Diabeł z Caroc

Diabeł z Caroc ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

12.01.2026 09:38
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
8.5
PC

Dobry mimo wad. Kilka jednostek zostało zaprojektowanych z myślą „jakoś to będzie” zarówno w kwestii estetyki (Oceanidy), jak i użyteczności (Latające rydwany). Zagrałem w dwie z trzech kampanii i obie były znakomite. Paradoksalnie ta, która ominąłem (Sayl) jest ponoć najciekawsza.

03.12.2025 20:56
Diabeł z Caroc
odpowiedz
1 odpowiedź
Diabeł z Caroc
11
3.0
PC

Dobra, kończymy na Last Judge; do dalszej gdy zniechęciło mnie, gdy podejrzałem co czeka mnie dalej. Nieźle przehajpowane gówienko. Dobrze będę wspominał jedynie bossa Phantom, głównie przez muzykę zresztą, natomiast nawet najlepsza muzyka nie uratuje słabej produkcji. Bezdeń kretyńskich założeń związanych z poziomem trudności, które w dodatku nakładają się na siebie, np. cios bossa za 2 HP + automatyczne wpadnięcie w lawę albo gdy masz 3HP i pełen pasek jedwabiu, więc jesteś w sytuacji dobrej/bardzo dobrej, a tu nagle w trakcie leczenia dostajesz cios. Skutek? Tracisz i leczenie, i surowiec do leczenia, i 2HP (z 5HP łącznie!) - potrójna kara za jeden błąd. (Pewnie dlatego najczęściej pobierane mody na Nexusie, to mody ułatwiające rozgrywkę). Ta gra nadaje się do reworku - aż strach pomyśleć, co będzie w ewentualnych DLC. Nie dajcie się zresztą zwieść opiniom; tak wysokie oceny to sekciarstwo fanbojów pierwszego Hollowa Knighta i tchórzowska asekuracja recenzentów. Fani Silka to w ogóle jak trupa fanów Luda i Zallena (łącznie z drogą doń) - jedna z chętniej plusowanych recenzji na polskim Steamie stwierdza, że ta gra nie ma wad oprócz jednej - jest za tania (XD). Ale ja już naczytałem się dziwaków, którzy pisali, że backtrackingi do bossów im sprawiały przyjemność. Bossowie tej gry, jak na 7 lat pracy, są w większości naprawdę średni. Savagebeast Fly, Moorwing... Ubogie movesety, fatalne hitboxy, krzywdzący contact damage. Gdyby do tej gry importować 3 najgorszych bossów z DLC do Cupheada, to pewnie byliby w top5 bossów Silksonga, może top7.

02.11.2025 12:53
Diabeł z Caroc

Xandon, masz absolutną rację, jest to towar totalnie przehajpowany. Jeden "dziennikarz" z tej strony nawet powiedział, że "dziś prawdopodobnie wychodzi gra roku" - jeszcze gra nie wyszła, a już forsowali narrację o jej arcydzielności XD A fani Silksonga to jak sekta, spróbuj tylko skrytykować ich gierkę, to są gotowi wsadzić Cię na stos (co widać po krzątaninie w komentarzach). Ale niech mają swoje arcydzieło z Savage Beastfly nad lawą

21.10.2025 12:09
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11

Ograna pierwsza mapa. Spostrzeżenia: gra jest za łatwa. Od midgame wszystko wygrywamy przy pomocy autoresolve, zero strat. Sprawia to, że praktycznie nie podnosimy surowców, bo po co zbierać 10 kupek złota po 400-800 każda, kiedy można wbić się do lokacji, gdzie nagrodą jest 10k i szybko szukać kolejnej? (Strat przecież i tak nie ponosimy). Niektóre synergie są zbyt silne: przy pomocy spella Relokacja zbierałem sobie rekrutację z 3 miast, po czym znalazłem na mapie miejsce, które... pozwala mi przeprowadzić jeszcze raz tygodniową rekrutację... XD Więc przed final battle 6 razy sobie zrekrutowałem jednostki. Przeciwnik wyglądał (i statystykami, i armią), jakby zaczął grę 20 tur po mnie. A wszystko to zrobiłem, zanim jeszcze wpadłem na pomysł, jak przy pomocy tego wskrzeszania, które ma tier I stwór z Schizmy farmić stwory wyższych tierów. Unforzen musi dać botom potężnego kopa do czasu premiery.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2025-10-21 12:11:10
20.10.2025 11:09
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11

