"Gra działa płynnie i stabilnie (grałem na PC z RTX 4070 Super Ti, Ryzenem 7 7800X3D i 32GB pamięci RAM), choć nie obyło się bez drobnych potknięć – na przykład podczas zwiedzania portu uświadczyłem zauważalne spadki klatek na sekundę. "
To są chyba jakieś jaja. Gra, dzięki swojej estetyce, wygląda tak, że powinna ruszyć na PS2 (nie chcę tu nawet wrzucać do wypowiedzi Switcha) i recenzent cieszy się, że działa płynnie na kompie za jakieś 11-12 tysięcy? My tu poważnie rozmawiamy? Przecież te postacie to sprity.
Walki pokemonów na tych samych poziomach (a film nie pokazuje, żeby levele się różniły, raczej wszystkie poki są sprowadzone do jednego, równego) najczęściej kończą się jednym strzałem STABu albo dwoma przy niedopasowanym typie - będzie z tego kolejny Stadium, gdzie wypożyczając rentale, wygrywało się albo przegrywało tylko na podstawie tego, kto pierwszy zaatakował.
A tu jeszcze wchodzą Mevo i Tera - te walki będą się kończyły po kilkudziesięciu sekundach.
EDIT: No i nawet, jeśli dadzą 1000 pokemonów, to i tak 90% nie będzie się nadawało do użycia, bo kto gra kompetytywnie Surskitem czy Charcadetem?
No to sprzedaję te akcje w cholerę. I tak leżę na minusie od dłuższego czasu, ale nie ma co kusić losu.
Ty mówisz o liniach dialogowych. Ja mówię o dubbingu. Linda jest żałosny jako Kratos i nie wyobrażam sobie grania w to po polsku.
No i dokupiłem dodatek, ale obiecałem sobie, że teraz zaangażuję się w fabułę (streszczenie Z-A już przeczytałem, teraz brakuje mi jeszcze streszczenia X/Y :D). A przynajmniej się postaram. Pierwsze fabularne zadanie - pomóc właścicielce Hoopy zrobić najpyszniejszego donuta...
Dobra, skończyłem ją wczoraj po 45h. to chyba mogę coś tam napisać.
Kupiłem po taniości wersję S2 z myślą o graniu na jedynce V2 - wszystko chodzi należycie, gra jest zaskakująco płynna i chodzi najlepiej z tych nowych (nawet Sw/Sh nie był tak płynny, Arceus potrafił chrupnąć) i to mimo gęstych i szybkich walk w kilka stworków na ekranie. Ewidentnie konsolę/silnik bardziej męczą widoki, niż akcja i efekty. Pojawiło się parę spadków fps przy kręceniu kamerą w konkretnych zakątkach miasta, ale nic, co męczyłoby rozgrywkę (patrzę na Ciebie, S/V).
Fabuła... na początku mnie ciekawiła, potem przestała całkowicie i znów chwyciła na ostatnią godzinę, ale przez przeskakiwanie wcześniejszych scenek wyłapałem tylko podstawy - nie ukrywam, zlałem ją totalnie. Ta z S/V zjadła mnie dużo bardziej, poza tym akurat nie grałem w X/Y, więc lore mnie nie wchłonął.
Graficznie wygląda to znośnie - postaci i pokemony są świetne, miasto... no cóż, jest. I tyle można powiedzieć. Wnętrza (a kilka jest) ładniejsze, niż outdoor. Animacje bardzo płynne, jeśli chodzi o markę Pokemonów, to czysty top.
Trudność - na początku jest łatwo, potwornie i za łatwo. Pod koniec okazuje się, że posiadanie sześciu poków po 60-65lv to za mało. Walki z ludźmi są na ogół dużo łatwiejsze, niż z dzikimi pokami, które potrafią napaść grupą. Ludzie mają 1-3 poki (więcej tylko na koniec) i padają błyskawicznie nawet bez MegaEvo.
Walka - no, tu mamy wszystko inaczej. Prawie całkowicie odpada element taktyczny i skille defensywne/supportujące. Walimy przeciwnym typem i czekamy, aż się załaduje. Filozofia zerowa. Itemki wrzucamy w aktywnej pauzie i chwile muszą się zregenerować, poki zmieniamy w locie i uważamy tylko na jedną rzecz - jest kara czasowa na wydanie okrzyku przez pokemona (wtedy nie możemy użyć żadnego ataku i jesteśmy podatni na strzała od przeciwnika). Walczymy 1:1, 1:2, czasem 1:6, ale te większe walki zamiatamy jednym Earthquakiem.
Łapanie - nie umiem się do tego odnieść. Jest banalne, obdarte z jakiegokolwiek wysiłku, a jednocześnie daje ogromny fun. Pokemony są tylko w zamkniętych strefach, ale niektóre łażą po mieście (ptaki, robaki, ryby). Pokemonów jest mi zwyczajnie mało (200+) i niektórych zwyklaków po prostu nie lubię (Diggersby i podobne twory). Chciałbym kurde Explouda, a nie króliki! Expienie to też banał, bo na start dostajemy charmsa do zwiększenia expa, który i tak wpada na cały team, nawet niewalczący.
EDIT: a no i największy plus - mamy tu mechanikę Alpha poków z Arceusa, przez co możemy spokojnie wpaść na Malamary, Steelixy i Alakazamy, przez co możemy zapełnić dexa bez potrzeby wymiany.
Podsumowując - bawiłem się okrutnie dobrze, wyglądało i działało to całkiem całkiem (a patrząc na poprzednie dokonania to wręcz doskonale), ale jedno miasto daje jednak niedosyt. Są kanały, jakieś jedno laboratorium, ale chciałoby się co najmniej drugiej takiej przestrzeni.
Z ciekawości przeczytałem cały eksperyment z wnioskami i nie odnajduję tu żadnej analogii.
Najpierw pytasz "po co", skoro przejście daje satysfakcję, a potem sam zauważasz, że od lat ludzie "przechodzą gry" oglądając kogoś grającego na YT. Po co płacić? Ano po to, żeby firma zarobiła, a "gracz" poczuje, że "przechodzi" grę u siebie. Win-win dla ameb i Sony.
Podpisujecie hiszpańsko-angielską petycję o polski wokal. Czy Wy nie widzicie ironii tej sytuacji? Podpisujecie się pod listem w obcym języku, a nie potraficie ograć po angielsku gry, której dialogi, opisy i napisy to jest pewnie angielski A1? Cyrk.
Jakoś... kompletnie nieprzyswajalne dla mnie. Dostaję grę, która stanowi sequel jakiejś mobilki, o której w życiu nie słyszałem (jak to o mobilkach), w prologu mam z 6-7 postaci, które się już bardzo dobrze znają, gra zaczyna sypać monitami o mechanikach (co niby w jRPGu nie jest czymś wyjątkowym) i przy dotarciu do pierwszego miasta czuje się już pogubiony i zniechęcony.
To jest jakaś mobilka przeniesiona na konsole i PC? Odpaliłem ją wczoraj na XSX (roczna gra) i wygląda to jak port z początków Switcha. 30 klatek, które gubiło się podczas przechodzenia przez okno, tekstury to żart (ten doberman był przezabawny).
Autorzy cofają się w rozwoju, a jeśli nie było budżetu, to nie ma sensu tego małego i tak roztrwaniać.
Łapanie poków bez walki z nimi nie ma szans być najlepszą odsłoną. To się mija z ideą tworzoną od 25 lat.
Jeśli poprawia się dobre, to oczywiste jest, czego można się spodziewać.
Mamy teraz jeszcze gorszą kopię WP/Interii.
Oj to ja się w dwóch punktach nie mogę zgodzić po całości. Po pierwsze - muzyka to w bardzo wielu momentach tępa rypanka, techniawa, dance, electro. To nawet nie "nie żre", tylko odrzuca.
Po drugie - misje Chadleya (i tej jego niedojechanej kompanki) są bardzo fajnym wypełnieniem czasu i pozwalają na wbicie tych symulowanych walk, które trochę testują gracza. No i to jedyny sposób na ogarnięcie (zbędnych dla walki) summonów.
Jezusie, co za rozlazłe, opasłe giersko. Po zobaczeniu napisów końcowych jestem wykończony tym, co ta gra oferowała - 66h, zrobione wszystkie krainy na full (bez ostatnich Protoreliców i questów) i mam dosyć.
Na początku myślałem, że otwarty świat będzie tu plusem (oczywiście względem 16 był ogromnym plusem), ale grę wypchano minigrami po krawędź i wielu z nich nie da się pominąć, jeśli chce się osiągnąć jakieś bezpieczne minimum, a nie mówię tu nawet o platynie.
Fakt pojawienia się punktu bez powrotu na aż 2 pełne rozdziały przed końcem gry jest rozwalający - to nie jest już zapis przed ostatnią walką, ale przed 4-6h materiału (i to tylko dlatego, że sporą część gry przejechałem na 1.5x tempa cutscenek).
Absurd, czysty absurd.
EDIT: Aha, no i to, że gra nie zaciąga niczego z poprzedniej części i znów ekspimy dokładnie te same bronie, te same materie i skille woła o pomstę do nieba. Co będzie w trójce? Znów grupowa amnezja i zaczynanie od Cure?
- słaby polski dubbing.
To przemilczę, bo nie mam pojęcia jak w ogóle można to takiej grze testować czy brać pod uwagę.
Mam inne pytanie - mając w pamięci GoT, co tu można zrobić jeszcze lepiej, żeby wyszła z tego pełnoprawna gra nie będąca 1:1 kalką jedynki? Jestem po niedawnym ograniu GoW Ragnarok i widzę, że nie da się poprawiać rzeczy doskonałych, bo wyszła przez to mdła powtórka, którą można było ograć z zawiązanymi oczami - te same miejsca, te same mechaniki. Tu jest tak samo? Inaczej (jak inaczej?). Czym to jest, jeśli nie DLC do jedynki?
Czyli dopiero od 4090 da się grać - nieźle. W kolorową strzelankę z celshadingiem. To ja zostanę przy moim trupku PC i dwóch konsolach.
Sami do tego doprowadziliśmy. Pozwoliliśmy sobie na otrzymywanie na PREMIERĘ produktu, który jest cząstkowy.
"Lariani to zauważyli i zaskoczyli go odpowiedzią" - napisali mu "debilu, nie trzymaj winyli bez opakowania luzem w miejscach narażonych na słońce"?
Sprzęt spokojnie by wystarczył, gdyby twórcom zachciało się robić gry jak należy, a nie klepać, żeby to działało jakkolwiek i pyk, zapowiedź dwójki na kolejną generację.
Nie sądziłem, że będę komentował Finala, ale jako że jest to seria, z którą jestem związany bardzo mocno od niemal 30 lat, to nie mogę sobie odmówić paru słów na temat tego GNIOTA.
Tak, GNIOTA. Jest to dla mnie drugi najsłabszy Final z głównej linii, zaraz po FF13-3 LR.
Dlaczego? Bo zostałem ogołocony ze wszystkiego, czym FF stoi. Gdyby tę grę nazwać jakkolwiek inaczej i zabrać te kilka pozostałych elementów łączących (kilka nazw, Chocobo, kilka imion), to byłaby to nadal pełnoprawna wydmuszka bez duszy.
Plusy i minusy? No, zacznę od plusów, bo mam tylko dwa:
- kraina jest ładna
- zasięg rysowania jest bardzo dobry,
To wszystko. Poważnie, to wszystko z plusów w takim tytule.
Minusy? Jedziemy:
- BRAK DRUŻYNY. Jak w Finalu może nie być drużyny, interakcji między postaciami, dialogów? Mamy psa i to przezroczyste naczynie z Shivą (wrócę do tego niżej). Jedyna znacząca postać SPOILER znika po 10h SPOILER; zero teamu to też zero team managementu,
- gra jest pełna wulgaryzmów, których nigdy w FF nie było; mamy dokładnie ten sam zabieg, jak w pierwszej książce Rowling po Potterze – nazwano ją „dorosłą” bo na stronę przypadało z 5 ku$%w i je”%ń, tu mamy identycznie,
- fabuła faktycznie najpierw jest aż za intensywna, potem rozmywa się, mamy timeskipy po kilka-kilkanaście lat,
- sidequesty to jakaś smutna parodia; gość wyglądający jak szafa do zabijania gigantów nosi posiłki albo wykonuje 10 kroków od postaci zlecającej do innej, żeby z nią pogadać i wrócić,
- gameplay, na który narzekano w 15stce, tu jest jeszcze gorszy – widzimy potwory, wpadamy w środek z obrotowym atakiem, potem jeszcze jakiś specjal i walimy jeden klawisz do oporu, uniki przy podstawowych walkach nie mają sensu, bo przeciwnicy nie nadążają atakować,
- przez system walki drzewko skilli nie ma żadnego znaczenia, bo to, co dostajemy na początku po prostu wystarcza, a przełączanie Eikonów TYLKO W PRZÓD L2 powoduje, że chaos w wybieraniu skilli w trakcie pojedynku jest nie do opisania,
- mix wokali jest tragiczny, 90% dialogów jest tak odcięta od tła, że brzmi jak dograna w kartonowym pudełku i tak wrzucona bez obróbki,
- głosy NPCów to już osobny blok gówna. KTO TAK MÓWI?! Kto charczy, rzęzi, gada z zaciśniętym gardłem albo jajami? Niektóre postaci są wręcz wybitne (dwójka rycerzy z sidequestem walki na improwizowanej arenie). Uszy krwawią,
- sklep, itemy, zbieranie i crafting są bezużyteczne; mamy możliwość stworzenia broni, które i tak są słabsze, niż obecnie dostępna, przeszukiwanie skrzyń i znajdek nie daje nic, bo i tak niczego lepszego nie jesteśmy w stanie stworzyć,
- no i ta cudna Jill (serio, Jill… dobrze, że nie Karen, Natalie albo Nicole). Umiecie znaleźć bardziej przezroczystą, żadną, nudną i bez znaczenia damską postać w FF? Thorgal ma więcej charyzmy, niż ta wydmuszka łażąca za nami i zasłaniająca ładne widoczki. Odwrotność wszystkich kobiet w całej serii.
No i wydajność… gra na PS5 w performance mode nie ma żadnego sensu, za to w trybie 30 klatek czytelność walki (która i tak jest minimalna) jest wręcz ujemna.
Jak można było wydać coś takiego?
Miesiąc temu ograłem w końcu Ragnaroka i - mimo że w jedynkę grałem lata temu przy premierze - praktycznie grałem z pamięci, bo 80% gry i mechanik to bezpośrednie przeniesienie z poprzedniej części. Można było zamknąć oczy i grać na czuja.
Bardzo bezpieczna kontynuacja, ale nie jest to komplement.
Najlepszy system walki w grach? :D Ani to prowadzenie jednej postaci, ani teamu. System gambitów z 12stki zjada ten remakowy bez popitki. W FF7R ATB rośnie tylko postaci granej przeze mnie, pozostałe dwie zanim dostaną "turę", to mijają eony. Wydawanie poleceń z "R-ek" z bardzo mocno spowolnionym czasem jest ok, ale wymaga chaotycznego latania po menu w czasie walki.
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet FF13-2 z półautomatem był mniej chaotyczny i bardziej grywalny, niż remakowy.
Jego głos jest całkowicie pomijalny i w żaden sposób charakterystyczny, a twarzy i tak nie udzielił, więc również nie rozumiem skąd zachwyty. Tam mogłoby być dowolne inne nazwisko. Magię zrobili graficy, którzy opracowali taką a nie inną twarz i nią grali emocje. Niestety, w przypadku CO tylko trzy-cztery głosy miały znaczenie w odbiorze (Monoco, Renoir, Lune no i niech będzie ta Sciel, chociaż bardziej można tu wstawić Golgrę albo Francois) dla ucha.
To nie FFX, gdzie niemal każda postać miała głos jak dzwon i robił on robotę. Ta skrzecząca (i jako jedyna udająca francuski akcent) Maelle jak kulą w płot.
Sprzedaż to jedno, inna sprawa - jakie teraz pojawiają się doniesienia samych użytkowników i serwisów zajmujących się gamingiem. Po tygodniu istnienia na rynku był już artykuł o pierwszych dryfach, innym konsola widzi jeden wciąż ładujący się joycon, bateria w niektórych tytułach leci w 2h, zielone i kolorowe pasy w zadokowanej wersji.
Niestety, dla mnie to sprzęt nieakceptowalny (podobnie jak jedynka) pod kątem bazy gier i technikaliów.
A ja mogę bez problemu grać postacią żeńską, ale nie chcę, żeby mówiła za nią Cieślak. Co teraz?
"wszechstronność przekupiona pewnymi kompromisami" - wtf? Przekupiona? Nie "obkupiona"?
WarioWare: Może it?
Eh, ta durna strona podczas komentowania newsów sama zmienia po zalogowaniu komentowaną informację...
W 2025 r. autor dalej insynuuje, że megapiksele są wyznacznikiem jakości aparatu?
Niestety, dla mnie konsola skreślona. Kupiłem teraz po taniości oleda i po przejściu dwóch Pokemonów nie ma tu dla mnie nic, co zachęcałoby do dalszego grania. Shop to wysypisko nawet nie indyków, a chałupniczych wyrobów gropodobnych, Mario, Donkey, Kirby to gry dla dzieci i nie wmówicie mi, że nie. Fun? Masa gier daje fun, a nie jest w infantylnej otoczce.
Od Zeldy się odbiłem po paru godzinach i to akurat przestało mi dawać fun dość szybko.
A wyłącznie dla Pokemonów A-Z nie kupię, bo się boję - 8 i 9 generacja na Oledzie to parada pokazu slajdów i absolutny żart wydawniczy.
Niestety, dla mnie konsola skreślona. Kupiłem teraz po taniości oleda i po przejściu dwóch Pokemonów nie ma tu dla mnie nic, co zachęcałoby do dalszego grania. Shop to wysypisko nawet nie indyków, a chałupniczych wyrobów gropodobnych, Mario, Donkey, Kirby to gry dla dzieci i nie wmówicie mi, że nie. Fun? Masa gier daje fun, a nie jest w infantylnej otoczce.
