wykluczyć USA z NATO
Europa nie musi "wykluczać" USA z NATO. Przecież do tego dąży Trump. I nawet się ze swoimi prawdziwymi intencjami nie ukrywa.
I bardzo dobrze.
dla silniczków politycy mogą się obściskiwać z przestępcami i chronić przedtępców, ale tylko takich którzy się nie biją.
Prezydent RP się ściska z gościem skazanym w 2024 r. (jeszcze nieprawomocnie) na 6 lat pozbawienia wolności za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, udział w bójkach, pozbawianie wolności innych osób oraz propagowanie ustroju nazistowskiego. Co więcej, mówimy o przestępcy, który miał już prawomocne wyroki za napaść z użyciem niebezpiecznego przedmiotu na funkcjonariusza publicznego, podżeganie do napadu ze skutkiem śmiertelnym i zastraszanie świadków.
I to jest wasz komentarz, panowie? Aprobata i jakieś prześmiewcze odwracanie kota ogonem?
Słabo.
Owszem, to, że prezydent Nawrocki darzy sympatią ludzi ze świata przestępczego, raczej nikogo nie dziwi. Nie mamy tutaj zatem do czynienia z nagłym zwrotem akcji. Niemniej jednak w pewnych sytuacjach chyba lepiej zamilknąć, niż bronić przegranej sprawy. Wtedy przynajmniej zachowamy jakieś pozory przyzwoitości.
Filmik z protestów w Minneapolis.
https://x.com/krassenstein/status/2010084538903581114
Podobne są (lub są zapowiadane) w innych miastach.
https://x.com/bett_yu/status/2010204040383340940
https://x.com/WPolitics1/status/2009491806661300387
A tutaj kącik humorystyczny:
https://x.com/SecKennedy/status/2009991504081678824
Trump ze swoimi pomagierami już próbuje reformować służbę zdrowia w Europie. :)
Cała sytuacja jest tak absurdalna, że warto się zastanowić, czy (hipotetycznie) Trump rzeczywiście chce zniszczyć NATO od środka. W obecnej sytuacji prawnej sam prezydent nie może chyba zdecydować o wyjściu Ameryki z Paktu Północnoatlantyckiego. To wymaga albo zgody Kongresu, albo 2/3 Senatu. Nie ma więc większych szans na legalną realizację tego rodzaju pomysłu. Wystarczy jednak, że Trump wykona jakieś militarne ruchy względem Grenlandii, a europejscy członkowie NATO będą zmuszeni do reakcji. W ten sposób Trump doprowadzi automatycznie do "wyjścia" USA z NATO bez konieczności przeprowadzania prawnej procedury w oparciu o decyzje Kongresu czy Senatu.
Jeśli wyjście USA z NATO to jeden z celów operacji "Grenlandia", to Trump jest albo pożytecznym idiotą Rosji, albo najwyżej postawionym agentem, jakiego udało się Rosjanom zainstalować w amerykańskiej administracji. ;) Tak czy inaczej, działania Trumpa mogą wymusić na Europie jeszcze większe zbliżenie ze Wschodem (i ewentualnie Ameryką Południową). Chiny chyba się ucieszą. Ukraina i inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Polska, nie mają jednak powodów do radości. W świecie, który opierać się będzie na dokonanym brutalną siłą podziale na strefy wpływów i w którym UE zostanie zmarginalizowana (lub przestanie istnieć), przypadnie nam wszystkim rola posłusznego i pokornego wasala. Stwierdzenie, że trzecią izbą polskiego parlamentu jest obca ambasada (do tej pory - amerykańska), przestanie być wyłącznie żartem.
Ciekaw jestem, jak w obliczu ostatnich wydarzeń zachowa się prezydent Nawrocki, który - jak wiemy - jest wielkim miłośnikiem Donalda Trumpa. Jestem również ciekawy, jaką postawę przyjmie polski minister spraw zagranicznych, którego syn służy w amerykańskiej armii. Jeśli chcemy, żeby kraje europejskie stały za nami murem w sytuacji zagrożenia ze Wschodu, to musimy się wyraźnie opowiedzieć po stronie Danii w ewentualnym konflikcie. Militarnym zadaniem Polski jest obrona wschodniej flanki, jednak wysłanie jakiegoś symbolicznego oddziału na Grenlandię może się okazać konieczne. W końcu w ostatnich dziesięcioleciach stawialiśmy się posłusznie na wezwanie USA (nawet poza formalnymi strukturami NATO) i ginęliśmy za amerykańskie interesy. (BTW, Duńczycy też ginęli za Amerykę). Tym bardziej powinniśmy pokazać jedność z bliższym nam geopolitycznie sojusznikiem (w ramach formalnych struktur NATO)... o ile wciąż zależy nam na tym, żeby projekt o nazwie "Unia Europejska" przetrwał i rósł w siłę jako przeciwwaga dla amerykańskiej czy chińskiej hegemonii.
Nadchodzi czas próby, jeśli Trump zdecyduje się kompletnie rozwalić światowy porządek. Rozum podpowiada, że do tego nie dojdzie. Dlatego powyższe dywagacje wciąż jeszcze można uznać za political fiction. Niemniej jednak polskie elity polityczne powinny mieć scenariusze rozpisane na każdą ewentualność. A pewne decyzje rządu i prezydenta mogą się teraz okazać kluczowe dla przyszłości naszego kraju. Dlatego obnoszenie się z czerwonymi czapeczkami i wiwatowanie na cześć Trumpa to, delikatnie rzecz ujmując, głupi pomysł.
Brytyjczycy, Niemcy i Francuzi chcą wysłać swoje oddziały na Grenlandię. UE przygotowuje sankcje na amerykańskie firmy (w tym Meta, Google, Microsoft i X) oraz banki, jeśli Trump odrzuci ofertę misji NATO na Grenlandii. Rozważane jest również wydalenie wojsk USA z baz w Europie oraz zamrożenie umowy handlowej UE-USA. Z kolei Trump nakazał dowódcom sił specjalnych opracowanie planu inwazji na Grenlandię. A papież z Chicago krytykuje nie tylko działania Rosji, ale też USA.
Serdecznie gratuluję więc wszystkim teksańskim patriotom w czerwonych czapeczkach, którzy wiernie wspierają tutaj amerykańskiego prezydenta. Dobra robota! Nawet jeśli nie dojdzie do jakiejś formy konfliktu zbrojnego czy gospodarczego, Trump - kierując się "własną moralnością" - postawił członków NATO i UE w wyjątkowo trudnej sytuacji. Chyba nie muszę pisać, kto otwiera teraz szampana. Jak to było u św. Mateusza? A... "Po owocach ich poznacie".
A broń i tak w sumie niepotrzebna. Wystarczy samochód. ;)
https://x.com/LongTimeHistory/status/2009688511696261295
To też dobre:
https://www.newsweek.com/ice-detains-native-americans-minnesota-minneapolis-oglala-sioux-11339071
Ciekawe, dokąd deportują rdzennych mieszkańców Ameryki. ;)
A na poważnie: IMHO wydarzenia z Minneapolis chyba przelały czarę goryczy. Dojdzie do jeszcze większej polaryzacji w narodzie amerykańskim. Obstawiam, że to morderstwo będzie miało na politykę USA wpływ podobny do tego, jaki miały protesty kobiet na dalsze losy rządu Kaczyńskiego. Pewnie nie dojdzie do jakichś gwałtownych zmian, ale na miejscu Trumpa nie liczyłbym na zwycięstwo w tegorocznych wyborach. A potem? Erozja i dalsza degeneracja. A jak nie idzie, to potrzebne są spektakularne gesty i zwycięstwa. Wszyscy wiemy, co to oznacza w przypadku Trumpa... :P
Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, jak wyglądało całe zdarzenie:
https://www.reuters.com/graphics/USA-TRUMP/MINNESOTA-RECONSTRUCT/egvbbeqeevq/
https://x.com/wszewko/status/2009913848086598045
Trump dba o amerykańskich obywateli. Zwłaszcza o weteranów wojennych:
https://x.com/Bricktop_NAFO/status/2009889580728586627
:)
Bukary, ty widzę nadal nie oglądałeś nagrań z potrąceni tego funkcjonariusza? i jeszcze to "amerykanie" jacy amerykanie? Anty trumpiści zaślepienie nienawiścią do USA i miłością do................ Maduro?
Widziałem nagrania, ale - w przeciwieństwie do ciebie - nie uważam, że to, co na nich widać, usprawiedliwia zamordowanie przypadkowej kobiety. A ludzie, którzy protestują przeciwko przemocy bojówek Trumpa wobec amerykańskich obywateli, nagle okazali się "zaślepieni nienawiścią do USA i miłością do Maduro"? W sumie to jednak nie dziwię się, że brzmisz jak Trump, Vance, Noem czy reszta tego zdegenerowanego tałatajstwa. Oni z kolei nazywali zamordowaną kobietę "terrorystką", "wypranym przez lewicę mózgiem", "agentem lewicowej sieci".
Szczerze mówiąc, to myślałem, że trochę mądrzejszy jesteś. Ale nie dość, że - gdy idzie o politykę międzynarodową - masz ciągotki targowiczańskie, to jeszcze bronisz mordercy. No serio, chyba niżej się już nie da upaść dzisiaj w tych forumowych przepychankach. Ale może jutro jeszcze coś wymyślisz? ;)
Daj spokój, Amerykanie coraz częściej wyrażają wdzięczność za to, jak Trump o nich dba.
https://x.com/BTnewsroom/status/2009859516213670259
O, a tutaj Trump daje znać, że będzie nagradzał tych, którzy głoszą wielkość Ameryki:
https://x.com/wszewko/status/2009788539282538972

Manolito, wiesz, że nie lubię, jak manipulujesz. Napisałeś:
po tym jak relatywizowałeś śmierć Charliego Kirka który sobie "zasłużył", bo siał nienawiść - w jakim szedłeś kierunku?
A zatem:
W kontekście Kirka wypowiedziałem się bodajże cztery razy w wątku "Dobrej zmiany" (w nadal aktualnej części "Wiosna przyszła").
1) Najpierw [1986.1]: To smutne, że sam doświadczył tego, czego bronił. I zacytowałem jego opinię w sprawie prawa do posiadania broni.
2) A potem tutaj: [2006.20], odnosząc się do tego, jak obrażałeś i wyzywałeś innych, a prawica porównywała Kirka z Popiełuszką. No i przedstawiłem poglądy "amerykańskiego Popiełuszki" (razem ze źródłami).
3) Wreszcie tutaj: [2010.8] w kontekście hipokryzji prawicy i walki z kulturą anulacji.
4) I ostatecznie tutaj: [2015]. I znowu w kontekście hipokryzji, podwójnych standardów i moralności Kalego.
NIGDZIE jednak nie napisałem i nie sugerowałem, że ten człowiek "zasłużył" na śmierć, choć jego poglądy były rzeczywiście "sianiem nienawiści" (każdy może sobie to sprawdzić, bo podałem wyżej "namiary" na konkretne wypowiedzi). Ba, wyraźnie zastrzegłem, że tak nie uważam (żebyś nie miał wątpliwości i nie zmyślał) [2018.12]. Załączyłem zdjęcie.
I ten mój wpis zestarzał się jak stare wino. Okazał się wręcz proroczy, bo właśnie zrobiłeś to, co przewidziałem: użyłeś chochoła, gdy prawicowy degenerat zabił kobietę.
Problem polega na tym, że zabita przez mordercę z ICE kobieta nie była nawet "lewicową aktywistką". I nie "siała nienawiści". Zatrzymała się, blokując drogę, i próbowała wjechać na lewy pas ruchu. Na swoje nieszczęście zablokowała pędzącą bojówkę ICE. Nie zdążyła już włączyć się do ruchu, bo została zabita. Po dokonaniu morderstwa bojówkarz cieszył się z udanej akcji, a pozostali "przybijali z nim piątki". Takiego zdegenerowanego towarzystwa bronisz. Wstyd. Nie jesteś w stanie oskarżyć kobiety o udział w jakiejś lewicowej akcji, więc sugerujesz, że chciała przejechać agenta (choć na filmach wyraźnie widać, że tak nie było). Co więcej, agent, którzy strzelał, postąpił wbrew wewnętrznym regulaminom ICE dotyczącym użycia broni w takich właśnie sytuacjach. Tego się po prostu nie da obronić. Po raz kolejny w politycznym zaślepieniu zapędziłeś się w kozi róg.
Co do Grenlandii... powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia, gdy idzie o twoją argumentację. Szkoda strzępić języka.
Manolito, musiałem aż dwa razy przeczytać to, co napisałeś, bo trudno uwierzyć, że Polak znający historię swojego kraju bez ogródek prezentuje innym ludziom tego rodzaju poglądy. Ale jak zobaczyłem, że wyżej bronisz zimnokrwistego mordercy z ICE, to już nie mam żadnych wątpliwości co do kierunku, w którym podążasz. A zatem: kraje UE powinny razem z Trumpem dokonać swoistego "rozbioru" Danii, dzieląc się łupem? Dzięki temu zaspokoimy "wilka", czyli USA, a zarazem ocalimy "owcę", czyli... no właśnie co? Na pewno nie NATO i na pewno nie UE w dotychczasowej formie. Tak czy inaczej, trudno sobie nawet wyobrazić, że Polak w XXI wieku lansuje kolejną wersję polityki appeasementu, ubierając skompromitowane idee w retoryczne szaty konieczności dziejowej. Na szczęście, wydaje się, że (przynajmniej na razie) kraje UE (w tym Niemcy i Francja) wyraźnie podążają drogą wskazaną poniżej przez Kriszo, czyli stoją twardo po stronie członka UE i nie nakładają na swoich polityków maski Neville'a Chamberlaina.
Nie mogę się więc oprzeć wrażeniu, że - wybacz analogię - gdybyś rozwijał skrzydła w dwudziestoleciu międzywojennym, to chętnie oddałbyś Niemcom "korytarz" do Gdańska, a w tym przekonaniu utwierdzają mnie jeszcze prowadzone przez ciebie dywagacje na temat słuszności polityki Trumpa wobec Ukrainy, czyli konieczności dogadania się z agresorem kosztem ofiary. Uważam jednak, że istnieje wyraźna granica między trzeźwym pragmatyzmem a wiernopoddaństwem i zdradą. To, co proponujesz, jest kompletnym zaprzeczeniem zasad i wartości, na których od kilku ostatnich dekad Europa próbuje (z lepszym lub gorszym rezultatem) osadzić swoje fundamenty. Trump realizuje ideę powrotu do starego porządku, od którego nie bez powodu staraliśmy się przez wiele lat odejść, budując powojenną cywilizację XX i XXI wieku, i wciela w życie krytykowaną już przez Ignacego Krasickiego zasadę "mądry przedysputował, ale głupi pobił". (Odnotuję przy okazji, że polski - rozbiorowy i oświeceniowy - kontekst nie znalazł się tutaj przypadkiem). Zamiast zacieśniać sojusz z Europą jako równorzędnym partnerem, zadbać o dobrostan swoich obywateli i budować silną alternatywę dla Chin i Rosji, robi wszystko, żeby zwasalizować dotychczasowych przyjaciół i zredukować poszczególne państwa do rynku zbytu bądź źródła zasobów, nawet jeśli wiąże się to z poważnym osłabieniem ich pozycji i szkodzi ludziom, którzy zamieszkują Stary Kontynent. A wszystko to w desperackim akcie odwrócenia uwagi od fatalnej sytuacji wewnętrznej w USA i erozji roli "światowego mocarstwa" na rzecz innych, coraz potężniejszych graczy. Nie bez powodu Trump stawia na Pentagon i bojówki ICE. Chyba wszyscy mamy właśnie historyczne deja vu.
Niestety, z własnej woli ulokowałeś się w gronie osób, które przyklaskują "woli silniejszego", a przy okazji chciałyby (że zacytuję Brylla) "swoje ucapić", zdradzając sojusznika i łamiąc wcześniejsze przyrzeczenia. Tego rodzaju postawa budzi mój sprzeciw. Nie tylko dlatego, że zupełnie koliduje z założeniami nauczycielskiej "misji", którym poświęciłem życie zawodowe, próbując już od wielu lat kształcić konkretne kompetencje psychologiczne i społeczne, a także dążąc do wyposażenia podopiecznych w pewien kompas moralny. Nie tylko dlatego, że jest pogwałceniem oczywistych norm etycznych, bo - chcąc, nie chcąc - wszyscy już pewnie przyzwyczailiśmy się do tego, że w polityce pewne wartości są towarem deficytowym. Ale również dlatego, że akceptacja powrotu do porządku światowego, który oparty jest na poddawaniu się militarnej presji ze strony silniejszych i nierespektowaniu wcześniejszych zobowiązań oraz kurateli organizacji międzynarodowych, stawia Polskę - choćby z uwagi na sytuację geopolityczną - na straconej pozycji i sprowadza do roli pozbawionego głosu wasala Stanów Zjednoczonych bądź Rosji.
Jeśli więc idzie o kwestie polityki międzynarodowej, nigdy się nie dogadamy. Żaden z twoich argumentów do mnie nie przemawia. Ani na płaszczyźnie pragmatycznej, ani - tym bardziej - na płaszczyźnie moralnej. Nieodżałowany Auden napisał kiedyś słynny wiersz o wojnie domowej w Hiszpanii, który kończył się słowami: "Pokonanym Historia może powiedzieć: <<Niestety>>, / Ale nie może im pomóc ani ich ułaskawić". Do końca życia się tego wstydził i nie zezwalał na publikację "Hiszpanii". Kiedyś nawet wziął egzemplarz broszury, zawierający powyższy cytat, publicznie przekreślił dwuwiersz i napisał: "To jest kłamstwo". Tyle że Auden, tworząc "Hiszpanię", był dość młodym człowiekiem, a wygląda na to, że wielu dojrzałych czy nawet starszych ludzi wciąż kieruje się znanym dictum: "historia jest nauczycielką życia", wyciągając wybiórcze wnioski tylko z pewnego okresu dziejów i oddając pokłony bożkowi historycznej konieczności, który patronuje zdradzie, zbrodni i kłamstwu. Innymi słowy: pewni ludzie niczego się nie nauczyli. To smutne.
Jak pisałem odpowiedź, to chyba nie było ostatniego zdania (ale może się mylę). Tak czy owak, nadal nie jestem pewien, jak rozumieć twoje podsumowanie.
A) Powinniśmy podjąć rzuconą rękawice i postawić się militarnie USA, co może oznaczać wojnę?
B) Powinniśmy razem z USA zwasalizować Danię i podzielić się jej surowcami?
Próbuję zrozumieć to, co napisałeś. Doprecyzujmy, żebym wiedział, o czym gadamy: twoim zdaniem Trump może sobie zaatakować państwo NATO, skoro ma ochotę na więcej surowców w ramach walki z Chinami? A Europa (w tym Polska) nie powinna zareagować militarnie i nie powinna się oburzać, bo sama ma sporo za uszami?
Ja cię nie mogę...
https://x.com/i/status/2009740373573128459
Jak pisał John wyżej, Trump staje się zagrożeniem dla Europy. Atak na Grenlandię to byłby koniec NATO i w pewnych (trudnych na razie do pomyślenia) scenariuszach mógłby wręcz oznaczać bezpośrednie zaangażowanie Polski w wojnę.
A już chyba wyszliśmy z fazy myślenia, która sprzedawana była tutaj przez niektórych: "Trump gada jedno, a robi drugie; deep stare nie pozwoli na żadne głupie ruchy". Po owocach go poznacie, nie?
Ewidentnie zabrakło emotki "oczka" przy mojej wypowiedzi. :P
A na poważnie: CP2077, który właściwie się nie zestarzał, również zasługuje na jeszcze jedno DLC. Bo zanim zobaczymy kolejną odsłonę serii, minie kilka dobrych lat.
Najgorsze (dla normalnych ludzi w USA) jest to, że nie mamy do czynienia z jakimś odosobnionym przypadkiem psychopaty, któremu udało się wejść w szeregi ICE. Tam jest raczej problem systemowy. Oni wszyscy czują się kompletnie bezkarni, wiedzą, że mogą zrobić wszystko, a będą kryci przez władzę i przełożonych.
Zachowanie całej formacji ICE po dokonaniu morderstwa przez jednego z jej członków może budzić co najmniej zdziwienie. Zero refleksji, zero skruchy, jeszcze większą bezczelność, kolejne akty przemocy itd. Kompletny cynizm, parasol oszczerstw, kłamliwa propaganda, pogarda dla ofiary, groźby wobec krytyków - to również główne elementy strategii władz (Trump, Vance, Noem), gdy morderstwo wyszło na jaw. Powtórzę: Ameryką rządzi banda skrajnych degeneratów.
Mam nadzieję, że z okazji 10-lecia CP2077 też ukaże się kolejne DLC z jakimś znanym aktorem w roli głównej. :)
https://x.com/andysignore/status/2009364966302994572
Ewidentne... Kobieta nie była w stanie wcześniej wyjechać (z uwagi na inne samochody). Miała ruszyć, ale wyskoczyło kilku bandziorów i po prostu wykonało egzekucję, zachowując się kompletnie niezgodnie nawet z wewnętrznymi przepisami ICE...
Sieć jest teraz zalana mnóstwem filmów z innych "interwencji" ICE. To się w pale nie mieści. Autentycznie po ulicach Ameryki krążą bezkarne rasistowskie bojówki, które nękają ludzi na różne sposoby, stosują przemoc fizyczną, i czują się absolutnie bezkarne. Państwo prawa. LOL.
Nie dziwię się, że stare piosenki RATM wracają do mody. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=JukTvlrh-Wk
Tu też nagranie z innej perspektywy niż wcześniejsze:
https://x.com/GinoTheGhost/status/2009525021665034702
I do przodu, do przodu! Do wyborów jeszcze trochę czasu zostało... ;)
https://x.com/KBlazejowska/status/2009359143396888932
https://x.com/factpostnews/status/2009379173144342989
Nie mam pojęcia, czy to prawda. Ale jeśli tak się zachowują agenci ICE, to Trump rzeczywiście stworzył swoje rasistowskie bojówki. A Amerykanie chyba są coraz bardziej wkur*****:
https://x.com/FoxNews/status/2009388323328987621
https://x.com/allenanalysis/status/2009641598217531782
https://x.com/PamphletsY/status/2009443438299877494
https://x.com/realDailyWire/status/2009353171337134366
A Kasparow już wprost mówi, że Trump i jego ekipa stosują ruskie metody:
https://x.com/Kasparov63/status/2009435839130919034
A u mnie w Kauflandzie dwie nowoczesne maszyny do zwracania butelek. Cyknę fotkę na dowód następnym razem. :P
Każdy podatek nalożony na przedsiębiorcę ostatecznie i tak płaci konsument końcowy.
To uproszczenie lub wręcz nieprawda. Bo tego rodzaju stwierdzenie nigdy nie dotyczy wszystkich rodzajów podatków i wszystkich branż. "Przerzucenie" kosztów obciążeń podatkowych na konsumenta dokonuje się wówczas, gdy na konkurencyjnym rynku występuje niezbyt elestyczny popyt albo gdy mamy do czynienia z monopolem. W pozostałych przypadkach (elastyczny popyt, silna konkurencja cenowa itd.) realny ciężar obciążeń ponosi albo (częściowo) konsument i (częściowo) przedsiębiorstwo, albo wyłącznie firma. Dobrym przykładem jest tutaj chociażby podatek od zysków nadzwyczajnych (banki, energetyka), którego znaczna część uderza w akcjonariuszy, a nie w "konsumentów".
Jeszcze bardziej klarowna jest sytuacja, gdy idzie o podatek nałożony ewentualnie (bo to projekt) na miliarderów. Ten podatek nie zostanie przerzucony na konsumentów, bo dotyczy majątku osobistego (indywidualnego bogactwa - akcji, inwestycji itp.), a nie kosztów operacyjnych biznesu. Tak więc o żadnym "przerzuceniu na konsumenta" nie może być mowy. Co więcej, w przypadku tego rodzaju podatku beneficjentem będzie właśnie "ogół konsumentów", ponieważ zgodnie z planem pozyskane pieniądze (20 mld dolarów rocznie) zostaną przeznaczone na opiekę zdrowotną, edukację i programy pomocy żywnościowej.
Ryokosha, nie za bardzo rozumiem twoje wpisy w tej nitce. Zwłaszcza że mają charakter wyłącznie metatekstowy i żeby odpowiedzieć na twoje zarzuty, sam muszę wejść w tego rodzaju formę. A zatem...
Wrzucam tekst Majora, pisząc, że przyjemnie mi się go czytało (i sugerując, że się z nim zgadzam). Ty od razu uderzasz ad personam: czytając takie "agitki", jestem "zaślepiony", rezygnuję z "merytoryki", wpisuję się w "plemienność"? WTF? Nie dostrzegasz, jak absurdalna była twoja reakcja? Ale na tym nie kończysz. Odpowiadam Lordowi na jego kpiarskie uwagi, odnosząc się w ogóle do tego, jak w tym wątku (a nie tylko w tej nitce) prowadzona jest dyskusja o reformie PiP-u, i tym razem (zgodnie z twoim "zaleceniem") zabierając już (mniej lub bardziej merytorycznie - niech każdy oceni) głos w dyskusji, żeby uzasadnić, dlaczego opinia Majora jest (IMHO) słuszna i nie zasługuje na miano "szajsu". Ty wtedy znowu wyjeżdżasz z jakimiś uwagami personalnymi.
I na koniec: jak zaczynasz od personalnego ataku na osobę interlokutora, nazywasz "szajsem" albo "partyjną agitką" tekst, który czyta i z którego wymową się zgadza, i wyciągasz jakieś absurdalne wnioski, ekstrapolując jedno zdanie na całokształt zachowania czy światopoglądu, to dyskutowanie z tobą nie tylko pozbawione jest przyjemności, ale też nie ma po prostu sensu. Nie wiedziałem zresztą, że w wątku nie można dzielić się wrażeniami z lektury felietonów. Rozumiem, że można tu wrzucać tylko badania naukowe, statystyki, teksty ustaw i rozporządzeń? I że wszyscy po tej "właściwej" stronie dyskusji przestrzegają tego rodzaju zasady? A jak nie przestrzegają, to ich od razu strofujesz atakiem personalnym, domagając się "merytoryki"?
I jeszcze krótka historia Tuska i śmieciówek:
https://www.youtube.com/watch?v=yV9v5SEKBJg
Nawet zabawne.
Lord, w Nowym Roku chyba jesteś w gorszej formie niż w starym. ;)
Primo: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Socjalnej było resortem odpowiedzialnym za wprowadzenie obowiązku stosowania neutralnych płciowo stanowisk w ogłoszeniach, ale Polska musiała wdrożyć tego rodzaju rozwiązanie do prawa krajowego ze względu na obowiązującą dyrektywą PE. Jak głosowali przedstawiciele polskich ugrupowań politycznych w parlamencie w sprawie rzeczonej dyrektywy? KO - za, lewica - za, PL2025/PSL - za, PiS - przeciw, Konfederacja - przeciw. Kpiarskie ostrze musisz więc skierować w stronę UE, KO, Trzeciej Drogi, a nie tylko lewicy. A z PiS-em i Konfederacją możesz przybić piątkę. Ale to już tak fajnie nie wygląda, nie? ;)
Secundo: gdy idzie o reformę rynku pracy i walkę ze śmieciówkami, to niektóre osoby z tego wątku stosują klasyczny wybiegi erystyczne, skupiając się się na tym, co mogłoby się stać (i to na wycinku owej potencjalności, czyli "arbitralnej decyzji urzędnika PIP"), a pomijając całą resztę (szereg innych pożytecznych rozwiązań oraz ogromne kary finansowe za odrzucenie "kamienia milowego"). Innymi słowy, mamy tutaj do czynienia z klasycznym "wiśniobraniem" albo efektem potwierdzenia, które wielu "dobrozmianowców" krytykuje u konkurentów politycznych. Bo Tusk nie zablokował jednego rozwiązania, tylko uwalił całą reformę, choć już od 2014 roku obiecywał walkę ze śmieciówkami. I (cóż za zdziwienie!) obietnicy nie dotrzymał.
Zakładana reforma była stopniowo "okrajana" ze względu na obstrukcję Tuska. Ostatecznie zaproponowane rozwiązania to m.in. możliwość przekształcania umów decyzją administracyjną, ułatwienie wymiany informacji między instytucjami państwa związanymi z rynkiem pracy oraz zdalne kontrole i nowe kary.
I po kolei: zwiększenie ewentualnych kompetencji PiP-u, które zresztą nie stanowiłyby jakiegoś niespotykanego rozwiązania (radzę się zapoznać z możliwościami ZUS-u w zakresie "przekwalifikowania" umowy cywilnoprawnej na umowę o pracę), pozwalało na szybką interwencję bez oczekiwania na decyzję sądu (co dziś jest długotrwałe i kosztowne dla pracowników) w sytuacji łamania prawa. Decyzja PiP-u nie byłaby "arbitralna", ale oparta na obowiązujących przepisach i definicjach prawnych: jeśli relacja między pracodawcą i pracownikiem ma cechy stosunku pracy (stałe miejsce, godziny, polecenia służbowe itd.), to umowa powinna tego rodzaju zależność odzwierciedlać. Z kolei łatwiejsza (automatyczna) wymiana informacji między PiP, ZUS i KAS pomogłaby w wykrywaniu fikcyjnego samozatrudnienia i umów śmieciowych na dużą skalę (np. poprzez krzyżowe sprawdzanie składek i podatków). Zdalne kontrole (dostęp do systemów firm) zwiększyłyby efektywność inspekcji, a wyższe grzywny za wykroczenia mogłyby odstraszać pracodawców od nadużyć (bo byłyby nieopłacalne).
I wszystko poszło z dymem. Przerażająca była to reforma, prawda? Przerażająca dla tych, którzy łamią prawo, olewają obowiązki wobec państwa, pragną podtrzymania niesprawiedliwego dla większości systemu podatkowego. I nagle zwolennicy polityki proeuropejskiej, kamieni milowych z KPO itp. zamienili się w libertarianów, którzy idą ramię w ramię z polskimi konfederatami. Nagle troska o budżet państwa i stabilność zatrudnienia (jeden z ważniejszych czynników, gdy idzie o dzietność w Polsce) zeszła na dalszy plan. Nagle okazało się, że przedsiębiorców z kraju G20 nie stać na przestrzeganie prawa. Zacytuję internetową mądrość: "Przypadek? Nie sądzę".
Tak, tak, panowie. Razem, Wenezuela, komunizm i inne banialuki. Brakuje jeszcze tylko gadki Pietrusa o bogatych nauczycielach.
Była okazja, żeby zreformować rynek pracy. A Tusk po raz kolejny pokazał, że jest wykwitem epoki Balcerowicza. I nagle interesy lobbystów stały się ważniejsze niż niegdyś tak rzekomo istotne kamienie milowe, o które PO walczyło na śmierć i życie. Widać doskonale, że - jak już nieraz pisałem - w sprawach ekonomicznych czy gospodarczych Tuskowi znacznie bliżej do Konfederacji niż do socjaldemokratów. Stąd też określenie "Bosak z Temu" w punkt.
A co do PiS-u: jeśli chodzi o politykę społeczną, to PO nawet nie jest w tej samej lidze co partia Kaczyńskiego. PiS przynajmniej próbował coś zrobić w tej materii (czasem lepiej, czasem gorzej). Tusk takiej potrzeby nie widzi. A potem zdziwko u liberałów, jak patrzą na wyniki wyborów. Klasyka.
Tyle na przerwie sródlekcyjnej. :P
Dziś Galopującego Majora dobrze się czyta o poranku:
-----------------------------
Trzeba było być największym naiwniakiem, aby uwierzyć, iż Tusk zgodzi się na zmianę śmieciówek na umowy o pracę – bez względu na to, czy robiłaby to Państwowa Inspekcja Pracy czy ktokolwiek inny, z zachowaniem kontroli sądowej. Po prostu dotąd za Tuska taki sprzeciw zwykle załatwiał Kosiniak-Kamysz albo ktoś od Hołowni. A że ci mają fatalne notowania, to tym razem sam Tusk musiał wystąpić w roli Krzysztofa Bosaka z Temu.
Nieważne dyrektywy unijne, nieważna możliwa utrata – bagatela – 11 miliardów złotych z KPO, którego, przypomnijmy, partia Tuska na złość Kaczyńskiemu nie chciała nawet uchwalić. Ważne, że utrzyma się łamanie prawa, bo w istocie o łamanie Kodeksu pracy tu chodzi. Wiadomo, polski przedsiębiorca to nie Ukrainiec na koncercie, żeby prawo miało być respektowane. Jeśli więc ktoś chciał zrozumieć, na czym polega ideologiczne panowanie liberalizmu w Polsce, to powinien sobie odtworzyć nie tylko wypowiedź Tuska, ale też wszystkie te artykuły w mediach o tym, jak to upadną przedsiębiorcy, jaka to będzie – jak zawsze – katastrofa. Mindset polskich mediów, ochoczo przecież przez biznes sponsorowanych reklamami, nie dopuszcza głosów pracowników. Wszystko pisane jest z punktu widzenia pracodawców, jakby wszyscy dziennikarze jeden po drugim podrzucali sobie ten sam tekst. Ale to nie spisek – to podłączenie do tego samego ideologicznego szlaucha, do którego od lat podłączony jest umysł Tuska i całego KO.
W tym sensie łatwo drwić z ministry Dziemianowicz-Bąk, ale ja jej przede wszystkim współczuję. Stara się, jak może, ale w tym rządzie jest niczym margrabia Wielopolski względem cara Tuska z Petersburga. Zezwala się jej na absolutne minimum, a nawet i wtedy jest upokarzana. Pytanie, kiedy ostatecznie będzie musiała zarządzić libkową brankę.
Trzeba jednak dodać, że Nowa Lewica sama się w tę sytuację wepchnęła. Sama zrobiła wszystko, by zostać popychadłem. Przypomnijmy jeszcze raz. O ile rząd Tuska ma większość bez partii Razem, o tyle bez partii Czarzastego jej nie ma. Oznacza to, że teoretycznie powinien być także od Lewicy Czarzastego zależny. Nie realizujesz części naszych postulatów – nie idę z tobą na głosowanie. Tymczasem, zamiast próbować stawiać się – nie zawsze, ale w kilku ważnych momentach, jak ten – walnąć pięścią w stół i zagrozić przejściem w stan wstrzymywania się od głosu, Czarzasty jest jeszcze bardziej tuskowy od Tuska.
W swoim uniżeniu robi wszystko, ale to absolutnie wszystko, by nie mieć żadnego pola manewru. Nie tylko zachwala współpracę, ale z tej faktycznej podległości robi wręcz cnotę. Tusk to widzi. Wie, że wobec wyborców Czarzastego może zrobić, co chce. I wszystko to robi – czy to wypychając na bagna uchodźców, czy to zawieszając prawo azylu, czy upokarzając ministerę pracy. Bo co zrobi Czarzasty? Dokąd ucieknie? Zaprzeczy całemu swojemu przekazowi, jaką to współpraca z Tuskiem jest walką dla Polski? Przecież tekst o tym, że Tusk zakończył sprawę reformy PIP, jest tekstem skierowanym przede wszystkim do Czarzastego, żeby już nawet nie myślał sobie, że może coś załatwić. Bo załatwić niczego, poza kilkoma posadkami dla równych mu koniunkturalistów z Lewicy, nie potrafi. Z drugiej strony, całej tej jego partii tak bardzo zależy na stanowiskach i tak mało jest tam osób autentycznie lewicowych, że prędzej wprowadzą zerowe podatki, niż oddadzą swoje posady. Przecież poseł Trela to jest po prostu drugi Joński, którego z kolei jedyny związek z lewicą to zakładanie basenowego czepka na lewą stronę.
Ale w sprawie zdławienia tego projektu jest coś jeszcze. Jeśli można tak łatwo albo zrezygnować ze środków z KPO, albo je podmienić na inne, to znaczy, że całe to KPO to ściema albo – jak mówi prawica – po prostu źródło nacisku UE na zmianę władzy w Polsce. Ot, wpisujemy sobie do KPO, co chcemy, przyduszamy tym Kaczora-dyktatora, a jak Tusk odzyska władzę, to się to najwyżej wytnie. A potem zdziwienie, że UE traktowana jest jako okupant, a nie wspólnota, i że różnym Braunom rośnie. Ale nasz Bosak z Temu z KO tego nie rozumie. Jest kompletnie wyjałowionym ideologicznie premierem, którego środowisko nie jest w stanie wygenerować autentycznie niczego wartościowego poza administrowaniem środkami z Brukseli.
I co może najbardziej szokujące dla wielu październikowych wyborców – to, że w Polsce jest ciut lepiej w ramach kapitalizmu, zawdzięczamy temu złemu Kaczyńskiemu. Przecież gdyby nie Kaczor-dyktator, to Polak w życiu nie powąchałby 500+, a potem 800+, nie ozusowanoby śmieciówek, nie byłoby żadnych pracowniczych planów kapitałowych.
Tusk nie zmieni nic. Poza tym, że swoim bezideowym administrowaniem tylko przygotuje grunt dla prawdziwych Bosaków. I zdziwi się, że znowu wybory prezydenckie wygrał kandydat PiS-u.
-----------------------------
Już kilka razy ujmowałem tutaj w różne słowa myśl, że neoliberalizm w wykonaniu Tuska to przedsionek Konfederacji, więc określenie premiera "Bosakiem z Temu" wyjątkowo mnie rozbawiło.
Jeśli będzie strzelał do polskich żołnierzy, wysłanych przez tatę na Grenlandię, to raczej prezydentem RP nie zostanie. Musi uważać.
A na poważnie: to, że syn ministra spraw zagranicznych RP służy w amerykańskiej armii, może być, delikatnie rzecz ujmując, przejawem pewnego konfliktu interesów. Dlatego Sikorski (ojciec) nie powinien nigdy startować na urząd prezydenta.
Widzę spore ożywienie w sprawie Grenladii.
Vance, Rubio, różni politycy i komentatorzy przychylni administracji Trumpa, rzeczniczka prasowa prezydenta itp. - wszyscy grożą, ostrzegają i tłumaczą, dlaczego USA "ma prawo" do zajęcia terytorium Danii. Amerykański kongres próbuje ograniczyć prawo prezydenta do użycia armii do ataku na inny kraj bez zgody senatu (ale Trump ustawy nie podpisze, więc tego rodzaju prawo nie wejdzie w życie). Rubio w przyszłym tygodniu spotyka się z przedstawicielami duńskiego rządu, żeby "negocjować". Budżet Pentagonu rośnie. Ministrowie spraw zagranicznych różnych państw europejskich (m.in. Francji i Niemiec) wyraźnie opowiadają się po stronie Danii i deklarują, że jako członkowie NATO zamierzają bronić europejskiego sojusznika.
Sytuacja robi się tak groteskowa, że trudno uwierzyć w to, co się dzieje. A to, że m.in. Putin otwiera szampana, jest oczywistą oczywistością. Trumpowi już całkiem peron odjechał? Poczuł się na tyle silny po akcji w Wenezueli, że liczy na ustępstwa ze strony Duńczyków? A może sytuacja wewnętrzna jest tak dramatycznie zła, że trzeba na gwałt budować jakaś atrakcyjną narrację dla ciemnego ludu? Ciekaw jestem, jak ustosunkują się do całej sprawy nasi teksańscy patrioci w czerwonych czapeczkach. Dowiemy się wkrótce, że w Danii rządzi lewacki reżim, a ludność tego kraju trzeba wyzwolić od woke-dyktatury? A może przejęcie Grenlandii przez USA jest kluczowe dla bezpieczeństwa Polski i Europy, więc Dania, opierając się żądaniom Trumpa, zachowuje się nieodpowiedzialnie i samolubnie?
No i co na to wszystko pan prezydent Karol Nawrocki, którego ambicją jest przecież prowadzenie polskiej polityki zagranicznej i który utrzymuje znakomite relacje z Donaldem Trumpem? Czy - zgodnie z Artykułem 5 - wyśle polskich żołnierzy do walki z USA? A może okaże się, że Polska powinna z NATO wystąpić?
Tyle pytań... ;)
https://x.com/maartenhopman94/status/2009230499458498704
Jeśli fakty przeczą propagandzie, tym gorzej dla faktów:
https://x.com/elonmusk/status/2009289896872001933
D.e.g.e.n.e.r.a.c.i.
O, jeszcze Elon leci na odsiecz:
https://x.com/elonmusk/status/2009292194406895696
Co za banda degeneratów.
Powiem wam, że z tego Vance'a to jest naprawdę wyjątkowa, bezduszna świnia:
https://x.com/JDVance/status/2009248101064704147
W wieku 15 lat (na początku 8. klasy) Josif Brodski porzucił edukację szkolną i od tego momentu był samoukiem. Kilkanaście lat później wykładał na prestiżowych uniwersytetach (m.in. Columbia, Cambridge). W 1987 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.
Tak tylko mówię... ;)
Oczywiście, prawdopodobieństwo, że droga życiowa czepiona e-sportu będzie podobna, jest niezbyt duże. Niemniej jednak świadectwo szkolne to tylko papierek, na który nikt tak naprawdę nie zwraca uwagi.
Przecież słynne "niby człowiek wiedział" wrzuciłem z zamysłem ironicznym. Podobnie jak ostatnie zdanie, które jest aluzją do "Fallouta".
Od wielu lat nie mam żadnych złudzeń co do Tuska, a już w zeszłym tygodniu pisałem, że uwalił reformę rynku pracy i nie zaproponował nic w zamian. Potwierdziło się. Tusk to uosobienie typowego polskiego polityka: kłamca i manipulator, który ulega wpływom lobbystów i dla którego jakieś liczby w arkuszu kalkulacyjnym mają większe znaczenie niż dobrostan obywateli. Już dawno powinien się znaleźć na (niezasłużonej) emeryturze. IMHO działalność Tuska jest jedną z głównych przyczyn tego, że w Polsce prawica zyskała większy rząd dusz (czego zresztą ewidentnym dowodem były ostatnie wybory prezydenckie).
Nie miałem też jakichś złudzeń co do Nowej Lewicy. To banda karierowiczów. Dysponują bronią atomową, a w imię stołków nie kwapią się do tego, żeby z niej skorzystać. Mogliby zagrozić wyjściem z koalicji, skoro Tusk olewa kluczowe dla nich postulaty, ale stanowisko marszałka dla Czarzastego jest ważniejsze i najwidoczniej zadowala partię w takim stopniu, że postulaty programowe i oczekiwania wyborców tracą znaczenie. Szkoda też Pełczyńskiej, która jeszcze próbuje z Tuskiem ostatkiem sił walczyć o słuszne sprawy. Parafrazując poetę, powiem jednak: "wrogowie premiera wydali siebie na zniszczenie".
No i dokonało się...
https://x.com/i/status/2008629716769481183
Niby człowiek wiedział, a jednak... Tusk, Tusk nigdy się nie zmienia. ;)
Ciekawa sprawa, Manolito: zostałeś konfederatą, ale w sporze konfederaty z PiS-owcem jednak wybierasz stronę dawnych faworytów, czyli - jak to napisał Winnicki - "nadwiślańskich tubylców" albo "uplemiennionych NowoPolaków", usprawiedliwiając wpisy Piekary jakimiś symetryzmami ("bo Tusk cytował Miłosza" itp.). Dziwi mnie to dość mocno, bo przecież niedawno mówiłeś, że Tusk to także "twój" premier, a Polska i Polacy powinni być na pierwszym miejscu. (Co więcej, od jakiegoś czasu bardzo często zaczynasz swoje wpisy od zdań typu: "Nie ma głupszego wyborcy niż zwolennik KO", co również stoi w sprzeczności z twoimi wcześniejszymi deklaracjami, że nie obrażasz rozmówców).
Podobny paradoks obserwuję, gdy idzie o wypowiedzi dotyczące Trumpa. Jeśli ktoś krytykuje amerykańskiego prezydenta (np. za to, co mówi czy robi w związku z Europą i Grenlandią), to praktycznie zawsze usprawiedliwiasz POTUS-a koronnym argumentem: ten człowiek dba o amerykańskie interesy. I przy okazji zupełnie pomijasz fakt, że amerykańskie interesy już niekoniecznie są zbieżne z europejskimi czy polskimi (więc krytyka niektórych działań Trumpa z punktu widzenia Polaka może być uzasadniona).
Co to się podziało? Ty nawet nie milczysz w takich sytuacjach; ty protestujesz. Tak trudno przyznać, że Piekara to pospolity targowiczanin, a polityka Trumpa może być szkodliwa dla Europy czy NATO? ;)
Wpis tego dziennikarza głupi i niepotrzebny, ale to, co zrobiła z nim polska prawica spod znaku PiS, doskonale ilustruje ukute przez pewnego polityka sformułowanie "gen Targowicy". Polacy sami sobie zakładają pętlę na szyję.
Jak czytałem ten wpis Piekary (i jego dalszy ciąg w komentarzach), to przypomniałem sobie słowa jednego z bywalców wątku na temat nienawiści, jaką żywią wyborcy przeciwni PiS-owi w stosunku do zwolenników Kaczyńskiego.
https://x.com/JacekPiekara/status/2007897437260669033
Bukary podał dane, które inaczej obrazują sytuację, co nie zmienia tego, że w innych epokach oceany jak się poczyta miały wyższe temperatury niż mamy dzisiaj.
