nie dyskutuj.
O kurna, Oblivioniarz :D
Zwłaszcza pod względem fabuły, lore, systemu magii, wątku głównego, ogólnie pojętej swobody, dungeonów [tak bardzo unikalne i niepowtarzalne!], świata gry... no i to zamykanie 317 wrót to w ogóle był peak gaming, c' nie?
Jeśli chodzi o wywiady, to fajnie by było, gdyby celem takowych było rozpropagowanie polskich twórców gier indie, bo z reguły są to studia mniej znane, na zasadzie solo developmentu, pozbawione wydawcy i często powstające hobbystycznie. Jeśli chcemy, żeby polski gamedev rósł, to trzeba mu jakoś pomóc, a wy akurat macie odpowiednie narzędzia. Tymczasem na GoL-u [ostatnimi czasy] dominuje triumwirat CD Project-Bloober-Grzegorz Styczeń, a na innych - niestety - nie ma miejsca.
Jeśli zaś chodzi o konkretne studia:
1. Desert Fox - polskie studio tworzące szeroko pojęte przygodówki o osobliwym klimacie, umocowane w arcydziwnym, turpistycznym świecie, gdzie logika świata gry/autora przeważa nad logiką jako taką. Ciężko te produkcje do czegoś przyrównać, bo podobnych gier wiele nie ma; najbardziej zbliżone rzeczy robi chyba studio Rusty Lake. Niestety twórca (z tego co mi wiadomo) ma problemy ze sprzedażą gier i ciężko mu pozyskać nowych fanów; poza tą nieliczną grupką, którą już ma, a do której sam się w sumie zaliczam.
2. Silver Lemur Games - kolejny solo developer - stworzył serię dwóch gier cRPG inspirowanych produkcjami z lat '90, a wśród inspiracji podaje, m.in.: Trylogię Krynnu, Dungeon Master i EoB 3. Ten twórca akurat jest dość znany, ale głównie za granicą - jest dość popularny na RPG Codex, gdzie brał aktywny udział w dyskusjach dotyczących powstawania 2 części gry, poza tym ma też konto na Reddicie. Na GoL-u żadna część nie została nawet dodana do bazy.
3. Pixelated Milk - zrobili Warsaw i z tego są głównie znani, a szkoda, bo zrobili też Regalię, która u nas przeszła prawie bez echa, a to najlepszy, polski JRPG. Trwają też pracę nad kolejnym tytułem inspirowanym tymi ze wschodu, więc można by o niego podpytać i przy okazji zareklamować, by nie przepadł jak ww.
Opis Morrowinda to istna tragedia i stek bzdur. Mam tylko nadzieję, że reszta książki tak nie wygląda.
Zły Wilk
Nie została tak zaszufladkowana, ale w istocie JEST serią gier strategicznych. Została [seria] dobrze przyporządkowana gatunkowo i jeszcze nie widziałem, by ktoś miał z tym przyporządkowaniem problem [prócz ciebie ofkors].
Są przypadki gdy mieszanie gatunków zaszło tak daleko że przydzielenie do określonej kategorii będzie mocno dyskusyjne.Przykładowo przy serii Heroes of Might and Magic, to nie jest takie oczywiste czy to bardziej strategia czy bardziej RPG
Nie ma tutaj niczego dyskusyjnego, za to wszystko jest jak najbardziej oczywiste - seria HoM[a]M jest serią, która należy do zbioru gier strategicznych.
Politeistyczny kuglarz https://www.gry-online.pl/users/iselor/zf14e786 zaliczył meltdown w temacie https://www.gry-online.pl/newsroom/u-zarania-steam-byl-skazywany-na-porazke-nie-mowie-o-jednej-czy-d/komentarze/za2b79f?N=1#post0-16627528 [7.4], posługując się przy tym niepospolitymi 'figurami retorycznymi', cytując: Won ode mnie ateistyczny kurwiu. i dalej: jak ci się wątek podróżniczy nie musisz tam swojego głupiego łba zapuszczać.
- twórcy mogą robić co chcą, usuwając gry, muzykę do nich etc.
Konto mam ponad 12 lat i niczego mi z niego nie usunęli - ile mam jeszcze czekać na to masowe usuwanie zawartości biblioteki, które - niby - zależy w całości od zwykłego widzimisię dewelopera?
Spokojnie, zanim to zrobię, to dwa razy się upewnię, że twoja otwarta gęba jest dostatecznie blisko.
Boks jest: Bezpłciowy, monotonny i zwyczajnie prostacki, a to zestawienie idealnie ukazuje poziom tego para-sportu. Krótko mówiąc: Nie będę tracił czasu na taką poślednią 'rozrywkę'.
Buffy występują w formie czarów i przedmiotów, dodatkowa frakcja byłaby spoko [zielonoskórzy], a jeśli chodzi o artefakty, to ten punkt można rozumieć w dwójnasób.

Wrzucam notkę uzupełniającą, jako że i tak miałem coś napisać o Hellslave:
Gra opowiada historię świata zmagającego się z inwazją biesów, czartów, demonów i inszych demonicznych pomiotów z czeluści piekieł. Krótko: Świat staje na krawędzi zagłady, a nam przyjdzie zaszczytna rola przechylenia szali na korzyść ludzkości. No i tutaj wkracza główny bohater i mówi: Hola, hola jestem zwykłym człowiekiem, jak mam walczyć z czymś, co ma rogi, kopyta i jeszcze zieje ogniem? W głowie kiełkuje mu myśl - żeby pokonać potwory, sam muszę stać się jednym z nich, dlatego zawiera pakt z jednym z ważniejszych demonów [nam przyjdzie zdecydować z którym], co nieuchronnie prowadzi do kreatora postaci. Nie ma tutaj żadnych ras, klas i rozdzielania punktów umiejętności, zamiast tego jest prosty kreator wyglądu herosa, możliwość nadania imienia i wybór jednego z demonicznych władców piekieł, który na czas gry użyczy nam swych mocy. Po krótkim zastanowieniu wybrałem Baala - mistrza trucizn i uników, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo gra nie sprawiła mi większych problemów [ani razu nie zginąłem, jedynie dwa razy zapukałem we wrota "bramy śmierci"].
Dobra, ale czym ta gra w ogóle jest? - rzecz w tym, że… nie wiem. Kupiłem to głównie ze względu na jeden ze screenów z karty gry przedstawiający miasto. Myślałem, że będzie to gra naśladująca DD, ale to nie do końca prawda. Oczywiście są tutaj cechy wspólne, takie jak:
1) Death’s Door - czyli normalnie nie giniesz, gdy punkty życia zostaną zredukowane do zera.
2) Styl graficzny ze szczególnym uwzględnieniem lokacji "Milgraaf", która przypomina styl graficzny z DLC "The Color of Madness".
3) Miasto jako hub - co prawda nie ma się kontroli nad budynkami i nie da się ich ulepszać, ale samo miasto działa jako centrum, z którego planuje się wyprawy do lochów - tutaj możemy sprzedać przedmioty, kupić je, a także się uleczyć.
Gra jest określana jako Dungeon Crawler, ale czy rzeczywiście tak jest? Niby gra ma dungeony, ale są to osobne lokacje [a nie np. jedna podzielona na piętra], do których można się dostać na mapce podobnej do tej z przykładowo starych Falloutów. To, co jeszcze łączy tę grę z Falloutami, to spotkania losowe, ale w przeciwieństwie do powyższych nie występują na mapce świata, tylko już wewnątrz lokacji, i - jak mi się wydaje - nie są one aż tak losowe, bo aktywują się [chyba] poprzez ukryty licznik kroków. Jeśli zaś chodzi o same dungeony, to w niczym nie przypominają tego, co znamy z tego podgatunku - nie ma obrotu o 90 stopni, poruszania 'skokowego', widoku pierwszoosobowego i lokacji zbudowanych z kwadratów. Zamiast tego mamy swobodne poruszanie + widok z góry na mapę, która przypomina plan architektoniczny [?] z 'punktami zainteresowań'. Te ostatnie mogą przybrać jedną z 5 form: 1)Jakiś rodzaj pojemnika, w którym znajdują się przedmioty 2)Skrzynia, w której znajduje się więcej przedmiotów 3)Pułapka - to takie quasi-QTE, gdzie trzeba odpowiednio szybko kliknąć 3 punkty, za co zawsze otrzymujemy 15% do expa w danym lochu [stackuje się nawet ponad 100%] 4)Kapliczka - daje błogosławieństwo jednego z 3 wybranych przez grę biesów [można wybrać] w danym lochu, które to daje określoną premię, np. do uniku lub pancerza 5)Walka
System walki:
System walki jest w tej grze niesamowicie rozbudowany. Twórcy udostępnili multum narzędzi, które sprawiają, że starcia, które normalnie mają podobny przebieg są dość unikatowe, zwłaszcza że wszystkich tych 'narzędzi' nie mamy od początku, a odblokowujemy je wraz z postępem w grze. Tak pokrótce opiszę, co w ogóle mamy do dyspozycji:
1. Umiejętności aktywne - jak kończyłem grę, to miałem około 15 unikatowych zdolności gotowych do użycia. W trakcie tury można użyć nawet 10, nie ma żadnego limitu, jedynym ogranicznikiem jest tutaj mana.
2. Transformacja w demona - na starcie gry wybieramy demona-patrona, w którego będziemy mogli się przemienić podczas bitwy. Przemiana taka ma określony czas działania i buffuje niektóre umiejętności, które ów demon premiuje. Żeby się przemienić trzeba zdobyć 4 punkty demonizmu - otrzymuje się je zabijając przeciwników [1 trup=1 punkt]. Można się przemienić więcej niż raz podczas jednej walki, zwłaszcza gdy walczymy z bossem, który przywołuje sobie pomocników.
3. Momentum - umiejętności jednokrotnego użytku, które aktywują się co jakiś czas [około 3 tury gracza]. Poza bitwą z puli dostępnych umiejętności musimy sobie dobrać kilka, które będziemy mogli używać podczas walki. Gdy aktywuje się tura Momentum, możemy wybrać jedną z tych wcześniej dobranych, która po użyciu przepada do końca bitwy. Momentum aktywuje się tak długo, jak mamy dostępne umiejętności; a te są różne, np. następny atak będzie krytykiem, zwiększona szansa na unik lub zwiększone obrażenia od trucizny.
4. Postawy - czyli działający pasywnie buff. Ja grałem całą grę z postawą odzyskiwania many po trafieniu przeciwnika. Ta zwiększająca unik była przy moim demonie bezużyteczna, szału nie używałem, a buff do mikstur był zbyt sytuacyjny.
5. Sylaby goeckie - umiejętności w formie kart. Maksymalny limit to 10, ale żeby ich używać trzeba je 'odkryć', co pozwala zobaczyć ich właściwości. Każda nowo odkryta karta jest losowa; przykładowe rodzaje: Odnów HP i MP, zadaj obrażenia magiczne wszystkich postaciom, następny atak będzie krytyczny. Podobnie jak przy transformacji w demona, otrzymuje się je zabijając wrogów [przelicznik ten sam]. A i jeszcze jedno - każdy rodzaj karty ma przypisaną odpowiednią sylabę/literę i układając odpowiednie słowa można tworzyć potężne kombinacje.
Jak pisałem wcześniej walki aktywują się losowo [?] w lochach i sub-lokacjach. Gdy rozpocznie się walka zostajemy przeniesieni na osobną planszę, na której zmierzymy się [turowo] z maksymalnie 3 przeciwnikami naraz. Naraz to słowo klucz, bo pokonanie tych 3 adwersarzy nie zawsze kończy walkę, gdyż czasem może się aktywować mechanika posiłków/wsparcia i na miejsce (już) martwych, wskakuje fala żywych, z którą też trzeba się rozprawić, żeby zakończyć dane starcie; oczywiście w przypadku "dwu-falowej" walki jesteśmy nagradzani dodatkowym exp-em.
Z tego, co zauważyłem, to nie warto przyjmować ciosów na klatę, bo uniki nie mają w zasadzie żadnych słabych punktów. Tym niemniej gra jest tak zbudowana, że nie pozwala na cheesowanie - unik mimo wartości procentowej nigdy nie przekroczy 80, a niektóre stwory nakładają strasznie paskudny status, który na określony czas wyłącza możliwość unikania ciosów. Kolejną arcyważną rzeczą jest sustain - praktycznie co druga umiejętność aktywna w jakiś sposób odnawia życie, często umiejki mają warunek, po spełnieniu którego, można w krótkim czasie użyć tej samej umiejętności dwa razy - raz przed spełnieniem owego warunku i raz po nim, czyli np. używasz umiejętności, zmieniasz się w demona, używasz ponownie. Dlatego nie warto grać na pałę, ale czytać, co dana umiejętność robi i myśleć, jak w pełni wykorzystać jej potencjał; trzeba też oczywiście w całość wkalkulować koszt many, bo z tej idzie się łatwo wypstrykać. Tak czy owak w przypadku odnawiania pasków mikstury powinny być ostatecznością, bo szansa, że wypadną jest mała, a jak się wrócimy do miasta, by je uzupełnić ,to stracimy cały postęp w lochach.
A i jeszcze jedno: Koniec walki nie oznacza przywrócenia poziomu HP i MP do maksimum, tylko o określoną, stałą wartość, którą możemy odpowiednio podbić przedmiotami. Czasem też po walce otrzymamy coś, co nazywa się "łaska piekieł" i jest to buff bliźniaczo podobny do tego z kapliczek.
Rozwój postaci:
Przy awansie otrzymujemy stałą premię do życia i many zależną od demoniego patrona, a także [w moim przypadku] procentowe premie do uniku i trucizny i jeden punkcik do rozdzielenia do każdego 'drzewka' umiejętności [pasywnych i aktywnych]; to jest, na początku się tak dostaje, później jeden punkt jest przyznawany naprzemiennie. Umiejętności są odpowiednio zbalansowane, warto też ustalić sobie z góry jakiś build i wybierać to, co pasuje pod synergie; bycie konsekwentnym jest lepsze niż chaos i miszmasz.
Itemizacja i ekonomia:
W ilu grach jest dostępnych 14 pól na ekwipunek? No właśnie. Same itemki wypadają w dużych ilościach, są mocno zróżnicowane i prowokują do trudnych pytań z gatunku: Słabszy przedmiot z synergią, czy lepszy bez niej?
W kwestii ekonomii mam mieszane odczucia - jeśli chodzi o części ekwipunku, to w sklepie zakupiłem takowe z 5 razy, wszystko co najlepsze pochodzi z wypraw. Sprzedawane przedmioty są w sklepie bardzo tanie [oprócz materiałów] - gdy sprzedaje się przedmiot za 11 sztuk złota, to jest to już bardzo dużo. To jest paradoks tej gry: Gra wręcz zarzuca gracza przedmiotami, ale sprzedaje się je za marne grosze, co prawda można z tego coś uzbierać, ale przedmioty w sklepie ustępują jakością tym zdobywanym w lochach.
Styl graficzny:
To chyba jedyny punkt, który połączy zarówno zwolenników, jak i przeciwników [gry]. Wszystko jest wykonane co najmniej bardzo dobrze – od pomysłowego projektu przeciwników, po stylowe, komiksowe wstawki, na klimatycznych sub-lokacjach kończąc.
Fabuła:
Jeśli zaś chodzi o fabułę, to wszystko sprowadza się do: Gość z supermocami walczy z arcydemonami. Lore też nie jest dużo lepsze, bo informacje o świecie gry są strasznie skąpe i twórcy "skupili" się raczej na opowiadaniu historii lokacji, które odwiedzamy w trakcie gry - jedna notatka, jedna lokacja.
Do minusów muszę też dopisać to, jak liniowa jest ta gra - praktycznie nie ma tam żadnej dodatkowej zawartości, prócz wątku głównego, żadnego c&c itd. Gra się prosiła, żeby chociaż pod koniec oddać w ręce gracza jakiś fundamentalny dla świata gry wybór, a później konsekwencje tegoż opowiedzieć w przerywnikach; trochę szkoda.
I jeszcze to nieszczęsne craftowanie - wykuwanie specjalnego oręża z rzadkich materiałów, to mógł być dobry pomysł, gdyby tylko drop rate tych materiałów był odpowiednio wyższy i odpowiednio równy - bo w takim "mieście troglodytów" materiały wypadały jak głupie, by znowu w 3 lokacji (mimo kilkukrotnych wypraw) nie wypadło nic. Niektóre z nich można co prawda kupić w sklepie, no ale właśnie - niektóre.
Na forum jeden koleś napisał, że dwa dni mu zajęło farmienie jednego przedmiotu [w co akurat jestem w stanie uwierzyć], ja takiej cierpliwości niestety nie miałem i dlatego nie udało mi się wszystkiego wytworzyć.
Gra zajęła mi 19 h - 1 h idle, czyli takie 18 godzin. Realny czas przejścia to takie 15/16 godzin.
Gra mi się podobała, więc czułem niedosyt, że to już; ktoś inny być może powie, że gra jest powtarzalna i nawet te kilkanaście godzin to za dużo.
Plusy:
- ciekawy rozwój postaci
- rozbudowany system walki [choć ich przebieg bywa mocno powtarzalny]
- itemizacja
- grywalność + replayability
- styl graficzny [tła, komiksowe przerywniki, wygląd przeciwników]
- dużo wszelkiej maści bossów i przeciwników specjalnych
- brak błędów
- profesjonalne spolszczenie
Neutralne:
- ekonomia
- ogólny czas przejścia
Minusy:
- fabuła, świat, lore
- liniowość, brak swobody
- materiały do broni, które za bardzo nie chcą dropić
- achievementy, których odblokowanie wymaga przejścia gry co najmniej 2 razy
Uważanie się za eksperta to jedno, a bycie aroganckim bucem to drugie. Od circa 15 lat jest ta sama śpiewka, gdy Iselorek musi sobie podreperować humor na ludziach, którzy - w jego mniemaniu - mają gorszy gust i mniej tytułów na koncie, a teraz wyszło szydło z worka, bo lista tytułów - jak na takiego eksperta - jest jednak śmiesznie krótka :)
Tyle lat trollujesz w necie i wmawiasz ludziom, że nie mają pojęcia o gatunku... toć można by pomyśleć, że już dawno masz na liczniku trzycyfrową liczbę produkcji, a tymczasem przez ostatnie 5 lat grania ukończyłem prawie 2 razy więcej tytułów niż ty przez całe swoje życie. Nabierz nieco ogłady, bo ten twój pyszałkowaty ton jest dość groteskowy na tle powyższej listy.
Dodatkowo Warlords: Battlecry III to bardziej RTS z dobudowanym rozwojem postaci, a Daemonica to przygodówka z zaimplementowanym systemem walki.
Nie ma człowieka który ograł wszystko i wszystko lubi.
