Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość pozostałe 11 lutego 2002, 18:47

autor: Tomasz "Sznur" Pyzioł

Tendencyjne nominaceje AIAS?

Kilka dni temu, o czym informowaliśmy, amerykańska Academy of Interactive Arts and Sciences ogłosiła listę nominowanych do tej prestiżowej nagrody (odpowiednika Oskarów dla gier komputerowych). Niestety wyniki nominacji wywołały falę niezadowolenia, a na wielu internetowych stronach zajmujących się grami – wręcz posądzeniem o tendencyjność.

Kilka dni temu, o czym informowaliśmy, amerykańska Academy of Interactive Arts and Sciences ogłosiła listę nominowanych do tej prestiżowej nagrody (odpowiednika Oskarów dla gier komputerowych). Niestety wyniki nominacji wywołały falę niezadowolenia, a na wielu internetowych stronach zajmujących się grami – wręcz posądzeniem o tendencyjność.

Głównym powodem tych głosów jest brak na liście kilku znaczących tytułów, które bezapelacyjnie mogłyby kandydować o tytuł najlepszej gry w swojej kategorii, a nawet Gry Roku. Mowa tu głównie o Max Payne oraz Arcanum: Of Steamworks and Magick Obscura (co zresztą słusznie skomentował Shuck). Szczególnie dotyczy to jednak tego pierwszego tytułu, który w zeszłym roku był jedną z najlepiej sprzedających się gier na PC. Zdobył zarówno uznanie krytyki jak i graczy, którzy uznali go za najlepszą grę akcji roku 2001.

Ponieważ członkami AIAS są wyłącznie ludzie z branży, padły podejrzenia, iż duże firmy jak Electronic Arts, Infogrames czy Ubi Soft, hurtem wykupiły udziały dla swych wszystkich pracowników. Jest to oczywistym zaprzeczeniem szczytnej przecież idei nagradzania produktów przez ludzi z tej samej branży. Dzieje się tak dlatego, iż wbrew pozorom jest o co walczyć. Nagrody AIAS mają olbrzymie znaczenie marketingowe - trafiają później na pudełka, do prasy i reklam. Już teraz jeden z polskich dystrybutorów chwali się, iż gra Battle Realms została wybrana strategią roku, mimo iż (nic jej nie ujmując) dopiero znalazła się na licie nominowanych w tej kategorii.

Wobec takich faktów trzeba zacząć traktować te nagrody bardziej jako niegroźną zabawę grona producentów i wydawców, niż jako rzeczywisty wyznacznik wartości ocenianego tytułu.