Recenzja The Blood of DawnwalkerInteraktywna mapa Gothic RemakePoradnik do DawnwalkeraWszystko o Wiedźmin 3: Dziki Gon - Remaster
Szukaj...
Kolorystyka
Wyświetlanie

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl

W RetroSpace poczułem się jak 25 lat temu. Ten duchowy następca System Shocka 2 nie traktuje gracza jak idioty

RetroSpace to list miłosny do klasycznych immersive simów, w którym System Shock 2 spotyka się z BioShockiem, horror science fiction z komedią. Pikselowata laurka dla dawnych hitów przypomniała mi, jak bardzo brakuje takich gier od dużych wydawców.

W RetroSpace poczułem się jak 25 lat temu. Ten duchowy następca System Shocka 2 nie traktuje gracza jak idioty

„Dzicy dżentelmeni” to studio, którego znakiem rozpoznawczym stały się gry z antropomorficznymi zwierzętami, na czele ze świetnym debiutem Chicken Police - Paint it Red. Może więc odrobinę dziwić fakt, że ich najnowsze dzieło to rasowy immersive sim w każdej linijce kodu! Gra, w której liczba „451” pojawia się we wszystkich pierwiastkach i potęgach! I wreszcie - gra, która jest autorską mieszanką pomysłów i niekończących się nawiązań do tytułów kończących się na „shock”.

RetroSpace, bo to tej produkcji jest mowa, to wypisz wymaluj System Shock, System Shock 2, BioShock, Prey i parę innych tytułów, okraszony toporną, pikselowatą grafiką, mającą przywoływać wspomnienia gier z drugiej połowy lat 90. Hołd? Duchowy spadkobierca? List miłosny? Jak najbardziej! Jedna rzecz trochę mi jednak mniej pasuje. Twórcy wypełnili bowiem grę humorem, całkiem dobrym, celnym, śmiesznym, tylko trochę mi się on kłóci z atmosferą wymarłego statku kosmicznego, na którym „coś poszło nie tak”, a my odkrywam co. RetroSpace stoi więc w rozkroku pomiędzy horrorem science fiction, a komedią i pastiszem immersive simów, no i czasem nie wiadomo, czy się śmiać, czy bać, co trochę burzy klimat.

RetroSpace, The Wild Gentlemen / Kwalee, 2026.

„Shock” za „shockiem”, czyli hołd dla klasyki

Początek jest jednak na poważnie. Zostajemy wybudzeni z komory kriogenicznej, w futurystycznych wnętrzach leżą zakrwawione zwłoki załogi czy też pasażerów, coś się pali w jakimś kącie, w tle słychać alarm. Stopniowo odkrywamy, że jesteśmy zwykłym dozorcą, woźnym, który jako jeden z nielicznych ocalałych na statku kosmicznym Aurora ma spróbować zaprowadzić porządek po tym, co się stało, bo może da się jeszcze wszystko naprawić.

Okazało się, że Aurora 5 to jeden ze statków, który wyruszył kolonizować kosmos po tym, jak na Ziemi stało się coś złego, tyle że po drodze wpadł w czarną dziurę, co z kolei poniosło za sobą różne konsekwencje. Począwszy od uszkodzeń technicznych, przez zmiany biologiczno-genetyczne, po utknięcie w jakieś pętli czasoprzestrzennej. Jest w tym trochę przekombinowania, jednak kilka „shocków” jakoś trzeba było połączyć, a w miarę dokładania do tego kolejnych kawałków historii czy przenoszenia się w czasie o 37 lat do przodu i z powrotem historia staje się całkiem intrygująca. No, a gdy na ścianie widzimy napisane krwią „Remember Aurora”, to już wiemy, że jesteśmy w domu – to znaczy w „szoku”, w nowym „shocku” do ogrania!

RetroSpace, The Wild Gentlemen / Kwalee, 2026.

451 powodów, by pokochać RetroSpace

Te nawiązania do sequela arcydzieła Looking Glass Studios rozpoczynają się jeszcze w menu głównym, zanim rozpoczniemy rozgrywkę. Jeden z wyższych poziomów trudności ma nazwę „1999”, a więc rok premiery System Shocka 2, z którego RetroSpace bierze cały szkielet rozgrywki oraz fabuły. Mamy więc przymusową pobudkę z komory kriogenicznej, jest dryfujący w kosmosie, prawie wymarły statek, są zainfekowani członkowie załogi oraz roboty, z którymi trzeba walczyć, są audiologii i notatki, z których dowiadujemy się stopniowo, co się stało. Oczywiście nie zabrakło żeńskiej sztucznej inteligencji, i to w dwóch egzemplarzach. Mia jest o wiele bardziej ludzka, pragnąca wyrwać się ze swoich ograniczeń. Amira z kolei to jej o wiele bardziej bezduszna „siostra”, służbistka nie wychodząca poza ramy tego, do czego została zaprogramowana.

Jest też hakowanie, mnóstwo ukrytych przejść, skrótów, schowków, drzwi, które można otworzyć dopiero po jakimś czasie oraz absolutny brak podpowiadania czegokolwiek. Dostajemy jedynie dość ogólne hasło z zadaniem do wykonania, a to gdzie iść, którędy i co robić, musimy już rozwikłać samodzielnie. Niestety, wśród dziewięciu wersji językowych nie ma polskiej, a opisy w stylu: „Ten kod nie jest już aktualny. Od pierwszej cyfry należy odjąć pięć, a od wszystkich kolejnych o jeden mniej” sprawiają, że bez uważnego czytania i słuchania wszelkich wiadomości przejście gry może być niemożliwe.

RetroSpace, The Wild Gentlemen / Kwalee, 2026.

Kody są zresztą pochowane w różny kreatywny sposób. Raz będą to pojedyncze cyfry nabazgrane lub wyświetlone w zupełnie randomowych miejscach lokacji, np. na ścianie w toalecie i na ekranie komputera o wiele dalej, które będzie trzeba jakoś poskładać. Innym razem kod może być ukryty pod kałużą krwi, bo jako prawdziwy dozorca, na wyposażeniu mamy spray do czyszczenia brudów. Nie zawsze zresztą kod jest niezbędny. Czasem wystarczy wyłamanie kratki przewodu wentylacyjnego, do którego można wejść jedynie po ustawieniu piramidy z pudeł.

Tworzenie takich konstrukcji, by gdzieś się dostać to jeden z patentów RetroSpace, a lokacje są ogólnie świetnie zaprojektowane pod kątem myszkowania i eksploracji, która ciągle wynagradza naszą ciekawość. Podobnie jest z walką, która zachęca gracza do szukania alternatywnych rozwiązań. Ciche zachowanie pozwala unikać starć, możemy też używać sprayu z wodą, olejem lub kwasem, by eliminować wrogów w kreatywny sposób.

I tak jak w klasycznych Shockach, jest tu sporo backtrackingu, czasami urozmaiconego skokami w czasie, do praktycznie postapokaliptycznej wersji danej lokacji. Nie spodobało mi się jednak to, że raz po raz jesteśmy teleportowani gdzieś bez ostrzeżenia, po prostu triggerując znienacka jakiś skrypt, przykładowo po przekroczeniu progu pomieszczenia. Przy takiej dawce błądzenia po lokacjach potęguje to jeszcze dezorientację.

RetroSpace, The Wild Gentlemen / Kwalee, 2026.

Byłbyś łaskaw, drogi dozorco…?

Nawiązania do System Shocka to jedno. Równocześnie pojawiają się oczywiste inspiracje BioShockiem. Tajemniczy doktor Nebula przez radio wydaje się nam pomagać, a przy okazji prosi o przysługi, by coś dla niego zdobyć. Jednocześnie nikt inny go nie zna, postacie kwestionują, czy ktoś taki jest w ogóle prawdziwy - czyżby kolejny Atlas? Na tym nie koniec. Jeszcze bardziej z grą Kena Levine’a kojarzą się mutamody, czyli odpowiedniki plazmidów. Większość przeciwników to dziwne hybrydy człowieka z ćmą, muchą, świnią czy kwiatem – przypadki, gdzie mutowanie poszło za daleko. Nasz dozorca ma jednak możliwość zaaplikowania sobie przydatnych mutacji, które pomagają w walce, skradaniu się i eksploracji.

Modyfikacja genów ma jednak i złe strony. W RetroSpace mamy coś na wzór komór Vita Chambers, w których odradzamy się po zgonie, a w zasadzie to klonujemy tam swoją poprzednią postać. W zależności od wybranego poziomu trudności możemy przy tym stracić wyposażenie (które da się odzyskać), ale najciekawszym patentem są losowe defekty genów, które mogą się pojawić przy takim klonowaniu. Zamiast zwykłego respawnu okazuje się, że nagle cierpimy na schizofrenię i mamy dziwne zwidy albo zespół Tourrette’a i nasze przeklinanie zwabia wrogów. Mogą być też problemy z jedzeniem, co wpływa na odnawianie zdrowia albo różne fobie. Na szczęście jest też mechanika oczyszczenia swojego DNA i ogólnie tworzy to bardzo ciekawą, złożoną mechanikę pełną zależności zamiast zwykłego odradzania po zgonie.

RetroSpace, The Wild Gentlemen / Kwalee, 2026.

Wreszcie, BioShockowa jest także cała otoczka retro. W Rapture dominował styl art deco z lat 20 i 30. minionego wieku, tu mamy natomiast erę disco początku lat 70. Nie jest ona aż tak widoczna, jeśli chodzi o wygląd sprzętów i mebli, bo grafika jest zbyt uproszczona i bardziej kojarzy się ze stylem komiksowym. Są jednak detale, które potrafią to odpowiednio zasugerować, choćby w postaci pokoju z kulą disco i odpowiednią muzyką. Sama Aurora ma też miejsca – jak Nexus Plaza z wielką statuą na środku – kojarzące się z przepychem Rapture.

Horror przeplatany śmiechem

Do „shockowych” klimatów horroru science fiction oraz dystopii RetroSpace dodaje też coś od siebie: komedię, humor, pastisz. W jednym z pierwszym audiologów, jakie znajdujemy, autor najpierw opowiada coś przejętym głosem, a potem stwierdza, że musi przestać nagrywać wiadomości aż tak dramatycznym głosem, bo sam się tego boi. Podnosząc hełm lub shotgun, nasz bohater obraca je w rękach dokładnie tak, jak robił to Doomguy w ostatnich odsłonach. Inżynier, który wyposaża nas potem w stół do craftingu ulepszeń wyposażenia sam śmieje się z tego, że dawniej nazywał się Porky, a teraz przez mutację ma głowę prosiaka.

RetroSpace, The Wild Gentlemen / Kwalee, 2026.

Takich komediowych akcentów jest dużo więcej, nie wspominając o tym, że na Aurorze jest parę ocalałych, pokojowo nastawionych osób, z którymi można porozmawiać osobiście, nie przez radio. Wszystko to trochę niszczy atmosferę wymarłej stacji w kosmosie, atmosferę horroru science-fiction. Rozumiem, że taki właśnie był zamysł autorów, nie jestem jednak pewien, czy takie połączenie mi odpowiada.

RetroSpace pokazuje, czego brakuje współczesnym grom

Czas spędzony przy RetroSpace uświadomił mi jeszcze, jak bardzo brakuje mi takiej gry zrobionej z dużym budżetem, z jakością, do jakiej przyzwyczaiły nas najlepiej oceniane tytuły AAA. Indyki hołdujące klasyce i w gameplayu, i w stylu graficznym są OK, ale wyobraźmy sobie RetroSpace w oprawie wizualnej, jak w nadchodzącym Metro 2039. I bez żadnej taryfy ulgowej, żadnych znaczników i pomocy co robić, gdzie iść, co wpisać. Błądzenie po statku, kiepska mapa, duży poziom trudności i absolutny brak prowadzenia za rękę powinny być jedynymi zapożyczeniami z dawnych gier, zamiast oprawy graficznej.

Szkoda, że zamiast nowego BioShocka, nowego, wysokobudżetowego System Shocka, powstają gry za dziesiątki milionów dolarów, które przechodzą się same nawet gdy pad wypadnie nam z rąk. Póki co RetroSpace ma bardzo dobre recenzje, ale jest ich niewiele. Warto to zmienić - warto dodać ich więcej, informować znajomych, że pokazała się kolejna świetna gra, która może nie wygląda zjawiskowo, ale za to nie traktuje gracza jak idioty, tylko daje mu niezwykle satysfakcjonujące wyzwanie. A jak dla niektórych będzie to szok, to tak ma właśnie być!

RetroSpace

RetroSpace

PC PlayStation Xbox Nintendo
Data wydania: 1 października 2026
RetroSpace - Encyklopedia Gier
8.9

Steam

Oceń Grę

Dariusz Matusiak

Autor: Dariusz Matusiak

Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu Recenzji i Publicystki GRYOnline.pl. Czasem pisze też o filmach i technologii. Gracz od czasów świetności Amigi. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl