Podoba mi się ta gra. Kiedyś nie mogłem się przemóc i rezygnowałem gdzieś w ?. Ale teraz zassało.
To po prostu kawał staroszkolnego FPS-a z ciekawą fabułą i fajnymi bohaterami.
Straszne drewno, które jednak na pewien urok. Pograłem 6 godzin i już mi się nie chce. Przede wszystkim gra jest prosta mechanicznie, lecz niezrozumiała fabularnie i sporo w niej bugów.
Porównania do Gothica zupełnie nie trafione. The Last Oricru wygląda przy Gothicu jak konik na biegunach przy rumaku bojowym.
Niestety nie jest to gra dla mnie. Jestem introwertykiem i w grach szukam uspokojenia i bycia ze swoim bohaterem, a tutaj zewsząd uderzają mnie jakieś bodźce: obcy ludzie, hałasy, jakieś zaskakujące rzeczy, telefony, połączenia, znaczniki, ikony.
Za dużo tego, choć nie ukrywam, że świat został zaprojektowany w sposób olśniewający, a sama gra jest świetna, choć - jak mówię - dla mnie jest tego wszystkiego za dużo.
Mustafa Sulejman. A jakżeby inaczej. Zobaczymy co pan Mustafa zrobi gdy wydarzy się wielki blackout i będzie biegał po ulicach i szukał ludzi do robienia notatek.
Jak dla mnie z całej tej listy wygrywa Dead Space. Taki klimat zaszczucia jak tam jest rzadko spotykany.
O tak, nareszcie dowiedzieliśmy się czegoś istotnego.
Mam inny pomysł na tytuł tego artykułu: "To już pewne - nadal nie znamy daty premiery Gothic Remake".
Jak dla mnie cały ten Epsztajn i jego mistyczne akta to kolejna medialno-polityczna zagrywka dla pieniędzy. Trump przez kilka dni nie powiedział nic głupiego? Dawać Epsztajna. Bomba jądrowa nie spadła na Ukrainę? Dawać Epsztajna. W polityce nuda? Dawać Epsztajna. Strzelaniny w USA się przejadły? Dawać Epsztajna.
Na szczęście podobno jakieś samoloty z USA już lecą w stronę Iranu, więc pewnie poleje się krew. Hieny medialne przez kilka dni będą miały temat. A potem? Dawać Epsztajna.
No, może nie do końca pełna. Bo np. w liczącej już prawie 25 lat trylogii LOTR Petera Jacksona też jest CGI i różne "wirtualne sterydy", a nikt nie płacze, że film jest nieskuteczny.
Może to kwestia konwencji fantasy, która z definicji jest osadzona w odrealnieniu? Któż to wie.
Hip-hop to zupełnie nie moja bajka, ale Gothica kocham, więc dla współwyznawcy Innosa należy się wirtualny skręt z bagiennym zielem.
Ale to prawda: eksploracja wiedzie tutaj prym.
Jedynka miała niesamowity klimat i była jedną z niewielu gier, w których czytałem każdą notatkę.
W świetle prawa nie istnieje coś takiego jak "język śląski". Istnieje dialekt lub gwara.
Nie jest to nawet język regionalny bo ustawa uznająca dialekt śląski za język regionalny została zawetowana. To po pierwsze.
Po drugie, myślę że służby powinny przyjrzeć się kto finansował ten projekt. Być może jest to po prostu fanowska inicjatywa, ale doskonale wiemy kto najczęściej finansuje w Europie wszelkie ruchy separatystyczne. Myślę, że w tym przypadku tak nie jest, ale lepiej dmuchać na zimne.
Chryste, teraz każdy byle news, plotka i fejk na temat Wiedźmina 4 będzie generować trzy razy więcej bełkotu nt. Wiedźmina 3.
Byle tylko wycisnąć z tego jak najwięcej. Niedługo będziemy czytać, że niewiele brakowało, żeby Ciri pękły gacie jak jechała konno, albo że Geralt miał puścić bąka czytając zlecenie na zabicie utopców.
Silent Hill za mocne? Pfff, ktoś tu chyba nie grał w Outlast 2. W żadnej grze nie widziałem tak mocnych scen jak tam.
Nie dziw się. Współcześni redaktorzy to rocznik 2000 i wzwyż, więc skoro za ich życia nie było głośno o grze, to znaczy, że gra nie została doceniona.
Za 20 lat będziemy czytać o "niedocenionym Bioshocku" albo Dead Space.
I co z tego, że kupują tylko dwie gry? Jeśli kupią nawet jedną, ale za 200 zł, to i tak więcej niż ci, którzy na sezonowych wyprzedażach kupią 6 gier za 150 zł.
Poza tym niech deweloperzy zaczną robić gry do grania i do zabawy, a nie ideologiczne manifesty, to może wtedy przestaną płakać.
"Rzadko się wypowiadam, ale ta gra na to zasługuje"
Ta gra nawet nie wie jakie ma szczęście, że zasłużyła sobie na twój komentarz.
Dlaczego promujecie dołujące gry na jesień i zimę? I tak jest wystarczający dół, zimno, wiatr, szaro, buro.
Promujcie coś wesołego i pozytywnego, np. Outlast czy Silent Hill ??
Albo narzekają na grę droższą niż gdzieś tam, jednocześnie pompując browar za 15 zł. Niektóre świetne gry na Steam można wyrwać za 15 zł i dobrze się bawić przez kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin, a przy piwku ile? Godzina max. A potem zmuła przez dwie godziny.
Tutaj jest napisane "Gry podobne do Styx":
- Thief - powiedzmy, że tak
- Dishonored - tyle o ile
- BioShock - ??
Gierka nawet fajna, ale jak na polską grę przystało zacina się i muli nawet na GeForce Now, a to już trzeba umieć.
Jeśli chodzi o izometryki to ostatnio tak dobrze grało mi się jakieś 12 lat temu, kiedy przechodziłem Divine Divinity.
Nie jestem wielkim fanem Wiedźmina. Książki czytałem, ale nie uważam ich za specjalnie wybitne. Wiedźmina 3 przeszedłem i było super. Wiedźmina 1 i 2 też, choć dwójki nie trawie (nie wiem czemu).
Za to kocham Gwinta, więc Wojna Krwi bardzo mi odpowiada.
Grałem w to ostatnio jakieś 10 lat temu. Pamiętam, że mi się bardzo podobało, ale z jakichś powodów nie skończyłem. Zapewne chodziło o to, że podekscytowałem się nowszymi grami.
I jakkolwiek niektóre z owych gier faktycznie były udane, to jednak klasyka pozostaje klasyką.
Grafika, akcja, efekty specjalne... wszystko to jest wtórne, jak dekoracje na zwieńczonym wiśnią torcie. Liczy się fabuła, atmosfera i ogólny fun z gry. A w Half-Life 2 jest tego pod dostatkiem.
Będę wracał do tej gry, tak jak zawsze będą kochał i wracał do Bioshocka i Dead Space.
Grając w jedynaczkę zarywałem noce. Bardzo przystępna, sympatyczna gra.
Udana strzelanka. Raz walczymy z ludźmi, raz z potworami. Bywa ciężko i wielokrotnie można zginąć, przy czym znacznie trudniej walczy się z potworami (rozwiązanie: bądź w ruchu, przeładowuj broń i zażywaj apteczki w biegu).
Hirołsy?
Co to ma być. Żenada. Autorem tego tekstu jest niejaki Werner. Ale ja proponuję Łorner, co by było bardziej po polsku.
No i milutko. Grę przeszedłem w 13 godzin. Trochę na ostro, trochę w stylu skradankowym.
Ogólnie wszystko na plus, zwłaszcza fabuła, lecz gra mogłaby być nieco bardziej rozbudowana. Może nieco więcej broni, więcej gadżetów, itp. Ale poza tym naprawdę spoko.
Po prostu dobra strzelanka, warta tych 13 godzin.
Aż przykro mi to pisać. Ta gra jest po prostu największym zawodem, jaki kiedykolwiek spotkał mnie w świecie gier. Do mniej więcej 30 godziny bawiłem się tak, jak kiedyś bawiłem się grając w Dishonored, czyli wspaniale. Liczba zadań była ograniczona, a wszystko spowijała mgła tajemnicy.
Aż nagle, wszystko zaczęło się sypać, wkradł się totalny chaos, rozdzwoniły się telefony, pojawił się natłok zadań opcjonalnych, nie wiadomo gdzie iść, co robić, gdzie szukać przejścia... No, ogólnie wyszło to kiepsko.
Dlatego po początkowym zachwycie nad Prey i ocenie 9/10 teraz muszę to obniżyć do 6/10 i podziękować za możliwość ukończenia przygody. Utknąłem w Archiwum polując na niejakiego Dahla, ale niestety... nie interesuje mnie koniec tej historii. Szkoda.
Jak na razie to najsłabsza gra od Arkane (ale tylko przez to, co opisałem powyżej). Na podium oczywiście seria Dishonored. Tuż za nim Deathloop.
Dla mnie technologia RT to pic na wodę. Gry tracą na fabule, studia zwalniają zdolnych ludzi, coraz więcej w grach różnych dziwnych ideologii, więc mami nas się wizualnymi fajerwerkami. Zresztą podobnie jest z filmami. A nawet z dziewczynami: co z tego, że śliczna, skoro pusta i głupia jak but.
Nie ma to jak klasyczna akcja w dziwnym świecie sci-fi i z gęstym klimatem.
Ciekawe ile ten błazen płaci tym wszystkim ludziom, którzy robią za niego robotę, której wynikami on później się chwali.
Koleś chce kolonizować Marsa, tworzy super samochody, ma tysiąc innych biznesów, nie odstępuje Pomarańczowego Człowieka na krok, skacze po scenie z piłą łańcuchową, a kiedy mu się nudzi, to godzinami gra w Tibię.
Zazdroszczę. Widocznie odkrył nowy wymiar czasu, gdzie jeden dzień trwa pół roku.
Dawno żadna gra mnie tak nie wciągnęła. Ostatnia, której się to udało to Deathloop. Wcześniej Dishonored 1 i 2. Na szczęście zostało mi jeszcze Death of the Outsider.
Jakoś tak się złożyło, że wszystkie zostały stworzone przez Arkane. Jak dla mnie to najlepsze studio deweloperskie.
A ja wierzę ludziom z Arkane. Jeszcze nigdy się nie zawiodłem na ich grach. Dishonored to moja ulubiona seria gier. Deathloop też był niesamowity. Teraz ogrywam Prey i bawię się wspaniale, bo klimatem ta gra przypomina coś pomiędzy Dead Space, a Bioshock. Red Fall nie grałem, ale jeśli będę miał okazję, to zagram z radością.
A Blade? Czemu nie. Arkane to grupa na tyle utalentowanych i pomysłowych ludzi, że nie mam wątpliwości, że będzie to bardzo dobra gra.
Tak sobie myślę, że na naszych oczach zdechła złota era gier RPG z widokiem TPP. Na szczęście ostatnie zdanie miał tutaj CDP z Wiedźminem i Cyberpunkiem. Bo od tamtego czasu jest tylko gorzej.
Pierwsza złota era lat 90: izometryki a la Planescape: Torment, Baldurs Gate, Icewind Dale, itp.
Druga złota era lat 2000-2010: Morrowind, Gothic, Mass Effect, Wiedźmin, Dragon Age.
Trzecia złota era: Skyrim, Wiedźmin 3, Cyberpunk.
A teraz? Jak dla mnie pustka.
Nie podoba mi się ta gra. Pograłem dwie godziny i dałem sobie spokój. Nie lubię zagadek z serii "Co autor miał na myśli?".
Owszem, motyw choroby psychicznej wyszedł bardzo dobrze. Grafika, dźwięk, klimat - wszystko to na plus.
Ale monotonia rozgrywki i te dziwaczne zagadki do rozwiązania... Nie, nie i jeszcze raz nie.
Wiem, za chwilę usłyszę, że jestem tępym dzieciakiem bez mózgu, który nie potrafi główkować, ok. Ale powiem tylko tyle, że do główkowania są książki, gdzie jest fabuła, bohaterowie, intrygi, itd. A tutaj: otwórz wrota, znajdź symbol, połącz symbol, wygraj z wrogiem. I tak w kółko.
Dobrze, że pan prezes wyjaśnił mi czego oczekiwałem. Bo do dzisiaj nie wiedziałem.
Ta gra ma w sobie coś takiego, że czuję się w niej jak w domu.
Pomimo wszechobecnego zimna świat Skyrim jest ciepły niczym koc, którym można się otulić.
Faktycznie, bossowie są strasznie trudni do przejścia. Ja ogarnąłem poziom trudności w następujący sposób: mniej więcej od drugiej walki z panem Tommasim włączyłem wspomaganie gry na zasadzie: likwidacja wrogów jednym strzałem + maksymalny poziom zdrowia + wspomaganie celowania. I nic więcej. Nie udoskonalam żadnych innych umiejętności, ani zdolności broni czy zdolności Jessie.
A i tak można zginąć.
Po około 20 godzinach do gry wkradła się monotonia. Do tego poziom trudności zamiast się zmniejszać, to się zwiększa (czyli im Jesse jest bardziej dopakowana, tym częściej dostaje łomot). Na szczęście w ustawieniach są opcje wspomagania gry i można sobie zmienić ustawienie np. na nieśmiertelność, czy odwalanie wrogów jednym strzałem (pomocne funkcje), choć zniechęcają do dalszego grania.
No sorry, jeśli ktoś wrzuca do gier tony tekstu, to szybko robi się nudno. Do czytania są książki. Gry są do grania. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy poziom czytelnictwa spada.
Bardzo dobra gra. Trzeba się do niej przyzwyczaić, ponieważ kilka mechanik, jak i sam świat gry mocno odbiegają od standardu.
Na największy plus: surrealistyczna, gęsta atmosfera. Do tego walka: prosta, choć bardzo dynamiczna, często wymagająca, lecz nie zniechęca poziomem trudności.
Bałem się, że nie ukończę tej gry bo czytałem, że jest bardzo trudna. Zwłaszcza że Control to dzieło Remedy, czyli studia, które stworzyło Alana Wake'a, od którego odbiłem się właśnie ze względu na poziom trudności (pomijając że AW to po prostu bardzo średnia gra).
A tu proszę, takie ułatwienie. No i oczywiście Control jest grą ciekawszą i intrygującą.
Dlaczego wciąż obowiązuje nazwa "Wiedźmin", skoro protagonistką będzie kobieta. To tak jakby główną rolę w filmie "Conan" zagrała, dajmy na to, Angelina Jolie.
Albo odwrotnie, np. jakby w "Opowieści podręcznej" główną rolę grał Daniel Craig.
Irytująca gra. Zresztą tak samo, jak pierwsza część. Przez jakiś czas jest spoko, gram sobie na normalnym poziomie trudności, czasami ginę, najczęściej nie. Trudność jest idealna.
Aż tu nagle nadchodzi koniec etapu i pojawiają się całe hordy wrogów, które nawet na najniższym poziomie trudności miażdżą Blazkowitza.
Nie lubię takiego czegoś. Nie lubię grać dla jakiejś ambicji niszczenia, ale dla frajdy, a ta jest tutaj skutecznie tłumiona zbyt wysokim poziomem trudności.
Poza tym gra jest po prostu nudna. W sumie to taki Doom, tyle że z jakąś tam niby fabułą.
Niby spoko, ale drażni mnie poziom trudności. Gram na prawie najniższym, ale i tak często ginę.
Zaczynając grę sądziłem, że dostanę niezłą nawalankę z naziolami, a dostałem niezłą nawalankę z naziolami, w której ginie się tym częściej, im większym jest się koksem. A powinno być inaczej: im większym jest się koksem, tym rzadziej się ginie.
No cóż, taki urok Wolfensteina, w sumie gra nie jest zła, ale i nie jest nie wiadomo jak świetna. Takie... ot, po prostu strzelanie.
Ależ ta gra spełniła marzenia graczy, tyle że tych, którzy lubią tęczowe klimaty. Ważne, że mniejszość jest zadowolona, bo kogo obchodzi zdanie wielbicieli dobrego fantasy.
Tyłka nie urywa, ale nie jest źle. Gra jest raczej spokojna, kameralna i klimatyczna. Można się przy niej odprężyć. Kilka mechanik jest świetnych, z innymi nieco gorzej.
Drogo na maksa. Ostatnio musiałem wybulić całe 0 zł na Half-Life 2 z dodatkami.
Ździerstwo i rabunek w biały dzień.
No i elegancko. HALF-LIFE 2 z obydwoma dodatkami za 0 zł. A wszystko z polskimi napisami. Nie mogłem się oprzeć i dokupiłem pierwszego H-F za niecałe 4 zł. Jak to mówią: grać nie umierać :)
Sam w to nie wierzę, ale wczoraj zacząłem grać po raz piąty i ponownie bawię się świetnie. Z tą różnicą, że do tej pory grałem po cichu, a teraz idę na pełnym gazie. Nie patyczkuję się z nikim, choć czasami gra trochę wymusza dyskrecję i skradanie.
Ta gra ma w sobie coś magicznego. Chodzi pewnie o kreację świata i fabułę.
Jedyną wadą, jaka rzuca mi się w oczy jest AI przeciwników, którzy zachowują się jak banda idiotów.
Tak czy siak, nadal jest to 9-10 / 10

Oj można stracić nockę, można. Wczoraj grałem do 1:00 w nocy, a o 4:30 pobudka do roboty. W robocie wyglądałem jak jeden z płaczków.
Kompletnie nie rozumiem fenomenu tej gry. Mało oryginalna fabuła, nudny i powtarzalny gameplay, no i ten wymuszenie trudny poziom trudności. Pograłem 4-5 godzin i utknąłem w lesie bez amunicji, podczas gdy każde wejście w mrok kończy się wiadomo czym.
Mniej więcej w tym samym okresie powstał Tomb Rider, który ma wszystko, co powinna mieć gra przygodowa: przekonującą bohaterkę, piękny i żywy świat, no i ciekawą fabułę. O Dishonored nawet nie wspomnę, bo taki Alan Wake to przy nim nieomal dungeon crowler.
Udało się tutaj jedno: klimat, który na skutek poziomu trudności i monotonii, zamiast wywoływać immersję, po prostu nuży.
Ok, zmieniam zdanie. Doszedłem do końca i gra okazała się naprawdę spoko. Ma wady, ale całościowo jest dobrze.
Ta gra ma właściwie jedną wadę, ale jest to wada, która ją całkowicie dyskwalifikuje. A mianowicie nie wiadomo czym Get Even jest.
Przez chwilę gramy w skradankę FPS, aby nagle wejść w stylistykę nieomal gry point-and-click.
Raz mamy detektywistyczną rozkminę, aby za chwilę gra wrzuciła nas w jakieś halucynacje.
To taki trochę thriller, trochę FPS, klimat horroru zmieszany z tripami po LSD.
No i fabuła + notatki. Im dalej w las, tym wszystko staje się bardziej zagmatwane. Nie lubię tego typu gier. Kiedy mam ochotę pomyśleć nad fabułą i wkręcić się w treść sięgam po książkę. A kiedy gram w grę opatrzoną tagami: akcji / FPS / FPP / strzelanki, to chcę akcji i strzelania, a niestety ta gra daje tego tyle, co kot napłakał.
Bez przesady z tą pikselozą. Przecież są fani tego typu stylizacji gier. Poza tym widzę tutaj graficzne podobieństwo do np. Children of Morta, ale z jedną, lecz przytłaczającą różnicą: MINIMALNE WYMAGANIA.
Children of Morta: 4 GB RAM / 2 GB grafika / 2 GB HDD.
Drova: 2 GB RAM / grafika intelowa, czyli pewnie gierka pójdzie nawet na kalkulatorze / 600 MB HDD.
Wiele osób się skusi. Sam pewnie się skuszę, jeśli będzie polska wersja.
Początkowy zachwyt / późniejszy zawód
Na liczniku mam 70 godzin gry, więc myślę, że coś mogę powiedzieć.
Cóż, gra nie powala. Z początku byłem całkowicie pochłonięty, ale dość szybko zdałem sobie sprawę, że to zasługa silnej immersji podczas eksploracji, ponieważ potrafi ona mocno zaangażować. Niestety, po jakimś czasie nawet to, co najlepsze potrafi spowszednieć, więc i eksploracja przestała angażować i szybko okazało się, że Fallout 4 to po prostu średniak.
Dialogi są nudne i poza urozmaiceniem w postaci opcji perswazji nic nie oferują.
Zadania - to samo: powtarzalne, opierające się głównie na schemacie "idź i zabij złoczyńców".
Tej grze po prostu brakuje głębi. Jest to typowa Bethesda z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli sporo tutaj niedoróbek, drewnianych bohaterów i jeszcze bardziej drewnianych animacji. A w dodatku mam nieodparte wrażenie, że starszy o 4 lata Skyrim może pochwalić się lepszą grafiką.
Nie zmienia to jednak faktu, że gra wciągnęła mnie na 70 godzin, więc uważam, że nie warto jej przekreślać jako gry słabej.
Ja ma kompa sprzed 10 lat i gram we wszystko na ultra. Jak? Proste: nVidia GeForce Now.
Ja chyba od 10 lat mam Internet przenośny w T-mobile, 20 Mb/s, a w praktyce 2 Mb/s. Nic więcej mi nie potrzeba. Gram na nVidia GeForce Now. Właściwie każda gra śmiga mi na ultra.
Tzw. super-szybki Internet to tak naprawdę super ściema.
No i tak chodzę, chodzę... chodzę po tym domu... Coś wylazło z podłogi, coś tam niby się czai... (zieeew)... nuda-nuda-nuda.
Tjaaa, tyle że ten cały Arno wygląda jak Corvo Attano z "Dishonored". Poza tym Arno / Attano, brzmi jakoś tak podobnie.
Fajna wiadomość. Coś to naprawdę mocny przeciwnik. Film - klasą sama w sobie. Gra - bardzo fajna. No i planszówka - mega dobra, ze świetnym klimatem.
Dziękujmy panu Bogu i wszystkim świętym i nie świętym, że OBCY 3 był sobą, a nie "hitem na miarę Dnia Niepodległości". Dlatego każdy szanujący się fan sci-fi zawsze z radością obejrzy trylogię o Obcym (a może nawet część 4). Bo DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI pasuje co najwyżej do rodzinnego obiadu u babci, albo żeby dzieci miały co obejrzeć, kiedy akurat w TV Puls nie lecą Pingwiny z Madagaskaru.
Rekordowa obniżka: czyli 15%
Ciekawe jak w takim razie nazwać obniżkę 85 czy 90%
Dlatego warto mieć gry w klasycznej formie: na CD czy innym nośniku. Oczywiście mówię o najlepszych grach, czyli tych z okresu 1998 - 2012.
Baldury, Gothiki, Planescape Torment, Skyrim, Dead Space czy Bioshocki i Dishonored.
Wystarczy żeby bawić się bez końca, a pan Wilson niech sobie wsadzi w rzyć swoje reklamy i swoje pieniądze.