No tak, ale ty nic nie lubisz. Zagadki nie, jRPG-i nie, stare tytuły też nie. Klasykę znasz jedynie pobieżnie, praktycznie niczego nie kończysz, a jednak ego wystrzelone w kosmos, w ogóle niewspółmierne do wiedzy i ogrania. Ot, taki forumowy Wałęsa :D
Throne of Darkness to jeden z najbardziej nieszablonowych Hack n Slashy. Wyróżniał się na prawie każdej możliwej płaszczyźnie i przy tym był/jest szalenie grywalny - drzewka rozwoju, zamiast leniwego rozdzielania punktów między 4 atrybuty, crafting zamiast handlu, 7 grywalnych postaci i umiejscowienie akcji w Japonii z typowo japońskim bestiariuszem. Jeśli chodzi o sam crafting, to w sumie spoko sprawa, ale czas oczekiwania na wykucie był często przegięty, bo przy rzadszych materiałach mogło to być nawet 7+ minut w czasie rzeczywistym. Tak czy owak gra świetna i niesłusznie zapomniana.
Zły Wilk
Morrowind to jedna z szeregu gier Bethesdy w których nie musimy wybierać wspieranej przez nas frakcji, czy gildii, ponieważ możemy dołączyć do każdej i zostać jej szefem. Kwintesencja RPG, czyli wybory mające wpływ na świat gry - w Morrowind tego nie ma. Jest szereg zadań które prowadzą nas na szczyt każdego ugrupowania.
Nie możemy dołączyć do każdej - spróbuj dołączyć do Szóstego Rodu albo Cammona Tong. Wybory nie są żadną "kwintesencją RPG", bo w wielu podgatunkach ich zwyczajnie nie ma. Poza tym właśnie opisałeś wybór mający wpływ na świat gry - np. zabicie 'szefa' innej organizacji faktycznie nie wpływa na świat? Trochę jednak wpływa - nie dość, że 'lorowo', to jeszcze 'gameplayowo'. Już sama droga na ten szczyt, to wybór, bo przecież wcale nie musisz jej obrać.
Ten drugi post, to już w ogóle kabaret - multum zdań, ale literalnie żadne nie jest zgodne ze stanem faktycznym; no ale od początku:
Ale możliwość żeby byle kmiotek został głową tego rodu to jakiś absurd i wcale nie największy.
Pierwsze od 30 lat wcielenie* legendarnego bohatera to byle kmiotek, no ok.
Dunmerowie, najgorsi rasiści w uniwersum pozwalają by Argonianin albo Khajit został głową rodu.
Nie ma czegoś takiego jak miernik rasizmu, bo w świecie TES było wiele rasistowskich ras i nie ma czegoś takiego jak najgorsza pod tym względem rasa. Na pewno nie byli to dunmerowie z Vvardenfell, bo większymi rasistami byli ci ze stałego lądu.
Dalej: Niby czemu nie? Przecież w każdym rodzie to się układa w logiczną całość, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę 'poślednie rasy' jak te wyżej.
Rody wyznają trójcę, Viveka, Almalexię i tego trzeciego, ale głowa jednego z tych rodów może zostać przywódcą kultu Tamriel czyli konkurencyjnej religii
Telvanni i Hlaalu wyznają Trójcę? To dla mnie pewne novum - podasz kilka argumentów, że istotnie tak jest? Kreujesz się w tym wątku na eksperta gry, więc może - kto wie - faktycznie się czegoś dowiem?
Są jeszcze zadania od daedr, można wykonać każde bez żadnych konsekwencji.
Kompletnie nie rozumiem, o co ci tutaj chodzi.
Jako dunmer podlizać się Azurze - tej która tak się wkurzyła się na elfy że zmieniła całą rasę na czarnoskórych czerwonookich.
Nie wkurzyła się na całą rasę, tylko na trzech, konkretnych przedstawicieli tej rasy.
. I tak mógłbym ciągnąć, bo bzdur jest bez liku.
Bzdur, które napisałeś jest faktycznie bez liku, ale oszczędź sobie upokorzenia i nie ciągnij dłużej ;)
Wynoszenie tej gry na piedestał to nieporozumienie.
Posiadanie gustu innego niż jakiś tam losowy dyletant to nieporozumienie, it seems.
Fajnie się grało 20 lat temu, dziś już niekoniecznie.
Właśnie w tym roku skończyłem circa 11 raz, tak się męczyłem, że za około 3 lata zrobię pewnie 12 run.
Zawsze czepiam się dziur fabularnych w grach w których jest coś takiego, nawet jeśli to tylko taka namiastka fabuły jak w serii TES
Żeby się czepiać dziur fabularnych, to byś musiał wpierw rzeczywiście znać fabułę i uzupełnić dziury w swojej wiedzy, bo na razie wiesz jedynie tyle, co obejrzałeś na yt.
Miasto Vivek, architektura Redoran i Telvani, dziwaczna fauna wyspy - to wszystkie oryginalne elementy gry.
Kopalnie jaj, więzienie umiejscowione w lewitującym meteorze w stanie stazy, farmy latających, lądowych meduz, magiczna zapora zbudowana z ludzkich zwłok, transport za pomocą olbrzymich pcheł, bóg-hermafrodyta, który ze swojego członka tworzy włócznie, czarodziej, który ze swoich kończyn tworzy 'córki', antagonista, którego życiowym celem jest zbudowanie gigantycznego robota.
Ale wiadomo - w każdej grze są ww. elementy i nie ma w nich nic a nic oryginalnego.
Zły Wilk
Chyba nie do końca rozumiem, o co ci konkretnie chodzi. Możesz jakoś inaczej sformułować swój zarzut?
Ogólnie Planescape mógł być jeszcze lepszą grą niż ostatecznie był - po opuszczeniu Sigil widać, że gra była "rushed" i stała się do bólu liniowa. Taka "Klątwa" miała duży potencjał na ciekawą lokację, a wyszło jak wyszło [średnio/słabo]. Sęk w tym, że nawet ten nierówny PT jest lepszy niż praktycznie wszystko w gatunku, więc potencjalni kontynuatorzy nie mają przed sobą łatwego zadania; z drugiej strony ciężko będzie stworzyć coś gorszego niż taka Numenera :D
Masz 3, niech ci będzie - czasem można [choćby wirtualnie] poklepać po głowie nawet te bardziej autystyczne trolle, znaj moją łaskę.
Jakby mnie obchodziło utyskiwanie jakiegoś internetowego dzieciaczka oceniającego Skyrima na 9.5.
Shrek 2
Pewnego razu na Dzikim Zachodzie
Straciłem już dawno nadzieję, że to zostanie przetłumaczone na pl, więc miła niespodzianka, że ktoś się jednak podjął wyzwania. Kupię, jak wyjdzie.
No a ja dalej tak czekam i czekam aż uargumentujesz jakkolwiek swój pierwszy wpis, w którym dałeś do zrozumienia, że CS2 nie jest jakościową grą i obiektywnie ma słabe recenzje oraz opinie wśród graczy. :)
No nie uważam, że jest jakościową grą... co tu więcej argumentować?
Ja nadal czekam aż uargumentujesz, jak słaba premiera - niby - nie jest zawodem dla danego studia.
Plus jeszcze ten fragment: "jeszcze ani razu nie zawiedli, więc dopóki to się nie stanie to mają kredyt zaufania" i próba dyskredytacji argumentu przez rzekomą 'niszowość', co nawet nie jest prawdą, bo "Artifact" był bardzo znany przed premierą, a to po prostu ty żyjesz pod kamieniem :)
I fajnie gdybyś nie odnosił się wyłącznie do dawno minionego i wąskiego wycinka czasu pasującego (dyskusyjnie) do Twojej narracji, bo ewidentnie pisałeś w czasie teraźniejszym i oceniając całokształt, nieprawdaż? :)
A czemu mam się do tego nie odnosić? Bo psuje twoją narrację? Pisałem od początku o wpadkach Valve i bardzo zły start to jeden z nich. Podałem argument i go dodatkowo objaśniłem. W czym problem?
Dla mnie sytuacja jest prosta, czy uważam, że CS2 był zawodem? Nie (obiektywnie zgodziła się ze mną zdecydowana większość graczy).
Wyjaśniłem to już w 4 punktach.
Co do Twojego wątpliwej inteligencji przytyku to faktycznie było z mojej strony małe przejęzyczenie ze słowem "porażka", które wyedytowałem zanim zdążyłeś napisać swoją odpowiedź. Niemniej jednak, jeżeli dla Ciebie omyłkowa zamiana słowa "zawód" na "porażka" (gdzie słownikowe znaczenie tych dwóch słów w kontekście w jakim ja je użyłem jest do siebie bardzo podobne), jest kłamstwem, no to pozdrawiam. xD
Ojoj, nie wiedziałem, że trzeba na jaśnie pana łaskawie czekać z otwarciem okna odpowiedzi, a miast tego powinno się odświeżać stronę co 10 sekund [do wygaśnięcia czasu edycji], aż poprawi swoje rozliczne brain-farty :D
Już abstrahując, że nie użyłem tego konkretnego słowa, to oba mają różny wydźwięk, gdzie porażka ma znacznie mocniejszy.
Ciekawość: "Onar właściciel ziemski" to alter-konto "Ognistego Cieniostwóra"? Widać podobieństwo jeśli chodzi o ignorancję i prostacki język :D
Jako przykład porażki Valve podajesz CS2 i artykuł, w którym jest napisane, że w swoim najgorszym okresie, w ciągu 30 dni "aż" 32% recenzji było negatywne.
1)68% to samo w sobie bardzo mało, zwłaszcza w dobie wypaczenia przez recenzentów skali ocen
2)Dla studia pokroju Valve jeszcze mniej
3)Plus jest to następna w kolejności szumnie zapowiadana gra MMO Valve po 'Artefakcie', który sam w sobie furory raczej nie zrobił
4)Najgorzej oceniana gra po premierze Valve
To gdzie ten sukces?
I kto tu uzurpuje sobie zdanie całej grupy i uważa swoją rację za "najmojszą"? Ja? Czy może Pan Smalec, który twierdzi że to była porażka i nie ma żadnej dyskusji, ponieważ "aż" 32% graczy z ówczesnego okresu oraz Pan Smalec tak uznało?
Ty, bo - tłumaczę po raz wtóry - dla ciebie każda krytyka to "hejt" i "plucie", a ode mnie czegoś takiego nie usłyszysz.
Druga sprawa: Nigdzie nie napisałem, że gra to całościowo porażka, ale od początku twierdziłem, że to było potknięcie Valve; gdyby nie ta zawalona premiera, to gracze, którzy się na początku zrazili i nie wrócili mogliby obecnie grać + ci co przeczytali newsy o negatywnym przyjęciu przez ww. też mogli się zrazić. Nie wiem, jak spieprzona premiera jest według ciebie poczytywana za sukces gry, ale chętnie się dowiem.
Ps. Czekam kłamczuszku aż mi zacytujesz, gdzie wcześniej użyłem słowa "porażka" w stosunku do tej gry. Podpowiedź: To nie ja napisałem ten artykuł na GoL-u :D
Ty chyba sobie kpisz. Zapytałeś jak się bawię w CS2 i Tobie napisałem, że bawię się w nim dobrze i dalej jest to bardzo dobry CS, lepszy niż wszystkie poprzednie, a jego jedyną wadą było usunięcie na premierę części zawartości z CS:GO, w związku z czym spotkał się z review bombingiem
W sumie racja. To twoje odczucia przede wszystkim, szkoda że dalej o tym zapominasz i wychodzisz z założenia, że jak tobie się podobało, to innym też powinno, bo w innym przypadku to "hejt", "plucie" itd.
Na śmierć zapomniałem, że Grigori1922 wyznacza trendy i jest niekwestionowanym autorytetem w kwestii jakości danej materii; mea culpa :D
Czy to że w pewnym momencie gra dostała trochę słabych ocen (według mnie nieuzasadnionych) świadczy o tym, że jest porażką jako całokształt ? Zwłaszcza że dzisiaj, czyli po zaledwie kilku miesiącach, ta średnia wygląda zupełnie inaczej.
Ale co kogo obchodzi dzisiaj? Ludzie wystawiali ocenę sugerując się stanem faktycznym na premierę. Według ciebie ktoś miał dać na premierę ocenę pozytywną, bo może tam kiedyś naprawią? Ludzie ocenili tu i teraz, a ty masz problem, że nie przewidzieli, co będzie później. Pewnie jakaś część nawet od tego czasu nie zagrała, bo się zraziła na samym początku.
Czy w takim razie Helldivers 2 uznajemy jako totalny crap czy jednak sukces?
Nie wiem, nie grałem. Jak ktoś pisał ocenę na premierę, gdy gra była crapem, to nie miał w tym czasie racji?
Ja bym powiedział że nie tyle ja mam problem z liczeniem, co Ty ze zrozumieniem tego co przeczytałeś. xd
Napisałeś, że Valve nigdy nie zawiodło, więc ci wypisałem przykłady, gdzie faktycznie zawiodło. I gdzie tu jakieś nieporozumienie?
Może masz jakiś problem z przerostem ego, ale twoja jednostkowa opinia nijak nie przesądza, czy dane studio zawiodło oczekiwania grupy, której jesteś przecież jedynie małą częścią.
Czyli wszystko, co nie jest peanem dla Valve jest hejtem? Sam wyjaśniasz, dlaczego gra dostała (słusznie) po tyłku na premierę, ale nadal nazywasz to hejtem i pluciem, a nie krytyką.
Poza tym wcześniej napisałeś, że "Jeszcze ani razu nie zawiedli", a jednak widzę co najmniej dwie okazje, gdy faktycznie zawiedli. Widzę, że fanboye Valve też mają problemy z liczeniem do 3, a często nawet 2 :D
Ale jak Valve się za coś bierze to wiadomo, że to będzie wysokiej jakości i raczej nie jest to tylko skok na kasę. Jeszcze ani razu nie zawiedli, więc dopóki to się nie stanie to mają kredyt zaufania.
To jak tam się bawiłeś w 'Artefakcie' i Counter Strike 2?
Bardzo jakościowe gry, szkoda tylko, że gracze jakoś nie chcą się na tej jakości poznać :D
https://www.gry-online.pl/newsroom/cs-2-najgorzej-oceniana-gra-od-valve-w-historii/z426ea6
https://www.gry-online.pl/newsroom/rocznica-steama-przypomniala-o-najwiekszej-porazce-valve-z-2018-r/z42691b
Bardzo fajnie - Iratus był porządną grą i był dużo bardziej rozbudowany niż DD. Dzięki za wyleczenie ze sceptycyzmu, choć pewnie nie takie były twoje intencje :D
Znowu narzekania 'boomerów', serio...
Kiedy idę do sklepu po dzinsy to płacę za gotowe spodnie i chcę dostać je gotowe do użytku a nie takie, którym tu brakuje guzika a tutaj trochę materiału a w jeszcze innym miejscu nie są zszyte i producent co tydzień mi je poprawia na tyłku.
Co za kretyńska analogia. Aż ręce opadają.
Jako klient który wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze, oczekuję pełnoprawnego produktu.
No to poczekaj na pełnoprawny produkt i kup pełnoprawny produkt. Nikt cię nie zmusza do kupowania gier w EA, więc nie wiem, po co bezproduktywnie stękasz.
Dodatkowo całe to gadanie, że wczesny dostęp pozwala zebrać uwagi graczy itd jest żenujący i tylko frajerzy się na to łapią.
Tak, nie ma nic bardziej frajerskiego od kupienia gry taniej niż na premierę. Dobrze, że mamy tutaj takich wybitnych 'freethinkerów', którzy to zawsze są skorzy, by nieść kaganek oświaty ciemnym masom :D
. Niech ktoś wskaże gry, które były w early acces i zostały dzięki temu przebudowane i dostosowane idealnie pod wymagania graczy... ale tak naprawdę?
A to gry z EA zawsze muszą być przebudowywane?
W Slay the Spire nic nie było przebudowywane; gra od EA ma ten sam szkielet rozgrywki, jedynie została dodana nowa zawartość i naprawione nieliczne błędy, np. lokalizacyjne.
Inna sprawa, że niemożliwością jest idealne dostosowanie czegoś pod wymagania licznej grupy konsumentów - zawsze znajdzie się choć jedna osoba, której się coś nie podoba.
Poza tym, kiedyś wydawano gry o niebo lepsze niż teraz a nikt o wczesnych dostępach nie słyszał.
No to sobie graj po 50 razy w te stare gry i omijaj te nowe. Ponownie: Nikt cię nie zmusza do kupna i grania, więc czego stękasz, jakbyś miał zatwardzenie?
zał. Żeby nie było, że tylko jadę to dodam że spoko jest wtedy o ile cena w early acces jest faktycznie niższa niż na premierę, ale faktycznie niższa powtarzam a nie 20%... mam na myśli to, że jeśli wczesny dostęp kosztuje max 50% kwoty całkowitej, inaczej jest to robienie frajerów z graczy, którzy zamiast dostać gotową grę to jeszcze za darmo pomagają ją tworzyć.
A najlepiej, jakby taka gra była za darmo, bo klikanie w kąkuter to nie praca, a Januszek musi mieć na paczkę fajek i czteropak Harnasia, a konusy-programisty nieustannie próbują go tych przyjemności perfidnie pozbawić.

Przeszedłem pierwszą Ultimę i... zaskoczenie, bo próg wejścia jest strasznie niski, gra jest śmiesznie łatwa i [po przymknięciu oka na pewne dziwne mechaniki i archaiczne rozwiązania] spokojnie może ją ukończyć nawet gracz współczesny.
Tworzenie postaci wygląda standardowo: Najpierw musimy porozdzielać 30 punktów na 6 umiejętności, a w zasadzie 5, bo charyzma - jak zwykle - w starych cRPG-ach to dump. Później wybieramy jedną z 4 ras, co nie ma większego znaczenia, bo różnice polegają na tym, że np. elf ma +5 do zręczności, a krasnolud do siły; innymi słowy wybór rasy ma zerowy wpływ na gameplay, oprócz tej początkowej premii do danej umiejki. Później wybieramy płeć i klasę, co ponownie nijak na gameplay nie wpływa, prócz większej (niż rasa) premii [tu +10] do jednej z umiejek - czyli grając złodziejem możemy swobodnie rzucać czasy [nie wszystkie, ale wszystkie przydatne], a kapłan nie ma żadnych zahamowań przed używaniem broni siecznej. Wojownik i złodziej nie mogą ponoć korzystać z 4 zaklęć maga, ale są one bezużyteczne, więc nieważne.
Dalej wpisujemy imię postaci i zapisujemy ją na jednym z 4 dostępnych slotów; zrobiwszy to możemy zacząć właściwą rozgrywkę.
Zaczynamy grę i co się okazuje? Ów twór z '80 [lub '86] nie obsługuje myszki [shocker!]; i co teraz? No w sumie to nic - wszystkie komendy wykonujemy za pomocą klawiatury, a że trochę tego jest, to przed rozgrywką warto sobie spisać całą klawiszologię. Owe komendy potrafią się też strasznie mylić - prawie do końca gry próbowałem się oduczyć wchodzenia na drabinę za pomocą klawisza E[nter], gdzie wchodzi się na K[limb], lub też otwierania trumien za pomocą U[nlock], zamiast O[pen].
