Dune 2 i Dune 2000 wymyśliły pomarańczowy filtr meksykański (oraz definicję RTS). Nienawidziłem pustyni w Diablo 2, ale nigdy jej nie zapomnę. Oto 10 pustynnych światów, które zapisa
- Journey było podróżą przez wyjątkowo dźwięczną i tajemniczą pustynię
- Assassin’s Creed Origins to być może wciąż najlepiej wykonana pustynia w historii gier
- Mad Max to adaptacja filmu, która nie jest adaptacją filmu
- Dune 2 i Dune 2000 wymyśliły pomarańczowy filtr meksykański (oraz definicję RTS)
- Final Fantasy X – pustynia było tylko etapem, ale zapadała w pamięci
- Diablo 2 i Lut Gholein – nienawidziłem tego miasta!
- World of Warcraft – śmierć w Crossroads i droga przez Durotar do Orgrimmaru
- Uncharted 3 pokazuje, jak powinny wyglądać gry akcji na pustyni
- Fallout: New Vegas było pustynią radioaktywną, ale wciągającą
- Counter-Strike i de_dust2 to pustynia, na której poznałem Waszą matkę
Dune 2 i Dune 2000 wymyśliły pomarańczowy filtr meksykański (oraz definicję RTS)
Producent: Westwood Studios
Rok wydania: 1992/1998

Gdy rozmawiałem z kolegami i koleżankami z redakcji o tym tekście i ulubionych pustynnych grach, ktoś rzucił: napisz o Dune: Awakening. Odpowiedziałem, że nie – to nie mój świat, nie moja gra, a tekst ma opowiadać o tych pustyniach dla mnie najważniejszych – takich, których jeśli nawet nie cierpiałem, to spędziłem na nich dużo czasu (choć akurat może do Dune Awakening warto wrócić, bo niedawno wprowadzono do gry tryb dla pojedynczego gracza). Zamiast więc Awakening cofniemy się do momentu, gdy pustynne, drogocenne piaski Arrakis przemierzałem jako dziecko. Gry Dune 2, a w szczególnie Dune 2000 były dla mnie jednymi z pierwszych RTS-ów, z którymi miałem kontakt. Z tym charakterystycznym UI (panel budynków po prawej stronie zajmował ćwierć ekranu) stykaliśmy się potem jeszcze wiele, wiele razy przy innych grach takich jak seria C&C, a dziś chociażby Tempest Rising.
RTS-owa Diuna była cholernie grywalna i wylała fundament pod to, co później widzieliśmy w serii Command & Conquer. Budowaliśmy więc swoją bazę; mieliśmy rafinerię, do której naszym harvesterem przewoziliśmy surowiec, stawialiśmy silosy, aby Przyprawę przechowywać i budowaliśmy jednostki. Co jakiś czas pojawiał się oczywiście ikoniczny czerw, który potrafił naszego harvestera (albo pół oddziału) połknąć. Oczywiście chodziło o wojnę i pokonanie innych frakcji.
Dziś do Dune 2000 już nie wracam, ale wspominam najczulej (warto jednać, jeśli chcecie RTS-a flirtującego z Frankiem Herbertem, ale jednak radykalnie innego niż Diuna z lat 90, dać szansę Dune: Spice Wars). Co ciekawe, gdy tylko o tej grze myślę, mam w głowie kolor pomarańczowy. Bo wszystko w tej grze było jeszcze bardziej pomarańczowej niż wyobrażenia Amerykanów o Meksyku.