15-20 godzin na przejście gry? Mam już 14 godzin, a dopiero zabiłem Charliego Montague. Na moje oko, znając gry Arkane i będąc fanem serii Dishonored, to ukończenie Deatloop zajmie mi co najmniej 35 godzin.
Już niedługo to SI będzie produkować gry, komponować przeboje i reżyserować filmy. Koszy produkcji spadną o 90%, a my będziemy płacić dwa razy więcej.
To już się zaczyna.
Mam gdzieś wymagania sprzętowe. Poczekam 5 lat na jakąś promocję na Steamie i kupię tę grę za 99 zł.
A potem z uśmiechem na twarzy odpalę chmurkę GeForce Now i zagram w tę grę na swoim kompie sprzed tysięcy lat z 4 GB RAM-u i 1 GB na karcie graficznej.
Pozdrawiam tych, którzy zniosą jajo jeżeli nie zagrają w Senua's 2 już teraz, bo nie wykształcili w sobie cierpliwości :D
Nie wystawię tej grze żadnej oceny, bo po 7 godzinach wciąż nie mogę zdecydować czy jest to arcydzieło, czy arcybadziew.
No i spoko. Też obejrzałem serial, choć bez większych nadziei, jako że nigdy nie byłem wielkim fanem Fallouta. Serial okazał się bardzo dobry, potem Steam wrzucił promocję na Fallouta 4 za niecałe 20 zł, no i już sobie gram.
A gra zapowiada się wspaniale. W sumie to taki Skyrim, tyle że w świecie post-apo.
Ja jestem fanem wyłącznie Fallout: New Vegas. W jedynkę pograłem może 10 godzin i mnie znudziła. Dwójkę liznąłem może 2 godzinki. W trójkę pograłem jakieś 5 godzin i coś mnie odciągnęło.
Ale pamiętam jak dziś, New Vegas po prostu mnie porwało.
W czwórkę, ani w 76 nie grałem i nie zamierzam. Jeśli już, to powtórzę sobie NV.
Co do samego serialu: bomba, z początku trochę mulił, ale historia szybko się rozkręciła i teraz już idzie z górki. Za chwilę odpalam odcinek 6 i dzisiaj w nocy kończę całość.
Pograłem 2 godz. i już wiem co to jest. Straciłem tylko 24 zł, więc nie ma tragedii, ale i tak żałuję.
Ta gra to klon i miks Drakensanga, Dragon Age'a, Wiedźmina 3 i Risena 2. Poza tym pustka.
Greed Fall jest przewidywalny jak ramówka w TV na Boże Narodzenie. Właściwie nic nie zasługuje tutaj na odnotowanie, a jeśli już, to wyłącznie w ramach krytyki.
Beznadzieja. Ta gra udaje inteligentną poprzez poziom trudności i walki z bossami.
Jeśli ktoś lubi niekończące umieranie i wczytywanie gry, to niech gra, ale mnie ta gierka drażni.
Nie, nie chodzi o to, że skoro ginę, to gra mi się nie podoba - to jest po prostu nudne jak flaki z olejem. Zaczyna się etap, dochodzi do 1-2 starć z kilkunastoma przeciwnikami, a na końcu czeka boss.
I ta w kółko.
No i poziom trudności. Dlaczego to jest takie trudne? Strzelanka powinna być prosta, jak np. Dead Space i dawać frajdę, a nie frustrować. Tutaj jest zwykła rąbanka-nawalanka.
Wracam do Dishonored - tam jest wszystko proste, a jednocześnie inteligentne i dobrze napisane.
W sumie to dość prosta strzelanka bez większych rewolucji w stosunku do poprzedników.
Pamiętam jak 20 lat temu ogrywałem Duke'a Nukema na PS1. Była tam misja na niby-Dzikim Zachodzie ze świniami przebranymi za cowboy'ów.
Tak jakoś mi się skojarzyło. Myślę, że nie bez powodu.
Czy to prawda, że w wersji na Steam nie ma polskiego języka w "director's cut"? :(
Nie mogę się doczekać. Właśnie ogrywam Dishonored 2, potem Death of the Outsider, a potem... od nowa, powtórka całej serii.
Dishnored można ogrywać w nieskończoność.
Dopiero skończyłem drugą misję (z dziewięciu), a na liczniku mam już 15 godzin. W tym tempie przejście gry zajmie mi 60 godzin. I bardzo się z tego cieszę, bo Dishonored 2 to cudowna gra. Z początku może tyłka nie urywa, ale teraz już czuję, że zaczyna mocno zasysać i wtłaczać potężną immersję.
Najchętniej wziąłbym wolne w pracy, żeby przesiedzieć parę dni z tą grą, ale mój skur%$*&^%##syn szef na to nie pójdzie ;P
A gdzie Super Mario, gdzie Contra, gdzie Heretic? Gdzie "czołgi" i "bomber"? A poza tym w latach 90-tych mało kto siedział w komputerze. Grało się w grzyba z nożem, w rzucanie monetą do dołka i podchody.
Z tego, co tutaj czytam to wg. redakcji przejście tej gry zajmuje maksymalnie 35 godzin.
Ciekawe, bo gram już 40 godzin, a postęp gry pokazuje mi 48%.
I bardzo się z tego cieszę, ponieważ Shadow... jest świetną i piękną grą.
Moja pierwsza gra na PC. Kompletnie o niej zapomniałem, a przesiedziałem w niej dziesiątki godzin.
W czerwcu zacząłem w to grać, ale coś mnie odciągnęło mniej więcej na poziomie peruwiańskiej dżungli. Kilka dni temu zacząłem grę od nowa i nie mogę się oderwać.
Shadow... jest tak samo dobre, jak dwie poprzednie części. No a widoczki to coś bajecznego. Momentami warto się zatrzymać i najzwyczajniej oglądać świat.
:P
Ja też mam informacje z zaufanych źródeł. Uwaga! Bioshock 8 nie wyjdzie przed rokiem 2085 :O
Doktur Jacek Bartosiak, pseudonim "stratedżi end fjuczer", w dzieciństwie grał w państwa i miasta. Dzisiaj gra kontynenty i oceany. Wyznawca hartlandu i drabiny eskalacyjnej. W jego okularach kryje się skaner myśli polityków, dlatego wie kto, z kim, gdzie i o której zacznie wojnę. Właśnie dlatego urodził się po II wojnie światowej, a gdy Ruskie napadły na Uruk-Hainę ukrył się w balonie ratunkowym i obserwował wszystko z orbity.
Mam to samo. Ostatnio uznałem, że cała seria Dishonored to po prostu najlepsze growe doświadczenie
Pierwsze sceny Bioshocka są żywcem wzięte z filmu Cast Away Steven Spielberga.
I w sumie się nie dziwię, bo to świetnie zrobione sceny.
Długo się zastanawiałem czy Dishonored jest moją ulubioną i najukochańszą grą. Miałem ciężki wybór. Kandydatów było wielu: Gothic, Planescape: Torment, Skyrim, Dead Space, Bioshock, czy nawet Tomb Raider (2013).
Ale to jednak Dishonored okazał się zwycięzcą. Przeszedłem tę grę 4 razy i za każdym razem bawiłem się cudownie.
Pamiętam jak grałem w to pod koniec 2015 r. Pamiętam, że grało mi się dobrze, choć bez rewelacji. Utknąłem gdzieś w połowie i dałem sobie spokój. Minęło parę lat i chyba dorosłem, bo dzisiaj uważam, że Metro Last Light to jedna z lepszych strzelanek, w jakie grałem.
Korzystam oczywiście z języka rosyjskiego. Naprawdę robi klimat, no i warto w ten sposób docenić autora książek.
Ok, wiem że to głupie, ale odpowiem sam sobie. Zmieniam zdanie. Pograłem trochę dłużej i wkręciłem się. "Vampyr" początkowo wydaje się nieco chaotyczny, ale kiedy zajarzy się jak w to grać, to jest naprawdę dobrze.
