Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość pozostałe 17 lutego 2006, 18:50

autor: Redakcja GRYOnline.pl

Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie

CEO Atari – Bruno Bonnell – poinformował dziś, że firma zamierza sprzedać pięć znajdujących się w jej posiadaniu studiów deweloperskich oraz uszczuplić obsadę swojego przedstawicielstwa w Stanach Zjednoczonych. Ups.

CEO Atari – Bruno Bonnell – poinformował dziś, że firma zamierza sprzedać pięć znajdujących się w jej posiadaniu studiów deweloperskich oraz uszczuplić obsadę swojego przedstawicielstwa w Stanach Zjednoczonych. Ups. Czuję wyraźny niepokój w krzyżach, gdy wydawca, od którego cała zabawa się w zasadzie zaczęła, wyrzuca wcale-nie-taki-zbędny balast, by jeszcze przez chwilę nie zatonąć. Jest w tym pewien symboliczny, egzystencjalny smutek.

Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie - ilustracja #1
Na zeszłorocznych targach E3 Atari jeszcze na brak pieniędzy nie narzekało.

Pod młotek pójdą studia: Reflections (Driver 4), Melbourne House (Test Drive na obecne konsole), Paradigm (Stuntman 2), Shiny Studios (pracujące nad nie ogłoszonym tytułem) i Eden Studios (Test Drive dla next-genów). Bruno Bonnell argumentuje, że to nic takiego, bo i tak Atari zamierza się skupić na współpracy z zewnętrznymi studiami, miast łożyć pieniądze na utrzymanie własnych, jednak... Nie trzeba być wielkim prorokiem, by dostrzec, że nawet jeśli za parę miesięcy będziemy czytać o „przezwyciężonych problemach finansowych Atari”, to i tak potencjał wydawcy ulegnie znaczącemu zmniejszeniu. Nie trzeba być wielkim prorokiem, by spodziewać się raczej nagłówków typu: „z dniem (tu jasnowidzenie może się przydać) firma Atari ogłosiła upadłość”.

Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie - ilustracja #2
Założyciel Atari, Nolan Bushnell.

Minęły 33 lata, odkąd Nolan Bushnell wraz z Tedem Dabney’em zarejestrowali nazwę Atari – tak, Atari jest w wieku chrystusowym – i są to 33 lata jakże dynamicznego rozwoju gier video – takich dla każdego, nie tylko stanowiących zabawkę zamkniętych w schronach naukowców. Od tamtego czasu zdążyła się już raz noga zasłużonej firmie poważnie powinąć... Jej nazwa stanęła na nogach za pieniądze Infogrames. Czy i kto ją podniesie, jeśli upadnie ponownie?

Borys „Shuck” Zajączkowski

Łosiowy przegląd niesportowy

W tym tygodniu swą cześć myśli postanowiłem poświecić tylko na rzeczy „fajne” i to „fajne” z mojego, samczo-gadżeciarsko-niepoważnego punktu widzenia. Zatem na pierwszy ogień leci nowa modelka, która ma „robić” za rzeczywistą Larę Croft. Kobita, nie powiem jest „fajowa”, taka normalna, ze wszystkim, dosłownie wszystkim, na swoim miejscu. Poniżej zdjęcie tej niewiasty... Aha, zapomniałbym o jej imieniu i nazwisku. Oto przed wami Karima „Lara Croft” Adebibe.

Jak już popodziwialiśmy panią Croft, to teraz przejdźmy do kolejnego „fajowego” aspektu życia faceta – gadżety – gdzie Nintendo zafundowało nam nie lada ucztę. Na pierwszy ogień rzućmy projekt pada do konsoli Revolution, którym pokierujemy nie rękami lecz nogami!!!. Na razie zdjęć „cuda” brak. Ale już jeżeli chodzi o nowe bajery do DS-a, to tu mamy już co pokazać. Chłopcy z Japonii otrzymają niedługo cyfrowy tuner telewizyjny, a także specjalną wersję przeglądarki internetowej Opera.

Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie - ilustracja #4
Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie - ilustracja #5

Ponadto Nintendowski dwuekranowiec dostanie bajerancki i elegancki 4 GB dysk twardy, co znacznie wzbogaci jego możliwości multimedialne. Po prostu odjazd.

Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie - ilustracja #6

Kolejne „fajne” rzeczy to premiera Star Wars: Empire At War, gry strategicznej osadzonej w słynnym gwiezdnym uniwersum, której demo dosłownie przyspieszyło bicie mego serca. Opracowana przez developerów z byłego Westwood Studios może na nowo rozbudzić mą niegdysiejszą miłość do RTS-ów. Czekam już na przesyłkę z Imperium. :D

Aż dziw bierze, ale drugi „fajny” tytuł jaki wymienię, również bazuje na świecie Star Wars, nazwa jego brzmi LEGO Star Wars II: The Original Trilogy. Zapowiadają się kolejne godziny znakomitej zabawy z synem, w trybie kooperacji.

Trzecia gra to produkcja „z nikąd”. Ot przypadkiem natknąłem się na w wzmiankę o niej w Internecie i z marszu poszło zlecenie na newsa na Gry-OnLine. Ładna, kreskówkowa grafika, zabawny bohater z połową mózgu na wierzchu i jego dziwne perypetie. Myślę że warto się nią zainteresować.

Myśli nieprzemyślane - Legenda tonie - ilustracja #7

Przemysław „Łosiu” Bartula

Konsole. Nie dla tetryków?

Ostatnimi czasy wyraźnie zaobserwowałem wzrost skierowanych pod adresem konsol narzekań rdzennych pecetowców, które to konsole rzekomo winne są uproszczeniu gier. Pomimo, iż konsolowiec ze mnie jak z... w każdym razie konsolowiec ze mnie żaden, to przyznam, że śmieszy mnie taka generalizacja. To oczywiste, że developerzy niektóre gry upraszczają do maksimum, korzystając ze sprawdzonych marek liczą na przypływ nowych fanów, problem w tym, że konsole są temu bogu ducha winne. Na każdą z platform, od DS’a poczynając, znajdziemy rozbudowane perełki i prościutkie gry dla mniej zaawansowanych. Dlaczego o tym piszę... Bolesnej kastracji został poddany wydany właśnie Rainbow Six: Lockdown i zapowiadany Panzer Elite: Action, który z hardkorowego symulatora czołgu zmienił się w całkiem przyjemną i ładnie wyglądającą nawalankę. Fani Rainbow Sixa i pierwszego Panzer Elite’a będą zapewne zdegustowani i powyższych gier nie zakupią, ale ich miejsce zajmą pewnie mniej doświadczeni gracze... Chociaż to, czy zajmą, zobaczymy po wynikach sprzedaży.

Lockdown dla mnie akurat to spore rozczarowanie, kilka lat temu sporo zagrywałem się w pierwszego Rainbow Sixa, Raven Shieldowi też sporo czasu poświęciłem i gdy przeczytałem, że czwarta odsłona będzie pozbawiona fazy planowania, w głowie zapaliło się żółte światło, ale przypomniawszy sobie SWAT-a, również pozbawionego planowana, spałem spokojnie. Rzeczywistość, jednak całkowicie ostudziła mój entuzjazm (polecam demo i recenzję Strangera, która lada dzień pojawi się w naszym serwisie). Z taktycznej gry akcji zrobiono dość przyzwoitego shootera, który niestety z serią Rainbow Six wiele wspólnego nie ma.

Teraz przynajmniej wiem, jak się muszą czuć ortodoksyjni fani Commandosów, po zagraniu w najnowszą odsłonę serii, za którą szczerze mówiąc nigdy nie przepadałem. Trójka ewidentnie cierpiała na syndrom zjadania własnego ogona. Pyro na szczęście poszło po rozum do głowy i udało im się stworzyć produkt który powinien zadowolić fanów Commandosów (może poza wspomnianymi wcześniej ortodoksami) i przysporzyć serii nowych graczy, jednego, w postaci mojej skromnej osoby już mają. Nie będę się rozwodził nad tym, co mi się w becie nowych Commandosów podobało, a co nie, ale dawno tak przyjemnie nie spędziłem czasu. Pyro uprościło wszystko to, co mnie denerwowało, dodało trochę strzelania, wszystko wymieszało i umieściło w trójwymiarowym środowisku. Dla mnie bomba, a dla reszty graczy?

Zmiana w każdej serii jest dotkliwa dla wiernych fanów, niezależnie, czy twórcy upraszczają zasady, czy drastycznie je komplikują. Wszystko w przemyśle growym przecież kręci się wokół pieniędzy i jacyś włodarze w wielkich koncernach wpatrzeni w Excela z wynikami sprzedaży dyktują warunki i rzeźbią rynek gier. Zawiało pesymizmem, jednak nie jest źle. Patrzcie, ile mamy świetnych gier zapowiedzianych, jak i wydanych ostatnio, tylko czasu brak, żeby w nie wszystkie zagrać, ups znowu zawiało pesymizmem, coś dla kontrastu... Mam! Jak będę na emeryturze, to nadrobię wszystkie zaległości... o ile jako tetryk będę w stanie utrzymać myszkę... Ale zawsze przecież zostają turówki. :-)

Łukasz „Verminus” Malik

Powiązania do myśli