1. Świat gry
Na mapie świata są właściwie tylko 4 punkty, z którymi można wejść w interakcję:
A)Miasta - to tutaj kupujemy [kradniemy] i sprzedajemy ekwipunek. Podobnie jak w zamkach czas tutaj nie obowiązuje, więc nie tracimy jedzenia podczas ruchu. Sklepy dzielą się na:
- Weapons - tutaj kupujemy bronie. Najlepszą dostępną w sprzedaży bronią jest Bow & Arrows, używając tego praktycznie wszystko miałem na hita [nawet na dolnych poziomach lochów], ale najlepszych broni nie da się kupić w sklepie - trzeba je ukraść. To co kradniemy jest losowe, więc trzeba trochę szczęścia i cierpliwości. Czasem ukradniemy zwykły sztylet, a czasem Blaster, który jest najlepszą bronią w grze. Oczywiście złodziejstwo nie jest mile widziane w świecie Ultimy i możemy zostać przyłapani; jeśli tak się stanie, to trzeba udać się do wyjścia z miasta, a po ponownym wejściu strażnicy magicznie zapomną o całej sprawie
- Transport - czyli środki transportu. Poruszając się po mapie, co parę pól/tur tracimy porcję żywności. Idąc pieszo co 2 pole tracimy 1 porcję, jadąc konno tracimy co 3, a mając najlepszy środek transportu tracimy żywność co 6 pól, więc aspekt ekonomiczny to ważny czynnik przy zakupie środka transportu, ale nie jedyny - najważniejsze jest to, że pieszo lub na koniu nie dostaniemy się na inna wyspę. W tym celu trzeba zainwestować w statek [nie polecam] lub kupić od razu Air Cara [najlepszy i najdroższy z konwencjonalnych środków transportu], który może poruszać się zarówno po wodzie, jak i po lądzie
- Armour - żeby w ogóle przejść grę trzeba kupić jeden z dwóch najlepszych pancerzy - Vacuum lub Reflect. Gdy się tego w danym momencie nie zrobi, to nasz Avatar zwyczajnie umrze
- Food - tutaj zaopatrujemy się w żywność. Żarcie kupuje się w paczkach [1 paka = 10 sztuk żywności] i samo kupowanie jest bardzo wygodne, bo można wpisać ile dokładnie chce się paczek kupić, więc 1 transakcją można wszystko załatwić
- Magic - można tutaj kupić jedynie czary. Akcesoria przydatne dla maga można znaleźć w Weapons, ale to wszystko nieważne, bo magia w Ultimie jest do dupy. Mowa tu o grze, w której mag/złodziej może tak samo dobrze obsługiwać broń jak wojownik; czary ofensywne są bezużyteczne, bo się ich nie zapamiętuje i działają jak zwoje [do jednokrotnego użycia], więc z ekonomicznego punktu widzenia lepiej raz kupić broń i mieć święty spokój. Inna sprawa, że po zakupie najlepszej dostępnej broni miałem praktycznie wszystko na hita [o czym wcześniej już pisałem]. Następna sprawa: Czarów nie kupuje się tak jak jedzenia, więc nie da się za pomocą jednej transakcji kupić konkretnej liczby czarów [tutaj 1 transakcja = 1 czar], so na dłuższą metę jest to dość żmudne.
Kontynuując wątek bezużyteczności magii: Jest sobie np. taki czar Open, który otwiera trumny - jest on kompletnie nieprzydatny, bo nawet, jak nie uda się otworzyć trumny, to wylezie z niej potwór, po zabiciu którego otrzymamy złoto i PŻ, więc nawet za niepowodzenie jesteśmy tutaj dodatkowo nagradzani.
W Ultimie są dokładnie DWA przydatne czary - Ladder Down i Ladder Up i służą do tworzenia drabin w lochach, które pozwalają schodzić odpowiednio niżej lub wyżej. Jest to o tyle ważne, że potwory często spawnują się za plecami, a możemy atakować tylko wtedy, gdy jesteśmy ustawieni przodem do przeciwnika, a każdy obrót i próba jego lokalizacji kosztuje jedną turę, którą przeciwnik niechybnie wykorzysta do zadania obrażeń, więc oba czary mogą być uważane za czary obronne, bo nie tracimy niepotrzebnie PŻ próbując zlokalizować drabinę na danym poziomie, a tworzymy sobie swoją własną
- Pub - tu zamawiamy sobie drinki, czego wypadkową jest zasłyszenie od bywalców różnych plotek. Jest ich około 10 - niektóre mówią co mamy dalej robić, inne przebijają 4 ścianę. Istnieje szansa, że w trakcie chlania zostaniemy uwiedzeni i stracimy połowę posiadanych funduszy [ponoć]
B)Zamki - tu rezyduje król. Każdy zamek ma swojego króla. Pełni on [król] dwie funkcje: Pence - [za opłatą] podnosi punkty naszego zdrowia, Service - zleca misję za wykonanie której otrzymujemy stałą premię do siły
C)Lochy - tutaj grindujemy postać. Każdy loch ma 10 pięter, a im głębiej schodzimy, tym silniejsze potwory napotykamy. Przy grindowaniu - moim zdaniem - nie warto schodzić głębiej niż drugie piętro, bo na 3 rezyduje już 'Galareta', która niszczy zbroję przy ataku; co prawda można zdjąć zbroję przed walką, ale można też tam w ogóle nie schodzić
D)Punkty orientacyjne - odwiedzanie 'landmarków' to jedyny sposób, by zwiększyć atrybuty inne niż siła. Każdy landmark jest unikatowy i daje premię do innego atrybutu. Nie da się kilka razy pod rząd odwiedzić tego samego landmarka, trzeba najpierw odwiedzić inny, by móc wrócić do pierwszego i otrzymać z niego premię; innymi słowy kombinacja A->A->A nie zadziała, za to A->B->A już jak najbardziej. Jest to jakaś ochrona przed cheesowaniem. Przed odwiedzeniem landmarka warto wcześniej wziąć quest od króla, by zmaksymalizować premię - dostaniemy premię do siły od króla, a także premię z danego punktu orientacyjnego
Świat gry nie jakiś mocno duży - dzieli się na 4 wyspy, każda taka wyspa posiada 8 miast, 2 zamki, 9 lochów, 2 punkty orientacyjne. Tym niemniej często jest tak, że szukamy konkretnego zamku lub punktu, dlatego lepiej mieć w trakcie gry otwartą kartę z mapą i legendą.
Sama rozgrywka jest w gruncie rzeczy dość nużąca, bo 90% gry to grind - grindujemy złoto i zdrowie zabijając przeciwników w lochach, grindujemy statystyki robiąc misje dla króla i odwiedzając landmarki itd.
2. Fabuła i wątek główny
Te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie połączone, bo fabuła opowiadana jest przez zadania główne. W sumie pisanie o fabule w pierwszej Ultimie to spory komplement, bo to w zasadnie chaotyczny mix podgatunków fantastyki - mamy tutaj klasyczne fantasy z królami, księżniczkami i złymi magami, a także sci-fi, które zostało tutaj wrzucone chyba tylko dlatego, iż Garriott Sr. był astronautą w NASA i miłość do kosmosu przeszła prostą drogą z ojca na syna.
Oczywiście nie wymagam, żeby to był poziom takiego PT, ale żeby to chociaż miało jakiś sens i logiczny ciąg, miast zbioru losowych elementów wrzuconych bezmyślnie do gry przez Garriotta.
Zaczynając od początku: 4 królów wysyła Avatara po 4 klejnoty, których strzegą 4 potwory znajdujące się w lochach; kolejno na poziomach 3/4, 5/6, 7/8, 9/10. Przed tym zadaniem warto trochę pogrindować, kupić 'zaklęcia drabiny' i zrobić to za jednym zamachem; ja np. grałem zbyt bezpiecznie i robiłem to na 4 razy, niepotrzebnie tracąc czas. Po zrobieniu tego questa wchodzą elementy sci-fi - kupno promu kosmicznego, zdobycie rangi "kosmicznego asa". To jest zdecydowanie najgorszy etap gry i zasługuje na osobny paragraf, więc ominę tutaj szczegóły. Po wylądowaniu na Ziemi kolejna misja jest już tradycyjna do bólu - trzeba uwolnić księżniczkę. Żeby to zrobić trzeba zdobyć klucz do celi, który jest w posiadaniu błazna [nie ma to żadnego sensu, no ale ok], a ten (jak można się spodziewać) nie chce się z nim dobrowolnie rozstać, a jako że komenda "offer" zostanie wprowadzona dopiero w następnej części, to nasz szlachetny bohater jest zmuszony zaszlachtować pechowego trefnisia... i strażników, którzy jakoś nie chcą przyjąć do wiadomości, że odebranie jednego życia, to dobra cena za uratowanie całego świata. Na szczęście w świecie Ultimy wszyscy mają problemy z pamięcią krótkotrwałą, więc nie skończy się jak w Blaviken i po wyjściu z miasta wszyscy magicznie zapomną o rzezi, która miała miejsce jeszcze parę minut temu. Jest tylko jeden problem - upuszczany przez błazna klucz nie zawsze jest tym właściwym, więc czasem trzeba tę sekwencję powtórzyć parę razy, zanim trafimy na ten pasujący. Po uwolnieniu i wyprowadzeniu księżniczki z miasta, poda nam ona lokalizację wehikułu czasu, dzięki któremu cofniemy się w czasie i zapobiegniemy stworzeniu potężnego klejnotu zapewniającego nieśmiertelność. The End.
Może to wyglądać, jak złośliwe streszczenie wątku głównego, ale to naprawdę cała fabuła gry.
3. Wątek kosmiczny
Krótko o najgorszym etapie pierwszej Ultimy - żeby w ogóle wylecieć w kosmos i w nim przeżyć trzeba spełnić dwa warunki:
1)Trzeba posiadać jedną z dwóch zbroi [Vacuum/Reflect]
2)Posiadać wahadłowiec
Po spełnieniu obu, trzeba też pamiętać, by mieć trochę odłożonej kasy, bo korzystanie ze stacji dokującej kosztuje każdorazowo 500; ja np. miałem 2k i tyle mi wystarczyło, by ukończyć ten etap.
No dobra, ale czemu ten konkretny etap jest najgorszy? Z 3 powodów:
1)Jest to jedyna skomplikowana część gry
2)W kosmosie nie można zapisywać gry. Żeby to zrobić trzeba wrócić z powrotem na Ziemię
3)Walka w kosmosie ma charakter zręcznościowy - za pomocą klawiatury sterujemy celowniczkiem, który jest w ciągłym ruchu, więc zestrzelenie czegokolwiek wymaga nieco wprawy i cierpliwości
W moim przypadku najlepiej się wraca do szeroko pojętych gier cRPG i strategicznych. Z takich co pamiętam:
- Morrowind [przeszedłem około 11 razy]
- Diablo [4 razy - 2x PlayStation, 2x PC]
- Twierdza Krzyżowiec [gram od dawna, a za czasów GameRangera praktycznie codziennie grałem jakiś turniej duo albo z jakimiś randomami]
- Medieval: Total War
- Disciples II: Bunt Elfów [teraz już tylko solo, ale kiedyś grywało się hot seat ze znajomymi]
- Polanie II
- Majesty 2
Tyle, że to nie są znowu takie stare gry; do tych naprawdę starych boję się w ogóle wracać.
Nie chodzi mi że był sztorm i go poniosło tyle mil, ale o to że została wysłana ekspedycja, bohater był niewolnikiem(sługusem) na statku i przy samym akavirze był sztorm.
To po co w takim razie sztorm? Nie można już normalnie dobić do brzegu bez jakiejś katastrofy? :D
Ekspedycja mogła byc przygotowana przez choćby Thalmor który bardziej się zainteresował akavirem po incydencie ze smokami, ale powodów może być mnóstwo, tym bardziej że to jest świat fantasy.
Powodów niby mnóstwo, ale nie wymyśliłeś choćby jednego, który miałby jakiś sens. Po jaką cholerę Thalmor miałby przeznaczać siły i środki na inwazję na inny kontynent, skoro mają problemy z innymi prowincjami na własnym kontynencie? Przecież literalnie nie ma po co się tam ładować, a jedyne co mogą ugrać to kolejna inwazja na Tamriel.
Ponadto zauważ że np bohatera obliviona nie porzucili, i pojawia się on w postaci Sheogoratha w Skyrimie, nie wiadomo też czy porzucą całkowicie bohatera Skyrima.
Dobrze, że o tym napisałeś, bo przyznałeś mi właśnie rację - wcześniej napisałeś: "można udostępnić w taki sposób że postać byłaby jakimś potomkiem osób co wyruszyły wraz z głównym bohaterem morrowinda", co oznacza, że miałby to być spory wątek [a może nawet główny], a obecność Sheogoratha w Skyrimie to AŻ jeden quest; widzisz skalę i różnicę?
Następna sprawa: Sheogorath akurat musiał się pojawić, bo w grze były inne quest daedryczne, a Sheogorath jest najbardziej lubianym księciem, więc jego obecność była nie tyle oczywista, co wręcz obowiązkowa.
Na koniec: O ile mi wiadomo [mogę się mylić ofc] nadal nie jest do końca potwierdzone, że HoK to faktycznie Sheogorath ze Skyrima. O ile sam uważam, że ta teoria jest prawdziwa, to twórcy tego nie potwierdzili, więc to nadal 'tylko' teoria. Trzeba też pamiętać, że między wydarzeniami z Obliviona a Skyrimem minęło circa 200 lat, więc coś mogło się w tej kwestii zmienić.
Literalnie napisałem, że wysłali bohatera Morrowind do Akaviru, żeby się go pozbyć, a nie po to, by kontynuować wątek, który jest już dawno zakończony.
No i po co ktoś miałby wysyłać więźniów na Akavir? Przecież to nawet nie ma sensu. Co za bezsensowny post w ogóle.
albo jakiś sztorm gdzie statek się rozbija, i trafia się na akavir.
To niezły sztorm, który przenosi statek 4200 mil do Akaviru :D
Dla chcącego nic trudnego, tym bardziej że pewnie będzie przynajmniej 100 lat timeskipu.
No właśnie nikt tego nie chce oprócz ciebie [no na pewno nie sama Bethesda], a skoro to takie łatwe, to w myśl powyższego przysłowia przecież możesz zakasać rękawy i sam zrobić.
Akavir nie pojawi się z kilku powodów:
1) Akavir jest ciekawy, dlatego że jest tajemniczy i nic o nim na pewno nie wiadomo. Zrobienie gry w całości na tym kontynencie, całkowicie odarłoby go z tajemnicy.
2) Byłoby to zwyczajnie za trudne, bo jak wcześniej pisałem nic o nim tak naprawdę nie wiadomo - Praktycznie cała wiedza o Akavirze bierze się z jednej, przestarzałej książki [Tajemniczy Akavir], więc cała historia, geografia, flora i fauna, wszystko to musiałoby zostać wymyślone w locie, specjalnie pod tę grę.
3) Jak w ogóle uzasadnić obecność 10 podstawowych ras Tamriel? No bo co, wybierasz jedną z ras i później do końca gry nie widzisz drugiego przedstawiciela tej konkretnej rasy, bo na Akavirze ich zwyczajnie nie ma?
Poza tym Bethesda ma zwyczaj porzucania postaci sterowanych przez graczy, więc zapomnij, że ruszysz śladami Nerevaryjczyka. Zresztą: Myślisz, że wysłanie go poza Tamriel było przypadkowe?
Czym mam się chwalić, jak doskonale pamiętam, że oprócz jakiś prostych odzywek na początku wypowiedzi, czy stękania podczas walki wszystkie postacie były praktycznie nieme. Ty to nazywasz dubbingiem?
Tak właściwie to nie nazywam tego dubbingiem tylko co najwyżej 'voice actingiem'. No właśnie nie rozumiem - czemu po raz kolejny chwalisz się swoją nieskończoną głupotą? Widzę, że szybko oswajasz się z tytułem błazna i troglodyty :D
A to stękanie o 'początku wypowiedzi', to niby co ma oznaczać?
I kto tu jest fanatykiem, co? Patrzysz przez rózowe okulary na swoją kochaną gierke jak wiekszość fanatyków tego żałosnego studia, które nie potrafi nawet wydać patcha do 10-cio letniej gry. Żałosny jestes. I to ty mnie nazywasz troglodytą? Przeczytaj jeszcze raz całą dyskusję i zobacz, kto pierwszy zaczął wyzywać.
Ty. Ja nigdzie nie pisałem, że Morrowind jest grą wad pozbawioną i na każdą krytykę ww. gry nie odpowiadałem na zasadzie: "A Gothic to/a Piranha tamto". Znowu coś ci się uroiło w tym fanatycznym łbie?
Swoją drogą: Widzę, że po plotce o zamknięciu studia [do którego stawiasz conocne, czołobitne pokłony], żółć nadal wylatuje ci często-gęsto z pyska, co oznacza, że czas nie leczy tak dobrze ran, jak powszechnie się mówi ;)
Odezwał się pajac wyzywający ludzi tylko dlatego, że mają inne zdanie o jakieś grze. Mamusia nie nauczyła dobrych manier?
Nie wyzywam cię dlatego, że masz inne zdanie, ale dlatego, że jesteś fanatycznym ignorantem; innymi słowy wypowiadasz się w kwestiach, o których nie masz bladego pojęcia.
Toć ty jesteś troglodytą i udowodniasz to każdym kolejnym postem, więc co się teraz dąsasz jak obrażona pannica?
"Przecież w te zabugowane bajeczki dla 5-cio latków nie da się grać na trzeźwo."
"No a retruśgejmer to już w ogóle robi z siebie błazna komentując każdy pozytywny post na temat Piranii i dodając do nich swój nic nie warty hejt"
^to są te przykłady szanowania cudzego zdania? Powiedz no, jak to właściwie było: Twoja mamusia wzięła wolne, gdy trzeba było synalkowi wpoić zasady dobrego wychowania? Czy może synuś nie miał czasu, bo trzeba było ukrócić tyranię orków na kontynencie? :D
Grałem w te twory wystarczająco długo aby móc stwierdzić, że są to gnioty nie warte nawet splunięcia. Aż żałuję, że ich nie spiraciłem, bo przynajmniej nie wywaliłbym kasy w błoto. No ale na szczęście później już nie popełniłem tego błędu i trzymam się z daleka od kolejnych gier tego pseudo studia.
A ja stwierdziłem, że gra, którą PRZESZEDŁEM [to jest G2] jest totalnym padłem. Dlaczego więc piana zaczęła ci z pyska lecieć, gdy tylko wyraziłem swoje zdanie? I zamiast pisać o G2, zacząłeś coś ujadać o TES-ach i Bethesdzie, gdzie w moim pierwszym poście nie było nawet o tym wzmianki.
PS -nie ma choćby angielskiego dubbingu - pochwal się, ile 'grałeś' w tego Morrowinda na yt? ;)
Gothic 2 bez Nocy Kruka jest jak takie Diablo 3 bez Reaper of Souls, który oprócz dodania najlepszego 5 aktu dodawał też dosłownie cały engame, czyli dla wielu fanów gatunku hack&slash nawet ważniejszą część, niż cały tryb fabularny. Dzisiaj nikt poważny nawet nie uważa tego za dodatek, bo jest to integralna cześć gry i dopiero z nim stanowi kompetną całość.
Paradne - jeszcze by tego brakowało, by jakiś internetowy troll mi pisał w co i jak mam grać :D
Nikt poważny nie uważa dodatku za to czym w istocie jest... dodatkiem... do gry. Dobra dziecko, przestań już faflunić, bo ta ekscytacja tą gówno-gierką nosi znamiona groteskowego fanatyzmu.
identycznie jest w przypadku Gothica 2. Noc Kruka dodaje tyle contentu, że niejedna pełnoprawna gra wygląda biednie przy tym dodatku. Poza tym mody nawet nie zadziałają na wersji bez Nocy Kruka, bo właśnie ta jest uważana przez tworów za jej finalną i kanoniczną wersję. Jeśli grałeś wyłącznie w Gothica 2 bez dodatku i uważasz się za "znawcę' tej gry, no to sorry, ale ja nie mogę cię traktować poważnie.
Strasznie mnie obchodzi, czy losowy, bełkoczący troglodyta mnie traktuje poważnie, czy też może nie.
To jeszcze raz: Ile razy przeszedłeś ww. 3 części TES-ów i dlaczego liczba ta wynosi 0,0,0? Rozumiem, że piana ci z pyska leci, ale następnym razem chociaż przejdź dany tytuł, żebym cię chociaż mógł nazywać hejterem i ignorantem, bo na razie zasługujesz jedynie na miano błazna oraz kretyna.
Na bezrybiu i rak ryba - jako fan gatunku każdy nowy western przyjmuję z otwartymi ramionami, nawet jeśli miałaby się okazać totalnymi gniotami. Inna sprawa, że akurat Za garść dolarów to najgorszy western tego reżysera, ale miał jasny punkt w postaci Clinta właśnie, a tutaj nawet tego zabraknie. W sumie śmiesznie by było, jakby w głównej roli obsadzili Scotta Eastwooda.
Koleś, ale ty wiesz, że Gothic 2 dostał też bardzo duży dodatek, który oprócz dodania nowych wątków całkowicie zmienił też balans gry? G2 z Nocą Kruka nie da się przejść lagą, bo smoki dostały regenerację życia. Zresztą co ja piszę o smokach, jak tą bronią nie uszkodzisz nawet zwykłego przeciwnika w średnim pancerzu, bo zwyczajnie nie przebijesz się przez jego pancerz. To jest po prostu fizycznie niemożliwe.
A ma mnie to obchodzić, ponieważ...? Jak widać dyskusja z "dziećmi gothic-a" zawsze przebiega według tego samego schematu: Bełkot, zmiana tematu, bełkot, zmiana tematu.
Od początku piszę o graniu w G2, więc co mnie obchodzi, co tam wprowadzili w G2:NK? Nigdzie nawet nie pisałem o dodatku, więc znowu coś ci się uroiło jak ze Skyrimem?
Co do bethesdy. Wtrąciłem do dyskusji skyrima, dlatego że naśmiewałes się z Piranii, że nie robili postępów i tylko zmieniali cyferki wydawanych gier, a przecież twoi kochani twórcy przechajpowanego morrowinda robią dokładnie to samo.
Chłopcze drogi, jak już parafrazujesz, to przynajmniej nie przekłamuj. Ja pisałem o progresie i "jechaniu na rozwiązaniach i mechanikach z pierwszej gry." Wiem, że jesteś zaślepionym fanboykiem, ale nie pogrążaj się już bardziej; bo jeśli nie widzisz zmian między Morrowindem i Oblivionem, a Oblivionem i Skyrimem, to... a w sumie zapytam: Ile razy przeszedłeś Morrowinda, Obliviona i Skyrima i kiedy to było?
To studio już szoruje po dnie, a jak w tes 6 nadal co 30 sekund bedzie ekran ładowania i gra bedzie jeszce bardziej zabugowana, to już chyba najwięksi psychofani sie od nich odsuną.
A mimo to istnieje i ma się wspaniale, a historia Piranhii Bytes [o ile plotka jest prawdziwa] już się zakończyła. Aczkolwiek rozumiem, że cię to bardzo mierzi i musisz wyrzucisz z siebie wszystkie pokłady złości - no już, nie krępuj się, napisz coś więcej o tej złej Bethesdzie, może ból po stracie się nieco zmniejszy ;)
To zabawne, że piszesz akurat o G2, bo tak się składa, że sposob w jaki smoki zostały ukazane w skyrimie, to kompletna żenada.
A co mnie obchodzi Skyrim [gra której w zasadzie nawet nie lubię] i jak w nim przedstawiono smoki? Ja piszę o Morrowindzie i fabule w nim, a ten mi wyskakuje ze Skyrimem i ze smokami. Niezły bełkot, taki nie na temat. Poza tym smoki są lepiej ukazane w Skyrimie, wszak tam masz Alduina i Paarthurnaxa, a w G2 masz co? Ożywieńca, którego jedynym credo życiowym jest zniszczenie świata? Weź się już nie błaźnij.
Jak można dac zabić jedną z najpotężniejszych istot w jakimkolwiek świecie fantasy najsłabszą bronią z gry na samym jej poczatku i wmówić graczowi, że jest się wybrańcem. Przecież to brzmi jak jakaś bajeczka napisana przez 10-cio latka.
Zabawne, bo jak pierwszy raz grałem w G2 [coś koło 20 lat temu], to całą grę przeszedłem lagą [obr. 10 z tego co pamiętam]. Jeszcze raz: Co tam pisałeś o słabych broniach?
Z kolei w Gothicu 2 potrzeba kilkudziesięciu godzin gry i porządnego builda, żeby w ogóle mieć szansę ubić takiego smoka.
Nie mogę ze śmiechu. Builda... w Gothic-u 2 :D
Ubiłem Ożywieńca lagą, laga to broń drewniana, podobnie jak 'produkty gro-podobne' Piranhii Bytes. Chłop mi będzie pisał o jakimś mitycznym poziomie trudności w G2, gdzie cała gra ogranicza się do bezmyślnego klikania przycisków myszy i zabijania wszystkiego na mapie co rozdział.
Temat może i jest oklepany, ale przynajmniej twórcy podeszli poważnie do tematu. W przeciwieństwie do bughtesdy, która ma za nic logikę swojego świata.
Jeśli tematem było stworzenie miernego reskina pierwszej części, z idiotyczną fabułą i mierną eksploracją; przy czym też absolutnego samograja i hack&slasha, to tak, podeszli poważnie, nie ma co :)
I tak udało im się zadziwiająco długo pociągnąć tworząc gry z fabułą na poziomie hack&slash-y, bez jakiegokolwiek lore, z kiepsko napisanymi postaciami i monotonną eksploracją.
W sumie? Tak naprawdę stworzyli tylko jedną grę, a później zmieniały się tylko nazwy albo cyferki - brak jakiegokolwiek progresu i jechanie na rozwiązaniach i mechanikach z pierwszej gry. Krótko mówiąc: Nie będę tęsknił.
W kraju, w którym przechwalanie bogactwem jest jedną z ważniejszych rzeczy by pokazać swoją 'wyższość' nie uświadczyłem by bogaci tak mówili.
Ponieważ dobrze wiedzą, że pieniądze szczęście jednak dają. Rzecz w tym, że ludzie zamożni nie rzucają [w swoim gronie] frazesami tego typu, a jeśli już to tylko wtedy, gdy rozmawiają z ludźmi mniej zamożnymi. Podobnie jak atrakcyjna osoba tłumaczyłaby osobie nieurodziwej, że wygląd to nie wszystko.
https://en.wikipedia.org/wiki/Street_Fighter:_The_Movie_(arcade_game)
Gniot niemożebny; podobnie jak i gra, której podstawą był ten właśnie film. Tylko przewlekle chory Juliá go jakoś ratuje, bo Van Damme (aktorsko) ponownie prezentuje poziom nogi od stołu [czy tam inszej drewnianej części określonego mebla].

Praktycznie wszystko pasuje do gry Brink of Consciousness: Dorian Gray Syndrome, tyle że to nie jest gra ww. studia.
Ciekawy tekst, ale ocenianie takiego gniota na 7 to lekkie kuriozum. Oprócz gadającego miecza najbardziej z tej gry zapamiętałem żonglowanie płytami, gdy chciało się przedostać z jednej wyspy na drugą i towarzyszy, którzy byli zwykłymi kukłami bez osobowości. W sumie ten Roszondas, to był taki pierwszy Dovahkiin :D
Nie mam jakichś większych nadziei i coś mi się widzi, że Bethesda postanowi umiejscowić akcję w jakiejś 'bezpiecznej' i nudnej krainie, jak np. Hammerfell.
Ale jakże to? Taki elokwentny erudyta nie zrozumiał mojej wypowiedzi? Odniosłem wrażenie, że napisałem to bardzo przystępnym i jasnym językiem.
Konkretnie odniosłem się do tego, że w grach z racji ich struktury i tak pomijasz jakiś procent doświadczenia z nich płynącego, bo jakbyś nie grał - wszystkiego nie zobaczysz. Możesz nie doświadczyć trudności walk i np. konieczności używania jakichś specjalnych technik walki, albo umiejętności, ale równie dobrze, możesz nie robić jakichś questów pobocznych, albo nie zapuszczać się w określony rejon mapy i to też nie jest koniec świata.
Bełkot jest z samej definicji niezrozumiały - np. stękasz coś o 'hardzie', gdy ja cały czas piszę o 'medium'. Wyjaśnisz, jak twoje dyskutowanie z własnymi urojeniami jest 'przystępne' i 'jasne'?
[Ponownie] Ty piszesz o elementach, które wpływają na replayability, a ja o źle zrobionych elementach. Po co się produkujesz, skoro wartość tego twojego słowotoku od razu ląduje w koszu, bo piszesz zwyczajnie nie na temat?
Pamiętam jak tłukłem te niedźwiedzie dosłownie 5 minut w Dragon Age: Inkwizycja. Drużyna 4 herosów, wszystko dookoła błyska, jucha tryska na wszystkie strony, ale mordują się z niedźwiedziem 5 minut. A żeby było wesoło, te niedźwiedzie odradzały się dosłownie co kilka metrów. Według mnie też coś nie gra z takim designem, nawet w koncepcie od zera do bohatera, bo z jednej strony gra mi mowi, że jestem wybrańcem zdolnym do zamykania szczelin i wygnania demonów z tego świata, a z drugiej strony naparzam fireballami i toporami, które by mi się do mieszkania nie zmieściły jakiegoś kosmatego futrzaka, na którym nie robi to wrażenia.
No widzisz - dla ciebie powinni stworzyć specjalny tryb, który pozwoliłby ci one-hitować każdego przeciwnika i wtedy byłbyś ukontentowany, bo nie dość, że łatwo, to jeszcze szybko.
Inna sprawa: Przesiewanie gier z elementami fantasy przez sito quasi-realizmu i płakanie, że gra faktycznie podąża tropem "od zera do bohatera", bo jak powszechnie wiadomo każda gra powinna zaczynać się od walki z "wielkim, złym władcą piekieł" [ino żeby nie była za długa i trudna], bo niedźwiedzie nie są wystarczająco OP dla takiego twardziela jak ty ;)
Druga sprawa, że ta fabuła i "jakość" misji pobocznych też nie usprawiedliwiała i nie zachęcała, by w grę inwestować więcej czasu i wysiłku. Goticzek był tak dobry, a jednocześnie wypchany zawartością i zwarty, że można było się pomęczyć z Nocą Kruka (dzisiaj uważam, że ta gra jest przesadnie trudna i to psuje rozgrywkę). Natomiast te współczesne rozwleczone gnioty, to najlepiej przebiec i zapomnieć.
G2 to akurat nędzna gra - banalne questy, słaba eksploracja, brak lore, fabuła dno. Przywołując takie gnioty do dyskusji - jak mniemam - przestawiłeś się już całkowicie w tryb trollowania. Mam rację?
Whoa, tego się nie spodziewałem - bez wątpienia najlepsza zapowiedź roku.
Na pewno kupię w EA (podobnie jak jedynkę) i już nastawiam się na kilkaset godzin dobrej zabawy.
Child of Pain
Dziwne, ze piszesz o niszczeniu marki gdy Bethesda juz dawno temu zniszczyla Fallouta
Napisz coś więcej o tym 'zniszczeniu' - coś czuję, że może być zabawnie.
Nie piszesz, nawet nie podałeś przykładu gry. Z twojego postu wynika, że walka uniwersalnie determinuje zaistnienie immersji. Co nie jest prawdą nawet w grach posiadających walkę. Już w drugiej połowie lat 90 Bartle zrobił swoją taksonomię graczy. Nie wszyscy mają takie same czynniki immersyjne.
Nie, po prostu nie potrafisz czytać i masz dedukcję na poziomie ucznia klasy podstawowej.
Walka nie determinuje zaistnienia immersji i nigdzie nawet o tym nie pisałem, więc nie wiem co ty sobie w głowie za chochoły tworzysz :D
Podejrzewam że z nas dwóch, to ty masz mniejsze pojecie na temat taksonomii graczy, skoro nie dociera do ciebie, że różne osoby mają inne motywatory i czynniki immersyjne.
Bartle pierwotnie pisał o grach MMO, a o ile mi wiadomo wybieranie poziomu trudności nie jest typowe dla takowych gier. Podziwiam, że udało ci się wygooglować nazwisko, szkoda że zabrakło ci czasu na zapoznanie się z ową "taksonomią".
darkowski93m
No i przecież właśnie dla takich ludzi niski poziom trudności jest projektowany po to aby oni również mogli doświadczyć pełni gry. To że poziom normalny jest zalecany nie oznacza automatycznie, że poziom niski jest wybrakowany. Znajdź mi przynajmniej kilka przykładów gier, w których twórcy opisując poziomy trudności wprost stwierdzają, że te najniższe zapewniają "wybrakowane" czy "niepełne" doświadczenie. No bo skoro według ciebie to jest oczywista oczywistość to rozumiem, że takie info znajdziemy prawie w każdym tytule, no nie?
Poziom niski to coś więcej niż tylko: Ile hitów potrzeba, by ubić przeciwnika i ile można przyjąć, zanim pojawi się ekran "Game over". Często grając na niskim poziomie trudności odchodzi jakakolwiek strategia, a niektóre ważne mechaniki robią tylko za wyróżnik.
Dalej: Nie będę szukał screenów poziomów trudności dla losowego gościa, który sobie stworzył w głowie chochoła i uwierzył, że to są moje słowa - raz, że nigdzie nie napisałem, że w "prawie każdym tytule", dwa, że nigdzie nie pisałem, iż twórcy gier używają przymiotników takich jak "wybrakowane" czy "niepełne" przy opisywaniu menu wyboru poziomów. Tak więc: Najpierw nauka czytania bez przeinaczania, a później dopiero jakieś wymagania.
Dokładnie tak samo jak wysoki poziom trudności. Chłopie, jest standardem, że ludzie przechodzą jakieś tam Elden Ringi korzystając z jednego mieczyka przez 90% gry. Ja ogrywam teraz Scars Above na najwyższym poziomie trudności i już zauważam, że kilka mechanik jest po prostu zbędnych i bardziej utrudniają grę niż ją ułatwiają (mówię o połowie gadżetów). Powiem więcej, nierzadko bywa tak, że właśnie wysoki poziom trudności pokazuje jak bezsensowne i nieskuteczne są niektóre mechaniki. Przykładem niech będzie np. Max Payne 3. Niedawno odświeżałem sobie tą grę. Grałem na najwyższym poziomie trudności i bardzo szybko okazało się że kozacka mechanika bullet time jest duuuuużo mniej skuteczna niż po prostu naparzanie we wrogów zza osłon. Na normalu czy na easy bullet time to czysta frajda. W takim Lies of P. połowa itemów jest bezużyteczna (te wszystkie zasobniki uzupełniające "baśń" czy pasek legionu), a używanie ich w trakcie walki (czyli podobno wtedy gdy mają się przydać) jest bardziej niebezpieczne niż granie bez nich. Z resztą podobnie jest z kilkoma rękami legionu.
Co ma ten przykład z Elden Ringiem niby udowodniać?
Ok... istnieją też gry, w których mechaniki są bezużyteczne bez względu na poziom trudności, i? Ja pisałem o mechanikach, które nabierają znaczenia, gdy zmienimy poziom trudności, więc kolejny raz nic nie zrozumiałeś.
Następny przykład: Są mechaniki, które są tak samo użyteczne zarówno na easy, jak i na normalu. Twierdziłem gdzieś, że takowych nie ma? Kolejny argument, który nie odnosi się do absolutnie niczego.
Lies of P - nie grałem. Internet głosi, że w tej grze nie ma nawet poziomów trudności, jeśli tak faktycznie jest, to przykład nietrafiony.
Iżeby było jasne, nie próbuje udowodnić, że granie na "hard" jest bez sensu, absolutnie nie. Po prostu wysokie poziomy trudności czasami wpływają na grę w sposób analogiczny co niskie, ograniczając pulę przydatnych mechanik. Zaletą niskich poziomów trudności w tym wypadku jest fakt, że z tych wszystkich mechanik gracz nadal może korzystać, nawet jeśli nie gwarantują one tego co domyślnie powinny. Z kolei uporczywe męczenie mechanik nieprzydatnych/szkodliwych na wysokich poziomach trudności potrafi zamienić grę w nieprzyjemny koszmarek.
Tyle, że ja tu cały czas piszę o poziomie środkowym, czyli medium. Nie udowodniłeś, że faktycznie ograniczają te mechaniki, więc to taki 'argument bez pokrycia'. A na wyższych poziomach nie można korzystać z tych mechanik, czy o co ci konkretnie chodzi?
Ja rozumiem, że gra na hardzie dostarcza nieporównywalnie większą satysfakcję niż granie na easy. To tak jak z grą na fortepianie. Zagrać "wlazł kotek na płotek" potrafi każdy, ale prawdziwą satysfakcję dałaby umiejętność zagrania piątej symfonii Bethovena. Tylko, że trzeba mieć ku temu predyspozycje, bo jak ktoś nie da rady, to nie da rady i w końcu prędzej porąbie ten fortepian siekierą niż cokolwiek na nim zagra.
To super stary. Tylko jedna mała uwaga: Ja nigdzie nie pisałem o 'hardzie', a o 'medium'.
Argument o niepełnym doświadczeniu jest kulawy, bo równie dobrze można odnieść się w zasadzie do wszystkiego w RPGu. Grasz wojownikiem? No, ale może twórcy przygotowali świetny system magii i strzelania z łuku? Niepełne doświadczenie. A może postawiłeś na perswazję i tym samym możesz się z walki całkowicie wymiksować, bo przegadasz przeciwnika? Niepełne doświadczenie. A może wybrałeś inną ścieżkę fabularną, inne rozwiązania questów? Niepełne doświadczenie.
Przecież o to chodzi w grach, żeby odgrywać role i grać po swojemu. Zanurzyć się w grze. Przecież w grach zwykle prowadzimy twardziela, więc masz poczuć się jak twardziel. Jak niby ma to zrobić osoba, która ginie co pół minuty i rzuca padem?
Nie wiem, do czego konkretnie się odnosisz, ale pisząc o 'niepełnym doświadczeniu' miałem na myśli źle zrobiony cały element X [w tym konkretnym przypadku walka], a nie granie postacią Y, albo używanie metody Z do eliminacji wrogów. To, o czym piszesz to jedynie alternatywa, która wpływa na replayability; nigdzie tego nie łączyłem z immersją, więc dyskutujesz sam ze sobą.
Grać po swojemu, czyli - w twoim rozumieniu - odgrywać twardziela...