Miały. Tyle że mówimy o czasach eocenu (ok. 23-28 °C), miocenu (ok. 20-24 °C) i pliocenu (ok. 19-21 °C), czyli epokach sprzed milionów lat. Wysokie temperatury oceanu były wówczas wynikiem znacznie wyższego stężenia CO2, braku pokrywy lodowej na biegunach, innej konfiguracji kontynentów i basenów wodnych itd. Z kolei wysokie stężenie CO2 wynikało z naturalnych procesów geologicznych (wulkanizm, zmniejszona efektywność wietrzenia chemicznego skał itd.).
I przede wszystkim: tego rodzaju stężenia CO2 (np. 1000-2000 ppm lub więcej) ludzie z naszej epoki (stężenie ok. 427 ppm) nie byliby w stanie przetrwać, m.in. ze względu na długoterminowe problemy sercowo-naczyniowe, metaboliczne i kostne. A nawet gdyby ludzkości udało się jakoś "dostosować", to wzrost globalnej temperatury przy 1000-2000 ppm spowodowałby pustynnienie ogromnych obszarów, znaczące podwyższenie poziomu morza (i zalanie wielkich terytoriów), ekstremalne upały, masowe migracje zwierząt i ekosystemów, zmianę roślinności na Ziemi (mniej lasów).
Przy dawnym wysokim CO2 człowiek mógłby więc przetrwać jako gatunek, gdyby dysponował odpowiednią technologią, ale nie mógłby funkcjonować normalnie na powierzchni Ziemi - ani fizjologicznie (z uwagi na spadek funkcji poznawczych, chroniczne zmęczenie, problemy zdrowotne), ani cywilizacyjnie (bo mielibyśmy zupełnie inny klimat, ekosystemy, nie byłoby mowy o dzisiejszym rolnictwie itd.). Globalne ocieplenie o charakterze antropogenicznym postępuje tak szybko, że nie jesteśmy w stanie liczyć na naturalne procesy ewolucyjne, dzięki którym człowiek mógłby wykształcić jakieś "systemy" fizjologiczne przystosowane do życia w warunkach z eocenu. ;)
Jeśli będziemy olewać sprawę, przyszłe pokolenia uznają nas za generacje, które doprowadziły ludzkość do katastrofy (bo niechybny kres całego procesu w przyszłości to wszechobecny głód, wojny, zagłada wielu cywilizacji), a przemysłową epokę kapitalizmu - za najczarniejszy rozdział w dziejach. Doskonale zdaję sobie jednak sprawę z tego, że przeciętny Kowalski ma przyszłe pokolenia w głębokim poważaniu. Nie ma sensu myśleć o problemach związanych np. z transportem na Marsa, skoro trudno dostać się autobusem do sąsiedniego miasta. A zielona transformacja energetyczna to wymysł ekoterrorystów, bo przecież palić można węglem albo śmieciami. Są bowiem rzeczy ważne i ważniejsze. ;)
I co? W związku z tym wyborem mają być traktowani jako ludzie gorszej kategorii?
Tak i nie. ;)
Spadek dzietności poniżej poziomu zastępowalności pokoleń sprawia, że mamy coraz mniej młodych pracowników. Zmniejsza się więc baza podatkowa (mniej kasy na funkcjonowanie państwa), a zwiększa obciążenie demograficzne (koszty leczenia seniorów, składki emerytalne itp.). Mniej osób dokłada się do wspólnej kasy, a wydatki się zwiększają. W konsekwencji spada ogólna jakość życia większości obywateli (jeśli mamy do czynienia z wyraźną dysproporcją ilościową między pokoleniami).
Innymi słowy, osoby płodzące dzieci mogą przyczynić się bezpośrednio czy pośrednio m.in. do poprawy lub chociażby podtrzymania wskaźników gospodarczych (większy rynek wewnętrzny, większa produkcja) czy np. jakości systemu emerytalnego i zdrowotnego. Dzieci to przyszli podatnicy, pracownicy, klienci, żołnierze, policjanci, urzędnicy, nauczyciele, lekarze itd. Korzyści płynące z wysokich wskaźników demograficznych są ogromne.
I dlatego ludzie, którzy decydują się na potomstwo, powinni być przez państwo otaczani szczególną opieką. Nie należy "karać" za brak dzieci (bo przyczyny tego rodzaju decyzji mogą być różne i czasem nawet niezależne od dobrych chęci), ale IMHO trzeba "nagradzać" tych, którzy podejmą się wysiłku (w niektórych przypadkach wręcz heroicznego) wychowywania potomstwa (np. poprzez różnego rodzaju ulgi czy udogodnienia). W tym sensie rodziny z dziećmi to obywatele "pierwszej kategorii".
Przeraża mnie fakt, że takiego typu tematy cieszą się takim powodzeniem. To forum gamingowe halo
Może załóż ciekawszy temat związany z graniem, a chętnie pogadamy, co? :)
O, widzę, że mamy eksperta-klimatologa w wątku.
Fakty:
- 2025 rok był jednym z najcieplejszych w historii (prawdopodobnie 2. miejsce).
- Prognoza na 2026: anomalia temperatury globalnej ok. +1,34–1,58 °C względem epoki przedprzemysłowej (najczęściej szacowana ok. 1,46 °C).
- Prawdopodobieństwo przekroczenia +1,5 °C w jakimś roku w najbliższej dekadzie - bardzo wysokie.
- Najnowsze scenariusze IPCC (Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu) i UNEP (Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych): biorąc pod uwagę obecne tendencje, idziemy na +2,3-2,8 °C do końca wieku (a nie na bezpieczne <1,5-2 °C).
Dowody na niekorzystne zmiany klimatu:
- wzrost temperatury globalnej Ziemi od XIX w. do 2025 r. - ok. +1,45-1,55 °C, a 10 najcieplejszych w historii pomiarów przypada na lata 2015-2025;
- wzrost częstotliwości (o 3-10 razy) i intensywności ekstremalnych upałów w wielu regionach świata;
- bardzo szybki wzrost poziomu mórz wskutek topnienia lądolodów Grenlandii i Antarktydy i ekspansji termicznej oceanu (zaliczyliśmy "najszybszy" pod tym względem wiek od kilku tysięcy lat): w latach 2013-2025 to już ok. 4,6 mm/rok (a w latach 1900-2025 to ok. 21-24 cm);
- wzrost częstotliwości i intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych: fale upałów - x3-10, +1,5-3 °C; ekstremalne opady - +7-15 % na 1 °C ocieplenia; częstsze susze rolnicze i meteorologiczne w Afryce Pd., Australii, Ameryce Pd.; wzrost indeksów pożarowych w wielu regionach świata; wzrost intensywności huraganów i cyklonów tropikalnych (o 4-5);
- topnienie lodu Grenlandii i Antarktydy przyspieszyło z ok. 150 Gt/rok (lata 90.) do ok. 400-500 Gt/rok w ostatniej dekadzie;
- zmniejsza się powierzchnia lądu morskiego Arktyki latem (spadek o ok. 12–13 % na dekadę);
- w 2025 roku padł rekord, gdy idzie o kwaśność oceanu (najniższe pH w historii);
- w roku 2024 padł rekord liczby ekstremalnych dni gorąca na lądzie (średnio +41 dodatkowych dni w porównaniu z epoką przedprzemysłową), odnotowaliśmy też największy dzienny zasięg stresu cieplnego (44% powierzchni Ziemi 10 lipca 2024 roku - rekord wszech czasów).
W skrócie: mamy do czynienia z bardzo szybkim, antropogenicznym ociepleniem z wyraźnymi, mierzalnymi i szkodliwymi skutkami, które na świecie odczuwamy już teraz. To konsensus naukowy, a nie jakieś wydumane teorie unijnych biurokratów.

Właśnie wróciłem ze spaceru z lubą. Zrobiła się piękna zima. U mnie śnieg w niektórych miejscach sięga do połowy łydki.
W "Dobrej zmianie" mieliśmy dosłownie kilka dni temu dyskusję na ten temat. Sam "polski biznes" raczej niewiele tutaj zdziała. Potrzebne są działania ze strony polityków. Przeklejam to, co napisałem:
---------------
Główne przyczyny problemów demograficznych w Polsce to (według badań przywoływanych m.in. przez Mateusza Łakomego, którego książka była już w tym wątku polecana):
- brak stabilnego zatrudnienia i poczucia bezpieczeństwa materialnego (śmieciówki, umowy B2B, niestabilny najem);
- horrendalnie wysokie koszty mieszkań i kredytów hipotecznych;
- trudności w łączeniu pracy zawodowej z opieką nad małymi dziećmi (zwłaszcza brak elastyczności czasu pracy);
- niska stabilność związków (wysoki odsetek rozwodów, późne wchodzenie w trwałe relacje);
- luka edukacyjna między kobietami i mężczyznami (coraz więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn, co skutkuje trudnością w znalezieniu partnera o podobnym statusie);
- kulturowe i ideologiczne czynniki (negatywny obraz rodziny w części mediów i popkultury, opóźnianie decyzji o dzieciach);
- niewystarczająca dostępność opieki instytucjonalnej (żłobki, przedszkola) oraz brak realnego udziału ojców w opiece;
- wysokie realne koszty utrzymania dzieci (mimo transferów typu 800+).
Problemu demografii, który jest FUNDAMENTALNY dla przyszłości Polski, nie da się rozwiązać np. samymi dopłatami. Chyba żaden kraj (nowoczesny) nie osiągnął na razie pełnego sukcesu w walce z depopulacją (powrót do TFR większego niż 2,1). Jeśli jakiemuś rządowi udawało się częściowo zatrzymać spadek dzietności (Węgry, Czechy, Francja, w przeszłości Szwecja) lub osiągnąć drobny wzrost (o 02,-0,4 punktu TFR), to zawsze odbywało się to wskutek kompleksowych działań systemowych (stabilność zatrudnienia + dostępność mieszkań + opieka społeczna + zmiany kulturowe).
Najbliższe kulturowo są dla nas Węgry i Czechy. Na Węgrzech wprowadzono hojny pakiet prorodzinny (zwolnienia z podatku dochodowego dożywotnio po 4. dziecku, umarzanie kredytów mieszkaniowych, dopłaty do samochodów rodzinnych, babcia na etacie itp.). Drobny sukces (wzrost z 1,23 do ok. 1,5) oparty jest głównie na przesunięciu urodzeń w czasie (kobiety rodzą wcześniej). Z kolei w Czechach dokonano reformy rynku pracy, wsparto żłobki, wprowadzono elastyczne urlopy rodzicielskiej i publiczne finansowanie in vitro. Wzrost zatrzymał się w okolicach 1,7 (wcześniej było 1,1). Szwecja również pokazuje, że nawet w bardzo egalitarnym modelu państwa można osiągnąć poprawę dzietności (teraz ok. 1,6), choć to wymaga ogromnych nakładów finansowych.
Innymi słowy, jeśli komuś zależy na poprawie demografii, nie powinien popierać polityków kategorycznie odrzucających wszelki socjał, przeciwnych ostrym (propracowniczym) regulacjom rynku pracy oraz udogodnieniom dla rodzin z dziećmi, głoszących kult zapierdolu, a także niechętnym prowadzeniu przez państwo sensownej polityki mieszkaniowej. Nie powinien też popierać polityków, którzy zniechęcają kobiety do rodzenia dzieci, propagując negatywny obraz rodziny czy tradycyjnej roli społecznej matki, albo zachęcają do odkładania rodzicielstwa na rzecz kariery, podróży, samorozwoju itp., a przy okazji - szerzą antynatalistyczną narrację ("planeta nie wytrzyma"). Albo polityków, którzy prowadzą do wzrostu nieufności między kobietami i mężczyznami, wzmacniając polaryzację płciową i prowadząc różnego rodzaju "gender wars" (z pozycji męskich lub kobiecych). Bo czynniki kulturowe też odgrywają tutaj istotną rolę: pragnienie posiadania dzieci jest widoczne wśród Polaków (w badaniach deklarują dwójkę dzieci jako ideał, do którego trzeba dążyć), ale społeczne blokady sprawiają, że pozostaje ono niezrealizowane.
Jak widać, chyba każde ugrupowanie polityczne w Polsce ma tutaj sporo za uszami. Jedni w imię zasad wolnorynkowych i dzikiego kapitalizmu chcieliby ograniczać prawa pracownicze i socjał; inni - realizują interesy przedsiębiorców z branży deweloperskiej, podtrzymując kryzys mieszkaniowy; a jeszcze inni - walcząc np. ze stereotypami płciowymi czy też propagując kulturę egocentryczną (indywidualizm, wolność osobistą), wylewają dziecko z kąpielą i wzmacniają samotność oraz nieufność płciową. Póki więc Polacy (politycy) się nie dogadają, ustalając imponderabilia, dzietność będzie systematycznie spadać. Wojny plemienne sprzyjają dalszemu wyludnianiu Polski. Winien nie jest PiS. Winne nie jest PO. Winni są wszyscy.
---------------
I suplement:
Tusk właśnie uwalił reformę PIP-u, której celem było przynajmniej częściowe zaadresowanie problemów z niestabilnością zatrudnienia (i kombinacjami podatkowymi). (I nie zaproponował nic w zamian). Politycy nie kwapią się również do nałożenia podatku od "nadmiarowych" nieruchomości (bo sami posiadają ich wiele), co mogłoby ukrócić praktyki fliperskie. Polski system edukacyjny pogłębia lub podtrzymuje nierówności społeczne (o czym pisałem powyżej), a kolejny rząd nic z tym nie robi. I tak dalej, i tak dalej...
Póki nie będzie wśród polityków ponadpartyjnej zgody co do pewnych kwestii, póty problem demograficzny nie zniknie. A na końcu tunelu na razie nie widać żadnego światełka.
I jeszcze o blokadzie reformy:
https://oko.press/tusk-storpedowal-plan-przeksztalcenia-umow-b2b
Ten fragment mnie rozwalił:
Czy istnieje remedium? Zdaniem Tomasza Lasockiego jedynym sensownym rozwiązaniem jest cofnięcie się do poprzedniej wersji kamienia milowego, czyli propozycji rządu PiS, aby oskładkować wszystkie umowy cywilnoprawne, a w dalszym kroku unormować oskładkowanie działalności gospodarczej, by ograniczyć lawinowe zastępowanie zatrudnienia umowami B2B.
To już nawet w OKO Press sugerują, że PiS miał dla pracowników lepsze rozwiązania niż Tusk. ;)
Kto jak kto, ale Bosak się zna na polityce międzynarodowej i doskonale przewiduje rozwój wydarzeń:
https://x.com/krzysztofbosak/status/1497207051226910726
Mentzen też przedstawił własną diagnozę sytuacji:
https://x.com/SlawomirMentzen/status/2007391947313557535
https://x.com/sjastrzebowski/status/2007418036895264896
Bardziej mi chodzi o ogólną sytuację, czy silny powinien robić za żandarma świata, bardziej jestem skłonny ku twierdzeniu, że tak.
IMHO to dość niebezpieczny sposób myślenia. Trudno przewidzieć, kto będzie pełnił rolę tego żandarma. Nawet ten niby dobry, czyli Trump, ma ciągotki do narzucania swojej woli również tym "słabszym", którzy prowadzą się cnotliwie.
Gdzie Trump a gdzie Putin.
To do mnie? Przecież nigdzie nie zestawiałem ataku na Wenezuelę z atakiem na Ukrainę.
No tak pół na pół, bo jeżeli ludzie wprost umierają z powodu gównianej władzy, to czasem trzeba kogoś trzepnąć w pysk, żeby ludzie zaczęli godnie żyć.