Dla mnie kierunek artystyczny jest w porządku. Bardzo fajne są niektóre animacje, zwłaszcza castowania mocniejszych czarów. Portrety bohaterów - w większości świetne. Nasi herosi są teraz niesamowicie mocni; niektóre kontry są wręcz za mocne, np. blokada używania naszej domeny magii dla wrogich bohaterów, ale Heroes to zawsze była seria szalonych buildów (czyt. Wyngaal przed nerfem). Ogólnie to jestem zadowolony, liczę na iście Stallarisową liczbę przyszłych dlc z rasami. Wielki potencjał, wielkie oczekiwania.

03.10.2025 10:21
Diabeł z Caroc
1
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
9.5
PC

Nie uwierzyłbym, gdyby ktoś mi powiedział, że pobiorę grę, która waży mniej niż 1 gb i spędzę przy niej większość doby. Slay the Spire przypomniało mi złote czasy łamania zębów na Darkest Dungeon, z tym że StS jest grą w podstawach niewiarygodnie wręcz prostą. Elementarne zasady są na poziomie skomplikowania gry w kamień-papier-nożyce, ale już masterowanie decków, zbieranie reliców, bossowie i rng... Rozkminy na długie godziny. W dodatku mamy język ojczysty, coś pięknego.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2025-10-03 10:22:41
01.10.2025 12:59
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
6.5
PC

Zagrałem na fali wszechobecnego hypu. Średnia, ale nie przez wrodzoną przeciętność, a mieszankę momentów świetnych i beznadziejnych. Fajna eksploracja, choć po zwiedzeniu kilku lokacji trochę mi się odwidziała ta spaceroza. Fabuła podana a la Dark Souls, jako puzzle do układania; niezła, choć bez fajerwerków. I wreszcie: walki z bossami, których tak bardzo się bałem, okazały się zadziwiająco proste... Fatalny za to jest system powrotów. No i... w nienawiści do platformówek, tak zostałem wychowany, chciałoby się napisać. Przechodzenie n-ty raz przez serię przeskoków nad kolcami mógłbym porównać w kategorii przyjemności do wywalania się na zbity ryj na chodniku, by po 20 próbie w końcu powiedzieć: "Uff, wreszcię mi się udało! #satysfakcja". W dodatku mam wrażenie, że Team Cherry w domu pogrywa na konsolach, bo domyślne mapowanie klawiszy to relikt muzealny - serio strzałki zamiast WASD i brak myszy? O tyle dobrze, że da się to pozmieniać pod siebie. Ogólnie gra jest bardzo overhyped; raczej typowa produkcja dla nudnych ludologów gotowych trenować dni i noce, żeby robić hitlessy na bossach i runach.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2025-10-01 13:01:14
17.09.2025 12:56
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
10
PC

Well... Ta gra ma wady... Ale podobno kocha się za wady, a nie zalety. Ogólnie to moja korporacja (JC), która wydobywała rudę i krzem na terytoriach Argonów (w Red Light), blisko legendarnego sektora President's End nie przynosiła spodziewanych zysków, więc jej CEO (ja) zajął się bardziej najeźdźczymi metodami pozyskiwania środków finansowych. W swoim byczym M6 - Rybołów, telediańska jakość! - czułem się zanadto bezpiecznie i podczas spotkania z tajemniczą rasą Khaak, zrobili mi z tyłka teatr misterium. 10/10

17.09.2025 12:47
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11

Main plot to jest po prostu... kał. Czyste ekstrementa, a i tak grało się świetnie jako kidos, bo grywalność NWN była po prostu niezwykła. Liczba buildów, liczba zdobywanych poziomów, hurtowe ilości mieczy, sejmitarów, kos, tarcz i garnków na głowę zachwyca do dziś. Zachwyca też liczba zaimplementowanych przeciwników i ich różnorodność; samych smoków liczonych jako podtypy było chyba więcej niż w Skyrimie.

