Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 13 kwietnia 2005, 08:58

Brothers in Arms - afera, której nie ma...

Części z Was, którzy kupili w dniu wczorajszym Życie Warszawy być może rzucił się w oczy artykuł Andrzeja Walenteka pt. „Wirtualna gra historią”, poświęcony grze „Brothers in Arms”. W moim odczuciu wygląda na to, że po raz kolejny dziennikarze w pogoni za „chwytliwym tematem” szukają taniej sensacji na rynku gier komputerowych...

Części z Was, którzy kupili w dniu wczorajszym Życie Warszawy być może rzucił się w oczy artykuł Andrzeja Walenteka pt. „Wirtualna gra historią”, poświęcony grze „Brothers in Arms”. W moim odczuciu wygląda na to, że po raz kolejny dziennikarze w pogoni za „chwytliwym tematem” szukają taniej sensacji na rynku gier komputerowych...

Podobnie, jak w przypadku zeszłorocznej afery wokół „Panzers: Faza pierwsza” tak i tym razem mamy do czynienia z zarzutem, że w grze komputerowej pojawiło się kłamstwo historyczne w jawny sposób krzywdzące Polaków. O ile w przypadku „Panzersów” poszukiwacze teorii spiskowych mieli więcej „potencjalnych punktów zaczepienia” o tyle, w przypadku „Brothers in Arms” autor wspomnianego artykułu stara się wywołać skandal jedynie na podstawie fragmentu z angielskojęzycznej instrukcji opisującego potencjalnych przeciwników. Wspomniany fragment publikuję poniżej:

Brothers in Arms - afera, której nie ma... - ilustracja #1

Co na tej podstawie napisał pan Walentek? Jego artykuł zaczyna się od stwierdzenia „Z popularnej gry komputerowej wynika, że polskie oddziały walczyły po stronie Niemców...”.

Przyznam, że fantazja tego autora jest doprawdy dość duża, jednak poziom jego rzetelności budzi naprawdę duże zastrzeżenia. Sformułowanie na podstawie zdania o polskich „ochotnikach” (zwróćcie uwagę, że ochotnicy są ujęci w cudzysłów” a więc może tu równie dobrze chodzić o osoby, które zostały siłą wcielone do Wermachtu) tezy, jakoby po stronie niemieckiej walczyły polskie oddziały uważam za wręcz śmieszne.

Nie jest jednak śmieszne, że autor podpiera się opinią płk rez. dr Zygmunta Matuszy, byłego wykładowcy historii działań wojennych podczas II wojny światowej w Akademii Obrony Narodowej, który miał słuszne prawo oburzyć się na wzmiankę o „polskich oddziałach”...

Podstawowy jednak problem, a zarazem argument, że nieudolna próba wzbudzenia sensacji tym artykułem jest całkowicie chybiona są... fakty historyczne. Autor jakoś nie zauważył, że zachodnie tereny Polski zostały włączone do III Rzeszy a znacznej części tamtejszej ludności została wpisana do III grupy niemieckiej listy narodowej (Deutsche Volksliste - DVL). Skutkiem tego wielu młodych mieszkańców Śląska i Wielkopolski zostało siłą wcielonych do Wermachtu. (Podając za opracowaniem dr Mirosława Golona, adiunkta Instytutu Historii i Archiwistyki UMK w Toruniu) – „Łącznie, na terenie wszystkim ziem wcielonych przymusowa mobilizacja do Wehrmachtu objęła ponad 250 tys. Polaków, większość na polskim Śląsku oraz ok. 80 tys. na Pomorzu.” (źródło) Zainteresowanych odsyłam również do biuletynu Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, t. 33 – gdzie można znaleźć interesujące opracowanie (również związanego z Wydziałem Nauk Historycznych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika) dr hab. Jana Szilinga pt. „Przymusowa służba Polaków z III grupy niemieckiej listy narodowościowej w Wehrmachcie na przykładzie Pomorza Gdańskiego”).

Wyraźnie widać też, że autorowi tekstu nie chciało się zapoznać z przynajmniej jednym kompleksowym opracowaniem, które opisywałoby skład wielu niemieckich batalionów – tzw. Ost battalions (batalionów wschodnich) stacjonujących w Normandii w przededniu operacji Overlord. A wystarczyło przynajmniej sięgnąć po niezwykle popularne, również w naszym kraju opracowanie jednego z największych znawców tematyki II wojny światowej na froncie zachodnim, dr Stephena E. Ambrose’a Pt. „D-Day” aby zorientować się, że… pracownicy Ubisfoftu odpowiedzialni za opracowanie podręcznika opracowując opis „poborowych” po prostu prawie w całości przepisali fragment jednego z akapitów tej książki.. (W polskim wydaniu wspomniany akapit znajdziecie w rozdziale „Broniący się”, strona 29…)

Dla jeszcze lepszego opisania tego zagadnienia pozwolę sobie przytoczyć cytat z innej książki tego znakomitego autora:

„W czerwcu 1944 w Normandii 29 Dywizja Piechoty wzięła do niewoli nieprzyjacielskich żołnierzy tak wielu narodowości, że jeden z Amerykanów nie wytrzymał i zapytał oficera swojej kompanii: - Panie kapitanie, z kim my właściwie, u licha, walczymy?” *

Konkludując – mam nadzieję, że w najbliższym czasie któraś z telewizji powtórzy interesujący materiał dokumentalny pt. „Kolumbowie w kolorze feldgrau” poświęcony wspomnieniom Polaków wcielonych do Wermachtu. Jego obejrzenie polecam szczególnie autorowi opisywanego artykułu... być może następnym razem będzie dużo ostrożniejszy w poszukiwaniu taniej sensacji...

* Stephen E. Ambrose „Obywatele w mundurach”, wyd. Magnum, Warszawa 2000, s. 28