Na plus: dialogi. To jedna z niewielu gier, gdzie dialogi po prostu dobrze się czyta.
Ta gra jest dowodem na to, że dobry pomysł + słabe wykonanie = lipa na biegunach :D
To jest jedna z tych niewielu gier - może dałoby się je zliczyć na palcach jednej ręki - w których im dalej, tym lepiej.
Black Mesa zaczyna się dość leniwie i zdaje się nudną strzelanką, ale z czasem rozkwita i nabiera rumieńców. Co ważne, nie jest to głupia nawalanka, ale nawalanka z przesłaniem. Nie jest to może przesłanie rewolucyjne, ale przynajmniej jest.
Bardzo dobra strzelanka. Bez nadmiaru broni, mocy czy innych bajerów, za to z klimatem i historią.
Pomijając samą rozgrywkę chciałbym zwrócić uwagę na muzykę. Wprawdzie pojawia się rzadko, ale kiedy już się pojawi, to ściąga skórę z pleców.
Wiedźmin Netflixa też nie miał ani jednego złego sezonu. Wiedźmin Netflixa nie miał też ani jednego dobrego sezonu ;)
Widzę, że jak na super-hiper mega tytuł wygląda to tak sobie. Podobno jedna z najbardziej wyczekiwanych gier roku ma tylko 81 ocen czytelników dzień po premierze. A uśredniona ocena to 7,8 zawyżona przez opinię redakcji (9,0).
Poza tym co to znaczy, że gra ma ikonkę "Plebiscyt Gra Roku 2022"? Z tego, co wiem jest rok 2023, a gra miała premierę wczoraj.
Ta część Risena wydaje mi się najsłabsza, choć pozornie jest właściwie taka sama, jak dwie poprzednie. I chyba to właśnie jest jej największą bolączką. Owszem, te wszystkie bajery jak małpka czy papuga coś tam dają, ale... tak jakby nie dają nic. Ładne lokacje, widoczki mogą się podobać, widać że ludzie odpowiedzialni za szeroko rozumiany wygląd świata postarali się.
Trzy rzeczy rzucają się tutaj w oczy:
1. Brak progresu w stosunku do poprzednich części (może to być wada, jak i zaleta, zależy dla kogo).
2. Drętwy bohater, którego po prostu nie da się lubić. Jest napuszonym bucem.
3. Zadania z serii "wynieś-przynieś-pozamiataj".
Poza tym spoko gierka.
Kupiłem sobie na Steam Summer Sale za jakieś drobne. Pograłem 20 minut i wyłączyłem, ale tylko dlatego, że gra wygląda bardziej niż interesująco. A jako fan Lovecrafta tym bardziej jestem zaintrygowany.
I wydaje mi się, że zostawię sobie tę grę na deser. Najpierw do przejścia Shadow of the Tomb Raider, Black Mesa, Risen 3 i jeszcze może Left 4 Dead. No i może jeszcze Bioshock 2, ale to z sentymentu.
Ileż grania :D
Myślę, że Shadow... jest "słabsze" tylko dlatego, że Tomb Raider z 2013 r. wyznaczył nową ścieżkę, którą podążyły Rise... i Shadow... I robią to znakomicie.
Gram w Shadow... i bawię się doskonale. Pamiętam jak kilka lat temu ogrywałem Tomb Raidera z 2013 r. i nie mogłem się oderwać od monitora. Teraz mam podobnie, choć nie ma już tego efektu WOW.
Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno Rise..., jak i Shadow... to świetne gry, pełne przygód i bogatej fabuły. A jeśli przymknie się oko na różne błędy i niedomagania, to można bawić się jak dziecko na placu zabaw.
Polecam bardzo gorąco.
Raczej internetu. Też gram na GeForce Now bo szkoda mi kasy na mega wypasiony sprzęt i nauczyłem się jednego: kabel. Po prostu. Przez wi-fi faktycznie jest jakoś tak dziwnie, ale kabel wszystko wyostrza, bo prędkość internetu jest maksymalna. Ja mam słabiutki internet 20 mb/s na kablu, a gra śmiga mi na maksymalnych ustawieniach. Wszystko czysto i bez mgiełki.
Niby wszystko pięknie, ale coś tu jest nie tak. Te wszystkie niewidzialne ściany, te wszystkie błędy w sterowaniu, takie jakieś to dziwne...
Nie wiem, może ze mną jest coś nie tak. Pamiętam jak grałem w część 1 - było cudownie, zarywałem noce. Dziki Gon, podobnie, choć już nie tak bardzo, ale Zabójcy Królów to mega rozczarowanie, tak jakby zupełnie inna gra.
Najgorsze są te niewidzialne ściany, które w części 1 jakoś nie przeszkadzały, może to kwestia klimatu, nie wiem.
Bethesdo, dlaczego kolejny raz mi to robisz? Zamiast spędzić dziesiątki, albo setki godzin czytając książkę, zamiast nawiązywać relacje międzyludzkie i poświęcać czas rodzinie, będę siedział przed monitorem i naparzał w Starfielda.
I nie mam zamiaru tego żałować.
Gra prezentuje się cudownie.
Wieje nudą. Lokacje są niewielkie, więc wypadałoby je wypchać różnymi rzeczami: znajdźkami, trofeami, notatkami jakimś jedzeniem (Styx jako goblin powinien przecież jeść), itp.
A tutaj są dwa rodzaje mikstur i nóż do rzucania.
Przydałaby się jakaś kusza, pistolet, może jakieś inne bronie. Ale nic nie ma.
Poza tym nie rozumiem po co są wszyscy ci ludzie, strażnicy, itp. Tylko do omijania? Trochę bez sensu. Zabijanie ich nic nie daje, rzadko który ma coś ukryte w kieszeniach, ukrywanie ciał też jest bez sensu, bo można ich właściwie eliminować i rzucać gdzie popadnie - nie rodzi to właściwie żadnych konsekwencji. AI przeciwników jest koszmarne, kręcą się po jednej trajektorii.
Ogólnie "Styx..." to mega-nudna gra. Może gdybym wcześniej nie ogrywał Dishonored, Deus Exa i Thiefa coś by drgnęło, ale tak... nie warto, szkoda czasu.
Krótko mówiąc: jeśli chcesz być wielkim aktorem nie idź do szkoły aktorskiej.
Bo kiedyś gry robiono tak, aby wykorzystywały inteligencję gracza. Pierwsze gry miały dużo tekstu, zawiłą fabułę i coś mówiły. A teraz wszystko zanika pod mega efektami wizualnymi.
Tak samo z filmami: kiedyś - czarno białe arcydzieła, spokojna narracja. A dzisiaj - tempo akcja, głupie dialogi i Szybcy i Wściekli 10.
Z muzyką to samo: wszystko się skupia na jakości dźwięku, a taki Pink Floyd dobrze brzmi i świetnie się tego słucha nawet na kasecie magnetofonowej.
Krótko mówiąc ładne opakowanie, a w środku co najwyżej średniactwo.
Znając Netflixa Big Daddy stanie się Big Mommy, a siostrzyczki będą czarnoskóre ze skłonnościami do lesbijstwa.
Nie przesadzałbym z tymi minusami, bo właściwie większość tych minusów dotyczyła Gothica kiedy miał premierę. A dzisiaj wszyscy kochają Gothica. I co najlepsze - część ludzi, w tym ja, kochają go właśnie za te minusy.
Życzę Gollumowi jak najlepiej, choć obserwując dzisiejszy rynek gier nie wróżę mu świetlanej przyszłości.
Myślę, że skoro zostali zapomniani, to z jakiegoś powodu. A powód jest prosty: Marvel i wszystkie te lateksowo-cyrkowe wygibasy już się opatrzyły i znudziły.
I choć zawsze będzie popyt na tego typu rzeczy (bo na głupie bajki dla dzieci zawsze jest popyt), to sądzę, że achy i ochy na doniesienia o nowym Spajderbarmanie, czy kolejnych Agentach NA T.A.R.C.Z.Y są mało prawdopodobne.
Uwielbiam gry wyprodukowane przez francuskie Arkane Studios. Należą do tej samej grupy co amerykańska Bethesda. I choć gry Bethesdy są wspaniałe (mówię tutaj głównie o serii TES i Fallout), to jednak gry Arkane są lepsze.
Myślę, że chodzi tutaj o światy. Bethesda poszła w znane światy fantasy i post-apo, natomiast Arkane tworzą zupełnie nowe światy. I choć Arx Fatalis i Dark Messiah of Might and Magic były osadzone w klasycznych uniwersach, to już Dishonored, Prey czy Deathloop były świeże i niewiarygodne.
Z kolei Dishonored był i pozostaje dla mnie arcydziełem wirtualnej rozrywki. Ten świat, ten klimat, niepokojący nastrój, fabuła, muzyka... Nie sądzę, że RedFall przebije Dishonored, ale mimo to czekam z wypiekami na twarzy, bo ludzie z Arkane mają wielki talent do zaskakiwania.
Kurczę, jak na razie to jedna z trudniejszych gier, w jakie grałem (a gram właściwie tylko w RPG i akcyjniaki w stylu Tomb Rider). Mam średni poziom trudności, ale często ginę. Mimo to nie zniechęcam się. Ta gra ma w sobie niesamowity klimat. Będąc w pracy i zamulając przy maszynie aż mi się gęba cieszy na myśl, że wieczorkiem pyknę sobie godzinkę czy dwie w Deus Exa ;)
Kto nadzoruje treść tych artykułów? Czy jest tam w redakcji jakiś weryfikator sensu i logiki?
"Starocie"! A najstarszy z tych staroci wydany został w roku 2013, a 7 na 10 po roku 2020.
Jeśli to są starocie, to chciałbym wiedzieć jak nazwać gry takie, jak Gothic czy Baldur's Gate.
Nie grałem we wcześniejsze Thiefy, ale ta gra bardzo mi się spodobała. Rozumiem Twoją krytykę, bo mam to samo w kontekście Arcanii: Gothic 4, czy jak tam to się zwało.
No ale wiesz, nie każdy jest fanem serii od jej początku. Przykładowo, grając w Thiefa nabrałem ochoty na część 1 i 2.
Ta gra jest obrzydliwa, chora i okrutna (scena z jeszcze żywą kobietą przypiętą do łóżka, jak na razie była dla mnie najmocniejsza).
Ale! Outlast 2 to po prostu udana produkcja, gra się w to naprawdę dobrze i wygodnie. Wprawdzie nie ma tutaj walki, bo za każdym razem kiedy ktoś nas atakuje, to właściwie mamy dwie opcje: 1. uciec i ukryć się, albo 2. zginąć.
Dużo mroku, dużo sugestywnych obrazków, no i świetny element zapisywania co poniektórych scen, aby można je było później odtworzyć i zrobić coś w rodzaju flash-backa.
I muzyka, muzyka w tej grze to mistrzostwo.
Słabe to. Nijakie. Fabuła jakoś specjalnie nie powala, pomimo że jest na podstawie popularnej powieści.
Nie wiem dlaczego, ale nie podoba mi się grafika. Ta wieczna szarość jakoś mnie nie przekonuje. Ogólnie gra sprawia wrażenie chaotycznej, niby wszystko jest proste, ale tak naprawdę ciężko poczuć immersję.
Doszedłem do rozdziału 3 i podziękowałem.
Spoko ranking, choć ranking planszówek bez Terraformacji Marsa wydaje się jakiś taki niepełny ;)
Wiem, wiem... Terraformacja dla wielu osób jest przereklamowana, ale jednak jest to świetna gra, która właściwie się nie nudzi.
Dodałbym jeszcze Na skrzydłach i Pandemic: Czas Cthulhu, no ale to ja - czysto subiektywnie.
Nie dałem rady. Dotarłem na dwór Irdorath (rozdział 6) i podejrzewam, że zostało mi może jeszcze 1-2 godziny gry do końca, ale po prostu już nie mogłem dalej grać. Odinstalowałem! Po 70 godzinach, na ostatniej prostej wywaliłem Gothica 2 z kompa.
Ta gra stała się tak męcząca, że aż zęby bolą. Pierwsze rozdziały były cudowne, ale od rozdziału 4 wszystko szlag trafił. Tym samym seria Gothic spadła w moim rankingu z 10/10 na 7/10 :(
Mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony seria Gothic to moja ulubiona seria gier fantasy. Ale z drugiej strony od rozdziału 4 Gothica II: Noc Kruka ta gra strasznie męczy i staje się tak naprawdę hack''n''slashem.
Chciałbym czuć taką immersję, jaką czułem w rozdziałach 1-3, ale nie potrafię. Teraz tylko łykam miksturę szybkości, aby jak najszybciej ubić wszystkie smoki i... zakończyć przygodę z Gothikiem. Szkoda, ale to typowe dla Piranii. Najpierw jest mega klimat, immersja, momentami aż chce się być w tej grze, aż tu nagle zaczyna się bieganie po korytarzach i masowa eksterminacja potworów.
Nie mogę się doczekać wersji na PC. Właśnie oglądam serial i muszę powiedzieć, że jakkolwiek nie jest to jakieś mega-arcydzieło, to jednak zachęca do zagrania.
Najbardziej mnie intryguje postać Joela, wydaje mi się, że Pedro Pascal był najlepszym wyborem. Aż przyjemnie się patrzy na tą jego wewnętrzną mękę i różnorodne rozterki.
W kinie brakuje tego typu normalnych facetów, twardzieli, którzy jednak mają uczucia.
Uwielbiam Gothica, zarówno 1 jak i 2 część, którą swoją drogą właśnie ogrywam po raz nie wiem który.
Ale wszystkie te mody, te wszystkie remake''i i całe to "odświeżanie kotleta" przypomina mi to, co widzimy w filmach pokroju Spiderman, Joker, Wednesdey, itp. Czyli bierze się fragment z tego, co odniosło sukces i robi się z tego wielkie halo.
W tym przypadku tym halo jest Historia Neka. Trochę to męczące. To tak jakby wziąć arcydzieła Bacha czy Mozarta, wybrać z nich jakiś fragment i zrobić na ich podstawie jakąś nową wariację.
Moim zdaniem takie gry jak Gothic powinny się godnie starzeć i pozostać zapamiętane takimi, jakie powstały. Włącznie z bugami i topornością, którą przecież tak kochamy. Tym bardziej, że Gothic właściwie się nie starzeje, jest jak leżakowane wino, które po latach smakuje wyśmienicie.
Gra ma stylistykę lat 90-tych, pikseloza aż wylewa się z ekranu, a wymagania prawie jak dla Wiedźmina 3.
Czy to nie przesada?
Ach, Epic jednak wie jak zakończyć średnio udaną wyprzedaż. Dishonored... sama nazwa wywołuje u mnie ciarki
Ale syfiaste gry. Nawet nie sprawdzam co to jest. Widzę sam tytuł i już widzę, że to syf. Ogrywam sobie Gothica 2: Noc Kruka i bawię się cudownie. A cały ten Epic niech se rzyć podetrze swoimi mangowymi syfami :D
Pamiętam jak wiele lat temu grałem w pierwszego Deus Exa. Podobał mi się. Nawet bardzo. Pamiętam też, że był dość prosty, jeśli chodzi o mnogość opcji interfejsu i liczbę bajerów. W Mankind Divided mamy natomiast nawał możliwości i opcji, co sprawia mi wielką frajdę. Z początku czułem się tym przytłoczony i poczułem to samo, co po pierwszej drzemce w Dishonored, czyli poczucie nadmiaru możliwości, ale z czasem wszystko się ułożyło i gra przebiegała płynnie.
Ogólnie: cud, miód i malinka.
Gwint jest cudowną karcianką. W lepszą nie grałem. No, może z wyjątkiem staruszka Dark Eden, z czasów kiedy w Polsce jeszcze nikt nie wiedział co to są gry komputerowe.
Ranking spoko, ale od razu widać, że jest bardzo subiektywny. Bo nie są to gry wydane w roku 2022, ale takie, które akurat pasowały autorowi tego tekstu.
Bo jak w rankingu gier mogło zabraknąć Terraformacji Marsa, Robinsona Crusoe, czy Posiadłości Szaleństwa?
Wiem, że ta gra ma już 21 lat.
Wiem, że grają w to właściwie same stare dziady.
I wiem, że pikseloza i bugoza w tej grze to duży problem.
No ale co z tego? Gram w Gothica już po raz czwarty albo piąty i bawię się tak, jak za pierwszym razem.
Ta gra to po prostu magia.
Wygląda nieźle. Ale odwiedzając stronę Archon Studio z niesmakiem zauważyłem, że pomimo iż studio jest polskie i ma siedzibę w Pile, to jednak strona nie jest tłumaczona na język polski.
Trochę to przykre. Google Translator to fajne narzędzie, ale polska firma powinna być zrobiona po polsku.
Zgodziłbym się co do BioWare i EA, ale Bethesda robi wartościowe produkcje.
Jak dla mnie nic nie przebije Skyrima. Nawet W3 nie dał rady.
Natomiast jeśli chodzi o Gothica 1 i 2... aż łza się w oku kręci. Teraz już nie robi się takich gier.
"Kiedyś takie sprawy załatwiało się inaczej" ;P
Nie da się nie porównywać Thiefa do Dishonored.
Otóż jest to nieco młodszy brat tego drugiego. Niestety wiele mu do Dishonored brakuje.
Thief to po prostu "to samo, co Dishonored", tylko że nieco mniej zaawansowany, mniej zakręcony i nieco bardziej "na siłę".
Gdybym miał porównać Thiefa do czegokolwiek, to byłby to... Thief, ale w wersji beta.
Mimo wszystko jest to gra całkiem udana. Na liczniku mam już kilkanaście godzin i bawię się bardzo dobrze. Gra jest klimatyczna i ładna wizualnie. Wydaje się przy tym bardziej kameralna niż Dishonored. Lokacje są mniejsze i bardziej ograniczone, lecz mimo to jest co robić. Umiejętności Garreta nie są wprawdzie tak jebutne, jak Corvo, ale i tak dają sporo frajdy.
Podsumowując: Albo Thief jest gorszą wersją Dishonored, albo Dishonored jest lepszą wersją Thiefa.
Warto samemu wyrobić sobie zdanie.
Co to za określenie "zachwycony Internet"?
Przecież Internet to medium, będące ewolucją gazet, radia i telewizji. Nikt nie mówi, że telewizja jest zachwycona, czy gazety są zachwycone.
Pisząc "Internet" macie na myśli "użytkowników Internetu" i tak to powinno wyglądać.
Oczywiście, wszyscy użytkownicy Internetu są zachwyceni obrazkami PS1 na dużym ekranie, na pewno wszyscy na ziemi i połowa Wszechświata.
Tej grze brakuje wielu rzeczy. Przede wszystkim jest trudna. Ja rozumiem, że można sobie ustawić poziom trudności, ale kiedy się gra na normalnym, to raczej powinno się grać łatwo. Dużo grałem w strzelanki, Bioshocki, Dead Space, itp... zawsze na normalnym i było super.
A tutaj wszędzie ci naziści, jakieś bestie atakujące znikąd, ogólnie całe to napompowanie i powaga trochę odrzucają. O wiele lepiej grało mi się w Wolfensteina z 2009 roku.
Nie rozumiem tego świętego oburzenia rodzin ofiar Dahmera. Facet mordował w latach 1978-1991, czyli minęło co najmniej 31 lat.
Jakoś nie było problemu nakręcić film Ostatniego etapu o holokauście Żydów w roku 1947, czyli dwa lata od II wojny światowej. Nie było też problemu w przypadku Stalagu 17.
I nie było też problemu z nakręceniem World Trade Center z Nicolasem Cagem już 5 lat po 11 września.
Jakoś nikt nie płakał, bo rodziny ofiar wszystko to pamiętają.
A tutaj... ło matko bosko, rodziny obrażone.
Moim zdaniem całe to święte oburzenie to kampania promocyjna Murphyego i spółki. I to bardzo dobra kampania.
Co do samego serialu - świetny.
Lubię FPS i gry akcji, ale raczej w stylistyce fantastycznej. Dlatego podoba mi się Wolfenstein, Bioshock, czy Metro.
Call of Duty mi się nie podoba, bo to czysta strzelanka osadzona w świecie rzeczywistym.
Jeśli ktoś lubi wczuć się w rolę bohatera wojennego, to spoko - miłego grania. Ja wolę coś bardziej odjechanego, jakiś steampunk, albo dystopię.
Tragedia. Nie wiem czy to ze mną coś się stało, czy może ta gra jest słaba. Mam na liczniku 160 godzin podstawowej wersji. Zacząłem grać w maju, bawiłem się cudownie, ale tak mniej więcej do 60 godziny... a potem... potem coś nie pykło.
Teraz jak siadam do Wiedźmina, to nie mija pół godziny i mi się odechciewa. Niby wszystko idzie ku końcowi, niby wszystko przyspiesza, a ja i tak nie mogę pozbyć się wrażenia, że kompletnie, ale to kompletnie mam w dupie jak skończy się cała ta historia.
To było moje drugie i ostatnie podejście do "Wolfenstein: New Order".
Za pierwszym razem odpadłem po 6 rozdziale, a teraz nie miałem już ochoty w rozdziale 5.
Nie będę się rozpisywał.
Moim zdaniem ta gra jest po prostu słaba.
Biorąc pod uwagę, że James Bond zmarł, ale jednocześnie w nowej roli można obsadzić kobietę, to proponuję, aby nowego Jamesa Bonda zagrała Krystyna Feldman.
Czy ja wiem, wigory się przydają. Zwłaszcza wierzgający koń (czy jakoś tak). To wielka frajda unieść wroga w powietrze i zdjąć go jednym strzałem. Choć muszę przyznać, że część wigorów jest faktycznie zbędna.
Sama gra rzeczywiście ma słabsze momenty, ale wykreowany świat potrafi oczarować. Cała ta dystopijna stylistyka robi wrażenie, a gdy pod koniec następuje wędrówka między czasoprzestrzeniami, z tymi wszystkimi drzwiami... aż poczułem ucisk w gardle. Ten motyw bardzo mi przypomina Atlas chmur.
Ogólnie rzecz biorąc Bioshock Infinite to bardzo udana strzelanka. Przechodzę ją drugi raz i bawię się lepiej, niż przy pierwszym podejściu.
Bo pewnie w życiu ograłeś co najwyżej dwa shootery, przy czym pierwszym był flipper w jakiejś osiedlowej karczmie. Nic dziwnego, że jara Cię ten hiper-szajs CRYZYS :)
Aż mi się wierzyć nie chce. Po pierwszym przejściu Bioshocka (w roku 2017) nie sądziłem, że zagram w to ponownie. Tymczasem w roku 2020 przeszedłem grę po raz drugi, a wczoraj odpaliłem ją po raz trzeci.
Właśnie błądzę w tunelach Arkadii.
Zawsze uważałem siebie za wielbiciela RPG-ów, ale widzę, że jednak to gry akcji stały się moją pasją.
Wszystkie części Gothica przeszedłem tylko raz. Skyrima tak samo. Wszystkie części Wiedźmina też po razie i wcale mnie nie ciągnie do powtarzania tych gier.