Fatalny jest za to system towarzyszy, który odżył (jak i oni) dopiero w dodatkach i tam faktycznie galeria barwnych postaci, ich metamorfoz, historii, ale też przydatności w walce i responsywności (wybieranie EQ, multiklasowość) była zadowalająca. Drugi dodatek to w ogóle doskonała fabuła i lokacje, i czuć tę moc protagonisty-półboga przeciwko któremu staje arcydiabeł ku zwieńczeniu epickiej przygody...

Podstawka: 7/10
Shadows of Undertide: 8,5/10 (początek bardziej mnie wciągnął niż koniec)
Hordes of Underdark: 9,5/10

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2025-09-17 12:48:09
17.09.2025 09:37
Diabeł z Caroc

U mnie zależy, Skulltaker to nie jest taki pewniak do robienia rozróby jak, np. Wurrzag, ale jak zacznie przyzywać darmowe blood hosty to jest istną plagą. W dodatku ma w armii 3 bohaterów z atakiem na poziomie 60-70, więc tankowanie Albericiem i lordami średnio wychodzi, a jak ma do tego aktywne summonowanie oddziałów w trakcie bitwy, to już w ogóle pogrzeb dla łuczników. Tak in margine, to nawet z trainerem i kodami nie wymyśliłbym sobie takich postaci jak Arbaal czy Skulltaker.

Co do sojuszu, to zdarzyło mi się ostatnio, ze Cerkiew dotrwała do 7 tury :) A imperium przed zjednoczeniem jest ostro klepane przez Vlada, a nawet Wulfrika. Wasale i sojusznicy słabo działają, fakt. LegendTW potwierdził na jakimś streamie, że w grze jest coś takiego, że jak grasz „dobrymi”, to dobre frakcje stają się imbecylami, a jak „złymi” to złe frakcje grają dużo gorzej. No niestety, nawet W:TW ma wady

16.09.2025 10:34
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
6.0
PC

Klapa. Tyle zapowiedzi o nawołującym się AI wilków, które organizują się w grupy, a tu po prostu zaspamowali biednego Unkindled One białymi reskinami psów, które mają podbity dmg i hp do wartości wyrażalnych w notacji wykładniczej. Rozmieszczenie przeciwników w tym DLC należałoby przebudować od zera - eksploracja jest fatalna; również przez miałkie nagrody. Bossowie... w sumie jeden... To jedyny argument za zagraniem w Ashes of Ariandel, może jeszcze dla tych paru widoków, choć i tak nie jest to level design Irithyllu...

16.09.2025 09:41
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
4.5
PC

Skulltakera, który biega w 30 turze z 10 darmowymi armiami należałoby wyrzucić z gry. Po głośnym reworku Tomb Kings nie doczekaliśmy się startu z dwoma armiami, mimo że TK jako rasa w early game są znacznie słabsi. Skulltaker to postać jak z trainera, do tego popsuł wiele kampanii wokół (biedny Alberic). Gorbad: kampania-wyzwanie, ale daje trochę narzędzi do radzenia sobie z wrogami. Golfgag: kolejny jak z trainera, ale gra się nim dobrze i nie jest tak inwazyjny. Ogólnie z wymienionej trójki tylko on jest warty zakupu.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2025-09-16 09:42:06
16.09.2025 09:35
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
9.0
PC

Dodatek co się zowie. Dodaję najlepszą kampanię w trylogii (Elspeth), genialną Tamurkhana i, cóż, Malakaia, który nie przypadł mi do gustu przez to, że ma irytujące sąsiedztwo.

16.09.2025 09:32
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
5.0
PC

F4 może widnieć w słowniku pod hasłem bylejactwo. Poziom techniczny to po prostu holokaust. Grafika momentami, np. biały wieżowiec w pierwszym większym mieście, wygląda jak z Minecrafta (aczkolwiek estetyka jest bardzo ciekawa i spójna). System strzelania przeciętny do bólu. Questy i postacie nudnawe albo jawnie nudne. Elementy RPG sztucznie okrojone, drzewko rozwoju mało czytelne, niektóre umiejętności po prostu bezwartościowe. I prywatnie bardzo mnie irytowało, że w większości outfitów moja kobieca protagonistka wyglądała jak Skarbrand z Warhammera (przez co większość gry wybiegałem w kombinezonie z krypty).

