Duke Nukem 3D to strzelanka zaliczana do tuzów gatunku FPS, prężąc muskuły obok takich produkcji, jak Doom, Wolfenstein 3D oraz Quake. Przypomnijmy sobie, czym się wyróżniała.
Moja przygoda z grami wideo na dobre rozpoczęła się w 2002 roku, kiedy to otrzymałem swój pierwszy komputer „do nauki”. Była to maszyna dość mocarna jak na owe czasy, choć jednocześnie niektóre jej podzespoły okazywały się niekompatybilne z wybranymi grami (zwłaszcza starszymi od niej). O tym, jak wyglądała moja rozgrywka w Project I.G.I., w którym nie miałem celownika (przez co nieumyślnie grałem na poziomie „super hard”), na łamach niniejszego cyklu pisałem niespełna rok temu. Pora więc, bym opowiedział Wam o jeszcze jednej, może nawet bardziej problematycznej przeprawie.
Duke Nukem 3D to wydana w 1996 roku produkcja, która choć w 2002 roku, gdy ją ogrywałem, była już mocno przestarzała, to jednocześnie cieszyła się statusem kultowej. Nic dziwnego, wszak mówimy o dziele studia 3D Realms, przez licznych fanów strzelanek uważanym za jedną z najbardziej zasłużonych dla tego gatunku pozycji i wymieniane jednym tchem obok takich jego tuzów, jak Wolfenstein 3D, Doom oraz Quake. Jak zatem mógłbym przejść obok niej obojętnie?
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium GRYOnline.pl
Pod względem jakości oprawy graficznej Duke Nukem 3D od początku nie miał lekko. Omawiana produkcja ukazała się bowiem na krótko przed premierą pierwszego Quake’a, który wywrócił gatunek FPS-ów do góry nogami. Dzieło ekipy id Software oferowało bowiem nie tylko w pełni trójwymiarowe środowisko, lecz również modele 3D przeciwników. Na ich tle dwuwymiarowe sprite’y adwersarzy Księcia prezentowały się jak z poprzedniej epoki. Podobnie miały się sprawy z charakterystycznymi, „skokowymi” animacjami. Siłą rzeczy po sześciu latach od premiery, kiedy na horyzoncie majaczył Far Cry oraz Doom 3, omawiany tytuł prezentował się już do bólu archaicznie. Grając, miałem wręcz wrażenie, że zaraz pokaleczę sobie oczy o wszechobecne piksele.
Inna sprawa, że z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, iż… Duke Nukem 3D wcale nie zestarzał się aż tak bardzo, jak mi się wówczas wydawało. I nie jest to kwestia sentymentu, bo pełnię wspomnień o tej produkcji uzyskałem dopiero niedawno. Ze względu na atrakcje, jakie od czasu do czasu fundował mi mój pierwszy komputer, moje premierowe podejście do tego tytułu było bowiem dość osobliwe.

Choć trzeciemu Duke’owi od początku można było stawiać zarzuty w kwestii jakości oprawy graficznej, złego słowa nie można było powiedzieć o warstwie dźwiękowej. Podczas zabawy przygrywał nam bowiem soundtrack skomponowany przez Roberta C. Prince’a (wcześniej pracującego dla id Software) i wypełniony wpadającymi w ucho, gitarowymi kawałkami. O jego jakości świadczy fakt, że motyw przewodni, czyli Grabbag, doczekał się coveru od samego Megadeth.
Niestety mi Duke Nukem 3D kojarzy się z zupełnie inną muzyką. Przez brak kompatybilności z moim Sound Blasterem soundtrack gry musiałem złożyć sobie sam. Sprawia to, że do dzisiaj kiedy widzę tę grę, słyszę piosenki DJ Encore – I See Right Through To You i Tiesto – Suburban Train (mój gust muzyczny dopiero się wówczas kształtował, więc nie pytajcie…), które puszczałem sobie w Winampie uruchomionym w tle.
Co więcej, problemy z kompatybilnością tego Sound Blastera rozciągały się na całą warstwę dźwiękową, przez co byłem pozbawiony zarówno odgłosów broni, jak i odzywek Księcia. Zwłaszcza te ostatnie były niepowetowaną stratą, bo teksty wygłaszane głosem Jona St. Johna już na stałe zapisały się na kartach historii gier wideo (i raczej nigdy z nich nie znikną, a niektóre z nich posłużyły mi za śródtytuły w niniejszym tekście).

Cechą charakterystyczną Duke’a Nukema 3D był wszechobecny humor (niekiedy sprośny, innym razem wręcz obrazoburczy), niezliczone nawiązania do popkultury i sekrety poupychane dosłownie wszędzie, gdzie dało się je upchnąć. Do gry trafiły więc charakterystyczne kwestie z Obcego, Brudnego Harry’ego, Martwego zła II, Full Metal Jacket czy Pulp Fiction, a zaglądając w każdy kąt, mogliśmy natknąć się na ciała Luke’a Skywalkera, Indiany Jonesa, Doom Slayera (wówczas nazywanego Doomguyem) lub rozbitego T-800.
Do sekretów można również zaliczyć możliwość zapłaty tancerce za zdjęcie stanika. Cóż, to co buńczucznie określano mianem „erotyki”, w praktyce sprowadzało się do kilku ciemniejszych pikseli na kanciastym modelu postaci. Jako wczesny nastolatek, karmiony podwórkowymi legendami o rozbierających się kobietach, poczułem się wówczas mocno zawiedziony. Inna sprawa, że mimo to dzisiaj taki element w grze raczej by już nie przeszedł, ale to były inne czasy.

