Elden Ring: Shadow of the Erdtree. Niektóre RPG potrzebowały dodatku, żeby naprawdę rozwinąć skrzydła. Oto moje ulubione przykłady
- Dragon Age: Origins - Awakening
- Pillars of Eternity: The White March
- Fallout: New Vegas – Old World Blues
- Wiedźmin 3: Krew i wino
- Dark Souls 3: The Ringed City
- Neverwinter Nights 2: Mask of the Betrayer
- Elden Ring: Shadow of the Erdtree
- Diablo 2: Lord of Destruction
- Cyberpunk 2077: Widmo wolności
- Baldur’s Gate 2: Throne of Bhaal
Elden Ring: Shadow of the Erdtree
- Producent: FromSoftware
- Rok wydania: 2024
FromSoftware od lat szalało z dodatkami do swoich gier okołosoulsowych (np. Bloodborne dostało znakomite The Old Hunters, a pierwsze Dark Souls – Artorias of the Abyss; o jednym DLC w tej serii porozmawialiśmy sobie osobno), w Shadow of the Erdtree, dodatku do Elden Ringa, przeszło jednak samo siebie jeśli chodzi o skalę. Pewnie, jeden czy dwa aspekty gry uwierały (recykling niektórych bossów, specyficzna mechanika rozwoju – osobiście nie miałem z nią problemu, ale społeczność czyniła pod jej adresem przytomne uwagi – oraz przegięte starcie z ostatnim przeciwnikiem), ale generalnie ta przygoda zapewniała niezapomniane przeżycia.
Tym razem jako Zmatowieniec ruszamy śladem Miquelli, brata naszej ulubionej nemesis i samobieżnego testu umiejętności, czyli Malenii. Trafiamy do Krainy Cieni, którą dawno temu spustoszył tajemniczy Mesmer. Naturalnie opowieść wymaga nieco pracy detektywistycznej, by zrozumieć, co się na ekranie wyrabia, ale mamy trochę punktów odniesienia – i wyjątkowo charyzmatycznych NPCów, którzy pomagają zrozumieć kilka fabularnych zależności.
Shadow of the Erdtree cieszyło wysokim poziomem wyzwania, złożoną, bardzo metroidvaniową konstrukcją nowej krainy i kolejną porcją wymagających walk oraz ciekawych artefaktów – przede wszystkim jednak robiło wrażenie skalą.