Dlatego napisałem, że "może się w końcu uda" (przy okazji). Ale, szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby Trumpowi przyświecały jakieś szlachetne pobudki. Naprawdę sądzisz, że prezydent USA chciał ratować naród wenezuelski przed śmiercią głodową? Że to był powód ataku? Przypomnij sobie, co się teraz dzieje w Ukrainie i jak na to wszystko reaguje Trump.
Howgh!
Nie wiedziałem, że mam na forum jakieś alter ego. :)
Szkolnictwo, które stosuje nowoczesne, konkurencyjne podejście do kształcenia
Co zaś do polskiego kapitalizmu, który prowadzi do pogłębiania nierówności społecznych... Właśnie ukazały się szeroko zakrojone badania:
Co z nich wynika? W skrócie:
Solidne badanie zespołu prof. Dolaty z UW pokazuje, że nasz system rekrutacji do szkół średnich pogłębia społeczne podziały i nierówności edukacyjne na linii miasto-wieś. W rezultacie w naborze do liceów stwarzających dobre szanse "premiowane" jest miejsce zamieszkania, a nie potencjał ucznia. [...]
Badanie dowiodło, że lokalizacja szkoły podstawowej ma silny i niezależny od innych czynników wpływ na szanse uczniów na kontynuację nauki w prestiżowych liceach. Dotyczy to niestety też dzieci wiejskich predysponowanych do dalszej intensywnej nauki - z najwyższymi wynikami egzaminacyjnymi podczas E8.
Nawet po uwzględnieniu osiągnięć egzaminacyjnych, płci, migracji między powiatami przy przechodzeniu do szkoły średniej, niepubliczności szkoły podstawowej i dostępności liceów w powiecie, uczniowie z dużych miast mają 7–10 razy większe szanse na edukację w LO TOP20 niż uczniowie ze szkół wiejskich. Efekt ten utrzymuje się niezależnie od rocznika.
W podsumowaniu badacze piszą o konieczności przeciwdziałania przestrzennej koncentracji szans edukacyjnych – przez poprawę jakości edukacji w szkołach poza dużymi miastami, jak i wzmocnienie infrastruktury informacyjnej i transportowej. O miejscu nauki powinien decydować przecież potencjał ucznia. Z perspektywy ekonomicznej oznacza to marnowanie kapitału ludzkiego.
Cytat za NIE dla chaosu w szkole:
https://www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/posts/pfbid026vwUrpDK7MSw7coSpQT3q2EgLxJHy1JXh5mPsgB2UWHMhHn1ZhYnUKt8NRZg71CBl
I ruskie wlasnie dostaly dodatkowe karty przez ten ruch w jakichkolwiek rozmowach pokojowych.
Między innymi o tym pisałem, używając sformułowania "strefy wpływu mocarstw"*.
*IMHO Trump dalej patrzy na Rosję jak na "mocarstwo", z którym "trzeba się liczyć" i które trzeba uwzględniać przy podziale świata na kawałki do zagarnięcia i przeżucia. Chyba Chiny wykazują się tutaj większym sprytem.
Ciekawy jestem komentarzy niektórych osób z forum w sytuacji, gdyby np. Trump spróbował zająć Grenlandię. ;) A motywy ataku na Wenezuelę mają charakter głównie propagandowy (pokaz siły, sprawczości itp.). Trumpowi spada poparcie, a zbliżają się nieubłaganie "wybory połówkowe", więc trzeba było wykonać jakiś spektakularny gest dla swoich wyborców. Na razie chyba wszystko idzie zgodnie z planem, tj. Maduro został "porwany".
Nikt (może poza przedstawicielami innych reżimów) nie będzie płakał po Maduro, ale to wcale nie oznacza, że ten atak pozwoli odzyskać Ameryce kontrolę nad południową częścią kontynentu. Mieszkańcy wielu krajów Ameryki Łacińskiej nie cierpią USA, a Chiny (które ostatnio pokazały Trumpowi, że w pewnych sytuacjach "nie ma kart") już dość mocno zabezpieczyły tam swoje interesy. Problemów narkotykowych też porwanie Maduro nie rozwiąże, bo przecież podstawowym źródłem fentanylu jest Meksyk, a nie Wenezuela.
No i trudno powiedzieć, jak sobie to wszystko dalej wyobrażają Amerykanie. Utną głowę reżimowi i... co dalej? Zostawią po sobie taki syf, jak w krajach arabskich, po prostu ulotnią się z pola bitwy po udanym pokazie siły, stworzą marionetkowy rząd w celu zabezpieczenia własnych interesów czy może jednak przyczynią się np. do przeprowadzenia demokratycznych wyborów i prawdziwego "wyzwolenia" Wenezueli. Ten ostatni scenariusz wydaje się mało prawdopodobny (albo najtrudniejszy), bo demokracja przyniesiona na bagnetach często budzi opór w społeczeństwie. W najbliższych tygodniach dowiemy się zapewne więcej. Ale może tym razem się uda. ;)
Dla nas, Polaków, poranne wieści mają chyba słodko-gorzki charakter. Z jednej strony, jak pisałem, krzyżyk na drogę reżimowi, który prowadził swój naród do katastrofy; z drugiej - zaakceptowanie polityki, zgodnie z którą silniejszy ma prawo najechać słabszego pod jakimś mniej lub bardziej sprytnie wykoncypowanym pretekstem, a świat ma być podzielony na strefy wpływu (trzech) mocarstw, nie wróży dobrze temu, co się może stać na kontynencie europejskim. Gdy idzie o politycznie gierki, słodyczy jest chyba jednak nieco więcej, więc polscy politycy zadowolą się pewnie milczeniem albo zaczną przyklaskiwać prezydentowi USA.
No i Pokojowej Nagrody Nobla jednak nie będzie. Trumpowi musi wystarczyć Pokojowa Nagroda FIFA. (Swoją drogą, w świetle dzisiejszych wydarzeń to kolejna kompromitacja dla i tak już skompromitowanej instytucji sportowej).
Biedny ten Tusk. Ciągle się musi użerać z dwiema babami. A najgorsze jest to, że obie mają swoje poglądy, a nie poglądy Tuska.
W skrócie: reforma PIP zostanie pewnie uwalona. Kto był jej przeciwny, ten może klaskać.
No i gdy idzie o system podatkowy w Polsce, wkraczamy w nowy, jeszcze gorszy rok.
https://x.com/i/status/2006269726394081466
https://x.com/i/status/2006677993792401522
https://x.com/i/status/2006354842508227033
Dzięki za życzenia! Byłoby miło, gdyby się spełniły, ale z takimi politykami u władzy nie ma co liczyć na to, że będzie lepiej...
https://x.com/i/status/2006357315847323767
:P
Jeżeli te spekulacje się potwierdzą, to chętnie wrócę w przyszłym roku do "Stalkera". I tak planowałem kolejne przejście po premierze jakichś większych łatek. Świetna gra, której reputację zepsuły liczne i wolno łatane błędy.
Tutaj filmik:
https://x.com/PolicjaMazowsze/status/2006011367472415121
https://x.com/remizacompl/status/2006105599222731207
Dzięki, John, za przypomnienie. Niby wiedziałem, ale zapomniałem o tym (chyba już dość leciwym) wywiadzie. Sam z ochotą obejrzę. Zwłaszcza że Giełzak to akurat jeden z tych z publicystów, który lewicy nie przynosi wstydu.
Często oglądam kanał zero, bo poruszane są tam ciekawe tematy, ale moim zdaniem, tych dwóch normalnych inaczej i to tak delikatnie pisząc, nie powinni w ogóle tam zapraszać.
I tutaj bym przybił z tobą piątkę.
znaczy że nie głosować ani na prawicę, ani na lewicę?
IMHO: głosować. ;)
Zwłaszcza że dla wielu osób, które pragną żyć, jakby nie było jutra, demografia wcale nie jest najważniejsza. Ale gdyby ktoś brał pod uwagę WYŁĄCZNIE kwestie demograficzne, to musiałby rozważyć, która strona (lewicowa, prawicowa, liberalna) dokonała albo może dokonać większego spustoszenia, gdy idzie o depopulację naszego kraju. Specjalnie uwzględniłem przeszłość i przyszłość, bo niektórzy ludzie nie uczą się na błędach, a niektórzy - wyciągają jednak jakieś wnioski z pomyłek. Co więcej, w Polsce ani prawica, ani lewica - nie stanowią monolitu. Różne partie wyrastające z podobnych korzeni ideologicznych mogą proponować różne rozwiązania.
Litanię przyczyn aktualnie wpływających na fatalne wskaźniki demograficzne zamieściłem powyżej. Sam zadaj sobie pytanie, która strona/partia dąży do zaadresowania poszczególnych problemów, a która ma w programie założenia mogące prowadzić do ich pogłębienia. Każdy będzie miał zapewne swoich faworytów. Każdy - innych. I tyle.
Czyli odpada szeroko rozumiana lewica?
Dlaczego nie pytasz również o "szeroko rozumianą prawicę", skoro (zapewne) przeczytałeś nie tylko jedno zdanie, ale cały akapit? Ciekawe... ;)
I nagle okazuje sie, ze "mamy problem"?
Asmodeuszu, a doczytałeś w ogóle do końca to, co napisałem? Jakbyś miał problemy z czytaniem, służę pomocą: rant na lewicę (w kontekście depopulacji) znajdziesz w ostatnim i przedostatnim akapicie.
Główne przyczyny problemów demograficznych w Polsce to (według badań przywoływanych m.in. przez Mateusza Łakomego, którego książka była już w tym wątku polecana):
- brak stabilnego zatrudnienia i poczucia bezpieczeństwa materialnego (śmieciówki, umowy B2B, niestabilny najem);
- horrendalnie wysokie koszty mieszkań i kredytów hipotecznych;
- trudności w łączeniu pracy zawodowej z opieką nad małymi dziećmi (zwłaszcza brak elastyczności czasu pracy);
- niska stabilność związków (wysoki odsetek rozwodów, późne wchodzenie w trwałe relacje);
- luka edukacyjna między kobietami i mężczyznami (coraz więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn, co skutkuje trudnością w znalezieniu partnera o podobnym statusie);
- kulturowe i ideologiczne czynniki (negatywny obraz rodziny w części mediów i popkultury, opóźnianie decyzji o dzieciach);
- niewystarczająca dostępność opieki instytucjonalnej (żłobki, przedszkola) oraz brak realnego udziału ojców w opiece;
- wysokie realne koszty utrzymania dzieci (mimo transferów typu 800+).
Problemu demografii, który jest FUNDAMENTALNY dla przyszłości Polski, nie da się rozwiązać np. samymi dopłatami. Chyba żaden kraj (nowoczesny) nie osiągnął na razie pełnego sukcesu w walce z depopulacją (powrót do TFR większego niż 2,1). Jeśli jakiemuś rządowi udawało się częściowo zatrzymać spadek dzietności (Węgry, Czechy, Francja, w przeszłości Szwecja) lub osiągnąć drobny wzrost (o 02,-0,4 punktu TFR), to zawsze odbywało się to wskutek kompleksowych działań systemowych (stabilność zatrudnienia + dostępność mieszkań + opieka społeczna + zmiany kulturowe).
Najbliższe kulturowo są dla nas Węgry i Czechy. Na Węgrzech wprowadzono hojny pakiet prorodzinny (zwolnienia z podatku dochodowego dożywotnio po 4. dziecku, umarzanie kredytów mieszkaniowych, dopłaty do samochodów rodzinnych, babcia na etacie itp.). Drobny sukces (wzrost z 1,23 do ok. 1,5) oparty jest głównie na przesunięciu urodzeń w czasie (kobiety rodzą wcześniej). Z kolei w Czechach dokonano reformy rynku pracy, wsparto żłobki, wprowadzono elastyczne urlopy rodzicielskiej i publiczne finansowanie in vitro. Wzrost zatrzymał się w okolicach 1,7 (wcześniej było 1,1). Szwecja również pokazuje, że nawet w bardzo egalitarnym modelu państwa można osiągnąć poprawę dzietności (teraz ok. 1,6), choć to wymaga ogromnych nakładów finansowych.
Innymi słowy, jesli komuś zależy na poprawie demografii, nie powinien popierać polityków kategorycznie odrzucających wszelki socjał, przeciwnych ostrym (propracowniczym) regulacjom rynku pracy oraz udogodnieniom dla rodzin z dziećmi, głoszących kult zapierdolu, a także niechętnym prowadzeniu przez państwo sensownej polityki mieszkaniowej. Nie powinien też popierać polityków, którzy zniechęcają kobiety do rodzenia dzieci, propagując negatywny obraz rodziny czy tradycyjnej roli społecznej matki, albo zachęcają do odkładania rodzicielstwa na rzecz kariery, podróży, samorozwoju itp., a przy okazji - szerzą antynatalistyczną narrację ("planeta nie wytrzyma"). Albo polityków, którzy prowadzą do wzrostu nieufności między kobietami i mężczyznami, wzmacniając polaryzację płciową i prowadząc różnego rodzaju "gender wars" (z pozycji męskich lub kobiecych). Bo czynniki kulturowe też odgrywają tutaj istotną rolę: pragnienie posiadania dzieci jest widoczne wśród Polaków (w badaniach deklarują dwójkę dzieci jako ideał, do którego trzeba dążyć), ale społeczne blokady sprawiają, że pozostaje ono niezrealizowne.
Jak widać, chyba każde ugrupowanie polityczne w Polsce ma tutaj sporo za uszami. Jedni w imię zasad wolnorynkowych i dzikiego kapitalizmu chcieliby ograniczać prawa pracownicze i socjał; inni - realizują interesy przedsiębiorców z branży deweloperskiej, podtrzymując kryzys mieszkaniowy; a jeszcze inni - walcząc np. ze stereotypami płciowymi czy też propagując kulturę egocentryczną (indywidualizm, wolność osobistą), wylewają dziecko z kąpielą i wzmacniają samotność oraz nieufność płciową. Póki więc Polacy (politycy) się nie dogadają, ustalając imponderabilia, dzietność będzie systematycznie spadać. Wojny plemienne sprzyjają dalszemu wyludnianiu Polski. Winien nie jest PiS. Winne nie jest PO. Winni są wszyscy.
to jest raczej pytanie do ciebie, dlaczego rząd musi pożyczać aż 30% budżetu?
Dlaczego pytanie do mnie? Przecież ja nie panikuję z powodu dziury budżetowej. Biorąc pod uwagę fakt, że państwo nie jest przedsiębiorstwem i opiera swoje funkcjonowanie na deficycie, uważam (podobnie jak wielu ekonomistów spoza szkoły Balcerowicza), że do niebezpiecznego poziomu zadłużenia (i hiperinflacji) jeszcze nam trochę zostało, a "scenariusz grecki" (z uwagi m.in. na samodzielną emisję waluty) nie jest w Polsce możliwy.
Ty jednak:
a) uważasz, że obecna dziura budżetowa to poważny problem;
b) chcesz, żeby Europa (w tym Polska) wybiła się na samodzielność w kwestiach obronności (co wymaga ogromnych nakładów finansowych);
c) popierałeś wprowadzaną przez PiS (i kontynuowaną przez PO) politykę socjalną;
d) nie oponowałeś tutaj przeciwko kreatywnej księgowości rządu PiS-u, czyli ukrywaniu "długu" w różnych funduszach.