Duke Nukem 3D zasługiwał na pochwałę również ze względu na to, jak w tej produkcji wypadało strzelanie. Na naszej drodze stawali zróżnicowani przeciwnicy, wśród których prym wiodły kosmiczne świnie w strojach policjantów (co było związane z pejoratywnym określeniem na stróżów prawa, z jakim można się spotkać w Stanach Zjednoczonych). Eliminowaliśmy ich, robiąc użytek z szerokiego wachlarza broni, obejmującego zarówno klasyczne pukawki (pistolet, strzelbę, karabin maszynowy), jak i mniej codzienne narzędzia mordu, jak kopniak (nie z półobrotu, to nie ten bohater), granatnik, Devastator (podwójna wyrzutnia rakiet), ale też miotacz zamrażający oraz działko zmniejszające cele.
Mogliśmy też korzystać z szeregu przydatnych przedmiotów, jak apteczki, sterydy (przyspieszające ruch i zwiększające siłę kopniaków), noktowizor, HoloDuke (tworzący hologram bohatera odwracający uwagę wrogów), buty chroniące Księcia przed toksycznym podłożem, sprzęt do nurkowania, a nawet plecak odrzutowy (pozwalający dostawać się do obszarów niedostępnych w inny sposób).

Przygoda wiodła przez zróżnicowane poziomy, od współczesnych miast (gdzie na odwiedzenie czekało kino, klub, metro, sklep, więzienie), przez pustynię i bazę wojskową, skończywszy na stacji kosmicznej i placówce na Księżycu. Wyglądały one jak labirynty, ale wówczas było to jeszcze gatunkowym standardem. Inna sprawa, że etapy skonstruowano w taki sposób, by koniec jednego był jednocześnie początkiem drugiego, co w owych czasach było rzadko eksploatowanym rozwiązaniem. Ponadto choć Duke Nukem 3D nie był immersive simem, sekrety, o których wspominam powyżej, trzeba było gdzieś poupychać. Oprócz głównej ścieżki odwiedzane lokacje oferowały więc niezliczone boczne odnogi, kanały wentylacyjne, a także tylne wejścia i przejścia niewidoczne na pierwszy rzut oka.
Celowo nie wspomniałem jeszcze o warstwie fabularnej, gdyż miała ona raczej marginalne znaczenie. Po tym, jak Błękitna Planeta została zaatakowana przez najeźdźców z kosmosu, którzy porwali ziemskie kobiety, na ratunek ruszył im największy, najprzystojniejszy, najsilniejszy i najbardziej skuteczny bohater jakiego widziała Ziemia… a przynajmniej za takiego uważał się sam protagonista (swoją drogą, kogoś zaczął mi on przypominać…).

Duke Nukem 3D ukazał się na komputerach osobistych w 1996 roku i choć grze można było nieco zarzucić (jak już wspomniałem, oprawa nie była najwyższych lotów, a specyficzny, miejscami seksistowski humor nie każdemu musiał przypaść do gustu), sprzedała się doskonale i zebrała wysokie noty. Z perspektywy czasu zaryzykowałbym stwierdzenie, że to właśnie ta produkcja była prawdziwym Duke Nukem Forever. Na przestrzeni lat doczekała się ona konwersji na rozmaite platformy, była rozbudowywana o dodatkowe poziomy, a w końcu otrzymała reedycje.
Wśród tych ostatnich prym wiedzie jubileuszowy Duke Nukem 3D: 20th Anniversary World Tour z 2016 roku. To właśnie dzięki ostatniej z wymienionych pozycji sam w końcu mogłem przekonać się, jaki tak naprawdę był Duke Nukem 3D. W chwili pisania tych słów bez trudu można ją znaleźć na Steamie (71,99 zł), w Microsoft Store (69,99 zł) i PlayStation Store (89 zł) oraz sklepie Nintendo (9,99 dolara, czyli w przeliczeniu około 36 zł).

Retro Gaming
Cykl Retro Gaming rozwijamy od października 2023 roku. Polecamy teksty wchodzące w jego skład. Poniżej linkujemy do pięciu poprzednich odcinków:
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
Więcej:Call of Duty: Modern Warfare 4 wycieka. Ujawniono pierwszy teaser i szczegóły premiery
GRYOnline
Gracze
Steam
GRYOnline
Gracze
Gracze

Autor: Krystian Pieniążek
Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w sierpniu 2016 roku. Pomimo że Encyklopedia Gier od początku jest jego oczkiem w głowie, pojawia się również w Newsroomie, a także w dziale Publicystyki. Doświadczenie zawodowe zdobywał na łamach nieistniejącego już serwisu, w którym przepracował niemal trzy lata. Ukończył Kulturoznawstwo na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prowadzi własną firmę, biega, uprawia kolarstwo, kocha górskie wędrówki, jest fanem nu metalu, interesuje się kosmosem, a także oczywiście gra. Najlepiej czuje się w grach akcji z otwartym światem i RPG-ach, choć nie pogardzi dobrymi wyścigami czy strzelankami.