Final Fantasy X – pustynia było tylko etapem, ale zapadała w pamięci. Nienawidziłem pustyni w Diablo 2, ale nigdy jej nie zapomnę. Oto 10 pustynnych światów, które zapisa
- Journey było podróżą przez wyjątkowo dźwięczną i tajemniczą pustynię
- Assassin’s Creed Origins to być może wciąż najlepiej wykonana pustynia w historii gier
- Mad Max to adaptacja filmu, która nie jest adaptacją filmu
- Dune 2 i Dune 2000 wymyśliły pomarańczowy filtr meksykański (oraz definicję RTS)
- Final Fantasy X – pustynia było tylko etapem, ale zapadała w pamięci
- Diablo 2 i Lut Gholein – nienawidziłem tego miasta!
- World of Warcraft – śmierć w Crossroads i droga przez Durotar do Orgrimmaru
- Uncharted 3 pokazuje, jak powinny wyglądać gry akcji na pustyni
- Fallout: New Vegas było pustynią radioaktywną, ale wciągającą
- Counter-Strike i de_dust2 to pustynia, na której poznałem Waszą matkę
Final Fantasy X – pustynia było tylko etapem, ale zapadała w pamięci
Producent: Square Enix
Rok wydania: 2001
To wybór, który z pewnością Was zdziwi – pustynny poziom w dziesiątej odsłonie starszej od wielu naszych czytelników serii Final Fantasy nie jest ani szczególnie długi, ani nie wyróżnia się na tle reszty etapów produkcji. Ale jednak – ta pustynia zapadła mi w pamięci, bo FFX było wspaniałą grą, z którą spędziłem mnóstwo czasu na kilku platformach (i wracam do niej co jakiś czas do dzisiaj). Pamiętam, że gdy w końcu jakoś na początku lat 2000 udało mi się zdobyć PS2 ciężko zarobionymi pieniędzmi rodziców, zapomniałem o karcie pamięci. Nim ta przyszła Pocztą Polską do domu, grałem w FFX przez tydzień, każdego dnia rozpoczynając grę od początku (na PS2 grę zapisywało się na specjalnych kartach pamięci).
Na Wyspę Bikanel i pustynię Sanubia trafiamy mniej więcej za połową gry, gdy powoli, powoli zaczynamy rozumieć, że prawdziwy świat Spiry z Final Fantasy X nie jest tak kolorowy, jak próbowała nam to pokazać oprawa graficzna gry. I nie chodzi tylko o terroryzującego cywilizację potwora Sina. Ta religia i zwyczaje, którym przypatrujemy się od początku, zamiast sposobem na zbawienie, są tak naprawdę próbą utrzymania statusu quo zwichniętej, zniszczonej Spiry. Konflikt między plemieniem Al Bhed, budującymi łamiące religijne prawo maszyny, a resztą Spiry to jeden z tematów pobocznych gry, a Bikanel/Sanubia to lokacja, w której trafimy do domu plemienia Al Bhed.
To nie jest najpiękniejsza pustynia w grach – ten biom opiera się raczej na prostych żółtych teksturach pokrywających wydmy przestrzelone skałami i sporadycznymi oazami. Ale to jeden z kolejnych etapów wędrówki drużyny Tidusa i Yuny w czasie ich Pielgrzymki, który zapadł mi w pamięci. Bo tym była ta gra właśnie – pielgrzymką. Final Fantasy X nawet dziś jest bardzo grywalną produkcją i wcale nie odstrasza grafiką. Jeśli tylko macie taką możliwość, spróbujcie odwiedzić pustynię Sanubia i pobiegajcie japońskim Leonardo DiCaprio.