A przecież "rząd musi pożyczać aż 30% budżetu" właśnie ze wskazanych przed chwilą (i we wcześniejszej mojej wypowiedzi) powodów. Ponawiam zatem pytanie:
Skoro chcesz, żebyśmy się zbroili, prowadzili "pisowską" politykę socjalną i działali w ramach "pisowskich" funduszy, to w jaki sposób proponujesz zmniejszyć "dziurę budżetową" bez podwyższania podatków (a tego zapewne nie popierasz jako zwolennik prezydenta Nawrockiego i Konfederacji) i bez wkraczania na ścieżkę wojenną z Trumpem (poprzez wyciągnie kasy od Big Techów)? Co proponujesz "ciąć"? Obronność? Edukację? NFZ? Naukę? 800+? Emerytury? A może, jak przystało na zwolennika Konfederacji, wolałbyś, żeby przenieść część obowiązków państwa do sektora prywatnego? Np. edukację albo służbę zdrowia? Jakie widzisz rozwiązane problemu, który spędza ci sen z powiek?
I żeby nie było: pytam bez intencji wykpienia tego, co piszesz, czy kręcenia beki z jakiegoś programu Konfederacji. Po prostu jestem ciekaw, jak to wszystko widzicie, biorąc pod uwagę liczne uwarunkowania, w jakich musimy funkcjonować.
Tak widzę tego posta, tak przepalamy tą kasę.
A mógłbyś napisać, dlaczego nazwałeś wydatki budżetowe "przepalaniem kasy" i dlaczego wydatki tworzące dziurę budżetową (czyli będące różnorodnym "zyskiem" obywateli) są mniej ważne niż jakiś wielgachny hotel?
Przypomnijmy, skąd "dziura" (szacunkowo):
a) Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych i ogólnie pojęta obrona narodowa (4,7% PKB) - ok. 186 mld zł;
b) spłata starych zobowiązań (obligacje PFR i fundusz COVID-19) - ok. 63 mld zł;
c) emerytury, renty, waloryzacja itp. - ok. 200 mld zł;
d) 800+ - ok. 60 mld zł;
e) NFZ i ochrona zdrowia - ok. 222 mld zł;
f) obsługa długu publicznego - ok. 80 mld zł;
g) budżetówka, oświata, nauka, administracja - ok. 150 mld zł.
Główną przyczyną wzrostu deficytu jest:
a) zwiększenie wydatków na obronność;
b) tzw. "sprzątanie po PiS" (czyli włączenie do budżetu ukrytych wcześniej długów, które generowały różne fundusze, np. Przeciwdziałania COVID-19, Wsparcia Sił Zbrojnych, Program Inwestycji Strategicznych czy Fundusz Inwestycji Lokalnych);
c) kontynuacja (i rozszerzenie) socjału.
Co z tej listy wymienilibyście na Burdż Chalifę?
Manolito, jeśli masz ochotę kontynuować dyskusję, to zarzucam kilka pytań:
1) W której z powyższych kategorii odbywa się - twoim zdaniem - "przepalanie kasy"? I na czym ono polega?
2) Które wydatki należy ciąć, żeby zmniejszyć dziurę budżetową?
3) A skoro dziurę budżetową uznajesz ostatnio za główny obecnie problem (wszak ciągle przekierowujesz na ten temat każdą dyskusję), to napisz, jak się zapatruje na kwestię utrzymania obecnego poziomu życia Polaków i usług publicznych w Polsce przy jednoczesnym zmniejszaniu dziury budżetowej i niepodwyższaniu podatków partia, której kibicujesz, czyli Konfederacja.
Zainteresowanym polecam również ten artykuł sprzed kilku lat, który w przystępny sposób obala pewne funkcjonujące w przestrzeni publicznej mity (autorem jest profesor ekonomii; nie dajcie się zwieść "baitowemu" tytułowi):
https://www.rp.pl/opinie-ekonomiczne/art486191-leon-podkaminer-dlug-publiczny-rosnie-to-niczym-nie-grozi
https://archive.ph/kaHrX
Ależ skutecznie konfa odwraca uwagę drobnozmianowców od realnych problemów tej władzy
Mojej uwagi nie odwraca, więc chętnie bym się dowiedział, co sądzisz o tych wpisach Mentzena. Ad rem.
Manolito, nie dość, że przedstawiłem ci wypowiedź Stojanowskiego, która poparta była zdjęciami fragmentów książek, gdzie masz wyraźnie napisane, że bank może stwarzać pieniądze z niczego, to teraz jeszcze Drackula wrzucił odnośnik do opracowania naukowego, w którym masz (znowu!) wyraźnie napisane, że bank może stwarzać pieniądze z niczego. I choć próbujesz cały czas (jak Mazurek) przekierować rozmowę wyłącznie na tzw. "drukowanie" (czyli emisję pieniądza), to Szlinder wyraźnie mówi również o "tworzeniu zapisów księgowych poprzez tworzenie kredytów" (ok. 22:40). Mówiąc krótko, przeinaczasz wypowiedzi oraz intencje Mazurka i Szlindera, broniąc tego pierwszego.
Mazurek jak dziecko myśli, że bank bierze kasztany z cudzego konta i daje tobie. Ten wspaniały "dziennikarz" uznaje naukowy konsensus przedstawiany przez Szlindera za teorię spiskową albo (ironicznie) "odkrycie" zasługujące na Nobla, choć ekonomista wskazuje na to, że mówimy o powszechnej wiedzy ekonomicznej. Szlinder musi tłumaczyć jak krowie na rowie, że niczego nie "odkrył": kiedy bank udziela kredytu, na koncie kredytobiorcy pojawia się "nowy pieniądz" w postaci depozytu - i to nie jest transfer istniejących pieniędzy, tylko nowe saldo. A Mazurek dalej swoje: żeby wykpić informacje o kreacji pieniądza księgowego, zaczyna używać argumentum ad personam i szydzić z tego, że ekonomista związany jest z Razem.
Przyjrzymy się więc twojej metodzie obrony Mazurka. Najpierw napisałeś:
delikatnie mówiąc ten ekonomista nie popisał się, nie powinien użyć określenia, że pieniądze są stworzone z niczego, powinien powiedzieć, że są tworzone poprzez dług, poprzez kredyt - być może miał to namyśli, ale kompletnie to nie wybrzmiało
Szlinder używa po raz pierwszy określenia "pieniądze z niczego", odnosząc się do EBC i "ostatniego kryzysu". Mazurek twierdzi, że bank nie wytwarza "pieniędzy z niczego". Szlinder w odpowiedzi wyraźnie zaznacza, że określenie "pieniądze z niczego" odnosi się do sytuacji udzielania kredytu przez banki (albo do emisji pieniądza), więc - wbrew temu, co piszesz - dostarcza odpowiedniego kontekstu. Ty piszesz, że to "kompletnie nie wybrzmiało". Serio? Nie zauważyłeś, że Szlinder co najmniej dwa razy WYRAŹNIE tłumaczy, co oznacza określenie "pieniądze z niczego", którego użył: banki tworzą pieniądze z niczego, czyli (cytuję ekonomistę) "pożyczają znacznie, znacznie więcej, niż mają w depozytach" (ok. 21:40). Na Mazurku to nie robi żadnego wrażenia. I znakomity "dziennikarz" dalej idzie w zaparte.
Dalej argumentujesz:
ale oczywiście prawdą też jest, że można stworzyć pieniądze z niczego, zwyczajnie je drukując, ale wtedy mamy hiperinflację
No i pokazałeś, że idziesz drogą Mazurka. Określenie "pieniądze z niczego" nie musi dotyczyć wyłącznie "drukowania" (emisji przez państwo). Zerknij na opracowania naukowe, wklejone już w tej dyskusji linki oraz uważnie wysłuchaj rozmowy Mazurka ze Szlinderem. I co ma wspólnego twój dodatek o hiperinflacji z wywiadem? Szlinder nigdzie nie mówi o konsekwencjach "drukowania". Rozmowa nie dotyczy tego, czy "drukowanie" jest dobre bądź złe. Rozmowa dotyczy tego, że banki mogą tworzyć "pieniądze z niczego", z czym Mazurek się nie zgadza.
Dalej:
gdyby mi ktoś mówił, że pieniądze biorą się z niczego, to bym pomyślał, że jest skończonym....komuchem, a'la Bokassa, znaczy się chce drukować na potęgę
Dlaczego wyskakujesz z jakimś "drukowaniem na potęgę". Skąd to wziąłeś? Szlinder wyraźnie zaznacza w rozmowie, o co chodzi z określeniem "pieniądze z niczego". Trzeba być naprawdę wyjątkowo uprzedzonym, żeby doszukiwać się tutaj jakichś oznak zachęty do "drukowania", podczas gdy ekonomista po prostu tłumaczy zasady działania systemu bankowego.
Dalej atakujesz:
gdyby ten ekonomista o dziwo powiązany z Razem, powiedział, że biorą się z długu, a nie z niczego, to każdy wiedziałby jaki rodzaj ekonomi reprezentuje
No i jedziemy po Szlinderze, bo jest związany z Razem, chociaż nie przedstawia poglądów Razem, tylko naukowy konsensus. I według ciebie to usprawiedliwia Mazurka, który rzekomo "drze łacha" ze Szlindera. Widać tutaj, że nie jesteś w stanie w miarę obiektywnie ocenić tego, co się dzieje na polu argumentacyjnym, bo zakładasz, że ludzie z lewicy (nawet ekonomiści z doktoratami) to jakieś komuchy, które nie znają podstaw ekonomii i propagują leninowską wizję świata, podczas gdy jest dokładnie na odwrót: to Mazurek wychodzi na kompletnego ignoranta.
Szlinder w całej rozmowie (nie tylko pod koniec) wyraża się prezycyjnie i prostuje z cierpliwością nauczyciela "chłopskorozumowe" banialuki Mazurka. Z kolei "dziennikarz" odgrywa rolę wszechwiedzącego kpiarza, który stosuje metafory i porównania ("jabłuszka") nie tylko kompletnie niepasujące do omawianego problemu, ale też przywodzące na myśl przedszkolaka. I ciągle sugeruje, że Szlinder to jakiś matołek. Przecież tego się nie da słuchać, bo narcyzm Mazurka rozsadza żenadometr na strzępy.
W skrócie: kompromitacja nie do obrony, która pokazuje doskonale, jakim "merytorycznym" rozmówcą jest Mazurek. Problem tego pseudodziennikarza polega na tym, że on nie rozmawia z ludźmi, nie słucha ich argumentacji, tylko kręci bekę i bechta swoje ego. A że niewiele wie i niewiele rozumie, to dostarcza wyłącznie prymitywnej rozrywki.
Mariusz, bez złośliwości:
Nie pretenduję do miana jakiegoś "obiektywnego" komentatora rzeczywistości. Nie wiem, dlaczego próbujesz mnie tak zaszufladkować. Mam swoje poglądy i upodobania. Jak coś mi się nie podoba, to krytykuję. Niezależnie od tego, czy chodzi o PiS, czy o PO, Lewicę, Konfederację itd. Potrafię też teoretycznych "wrogów" pochwalić czy bronić (zerknij choćby na moje potyczki ze Znafcą na temat gospodarki i inflacji w czasach PiS-u).
Nie ma żadnego "Podręcznika komentatora w wątku <<Dobrej zmiany>>", który nakazywałby krytykować PiS i PO "po równo" w jakimś symetrystycznym amoku. Tradycyjnej telewizji właściwie nie oglądam, więc nie wiem, co tam wyczynia np. Schnepf. W okresie wyborów oglądałem, więc krytykowałem. Jasno i wyraźnie. Teraz częściej zerkam np. na Kanał Zero, więc nieraz wpadają na moją tablicę "wyczyny" Mazurka, który - wbrew temu, co piszesz - nie ma z "merytoryką" właściwie nic wspólnego i zalicza wtopę za wtopą, ponieważ ma się za człowieka wszechwiedzącego. Podobnie Schnepf nie ma nic wspólnego z "obiektywizmem", a jest bardziej funkcjonariuszką partyjnego wydziału propagandy. Lis to z kolei (IMHO) człowiek chory, nad którego głupimi i hejterskimi wpisami zazwyczaj nie mam sumienia się znęcać, chociaż ze skrajnie liberalnym upodobaniem kieruje często "polemiczne" ostrze przeciw moim rejonom światopoglądowym (lewica).
Tak czy owak, odnoszę wrażenie, że nie wiesz, do którego z dwóch najbardziej popularnych plemion zaklasyfikować Bukarego, więc starasz się na siłę udowodnić, że jest przychylny jednej ze stron. Ale przecież tego nie trzeba nawet udowadniać. Pora więc na porcję banałów z czasownikiem "być": nie jestem "obiektywny", a świat nie jest czarno-biały. Wiele razy już pisałem, że nie interesują mnie wojenki plemienne (a tym bardziej dbanie o to, żeby z aptekarską precyzją "dosrać" wszystkim po równo).
Manolito:
Masz rację. Ziemkiewicz nie pisał o "ścierach". Użył innych sformułowań, odnosząc się do protestujących kobiet: "wulgarne kurewki", "rozjuszona dzicz" oraz "zbydlęcenie młodych kobiet".
https://x.com/R_A_Ziemkiewicz/status/1319940017884639233
Mój błąd.
Co zaś do Mazurka: nie wiem, czemu z takim uporem bronisz przegranej sprawy i kombinujesz jak koń pod górkę z partyjną afiliacją Szlindera, żeby tylko usprawiedliwić jednego z największych medialnych błaznów. Mazurek próbował "drzeć łacha" z ekonomisty, a ośmieszył tylko samego siebie. Ba, brnął w otchłań głupoty, chociaż Szlinder próbował "dziennikarzowi" tłumaczyć oczywiste sprawy jak dziecku. Mazurek jednak nie słuchał, przerywał, ironizował i nie był w stanie niczego zrozumieć. Narcyzm i przekonanie o dominacji chłopskiego rozumu nad wiedzą ekspercką uczyniły zeń pośmiewisko całego (polskiego) X na co najmniej 24 godziny.
A to przecież klasyka w jego wykonaniu. Nie pamiętasz już słynnego: "A jakie pani ma wykształcenie?" albo "darcia łacha" ze zdjęcia, które okazało się "dziełem" AI? Albo słynnego wywiadu z Matysiak*? Mazurek to facet, który rzuca insynuacje bez pokrycia, manipuluje w wywiadach, kpi z osób, które w toku rozmowy wykażą jego niewiedzę; nie potrafi przyznać się do błędu i zamiast przeprosić, atakuje swoich interlokutorów w infantylny sposób. Zdaję sobie sprawę, że prymitywna rozrywka, jakiej dostarcza, jest "klikalna", ale - moim skromnym zdaniem - ciągnie polityczną czy publicystyczną merytorykę projektu o nazwie Kanał Zero w czarną dziurę.
A z tym, że umieściłeś Warzechę czy Ziemkiewicza w kręgu "dziennikarzy" pokroju Pińskiego, Piątka, Michalik czy Lisa, w pełni się zgodzę. Jedna wielka banda mniej lub bardziej śmiesznych postaci. Dlatego należy ich unikać, jeśli szukamy rzetelnej wiedzy i merytorycznego komentarza.