Poza tym, to o czym piszesz jest zaprzeczeniem powszechnego schematu gier fabularnych tj. 'od zera do bohatera', bo u ciebie jest od 'bohatera do bohatera'. Jak chcesz się czuć jak twardziel, to bądź lepszy w gierce, stawiaj sobie wyższe wymagania i nie idź po linii najmniejszego oporu. Jak dla ciebie odgrywanie twardziela oznacza one-hitowanie przeciwników i przechodzenie przez wszystko jak taran to spoko, ale ja się z tym (ni cholery) nie zgodzę.
No patrz, takie to oczywiste, że nikt poza tobą tego nie rozumie :).
To o tyle dziwne, że ja nie piszę o czymś wielce skomplikowanym.
W dużym uproszczeniu - gdy jeden z głównych elementów gry jest zrobiony tak, że nie potrafi zainteresować, to cierpi na tym immersja/grywalność/całość. To naprawdę jest aż tak trudne do pojęcia?
A to walcząc z wrogami na niższym poziomie trudności, nie używasz przeciw nim siły?
Kolejny raz nie potrafisz się odnieść do fragmentu, który cytujesz i piszesz jakieś kocopoły o poziomach trudności, tak jakby w tym fragmencie była o nich wzmianka [nadal nie ma].
A czy w związku z faktem, że NIKT tutaj nie rozumie twojej argumentacji, nie przeszło ci przez myśl, że:
a) To ty powinieneś nauczyć się pisać ze zrozumieniem, zamiast zarzucać innym brak umiejętności czytania ze zrozumieniem?
b) Nie umiesz uargumentować swojego zdania?
c) To co piszesz jest nielogiczne i pozbawione sensu?
Nie przeszło, bo piszę logicznie i przejrzyście, a to, że moi interlokutorzy mają braki rodem z podstawówki to faktycznie moja wina /s
Fajnie, że ogarnąłeś już numerację, teraz pozostała ci tylko erystyka, dedukcja, czytanie i pisanie na temat. Trzymam kciuki, ale sukcesów nie wróżę.
A skąd pomysł, że gra na niższym poziomie trudności przestaje "być całością"? Równie dobrze można by przecież argumentować w drugą stronę, że wyższy poziom trudności zaburza doświadczenie, bo wymusza na graczu zbyt duże koncentrowanie się na potyczkach, na czym traci świat przedstawiony, fabuła czy eksploracja, a w konsekwencji gra nie jest już pełnym doświadczeniem (przstaje "być całością"). Ergo ponownie, twoja argumentacja nie trzyma się kupy.
Ręce mi już dawno opadły, teraz pozostało mi kręcenie głową w niedowierzaniu... ale dobra, podam ci pomocną dłoń - pokaż mi, gdzie w cytacie, na który uprzednio odpowiadałeś jest coś o poziomach trudności:
Walka jest ważną częścią interaktywności, bez której jest ona niekompletna, a widząc, że jakaś część wspomnianej wcześniej interaktywności jest słabo zrobiona, sprawia, że uczucie zanurzenia w świecie jest proporcjonalnie mniejsze.
Ty nadal nie rozumiesz, że ja w tym fragmencie odpowiadam na fragment wcześniejszej wypowiedzi ["A może ktoś chce właśnie przebywać w fikcyjnym świecie, ale niezbyt obchodzi go walka?"], a dyskusja już tak zmieniła kurs, że o poziomach trudności [na których tle masz jakąś niezdrową obsesję] nie piszę już od pierwszego posta.
O mamo, ale ciężki przypadek mi się trafił :D
Przykład z Bartle konkretnie nietrafiony, w ogóle nie rozumiesz czym jest klasyfikacja graczy, o której mowa. Słowem: Kulą w płot.
Istnieją gry całkowicie pozbawione walki. Jak rozumiem, nie są one interaktywne? Masz bardzo dziwną definicję.
Uczymy się czytania ze zrozumieniem - ja piszę o grach, które ten element już mają zaimplementowany, a nie o takich, które są go pozbawione, więc jeśli element nazywany walką jest zaimplementowany w grze X, to mam na niego nie zwracać uwagi, bo są gry Y, które go nie posiadają? Gdzie tu sens?
Ale co z tego wynika? Postawiłeś tezę, że "Ważnym elementem interaktywności jest interakcja z wrogami" ale nijak nie wytłumaczyłeś co to masło maślane miałoby oznaczać, ani tym bardziej nie podałeś żadnych argumentów, mających wskazywać na słuszność twojej tezy. Stąd moje pytanie.
To nie jest teza, ale właśnie oczywistość. Nie muszę przedstawiać argumentów za tym, co jest oczywiste, bo... jest oczywiste, dla każdego [no może z wyłączeniem twojej osoby]. Skoro twórca\y umieścili możliwość rozprawiania się z wrogami siłą, to chyba nie umieścili tego, żeby gracze tę opcję pomijali i traktowali, jakby jej w grze nie było. Pisząc to miałem na myśli głównie gry fabularne, gdzie walka jest dużo ważniejszym elementem niż fabuła czy dialogi. I tyle.
Ale przecież łatwiejsza walka nie oznacza braku walki jako takiej. Łatwiejsza walka stawia po prostu graczowi mniejsze wyzwanie, łagodniej każe go za błędy i nie wymaga zbyt wyśrubowanej precyzji czy wysokich umiejętności, ale NADAL JEST OBECNA i stanowi integralną część doświadczenia. Jak więc możesz twierdzić, że łatwa walka = brak interaktywności? Przecież gracz nadal wchodzi w interakcję z wrogiem i ze światem gry jako takim, tylko z obniżonym stopniem wymogów, jakie gra przed nim stawia.
Fajnie, że umiesz cytować, ale czytanie ze zrozumieniem, to nadal dla ciebie jakaś ciemna magia.
W cytowanym fragmencie wyjaśniałem czym jest całość i dlaczego, gdy pozbawimy daną materię określonego elementu, to przestanie nią być. Jeszcze prościej - jak zjesz pół jabłka, to pozostały fragment od tego momentu będzie połową jabłka, a nie całym jabłkiem; jak wyciągniesz baterię z telefonu, to owszem, nadal nim będzie, ale przyjemność z obcowania z telefonem pozbawionym baterii będzie już dużo mniejsza.
Wiem, że tłumaczę jak 6-latkowi, ale widocznie inaczej się nie da :D
Oczywistości? Nie. Swoje zdanie? Wypadałoby.
No chyba jednak muszę, skoro twoja erystyka i dedukcja szorują po dnie.
Jakbyś przeczytał całe zdanie, a nie jedynie cześć takowego, to byś wiedział.
Walka jest ważną częścią interaktywności, bez której jest ona niekompletna, a widząc, że jakaś część wspomnianej wcześniej interaktywności jest słabo zrobiona, sprawia, że uczucie zanurzenia w świecie jest proporcjonalnie mniejsze. Naprawdę muszę tłumaczyć oczywistości?
Ważnym elementem interaktywności jest interakcja z wrogami, czyli walka właśnie; a jak kogoś ona nie obchodzi/nie przywiązuje do niej wagi, to nie możemy mówić o pełnej interaktywności i immersji, tylko o namiastce takowych.
Osobiście nie widzę sensu w takim graniu, podobnie jak nie widzę sensu w 'graniu' na yt, ale ja to ja.
Granie na niskim poziomie to masochizm, ale w drugą stronę - świadome odbieranie sobie przyjemności płynącej z gry, bo ktoś jest zbyt leniwy, by włożyć to minimum wysiłku; to już faktycznie lepiej obejrzeć ten gameplay na yt, bo kasa zostanie w kieszeni, a gra i tak sama by się przechodziła.
W ogóle autor porusza się w jakimś świecie ekstremum, gdzie na jednej stronie siedzi poziom niski, a na drugiej trudny, zapominając przy tym, że w dużej części gier jest coś takiego jak poziom "średni", który istnieje właśnie po to, by dana gra nie była ani dziecinnie łatwa, ani też frustrująco trudna.
Z gier, których jeszcze nie przeszedłem (a kupiłem), to zostało mi jedynie:
- parę gier logicznych
- kilka point&click-ów
- z cRPG to Blackguards 1/2, Ultima III
- LEGO Ninjago
- Crysis 2
A zarzucanie mi braku obiektywizmu, gdy każde twoje uzasadnienie zawiera się w słowach 'podoba mi się' jest niepoważne. Gdy natomiast pojawia się że krytyka, że czegoś nie ma, to wklejasz formułkę typu: Element X jest niepotrzebny. I jeszcze to jęczenie, że mam na siłę szukać plusów czegoś, co uważam za słabe/średnie. Słowem: Klapki na oczach i fanboystwo.
Ale co tu właściwie uzasadniać? Że zadania typu przynieś/dostarcz nie są jakoś mocno wybitne? Że nie mają praktycznie żadnego backstory? Że najbardziej pamiętnym questem z gry jest ten z wyrywaniem rzepy?
Jedno z pierwszych zadań. Na farmie Lobarta masz dosłownie zebrać rzepę z pola. Podałem to zadanie jako przykład tego, dlaczego struktura piramidy, jeśli chodzi o zadania poboczne ma sens. W pierwszym rozdziale nie ma jeszcze presji czasu i dokładnie sprecyzowanego głównego celu, więc naturalnie bohater łazi wszędzie, ma dla każdego czas, wykona każdą pierdołę, a później już czas nagli, to naturalnie nie będzie tracić czasu na bieganie na posyłki.
Tyle, że to nie ma sensu. Literalnie brak związku przyczynowo-skutkowego. Poza tym nie dostajesz mniejszej ilości zadań dlatego, że cię goni czas, tylko dlatego, że najwięcej contentu jest zazwyczaj na samym początku gry.
Dalej: Zabij chrząszcze, przynieś miksturę na kaca, przynieś sakiewkę - to wszystko są zadania z późniejszych rozdziałów. Poważne zadania a nie jakieś pierdoły, nieprawdaż?
Kawałek dalej wspominam o magicznym łuku i kuszy, które są unikatami i z tego co pamiętam, nie da się ich kupić. A śmieci, to się znajdowało w Wiedźminie 3, gdzie w terenie 99% znalezionych rzeczy było dużo gorszych, niż to co już miałeś, a ten super miecz, co był w rodzie jarlów od pokoleń i wielki cię zaszczyt kopnął, że Crach ci go daje to już w ogóle był śmiech. Gothic to nie DnD, żebyś dostał gadający miecz + k4 obrażeń od ognia, +4 przeciw pozasferowcom, +3 przeciw Yuan-Ti i +5 przeciw chaotycznym złym.
Ty w ogóle nie rozumiesz, co się do ciebie pisze - unikalnym przedmiotem nie jest coś, co ma +5/10/20 do obrażeń, ale coś, co ma jakąś ciekawą właściwość i w jakiś sposób zmienia rozgrywkę. Gothic nie musi być "dedekiem", bo unikalne przedmioty masz np. w TES-ach, czy nawet w takiej prehistorii jak Lands of Lore.
Dalej chłop podał jeden przykład, gdzie dostał miecz, który jest gorszy od aktualnie posiadanego i myśli, że coś tutaj zrobił :D
Natomiast te proste i "nieciekawe" znalezisko w G2 rzeczywiście sprawiają przyjemność, bo są lepsze od sprzętu, który posiadasz, zwłaszcza na początku. Poza tym pomijasz taki drobiazg jak nagradzanie gracza doświadczeniem za pewne nieszablonowe i śmiałe czyny (i nie, nie jest to nic w innych RPG niespotykanego, ale w wymierny sposób nagradza eksplorację).
Taak, nic nie sprawia większej przyjemności niż miecz, który ma o 10 więcej obrażeń i nieco inną teksturę. Ino nie graj w żadnego H&S'a, bo twoje serce może nie wytrzymać silnych emocji, które nieodrodnie kojarzą się ze zmianą ekwipunku na nieco lepszy.
To jest drobiazg, właśnie dlatego go pomijam - tego 'doświadczenia' jest tak mało, że to niczego nie zmienia i na nic nie wpływa. Oczywiście, że ty się tym zachwycasz, bo już praktycznie nic ci nie zostało, prócz kierowania uwagi na drobiazgi [twoje słowo], które nikogo nie obchodzą.
Swoją drogą piszesz o G2 "to prymitywny H&S ", a jednocześnie domagasz się przedmiotów z ciekawymi właściwościami. Ja tam nie jestem znawcą H&S, ale to właśnie w nich jest pełno "unikalnych" przedmiotów z "właściwościami", a czasem nawet całą ich listą.
Więc odkryłeś już czemu tam jest przymiotnik "prymitywny", czy mam pomóc?
Nigdzie nie pisałem o innowacji, tym bardziej nieosiągalnej. Po prostu podejście do budowy świata i eksploracji w G2 trafiło w mój gust i uważam, że jest zrobione zwyczajnie dobrze. Tylko tyle i aż tyle, bo są i współczesne gry, które ten aspekt mają zrobiony gorzej (cholera, nawet nowsze gry PB mają z tym problem).
Nie, ty nie piszesz o zwyczajnie dobrze zrobionym elemencie - dla ciebie nawet taka oczywistość [o ile jest w G2 ofkors], jak zejście ze ścieżki, żeby znaleźć loot urasta do jakichś gargantuicznych rozmiarów. Cały twój wcześniejszy post to robienie wideł z igły.
1. Wróć do fragmentu który zacytowałeś i przyglądaj się mu uważnie, aż doznasz oświecenia jak guru po bagiennym zielu. Podpowiedź: "a w Gothicu na początku wszystko jest na wagę złota."
2. Pokaż mi RPG, gdzie ekonomia jest zrobiona "w punkt" (poproszę o więcej niż ten 1 rodzynek potwierdzający regułę). W zasadzie w każdym RPG w pewnym momencie zbieram prawdziwą fortunę, z którą nie mam co zrobić.
1. Gość zacytował moje słowa, ale bezczelnie wyciął pół zdania, a końcówki akapitu, to nawet nie wkleił. Żenujące zachowanie. Powtórzę się: W G2 nic nie jest na wagę złota, bo ekonomia jest kompletnie rozwalona, a pieniędzy praktycznie się nie wydaje, bo broń tania a medykamentów w nadmiarze.
2. Ultima II, Exiled Kingdoms. Obie gry mają znacznie lepszą ekonomię, gdzie druga Ultima siedzi po drugiej stronie ekstremum.
W3? Po zrobieniu podstawki i dodatków miałem jakieś 300 000, z którymi nie wiedziałem co zrobić. Nawet po zainwestowaniu w Corvo Blanco, czy jak miała ta winnica z Krwi i Wina mi zostało ok 200 000. NWN 2 skończyłem mając jakieś 1 800 000, a Maskę Zdrajcy powyżej 3 000 000 szt. złota. Aż mnie te absurdalne liczby skłoniły do obliczenia, ilu wozów trzeba by było do przewiezienia tego złota, gdyby monety miały wielkość naszej 5-złotówki. Skyrim? Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy oszczędności. Grim Dawn? Kasa szła w setki tysięcy.
Jedynie pierwszy Wiedźmin i Drakensang wymagały na początku ciułania, ale w pewnym momencie też nagle starczało na wszystko, czego chciałem.
Ale o co ci chodzi? To, że podasz gry, w których - twoim zdaniem - ekonomia jest spieprzona, jakoś magicznie sprawi, że ta z G2 się naprawi? Wytłumacz mi swoją logikę, bo chyba się trochę zagubiłeś.
Pierwszy Wiedźmin ma akurat strasznie słabą ekonomię - i mówię to jako ktoś, kto kupował wszystkie książki, żeby skompletować glosariusz. W W3 nie grałem, ale W2 ma znacznie lepszą ekonomię niż pierwsza część i w sumie jest to gra, która ma ten element na wysokim poziomie.
Morrowind-król bo wymyślił kilkadziesiąt wysp i ma loot. Kto by pomyślał, że można coś takiego wymyślić? Dlaczego oni nie opatentowali tego rozwiązania? Nawiasem mówiąc co u ciebie znaczy, że loot w Morrowindzie jest przydatny? Gothicowy dla mnie był bardzo przydatny. Jak oceniasz, że jeden jest "przydatniejszy" od drugiego?
Tyle, że ja nie pisałem tego, żeby wykazać, jak bardzo Morrowind jest wybitny pod tym [konkretnym] względem, tylko by ukazać twój 'bias' - ty nie wywyższasz czegoś, co jest "więcej\lepiej" w grze X, ale to, co jest "mniej/gorzej" w grze Y.
Swoją drogą ciekawe, że kompletny brak zrozumienia ukrywasz za toporną szyderą.
Nawiasem mówiąc zadałem wcześniej pytanie, na które nie znalazłeś odpowiedzi [co mnie w ogóle nie dziwi], a teraz próbujesz odwracać kota ogonem. Nie nauczyli cię, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie?
I z ciekawości, grałeś w czystego G2 czy z NK
G2 po prostu. Dlatego nigdzie nie pisałem G2:NK. Ale to i tak niczego nie zmienia w tej kwestii.
Po co mi "specjalne" przedmioty, skoro w Gothicu świetnie czuć przyrost mocy i ta "mało ekscytująca" zbroja, która ma tam o powiedzmy 10 więcej ochrony przed pociskami sprawia, że kusznik, który poprzednio zmieniał mnie w poduszkę na szpilki, teraz przestał być śmiertelnym zagrożeniem, a "zwyczajny" miecz, który ma "marne" 5 pkt. obrażeń więcej naprawdę robi różnice w starciu z przeciwnikiem, którego wcześniej byłem w stanie ledwie zadrasnąć?
A po co jest cokolwiek? No nie wiem, żeby urozmaicić jakoś nudną rozgrywkę? Ty będziesz piał z zachwytu, jak zobaczysz kolejny reskin miecza/kuszy, który lekko różni się obrażeniami i wyglądem, a ja będę miał wyższe oczekiwania w kwestii itemizacji/lootu itd.
Inna sprawa jakoś nie widzę tego przyrostu mocy w G2 - porównanie do jakiegokolwiek Stalkera [a to jedynie gry z elementami], to niebo a ziemia.
Jak dla mnie questy w G2 są ciekawe. Czy najlepsze w RPG-ach? Nie i nie muszą. I szczerze mówiąc ja dla odmiany z Gothiców wiele zadań pamiętam, a z Morrowinda nieszczególnie.
Nie, w Gothicach ludzie nie siedzą wyłącznie w miastach czy obozach. Zalecam zagrać ponownie i sobie przypomnieć obie części.
Tak, poza bieganiem i eksploracją ma jeszcze "szybką podróż" zakamuflowaną, jako przewiezienie łódką i kurs na grzbiecie wielkiego robala.
1. "To samo mogę powiedzieć o zadaniach w dowolnej grze i bez uzasadnienia to nic nie znaczy." - cytując ciebie.
Ja też pamiętam wiele questów z G2, np. wyrywanie rzepy z pola albo przyniesienie X kawałków mięsa. Pamiętam też misję z przyniesieniem pluszowego misia z Dead Island. Rzecz w tym, że pamiętanie o czymś niekoniecznie świadczy o jakości tego czegoś.
2. A dasz radę mnie o tym poinformować, miast odsyłać do gry?
3. Jeśli chodzi o same sposoby podróży w Morrowindzie:
1)Bieg/chód
2)Łazik
3)Gondola
4)Łódź
5)Specjalista teleportacyjny
6)Indeksy portalu
7)Lewitacja
8)Chodzenie po wodzie
9)Mark & Recall
10)Zaklęcia na duże skoki
11)Interwencje
Skoro już obnażyłem twoją ignorancję, to oszczędzę ci trudu i napiszę tylko to, co sam byś napisał: Gothic nie potrzebuje tylu sposobów na eksploracje, eksploracja w Gothik-u jest ciekawa, ale nie musi być najlepsza w RPG, bla, bla nie mam czasu na teleportacje, bo muszę zajrzeć pod każdy kamień i każdą sosnę, co by nie przeoczyć jakiegoś ukrytego miecza albo bełta.
Ło Jezu! To faktycznie zmienia postać rzeczy! Przy tej różnorodności odwiedzenie 40 kopalń na pewno mi się nie znudzi.
Nie znudzi ci się - w końcu przeszedłeś słabo zaprojektowanego gniota, gdzie na jednej mapce większość terenu to puste lasy i farmy, a druga jest okrojoną mapką z pierwszej części z dodatkiem - circa - 379 orków. Przyda ci się trochę różnorodności :D
O ironio, mogę cię tu śmiało zacytować: "Quantity over quality."
Możesz mi wymienić te wszystkie świetnie zaprojektowane dungeony z G2? Take your time - nie spieszy mi się jakoś mocno, więc dobrze przemyśl swoje typy.
Lasy, łąki, pola uprawne, farny, miasto, plaże, strefa wykopalisk z piramidami, parę wysepek, jaskinie.
Koleś pola uprawny i farmy policzył jako 2, dał pojedyncze lokacje jak miasto i piramidy i jeszcze napisał łąki :D
Dobra, a teraz poważnie: Jakie tam miałeś w G2 wyspy oprócz wyspy złodziei? Tylko tą niestety pamiętam.
Kolonia natomiast jest sporo zmieniona względem jedynki i ma zupełnie inny charakter, niby odwiedzasz znajome miejsca, a jednak inne, do tego rejony w pobliżu smoków, obszar górsko-kamienisty, wulkaniczny, bagnisty, zimowy
Praktycznie wszystkie te znajome miejsca zostały ukryte za tą palisadą, albo zwyczajnie usunięte. Tak czy siak prawie nic z tego nie zostało. A te 'rejony' nie mają żadnego logicznego uzasadnienia prócz tego, że" lodowy smok tam siedzi, więc ma być tam zimno" - lame.
Tylko czy naprawdę jest tam taka różnorodność? Treneny górzyste, takie nie wiadomo co porośnięte z rzadka drzewami, wioska/miasto, teren wulkaniczno-popielny, wysepki. Tribunal jeszcze dodał obszar miejski w innym stylu architektonicznym, a Bloodmoon dodał surowy, północny krajobraz z innym typ[em lasów, tundrą, śniegiem i lodem.
Więc tak: masz 9 różnorodnych regionów z unikalną florą*, fauną, przynależnością frakcyjną i historią. W G2 masz za to lasy, nie-lasy i Górniczą Dolinę <clap, clap>. A nie czekaj, przecież są jeszcze łąki :D
No ale za to ma 250 dungeonów w aż 6 rodzajach. Nie wiem, skąd ta obsesja na punkcie dungeonów, idź do lochu, bij potwory i zbieraj łupy i tak 100 razy mi się raczej kojarzy ze starymi dungeon crawlerani, kiedy jeszcze twórcy nie wiedzieli, że papierowe RPG da się przełożyć na grę komputerową lepiej, niż tylko na nawalanie potworów. Ale co kto lubi, jeśli to sprawia ci przyjemność, nie ma sprawy, baw się jak lubisz.
Ty naprawdę nie potrafisz liczyć do 15? Może powinienem napisać za kilka lat, gdy już nadrobisz zaległości?
Sto razy bardziej wolę takie dungeony niż wabienie orków do palisady i zabijanie, gdy nawet nie oddają ciosów, ale nie ma sprawy, różne są fetysze; baw się jak lubisz.
Ja naprawdę rozumiem, że zachwyca cię byle co, ale nie deprecjonuj istoty eksploracji i wyglądu lokacji z Gothiców i nie porównuj go z miałkimi światami Bethesdy, bo wystawiasz się jedynie na śmieszność.
^Ziew.
Natomiast ty bezdyskusyjnie twierdzisz, że w G2: " prymitywny H&S i wtórny", "pusty i nijaki", "ani jednego dobrego questa", "recykling powtarzalnego śmiecia", "nędznie zaprojektowany świat i brak ciekawych questów", "ma jedną z najgorszych ekonomii w historii", "tylko bieganie i w późniejszym etapie teleportacja", "każdy z nich jest jednakowo mierny".
Ani jednego choćby letniego słówka o jakimkolwiek aspekcie gry. Zupełnie jakbyś nie potrafił znieść, że twoja ulubiona gra może cokolwiek robić gorzej od innej, albo że kto inny może się przy innej grze lepiej bawić. Ale cóż, fani gier Bethesdy chyba tak po prostu mają :D
Nie twierdzę bezdyskusyjnie. To po raz.
Po dwa: Dlaczego miałbym pozytywnie, czy neutralnie wypowiadać się o grze, której nie lubię? Aż tak cię mierzi, że ktoś lubi coś innego? Nie moja wina, że Morrowind robi praktycznie wszystko lepiej; pretensję kieruj raczej do wyrobników i partaczy z Niemiec.
A już dwójka to nie dość, że świat sporo większy, to jeszcze te pomysły z jedynki lepiej dopracowane.
Co jest bardziej dopracowane? Druga część to prymitywny H&S i wtórny reskin pierwszej części.
Zadań jest całe mnóstwo (choć struktura piramidy pozostaje utrzymana i jak w 1. rozdziale masz tyle zadań, że nie wiesz, w co ręce włożyć, bo jeszcze główna fabułą cię nie ukierunkowała, a czas nie goni, tak w późniejszych rozdziałach już dostajesz coraz skromniejszą liczbę zadań pobocznych, bo główny wątek pokazuje, że stawka rośnie i liczy się czas, więc nie ma już miejsca na wyrywanie rzepy).
Quantity over quality. Nie przypominam sobie ani jednego dobrego questa z G2 [oprócz 'zadań inicjacyjnych']. Co z tego, że questów jest sporo, skoro każdy z nich jest jednakowo mierny? Nie rozumiem tego fragmentu o wyrywaniu rzepy, więc pozostawię ten fragment do wyjaśnienia, bo nie chcę atakować, gdy nie widzę dobrze celu.
Do tego dwójka właśnie bardzo fajnie nagradza za dociekliwość i eksplorację. Dość powiedzieć, że w samej wieży Xardasa przy 2 podejściach na początku zbierałam tylko rzeczy ze środka, a przy trzecim pomyślałem, czy na zewnątrz da się wskoczyć w jedno miejsce i się dało, a nawet jakieś dodatkowe przedmioty znalazłem. Dalej wychodzisz z wieży i masz drogę prosto jak strzelił.
Gothic 2 nijak nie wynagradza za dociekliwość, bo ja nie czuję się nagrodzony, gdy znajdę 57 miksturę zdrowia czy 37 zardzewiały miecz. W tej grze nie znajdujesz żadnych unikalnych przedmiotów z ciekawymi właściwościami, a jedynie ten sam recykling powtarzalnego śmiecia, którego funkcjonalność mierzy się jedynie w złocie. Krótko mówiąc: Ty nijak nie odnosisz się do tego CO znajdujesz, a jedynie GDZIE - co mnie obchodzą te wszystkie fikuśne miejsca, skoro nie ma w nich nic wartego uwagi? Poza tym w Morrowindzie przedmioty są nie tylko lepiej ukryte, ale też w znacznie ciekawszych miejscach.
Ale jak wykażesz minimum zainteresowania, to możesz przejść obok stawiku i przez tunel do ukrytej dolinki, gdzie spotkasz starego znajomego, zbierzesz trochę leczniczych roślinek i poznasz jeden ze sposobów dostania się do miasta. Ale to jeszcze nie koniec, bo jak będziesz jeszcze bardziej dociekliwy, to za tą sadzawką rosną takie świerki, zamiatające gałęziami ziemię. Jak cię zainteresuje, co tam może być, też znajdziesz kilka rzeczy, a w Gothicu na początku wszystko jest na wagę złota. Więc już na samym wstępie do gry jesteś nagradzany za eksplorację. A dalej eksploracją możesz dostać się niekonwencjonalnie do miasta, przypływając wpław, za co jeszcze dostajesz doświadczenie,
Whoa, żeby coś znaleźć trzeba czasem zejść ze ścieżki - G2 zmieniło oblicze eksploracji w grach, cóż za rewolucja! To, jak się pocisz, żeby zrewaluować najzwyklejsze rzeczy i nadać im status nieosiągalnej innowacji jest dość kuriozalne; ale cóż, fani Gothic-a chyba tak po prostu mają :D
Druga sprawa: W Gothic-u nic nie jest na wagę złota, bo ta gra ma jedną z najgorszych ekonomii w historii gatunku. Z tego co pamiętam na koniec gry można mieć spokojnie pięciocyfrową ilość złota, a może nawet -sześcio. Powiedz mi: Na co tak wydawałeś to złoto, skoro żywności się nie kupuje, bo ma się ją w nadmiarze, zbroje dostajesz za darmo, a broń jest tania i nie kupuje się jej za często?
Stojąc w tym porcie widzisz taką małą, niepozorną wysepkę. Nikt nie każe ci się tam zapuszczać, nikt w żadnej rozmowie nawet nie sugeruje, że będzie tam coś ciekawego, nie kieruje cię tam żaden znacznik, ani znak zapytania na mapie, ale jak jesteś ciekawy świata i się tam wybierzesz, zostaniesz nagrodzony istną fortuną w postaci łupów gildii złodziei. Nikt ci nie każe włazić na piramidy w Khorinis, ale jednak ciekawscy znajdą tam jakieś skrzynie.
Gothic-Król - wymyślił wyspy [czy raczej wyspę]. W Morrowidzie masz takowych kilkadziesiąt i loot, który tam znajdujesz jest faktycznie przydatny, ale wiadomo Gothic najlepszy, bo ma jedną wyspę.
W skrócie: Gothic ma lokacje, w których nie ma żadnego questa, ale do których można wejść - kto by pomyślał, że można coś takiego wymyślić? Czemu oni nie opatentowali tego rozwiązania?
I takich przykładów jest więcej. Gothic 2 nagradza eksplorację, ciekawość i śmiałość dużo lepiej niż gry Bethesdy, bo rozsądny rozmiar świata pozwolił twórcom spokojnie zaprojektować go ręcznie i obmyślić atrakcje nagradzające dociekliwość, spostrzegawczość i śmiałość gracza. W grach Bethesdy możesz mieć 50 kopalni i 200 jaskiń do odwiedzenia, ale jak widziałeś kilka z nich, to w zasadzie widziałeś już wszystkie.
Gothic 2 nagradza eksplorację przedmiotami, które nadają się jedynie na wymianę za złoto, które z kolei nie ma żadnej wartości, bo gra ma kompletnie zepsutą ekonomię. Ponadto w grze nie ma żadnych 'specjalnych' przedmiotów, nędznie zaprojektowany świat i brak ciekawych questów lub NPC-ów czekających poza ludzkimi siedliskami. Jeśli chodzi o świat Morrowinda to ten przynajmniej jest różnorodny, ma rozmaite biomy, nieporównywalnie więcej sposobów na jego eksplorację niż tylko bieganie i w późniejszym etapie teleportacja.
Dalej: W Morrowindzie masz dwa rodzaje kopalń [jaj i surowców], daedryczne kapliczki, dweremowe ruiny, dunmerowe twierdze, cytadele Szóstego Rodu, rodzinne grobowce, jaskinie itd.
Gdzie masz większą różnorodność samych typów dungeonów? Poza tym każdy z nich [prócz kopalń] jest na swój sposób inny i unikalny. W wielu z nich są unikalne przedmioty, easter eggi, czy postaci.
wolę konkretny świat G2 NK, nie tak ogromny, ale nagradzający ciekawość, niż podejście Bethesdy z ich zrób sobie własną przygodę włócząc się bez celu po świecie i odwiedzając bardzo podobne tereny i podziemia.
Konkretnie pusty i nijaki. Piszesz o podobnych terenach w Morrowindzie, podczas gdy pierwsza mapka z G2 to jedynie lasy i farmy, druga natomiast jest okrojoną mapą z jedynki, w której metodą kopiuj+wklej dodano dziesiątki orków. Poza tym: Kompletny brak dungeonów, brak biomów i różnorodności, brak unikalnych lokacji/potworów/przedmiotów, brak zabawnych nawiązań, brak miast i wiosek.
Ja naprawdę rozumiem, że zachwyca cię byle co, ale nie deprecjonuj istoty eksploracji i wyglądu lokacji z Morrowinda [i innych gier Bethesdy] i nie porównuj go z miałkim światem G2, bo wystawiasz się jedynie na śmieszność.
Coby jakoś uczcić to wielkie wydarzenie, napiszę jedynie, że Disciples II o wiele lepsze.
Nie rozumiem zbytnio tego demonizowania EA - takie granie też ma swoje plusy, np. przeważnie niższa cena, niż jakby się kupiło dany tytuł na premierę.
Inna sprawa, że EA to nie jest przymus a sposobność, i jak ktoś bardzo chce, to może przecież zaczekać na premierę, a jak nie chce nawet czekać na premierę, to może też poczekać na obniżkę, potencjalne dodatki i wszelkiego rodzaju patche. Ostatecznie to wszystko i tak jest zależne od tego, jak bardzo graczowi X zależy na grze Y. I tyle.
Zabawne, akurat pojazdy po wieku z reguły stosują młodociani ;) I akurat mojemu postowi daleko do bełkotu. Szczególnie, że przedstawia czyste dane. Poza tym, ja nie mam problemu, z wyrażaniem opinii. Ale wiesz, opinie wyraża się poprzez napisanie np. "moim zdaniem", uczyli tego w szkole. Kolejny argument za tym żeś młodociany.
Twój post to niestety bełkot, dzieciaczku. Zarówno tamten, jak i ten.
Wytłumaczę ci to na przykładzie: Ktoś pisze, że nie podoba mu się popularna gra X i dalej pisze o - dajmy na to - słabym systemie walki, przeciętnej fabule i zwraca też uwagę na powtarzalny gameplay. W odpowiedzi dostaje, że gra otrzymała 90 punktów na Metacritic przy 5 tysiącach głosów - tak według ciebie wygląda dojrzała dyskusja i odnoszenie się do krytyki? Tekstami w stylu "miliony much"?
A post do którego piję, nigdzie nie zaznacza, że to opinia. Jest napisany jakby to był stan faktyczny. A stan faktyczny taki nie jest, proste. Poza tym, nawet jak komuś nie podszedł scenariusz, to nazywanie go dnem świadczy jedynie o tym, jak mało dana osoba widziała filmów i jak wąską skalę ma.
Inteligentni ludzie nie potrzebują dodawania do każdej opinii "moim zdaniem", bo doskonale wiedzą, że opisując zalety/wady tworu popkulturalnego nie opisuje się go w kategorii faktów, gdyż nie może być faktem coś, co może być łatwo podważone przez kogoś, kto ma odmienny gust.
Tym niemniej rozumiem cię - jesteś - moim zdaniem [heh] - przypadkiem specjalnym i trzeba ci wszystko tłumaczyć łopatologicznie, bo czytanie między wierszami to dla ciebie swoiste novum, z którym nie jesteś jeszcze odpowiednio zaznajomiony.
A i przy okazji:
"Poza tym, nawet jak komuś nie podszedł scenariusz, to nazywanie go dnem świadczy jedynie o tym, jak mało dana osoba widziała filmów i jak wąską skalę ma." -> to jest właśnie napisane, jakby to był stan faktyczny, bo nie opisujesz nawet swoich wrażeń tylko stawiasz despotyczny wymóg - kto nie spełni warunku X, ten niezaprzeczalnie jest Y bądź nie zna się na Z.
Na koniec powiedz mi jeszcze o potężny kinomanie, władco telewizora i lordzie streamingu ile trzeba właściwie obejrzeć filmów, by móc krytykować scenariusz "Jokera"? Ino konkretnie, bo ja na przykład oceniłem 2350 filmów i uważam, że scenariusz wyżej wymienionego to dno, ale nie wiem, czy nie powinienem czasem obejrzeć jeszcze kilkuset/tysięcy pozycji, coby moja ocena była jeszcze bardziej wiarygodna w twoich oczach.
Widzę, że przeczytałeś połowę zdania które napisałem.
Nie widzę powodu, by jakoś specjalnie odnosić się do twoich historyjek, ani tym bardziej, by traktować je poważnie, gdyż nie ma na to - jak na razie - żadnych dowodów.
A jak takowy masz i jakimś cudem jest inny niż "paru devów coś tam/kiedyś tam", to go przywołaj, miast zaniżać poziom dyskusji.
Also, sensem osiągnięć jest właśnie to, że sam je wbijasz, a nie robi to za ciebie program.
Czy jest tak źle, jak twierdzą krytycy? Możecie to sprawdzić, udając się do kin.
Nie, dzięki - tym razem [dla odmiany] uwierzę krytykom na słowo.
Najgorsze zakończenia [jak dla mnie] mają szeroko pojęte 'przygodówki', np. Dead Synchronicity: Tomorrow Comes Today oraz Goodbye Deponia. Jest jeszcze Throne of Darkness, które samo w sobie jest grą świetną, ale zakończenie jest chamsko zerżnięte z innej, bardzo znanej gry.
Za każdym razem ogarnia mnie śmiech, gdy widzę w tego typu zestawieniach filmy "Lotna" oraz "Nadzy i rozszarpani" - toć od razu widać, że autor wyżej wymienionego to biedny ignorant, który ma jedynie powierzchowną znajomość o kinie i zerowe pojęcia o skali... I jeszcze ten film, w którym aktorka nie mogła aż tak dużo jeść - co za bestialstwo!
(...)aż 24% – produkcji przypisanych do kont respondentów nigdy nie została przez nich uruchomiona.
Czyli w zasadzie nic się nie zmieniło. W czasach gazet z grami [gdy Steama jeszcze nie było, lub dopiero raczkował] było przecież dokładnie tak samo - co miesiąc miałeś gazetę, na której były circa dwa/trzy 'pełniaki', a jak kupiłeś w tym samym miesiącu drugą gazetę, to miałeś tego dwa razy tyle. Do tego dochodziło też pożyczanie gier od znajomych i ściąganie ich z PB... i innych podobnych serwisów.
Nie było za darmo, tylko płaciłeś swoim czasem, oglądając reklamy. Więc albo wyskakuj z dziengów, albo oglądaj te reklamy, a nie każesz komuś utrzymywać charytatywnie serwerownie za miliardy dolarów dla twojej uciechy.
Jest jeszcze trzecia opcja: Niekupowanie "premium" i dalsze blokowanie reklam.
Swoją drogą: Co to za czasy nastały, że jakiś losowy, internetowy pokemon, próbuje komuś innemu wkładać łapsko do kieszeni, i dyktować, co mają zrobić ze swoimi pieniędzmi?