Od Zeldy się odbiłem po paru godzinach i to akurat przestało mi dawać fun dość szybko.
A wyłącznie dla Pokemonów A-Z nie kupię, bo się boję - 8 i 9 generacja na Oledzie to parada pokazu slajdów i absolutny żart wydawniczy.
Można byłoby pokazać co się stało z ludźmi po "gumażowaniu" i Gustave mógłby być ich przywódcą w drodze do powrotu do ich Lumiere.
Tak czy siak, wiem, że sam siebie oszukuję, ale nie chciałbym sequelu z dwóch powodów - nie będzie się dało ponowić takiego zachwytu i prawdopodobnie przestrzelą się w oczekiwaniach ludzi po jedynce.
EDIT: Pokazanie innej ekspedycji ma zero sensu (nomen omen), bo i tak robiłyby to samo i padły z rąk Renoira w miejscu ostatniej flagi. No chyba, że ekspedycji Zero... ale czy ja wiem.
Chyba nie podążam za Twoim tokiem myślenia, ale nie - będę grał z dźwiękiem, w oryginale, tylko muszę w tym celu zmienić cały język systemu.
Ja pierdziele, zaś będzie przełączanie języka w systemie, żeby pograć jak człowiek. Gra 18+, rozrywanie demonów, rzeź w piekle i dubbing... Ci dystrybutorzy mają mózg?
Last Remnant się nie przyjęło, bo team management, zasady walki i levelowania skilli to był jakiś obłęd :P Jak ktoś przeszedł Gates of Hell, to mógł uważać się za wymiatacza, a to była dopiero jakaś połowa gry. 7 lordów potrafiło wycisnąć poty, a ostatnia walka z Conquerorem uzależniona od podjętych przez całą grę decyzji już mnie pozamiatała totalnie.
Warto tu też wspomnieć o Resonance of Fate, które system walki turowej z pistoletami też miał wyrąbany w kosmos.
Nie wiem, o którym epilogu mówisz (były co najmniej dwa), ale tam już nic nie ma. Pozostaje wybór, żeby opowiedzieć się za jedną z idei i napisy. Potem powrót do flagi sprzed walki z księżycowym konikiem.
Ani to opinia, ani opis, ani recenzja.
Gra miała (jak na ironię) więcej problemów, niż jedynka, ale w tamtych czasach jak się na pudełko wydało 60zł, to się grało do zajechania płyty.
Oho, najgłupsze nagłówki kontratakują. Żeby była najlepiej oceniana gra 2025, to musi być 2025 + jeden dzień, inaczej to najlepiej oceniana gra do tej pory w roku 2025.
W sumie jeśli ktoś siedzi i ogląda jak ktoś inny otwiera jakieś paczki w grze, to niech jeden płaci za oglądanie bez reklam, a drugi traci na ograniczeniach 18+ przy publikowaniu. Obie strony są równie nienormalne i jednakowo nie cenią swojego czasu.
Jestem stary. Ta gra jest dla mnie zwyczajnie dość trudna :P Odbiję kawałek od miejsc przewidzianych fabularnie i zbieram oklep natychmiastowy. Chcę podnieść staty Shrinami, to zaś trafiam na jakiś "moderate test of strength" i nie jestem w stanie rozwalić tego mecha-pajęczaka.
Co prawda wczoraj w końcu odkryłem tę kwiecistą milfetkę, która podbija armory, ale wciąż czuję się jak chłopiec do bicia.
Nie jestem typem darksoulowca, a tu widzę "Game over" co pół godziny. Sterowanie z tym lock-on'em na przeciwniku zaledwie z kilku metrów też nie pomaga.
Niemniej - cofam, da się zrobić pełne, ładne 3D z płynnym graniem.
Kolejne zestawienie stworzone tylko dlatego, że jedna z gier na liście jest nowa. I żeby było śmieszniej - nawet GOL nie ma jej karty w katalogu, a na samym Steamie nie ma podanej daty premiery.
Trochę śmiesznie, trochę smutno.
Kupiłem Switcha Oleda 1.5 tygodnia temu praktycznie z myślą wyłącznie o Pokemonach + ewentualnie Zeldzie. Akurat udało mi się trafić na OLXie Sword + Violet + BotW i zaczynam w tej kolejności.
Co mogę powiedzieć? No to, że Pokemony wyglądają olśniewająco względem poprzednich (przespałem generację 3DSa, bo nie miałem na czym grać, grałem we wszystkie poprzednie na emu), mają świetnie naprawione mechaniki i odświeżające pomysły, ALE - ale po zagraniu w Sworda nie wyobrażam sobie grania na Switchu w cokolwiek "lepszego" niż te Pokemony. Ta konsola idzie na takie kompromisy, że w DEDYKOWANYM tytule, jakim jest Sword, klatki lecą na łeb nawet podczas tego prezentowania gracza + przeciwnika przed rozpoczęciem walki.
Jak tu może chodzić zadowalająco cokolwiek w poważniejszym 3D? Nie chcę na razie rozgrzebywać Zeldy, ale już się boję jak to będzie chodziło.
Nadal - mimo zakupu - podtrzymuję, że to jest ciut mocniejszy Gameboy, a nie konsola z prawdziwego zdarzenia. Widziałem w sklepie gry typu Metro Redux czy AC3 - jak to w ogóle ma prawo tam działać?
Myk polega na tym, że Sony musiało coś tworzyć pod te screeny, a jeśli N zrobi to i automatycznie udostępni bibliotekę DS i 3DS (której nie ma [oficjalnie] na Switchu), to rozbije bank i ludzie to i tak kupią.
Nie chcę być niegrzeczny, ale już Campus był wtórną i nudną wymianą assetów dla (bądź co bądź świetnego i świeżego) Hospitala. Tutaj będzie kolejny raz to samo...
"Ściganie się dla samego ścigania jest bezsensownie głupie i nudne"
Tymczasem Forzy, które w ogóle nie mają jakiegokolwiek tła fabularno-zadaniowego i postępu, bo dostajesz wszystko z koła fortuny :D
Nnn...ie. Starczy. Grałem w Judgment, Lost Judgment i oba Like a dragon i moja wieloletnia tolerancja na japońskie głupoty w grach skończyła się właśnie na LAD:IW. Wydaje mi się, że twórcy marki sami nie do końca już wiedzą czego chcą, a klienci im niestety przyklaskują i tworzą takie potworki jak to.
Mamy co najmniej dwie Lary - stara: pyskata, cwaniacka wieśniara z cycem i nowa: zagubiona, rozwijająca się, walcząca, myśląca.
Stara by mogła co najwyżej pucować szybę na światłach. Nowa o niebo lepsza, ale jednak w piekle by sobie rady nie dała.
Ja nie chcę sexbomb. Przeciwnie - takie też mnie odrzucają i są zbędne. Kobita ze Stellar Blade jest przesadna, ale taka... nie wiem... Chloe z Uncharted nie razi oka, a jednocześnie nie rozprasza.
Ba, nawet bohaterka łudząco podobnej Avowed wygląda o niebo lepiej.
Trwa jakiś ogólno-zachodnio-światowy konkurs na najbrzydszą protagonistkę, czy co się dzieje?
Czytam o fotogrametrii, patrzę na screeny i sprawdzam, czy wciąż jestem na tej samej stronie gry.
Cóż, oryginał jedynki mam jeszcze na płycie z dnia premiery (razem z Sim City 3000), natomiast muszę przyznać, że te fabularne (Bezludna wyspa czy oba Urbzy z GBA) były bardzo fajne, bo nakładały sens i historię na mechaniki poznane w piaskownicach.
Pomijając fakt, że nie mam pojęcia o co chodzi z tym "legionistą", to uświadamiasz mnie, że nie tylko nie potraficie myśleć, ale i czytać. Co za różnica co mi się podoba? Ocena ma odzwierciedlać fakty na skali, a nie dawać 6/10, mimo że się zaprzestało grania i to po godzinie.
Spoko, ściągną, odpalą, w pierwszym kole fortuny wylosują pierdyliard kredytów i aut (o ile nie dostaną ich po prostu powitalnie od twórców) i odechce im się grać.
Czy Wy umiecie wydać ocenę i opinię? Dlaczego w ogóle oceniasz (i to na 6/10) po godzinie gry, którą i tak odpuszczasz? Potem dziwić się, że byle syf ma co najmniej 4-5/10, a jeśli coś się komuś po prostu podoba, to od razu wali dychę... litości.
Ten Assassin Light... ftu, Mirror's Ligh... pardon! Dying Light 2 był tak wciągający, że odpuściłem zaraz po dotarciu do wieżowców. Dead Island 2 zżera bez popitki tę nudną skakajkę bez wyrazu.
O CH... złoty, jakim cudem to w ogóle wyszło? Jest dramat, no po prostu dramat. Widzimy jednocześnie wylewający się z ekranu klimat, typowo polsko-wiedźminowe dialogi, ale wszystko to okryte jest mechaniką i jakością (albo brakiem jakości) sprzed 20 lat. O wydajności na XSX nawet nie piszę, bo na rynku jest pokaz slajdów.