21.07.2025 17:12
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11

Silvaren mi odpowiedział, ależ plot twist. Czytam regularnie Twojego bloga, zwłaszcza w kontekście Pillarsów (heh, oczywiste), miejscowo się nie zgadzam z Twoją recką o Pathinderze: WOTR, ale faktycznie widzę, że przyszedł do mnie Usyk recenzentów growych, więc z chęcią odpowiem.

Za mało napisałeś o DS, bo to gra, po której można lecieć do biblioteki po książki o wierzeniach Egipcjan. Aktorzy twarzowi i głosowi mówili, że nie ogarniają i trzeba doczytać. Silnik fantastyczny, postacie też, ale jej największą mocą jest to, że rozmyślamy o śmierci. Jeden z najbardziej uniwersalnych tematów w kulturze europejskiej i to dla niestety wielu z nas, w czasach zagubionych. Ciepło, ale też akcja. Gameplay wzbogacony fantastyczną muzyką. Doskonałe zwroty akcji, cliffhangery. Conrad czy Dostojewski też nie są lekturą dla każdego, ale są wspaniałe; ubolewam że nie da się tekstowo oddać wielkości DS, ale to jest specyfika sztuki. Małoprzekładalność.

CO:E33 nie jest przeceniana, bo w doskonałej formule akcji uczy nas, czym jest dramat familijny. Odświeżyła formułę JRPG, dodała do niej francuskość, wspaniałe postacie, absurdalnie smutny dramat rodzinny, widoki(!), satysfakcjonujący rozwój postaci... A to małe studio... Zróbcie quest Francoisa... Po prostu.

Gra jak dobra książka, powinna nas ubogacać. Lubię, na przykład, Kenshi, bo ma fajny gameplay, ale to inna liga. Jeżeli gry mogą być sztuką, to 2025 rok dał nam dwa arcydzieła. Szanuję Twoje zdanie i zapędziłem się w komentarzu, ale sądzę, że DS i CO zadały kłam krytykom mówiącym, że gry to średnia rozrywka. Zachęcam do bardziej wnikliwych argumentów, bo to są produkcje-giganty. Idealną formą dyskusji byłaby wideorozmowa. Serdeczności, Silvaren.

21.07.2025 16:08
Diabeł z Caroc

No tak średnio ok. Może trochę się zapędziłem w werdykcie, bo może to być bardzo dobra gra w swojej dziedzinie, ale nie wiem, jakie argumenty miałyby przeważyć nad CO, DS2 i paroma innymi tytułami, ale już w recenzji GOL'a czytamy: fabuła raczej dla młodszych graczy. W kontekście hejtu wobec AC z sekcji komentarzy (których sam nie jestem fanem) Bananza przegrywa choćby w kat. ambicji. Obiecuję, że odpowiem merytorycznie, co mi się rzadko zdarza na GOL'u

21.07.2025 12:26
Diabeł z Caroc
2
odpowiedz
4 odpowiedzi
Diabeł z Caroc
11

Guano na (tfu) Nintendo dla azja-kidosów nominowane do GOTY? Żart chyba; obok takich wirtuozerskich światów jak DS2 czy CL:E33 wygląda wręcz jak prowokacja

10.07.2025 11:19
Diabeł z Caroc
odpowiedz
14 odpowiedzi
Diabeł z Caroc
11
10
PC

Mokry sen każdego fana RPG. Zyliard klas i podklas, kwadrylion ścieżek fabularnych, ciekawi towarzysze, gigatony lootu, świetne plot twisty, umiejętny storytelling - cudo. Gdyby tylko wywalili randomowe walki (na cholerę to?) i dodali trochę treści zaniedbanym ścieżkom mitycznym (grając jako Swarm-That-Walks miałem wrażenie, że rozdział V jest prawie pusty...) to mielibyśmy najlepszy RPG, jakiego widziały pecety. Ukłon dla grupy spolszczającej; angielski mnie nużył.

05.07.2025 15:53
Diabeł z Caroc
1.0
PC

Jeszcze wincyj poziomu trudności

17.12.2024 16:36
Diabeł z Caroc
1
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
4.0
PC

Mój komentarz można postrzegać jako pierwsze wrażenia, rozpoznanie bojem lub bazowy zwiad po świecie gry, w której spędziłem jakieś pół doby. No cóż, jest to doświadczenie dwóch prędkości, zwłaszcza po kapitalnym Wraith of Righteous. Niestety Owlcaci uznali, że system turowy będzie lepszy niż real time fighting i, jakże typowo dla nich, nie mieli umiaru, a sam projekt rozrósł się jak dziki ogród i jest obecnie poza kontrolą, również techniczną. Szczególnie między zębami zgrzytają częste błędy w animacjach i grafice, ale najgorsze są bugi, które uniemożliwiają (lub utrudniają) ukończenie walk, które są dłuższe niż DNA Pana Boga. Za dużo tych cholernych przeciwników! A jeszcze Koto-sowy specjalnie pododawali na plansze takich wrogów, którzy umierają od pierdnięcia, żeby postacie pokroju Pasquala mogły nabijać (wizualnie satysfakcjonujący, przyznaję) rate kill atakami obszarowymi. Takich „statystów” jest po prostu zbyt wielu i walki są zbyt nużące; samych potyczek jest także za dużo. Ile można tej siepy? To wolę text walle długości Anny Kareniny. Wiem, że Warhammer jako uniwersum sprzyja zabijaniu całych hord oponentów, ale należało to lepiej przemyśleć; tryb taktyczny wydaje mi się ubogim krewnym XCOM’a, gdzie opcji było mniej, ale wszystko działało płynniej, a i było wygodniej namierzać wrogów po ikonce; nie wspomnę o tych śmiesznych animacjach w Rogue Traderze w stylu łubudu, walę się po piersiach jak goryl (+5 do HP).

Brak spolszczenia… Był wybaczalny w Pathfinderach, zwłaszcza że WofR trafiło pod opiekę spolszczającego fandomu, ale specyfika językowa Rogue Tradera wymaga jednak od graczy niebanalnych umiejętności językowych. Sądzę, że sporo nativów wywróciłoby się przy niektórych sformułowaniach i choć takie Szekspirowskie bogactwo słownika byłoby ogromnym atutem przy umiejętnej translacji, to ludziom takim ja, skromnym be-dwójkom w inglisz lengłydż, psuje immersję. Temat i kontekst rozumiem zawsze, ale ile ominęło mnie zgrabnych onelinerów? Ile zimnego sarkazmu? Ile pomniejszych smaczków? Na pewno ominęły mnie ciekawe relacje z kompanami, bo w języku angielskim, owszem, odnotowuję i doceniam, co mówią, ale nie żywię do nich gorących uczuć, bo ze zmarszczonymi brwiami, w roli naukowca, sprawdzam, co to znaczy tanacity albo mutiny. I na koniec: w czasach, w których ChatGPT pisze i mówi lepiej niż większość naszych rodaków, NIE MA usprawiedliwienia dla olewania spolszczeń; nie ma!

A teraz kilka słów o szeroko pojętym balansie… Heh. U mnie prawie wszyscy w drużynie biegali z karabinami snajperskimi, które na równi z Pasqalem oceniam jako najskuteczniejszą broń w early game. Może potem coś się zmieni, ale przepaść między klasami i brońmi wydaje mi się ogromna. Czyli w sumie jak w Patfinderze, Pillarsach i innych takich, ale u Owlcatów mam zawsze takie odczucie, że totalnie nie panują nad produkcją, toteż w P:WofR sami zalecali płynną zmianę poziomów trudności w czasie gry: były takie walki, gdzie nie dało się buffować przez cutscenki (np. smok) i były z tego tytułu najtrudniejszymi w grze. Jestem prawie pewny, że im dalej w las, tym takich przypadków również w Rogue Traderze nie będzie brakowało, tym bardziej, że gry Owlcatów najbardziej dopracowane mają właśnie początki.

To kiepski prognostyk. Mam nadzieję, że fabuła uratuje tę grę, ale póki co robię sobie kilka tygodni przerwy. Męczy mnie Rogue Trader. Moja dotychczasowa przyjemność z gry: 4/10; ocenę zweryfikuję po pełnym przejściu (kiedyś).

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2024-12-17 16:37:59
07.08.2024 21:15
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11

autoral O, właśnie, przypomniałeś mi, żeby do listy narzekań dodać optymalizację z tyłka, chociaż teraz po patchowaniu działa znacznie lepiej. Podstawowy ER chodził jak żyletka, a DLC... po prostu bez komentarza. Zwłaszcza spadki na bossach.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2024-08-07 21:15:54
04.08.2024 12:01
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
2.0
PC

Prawie nic mi się w tym DLC nie podoba; już na wejściu dostajemy półpustą lokację, z dziwnym, piecowatym przeciwnikiem pełniącym rolę gąbki na obrażenia, z którego wypada liczba dusz niewiele większa niż za endgamowego moba. Nie wiem w ogóle, co FS zrobiło ze światłem, ale jest znacznie bardziej nienaturalne niż oświetlenie w vanilli, ale o designie lokacji jeszcze się rozpiszemy.

Fatalny jest system levelowania, teraz po zgubieniu miliona run nawet nie mrugam, bo w tym dlc są w zasadzie do niczego niepotrzebne. Teraz gdy po n-tej próbie utłuczecie Messmera albo innego Radahna, to równie dobrze zamiast run możecie dostać wenezuelskie boliwary. Wartość jest ta sama, no chyba że chce Wam się ewentualnie dać +1 do statystyki, która jest już tak blisko level capu, że nawet ten powszechnie wyśmiewany w DS1 atrybut "odporność" wydaje się kamieniem milowym w rozwoju postaci. Zbieranie tych pierdółek do procentowego podniesienia statystyk jako substytut levelowania to jest po prostu żart.

Lokacje nie zachwycają. Podobał mi się patent z miejscówką, gdzie nie możemy przyzwać Torrenta, ale potem już zaczęła mnie męczyć ta piechociarska wyprawa. Żadna estetyka nie utkwiła mi na dłużej w pamięci, sporo tu - jak już zauważono w komentarzach - altusowości. Nie jest to komplement.

Poziom trudności bossów jest nierówny i zbyt wysoki. Podstawka gry była w tym aspekcie znacznie lepsza, gdyż (poza Malenią) żaden boss nie zatrzymywał mnie dłużej niż na 2-3 podejścia, prawie każdy dawał sensowne nagrody (to w czasach, gdy runy i levele coś znaczyły). Radahn i Bayle są dla mnie bossami nieczytelnymi, jakby ktoś kopnął karton fajerwerek, zbyt trudnymi, a wkład pracy włożony w ich pokonanie, nie zwraca się. Gdy szedłem na Radahna siódmy czy ósmy raz, to miałem w głowie, że dostanę za niego jakieś 500k run i taką sobie zbroję, której reskin już wykupiłem przy walce w Caelid, a po drodze i tak więcej tych run zgubiłem, niż bym ewentualnie zyskał. W końcu dałem sobie spokój i zakończyłem DLC bez pokonania Bayla i Radahna, który, tak na marginesie, jest dla mnie największym rozczarowaniem tego dodatku. Z bossów wielkiego formatu mamy, co prawda, Messmera czy Midrę, ale ten Radahn z kudłatym łbem Miquelli na plecach to jest po prostu karykatura bossa.

Kończę więc przedwcześnie przygodę z Shadow of the Erdtree, a FS ma u mnie żółtą kartkę na przyszłe produkcje. Muszę przyznać z bólem, że nawet te hejtowane przez wszystkich (przeze mnie również) dodatki do DS2 są bardziej koherentne i mają więcej sensu.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2024-08-04 12:05:40
17.06.2024 15:25
Diabeł z Caroc
odpowiedz
1 odpowiedź
Diabeł z Caroc
11

szopen469 Co do wojen, to ich nadmiar jest też skutkiem zbyt pobieżnego odsłaniania fog of war. Na przykład grając krasnoludami warto siedzieć cicho "na utkanej d....", bo jak się wychylisz za bardzo na południe, to wszyscy orkowie jak jeden mąż Cię przyuważą, a docelowo zaatakują (o Skavenach i innych nie wspominam). Niestety trzeba to rozgrywać z pomocą prób i błędów; niektóre kampanie mają też tak, że frakcje obok mają algorytmy ekspansji ustawione na konkretne osady, np. Karak Osiem Szczytów jest zawsze punktem zapalnym, i wtedy faktycznie dyplomacja może nie działać. Wpływ na wojny ma też siła Twojej frakcji - teraz grałem Tyrionem i koło tury 100 wszyscy błagali o pakty o nieagresji i oferowali złoto, żebym się włączył do wojen, a słabeuszy wszyscy będą chcieli rozjechać :P

16.06.2024 22:02
Diabeł z Caroc
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Diabeł z Caroc
11

szopen469 To akurat nieprawda, Twój komentarz jest w całości bez sensu. Że niby miast nie da się rozwijać? Wasali nie można mieć? Wojny zazwyczaj da się przewidzieć, a pakty o nieagresji przyklepać, no ale jak grasz Lizardmenami, którzy zgodnie z lore składali dziesiątki tysięcy ofiar ze Skavenów, to się nie dziw, że z Tobą w sojusz nie wejdą... Co do "olewania dyplomacji" i "walki na każdym froncie", to akurat to drugie jest skutkiem pierwszego, no chyba że grasz frakcją, która jest w tyglu, np. Karlem Franzem - wtedy faktycznie wojna nadejdzie zewsząd i należy o tym myśleć od 1 tury

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2024-06-16 22:02:52
16.06.2024 21:57
Diabeł z Caroc
odpowiedz
2 odpowiedzi
Diabeł z Caroc
11

Khorne to ostatnia frakcja, która wymaga poprawek zaraz po k. chaosu, ogry mało kto lubi (choć są sensownie zrobione), a orkowie są bardzo grywalni. A Norsca, Brettonia leżą odłogiem...

10.04.2024 20:11
Diabeł z Caroc
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11
1.5
PC

Wchodzę postaciami na wieżę, żeby mieć komfort atakowania z góry, starcie się z zaczyna, ale jeden z nich (stojący metr dalej) nie dołącza do bitwy, bo nie. Przez ten metr różnicy, gra nie uznaje, że kompan partycypuje w starciu, dlatego stoi jak głupek, gdy reszta teamu się zarzyna. Techniczne dno. Chociaż to i tak nic w porównaniu do rozmowy Lohse z elficką wyrocznią w obozie - quest sprawił, że zakończyło się ono starciem, w którym wraz z drużyną pomogłem ją uspokoić. A ona jako AI kogoś trzepnęła i gra mi policzyła jej ataki jako moje przez co rzuciła się na mnie cała lokacja. Brawo, Larianowcy.

W ogóle ten Divinity jest taki toporny; na cholerę mi te cztery ekwipunki do każdego towarzysza, po co tyle nudnych i powtarzalnych starć, w dodatku tak chamsko długich. System walki jest niezwykle prymitywny, postacie to typowa larianowa pilśnia i karton, chociaż nie są tak tragiczne jak w poprzedniej części. Mniej też głupich gagów, co cieszy, bo w jedynce co jeden NPC to głupszy; i na dodatek ten głos narratora, który sprawia, że nic w tej grze nie umiem traktować serio.

Ach, ja zatęskniłem do mroczno-megalomańskich Pillarsów z White March albo do Pathfinder: Wrath of Righteous i rzucania 50 buffów na start w każdej lokacji. To Divnity I i II to są po prostu kupy, która zaczynają śmierdzieć, gdy tylko przestanie się jarać tym, że do skrzyni można napchać złomu i rzucić nią przy użyciu telekinezy. Wbrew temu, co tu wypisują, to nie jest gra to której się wraca. To nawet nie jest „w sam raz na raz”, bo już D:OS I miała fabułę, jakby ją pisał jakiś średnio zdolny nastolatek zakochany w marnych powieściach Fabryki Słów; nie ma też za cholerę klimatu ta bajkowa produkcja. Nic tylko odinstalować. Tak swoją droga to nie widzę jakoś, by ci zakochani w niej recenzenci z YT (których są całe rzesze) jakoś w nią grali.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2024-04-10 20:16:18
09.03.2024 21:07
Diabeł z Caroc
8.0
PC

Szerzej omówiłem ocenę w komentarzu na forum, więc tu tylko powiem, że wraz z dodatkami była to najlepsza gra FS do czasu debiutu Elden Ring.

09.03.2024 21:02
Diabeł z Caroc
👍
odpowiedz
Diabeł z Caroc
11

Ukończono. Najbardziej cieszy, że trzecia część serii znów ma lokacje, które są koherentne, bo bardzo brakowało tego w Dark Souls II, gdzie przez tak pamiętne miejscówki jak Strażnica Żniw biegały grubaski z młotami, manekiny bez głowy, mumie i skąpo odziane piromantki, a bossem była Meduza po dekapitacji. W trójeczce znów wróciła koherentność na planie przeciwnicy-npc-lokacje; wszystko jest bardziej stonowane, efekty świetlne wyeksponowane należycie, lokacje mroczne są mroczne, a tam gdzie Miyazaki założył, że będziemy wzdychać od estetycznych uniesień, tam też wzdychamy.

Nieco gorzej wygląda zagospodarowanie treścią lokacji pod kątem gameplayu, bo o ile faktycznie mamy mapy, na których gameplay jest wybornie zbilansowany (co nie znaczy, że łatwy), jak Irithyll, Ogród Zatraconego Króla, Puszcza Ukrzyżowań, Zamek Lothric, Archiwa, tak też trafiają się tereny „w sam raz na raz”, a gdy rozwiążemy zagadkę ich przejścia, wówczas przestają być intrygujące (Katakumby, Niegasnące Jezioro, Lochy Irithyllu). Sporą wadą jest też gradacja, jaką przeprowadziło From Software w kontekście znajdowania przedmiotów - tych użytecznych na początku gry nie ma prawie wcale; może jakiś broadsword czy pierścień Flynna. Sprawia to, że w kolejnych podejściach praktycznie olewamy podnoszenie znajdziek do czasu odwiedzin tak mniej-więcej Puszczy Ukrzyżowań. Wieje więc nudą przez kawałek między startem, a lokacjami, w których zaczyna się poważniejsza rozgrywka.

Bossowie w czystej trójce nie są specjalnie wybitni, chociaż na tle DS2 progres jest galaktyczny. Wielu z szefów w DS3 jest tylko poprawnych; niektórzy cieszą oko tylko w pierwszym podejściu

spoiler start

(Wolnir, Biskupi, Yhorm), a przy jednym bardzo nieuczciwa jest kamera, która wyzwala w graczu ogromne pokłady złości. (Chyba wiadomo, o którego przeciwnika chodzi). Zdarza się, że bossowie są źle zbilansowani - Oceiros, na przykład, mógłby mieć kapkę więcej HP, żebyśmy nacieszyli się walką z dość ważnym przecież oponentem, w dodatku gadającym. Tak samo zresztą sprawa ma się z finałowym wrogiem, który czasami nie zdąży nawet pokazać wszystkich sztuczek, a niektóre są niezmiernie ciekawe.

spoiler stop

Kończąc temat bossów i płynnie zaczynając kwestię broni i przedmiotów dodajmy, że oręż duszowo-bossowy jest bardzo umiarkowanie skuteczny.

Co do arsenału: czuć brak balansu. Sellsword Winblades pełnią rolę Halabardy Czarnego Rycerza z DS1; w opozycji zresztą do sporej liczby broni, które są praktycznie do niczego. Lepiej sprawa ma się z pancerzami, bo tu faktycznie fani domu mody From Software poczują się doskonale. W tej części pojawiły się też battle arty, co jest miłą, chociaż dla mnie nieszczególną, zaletą. Interfejs w zakresie przeciążenia, parametry ochrony, absorpcji itd. stały się bardziej czytelne, ale w tej materii dalej daleko do ideału.

Tytułem podsumowania: sporo narzekań w moim komentarzu, ale DS3 to bardzo dobra gra. Być może po dodaniu dodatków nawet najlepsza i najpełniejsza z trylogii. Klimat ma i ustępuje w tej mierze chyba tylko Bloodbornowi i DS1. Pojawiają się też znane z poprzednich tytułów „franczyzy” pod postacią NPCów, przedmiotów i gestów - można więc powtórnie wygiąć się w praise the sun albo wznieść toast z… nie będzie spoilerów. Bardzo miła w ogrywaniu jest też fizyka w grze i dopiero w Eldenie pojawia się jeszcze lepsza za sprawą skradania i podskoku.

Całokształtowo jest bardzo dobrze. :)

8/10. Ocena dla gry bez dodatków.

post wyedytowany przez Diabeł z Caroc 2024-03-09 21:06:17

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl