Po 5 latach Hideo Kojima przypomniał własne słowa w kontekście rezygnacji Sony i Microsoftu z płyt.
Gracze przypomnieli ponure wizje, które snuł Hideo Kojima na długo przed cyfrowymi zapowiedziami Sony i Microsoftu.
Rezygnacja z fizycznych wydań gier odbiła się szerokim echem w sieci, przy czym w reakcjach graczy próżno szukać entuzjazmu. Co najwyżej ten czy inny internauta lub analityk wskazuje, że wydania pudełkowe od dawna były w odwrocie, będąc de facto niszą w porównaniu do dystrybucji cyfrowej. Jednakże w większości gracze pomstują na rezygnację z płyt, głównie jako kolejny przejaw ograniczania swobody graczy (tj. możliwości odsprzedawania gier na rynku wtórnym).
Również twórcy gier zabrali głos w tej sprawie. Ojciec serii Metal Gear przyciągnął uwagę graczy za sprawą ponownie udostępnionego wpisu sprzed 5 lat, w którym Hideo Kojima przedstawiał niewesołą prognozę co do własności cyfrowej (i nie tylko):
Ostatecznie nawet dane cyfrowe nie będą już posiadane przez jednostki z ich własnej inicjatywy. Zawsze, gdy zachodzi wielka zmiana lub wypadek w świecie, w kraju w rządzie, w idei, w trendach, dostęp niej może nagle zostać odcięty.
Nie będziemy mogli swobodnie dotrzeć do filmów, książek i muzyki, które kochamy. Stałbym się kimś pozbawionym (w oryg. „I would be a have-not”). Tego się obawiam. To nie chciwość.

Wpis (a właściwie 2) oryginalnie opublikowano na Twitterze w sierpniu 2021 rok. Teraz internauci zaczęli masowo komentować i podawać dalej słowa Kojimy niczym spełnione proroctwo:
Prorocze słowa.
O, cieszę się, że Kojima wyraził swój sprzeciw wobec decyzji Son- JAK TO: 2021?
To było niefortunnie oczywiste jeszcze przed 2021 rokiem. Byłoby miło, gdyby więcej osób to zauważyło i doceniło posiadanie czegoś fajnego.
Mistrzu, weź już lepiej nie przewiduj przyszłości.
Jak zwrócili uwagę niektórzy internauci, obawy o przyszłość płyt są o wiele starsze od wpisu Kojimy. Wygoda dystrybucji cyfrowej dawno sprawiła, że „pudełka” niemalże odeszły do lamusa, a jeszcze wcześniej zaczęły znikać z nich płyty. Miało to sens z biznesowego punktu widzenia, ale od początku budziło opory graczy.
Niestety, ostatnie 5 lat jedynie podsyciło te obawy. Argumentacje o piractwie „nie będącym kradzieżą” w kontekście licencji gier oraz ruch Stop Killing Games są pochodnymi strachu graczy przed przyszłością wieszczoną przez Kojimę: taką, w której jednostki nie posiadają zakupionych gier, filmów, książek itd.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).