Fallout: New Vegas – Old World Blues. Niektóre RPG potrzebowały dodatku, żeby naprawdę rozwinąć skrzydła. Oto moje ulubione przykłady
- Dragon Age: Origins - Awakening
- Pillars of Eternity: The White March
- Fallout: New Vegas – Old World Blues
- Wiedźmin 3: Krew i wino
- Dark Souls 3: The Ringed City
- Neverwinter Nights 2: Mask of the Betrayer
- Elden Ring: Shadow of the Erdtree
- Diablo 2: Lord of Destruction
- Cyberpunk 2077: Widmo wolności
- Baldur’s Gate 2: Throne of Bhaal
Fallout: New Vegas – Old World Blues
- Producent: Obsidian Entertainment
- Rok wydania: 2011
Bethesda nieźle sobie poradziła z Falloutem 3, a DLC do tej gry robiły wrażenie, ale kiedy Obsidian (czyli dawne Black Isle) wróciło do roboty, to pozamiatało – zarówno na poziomie „podstawki”, jak i dodatków. Trudno wybierać pomiędzy rozszerzeniami do Fallouta New Vegas. Każdy coś wnosi, każdy operuje nieco innym nastrojem – wszystkie zaś nawiązują do przeszłości naszego Kuriera. Tym razem jednak droga do prawdy wiedzie przez odrobinę szaleństwa.
W Old World Blues nasz śmiałek po odebraniu sygnału radiowego i wizycie w pewnym kinie samochodowym rusza do wymarłego ośrodka badawczego Big Mountain, gdzie kilkorgu naukowców przeniesiono mózgi do maszyn (naszego bohatera też czeka tu pewien zabieg...). Jeden z nich, doktor Klein, zleca nam szukanie zaginionych technologii po okolicy. To poszukiwania tych „artefaktów” stanowią trzon zabawy, wiodą do przygód tak zabawnych, jak i upiornych, czy gorzkich i nostalgicznych. Ten dodatek wabi graczy czarnym humorem i odrobiną szaleństwa, a przy tym – stanowi element nieco większej układanki. Warto wrócić. Tak jak do całego New Vegas.