Proponuję zrobić specjalny wątek dla zgłaszających brakujące gry i go podwiesić - tym sposobem wszystko będzie w jednym miejscu i nie trzeba będzie o tym pisać pod różnymi newsami.
Shadow Vault :D
Pamiętam jak w jakiejś gazecie [chyba był to Play] ochrzcili ją mianem "słowackiego Fallouta". Niestety jakością 'trochę' odstawała od swojego starszego, amerykańskiego kuzyna.
12 tytułów + Legends of Aranna = 13. W sumie tyle samo, co w zeszłym roku.
Jeśli chodzi o ilość to jestem zadowolony, bo jakość to osobna kwestia.
Dwa najlepsze to:
1) Fallout - powrót po - o ile dobrze liczę - 12 latach. System trafień krytycznych jest totalnie skopany, a gra jest śmiesznie łatwa - czyli jest dokładnie tak, jak zapamiętałem. Ostatecznie obniżam ocenę z 9 na 8, bo balans poziomu trudności szoruje po dnie
2) Legends of Amberland: The Forgotten Crown - idealna gierka do wciśnięcia między jednym dużym tytułem a drugim. Podobnie jak powyżej ma duży problem z balansem poziomu trudności - w zasadzie tylko pustynia była trudna.
W 2024 będę chciał ruszyć jakieś dłuższe gry drużynowe [Neverwintery, PoE itp.]. Chciałbym też lepiej zapoznać się z jRPG-ami.
Nie rozumiem tutejszych dzbanków - no przecież jak nie chcesz, to nie korzystaj. Skoro nie ma przymusu korzystania z ww. opcji, to na co się jeden z drugim rzucasz?
Zawsze bawi jak "płatki śniegu" bezsensownie naskakują na coś, co ich nie obchodzi, zamiast jak normalny człowiek przejść obok tego beznamiętnie.
Z drugiej strony "płatek śniegu" nie byłby "płatkiem śniegu", gdyby cyklicznie nie bolał go o wszystko odwłok i nie mógł sobie pochlipać, czekając na poklepanie po pleckach i zapewnienie, że wszystko się jakoś ułoży.
Zadałem pytanie, kto hejtuje gościa za zmianę ceny. Nie odpowiedziałeś mi na nie więc co właściwie wnosi twój komentarz?
Mój komentarz wnosi szerszy kontekst do twojego poprzedniego komentarza, w kontekście grupy, która może mieć problem z podwyżką.
Jednocześnie wysnułem swoją tezę, na temat tego, kto może hejtować. Nie wiem gdzie tutaj dostrzegasz jakieś dyskusje z samym sobą.
Wysnuwasz 'tezę', po czym odpowiadasz sobie pytaniem retorycznym, no i gdzie tu sens?
Chodzi mi o to, że wg. Mnie najwięcej w przypadku zmiany ceny tej gry do powiedzenia mają osoby, które grą się kompletnie nie interesowały, nawet nie wiedziały że istnieje, ale usłyszały o sprawie gdzieś na YT albo inny portalum z newsami, i lecą z hejtem dla zasady, bo przecież jak to tak podnosić cenę dwu letniej gry?
Ogólnie to... jak tak teraz o tym myślę, to jest duża szansa, że cała afera powstała na Reddicie, a tamtejsi autyści są znani z tego, że ujadają, nie wiedząc nawet o co. Z mojej perspektywy [czyli kogoś, kto ww. grę zna, ale ta go w ogóle nie interesuje] jest to całkowicie nielogiczne. Natomiast rozumiem głosy oburzenia graczy, którzy mieli/nadal mają zamiar grę kupić, ale ominęła ich informacja o zmianie ceny. Jak masz szeroką "listę życzeń", to niektóre patch-noty i inne informacje od twórcy zwyczajnie się nie wyświetlają, poza tym istnieje priorytet w kwestii ewentualnego zakupu gier i nie uważam, żeby "prawie dwa lata", to był jakiś długi okres czasu.
Gra wyszła prawie dwa lata temu.
I co z tego? Te "prawie dwa lata", to niby jakiś długi okres czasu?
Kto chciał ograć to już ograł.
A jak ktoś chciał ograć, a jeszcze nie ograł?
Kto nie ograł do tej pory, raczej już nie ogra.
A to niby czemu? Przecież twórca gry nie utrudnia do niej w żaden sposób dostępu, a jedynie lekko podnosi cenę. Po "prawie dwóch latach" każdy gracz jakoś magicznie traci zainteresowanie grą, czy o co ci właściwie chodzi?
Następnie: Co z ludźmi, którzy mają kilkaset pozycji na 'wishliście'? Mają specjalnie jak najszybciej ograć grę X, żeby udowodnić jakiemuś losowemu użytkownikowi, że ów tytuł faktycznie ich interesuje?
Kto w takim razie ma pretensje, bo przecież nie ci co już kupili bo im to jest obojętne. Pretensje mają ludzie którzy gdy nie mają i nigdy nie mieli zamiaru jej kupić?
Chłop sobie w głowie tworzy jakieś nieistniejące osoby i scenariusze, później z nimi dyskutuje, a na końcu oburza się na wytwory swojej wyobraźni. Paradne.
Właśnie nie pamiętam, który to konkretnie był news, tyle tylko, że dotyczył nowego Stalkera. To chyba był któryś z tych dwóch:
1)https://www.gry-online.pl/newsroom/fabularny-zwiastun-stalker-a-2-roztacza-aure-tajemnicy-i-potwierd/komentarze/zc277ff
2)https://www.gry-online.pl/newsroom/premiera-stalker-2-moze-sie-znowu-opoznic-tworcy-doprecyzowali-dl/komentarze/zb277f5?N=1
Takie szybkie pytanie: Czy moderator widzi usunięte posty i odebrane punkty danego użytkownika? Właśnie zauważyłem, że brakuje mojego komentarza pod jakimś newsem dot. Stalkera - podejrzewam, że spadł post, na który odpowiadałem i wszystkie inne poleciały hurtem, więc nie jestem pewien, czy ktoś mi czasem nie odebrał punktu za przewinę innego użytkownika.
Ktoś powinien zrobić porządek z tym prymitywem: https://www.gry-online.pl/users/#/ryokosha/zc101a27, z tego wątku: https://www.gry-online.pl/forum/tak-sie-bawia-niemcy/z1fa0c2e?N=1#post0-16387370
Wystarczy jeden dzień wolny od szkoły, by toksyczna dzieciarnia zaczęła robić chlew na forum.
Aż nie wierzę, że to piszę, ale - tym razem - muszę się zgodzić ze wszelkiego rodzaju malkontentami i innymi uciążliwymi stękaczami. Pierwsza [od dłuższego czasu] wyprzedaż, na której nic nie kupiłem.
Nie, to ja pytam: o czym ty bredzisz zacietrzewiony dzieciaczku - co ma mój wcześniejszy post wspólnego z twoim wylewem frustracji? Jaki Netflix, jaki CDP, jaka obrona? Co ci się w tej główce znowu uroiło?
Also - https://store.playstation.com/pl-pl/category/bf015f98-c056-442e-ace3-d37794adb358/1
Aha, czyli przyda się JEDYNIE na początku, a po pierwszej, solidnej eksploracji już może go nie być. Powinszować - super pomysł.
Po drugie, jeśli handlarze będą oferować najlepszy dostępny sprzęt to jakakolwiek eksploracja staje się bezsensowna. Po co szukać czegoś hen, gdzieś tam jeśli pan Zdzisio za rogiem ma kramik pełen legendarnych artefaktów.
Ze skrajności w skrajność. Handlarze nie muszą oferować najlepszego sprzętu, ważne by jakość kupowanego, przeplatała się z jakością zdobywanego. To co piszesz nie ma żadnego logicznego sensu, wyczuwalnie zaburza ekonomię gry i równowagę między kupowaniem a zdobywaniem, ergo: Kuriozalne bzdury.
Złotem można przecież płacić np. za szkolenie w nowych umiejętnościach, kupowanie czarów w zwojach, napojów magicznych lub składników do ich warzenia.
A co stoi na przeszkodzie, by złoto wydawać na to co powyżej + lepszy sprzęt? Piszesz, że handlarze powinni "oferować tylko podstawowy sprzęt", a ja pytam po co? Jeśli handlarze oferowaliby tylko podstawowy sprzęt, a wszystko co lepsze pochodziłoby z eksploracji, to po co mieliby go w ogóle oferować, skoro i tak nikt by go nie kupował?
Jezu, co ja czytam...
Dungeon Siege to solidna produkcja i - co ważnie - miała sporo ciekawych pomysłów. Przy tym była stosunkowo trudna, a bossowie potrafili mocno dać w kość. Mimo wszystko znacznie bardziej podobał mi się dodatek [Legends of Aranna], który nie tylko miał lepszy klimat, ale też znacznie ciekawsze lokacje i dodawał kilka nowych ras.
To niech teraz - dla równowagi - user Gholume [wielki ktoś] pochwali się swoimi życiowymi osiągnięciami. Lista na pewno będzie długa i obszerna.
Pamiętam ją bardzo dobrze i w ten sam sposób ją wspominam, dlatego wyraziłem zdziwienie, że na owej liście się nie pojawiła.
Oczywiście nie miałem do ciebie żadnej urazy, że jednak się tam nie znalazła, nie proponowałem nawet przemodelowania i umieszczenia jej tam, toteż nie rozumiem twojego chlipania i przypisywania mi jakichś niecnych intencji, zwłaszcza że to ty masz tu problem z innym zdaniem, bo ktoś miał czelność napisać to, czego mu na owej liście brakowało.
w tamtych czasach Polska była bastionem pecetów, gry konsolowe były traktowane mniej więcej tak, jak dziś na GOLu gry VR - zgodnie ze skalą zainteresowania odbiorców - stąd gry stricte wtedy konsolowe na pewno w tym cyklu będą się pojawiać jedynie sporadycznie.
To się zdecydujcie - albo najpopularniejsze, albo najlepsze, bo to są dwie różne rzeczy.
Poza tym 10-tka nie jest z gumy i wiadomo, że nie każda gra się zmieści. Po to są komentarze i WY, by w swoich postach dodawać brakujące tytuły i pisać o swoich wrażeniach z nich, wspominać je z tamtych czasów, a nie mieć pretensje o to, że czegoś nie ma :)
Ja rozumiem, że to jest Top10, dlatego podałem jeden tytuł, nie pięć, nie dziesięć.
Następna kwestia: Niby piszesz, by dodawać brakujące tytuły, a gdy już to robię, to niby "mam pretensje". Aha.
Jak autor ma tak cienką skórę, że zwykłe wyrażenie zdziwienia odbiera jako atak, to niech nie opowiada bajek w kwestii wyżej omówionej, bo wyziera z tego pewna hipokryzja ;)
Sir klesk
Serio, chwala Blizzowi ze nie pozwolili by jeden gracz mogl wygrac mecz. Nawet piłka nożna pozwala na indywidualne zagrywki. a to akurat dobre porownanie, ale niestety wyciagnales bledne wnioski. :D Bo jest dokladnie tak jak w pilce - bez druzyny nie zrobisz nic
Akurat jeden gracz często zmienia przebieg całej gry. Ostatnio grałem Nazeebo - byłem praktycznie przyklejony do bota i grałem przeciwko parze Dehaka + Thrall z okazjonalnym udziałem wrogiej Novy, czyli solo vs 2/3. Wygrywałem co prawda na push, ale przejęcie dolnej świątyni [Dragon Shire] było bardzo trudne.
Te cztery niedojdy, które mi dolosowało miały zerowy map awareness + w ogóle nie reagowali na moje pingi, więc nawet nie czułem, że gram w grę drużynową. Wygrałem mecz mając 16/0; i nie dzięki drużynie, tylko na przekór, bo całą grę byłem ciągnięty na dno.
Tzn.? Co konkretnie wypisuję? Potrafisz to uzasadnić używając 'argumentów' innych niż "chyba ty"?
Koszt nie tak ważny jak dobra wola? Dobre sobie...
Ech... Drenz zrozumiał co miałem na myśli, a do ciebie nic nie dociera. Piszemy tutaj o grach z solo devu/indie, a takie studia raczej nie zatrudniają profesjonalnych tłumaczy, a tymi [tłumaczeniami] zajmują się grupy graczy, które nie dość, że same zgłaszają się do producenta, to jeszcze robią to wszystko za darmo. Dobrą wolą dewelopera jest wtedy umieścić te pliki na stronie, do pobrania. I to jest właśnie dobra wola, o której piszę, bo była taka sytuacja, gdzie pewna grupa przetłumaczyła jedną grę, po czym napisała do dewelopera, że chętnie przetłumaczy drugą, ale deweloper odpowiedział, że 'mu się nie opłaca', mimo że spolszczenie byłoby całkowicie za darmo.
Inna sprawa: Legend of Grimrock. Co, może twórcom nie opłacało się przetłumaczyć gry na kilka najpopularniejszych języków, takich jak niemiecki czy hiszpański? Oczywiście wiadomo, że w samej grze są tysiące/miliony linijek tekstowych, a sama gra przeszła całkowicie bez echa. Tak było.
Jeśli zaś chodzi o mnie, to moją dobrą wolą było to, że nie orałem cię za każdym razem, gdy widziałem twój nick w podobnych tematach, a widziałem często, więc znaj moją łaskę ;)
Ja wiem że bardzo piecze i boli, że czasy CDPu wydawcy się skończyły i gier ze spolszczeniami nie ma tyle co kiedyś, ale to nie upoważnia do wylewania takich bredni.
Jedynei umaczniasz tym samym stereotyp ignorantów „z wyboru" broniących się przed nauką języka...
O, patrzcie - chłopaczek stworzył sobie jakiegoś chochoła w głowie, później zaczął z nim bohatersko walczyć, by na koniec triumfalnie odtrąbić zwycięstwo <clap, clap>.
No i znowu pudło [bo jak pisałem wcześniej] - ja angielski akurat znam, i nikomu nic nie muszę udowadniać na tym polu.
Widzisz, ja nie jestem tobą - nie muszę koniecznie grać po angielsku, by łechtać swoje kruche ego, by później wstawiać swoje elitarystyczne smuty, które nikogo nie obchodzą. A żeby było śmieszniej, na końcu ktoś ci wreszcie odpowiedział "sprawdzam", i dopiero teraz - klarownie - widać to całe twoje, rzekome 'znawstwo'.
Wiele gier z solo devu ma więcej języków [niż domyślny angielski] przed oficjalną premierą. Przykładem niech będzie Legends of Amberland: The Forgotten Crown.
Jedno mnie zastanawia: Jak to się stało, że wspomniany powyżej tytuł i [np.] Midnight Fight Express jednak polski język mają?
Tłumaczenie w przypadku solo devu i gier indie, to właśnie często nie jest koszt, ale gest dobrej woli ze strony producenta, bo ten często nie jest nim nawet obciążony - ale jesteś zwykłym ignorantem, więc nie dziwota, że o tym nie wiesz :D
User: https://www.gry-online.pl/users/#/amonguz/z51518bd
Temat: https://www.gry-online.pl/newsroom/polskie-world-of-horror-w-wersji-10-cieplo-przyjete-na-steam/komentarze/z3270a9?N=1#post0-16355149
Cytat: A co twórce ma obchodzić że głupi polaczek nie zna podstaw angielskiego?
"Moje pieniądze i mój wybór, ulokuje je gdzie indziej" - Patrzcie jaki WIELKI BIZNESMEN, oj jak grozi, już leci "ulokować" swoje miliony w inny "projekt" xD Ja pierdole, niektórym niezle sie już we łbach pierdoli, jak mozna miec tak absurdalne ego będac jakimś randomem na polskim portaliku o gierkach? Pępek świata sie znalazł xD
To raz, a dwa zagraniczne małe studia też robią tylko angielską wersję.
Jak tylko? Co to za bzdura w ogóle? Często zagraniczne małe studia mają kilka języków do wyboru. Piszesz to pod wiadomością o grze, która ma ich 6 [nie licząc angielskiego] i właśnie obiecała 7.
Poza tym jak w ogóle może ich stać na dodatkową lokalizację jak polski język??? Przecież nie mogą, nie z ograniczonym budżetem. Litości, to nie ich wina, a tylko tego, że system dystrybucji uległ drastycznej zmianie.
To wytłumacz mi, jak gry będące produktem solo devu mają pieniądze na dodatkowe języki? Przecież twórca obiecał polski język, więc nie wiem, co ty bredzisz o jakimś ograniczonym budżecie.
Już nawet nie wspomnę o hipokryzji i antypolskości (bo polskie studio bez gier w polskim języku, a ty kupisz gry po angielsku tylko od innych studiów niż polskich, a więc kupisz prędzej zagraniczne gry i to nawet jeśli mają tylko angielski język, mimo że gry polskich twórców też mają ten język) jaką się wykazujesz, dzięki temu ludzie tacy jak wy zmniejszacie szansę na spolszczenie. I co się dziwicie jak nie ma polskich wersji...
Szanuję za trolling, nawet się uśmiałem :D
U mnie nie ma żadnych problemów; tym niemniej możecie być pewni, że łączę się z wami w bólu :D

Z albumami było jakoś trudniej. Filmy, które oceniam na 10 to pierwsza linijka + Baza ludzi umarłych + Kacza zupa. Tak to na dzień dzisiejszy wygląda.
Na dniach wyjdzie jeszcze Dread Delusion - https://store.steampowered.com/app/1574240/Dread_Delusion/
W produkcji jest także inspirowany Morrowindem Ardenfall [https://store.steampowered.com/app/1154960/Ardenfall/], ale nie wiadomo, kiedy wyjdzie.

Mam swoją listę i tam mam [na dzień dzisiejszy] 122 albumy; i weź teraz wybierz spośród tego 25.
Zostawię jak jest, ale już teraz widzę co najmniej 5 pozycji, które bym wymienił na coś innego.
Zrobisz co chcesz - ja do regeneracji dałem płytę, która była praktycznie czysta [jeśli chodzi o rysy], ale nie działała, a po odebraniu wszystko już jest w porządku i działa jak należy.
Mam niecałe 500 gier na Steamie, około 150 na GoG-u i parę na Originie i Uplay-u - [ergo] do grona wielkich jasnowidzów, to cię raczej synku nie przyjmą :D
Leo Tar> Smyku, coś co nie działa prawidłowo, jest z samej definicji uszkodzone. Myślałem, że to oczywiste :D
To oddaj płyty do regeneracji. Wy serio myślicie, że jak płyta jest uszkodzona, to już się nic nie da zrobić?
Generalnie Twój wywód sprowadza się do tego, że ty o grze nie słyszałeś, więc wychodzisz z założenia, że niemal nikt o niej nie słyszał, podczas gdy ja ci tylko wyjaśniam, że takie założenie jest błędne, bo nie potrafisz ocenić tego konkretnego przypadku w szerszej perspektywie, bo nie widzisz dalej, niż czubek własnego nosa, co ponownie udowadniasz na końcu powyższego posta.
To już [twój] 4 post i nadal nie potrafisz w jakikolwiek sposób obronić swojego stanowiska, a jedyne, co osiągnąłeś, to udowodnienie, że czytanie ze zrozumieniem nie jest twoją mocną stroną i masz elementarne braki w logice.
Na dowód tego, że gra jest wśród graczy nieznana, podałem liczbę recenzji na GoG-u, po czym ty wyskoczyłeś z wymówkami o 'multiplatformowości', na co odpowiedziałem podając tytuły gier, które wcześniej pojawiły się na telefonach, a na Steamie mają kilka[/naście/dziesiąt] więcej recenzji niż ww. tytuł. Oczywiście tego argumentu nawet nie próbowałeś obalić, jeno zamknąłeś oczy i miałeś nadzieję, że magicznie zniknie.
Na końcu twojego poprzedniego posta zapytałeś: "Co jest mniej niszowe w świadomości graczy?" Więc jako gracz odpowiedziałem ci, co jest mniej dla mnie niszowe, a na to, co jest mniej niszowe w świadomości graczy odpowiedziałem już wcześniej.
Jeśli konsolę ma ponad 100 milionów graczy i pewnie duży procent tej grupy śledzi mainstreamowe media i kanały yt poświęcone grom na switcha, a te media właśnie i kanały youtube przedstawiały zarówno zapowiedzi i recenzje tej gry w kontekście porównawczym na tle trzydziestoletniej, znanej marki, to duży procent z tych ponad 100 milionów graczy wiedziało, że taka gra wychodzi. Nawet jeśli uznać ją za niszową, to jednak wiedziała o niej duża grupa graczy, a nie - jak ci się wydaje - ktoś tam o niej słyszał, ale takich osób nie było za dużo. Podejrzewam, że więcej posiadaczy Switcha słyszało o Rise Eterna niż o GOG-u xD Nie każdy przecież gra na PC.
Nie ma tutaj żadnego oparcia w faktach, a jedynie twoje czcze gdybanie pozbawione jakiejkolwiek treści. Twój tok rozumowania jest na tyle kuriozalny, że aż zrobię skróconą wersję: 1) Serwisy robią recenzję gry "Rise Eterna" [z czego jakaś ich cześć zapewne dostała klucz, a wcześniej o ww. tytule nawet nie słyszała], 2) Ponoć [według ciebie] dużo osób owe recenzje przeczytało/obejrzało, więc dużo takich osób o niej usłyszało, 3) Jeśli wiele osób usłyszało, to pewnie też nadal pamięta, a jak pamięta, to pewnie zostało sprzedane wiele kopii, 4) Ten punkt jest pusty, bo tutaj Silvaren musiałby udowodnić, że faktycznie tak było, ale że jedyne co potrafi to zgadywanki, to pewnie i taki pozostanie.
Powiedz mi teraz, czy mainstreamowe media i kanały youtube też tak powszechnie zapowiadały i recenzowały The Fall of Dungeon Guardians? Pewnie nie, bo to niszowa gra, a mało jest serwisów i kanałów poświęconych stricte pecetowemu gamingowi, bo przeważają multiplatformy, a jak trzeba mówić o grach na każdy popularny sprzęt, to nie ma czasu mówić o niszowych produkcjach.
Ale jakie konkretnie 'kanały youtube'? Po wpisaniu "Rise Eterna review", najwięcej wyświetleń wyskakuje z kanału "Noisy Pixel" - całe 45 tysięcy, a sam kanał ma niecałe 50 tysięcy subskrypcji. Jest też polska recenzja z kanału "Admiros" [grubo ponad milion subskrybentów] i tam ta recenzja zrobiła zawrotne 2,1 tys. wyświetleń.
Widzę, że potężny risercz zrobiłeś, no chyba, że to według ciebie jakieś imponujące liczby :D
Jeśli chodzi o "media pisane", to wspominałem wcześniej o wysyłaniu kluczy, a dodam jeszcze fakt, że na Switchu - rokrocznie - wychodzi znacznie mniej gier niż na PC, a także to, że The Fall of Dungeon Guardians to solo development - nie ma nawet wydawcy, a kasa przeznaczona na promocję Rise Eterna przerosła pewnie kilkakrotnie koszt produkcji 'Strażników'. Mimo to, ten tytuł praktycznie nie istnieje w świadomości graczy, a twoje zaklinanie rzeczywistości niestety nic w tym temacie nie zmieni.
Serio nie widzisz, jak śmiesznie brzmi to co napisałeś? xD Potwierdzasz, że nie widzisz szerszej perspektywy. Mi na serwerze discorda, gdzie aktywnych jest kilkanaście osób co najmniej 5 z nich linkowało Rise Eterna do kupienia na Steam, bo wiedzieli, że jestem fanem Fire Emblem. Idąc twoim tokiem rozumowania: Rise Eterna jest mniej niszowa bo sam o niej słyszałem? xD Więcej, słyszał o niej kilku moich znajomych? Oczywiście o The Fall of Dungeon Guardians też słyszałem, tylko i wyłącznie za sprawą tego wieloczęściowego tematu i informacji o grach, które wrzuca Drenz.
Piszesz, że nie widzę szerszej perspektywy, po czym wrzucasz 'dowód', który wyprowadziłeś ze swojej własnej...
Co najmniej 5 osób mu linkowało Rise Eterna - ty mi się podkładasz, czy serio uważasz, że coś tutaj zrobiłeś? :D
Mi 25 osób linkowało na Discordzie "The Fall of Dungeon Guardians", i co teraz?
Porównanie hermetycznego Discorda, gdzie dodatkowo rozmawiasz z ludźmi, którzy znają twój gust, do środowiska zewnętrznego... Może jakbyś był fanem dungeon crawlerów, to ktoś by ci ową grę również zalinkował? Wiem, abstrakcja.
Głównym targetem Rise Eterna byli posiadacze Switcha, a to gigantyczna grupa potencjalnych odbiorców. Nawet jeśli gra jest niszowa, to przynajmniej w większości o niej słyszeli jeszcze przed premierą - to jest fakt. I tylko na to chciałem zwrócić uwagę. Analitycy GOG-a musieli oszacować zasięg reklamy i popularności tytułu, skoro wydali go na premierę na tej platformie. A fakt, że na GOG-u nie jest popularny? Cóż, więcej osób używa Steama, Rise Eterna ma grafikę stylizowaną na stare odsłony Fire Emblem, przez co lepiej prezentuje się na małym ekranie - stąd dominacja sprzedaży na Switchu, platformie, która była głównym targetem studia, a co całkowicie negujesz. Na steam ma 126 recenzji zamiast 6. To 21 razy większa popularność niż na GOG-u. The Fall of Dungeon Guardians ma ponad 500, ale wyszedł tylko na PC i tu upatrywałbym różnicę.
Po raz kolejny: Fakty opierają się na dowodach, a nie twoich urojeniach i fantazmatach. Przykro mi, ale tak to niestety działa.
Jeśli chodzi o GoG-a i wydawanie gier, to podawałem już na górze pewne przykłady, więc po co znowu piszesz to samo, miast się odnieść do powyższego?
Nic nie negowałem; więcej - zgadzam się, że głównym targetem był Switch. Ja natomiast twierdzę, że ta gra tam zaliczyła flopa, podobnie jak na PC. Aczkolwiek mogę się mylić, więc podaj mi źródło tej dominacji sprzedażowej, bo niestety nie udało mi się do tego faktu dokopać.
User: https://www.gry-online.pl/users/#/fka77/komentarze/z7150836
Temat: https://www.gry-online.pl/newsroom/epic-games-kolejna-ofiara-kryzysu-firme-dotknely-duze-zwolnieni/komentarze/z326c35?N=1#post0-16339431
Cytat: mowi to ktoś z postradziecką flagą w awatarze. Dziecko drogie, ćpun to twoją matkę pchał i ci imię dał. Spoczywaj w pokoju. Panie świeć nad tą spierdoliną.
Wyskakuję ze Switchem, bo to, że piszesz o GOG-u i nazywasz grę niszową, twierdząc, że nikt o niej nie słyszał, bo na GOG-u ma 6 recenzji to zwyczajna bzdura, bo słyszeli o niej posiadacze konsoli, która sprzedała się prawie w 130 milionach egzemplarzy. Gra może być niszowa w Polsce, może być niszowa na GOG-u, ale to nie znaczy, że nikt o niej nie słyszał.
Uczymy się czytać ze zrozumieniem - napisałem, że praktycznie nikt o niej nie słyszałem, czyli przyjmuję do wiadomości, że ktoś tam o niej słyszał, ale takich osób nie było za dużo.
Druga sprawa, co ma popularność konsoli do popularności samej gry? Mogłoby ją [konsolę] kupić nawet i 500 milionów, a gra pozostałaby niszowa. Dopuszczasz do siebie myśl, że na popularnej konsoli istnieją niszowe gry?
Piszesz, że słyszeli o niej 'posiadacze Switcha', a przebąkujesz jedynie o recenzentach, którzy stanowią promil tych posiadaczy. Tutaj też trzeba wziąć pod uwagę, że wydawca porozsyłał grę po redakcjach, co jest standardowym działaniem.
Pytanie do ciebie: Czy jeśli stworzyłbym grę inspirowaną znanym tytułem, w okolicy premiery wysłałbym do przeróżnych redakcji 'klucze', a po dwóch latach od premiery ta otrzymałaby zawrotne 126 recenzji na największej [jak mniemam] platformie do sprzedaży gier, to nie byłaby niszowa? Według ciebie pewnie nie.
Zanim się znowu przywalisz, że ja piszę o Switchu... GOG na pewno ma jakiegoś analityka, który ocenia popularność gry czy zasięg jej reklamy przed premierą, co wpływa na potencjalne wyniki sprzedaży. Przecież nie wydają gier randomowo. I taki analityk patrzy dalej niż czubek swojego nosa, bo to nie Smalec decyduje o popularności gry.
Literalnie masz wyżej napisane, że dodawanie gier odbywa się bez użycia jakiejkolwiek logiki i konsekwencji.
Wiadomo, że
Z jednej strony GOG miał do wyboru port gry, o której słyszał jakiś procent z ponad 100 milionów posiadaczy konsoli Nintendo. Gry otwarcie reklamowanej, jako zainspirowanej rozgrywką i oprawą popularnej za granicą trzydziestoletniej marki taktycznych turowych RPG.
Z drugiej miał do wyboru generyczny (na pierwszy rzut oka) dungeon crawler, grę z gatunku, jaki w ostatnich dziesięciu latach sprzedał się lepiej prawdopodobnie w przypadku dwóch tytułów (Grimrock i BT4).
No co by wybrał GOG? Co jest mniej niszowe w świadomości graczy?
Oczywiście. Dlatego na GoG-u praktycznie po premierze dodali Paper Sorcerer i Vaporum, a później też Monkey Tavern. Zabawię się teraz we wróżbitę Macieja - przepowiadam, że w przeciągu kilku lat zostanie dodany -niech będzie - Ruzar.
Tutaj jest taka kwestia, że prawdopodobnie [bo pewności mieć nie można] GoG w ostatnich latach zmienił praktykę odnośnie gier i dodaje nawet te, których normalnie nawet nie brał pod uwagę. To oczywiście w żaden sposób nie wyjaśnia, czemu wcześniej ignorowali popularniejsze i lepiej oceniane produkcje, a te gorsze dodawali bez żadnego problemu.
Odpowiadam na pytanie zadane na końcu: Mniej niszowy jest The Fall of Dungeon Guardians, bo sam jestem graczem i słyszałem o nim wiele lat wstecz, podczas gdy o drugim tytule dowiedziałem się stosunkowo niedawno i przez całkowity przypadek. Co więcej: Jestem pewien, że gdyby o znajomość obu tytułów wyrywkowo zapytać określoną liczbę graczy, to więcej osób wskazałoby na pierwszy tytuł.
Gra, która ma kosmiczne 6 recenzji na GoG-u i 126 na Steamie nie jest "aż tak niszowa". Aha.
Pal licho, że nawet gry 'solo devów', takie jak Amberland, czy EK mają więcej recenzji i są bardziej popularne. Nawet porty z 'mobilków', takie jak Eternium [3000 ocen], czy Vampire's Fall: Origins [niecałe 700] są dużo bardziej rozpoznawalne.
Inna sprawa, że w tym przypadku recenzje nie mają praktycznie żadnego przełożenia na popularność gry, bo żeby przeczytać recenzję takowej, najpierw musiałbyś wiedzieć o jej istnieniu.
Also, cały czas piszę o PC, więc nie wiem czemu wyskakujesz ze Switchem; jakby popularność na platformie A była równa popularności na platformie B.
(i tak, wiem, są też potknięcia jak Grzegorz Wons, ale na szczęście te postacie mówią na tyle mało, że nie psuje to ogólnego odbioru gry).
Dlaczego? Uważam, że akurat Wons świetnie zagrał.
O niektórych sprawach nie powinno się rozmawiać.
Nigdy.
Siatkarze jak zwykle dowożą, bo to już 2 złoty medal w tym roku. Trzeba koniecznie pochwalić też dzisiejszą parę sędziowską, którą stanęła na wysokości zadania i obyło się bez jakichś większych błędów i kontrowersyjnych decyzji.
To dla równowagi napiszcie teraz o tym, że twórcy "Lies of P" dodali denuvo 3 dni przed premierą gry.
Byłem na tym kinie. Reakcji sali na scenę "5 sekund" nigdy nie zapomnę. Zdecydowanie świetny film i druga najlepsza część serii.
Mam nadzieję, że będzie można zagrać Armią Nowego Wzoru, bo bez tego będzie to gra o sumie zerowej. Chciałbym też móc wykonać piwot na przesmyk suwalski, co by zmienić układ strukturalny sił na wschodniej flance NATO, o ile oczywiście nie będzie przeszkadzała mgła wojny, po angielsku fog of war.
Pograłem 26 godzin i naprawdę musiałem zmuszać się do gry. Scenariusz - w zasadzie brak, walki nudne, rozwój postaci - kiepski... Nie wiem skąd taka ocena - bardzo pozytwna na 179 opinii - 92% pozytywnych - chyba zebrali wszystkich znajomych
Ponieważ świetnie się w to gra, mimo że na każdym kroku widać minimalizm i liczne uproszczenia, co nie jest wcale dziwne w przypadku jednoosobowego studia. Autor zapowiadał lekką produkcję w stylu heroic fantasy i dokładnie to otrzymałem.
Kwestie techniczne, czyli np. The Matrix albo Terminator 2, które w swoim czasie pokazały nową jakość. Chodzi m.in. o efekty specjalne. Jest od zawsze z tym różnie, ale są tytuły przełomowe i czasem nie trzymają się one tak dobrze po latach.
Dla mnie - ponownie - starsze filmy są w tym względzie dużo lepsze. Zobacz sobie pracę kamery w filmie Obywatel Kane albo montaż w Zazie w metrze. Zobacz około 30-minutową, minimalistyczną scenę napadu w filmie W kręgu zła. Matrix to dla mnie zwykła wydmuszka i rok młodsze Dark City jest dużo lepszym filmem. Inna sprawa, że te filmy, które wymieniłeś są nadal dość nowe, a jak sam napisałeś nawet Matrix już się trochę zestarzał.
Co do punktów za wkład i innowacyjność to też nigdzie nie pisałem, że należy je wręczać – to sprawa bardziej dla znawców. Ciągle powtarzam, że warto być częściowo wyrozumiałym w krytyce starszych dzieł i niekoniecznie do ciebie to kieruję.
Odnosiłem się do tego: "Gdzie więc sprawiedliwość w ocenianiu starszych dzieł na podstawie tego, co pojawiło się po nich? No, chyba że doceniamy (lub krytykujemy) ich wkład, widzimy to jak ukształtowały (albo zepsuły) daną dziedzinę sztuki. Więc tak, jestem zdania, że należy trochę "cofnąć się w czasie" przy ocenianiu dzieła, przynajmniej spróbować"
To, co mówisz o złym aktorstwie, chaotycznej narracji itp. to rzeczy, które się widzi, albo nie, a i tak każdy może to rozumieć inaczej. I tyczy się filmów niezależnie od ich wieku.
Nie. Ciężej jest zrozumieć narrację filmów niemych, bo cała fabuła filmu opowiadana była za pomocą tekstowych plansz, często lakonicznie wyjaśniających, co się aktualnie dzieje. Na ekranie aktorzy mogli ze sobą rozmawiać przez minuty, a w tym czasie dostałeś jedynie 2 krótkie plansze tekstowe z ogólnym wyjaśnieniem treści tej dyskusji. Dodatkowo było pełno dziwnych skoków w czasie, więc można się było łatwo pogubić.
Jeśli chodzi o aktorstwo, to podwójne pudło, bo w kinie niemym odchodziła jedna z najważniejszych cech aktora, czyli głos. Poza tym mówimy o czasach przed "metodą Stanisławskiego", gdzie odgrywane postaci [zwłaszcza te poza pierwszym planem] często były 'papierowe' i praktycznie nie miały głębi.
A jeszcze dodając o innowacyjności – jak się widziało tysiące filmów z różnych okresów, to po seansie automatycznie wiesz, czy było to coś "nowego". "Obejrzałem 500 horrorów różnej maści, ale takiego czegoś jeszcze nie widziałem". Tak to działa ze wszystkim. Im większe doświadczenie masz, tym bardziej widzisz wkład danego filmu, albo jego brak. No ale to nawiasem, bo nie każdy może sobie na to pozwolić. Jeśli jednak nie masz tej wiedzy, to automatycznie nie możesz tego wkładu ocenić. Bo jak? To tak jak ocenianie czyjejś kompozycji muzycznej bez wiedzy w temacie.
Jak się widziało tysiące filmów, to poszczególne ich cechy zaczynają się coraz bardziej zacierać. Wybrałeś przykład kompletnie pode mnie - obejrzałem ponad 500 horrorów, ale jakbym miał wymienić jakąś cechę szczególną każdego z tych filmów, to pewnie udałoby mi się tylko z [gdzieś tak] 30%, bo reszta już się tak zmieszała, że ciężko jedno odróżnić od drugiego. Często jest tak, że wydaje się, iż jakiś dobry film wprowadził jakiś nowy motyw, a okazuje się, że widziałeś go już wcześniej w kompletnym gniocie klasy Z.
Każdy film jest na swój sposób unikatowy, więc można to na dobrą sprawę powiedzieć po każdym obejrzanym tytule.
To, że im więcej oglądasz, tym więcej widzisz to truizm, ale nadal musisz poczytać, jeśli chcesz się dowiedzieć, który tytuł wprowadził konkretną innowację, a to - jak pisałem wcześniej - odbywa się już poza seansem.
Temat rzeka i możemy tak dyskutować całymi miesiącami. Swojego podejścia nie zmienię, zapewne podobnie jak ty. Możesz mnie nazwać snobem, ale jestem zdania, że nie każdy umie krytykować.
Snobem jest dla mnie ktoś, kto widocznie męczy się oglądaniem/nie czerpie przyjemności z seansu, ale wystawia wygórowaną ocenę, bo nakręcił to znany, europejski reżyser. Tchórz, który boi się iść pod prąd i ocenia wbrew własnemu gustowi, filmowy konformista. Jeśli oglądasz filmy dla samej przyjemności i nie patrzysz z góry na tych, co to żadnego Bergmana czy Felliniego na oczy nie widzieli, to snobem nie jesteś.