Need for Speed: Underground. Szybko, wściekle i nostalgicznie. Najlepsze samochodówki dawniej i dziś - mój osobisty ranking, z którym nie musicie się zgadzać
- Hot Wheels Unleashed
- Forza Horizon 5
- Need for Speed: Underground
- Re-Volt
- Stunt GP
- Need for Speed: Most Wanted
- DiRT Rally
- Colin McRae Rally 2.0
- Need for Speed: Porsche Unleashed
- Need for Speed: Hot Pursuit
Need for Speed: Underground
Rok produkcji: 2003
Producent: EA Black Box
To zabawne, ale jako dzieciak kręciłem nosem na estetykę rodem z „dresiarskich” Szybkich i wściekłych – a w związku z tym na Undergrounda też. W dodatku dla mnie było to odstępstwo od surowego i bardziej realistycznego Porsche Unleashed, które przez lata wyznaczało dla mnie standardy w serii o Żądzy Prędkości. Parę lat po największym szale na NFS:U do gry przekonał mnie młodszy brat. I wtedy przepadliśmy obaj.
Wkręciłem się w kampanię i wszystkie możliwe aktywności, nawet w drift (uwielbiam oglądać popisy prawdziwych drifterów, jak i Initial D, sam bym z chęcią tak czasem polatał na torze, ale w grach wyścigowych to najnudniejsze, co można robić jako osobny tryb wyścigów), doskonale bawiłem się w podczas tuningu fur czy pokonując kolejne zakręty w mieście nocą. Jasne, dziś grafika wydaje się tekturowa, ale wtedy, nawet dłuższą chwilę po premierze – robiła spore wrażenie, a klimat trzyma do dziś.
Podobał mi się też fakt jeżdżenia ulicznymi furami, a nie supersamochodami. Dziś to głównie nostalgia trip, ale wtedy w tym klimacie czaiło się coś wywrotowego. Na pewno doskonały pozostał dobór ścieżki dźwiękowej. To dzięki Need For Speed Underground poznałem jeden ze swoich ukochanych utworów – Two Lane Blacktop Roba Zombiego (wylądował na playliście samochodowej, to oczywiste). Tych kilkudziesięciu (czy może nawet stu kilkudziesięciu) godzin spędzonych z grą nikt mi nie odbierze. A do Fast & Furious też w końcu dorosłem.

