Możliwość wcielenia się w Obcego, Predatora i Kolonialnego Marine w jednej grze była marzeniem niejednego fana. W 1999 roku studio Rebellion postanowiło je spełnić, tworząc kultowe Aliens vs Predator.
Choć dzisiaj może się to wydawać trudne do uwierzenia, na początku XXI wieku gry wideo były jeszcze droższe niż obecnie (w przeliczeniu na przeciętne zarobki). Z tego względu przynajmniej dla części graczy w cenie były pozycje, których przejście trwało dłużej niż jedno czy dwa posiedzenia.
Jako że sam zaliczałem się do tej grupy, gdy tylko dowiedziałem się, że wydany w 1999 roku Aliens vs Predator to niemal „trzy gry w jednej”, jako młodociany fan obu tytułowych marek zapragnąłem sprawdzić ten projekt. I faktycznie nie zawiodłem się jego długością, choć z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że większa była w tym moja zasługa, aniżeli deweloperów oraz ich dzieła. Ale zacznijmy od początku.
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium GRYOnline.pl
Aliens vs Predator na wstępie oferował możliwość wyboru postaci, w którą chcieliśmy się wcielić. Oprócz Obcego i Predatora, mowa była o Kolonialnym Marine. Rozgrywka w skórze każdej z nich wyglądała zupełnie inaczej. Ponadto każda z nich brała udział w odrębnej historii, miała do zrealizowania inne cele i inaczej walczyła o przetrwanie. Od nas zależało, w jakiej kolejności będziemy poznawać poszczególne kampanie.
Jako początkujący miłośnik strzelanek „na dzień dobry” wybrałem oczywiście Marine. Szybko przekonałem się, że pomimo iż uzbrojono go po zęby i wyposażono w gadżety pokroju detektora ruchu, miał on najbardziej przechlapane. Był bowiem najsłabszy z całej trójki oraz miał ograniczone możliwości poruszania się. Z drugiej strony jego odporność na ataki zwiększał pancerz ochronny, w jego kieszeniach nie brakowało flar rozświetlających ciemności, a wrogów mógł faszerować ołowiem, którego również zawsze miał pod dostatkiem.

Niemniej w moim odczuciu dopiero druga uruchomiona przeze mnie kampania, poświęcona Predatorowi, pozwalała naprawdę rozwinąć skrzydła. Predator miał bowiem do dyspozycji ikoniczne ostrza na nadgarstkach, przymocowane do ramienia działo energetyczne, a także inteligentny dysk. Ponadto mógł robić użytek z systemu maskowania, który czynił go niewidzialnym, kilku trybów widzenia (na czele z podczerwienią), a upadki z dużej wysokości nie były mu straszne.
Najbardziej specyficznie grało się Obcym. W jego skórze świat oglądaliśmy bowiem przez charakterystyczne „rybie oko”, a pomiędzy podłogami, ścianami i sufitami nie było w zasadzie żadnej różnicy, bo „drapieżnik doskonały” mógł poruszać się po wszystkich płaszczyznach. Podobnie jak Predator, widział on więcej niż Marine za sprawą echolokacji i zdolności wykrywania feromonów, a upadki z dużej wysokości nie robiły na nim wrażenia. Jako że nie dzierżył żadnej broni, nieprzyjaciół pozbywał się, używając ogona, pazurów i szczęk.

Rozgrywka jako Obcy potrafiła być dezorientująca. W rozprawieniu się z tym problemem nie pomagała oprawa graficzna, która już w momencie premiery nie była najwyższych lotów. Trzy lata później, gdy na rynku szalały już takie pozycje, jak Unreal Tournament bądź Return to Castle Wolfenstein, a kiedy to sam dałem szansę omawianej pozycji, było z nią znacznie gorzej.
O ile powtarzające się tekstury i szaroburą kolorystykę dało się przeboleć, gdy graliśmy jako Marine bądź Predator, o tyle w skórze Obcego taki pomysł na sferę wizualną potrafił zepsuć zabawę. W tym przypadku bowiem poszczególne płaszczyzny zlewały się w jedną „papkę”, przez co można było mieć problem z identyfikacją tego, co jest ścianą, co podłogą, a co sufitem.
W 2002 roku gra spełniła moje oczekiwania pod względem długości, ale wystarczy rzut okiem na HowLongToBeat, by odkryć, że to raczej nie była jej zasługa. Jej standardowe przejście wprawionemu graczowi nie powinno bowiem zająć więcej niż 8 godzin, a osoby lubiące „lizać ściany” i zaglądać w każdy kąt musiały zarezerwować sobie 7 godzin więcej.

Choć sam „męczyłem się” z tym tytułem znacznie dłużej, to uczciwie przyznaję, że ogrywałem go jako początkujący gracz, przez co stanowił on dla mnie większe wyzwanie, aniżeli dla przeciętnego fana strzelanek. Nie bez znaczenia był również fakt, że ogrywałem go w wersji rozszerzonej o Millenium Expansion Pack, który wprowadzał między innymi 9 dodatkowych poziomów, co znacząco wydłużyło moją przygodę z tym tytułem.
Ponadto rozgrywkę z Aliens vs Predator można było wydłużyć, bawiąc się w trybie multiplayer. Jego filar stanowił moduł deathmatch, w którym stawali ze sobą do walki Obcy, Predatorzy i Kolonialni Marines. Różnice pomiędzy tymi rasami, ich wyposażeniem, zdolnościami i sposobami walki czyniły wieloosobową rozgrywkę chaotyczną, ale też bardzo satysfakcjonującą.
Aliens vs Predator powstawał w czasach, kiedy wielu twórców strzelanek jeszcze nie zaprzątało sobie głowy opowiadaniem interesujących historii. Choć opisywane dzieło nie prezentowało pod tym względem poziomu Half-Life’a, a fabuły poszczególnych kampanii w dużym stopniu były tylko pretekstami do masakrowania nieprzyjaciół, to jednak potrafiły zainteresować.

Przygodę jako Colonial Marine rozpoczynaliśmy w znanej z filmu Obcy: Ósmy pasażer Nostromo stacji badawczej na księżycu LV-426 Acheron, gdzie toczyliśmy nierówną walkę z Obcymi. Następnie trafialiśmy na stację Odobenus, gdzie do „zabawy” dołączali Predatorzy i cybernetycznie ulepszeni „Alieni”, a w konsekwencji pojawialiśmy się na pokładzie statku Tyrargo, gdzie stawaliśmy oko w oko między innymi z hybrydą Obcego i Predatora.
W skórze Predatora gra rzucała nas między innymi na planetę-więzienie z filmu Obcy 3 i do gniazda „Alienów”, po drodze również pozwalając nam stanąć oko w oko z hybrydą Obcego i Predatora. Na dokładkę tytuł umożliwiał polowania na Kolonialnych Marines, na co z oczywistych względów nie mogliśmy liczyć jako człowiek. Podobnie miały się sprawy z kampanią Obcego, której finałem było wejście na pokład promu zmierzającego na pewien bardzo ważny glob...
Szkoda tylko, że na ołtarzu różnorodności złożono pomysł, by powiązać ze sobą poszczególne kampanie i pozwolić nam spojrzeć na te same wydarzenia z różnych perspektyw. Z drugiej strony to, czego nie zrobiło Rebellion, udało się autorom kontynuacji.

Aliens vs Predator w 2001 roku doczekał się sequela w postaci gry Aliens vs Predator 2 od ekipy Monolith Productions, która wprowadziła szereg usprawnień i została przyjęta równie ciepło co pierwowzór.
W 2010 roku pierwszy Aliens vs Predator został udostępniony w formie unowocześnionej reedycji zatytułowanej Aliens vs Predator Classic 2000. W tym samym roku Rebellion przygotowało reboot cyklu, również zatytułowany Aliens vs Predator i także wyposażony w trzy kampanie fabularne oraz tryb multiplayer. Choć była to dość solidna produkcja, nie zapisała się na kartach historii branży jak oryginał i „dwójka”.
W chwili pisania tych słów Aliens vs Predator jest dostępny na platformach Steam i GOG w wydaniu Aliens vs Predator Classic 2000, gdzie kosztuje odpowiednio 22,99 zł i 23,69 zł. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że z dzisiejszej perspektywy dzieło Rebellion prezentuje się archaicznie, zwłaszcza pod kątem jakości oprawy graficznej, więc raczej nie będzie grą dla każdego.

Retro Gaming
Cykl Retro Gaming rozwijamy od października 2023 roku. Polecamy teksty wchodzące w jego skład. Poniżej linkujemy do pięciu poprzednich odcinków:
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
Gracze

Autor: Krystian Pieniążek
Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w sierpniu 2016 roku. Pomimo że Encyklopedia Gier od początku jest jego oczkiem w głowie, pojawia się również w Newsroomie, a także w dziale Publicystyki. Doświadczenie zawodowe zdobywał na łamach nieistniejącego już serwisu, w którym przepracował niemal trzy lata. Ukończył Kulturoznawstwo na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prowadzi własną firmę, biega, uprawia kolarstwo, kocha górskie wędrówki, jest fanem nu metalu, interesuje się kosmosem, a także oczywiście gra. Najlepiej czuje się w grach akcji z otwartym światem i RPG-ach, choć nie pogardzi dobrymi wyścigami czy strzelankami.