Forza Horizon 5. Szybko, wściekle i nostalgicznie. Najlepsze samochodówki dawniej i dziś - mój osobisty ranking, z którym nie musicie się zgadzać
- Hot Wheels Unleashed
- Forza Horizon 5
- Need for Speed: Underground
- Re-Volt
- Stunt GP
- Need for Speed: Most Wanted
- DiRT Rally
- Colin McRae Rally 2.0
- Need for Speed: Porsche Unleashed
- Need for Speed: Hot Pursuit
Forza Horizon 5
Rok produkcji: 2021
Producent: Playground Games
Prawdą jest, że na poziomie struktury i gameplayu ciężko odróżnić Forzę Horizon 4 i 5. Obie to wielkie, wciągające ścigałki, które trochę pobłądziły – ale wciąż dają mnóstwo frajdy. Ze względu na prywatne preferencje (słońce, pustynia i betonowe wstęgi bardziej do mnie przemawiają niż brytyjskie uliczki) – bliżej serca trzymam „piątkę” i zwyczajnie częściej ją instaluję, jeśli chcę akurat potestować high-endową bestię z milionem koni pod maską. Do tego, do spełniania tej fantazji o zmienianiu wozów jak rękawiczki – Forza Horizon nadaje się rewelacyjnie.
Zawodzi nieco jako typowe wyścigi: raz, że struktura kampanii i aktywności uwala jakiekolwiek poczucie progresu – od razu dostajemy naprawdę porządne fury i dość waluty, by ulubioną porządnie wzmocnić. Dwa – trasy zaprojektowano w męczący sposób. Jasne, ostre zakręty stanowią wyzwanie, ale za dużo tu ciasnych, nieprzyjemnych torów, na których nie ma jak pobawić się najbardziej spektakularnymi maszynami ze stajni. Do tego czasem gra wydaje się nieco zbyt bezpieczna.
To powiedziawszy – Forza Horizon 5 znakomicie sprawdza się jako sandbox, na który wjeżdżamy we własnym tempie. Zwiedzamy, co chcemy, jakim wozem chcemy, wiele aktywności (poza może „nielegalnymi” wyścigami nocnymi i specjalnymi, ograniczonymi czasowo wydarzeniami) możemy odpękać niemal dowolnym wozem. Jak się uprzemy, to wpuścimy Bugatti na rajd terenowy.
Czy to mądre? Nie. Czy sprawi frajdę? No jasne. Zwłaszcza że gra wygląda i brzmi pięknie, na niektórych stacjach radiowych zdarza się nawet utwór czy dwa z pazurem. Kampania, jeśli ustawimy odpowiednio wysoki poziom trudności – nawet jeśli nie czujemy awansu w garażu – może zapewnić nam kilkanaście godzin naprawdę przyjemnej jazdy. A reszta to nieskrępowana zabawa w mini-Meksyku.

