Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek

Serious Sam to bez wątpienia największy rywal Duke’a Nukema. Można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie on przetrwał próbę czasu, przez co jego marka do dzisiaj jest rozwijana. Jak jednak wyglądał początek jego kariery?

Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek, źródło grafiki: Croteam / Devolver Digital.
Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek Źródło: Croteam / Devolver Digital.

Wśród bohaterów gier wideo nie brakuje twardzieli, którzy pod względem swojej szeroko pojętej „męskości” mogliby z powodzeniem stawać w szranki z ikonami kina. Mowa zwłaszcza o dwóch mięśniakach działających zgodnie z zasadą „najpierw strzelaj, potem pytaj”. Choć Duke Nukem jest postacią kultową, nie ma co ukrywać, że niespecjalnie przystaje do dzisiejszych czasów. Co innego jego bodaj największy konkurent, czyli Serious Sam. Przygody Poważnego Sama wciąż są kontynuowane (o czym świadczy niedawna zapowiedź Serious Sam: Shatterverse) i nie zanosi się na to, by miał on podzielić los swojego rywala.

Przypomnijmy sobie zatem, jak rozpoczęła się jego kariera, pod którą fundament położyła wypuszczona w 2001 roku gra Serious Sam: The First Encounter.

Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.

Kup Abonament Premium GRYOnline.pl

Poważny bohater, poważne problemy i poważne rozwiązania

Przygoda Serious Sama zaczynała się w XXII wieku, kiedy to Ziemia mierzyła się z niebezpieczeństwem ze strony hord dowodzonych przez naszego tutejszego arcywroga – Mentala. Protagonista będący ostatnią nadzieją ludzkości został wysłany w przeszłość, a dokładnie do starożytnego Egiptu. Jego zadaniem było zdobycie informacji o obcej rasie Sirian, a tym samym zapewnienie ludziom przewagi w nierównej walce obronnej. I… z grubsza to by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę tej gry. Po dotarciu na miejsce Poważny Sam chwytał bowiem za broń i brał się za to, co potrafił najlepiej, czyli za eliminację hord przeciwników. Uważacie, że subtelne nawiązania do twórczości Ericha von Danikena zasługują na rozbudowę i bardziej ambitną opowieść? Cóż, trafiliście pod zły adres.

Serious Sam: The First Encounter podzielono na misje, które rzucały nas w różne zakątki piaszczystej, antycznej krainy. Na ich przestrzeni Serious Sam trafiał do Memfis i Teb oraz na pustynię, po drodze odwiedzając grobowiec Ramzesa III, a nawet goszcząc w Wielkiej Piramidzie. Jego zadania nie należały do zbyt skomplikowanych, bowiem zazwyczaj musiał zdobyć określony przedmiot, wybić wszystko, co się rusza, pokonać bossa strzegącego wyjścia z danego etapu i ruszyć dalej przed siebie.

Choć taki pomysł może wydawać się prosty (lub wręcz prostacki), przez co do rozgrywki mogłaby wkraść się monotonna, to jednak według mnie deweloperom z Croteam udało się uniknąć tego efektu. Będąca solą zabawy walka z adwersarzami prezentowała się bowiem znakomicie, skutecznie pompując adrenalinę do krwi.

Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital. - Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek - wiadomość - 2026-05-16
Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital.

Wrogowie i środki ich zagłady

Choć Sam nie cierpiał na klaustrofobię i nie stronił od zamkniętych lokacji i korytarzy, to jednak nie ma co ukrywać, że najlepiej czuł się na otwartych przestrzeniach. Niestety (a może wręcz przeciwnie?) to samo można powiedzieć o jego nieprzyjaciołach, którzy otwarte tereny wykorzystywali, by dosłownie zasypywać go gradem pocisków i atakować w grupach liczących od kilkudziesięciu do kilkuset jednostek. Wśród nich prym wiedli szeregowi adwersarze działający w myśl zasady „w kupie siła”, na czele z zapadającymi w pamięć Kamikaze.

Ci ostatni na przestrzeni lat stali się swoistą ikoną marki. Mowa o ludziach pozbawionych głów, wyposażonych w dwie bomby, biegnących prosto na Sama z charakterystycznym okrzykiem „Aaa(aaaaaa)”. Na szczęście ten ostatni można było usłyszeć z daleka, co pozwalało zawczasu ich unicestwić (lub pozbyć się przynajmniej większości z nich, bo nigdy nie atakowali pojedynczo). Oprócz nich przychodziło nam mierzyć się między innymi z hybrydami ludzi i skorpionów, szarżującymi bykami czy choćby szkieletami.

A skoro mowa o unicestwianiu wrogów, przejdźmy do narzędzi mordu wykorzystywanych przez Sama. Arsenał protagonisty prezentował się co najmniej tak samo imponująco, jak jego mięśnie (i nie ukrywajmy, że znacznie bardziej imponująco, niż możliwości jego umysłu). Choć na wstępie bohater miał do dyspozycji zwykły nóż i pistolet z nieograniczoną amunicją, wachlarz jego możliwości bojowych szybko się rozszerzał. W lokacjach można było znaleźć takie giwery, jak dwururka, shotgun, kultowy Tommy Gun, granatnik, wyrzutnia rakiet, a nawet działko laserowe. Na koniec zostawiłem swoje dwie ulubione zabawki, czyli minigun oraz… najprawdziwsze działo. Ten pierwszy rozkręcał się powoli, ale jak już zaczął zasypywać wrogów pociskami, to nie było zmiłuj. To drugie działało jeszcze wolniej, ale jeden wystrzelony z niego pocisk potrafił położyć trupem grupę oponentów (pod warunkiem, że byli ustawieni jeden za drugim), a wielu bossów miało na 2 strzały.

Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital. - Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek - wiadomość - 2026-05-16
Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital.

Multiplayer

Serious Sam: The First Encounter pozwalał nie tylko na zabawę w pojedynkę, lecz także na rozgrywkę w trybie multiplayer. Z innymi graczami można było bawić się przez Internet lub w sieci lokalnej, a nawet na podzielonym ekranie dla maksymalnie 4 osób. Na sprawdzenie czekały tu takie wariacje na temat deathmatcha, czyli scorematch (gdzie nasze poczynania były punktowane) i klasyczny fragmatch (gdzie liczyła się tylko liczba zabójstw). Ponadto tytuł oferował tryb współpracy, gdzie wspólnie przechodziliśmy misje, walcząc z odpowiednio większą liczbą przeciwników.

Drugie starcie

Choć cykl Serious Sam cieszy się statusem kultowego, a jego pierwsza odsłona sprzedała się dobrze i zebrała pozytywne noty, to jednak gracze i recenzenci nieco na nią narzekali. Wśród wad gry wymieniano jej niezbyt imponującą długość (zaprawieni w bojach fani strzelanek mogli ją ukończyć w jedno dłuższe popołudnie) oraz monotonne projekty lokacji. Sam bawiłem się przednio i prawdę mówiąc nie podzielałem ani jednego, ani drugiego zarzutu, jednak twórcy wzięli je sobie do serca.

Owocem takiego stanu rzeczy była wypuszczona w 2002 roku gra Serious Sam: The Second Encounter, czyli bezpośrednia kontynuacja omówionej przeze mnie produkcji, w której Serious Sam kontynuował swoją walkę z Sirianami. Co prawda fabuła nadal nie należała do szczególnie skomplikowanych i zajmujących, ale stanowiła dobry pretekst do rzucenia protagonisty w kolejną podróż w czasie i przestrzeni. Tym razem nasz mięśniak nie był jednak przykuty do jednej lokacji, bowiem gra rzucała go do Teotihuacan (miasta Majów), Babilonii, a nawet średniowiecznej Polski z 1138 roku! Po drodze nasz podopieczny przemierzał świątynię Gilgamesza, Wieżę Babel oraz rodzime Krwawice (Krwawitze). Wszystko po to, by… odnaleźć Świętego Graala, w uniwersum Poważnego Sama będącego… nadajnikiem służącym do wzywania statku kosmicznego.

Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital. - Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek - wiadomość - 2026-05-16
Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital.

The Second Encounter poszerzyło również arsenał (o piłę łańcuchową, miotacz ognia, karabin snajperski oraz Serious Bomb zmiatającą wszystkich nieprzyjaciół w zasięgu wzroku). Ponadto rozgrywkę urozmaicały power-upy zwiększające prędkość bohatera, wzmacniające jego broń, a nawet zapewniające mu niezniszczalność i niewidzialność. Dopełnieniem tego wszystkiego były elementy platformowe i nowi przeciwnicy.

W efekcie Serious Sam: The Second Encounter okazał się produkcją lepszą, bardziej rozbudowaną i bardziej przemyślaną, ostatecznie ugruntowując pozycję marki na branżowej mapie. Ja jednak do dzisiaj obstaję przy tym, że „jedynka” również jest warta uwagi. Ewentualnie można ją potraktować jako swoisty „przydługi” wstęp do dania głównego.

Jak dzisiaj zagrać w Serious Sam: The First Encounter?

W chwili pisania tych słów Serious Sam: The First Encounter jest dostępny zarówno w wersji Classic, jak i zremasterowanym wydaniu HD. Ceny poszczególnych wersji zależą od platform. Obydwie pozycje znajdziemy na Steamie (kolejno 27,50 zł i 53,99 zł), a na GOG-u dostępna jest edycja Classic (za 21,99 zł). Na konsolach można je sprawdzić w ramach Serious Sam Collection, w PlayStation Store wycenionego na 134 zł, zaś w sklepie Microsoftu na 137,49 zł.

Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital. - Tak zaczynał wielki rywal Duke’a Nukema. Serious Sam: Pierwsze starcie to fundament kultowej serii strzelanek - wiadomość - 2026-05-16
Serious Sam: The First Encounter. Źródło: Croteam / Devolver Digital.

Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!

Serious Sam: The First Encounter

Serious Sam: Pierwsze starcie

Serious Sam: The First Encounter
PC
Data wydania: 22 marca 2001
Serious Sam: The First Encounter - Encyklopedia Gier
7.8

GRYOnline

8.1

Gracze

9.6

Steam

Oceń Grę

1

Krystian Pieniążek

Autor: Krystian Pieniążek

Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w sierpniu 2016 roku. Pomimo że Encyklopedia Gier od początku jest jego oczkiem w głowie, pojawia się również w Newsroomie, a także w dziale Publicystyki. Doświadczenie zawodowe zdobywał na łamach nieistniejącego już serwisu, w którym przepracował niemal trzy lata. Ukończył Kulturoznawstwo na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prowadzi własną firmę, biega, uprawia kolarstwo, kocha górskie wędrówki, jest fanem nu metalu, interesuje się kosmosem, a także oczywiście gra. Najlepiej czuje się w grach akcji z otwartym światem i RPG-ach, choć nie pogardzi dobrymi wyścigami czy strzelankami.

Za 4 dni na Disney+ obejrzysz najlepszy występ w karierze Amandy Seyfried. Niezwykły historyczny film ma 86% na Rotten Tomatoes

Poprzedni
Za 4 dni na Disney+ obejrzysz najlepszy występ w karierze Amandy Seyfried. Niezwykły historyczny film ma 86% na Rotten Tomatoes

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl