Na styku akcji i RPG. Najlepsze hack’n’slashe dawniej i dziś - mój osobisty ranking, z którym nie musicie się zgadzać
Na horyzoncie widnieje DLC do Diablo 4, czyli Lord of Hatred, Path of Exile stale rośnie, a GRYOnline wprowadziło funkcję tworzenia osobistych rankingów – to dobra okazja, by wyjść do Was z osobistym top 10 hack’n’slashy.
- 10. Diablo 3: Reaper of Souls
- 9. Sacred
- Path of Exile
- Diablo
- Divine Divinity
- Nox
- Path of Exile 2
- Grim Dawn
- Diablo 4
- Diablo 2 / Diablo 2 Resurrected
Każdy ma swój gatunek gier typu „comfort food”. Choć wychowałem się i dalej kocham FPSy, RTSy, tacticale czy rasowe RPG – najlepszy masaż mózgu fundują mi wyścigi, soulslike’i i hack’n’slashe. Te ostatnie trwają ze mną najdłużej, od czasu, kiedy wujek w kafejce internetowej latem 2000 roku odpalił mi Diablo 2. Wtedy już przepadłem, a na moją wyobraźnię wydano wyrok. Z różną intensywnością obserwowałem ten gatunek przez lata. Wiele tekstów, które tu czytaliście, poświęciłem właśnie hack’n’slashom, a że GOL odpalił nową funkcję, czyli osobiste rankingi, to i redaktorzy mają w tej kwestii coś do powiedzenia – mi w udziale przypadły właśnie izometryczne action RPG.
Tak, to osobista topka. Dlatego nie znajdziecie tu kilku ważnych, wybitnych czy choćby niezwykle lubianych pozycji. Mogę szanować takie tytuły jak Titan Quest, Torchlight, Shadows: Awakening, Dungeon Siege, Last Epoch czy retro-perełki w stylu Throne of Darkness, o którym opowiadam w cyklu retro (a jeszcze parę perełek mam w zanadrzu). Na potrzeby wielu artykułów patrzę daleko poza swoje preferencje, ale tu – chodzi właśnie o te ostatnie. Dlatego zapraszam do sprawdzenia, które produkcje mnie ukształtowały, które cenię w poprzek popularnych opinii, a na które poświęciłem zdecydowanie zbyt wiele godzin i dlaczego. Kolejność nie będzie przypadkowa.
10. Diablo 3: Reaper of Souls
- Rok wydania: 2012
- Producent: Blizzard Entertainment
Zacznijmy od małego paradoksu. Gry, która na początku wkurzyła mnie tak jak i wielu z Was. Dalej uważam ją za bardzo dziwny i nie do końca trafiony moment w historii serii – ten fragment łańcucha DNA, z którym nikt do końca nie wiedział co zrobić, a z którego część przeszczepiono do dużo lepszej odsłony, Diablo IV. Premiera Diablo 3 była wielkim wydarzeniem – entuzjazm szybko przerodził się jednak w rozgoryczenie. Struktura (4 akty) zgapiona z Diablo 2, uproszczony system rozwoju postaci, pozbawiony mroku i pazura klimat, komiksowa fabuła, dom aukcyjny, słaba itemizacja omal nie zabiły tej gry.
Po prostu widać było, że to już robi inna ekipa, która zdecydowanie słabiej rozumie, jak ta seria powinna działać. Niestety, krzywdy zostały wyrządzone. Na szczęście – DLC Reaper of Souls naprawiło część zniszczeń i ocaliło produkcję, przynajmniej na jakiś czas.Kiedy do gry dodano Krzyżowca, to w Diablo 3 zacząłem wtapiać całkiem spore ilości godzin, a przy tym dobrze się bawić. Jakoś przetrzymałem marvelowskie marudzenie o Nefalemach, endgame traktowałem trochę jak pasjansa – rundka w przerwie od zleceń, może dwie, a potem kilka na zmóżdżenie po pracy i dało się żyć. No i trzeba to przyznać – multiplayer sprawiał sporo frajdy.
„Trójka” była kiepskim Diablo – ale jednocześnie niezłym zaproszeniem mniej skoncentrowanych i zdeterminowanych graczy do gatunku. Ostatecznie obniżenie progu wejścia mogło sprawić, że dziś rozmawiamy z większą grupą odbiorców. A w grach o to chodzi, żeby łączyć, a nie dzielić. Ale na kierunek artystyczny narzekam do dziś. Niemniej, już za ilość emocji, które Diablo 3 wzbudziło, a pomimo których dało się grać – miejsce w rankingu się należy.

