Eksperci nie owijają w bawełnę: wydawcy, przestańcie zabijać gry, jeśli nie chcecie piractwa, i patrzą na Nintendo

Eksperci od historii gier wideo nie są zachwyceni ostatnimi poczynaniami Sony i wydawców w ogóle w temacie zachowania branżowego dziedzictwa.

Eksperci nie owijają w bawełnę: wydawcy, przestańcie zabijać gry, jeśli nie chcecie piractwa, i patrzą na Nintendo, źródło grafiki: Nintendo.
Eksperci nie owijają w bawełnę: wydawcy, przestańcie zabijać gry, jeśli nie chcecie piractwa, i patrzą na Nintendo Źródło: Nintendo.

„Nintendo pozostanie Nintendo, na dobre i na złe”, ale eksperci mają obawy co do legalnych sposobów na zachowanie dziedzictwa gier wideo.

Miniony tydzień był wyjątkowo niewesoły dla graczy i owocny dla osób szukających pretekstu do wieszania psów na wydawcach gier. Najpierw doszły nas słuchy o ciekawych (i rzekomo niedoprecyzowanych) poglądach wiceprezes Entertainment Software Association (ESA) odnośnie do prywatnych serwerów. Następnie Sony (a później Microsoft) zapowiedziało rezygnację z wydawania gier na płytach, ku irytacji graczy i nawet przedstawicieli branży.

Piractwo z braku legalnych alternatyw dla historyków?

Ta ostatnia informacja znów rozbudziła dyskusje na temat „zachowywania” dorobku gier wideo, niekoniecznie w legalny sposób. Na takie sugestie odpowiedział Frank Cifaldi, dyrektor i założyciel Fundacji Historii Gier Wideo (VGHF). Mimo zajmowania, jakby nie patrzeć, niejako oficjalnego stanowiska, Amerykanin zgodził się, że przy obecnej postawie wydawców prawdą jest stwierdzenie pewnego internauty, że „piractwo jest obecnie jedyną istniejącą formą ochrony mediów w branży gier”:

Jako dyrektor instytucji zajmującej się ochroną historii gier wideo oraz osoba, która całe swoje dorosłe życie poświęciła tej sprawie, mogę potwierdzić, że to prawda. Próbowaliśmy współpracować z branżowymi organizacjami w celu znalezienia legalnego rozwiązania, ale odmówili oni zaproponowania jakiejkolwiek sensownej alternatywy.

Nieco wcześniej Cifaldi wydał oświadczenie opublikowane przez VGHF, w którym nazwał decyzję Sony „niefortunną”, nawet jeśli z punktu widzenia jego fundacji nie zrobi to aż tak wielkiej różnicy (cyfrowe „Day 1 patche” to chleb powszedni). Amerykanin podkreślił też, że organizacje pokroju ESA nadal sprzeciwiają się wszelkim działaniom mającym na celu zachowanie dziedzictwa kulturowego gier wideo, mimo że wszyscy zdają sobie sprawę, jakim problemem jest archiwizowanie tych tekstów kultury.

Nintendo, jak to Nintendo, na dobre i na złe

Co jednak z konsolami firmy Nintendo? Japoński koncern w teorii wciąż stawia na kartridże, mimo eksperymentów z nowymi kartami (Game-Key Cards), ale czy „wielkie N” nie pójdzie śladami konkurencji? Mat Piscatella z grupy analitycznej Circana jest zdania, że Nintendo będzie „robić swoje, na dobre i na złe”, w temacie pudełkowych wydań gier wideo, które firma najwyraźniej mocno wspiera od dłuższego czasu:

Moje przeczucie podpowiada mi, że Nintendo robi co chce i nie wyobrażam sobie, by zmieniło swoje plany w oparciu o działania Sony lub Microsoftu w jakiejkolwiek kwestii. Nintendo pozostanie Nintendo, na dobre i na złe.

W ostatnich latach branża detaliczna coraz bardziej polegała na wsparciu ze strony Nintendo (zwłaszcza od premiery Switcha 2 firma ta ma bardzo duży udział w sprzedaży fizycznego oprogramowania i sprzętu), więc z pewnością tendencja ta może się utrzymać.

Amerykanin niewątpliwie ma trochę racji. Nintendo od wielu lat działa w branży gier po swojemu, de facto ignorując technologiczny wyścig zbrojeń, nie kupując studiów na potęgę etc. Dość wskazać, że po romansie z 3 konsolami obsługującymi specyficzne płyty, firma wróciła ze Switchem z kartridżami.

Analityk przewiduje też, że choć rezygnacja z płyt nie przełoży się na zniknięcie gier z półek (w „pudełkach” znajdzie się „więcej gadżetów” i być może przybędzie edycji specjalnych), to z czasem przełoży się to na dalszy spadek sprzedaży fizycznych wydań. Piscatella przyznał również, iż w obecnej sytuacji „czystego szaleństwa” trudno przewidzieć cokolwiek. W końcu już wcześniej niektórzy twórcy mówili o kryzysie co najmniej na miarę tego z lat 80. XX wieku w kontekście masowych zwolnień i licznych zamkniętych studiów.

Jakub Błażewicz

Autor: Jakub Błażewicz

Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).

Zdaniem twórcy Fallout New Vegas i Pillars of Eternity, twórcy RPG-ów powinni częściej sięgać po greckie tragedie, by tworzyć dobre questy

Następny
Zdaniem twórcy Fallout New Vegas i Pillars of Eternity, twórcy RPG-ów powinni częściej sięgać po greckie tragedie, by tworzyć dobre questy

64 GB pamięci RAM w zalecanych to już przeszłość. Nowe MMO nie będzie jedną z pierwszych gier z takim absurdalnym wymogiem

Poprzedni
64 GB pamięci RAM w zalecanych to już przeszłość. Nowe MMO nie będzie jedną z pierwszych gier z takim absurdalnym wymogiem

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl