Grałem w remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time. Na żywo wygląda znacznie lepiej niż na zwiastunach, a polska wersja ma charakter
Po pierwszych trailerach opinie na temat nadchodzącego remake'u The Legend of Zelda: Ocarina of Time były dość podzielone; ja miałem okazję już troszkę w niego pograć i ocenić, jak nowa oprawa - i polska wersja językowa - sprawdzają się w praktyce.
W zeszłym miesiącu miałem przyjemność uczestniczyć w zamkniętym pokazie nadchodzącego remake’u The Legend of Zelda: Ocarina of Time na konsolę Nintendo Switch 2 – przejść kilka fragmentów rozgrywki, a także sprawdzić polską wersję językową gry. Jak kultowa klasyka przetrwała spotkanie ze współczesnością? Zapraszam do moich wrażeń z pokazu.
Graficzny przepych i rewolucja
Pamiętam, że przy pierwszym pokazie właściwej rozgrywki z odświeżonej wersji Ocarina of Time miałem mieszane uczucia co do warstwy wizualnej. Dość realistyczne otoczenie oraz oświetlenie niezbyt dobrze współgrało w moim odczuciu z lekko baśniową estetyką gry pełną jaskrawych kolorów oraz charakterystycznych designów postaci. Z tego też powodu odetchnąłem z ulgą, gdy udało mi się zasiąść do gry. Remake OoT wygląda bowiem na żywo znacznie lepiej, niż sugerują to trailery.
Pierwsza część dema obejmowała początkowe obszary lasu Kokiri oraz wnętrze drzewa Deku. To właśnie w tych lokacjach skrytych pod gęstymi koronami drzew obawiałem się doświadczyć przesadzonych w mojej opinii światłocieni, które zapamiętałem z trailera. Na żywo okazało się jednak, że gra w ruchu wygląda bardzo dobrze. Wioska dzieci lasu w nowej odsłonie wypada bardzo urokliwie, a wyraziste cienie nie tyle rozpraszały, ile oddawały baśniowy klimat leśnej lokacji. Duża w tym rola również bardzo szczegółowo wymodelowanego otoczenia pełnego różnorodnych kształtów, faktur oraz tekstur. Nasycenie ekranu detalami naprawdę pomagało we wczuciu się w atmosferę lokacji.
Do podobnych wniosków doszedłem w kolejnej części prezentacji, gdzie miałem okazję pozwiedzać Podzamcze Hyrule. Osoby, które miały kontakt z oryginalną grą (lub remasterem z 3DS-a) zapewne pamiętają, że lokacja ta pierwotnie stanowiła zestaw ekranów ze statycznie umieszczoną lub obracającą się wokół własnej osi kamerą. OoT na Switcha 2 zmienia ten stan na rzecz pełnoprawnej przestrzeni, po której gracz może swobodnie się poruszać i obracać kamerą.

Miasteczko pod zamkiem nabrało kolorytu i dodatkowego wymiaru.The Legend of Zelda: Ocarina of Time, Nintendo, 2026.
Poza placem z fontanną Link może dodatkowo pozwiedzać teraz kilka przylegających ulic. Spacerując po okolicy, zwróciłem uwagę na to, z jak dużą szczegółowością oddane zostały fasady budynków. Spore wrażenie robiło także światło przebijające się pomiędzy dachami domów. Nowa „Okaryna” nie jest jedynie PROJEKTOWO dobrze wyglądającą grą. Jest graficznie ładna tak PO PROSTU i zdecydowanie podkreśla graficzny skok pomiędzy dwiema generacjami hybrydowej konsoli Nintendo.
Pomimo początkowych wątpliwości, ostatecznie cieszę się, że twórcy nowej Ocarina of Time zdecydowali się na kierunek oparty na pełnej ornamentów, szczegółowej i przepełnionej kolorami grafice. Styl ten dobrze współgra z lekko baśniowym klimatem całej gry. Stanowi to też miłą odskocznię po ostatnich, open-worldowych odsłonach cyklu. Breath of the Wild i Tears of the Kingdom, pomimo spójnej i konsekwentnie zrealizowanej wizji artystycznej, były graficznie dość konserwatywne i minimalistyczne. Być może pora na to, by nieco przełamać ten schemat.

Leśna świątynia wygląda teraz nawet... względnie przytulnie.The Legend of Zelda: Ocarina of Time, Nintendo, 2026.
Trzecią lokacją dostępną w ogrywanym demie była Forest Temple. I choć generalny układ świątyni się nie zmienił, to nowa szata graficzna mocno zmieniła jej charakter. Gołe, ceglane ściany i surowe pomieszczenia ustąpiły drewnianym, nieco bardziej kolorowym wykończeniom, przywodzącym na myśl bardziej dworek niż przytłaczający zamek. Zakładam, że zmiana stylu graficznego może wpłynąć w podobny sposób na zmianę atmosfery wielu innych lokacji.
Nieco mniej do powiedzenia mam niestety w kwestii warstwy audio. Utwory przygrywające w każdej z lokacji stanowiły świeże aranżacje znanych motywów z oryginału. Fani klasycznej odsłony z pewnością poczują się tutaj jak w domu. I choć nowe wersje przypadły mi do gustu, to z ostateczną oceną soundtracku wstrzymam się do momentu zagrania w pełną wersję gry.
Rozgrywkowy konserwatyzm z kilkoma udogodnieniami
Choć w warstwie wizualnej OoT w wersji na Switcha 2 zmieniła się drastycznie, to w kwestii samej rozgrywki zmiany są dużo subtelniejsze, choć wciąż obecne.
To co nie uległo zmianie to ogólny charakter rozgrywki. Wciąż mamy tutaj do czynienia z klasyczną formułą Zeldy (definiowanej zresztą przed laty przez oryginał na Nintendo 64): z trzeciosobową, przygodową grą akcji, w której głównym daniem jest eksploracja rozbudowanych dungeonów wypełnionych zagadkami oraz przeciwnikami. Jasne, w grze nie brakuje pobocznych aktywności (minigierki, pomniejsze zadania) oraz elementów innych gatunków, ale ogrywane demo utwierdziło mnie w przekonaniu, że nowa OoT nie planuje raczej zmieniać formuły oryginału opartej na liniowej progresji oraz balansowaniu pomiędzy eksploracją, walką i zagadkami.

Weterani serii szybko skojarzą ogólny układ przestrzeni.The Legend of Zelda: Ocarina of Time, Nintendo, 2026.
Paralele do gry z 1998 roku idą jednak krok dalej. Rozmieszczenie pomieszczeń oraz zagadek odwzorowane zostało na tyle wiernie, że wielu fanów, którzy zjedli zęby na oryginalnej grze będzie mogło nawigować przez dużą część gry z pamięci. To kolejny sygnał sugerujący, że celem Nintendo jest jak najwierniejsze oddanie ducha oryginału, bez przesadnej interwencji w sam rdzeń struktury.
To, czy uznamy taki stan rzeczy za wadę bądź zaletę, będzie kwestią mocno indywidualną. Fani oryginału oczekujący rewolucji mogą rozczarować się nieco sztywnym trzymaniem się ram oryginalnej gry. Z drugiej jednak strony mówimy tutaj o remaku niemal 30-letniej gry, która bądź co bądź przeszła do historii branży jako jeden z najwyżej ocenianych tytułów w ogóle. Odświeżona, ale wierna oryginałowi wersja może dać szansę na doświadczenie tej przygody całemu pokoleniu graczy, którzy w innej sytuacji nie sięgnęliby po archaiczny tytuł z końca poprzedniego wieku. Premiera oraz odbiór gry zapewne pokażą, która z tych narracji okaże się dominująca.
Zachowanie ogólnego formatu rozgrywki nie oznacza jednak, że w warstwie gameplayowej nie zaszły żadne zmiany. Największe zmiany w moim odczuciu dotyczą ogólnej motoryki postaci. Link stał się dużo zwinniejszy i zręczniejszy, a samo sterowanie wydaje się bardziej responsywne.

Niektóre efekty mogły wybrzmieć w nowej wersji.The Legend of Zelda: Ocarina of Time, Nintendo, 2026.
Schemat sterowania mocno czerpie z ostatnich odsłon cyklu, tych z otwartym światem. To dobra zmiana, znacznie poprawiająca komfort zabawy. Pamiętajmy, że oryginał projektowany był z myślą o przedziwnym, trójzębnym padzie N64 wyposażonym zaledwie w jedną gałkę analogową. Wierność wobec rozgrywki oryginału to jedno, ale pewne rozwiązania zdecydowanie warto uwspółcześnić.
Choć nie miałem narzędzi pozwalających mi potwierdzić moje przypuszczenia, gra w zadokowanym trybie działała bardzo płynnie, przypuszczalnie zbliżając się do okolic 60 klatek na sekundę.
Hylianie nie kukuraki i swój język mają
Tym, co najbardziej spodobało mi się podczas pokazu, była możliwość przetestowania polskiej wersji językowej gry. Tym milej mi zakomunikować, że lokalizacja okazała się naprawdę dobra!
Ocarina of Time wspiera nasz język jedynie w formie napisów. Nie jest to jednak duży problem, biorąc pod uwagę fakt, że wiele postaci w grze wciąż porozumiewa się wyłącznie tekstem pisanym. Brak polskiego dubbingu wynagradza jednak jakość samego tłumaczenia, w której wyraźnie czuć filozofię lokalizacji widzianą do tej pory w kilku innych produkcjach na Switcha 2 (Bananza, Super Mario Wonder).
Tłumacze chętnie bawią się językiem, dość swobodnie tłumacząc nazwy własne. Moim faworytem była biegająca po rynku dziewczynka, która złościła się, gdy podnosiliśmy ściganego przez nią KUKURAKA (org. Cuccos - hyliański odpowiednik kurczaków). Postacie w grze nie stronią też od archaizmów i rzadziej spotykanych form, co jeszcze bardziej buduje lekko bajkowy i fantastyczny klimat całej opowieści.
Liberalne podejście do lokalizacji nie popada jednak w przesadę. Mam wrażenie, że całkiem nieźle zachowany zostaje balans pomiędzy stylizacją, a powagą historii. Na żadnym etapie nie czułem, że dialogi popadają w przesadną śmieszność.
Naprawdę cieszę się, że po latach narzekań i próśb w końcu doczekaliśmy się pełnoprawnych lokalizacji. I do tego takich z charakterem. Panie Link, witamy w Polsce.
Jest na co czekać
Nie będę ukrywać, że pokaz The Legend of Zelda: Ocarina of Time na Switcha 2 mocno rozbudził moje oczekiwania wobec nadchodzącej gry. Pomimo początkowych obaw związanych z wyrazistym kierunkiem artystycznym, faktyczne doświadczenie gry osłabiło mój niepokój. Odświeżenie drobnych elementów rozgrywki przy jednoczesnym zachowaniu ogólnej struktury oryginału każe sądzić, że na fanów Zeldy czeka prawdziwa uczta.
Mam nadzieję, że pełna wersja gry sprosta pokładanym w niej oczekiwaniom i pozwoli nowym pokoleniom graczy doświadczyć tego ponadczasowego tytułu.