Tymczasem Bioshocki ciągną jak magnez (i mówię o wszystkich częściach). Tak samo seria Dead Space, no i oczywiście Dishonored, którego przechodzę systematycznie co 2-3 lata.
Wszystkie te serie uważam za wybitne, choć nie ukrywam, że Dead Space 3 i Bioshock 2 delikatnie obniżają noty, ale tylko odrobinkę.
Dla mnie cała ta zagrywka z tym artykułem jest perfidna. Bo moim zdaniem chodzi o przygotowywanie hajpu na Wiedźmina 4, co redakcja GOL-a od dłuższego czasu robiła aż spotkała się z ostrą krytyką czytelników.
Więc redakcja przyjęła nową, bardziej wyrafinowaną taktykę nakręcania Wiedźmina 4. Otóż taktyką tą jest... krytykowanie Wiedźmina 3, tak aby nowa część wydawała się lepsza jeszcze przed premierą.
Teraz rozumiem dlaczego 30 tys. użytkowników GOL-a wystawiło uśredniona ocenę Wiedźminowi 3 na poziomie 9,5 - to dlatego, że gra jest nudna i powtarzalna.
I pewnie powtarzalność i nuda odpowiadają za to, że Wiedźmin 3 zarobił dziesiątki miliardów dolarów.
No cóż... oby pojawiało się jak najwięcej tak słabych gier.
No nie mogę. Odpuściłem sobie Gwinta na jakieś 2 lata i znowu do niego wróciłem.
Gracze zarządzający talią potworów w ogóle się nie zmienili. Wczoraj siedzę sobie na kibelku odpalam Gwinta, no i już widzę. Cwaniaczek z talią potworów i ze zdolnością mrozu. No i w końcu jest ta 3 runda. Koleś ma ponad 60 pkt i jeszcze trzy karty, a ja mam 28 punktów i dwie karty. No więc klikam PAS. A ten się zastanawia, rzuca na mnie jakieś mega-czary, dodaje bestie powyżej 10 punktów.
Pytam: po co to? To tak jakby kopać nieprzytomnego.
Sama gra oczywiście znakomita. Chyba najlepsza, w jaką grałem na AND.
Chyba tylko jedna gra dałaby tyle przyjemności. DISHONORED. Niby skradanka, ale poczucie swobody większe niż w Wieku.
Tej grze brakuje tylko jednego: częstszych rozmów z NPC-ami. Takich niezobowiązujących, a wnoszących coś ciekawego do świata, czy danej okolicy.
Poza tym gra jest obłędna, a muszę powiedzieć, że gram w niezmodyfikowaną podstawkę, bez żadnych ulepszeń, czy rozszerzeń. I już wiem, że za jakiś czas sięgnę po wersję z dodatkami.
Świat jaki udało się wykreować Redom aż pulsuje życiem. W Białym Sadzie naszła mnie myśl, że coś tu jest nie tak, że jest pusto i nudno, ale gdy dotarłem do Velen, a potem do Novigradu... szczęka na ziemię i oczy jak spodki. Nie ukrywam jednak, że przydała by się większa interakcja z obiektami i tak jak pisałem wyżej: więcej spontanicznych rozmów.
Płotka wprawdzie jeździ gorzej niż sanki po błocie, no ale przynajmniej jest.
Jak na razie kręcę się po Velen i Novigradzie, na liczniku mam ponad 60 godzin, a z każdą kolejną jest coraz lepiej i ciekawiej. Czuję, że to gra na ponad 200 godzin.
Piranha Bytes kolejnego Gothica też nie nazwali Gothic 4, ale Elex ;)
Dokładnie. Wszędobylskie zadania w stylu: znajdź młot, zabij plugawe gobliny, pozbądź się tego i tamtego, porozmawiaj z tym i tym. Czyli typowe "wynieś-przynieś-pozamiataj".
Czasami tylko zdarza się jakieś bardziej ambitne zadanie. Równie dobrze ta gra mogłaby być grą MMO.
Na plus: ładny świat zachęcający do exploringu, ale tylko do czasu. Od połowy wszystko już nudzi. Po prostu gra jest za długa i powtarzalna. Nie wspominam nawet o animacjach postaci i bugach żywcem wziętych z Gothica1 i 2.
Risena 1 przeszedłem trzy razy. Risena 2 dwa razy, ale Risena 3 nie przeszedłem ani razu. Kiedyś utknąłem gdzieś na Tacarigui i mi się odechciało. Szkoda.
Mój słaby komputer w życiu by nie udźwignął tej gry w formie klasycznej, czyli inaczej niż przez stream.
Dlatego gram przez nVidia GeForce Now. Nie dość, że za darmo, to jeszcze na najwyższych ustawieniach. I wszystko śmiga aż miło.
Grę kupiłem na Steamie za 22 zł, GeForce Now połączyło się ze Steamem i cieszę się jak dziecko.
Co do samej gry: wspaniała.
Nie wiem o co chodzi, ale ta gra kompletnie mnie nie rusza. Grając w ASYLUM byłem pochłonięty w 100%, a tutaj jest po prostu dramat.
Gra jest chaotyczna, cały czas pojawia się nowy bodziec, cały czas jest akcja, cały czas ktoś coś mówi, cały czas jakieś nowe misje. Nie wiadomo gdzie się udać, z kim rozmawiać, co robić teraz, a co później.
Orientacja w mapie jest dziwaczna, a sama mapa rodzi więcej pytań, aniżeli udziela odpowiedzi.
Krótko mówiąc: lipa. Na plus grafika.
Z czystym sercem daję tej grze 10. Klimatem, fabułą, światem i radością z samej gry biją na głowę wszystko, w co dane mi było grać. A grałem dużo.
Pamiętam jak pierwszy raz przechodziłem Dishonored. Nie wiedziałem skąd te zachwyty. Ot, zwykła skradanka akcji. Aż tu nagle kładę się spać i pojawia się Odmieniec... i pojawiają się moce... i pojawia się intryga... i te wszystkie notatki i książki podbijające klimat...
W pewnym momencie człowiek gapi się w monitor i myśli: Ożesz w mordę! Co za gra! A potem mija 40 godzin i jest koniec. I łza się w oku kręci.
Na szczęście są dodatki i cała druga część.
Nie wiem czy to kwestia spadku ciśnienia i nadejścia niżu, czy może kwestia nadmiaru piwa w święta, ale oglądając ten film czułem się bardzo źle.
Z jednej strony śmiałem się do łez, ale z drugiej strony nie mogłem w nocy spać.
Film jest dziwny. Momentami piękny i cudowny, ale ogólnie bardzo smutny.
Czegoś tu brakuje, ale "Nie patrz w górę" to po prostu niesamowity film.
A co na to Henry Cavill - wielki fan zarówno prozy Sapka, jak i gier CDProjctu? Jakoś cicho siedzi i dalej grzecznie trzepie hajs na profanowaniu jego ulubionych gier i książek.
Dajcie sobie siana z tymi bzdurami. Seriale Netflixa nie powstają dla jakiejś wielkiej idei, powstają dla kasy i przyciągnięcia widowni, a trzymanie się faktów i pierwowzorowi... pfff, jeśli ktoś chce pierwowzór, to niech obejrzy polskiego "Wiedźmina", który tak po prawdzie ostatnio sporo zyskał, a klimatem przebija wielokrotnie to Netflixowe badziewie.
Od czasu do czasu nachodzi mnie ochota, aby pograć w jakiegoś hack'n'slasha. Tym razem przyszła kolej na Grim Dawn. Zachęcony pozytywnymi opiniami i stylistyką fantasy-steampunk uznałem, że to będzie dobry wybór.
No i skończyło się jak zawsze: pograłem kilka godzin i odinstalowałem.
Może gdyby wrogów nie było aż tak wielu. Da się to zrobić. Przykład: Divine Divinity.