To nie miało prawa zostać wydane i to za pieniądze.
EDIT: Ale szanuję za odważne podejście do tematu i udostępnienie dema.
A czy założeń tej historii nie wyczerpuje przypadkiem "Murdered: Soul Suspect"?
"Są takie gry, przy których człowiek zaczyna się zastanawiać, po co to sobie robi. Seria Jagged Alliance od zawsze była wymagająca i nie bała się zmieść gracza z planszy. Trzecia odsłona nie podchodzi do tematu w inny sposób. Błędy potrafią być naprawdę bolesne. Ale im więcej wiemy i im dalej jesteśmy w grze, tym miejscami bywa ona łatwiejsza."
Akurat kupiłem sobie niedawno dwójkę i zagrałem w nią po 20 latach od poprzedniej próby i nie, to nie jest kwestia wybaczania błędów - gra ma gorszy RNG na strzelanie, niż X-com, w którym nie trafiamy mając lufę w przeciwniku. Walka jest statyczna, ruchu jest o wiele za mało i nie ma możliwości przejścia w turę więcej, niż 2-3 kwadraty (wtedy już nie ma mowy o podjęciu akcji), przeciwnicy po ujawnieniu praktycznie stoją w miejscu i nie pozwalają na rozwój taktyki. Trochę pograłem, ale odbiłem się srogo, bo takiej losowości na pełnym skupieniu u postaci z rozwiniętym strzelectwem nie jestem w stanie znieść.
Wolę uzasadnione i logiczne zasięgi domów (zwłaszcza przy zerowym transporcie publicznym), niż kampanię w Faraonie, gdzie co misję budowaliśmy miasto od zera, a musiało osiągać coraz wyższe poziomy rozwoju i przemysłu.
Gdybym chciał marnować czas na przemieszanie się, to bym to robił naprawdę, a nie w grze.
Jednak w tym, bo o ile w Wiedźminie były piękne krainy, lasy i inne lokacje poprzetykane znanymi nam sprzed lat sielskimi widokami, o tyle RDR 2 jest absurdalnie nudne w swej wielkości, o pustocie GTA nie wspominając. Od RDR2 odbiłem się już trzeci raz, bo zwyczajnie się to wszystko ślamazarzy, będąc możliwie realistyczne, a GTA skończyłem fabułę i wywaliłem z dysku, bo nudy (a nie będę grał online).
Pewnie należę do 0,234% ludzi, do których Undertale nie trafił ani pomysłem, ani humorem, ani gameplayem. Tak, pewnie dam jeszcze jedną szansę za jakiś czas, ale będę się z tym męczył podobnie jak z Octopathem, którego do dziś nawet do porządku nie zacząłem, bo tam np. przytłacza mnie ilość możliwych "początków" i sam fakt, że od startu muszę już podejmować dość wiążącą na pewien czas decyzję.
Mhm, a na konsolach wciąż czekamy na ten "wielki" update...
Ja również nie rzuciłem wszystkiego, "rzuciłem" tylko inne gry na rzecz tej, bo jest doskonała i żarła. Creditsy to tylko jeden przykład. Zwykłych zadań terenowych w Gizie (druga mapa na trzy duże) nie ukończyło 95.5% ludzi, a to nie wymagało 30h.
Taki hit, że jak go kończyłem 2 dni temu, to napisy końcowe zobaczyło na Xboxie 7.61% graczy.
Rozwodzenie się nad bateriami, podczas gdy durna baza z Venoma kosztuje 100zł, jest na 2 pady i po graniu po prostu odkładasz pada na ładowanie... Wy serio jedziecie na bateriach i ciągłym otwieraniu klapki?
Jeśli autorzy powołują się na Kijowego Riwsa i to jeszcze w roli głosowej... to coś tu jest nie tak. Przecież to jest absurdalne beztalencie.
Oyayebe... końcówka 2024r. a te serwisy dalej żerują na jednym, dolarogennym słowie - Wiedźmin. A jak dorzucą do niego trójkę, to klękajcie narody, można zgasić kompa po wysłaniu "newsa" i przez następny miesiąc już nic nie robić.
Nie jestem w stanie pojąć męskiego zainteresowania typami a la Marcus, te całe warhammery itp. Ja rozumiem - postać wojownika, potęgi jak Kratos, Goku czy nie wiem, Paul z Tekkena. Ale te przerosty, anty-anatomiczne zbroje... to jest odpychające.
Na 3.5letniej Series X po godzinie gry, gdy jesteśmy na mapie z deszczem i mamy tryb jakości, to przypominają się stare dobre czasy z PS4Pro i startującym jumbojetem podczas gry w GoWa :P
Potwierdzam - wczoraj poszło, dziś mieli i nic się nie dzieje, potwierdzenia na mailu brak.
EDIT: Offtopowo - kim jest to piękne dziewczę na pierwszym planie po prawej? Nie widzę jej w składzie Redakcji.
EDIT 2: poszło, zaskoczyło.
Gdyby tylko dało się wydedukować powód, dla którego Azjaci nie chcieli tam podejść...
Ta taka fajna w polskiej wersji pocięta mikropauzami między kolejnymi linijkami tekstu <3 maj fejwrit.
Szkoda, myślałem, że trzeci sezon samoczynnie pokoloruje mi ściany na tęczowo. Taki pech, będę musiał szukać tych arcyciekawych elgiebetów w innych produkcjach :<
>świetne kino
>główna rola to najbardziej sztywne drewno w Holiłódzie (Groot mógłby przed nim klękać)
Wybierz jedno.
Czuję świeżutki materiał dla NRGlona. Ohydnie to sterylne i kolorowe.
Przykro mi, dłuższa konwersacja z nieporadnym trollem to nie u mnie. Poćwicz. Jak chcesz, to Ci mogę pokazać gdzie Ci się powinęła noga, następne posty będziesz miał lepsze.
To faktycznie długo masz tę awersję, skoro 15 była ostatnią wydaną częścią przed 16, nie licząc tego żałosnego Stranger of Paradise.
Ten artykuł tylko potwierdza, że jeśli ktoś przejdzie ze zwykłej piątki na pro, to jest książkowym idiotą i najbardziej pożądanym przez producentów klientem.
Ok, grę skończyłem i mogę powiedzieć jedno - doskonała. Ale ma MNÓSTWO błędów.
Świetny pomysł, gameplay ciekawy, wymagające elementy platformowe i nieszablonowy pół-turowy system walk z blokowaniem. Fajnie napisane dialogi i wiele zróżnicowanych postaci do budowania teamu. Ręcznie rysowana grafika (co też było minusem), dużo grania (co też było minusem) i ogólnie chciało się kontynuować, żeby zobaczyć kolejne pomysły twórców.
Błędy i wady? Nie do zliczenia - mapy pokazywały nieistniejące questy i pozycje postaci, wszyscy NPC wyglądali, jakby byli rysowani przez całkowicie różnych autorów albo dokupowani z niespasowanych assetów, Ajna drze ryj przez pół gry wykonując dane akcje, licznik czasu gry sumuje nawet czas wyłączenia konsoli w utrzymaniu gry w QR (po skończeniu miałem ~295h, a grałem realnie może ze 30h), gra czasem freezowała/wywalała do dashboardu. OGROME ILOŚCI BACKTRACKINGU - pod koniec gry niektóre miejsca odwiedzamy kilkanaście razy startując z dwóch checkpointów.
To wszystko jednak zostało przyćmione przez fajnie prowadzoną akcję, ciekawe postacie, wyjątkowy system walki z ruchomymi hitboxami, wymagające (zwłaszcza w 3 akcie) elementy platformowe i muzykę, która raz była genialna, a raz okrutnie męczyła uszy.
A jak widzisz granie przez X godzin postacią, która Ci nie pasuje w żaden sposób? Jesteś masochistą? Ja odpuściłem po godzinie Horizona, bo nie jestem w stanie znieść tej tępej, przezroczystej kartki papieru. Odpuściłem (choć tu już po zbyt długim czasie) Harolda Halibuta, bo nie jestem w stanie grać taką kopaną w dupę ciapą. Odpuściłem Senuę, bo nie jestem w stanie grać laską, która ma minę kota sr$%^ego na pustyni.
Po co się męczyć?
W sumie to absolutnie nie jest komedia. To taka sama "komedia" jak Dzień Świra.
Przechodzenie z dźwięku telewizyjnego na takie 2.1, to jakby obecnie przejść z monitora 21 na 24 cale - niemal niezauważalne. Jak już belka, to niech ma to 5.1.2, ale już musi kosztować ze 2 tys.
Mamy w kraju sporo GENIALNYCH głosów, ale one działają tylko w wąskim obszarze (animacje, radio, reklamy).
Podziwiam, że ktokolwiek grał w Tlou po polsku. Ja nawet nie wiedziałem, że on tam podkładał głos. Jak można sobie robić taką krzywdę i grać w gry 18+ z dubbingiem? W takiego GOWa też graliście z dubbingiem? Parodia.
Chłopie, w ciągu 2 lat zmieniałem 2x Steelseriesa, bo rolka rozpadała się przy DOMOWYM używaniu i sporadycznym graniu.
Cóż, wyjątek potwierdzający regułę.
Ściągnąłem w sumie tylko dlatego, że ciekawiło mnie jakim cudem point&click może ważyć 55gb. Gra graficznie wygląda nieziemsko, ale dziwi mnie np. zastosowanie pewnego ragdolla do postaci - chodzi pokracznie, ma dziwne ruchy, obroty.
Co mnie boli od samego początku - akcja/dialogi/fabuła są nie tyle głupie, co idiotyczne. Otrzymujemy świat, w którym nie wiemy co się dzieje, kim jesteśmy i co tu robimy, a już zaraz otrzymujemy jakieś bzdurne zadanka, które prowadzą do coraz bardziej kuriozalnych dialogów. W połączeniu z "pipowatością" Harolda efekt jest taki, że nie umiem go za cholerę polubić, bo jest tępym popychadłem nie mającym własnego zdania. Tu drze się na niego Major, tam poucza go paker oglądający telenowelę. No sory, ale ciężko mi się gra tą melepetą.
Jakie bezdroża w Japonii? Tam jest 335 osób na kilometr kwadratowy, a reszta użytków pod uprawy. Pozostałości to lasy i góry.
Proszę, oto przepis na Forzę 6:
- ciut podkręcona grafa
- koło fortuny tuż po wejściu do głównego menu (żeby od razu wylosować wszystko, szkoda wchodzić do garażu)
- wyścig z odrzutowcem F16
- zestaw wyścigów ze znaną licencjonowaną postacią, np. Ojcem Mateuszem na rowerze elektrycznym.
Czy wygląda to identycznie jak 5? No i? I tak kupicie.
Od początków WOTA odpisywałem na podobny bełkot jedno - chcesz stałych wartości, graj w szachy. Gry bez randomizacji to najnudniejsze twory "rozrywkowe" na rynku. Nawet Pokemony 30 lat temu, oprócz zasady papier-kamień-nożyce, stały randomowością.
Co do manipulacji wartościami - zgadzam się, sam udowadniałem z jednym gościem na forum, że pojazdy kręcą się znacznie inaczej, niż podają wartości gąsienic i moce silników dla tych samych powierzchni, natomiast narzekanie, że każdy strzał, to obstawianie zakładu - no raczej. O to w tym wszystkim chodzi. Gdyby nie randomowość, to już po samym zobaczeniu przeciwnika mógłbyś wyjść z walki, bo wiedziałbyś jak się skończy.
Pytanie - o "której" Larze mówimy. Te cyniczne szlaufy do AoD to całkowicie inne Lary niż Legendy/Underworldy i całkowicie inne, niż nowa trylogia.
Cyferki i cyferki... te megapixele sobie od dawna można wsadzić - Samsung S20 robi gorsze lub co najwyżej porównywalne zdjęcia jak Redmi Note 8, z kolei iPhone 12 Pro robi zdjęcia lepsze, niż S21.
To siedzi w optyce, plamce, sofcie, a nie w Mpixach. Do tego 120hz w fonie jest potrzebne, jak grzebień łysemu. Bateria leci, a my oglądamy messengera z płynnie pływającymi dymkami - cool.
ŁAŁ, cztery Ka w 2024 roku! Jak oni to osiągnęli? Muszą mieć tam komputery z NASA.
Cóż, z jednym faktem nie ma nawet co walczyć - tak, RTS to domena PCów, a dokładniej precyzyjnego sterowania w postaci K+M.
Ja na padzie, mimo grania już tylko na konsoli od 3-4 lat, nawet nie ściągam RTSów, bo wiem, że odbiję się od tego zaraz po intrze. Te gry wymagają bycia w kilku miejscach naraz, często skrótach klawiszowych itp. Tego nie da się symulować na kilku klawiszach pada i analogu, którym trzeba najechać na cel.
A podasz jakąś sensowną konkurencję? Bo walczę ze sobą, żeby niczego nie kupić, ale często korzystam z miejskich i nie wiem, czy się nie złamię z zakupem. Inna sprawa, że te miejskie wydają mi się pancerne, a te prywatne to takie chucherka.
Z tego co piszesz, w wieku 25-28 lat umiałeś już dwa języki - dziś są ludzie w tym samym wieku, którzy nie potrafią żadnego obcego, a i z natywnym mają ogromne problemy.
Cóż, ładna, szybka, krótka gierka. Zaciąłem się jeden raz i to na banalnej rzeczy (zamek szyfrowy na 3 litery), znakomita większość rozwiązań wpada do głowy od razu, choć trudność nieznacznie rośnie pod koniec, gdy mamy 3 rośliny i chyba 17 wskazówek - układanie tego chwilę trwa.
No i tyle można powiedzieć. Takie Subliminal dużo bardziej mnie kręciło i wymagało bardziej abstrakcyjnego myślenia, tu jest dość prosto.
Nagłówek: 30 km na jednym ładowaniu
Treść: Bateria owej hulajnogi pozwala przejechać do 20 km na jednym ładowaniu.
Jezu, jakie to złe. Kupiłem w końcu na jakiejś promce za 40zł i jednak to pieniądze wyrzucone do kosza (a jestem tolerancyjny wobec marki i grałem w dobre 90% odsłon).
Graficznie to odstaje dalej, niż taki (10 lat starszy, choć potem remasterowany) Last Remnant. Nawet 13stka wyglądała i animowała o niebo lepiej, nie mówiąc już o 15stce.
Postacie już na dzień dobry odpychają, kwestie wypowiadane sprawiają wrażenie bycia "obok postaci".
Porobiłem parę tutoriali, ale skończyłem na tym ze sztyletami, bo się z tego zaczął robić Tekken. Rozumiem próby odbijania formą od innych części, ale tu popłynęli za głęboko.
Co mi się nie podoba? Purnell. Wygląda jak karykatura i jest to straszne już od pierwszych materiałów promocyjnych. Jej twarz jest nieproporcjonalna, wygląda jak Alita bez CGI, jak wytwór wczesnego AI. Nie jestem w stanie patrzeć.
Ale to już było w jedynce - zaczynaliśmy Mark 1 i po pierwszym levelu (zgodnie z faktami) mieliśmy już Mark 2, który umiał "wszystko". Poza tym nie zrobisz sensownej fabuły do Iron Mana, bo albo wyjdzie z tego właśnie siekanka z bezmyślnymi zastępami wrogów, którzy są ślepi na odporność zbroi, albo będą tylko walki z komiksowimi mocarnymi przeciwnikami (co też nie daje pola na pośrednie chaptery).
Moim zdaniem postacie z "cząstką boską" są nie do samodzielnego przełożenia na gry - patrz, One Punch Man, który też nie ma absolutnie żadnego sensu.
Przecież takiej gry nie da się zrobić dobrze i z sensem. Już pierwsze dwie solowe próby to pokazały. Pomysł wyczerpuje się po kilkunastu minutach, a gra ma jeszcze banalniejsze podstawy, niż komiks czy film: gość w zbroi odpornej na niemal wszystko walczy ciągle z falami wrogów, którzy widocznie nie mają żadnego mózgu, skoro widzą bezbronnych kolegów, ale sami nadal nawalają z karabinków i wyrzutni.
Ale to wszystko to zestawy podstawowe. Kupowanie ich bez Fly Combo to jak kupienie lustrzanki i bieganie tylko z kitowym obiektywem.
Co z tego, że dron ma zasięg przesyłu 6km i może wlecieć w trudno dostępne miejsca, skoro to kategoria C0, więc latamy tylko w polu widzenia?
Przecież to są cytowane wypowiedzi zagranicznej społeczności. Gdyby zostawili w oryginale, to by zaraz były płacze "że nie umiem w angielski" "to polski portal, więc domagam się polskiego!".
Nie wiem ile tych lat masz, ale ja również pierwszy zestaw dostałem w okolicy 3 roku życia, co było dobre 33 lata temu i kolejnych zestawów też było sporo, ale nikt by nie postradał rozumu, żeby wydawać równowartość dzisiejszej konsoli na klocki z jakąś tandetną licencją.
Ta scenka ma jeden błąd, który w MASIE gier wybija mi totalnie nie tyle immersję, co radość z grania - widzimy, że Qi podchodzi, ekran się ściemnia, ale zamiast od razu wejść szpital, to jeszcze miga nam przez ułamek sekundy szczyt.
To się pojawia nagminnie w wielu produkcjach i mnie osobiście taka niedoskonała przebitka strasznie wkurza, bo to nie jest coś, czego nie da się na etapie testów pominąć. To za każdym razem tak samo miga.
Dzięki internetom jest to gra, o której nie wiem ABSOLUTNIE NIC, ale wiem, że w kreatorze postaci można zrobić magię i wręcz przenieść istniejące osoby/postacie.
Jak widać - albo jesteśmy masochistami, albo jednak się kształcimy, bo skoro rynek jest duży i rośnie, a gry nie są spolszczane... to chyba jedynym pozostałym wyjaśnieniem jest syndrom Sztokholmski.
Mi to wisi, jak wspomniałem - 20-30 lat temu chciałeś grać, to trzeba było umieć albo się "naumieć", a dostęp do języka był minimalny. Dla mnie nieznajomość angielskiego w 2024, który dawałby komfortowe granie osobie 16+, to kalectwo i robienie sobie krzywdy.
Obecnie problem polega na tym, że przez przesyt dostępu do wiedzy Polacy nie umieją ani swojego własnego języka, ani żadnego obcego.
No... a dlaczego ma nie zachwycać? Bo nie umiesz innego języka? W 2024 roku masz nieskończony dostęp do materiałów, lekcji, a nawet tłumaczenia języka w locie telefonem, 30 lat temu tego nie było. Gdzie przebimbałeś czas na naukę?
Gra była brzydka, na czas, tragicznie zoptymalizowana i bardziej pusta, niż sama 13. To ten przypadek, gdzie środkowa część trylogii jest najlepsza.
I tak nowoczesny świat zabije takie "miękkie" żarty i albo będzie to sztywne albo pójdzie w kierunku strasznych filmów.
Ten tryb performance wygląda jakby przycisk zrzutu ekranu dostał astygmatyzmu :D
Ale to nie jest seria w rozumieniu ciągłości, więc co ma do rzeczy jedna z niezależnych części? Mi obrzydła 13-3, która była niedorobionym demem, ale nie ma to absolutnie wpływu na chęć grania w inne.
My z żoną natłukliśmy 80h ciągiem (przy czym ona wcześniej grywała na fonie). Teraz molestujemy PlateUp :D
Przecież Ty sam sobie z językiem nie radzisz. Jaki mieliby zaimplementować, żeby Ci się dobrze grało? Migowy?
Akurat wolę każdego innego NFSa, niż MW. A Forza... szkoda pisać o tym tęczowym gównie, które się samo przechodzi :P
Niech po prostu wywalą/ograniczą tę żałosną warstwę fabularną (na co mi historia stanowiąca pretekst do ścigania się autami?) i kretyński, przedszkolny dubbing, którego nie da się przełączyć.
Skoro kretyni mogą burzyć się o strzelanie do czy mordowanie pikselowych zwierząt (a niestety ludzie decyzyjni im na to pozwalają i uznają ich zarzuty), to mnie już nic nie zdziwi.
No ja oryginalną trójkę tam kiedyś liznąłem, ale się odbiłem, potem przyszedł czas na 5, 5R i Tacticę. Sumarycznie piątkę przeszedłem w całości 3 razy i nie nudziłem się nawet przez minutę. Trójka wydaje mi się "zrushowana" - już na samym początku dostajemy wszystko pod nos (all-out, karty uczące skilli, łażenie niemal bez ograniczeń, dostęp do sklepów, placówek), ale przez kolejne godziny nie dzieje się absolutnie NIC. Babka mówi - idźcie zwiedzać wieżę, bo trzeba. Dołączenie Junpeia do teamu to farsa - laska przychodzi z nim do akademika, "cześć, on ma potencjał, idzie z nami".
Strasznie to biedne. A już sam Junpei, który jest pustą i dwuwymiarową kalką Ryujiego (z dużo bardziej irytującą osobowością) męczy mnie strasznie.
EDIT: No i jednak przyzwyczaiłem się do "evil Igora", a nie tego z ciepłym głosem, który w 5 był już tylko na końcu.
Niestety, P3 dla mnie niegrywalna. Tu przez pierwsze 7h nie dzieje się nic, nie ma nawet zalążka fabuły. Zasuwamy to pustym Tartrusie, żadna z postaci nie zadaje pytań, wszystko jest ok tak jak to zastali - nie no, norma.
Odpadłem. Przy 5tce albo najnowszym LAD:IW to jest jakaś parodia. To już CC:FF7, choć to prosty dungeon crawler, miał o niebo więcej historii i tła postaci w takim samym czasie.
Mnie bardziej martwi, że taka wielka firma ma na tej planszy dwie spacje przed "people".
Arc jest dużo szerszym pojęciem, niż wątek, ale węższym, niż saga i nie ma to nic wspólnego z modą.
Zacznijmy od tego, że angaż Duvall to najgorsza możliwa decyzja reżysera w przypadku tego filmu. Uniemożliwiło mi to jego obejrzenie, bo zwyczajnie kobita jest szpetna i odpycha, a - jak by nie patrzeć - jest dla fabuły dość istotna.
Ciekaw jestem jaki procent (promil?) wszystkich graczy takiego tytułu w ogóle odpala NG+. Masz grę na 50-70-100h, kończysz ją i co? Odpalasz NG+? Serio? Jest tak mało gier na rynku, że się chce tłuc w jeden tytuł kilkaset godzin i to znając fabułę?
Kwik może być na zachodzie. W centrum i na wschodzie to jest jak najbardziej pożądane i mile widziane.
Absolutnie nie czuję różnicy w walce między 3 a 5. Płytsza jest tylko interakcja z Personami, za to Przetasowanie jest bardzo fajną funkcją (choć ułatwia nieco grę).
Różnicę czuję za to na poziomie fabuły i akcji. W starą trójkę grałem bardzo krótko, w Remaku (szczerze? żaden z tego remake) mam 6.5h i wrażenie, że tu jest wszystko za szybko. Mamy już możliwość specjalnego fuzjowania, łazimy po Tartarusie jak chcemy, nie ma tu żadnego wątku fabularnego do tej pory (ludzie łapią apatię, bo Godzina Mroku, no, ok). Postacie są miałkie i nie mają żadnego tła.
Mam trochę wrażenie, jakbym grał w grę bez fabuły, a to przecież seria Persony.
Spodziewałem się tu Dnia Świra czy Truman Show, które błędnie są uznawane za komedie, tymczasem dostałem Get Out i Ebbing, na których nawet nie odważyłbym się śmiać. Faktycznie trzeba bać się sztucznej inteligencji, bo naturalna głupota sięga chodnika.
Takie porównywanie po 30+ latach e-rozrywki i ogólnej popkultury nie ma absolutnie żadnego sensu. Wszystko już było, więc jak coś ma nie przypominać czegoś? Na 1000+ pokemonów z dobre 700 jest przygotowanych na podstawie żywych istot (niektóre przemielone już 3-4-5 razy, zależnie od generacji).
Obecnie każda wychodząca strzelanka "trochę przypomina Dooma", samochodówka "jest jak NFS", a RTS "wydaje się być Age of Empires". Dżizas, ludzie.
Na pewno twórcy Palworlda jednej rzeczy nie zgapili od N/Gamesfreaka - wydali grę na X, PS i PC. Gdyby Nintendo z nieznanego mi powodu nie monopolizowało tylko jednej konsoli, Palworld nawet by nie powstał na papierze.
Ten Deadpool to taka wydmuszka, że hej. Trochę krwi, parę głupkowatych żartów (które i tak dużo lepiej siedziały w grze z 2013) i to jest to kontrowersyjne kino Marvela.
Nie będę się odnosił do akapitu o jakości, bo nie ma o czym - rozmowa o jakości w EA, to jakby oceniać jakość książki po drafcie.
Co do celowości - co łączy Minecraft, Stardew Valley, MMO, SimCity, Simsy, Forzę i np. GTA online? Miliony graczy. A co łączy je bardziej? Brak celu. Czy to przeszkadza w zabawie? W ogóle.
A Amerykanie są zbyt drewniani.
To jest twórczość Japończyków i tylko oni są w stanie to przełożyć z papieru na aktora. W czym YuYuHakusho było przesadne? W czym Yattaman był przesadny?
A teraz - w czym niedomagał Death Note (USA)? W tym, że amerykanie nie rozumieją i nie potrafią przekazać tych azjatyckich smaczków, które dla zachodu są "przesadne", ale tworzą i odróżniają wschód od zachodu.
Ale górna część służy do wyjścia z niej, a że to remaster, to nie poprawią uchwytów czy fizyki (której wtedy nie było). Chodziło się do krawędzi, skakało i łapało wyłącznie prostych powierzchni.
Tylko, że tam kwestii mówionych jest tyle, co tekstu w ogóle - niewiele. Tak więc dźwięk nie będzie Ci nijak potrzebny do starych TR.
Nowa trylogia, to najlepsze, co mogło się przydarzyć Larze jako postaci. W końcu to jest babka z krwi i kości, a nie pudernica z charakterem cynicznej lafiryndy.
Za to da się wejść do sklepu, a Nemesis grzecznie czeka na ulicy albo "odteleportowuje się" z mapy i wraca dopiero, jak opuścimy sklep.
To neoretro wygląda okrutnie. Twórcy zaczynają już iść w swoje własne (i błędne) wyobrażenie gier z okolic 1990 r. Serio, nawet na automatach z powiększającymi szkłami gry wyglądały czytelniej, nie miały aberracji i takiego rozmycia. I wrzuć to sobie teraz na 50-60 cali TV. Oczy krwawią.
A co ma żabka do lidla czy biedry, skoro to są dwa różne profile działalności? Biedra i Lidl to dyskonty. Do tego nie są otwarte wtedy, gdy Żabka jest. Widziałeś kiedyś ludzi wychodzących z Żabki z ZAKUPAMI?
A co do samej Żabki - franczyzobiorcy też gnoją swoich pracowników, zamknięty krąg życia.
Kurde, wciąga, a jednocześnie jest nudne jak cholera. Siadłem do tego, jak do mieszanki Titan Questa z Vampire Survivor, ale jest tu ogromny chaos, dziesiątki statystyk w mało czytelnych okienkach. Nie do końca wiem co do czego podpinam i co się poprawia. Sama walka jednak jest relaksująca i przyjemna.
Pewnie jeszcze chwilę pogram i odpuszczę.
Dla dzieci? Bo całość jest infantylna? Chciałbym zobaczyć tę 10 letnią córkę, która robi dungeony z logicznymi zagadkami i zręcznościowymi elementami na czas.
Najgorsze jest to, że wystarczy mieć nawet nie tyle inne (i z logicznego A NIE EMOCJONALNEGO punktu widzenia jak najbardziej poprawne), co neutralne zdanie i Cię w takim i podobnym temacie zajadą, bo ich smutek (częściowo irracjonalny) jest lepszy, niż Twoje chłodne podejście do tematu.
Przykre. Czekaj, mnie też za to zminusują, bo dziś żyją informacją o śmierci.
Pewnie będę jedyny, który stwierdzi, że jego głos NIJAK nie pasował do Maxa z jedynki?
Dwójka, trójka - ok, doskonały, ale do jedynki i Alexa Casey'a był tak "obok", że ciężko o mniej spasowany.
Te gry w ogóle "żyją"? Z tego co pamiętam, te wszystkie symulatory wyglądają jak gry na N64, a zarzynają sprzęt o kilka klas wydajniejszy. Raz odpaliłem chyba Tank Mechanic Simulator (tam się wykopywało w polu czołg, nie?), to podczas próby wykopania go i wydobycia komp mi się zgasił, a wentylatory pracowały na full.
House Flipper też zdychał przy niektórych czynnościach. Te gry nie tyle nie posiadają optymalizacji, co mają ją ujemną.
Moment... a gdzie jest minus w losowości? To właśnie najlepszy element tej gry (jak i każdej innej). Chcesz stałych wartości i obrażeń? Wybierz szachy.
Dzięki niej żadna walka w wocie nie wyglądała tak samo, jak inna i to się udało perfekcyjnie. Gold ammo zamordowało fun i gameplay - tu się zgadzam.
*siedmioro byłych, kropka.
Swoją drogą niezłe z tej Ramony urwisko. Fabuła Pilgrima to czysta fantastyka, bo nikt o zdrowych zmysłach by w jego ślady nie poszedł.
Zabijanie WOTa można datować różnie, ale ja jednak przyjąłbym termin, w którym zaczęły wchodzić te właśnie kretynizmy, o których traktuje artykuł. WOT, WOWS - absolutne zaśmiecenie klimatu, immersji, tematyki, wszystkiego. I nie, włączenie sobie w opcjach ukrywania skinów niczego tu nie zmienia.
Co prawda skończyłem przedwczoraj i odinstalowałem, ale jeśli naprawią(?) mapę, to sobie chętnie wymaksuję. Moja mapa ma zawieszone punkty interakcji (ciągle żółty znak przy chatce w Coffeelandzie), mimo że zwiedziłem wszystko. Pokazuje zebrane i posiadane lalki, otwarte wcześniej skrzynki albo zamki tam, gdzie nie ma w ogóle drzwi/skrzynek.
To 1.6 miało mieć premierę we wrześniu. Już mi się przestało chcieć czekać na wielce zapowiadaną aktualizację z jakimiś skrzynkami i topową kosą.
W życiu też masz wszystko zero-jedynkowo, czy raz się uderzysz w łokieć, a raz w palec? Jak "nudnym" trzeba być graczem, żeby chcieć rozwiązań sztywnych bez marginesu zmiany?
Zlepek nie wiadomo czego. Równie dobrze można tu jeszcze wrzucić genialne Chained Echoes, Stardew Valley czy Tunica - każda tak samo różna, jak te tu, a zjada większość z tej listy.
"NIektore turowki (choc tutaj czasem tworcy przeginaja) i turowe RPGi, itd..." za dobrze wiem, o które gry Ci tu chodzi :P
Randomizery to najważniejsza rzecz w gamingu. Zawsze powtarzałem (głównie na forum WOTa) - chcesz stałych obrażeń/wartości? Graj w szachy. Nawet w wiekowych Pokemonach ten sam atak dwa razy wchodził za inną wartość i to było piękne. W Mortal Kombat randomizery dawały największy fun w walkach - raz na korzyść, raz na niekorzyść.
> strach przed tym, że gra przejdzie bez echa
> ogranicz do niej dostęp tylko na dwie platformy
Big brain time.
Ogólnie jestem ciekaw jak w ogóle taki tytuł może dawać frajdę na padzie. Przecież to jest jakiś masochizm.
Bo to dubbing natywny, więc nie masz sobie czego wyobrażać. Dość logiczne, że ciężko o lepszy.
"Straszny Film" pod screenem - chyba inne filmy widzieliśmy.
Co więcej - ostatnimi czasy nie da się tego gówna wyłączyć z pozycji menu gry, a systemowo, językiem konsoli (choć i to nie pomaga). Przecież ostatnie 2-3 NFSy to jest jakaś infantylna masakra.
Te pixelowe sprity przy takich tłach to jakieś nieporozumienie i zmarnowanie potencjału. Nie rozumiem też braku wersji X, skoro poprzednie gry wychodziły na MSa.
W sumie muszę przyznać, że gęstość klimatu naprawdę tu potęgują niektóre sceny i ujęcia. Nawet te "prostackie" jumpscare'y w klimacie testu Rorschacha potrafią poderwać ciarki, a zdjęcie martwego Alana (po padnięciu w rozgrywce) uwiecznionego przez jego mocap aktora z otwartymi oczami ryje mózg.
Ta gra ma więcej klimatu w pojedynczych aktach, niż Callisto Protocol cały sam w sobie.
Przestałem czytać po wrzuceniu w najlepsze kino superbohaterskie "Zielonego szerszenia". Dzięki, bo oszczędzacie ludziom czas. Pomijam już fakt, że nie ma absolutnie najmniejszej potrzeby tworzenia kontynuacji, zwłaszcza jeśli (jak widać) nie ma na to pomysłu.
Co się dzieje z tą grą? Zapowiadali ją w passie, termin zapowiedzi minął, a sklep MS nawet nie ma placeholdera dla tego tytułu. Autorzy żyją?
Robić listę z jakichś gówienek, a zostawić Personę 5 Tactica czy remake trójki... oj, casualowe redaktory... Szkoda, że jeszcze jakichś mobilków do ogrania na kiblu tu nie wrzuciliście.
Czytając te wypowiedzi mam wrażenie, że albo to ultra-alfy, albo jednak krypto-negujący goście. Wam się nie zdarzyło "zakochać" (celowy cudzysłów) w postaci z filmu czy gry? Wiem, że to łatwiej przychodzi dziewczynom, ale jednak nie widzę problemu w znacznym polubieniu dobrze napisanej postaci, którą poznajemy kilkanaście/kilkadziesiąt godzin.
No chyba, że tu sami gracze countera, fify i gearsów, to fakt - ciężko o kontynuowanie tematu.
Cóż, oznacza to ni mniej ni więcej, że postać została doskonale napisana. Mi też miękły kolana przy Makoto, mimo że grałem w Personę 5 dwa razy i w Royalu fabuła silnie cisnęła nas w ramiona "Kasumi". Makoto była tak ciepła, wyrozumiała, piękna, a jednocześnie zimnokrwista i trzymająca się ziemi, że to bajka.
Niemniej to chyba jedyny taki przypadek w ponad 32letniej karierze gracza. No, jeszcze ta słodka naiwność Yuny też mogła topić serce. Żadne tam Aerisy czy Tify :P
Wprowadzono polski dubbing do survival horroru? Wtf :D To to nie jest gra 18+?
Lamplighters nie sprawiało wrażenia wersji bety? Przecież od pierwszej potyczki przeciwnicy w pierwszej turze teleportowali się o 2 pola w bok i skakali przez przeszkody z powietrza. Przy niemal każdej akcji z zoomem kamera wpadała za pudła, kontenery itp. Takie rzeczy mogły się sporadycznie zdarzyć w X-com, gdzie postać ustawiała się w dany sposób i była atakowana z innego kąta, ale tu było tak co akcję.
Pomęczyłem się z tym do pojawienia trzeciej postaci i odpuściłem, bo (pomijając ultra infantylny styl postaci, zwłaszcza tego beżowego jegomościa) jest to niegrywalne.
Oby przypadkiem przy tych relacjach nie sięgnęli po pomysły rodem z żałosnego drugiego sezonu Good Omens ;)
Ciężko to skomentować trzymając się jakichś ogólnie przyjętych ram kultury wypowiedzi...
No niestety, spodziewałem się o niebo więcej. Jeśli ktoś grał w jedynkę (a nie jest to do końca wymagane), to nie zaskoczy go tu absolutnie NIC. Mamy 95% mechanik, zadań, sidequestów przeniesionych do drugiej części, która wygląda jak długie DLC do jedynki. A jak ktoś grał choćby w Yakuzaa:LAD, to już nawet mapę ma w głowie.
Fabuła ciekawa, fajna i bardzo angażująca, ale wszelkie poboczne zadania wymagają inicjatywy, bo gra do nich nie zachęca.
Napisy zobaczyłem po 25h mając grę ukończoną w 16%, bo zwyczajnie nie miałem ochoty na bieganie po sklepach czy szukania miejsc rozpoczęcia zadań. Na plus wiewiórki.
Te opcje nigdy nie miały gry upiększać, a maskować niedoskonałości i problemy techniczne.
Tekst zasadniczo o niczym. Widziałeś dwa odcinki, a opisujesz tylko pierwszy (Maka widać było zarówno w reklamach, jak i końcówce pierwszego odcinka, więc żadne to odniesienie do drugiego). Opis idei Thanosa uproszczony bardziej, niż jednowymiarowo. I dlaczego serial (z 6 odcinkami po 45min) miałby mieć mniejszy rozmach, niż 2h film? To już kwestia rozwiązań scenariuszowych i produkcyjnych. Nie widzę powodu umniejszania serialowi, jeśli byłby zrobiony dobrze.
Jeden z najlepszych? To jakiś żart? Przecież to było 1h30 nudy i zastanawiania się nad śmiercią w kosmosie. To już Final Fantasy 8 na chyba trzeciej płycie w ciągu kilkunastu minut pokazał to piękniej, głębiej i lepiej. Do tego ultraprzeciętna Bullock.
To już lepszym filmem o kosmosie jest "Autostopem przez galaktykę".
Z historią praktycznie w całości angażującą japończyków/gangi a la yakuza czy japońską technologię. To było chyba najgłupsze designerskie posunięcie.
No niestety, oczekiwania miałem niskie, a gra okazała się jeszcze bardziej rozczarowująca. Odpaliliśmy to z żoną, my kontra 2 boty (nie umiem znaleźć opcji my kontra dwójka żywych ludzi), 10 czy 12 plansz, połowa z nich to "umieść piłkę/krążek w bramce przeciwnika". Kamera utrudnia wszystko, bo na splitscreenie nic nie widać, UI jest tragicznie zeskalowane na tv 55"... Zabawa na 35-40min i to wszystko.
Cóż, da się chwilę pośmiać, ale brak tu jakiegokolwiek głębszego pomysłu na siebie. Na 10 odpalonych mapek 5 to "wrzuć piłkę do bramki przeciwników". Kamera lata jak powalona, zero koordynatów i ustawiania się na cel.
Wesoła, ale bidna taka. Nie mówię już o UI na XSX, bo to jest dramat. Skalowanie takie, że z kanapy nie da się przeczytać niczego na ekranie.
A czym się "I am future" różni od choćby spinoffów Simsów - Stories: Cast Away albo Medieval? Ot fabularny sim.
Fajne zestawienie. Szkoda tylko, że Persona jest chyba jedyną grą w rankingu, która nie polega na "marnowaniu" czasu na łażeniu po świecie, a z tych 100h ponad 90% stanowi fabuła i kolejne zadania/rozwój. Nie ma tu żadnego grindowania, szlajania się - tu się cały czas coś dzieje. Ja przy zakupie Royala znałem podstawkę, sporo przeklikiwałem, a i tak skończyłem grę z 80h.
My naprawdę czytamy recenzję tego drewnianego gówna, które niedawno było dostępne jako demo? Przecież ta postać nawet się obracać naturalnie nie umiała.
Kij tam z czekoladerem, czekam na update SV, żeby z żoną kolejne 80h zasuwać na grządkach :D
Inny poziom. Chained Echoes jest dopracowane na każdej płaszczyźnie - od świetnej i miejscami mocno wymagającej walki, wielu mechanik, pomysłów i postaci po fajny świat. SoS jest tylko ładny graficznie. Postacie banalne i dziecinne, walka przekombinowana, mimo że prosta, nie daje frajdy. Liczba walk ograniczona, bo oskryptowiona bardziej, niż w CE.
CE "splatynowałem" na XSX, do SoS nie chce mi się po 3h wracać, bo to nic ciekawego. A szkoda, bo czekałem na to tak, jak inni na starfildy i podobne AAA.
Akurat muzyka to jedyne, co jest tu warte zapamiętania. Reszta jest płaska, nudna, męcząca. Do tego autorzy od startu kuszą ułatwiaczami rozgrywki za niską kwotę (w walcie gry) - gdzie sens, gdzie logika?
Dodam też, że Chained Echoes też nie jest tytułem AAA i do tego ogarniętym przez JEDNĄ osobę, a póki co zjada SoS bez popitki.
No dzięki temu przyspieszaniu przyciskiem to przeskoczyłem już parę kwestii niechcący, bo zamiast przyspieszyć przeklikało mi się do przodu.
Początek jest tak mulasty, że aż odrzucający. Grafika sama w sobie też lepiej prezentowała się na statycznych materiałach, niż w ruchu. Do tego taka dziecinna estetyka - ani to anime, ani chibi, ani pixelart, tylko coś pośrodku.
No i podstawowa rzecz - nie ma opcji natychmiastowego pojawiania się dialogów! Jak można było to olać?
Ok, ja też się trochę obijam w pracy, bo taki okres w roku, ale chyba nie odważyłbym się popełnić takiego tekstu za pieniądze, bo byłoby mi wstyd.
Ale... wiesz, że to nie kwestia filmu, tylko tak napisanej postaci? Deadpool taki właśnie był. A właściwie to i tak był ugrzeczniony.
Ciężko było nie przyćmić Kilera, skoro gdyby nie "antagoniści", to by nie było fabuły. Sam Kiler to prosty chłop w złym miejscu o złym czasie. Głupio byłoby nawet zakładać, że będzie charyzmatyczną postacią. Czy inaczej mamy z Hughiem w Boysach? Też jest głównym bohaterem, a robi za tło od początku.
"Powodem miał być film, którego prawdopodobnie kolektywnie nie lubią wszyscy fani marki: Dragonball: Ewolucja. "
Bardzo ciekawy eufemizm. Można to było napisać jeszcze grzeczniej?
I to jak na ironię ten, który najbardziej kopiuje samego siebie? Najs. Nie dziwię się, że takie firmy żyją jak pączki w maśle.
Ok, skończyłem grę i trochę się rozczarowałem (XSX): czy ktoś ją maxował? Skończyłem grę, dobijam achivementy i z jednym już był problem (Reward Board odbił dopiero po zresetowaniu gry), ale widzę, że 39h temu powinno mi wskoczyć Ahoy Ya Heartie po dołączeniu do Gildii, a tu nic.
Wkurzyłem się, bo z wielką przyjemnością maxuję tę grę, a tu taki błąd.
Tak też trzeba umieć pisać! W sumie to większa sztuka, niż pisanie na temat.
Zastanawiają mnie tylko screeny na tej stronie gry - gram na XSX i ani nie mam takich kształtów dymków jak na screenie z tawerny, ani takich odbić jak Sienny w kałuży, ani takiego designu postaci i paska tur jak w screenie walki z ośmiornicą... skąd takie zróżnicowanie? Te skille Glenna nie dość, że mają inny sposób pokazywania levelowania, to również same skille są inne, niż na tym etapie można było mieć - nie pasują do postaci.
Co tu jest grane?
Zgadzam się w całej rozciągłości - odpaliłem na chwilę, wczoraj gasiłem konsolę z 23h na zegarze. Wizja 60h trochę mnie przeraża, ale jadę dalej :D Przegięte są tylko te "levelowe blokady", bo jestem w III akcie, 24GS, a tych Black Sheepów w Perpetui nie jestem w stanie ruszyć - każda postać pada po jednym Rammowaniu.
No to się zdecydujmy - albo jest nowy w FF, albo stawia tezy, że dzięki (trywialnym) aspektom da się poczuć w 16 istotę Finali. To tak, jakbym ja pisał, że w Diablo 4 czuć istotę Diablo, gdzie nigdy w żadną część nie grałem.
Tym bardziej nie rozumiem skąd może wiedzieć, że 16 jest dla wszystkich, skoro nie wie dla kogo były poprzednie.
polska lokalizacja oraz iście kinowe przerywniki filmowe pozwalają poczuć istotę Final Fantasy
Wut? W jaki sposób istota FF przejawia się w przerywnikach filmowych i, co ważniejsze, w polskiej lokalizacji? Czyli poprzednie gry nie były FFami, bo nie były po polsku, a od szóstki w dół nie miały przerywników filmowych?
poważnie rozważam download „piętnastki”
To nie grałeś w 15stkę, a twierdzisz, że 16 jest dla wszystkich, mimo iż na infoscreenie przed intrem sami twórcy nazywają ją "FF dla fanów i nowych graczy"?
Macie tu jakichś recenzentów, którzy ogarniają temat?
I nie, nie jest dla wszystkich. Z powodu idiotycznej ekskluzywności.