*Tu dobry opis tego "wywiadu" z Matysiak:
https://krytykapolityczna.pl/kraj/robert-mazurek-wywiady-rmf/
Tobie się, Mariuszu, chyba kompletnie coś pokićkało.
Po pierwsze, nie jestem bezstronny. Od dawien dawna wiadomo, jakie mam poglądy i komu kibicuję. Po drugie, Wysocką i Lisa nieraz tutaj krytykowałem czy nawet wyśmiewałem. I to w tym roku. Czuchnowskiego też nie cenię (choć nie pamiętam, czy coś o nim pisałem). Biedrzycką raz zjechałem, jak pitoliła jakieś głupoty (z Grochal?) na temat albo edukacji, albo jakiegoś stanowiska Razem (już nie pamiętam dokładnie).
Ba, wyobraź sobie rzecz niewyobrażalną: zdarzało mi się natomiast bronić wypowiedzi dziennikarzy z przeciwnej strony barykady (np. Stanowskiego).
Coś jeszcze chciałbyś wiedzieć?
To, że Mentzen palnął tutaj wyjątkową głupotę (nawet jeśli w formie żartu), która przy okazji odsłania (mniej czy bardziej świadomie) sposób myślenia kryjący się za wizją Polski pod rządami konfederatów... widomo. Niemniej jednak czyściutkim złotem jest reakcja PiS-u na ten wpis:
https://x.com/jciesz/status/2004977497260409165
Daj spokój, Manolito. Mazurek w tej rozmowie pokazał (nie po raz pierwszy), że jest skończonym dzbanem, który nie ma zielonego pojęcia, o czym gada. A twoja obrona tego matoła oparta jest na dosyć chwiejnych fundamentach, skoro nawet w publikacjach z dziedziny ekonomii znajdziesz (dosłownie) wyrażenie, że "bank tworzy pieniądze z niczego". Przypominam w tym kontekście wpis Stojanowskiego (doświadczonego ekonomisty):
https://x.com/HStojanowski/status/2004877423343702247
Albo sam nie do końca wychwyciłeś ogrom narcystycznych bredni Mazurka (a przecież Fiat Money już wyjaśnił obrazowo: "Wujek chłopskorozumek myślał, że pieniądze to kasztany i jak bierzemy pożyczkę, to bank nam daje kasztany innych klientów"*), albo po prostu - wbrew logice i rozumowi - bronisz gościa w ramach plemiennego wsparcia.
Ziemkiewicz? Przecież ten "myśliciel" regularnie zajmuje wysokie miejsca w różnych rankingach na najgłupsze i najbardziej ignoranckie wypowiedzi. Nie bez powodu mówi się o "ziemkiewiczowskim riserczu", czyli budowaniu "mądrych" teorii politycznych i historiozoficznych w oparciu o to, co Google wypluje jako pierwsze, i poprzez ignorowanie kontekstu, źródeł czy badań naukowych. Nie bez powodu funkcjonował też w przestrzeni lolcontentu mem "Ziemkiewicz level historia". Zapomniałeś o kwiatkach typu: "Po raz pierwszy od czasów Reagana w USA prezydentem jest mężczyzna z chromosomami"; "Co to jest Kuba?"; "Kto nie wykorzystał nietrzeźwej..."; "Karpie nie mają systemu nerwowego" itp.? Do tego Ziemkiewicz jest wyjątkowym chamem (np. o Staszewskim: "padlina"; po śmierci syna Filiks: "nic nie ożywia akcji tak, jak trup"; o Ukraińcach: "tępę chachły"; o protestujących kobietach: "zbydlęciałe, skurwiałe bolszewickie ściery") i człowiekiem niezbyt lotnym (wielokrotnie udowodnił, że nie rozumie satyrycznych rysunków czy żartów, które komentuje). Niestety, bardzo często w tym wątku (zwłaszcza chyba jakieś 2-3 lata temu) powielałeś teorie i różne wątki argumentacyjne, które zasłyszałeś u Ziemkiewicza, a czasem nawet przejmowałeś jego zwyczaje językowe.
Warzecha? Uwielbiam go! Przypominam m.in.: "argumentum ad zupam"; "Warzecha wygląda przez okno i odkrywa klimatologię"; „Warzecha vs 97% naukowców"; "z drogi, śledzie, pan Morawiecki jedzie"; "drogowa oprycznina"; "Warzecha vs mafia fiskusowa". Gość to uosobienie chłopskiego rozumu i cherry-pickingu w wersji, którą często jest w stanie zweryfikować nawet uczeń szkoły podstawowej. I mówię to jako osoba, która czasem nawet przyklaśnie Warzesze, gdy ten dziennikarz np. staje w obronie kobiet pałowanych w czasie Strajku i pisze o "kalizmie" prawicy. A dlaczego jest na pierwszym miejscu? Bo to osoba najbardziej zabawna z całej trójki. Nie ma w nim takiego chamstwa (i nienawiści), jak w Ziemkiewiczu, i takiego narcyzmu (przekonania o nieomylności), jak u Mazurka. Czytając jego teksty, ma się na twarzy pogodny (a nie "wkurwiony") facepalm. (No, może z wyjątkiem tekstów o zwierzętach, które wskazują na to, że Warzecha bywa nie tylko głupi, ale też bezduszny). Dlaczego z kolei na drugim miejscu jest Mazurek, a nie Ziemkiewicz? Bo Ziemkiewicz ma jednak na koncie jakiś "dorobek" (choćby literacki), a Mazurek - jest zwykłym błaznem.
( *Tu cały wątek: https://x.com/fiat_money/status/2004638394156986749 )
Patrzcie, jakie kłamstwa znalazł w brytyjskim szmatławcu nasz minister:
https://x.com/sikorskiradek/status/2005128410386038819
Kłamstwa, bo nasi koledzy z WB wracać chyba nie zamierzają.
to po prostu skończony...
W moim panteonie największych (ogólnie znanych i rozpoznawalnych) dzbanów i ignorantów z dziennikarskiego światka zajmuje mimo wszystko drugie miejsce. Na pierwszym jest Warzecha, a na trzecim - Ziemkiewicz.
Post w którym napisałem że cytuje " Tusk jest beznadziejnym premierem i powinien mieć trybunal stanu" oraz "że też rząd jest beznadziejny i powinien zostać zdelegalizowany" podciągnięto pod mowę nienawiści i napastliwość ( nikogo na tym forum personalnie nie obraziłem) dostałem z automatu po rankingu.
Też uważam, że Tusk jest złym premierem, a rząd jest beznadziejny (w większości). I nieraz o tym wcześniej wspominałem.
Czekam więc na bana albo redukcję rankingu. Jak nic takiego się nie wydarzy, to możesz napisać jeszcze raz, co takiego naprawdę zmalowałeś. :)
BTW:
nikogo na tym forum personalnie nie obraziłem
A nieco wyżej:
Bukary jest największym hipokrytom na tym forum.
I wcześniej w tym miesiącu:
lordpilot jesteś człowieku śmieszny piszesz wiecznie tu jakieś wysrywy, wyjdź na dwór...
Kolejne samozaoranie w tym wątku. Może nawet "hipokryzja"? ;)
Panowie, drobna rada: jak chcecie uchodzić za żony Cezara, to musicie jednak pamiętać o tym, żeby nie zarzucać innym tego, co sami robicie.
Bukary jest największym hipokrytom na tym forum.
Chyba "hipokrytą"?
Jak wrzucisz jakieś przykłady tej "hipokryzji", to nie omieszkam się z tobą pokornie zgodzić.
Szkoda że Tuskowi i Sikorskiemu nie patrzycie na ręce tak bardzo jak Braunowi
Oj, no i znowu się samozaorałeś.
Gdybyś zaglądał do "Dobrej zmiany", to byś wiedział, że znaczna część moich wpisów poświęcona jest krytyce polityki rządu Tuska. A gdzie twoje merytoryczne, pozbawione "nienawiści i toksyczności" wpisy na temat błędów premiera? Nie zauważyłem...
Aż przejrzałem twoje wpisy w profilu. Merytoryki - jak na lekarstwo. Nienawiści i toksyczności - całe wagony. Jak pisałem: samozaoranie to też sztuka. Uprawiasz ją po arcymistrzowsku.

Tymczasem MatheoQbinho zaliczył w najnowszej części wątku "Dobra zmiana" świetny debiut... ---->
...po czym wkleił memika z gościem, który niedawno wysłał do Ławrowa wiernopoddańczy liścik.
Zaorać się to też sztuka. ;)

O, głos zabrał Warzecha. Jego też uwielbiam.
https://x.com/Chudziak_Ma/status/2004907688355082592
https://x.com/KrakowZPB/status/2004962857549791674
Kontekst:
https://x.com/HStojanowski/status/2004877423343702247
Z kącika humorystycznego:
Dopiero teraz na to trafiłem, więc muszę się z wami podzielić...
Pojedynek Mazurka z Szlinderem:
https://x.com/Chudziak_Ma/status/2004905956438933525
https://x.com/hazan/status/2004882828681515344
Mnie mocno rozbawił ten komentarz (biorąc pod uwagę jego autorstwo):
https://x.com/jciesz/status/2004977497260409165

Są w tym wątku chyba ze dwie osoby zainteresowane tym, co się dzieje na lewicy.
Spieszę więc poinformować, towarzysze, że dzięki Mikołajowi w moje ręce trafił pierwszy "Rocznik IDEI DLR". Wreszcie. Już prawie przeczytałem całość, więc mogę publikację gorąco polecić. 300 stron ciekawych testów ("Program Moralnej Większości" Giełzaka to petarda) i wywiadów na temat m.in. ekonomii, edukacji, moralności, polityki, AI, historii i... "Star Treka". A całość pięknie wydana (papier! ilustracje!) i złożona (cięta żywa pagina, która jest kojarzona w edytorstwie z buntem).
Cieszę się, bo wreszcie coś sensownego (kluby, publikacje) dzieje się po stronie lewej, która nie wyrasta z postkomunizmu, tylko ze starej, dobrej, przedwojennej czy nawet XIX-wiecznej tradycji. I dzieje się oddolnie. Maraton (bo przed lewicą bardzo, bardzo długa droga do pozyskania "rządu dusz") się chyba rozpoczął. Niech Razem próbuje coś zdziałać w polityce, a Kluby DLR* (aktywne już praktycznie w całej Polsce) wykonają być może pracę u podstaw.
*https://docs.google.com/document/d/1oCEG25STdegpnnCNP6MefJca0Uhj7XCxnBz2uYdgIh0/
I tyle. Pora wracać do dyskusji o cenach paliwa lub Mentzenie na pustyni. :)
Za 100 lat Europa w 80% będzie muzułmańska, a Polska będzie graniczyć z Zjednoczonymi Emiratami Niemieckimi.
Przecież w kraju muzułmańskim podobno wcale nie jest tak źle...
https://x.com/ZespolBrauna/status/2004930365035610393
https://x.com/Kpelczynska/status/2004968026169639302
Ależ "sprytnie" pominąłeś inne konteksty (polskie i amerykańskie), zakładając, że szopka świąteczna może być uzasadnionym miejscem do głoszenia antysemityzmu (i to zanim jeszcze w ogóle wybuchła ostatnia wojna w Palestynie). Ale chyba nie mamy rzeczywiście za bardzo o czym gadać, skoro jakaś durna instalacja artystyczna czy pseudoartystyczna jest dla ciebie elementem wojny hybrydowej, a inna durna instalacja artystyczna czy pseudoartystyczna to już uzasadniony wyraz krytyki.
Lutz, nie sądzisz, że to, co wrzuciłeś, ma takie znaczenie w skali toczącej się tutaj dyskusji, jak pierdnięcie arcybiskupa Jędraszewskiego? Może bym się nawet uśmiechnął, gdyby nie fakt, że - sądząc po ostatnim zdaniu - to jest dla ciebie jakiś tam dowód na upadek UE (czy upadek wartości w Niemczech). Dałeś się ponadto poznać na forum jako bojownik o wolność słowa, która jest w Europie tłamszona, a nagle oburzasz się jakimś "bluźnierstwem". Jak polscy księża wrzucają do szopki antysemickie wysrywy, Macierewicza z krzyżykiem na karabinie albo maltretują zwierzęta, trzymając je w otwartych klatkach w stajence na siarczystymi mrozie, to też masz odruch wymiotny? Albo jak polscy uczniowie robią jasełka z półnagim Jezusem na taczkach? A może obrazoburcze i bluźniercze szopki w Ameryce (np. w tym roku w Evanston, Charlotte, Dallas) stanowią dowód na upadek projektu zwanego USA? Zresztą kontrowersyjne "dzieło" Mileny Lorek (daje w cudzysłowie, bo nie jestem miłośnikiem tego rodzaju "eksperymentów") to jest raczej przyczynek do dyskusji na temat granic wolności w sztuce (czy "sztuce"), a nie na temat polityki.
EG2009, już pisałem, że w grudniu PE głosował ostatecznie nad stopniowym, trwałym odcięciem UE od rosyjskich paliw. Jak zachowały się partie niemieckie?
ZA: CDU/CSU, SPD, FDP, Zieloni.
PRZECIW: AfD (większość).
WSTRZYMALI SIĘ: AfD (bodaj dwie osoby).
Jeśli chodzi o polskie ugrupowania:
ZA: PO, Trzecia Droga, PSL, Lewica, PiS, Konfederacja (część).
PRZECIW: Korona (Braun).
WSTRZYMALI SIĘ: Konfederacja (część).
Wnioski niech każdy sam sobie wyciągnie.
Widzący, chyba wszyscy wiemy, że politycy to przede wszystkim banda karierowiczów. Dlatego pytałem, jaką widzisz alternatywę poza poddaniem głowy pod ostrze topora. Polityk dopiero wtedy zrobi coś sensownego i pożytecznego, gdy poczuje na tyłku widły wyborcy. IMHO trzeba więc wszędzie nosić ze sobą widły. ;)
EG2009, może warto w tym momencie skupić się na walce z tymi siłami, które chcą resetu z Rosją, a nie wchodzić z nimi w sojusze? A w Polsce może nie warto głosować na "prorosyjskie" ugrupowania?
Lutz, oczywiście, że niemiecki lud jest niezadowolony. Choćby z dwóch głównych przyczyn: migracja i koszty życia (energia itp.). AfD obsługuje umiejętnie oba problematyczne obszary poprzez postulat walki z migracją i powrotu do robienia biznesów z Rosją. To drugie nie leży absolutnie w naszym interesie. To pierwsze jest pokłosiem krótkowzrocznej polityki niemiecki elit.
Niemniej jednak nie widzę powodu, żeby wewnętrzne problemy w różnych krajach naszego kontynentu miały nas nakłonić do osłabiania pozycji UE na rzecz USA czy Rosji. AfD chce wrócić do tego, co się nie sprawdziło (sponsorowanie Rosji nigdy nie jest dobrym pomysłem - zwłaszcza dla krajów Europy Wschodniej). Wydaje się, że historia niczego nie nauczyła ani zachodniej prawicy (robiącej maślane oczy do Putina), ani liberałów (olewających problemy uboższych mas wskutek np. nieudolnego prowadzenia transformacji energetycznej).
Dlatego pytam: jaką mamy alternatywę poza naciskiem na reformowanie unijnej polityki w sposób, który zapewniałby większą niezależność od USA i Rosji oraz wzmacniał siłę i znaczenie naszego kontynentu? "Dilowanie" z Rosją to, jak pisałem, zakładanie pętli na własną (zwłaszcza polską) szyję, które w ostatecznym rozrachunku przyniesie więcej szkód i dodatkowych kosztów niż korzyści. Z kolei oddanie się Trumpowi uczyni z nas kolonię, którą można na różne sposoby wykorzystać jako rynek zbytu i w żaden sposób nie wzmocni naszej pozycji gospodarczej czy negocjacyjnej wobec zakusów USA.
Rozpad Unii to jeszcze gorsze rozwiązanie, które dla Polski (słabej i gospodarczo, i militarnie w formie odrębnego bytu, a ponadto położonej w fatalnym miejscu) oznacza dramatyczne pod każdym względem konsekwencje. Jeśli martwi nas to, że poszczególne kraje UE dążą do realizacji własnych interesów, a w tej wewnętrznej rywalizacji górę biorą silniejsi, to po rozpadzie UE tego rodzaju zjawisko się jeszcze nasili. Z kolei, paradoksalnie, im silniejsze związki między państwami Unii, tym mniej opłaca się jej członkom toczyć bratobójczą walkę. Rozpad UE zintensyfikuje tylko międzynarodowy darwinizm. Zresztą brexit jakoś nie wzmocnił pozycji negocjacyjnej Wielkiej Brytanii w starciu z Trumpem i Big Techem. Amerykanie realizujący geopolityczną wizję Trumpa nie będą więc stać murem za (samotną) Polską. Z "atlantyckiego" punktu widzenia bardziej opłacalne jest przecież np. utrzymywanie dobrych relacji i kontaktów handlowych z Niemcami.
Stąd moje pytanie: jeśli nie wzmacnianie UE, to co?
I tak będziemy dilować z Rosją, Niemcy już szykują grunt pod powrót na tamtejszy rynek.
To, czy i w jakim stopniu będziemy "dilować" z Rosją, nie jest zależne od siły wyższej lub fatum. To efekt politycznej decyzji. I dlatego zadaniem polskich polityków jest zrobić wszystko, żeby w ramach wewnątrzunijnej gry wpływów i nacisków powstrzymać tego rodzaju zakusy (albo przynajmniej ograniczać skalę uzależnienia od Rosji). A polscy politycy, którzy nas do pełnego resetu z Rosją namawiają, po prostu prowadzą swoich rodaków na szafot. Głosujący na nich ludzie zachowują się, powtarzam, jak karpie głosujące na wigilię.
Przypominam, że w grudniu tego roku UE pod wodzą znienawidzonej przez prawicę Niemki przyjęła ostatecznie w miarę szybki plan całkowitego odcięcia się od rosyjskich źródeł energii.
Skoro to jest chciejstwo, to zamiast walczyć o reformy Unii (także na gruncie lokalnym), mamy się zwrócić w stronę alternatywy, o której pisałem? Pozwolić się zwasalizować Trumpowi albo "dilować" z Rosją (nakładając sobie pętlę na szyję)?
Elity brukselskie są w takim samym stopniu wrogiem (czy problemem) Polski, w jakim wrogiem (czy problemem) Polski są nasze kolejne rządy ("pilnujące własnych interesów i ambicji politycznych"). IMHO lepiej walczyć o zmiany, niż się poddać. Jeśli widzisz (nomen omen) lepsze rozwiązanie (poza mizantropią albo lepieniem glinianych kogutków), to zawsze jestem otwarty na mądre propozycje.
Czyli życie w Europie jest na wysokim poziomie dzięki socjalowi.
To "lekkie" uproszczenie złożonej kwestii. Nie, nie chodzi tylko o opiekę socjalną. Chodzi o próbę utrzymywania systemu w równowadze, gdy idzie o redystrybucję dóbr. Wzrost gospodarczy? Tak, ale nie jako cel sam w sobie i nie za cenę jakości życia. Wolność rynkowa? Tak, ale nie absolutna, tylko poddana regulacjom, które mają na celu m.in. ochronę klientów. Prywatyzacja wszystkich usług? Nie do końca, bo chodzi również o zapewnienie sensownej oferty publicznej dla mniej zamożnych. Ulgi podatkowe, które pobudzają inwestycje? Jak najbardziej, ale z uwzględnieniem różnego rodzaju "progresji", która sprawi, że wielcy gracze partycypują intensywniej w "zbiórce" na tych słabszych. I tak dalej...
Tu w grę wchodzą setki różnych czynników, dzięki którym europejski kapitalizm rozwija się, trzymając darwinizm społeczny w ryzach. I dzięki którym utrzymujemy cały czas wysoką jakość życia, nie popadając - wbrew propagandzie MAGA - w stagnację. Nasza gospodarka nie jest też napompowanym balonem, bo nie dzieli się w takim stopniu, jak np. amerykańska, na "normalną" i "giełdową".
Niestety, wielu ludzi w Polsce zaczyna ulegać fałszywej wizji dobrobytu, która jest lansowana przez pewne ugrupowanie polityczne i która ma rzekomo wynikać z kopiowania na mniejszą czy większą skalę amerykańskiego modelu redystrybucji, a więc m.in. wycofania się z regulacji, pełnego "otwarcia" rynku, drastycznego ograniczenia podatków itp. Tyle że ten model redystrybucji zdecydowanie pogłębi nierówności społeczne, a tym samym - jakość życia. Bogaci skorzystają, gromadząc większość dóbr i nie dokładając się intensywniej do wspólnej kasy, zaś mniej zamożni - staną się pariasami.
Ruch MAGA nie bez powodu próbuje Europie sprzedać ten model "gospodarczy" pod przykrywką wojny kulturowej (która na dobrą sprawę powinna nas obchodzić w Polsce tyle, ile zeszłoroczny śnieg). Bo żaden karp nie będzie z radością i z własnej woli oczekiwał na wigilię jak na zbawienie, chyba że ktoś opowie rybie bajeczkę o tym, że pływanie w wannie jest przyjemniejsze od pływania w stawie. Stąd też narracja o zgniłym, "lewackim" modelu życia w Europie, który trzeba zastąpić poczuciem dumy, gospodarczą siłą i opowieścią o lotach w kosmos. Bo większość ludzi współtworzących europejskie społeczeństwa odrzuciłaby amerykański styl życia, gdyby został podany "na czysto" i z klarownym przypisem o konieczności rezygnacji z tego, co oferują systemy opieki społecznej czy publiczne instytucje. Jeśli jednak przedstawi się model amerykański jako system nierozerwalnie połączonych naczyń (jak chcesz być anty-woke, to musisz być też zwolennikiem ulg podatkowych dla Big Techów) i jedyną alternatywę, to może uda się wielu ludzi ogłupić. A Trump marzy o zwasalizowaniu Europy, bo dzięki temu obroni interesy amerykańskich miliarderów. (W dłuższej perspektywie taki stosunek do Europy nie jest zresztą korzystny dla Ameryki, ale Trump jest przecież znany z tego, że przedkłada szybkie zyski nad długotrwałe korzyści).
Tymczasem alternatywą dla błędów popełnionych przez UE (np. w związku z zieloną transformacją, którą w gruncie rzeczy pokpiliśmy, oddając pole m.in. Chinom) nie jest tylko i wyłącznie amerykański model rozwoju. Alternatywą jest podążanie własną (lepszą), ale zreformowaną ścieżką. Nie trzeba więc transmitować rosyjskiej i trumpistowkiej narracji o upadku Europy, którą może uratować tylko odnowa moralna w duchu MAGA (BTW, dobry żart), ponieważ konsekwencje tego rodzaju działań okażą się katastrofalne (zwłaszcza dla Polski), jeśli obcy agenci wpływu, hojnie sponsorowani m.in. przez Rosję, przekonają wystarczającą liczbę obywateli, że wyjście z UE jest korzystnym rozwiązaniem.
Trzeba natomiast walczyć o wzmocnienie pozycji UE poprzez szereg różnych reform i naciski na lokalnych polityków, którzy sprawują władzę w poszczególnych krajach Unii. Musimy się m.in. uniezależnić militarnie, energetycznie, prowadzić sensowną politykę migracyjną, inwestować w technologię i zadbać o demografię, nie rezygnując jednocześnie z wypracowanego przez dekady stylu życia (choć czasowe zaciśnięcie pasa może się okazać konieczne z uwagi na prioretyzację wydatków).
Dlaczego? Bo nasz styl życia jest lepszy od amerykańskiego (o czym już sporo pisałem, odsyłając do różnych wskaźników i badań). W ostatecznym rozrachunku nie liczy się bowiem wysokość wskaźnika PKB, tylko poziom zadowolenia z życia, prawda? Rezygnacja z tego, co udało się osiągnąć, na rzecz gorszych rozwiązań powinna być ostatecznością, a nie zachwalaną alternatywą. Nie warto zatem ulegać fałszywej propagandzie, która zyskuje poklask i popularność m.in. dlatego, że rozsiewana jest za sprawą mediów kontrolowanych przez osoby żywotnie zainteresowane lansowaniem "elonowej" wizji rzeczywistosci.
Rozwoj Europy nie może więc polegać na oddawaniu Big Techom zza oceanu ogromnego rynku zbytu za darmochę. Wręcz przeciwnie. Jeśli miliarderzy chcą tutaj robić interesy, to powinni w ten czy inny sposób (m.in. płacąc podatki) "zasponsorować" rozwój rodzimej technologii. O to właśnie toczy się teraz batalia między Trumpem (krzyczącym o ataku na wolność słowa) a UE. A przecież (w kontekście ostatniej krucjaty kulturowej i gospodarczej USA) już wiemy dzięki Kleinowi i Pettisowi, że "wojny handlowe to wojny klasowe". Ale to temat na inną dyskusję.
Co ja czytam? Cwaniaczek chciałby rozpadu UE, bo wtedy mógłby (w jego mniemaniu) handlować bez żadnych regulacji i płacenia podatków. I jeszcze kibicuje amerykańskim gigantom, którzy stanowią dlań krwiożerczą konkurencję. A w Polsce chciałby takiego prawa jak na Białorusi.
Jak pisałem: karpie modlą się o szybkie nadejście wigilii.
Objawiła się nam w Święta karykaturalna (bo skrajna) wersja postmodernistycznego filistra, który zastąpił homo sovieticus, czyli (że zacytuję pewnego publicystę) człowieka wykorzenionego, egoistycznego, pragnącego życia poza wspólnotą i poza historią; człowieka nieznającego nakazów moralnych, konwencji społecznych, chcącego tylko wyjść na swoje.
Założę się, że większość osób, które drwią z "ekologicznych" nakrętek i marnej pozycji Europy w globalnym wyścigu o "światową dominację", po przeprowadzce do jednego z tych wspaniałych supermocarstw dość szybko kupowałaby bilet powrotny na stary kontynent. Dlaczego? Ponieważ według licznych międzynarodowych badań i wskaźników kraje Unii Europejskiej oraz szerzej Europy (Szwajcaria) regularnie dominują w rankingach najlepszych miejsc do życia na świecie. Wynika to z wysokiego poziomu bezpieczeństwa, jakości opieki zdrowotnej, edukacji, stabilności ekonomicznej, dostępu do dobrodziejstw natury oraz ogólnej satysfakcji z życia. Owszem, wciąż krytykujemy wiele systemów publicznych w naszych krajach i domagamy się ich poprawy, ale to wcale nie znaczy, że ustępują systemom z krajów pozaeuropejskich.
Jakie badania wskazują na wyjątkowość Europy? Chociażby:
1. Global Liveability Index.
Ten wskaźnik ocenia jakość życia w miastach na podstawie czynników takich, jak stabilność, opieka zdrowotna, kultura, środowisko, edukacja i infrastruktura.
Wyniki: w 2025 r. Kopenhaga zajęła 1. miejsce, zastępując Wiedeń. Europa dominuje w pierwszej dziesiątce (Zurych, Genewa czy Amsterdam).
2. World Happiness Report (ONZ, 2025)
Z kolei ten wskaźnik mierzy subiektywną satysfakcję z życia, opierając się na danych z sondaży Gallupa, PKB per capita, wsparciu społecznym, zdrowiu, wolności, hojności i braku korupcji.
Wyniki: Finlandia jest najszczęśliwszym krajem po raz ósmy z rzędu, za nią Dania, Islandia, Szwecja, Holandia. Kraje nordyckie i europejskie zajmują większość miejsc w pierwszej dziesiątce.
3. Human Development Index.
To kompleksowy wskaźnik mierzący oczekiwaną długość życia, edukację i dochód per capita, wskazując na ogólny rozwój ludzki.
Wyniki: Islandia na 1. miejscu, Szwajcaria i Norwegia ex aequo na 2., potem Dania, Niemcy i Szwecja. Europa i Azja Wschodnia dominują na szczycie listy dzięki silnym systemom społecznym, powszechnej opiece zdrowotnej i edukacji.
4. Quality of Life Index.
Kompleksowy ranking, który bierze pod uwagę: siłę nabywczą, bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną, zanieczyszczenie, koszty życia, stosunek ceny nieruchomości do dochodów, czas dojazdu do pracy i klimat. Pokazuje jakość życia przeciętnego mieszkańca w skali całego kraju.
Wyniki: Europa dominuje w czołówce. Najwyższe miejsca zajmują zazwyczaj kraje nordyckie wraz z Holandią, Szwajcarią, Austrią, Niemcami.
5. Global Peace Index.
Wskaźnik ocenia poziom pokoju na podstawie konfliktów, bezpieczeństwa społecznego i militaryzacji.
Wyniki: Islandia na 1. miejscu, potem Irlandia, Austria, Szwajcaria, Portugalia, Dania. Osiem najbezpieczniejszych krajów z pierwszej dziesiątki to państwa europejskie, a Europa Zachodnia i Środkowa pozostają najbardziej pokojowymi regionami świata.
6. Social Progress Index.
Badanie mierzy wyłącznie postęp społeczny i środowiskowy, nie bierze pod uwagę PKB. Ocenia zaspokojenie podstawowych potrzeb, fundamenty dobrobytu (edukacja, zdrowie, prawa) oraz szanse (wolności, równość). Pokazuje, jak społeczeństwo radzi sobie poza czysto ekonomicznymi miarami.
Wyniki: Kraje skandynawskie i północnoeuropejskie na czele (Norwegia, Dania, Finlandia, Szwecja, Szwajcaria, Islandia, Holandia).
7. OECD Better Life Index.
Ranking OECD dla krajów członkowskich i partnerskich. Ocenia 11 wymiarów: dochody, praca, bezrobocie, edukacja, środowisko, zaangażowanie obywatelskie, zdrowie, bezpieczeństwo, równowaga praca-życie, satysfakcja z życia, mieszkania, społeczne powiązania.
Wyniki: kraje północnoeuropejskie (Norwegia, Dania, Finlandia, Szwecja), Szwajcaria, Holandia, Islandia, Austria i Luksemburg regularnie w czołówce. Norwegia najczęściej uznawana za lidera.
8. Legatum Prosperity Index.
Wskaźnik oparty na wielu kategoriach: dobrobyt materialny, przedsiębiorczość, zarządzanie, edukacja, zdrowie, bezpieczeństwo, wolność osobista, kapitał społeczny, środowisko naturalne itd. Pokazuje kompleksowy dobrobyt społeczeństwa.
Wyniki: Dania na 1. miejscu, potem Szwecja, Norwegia, Finlandia. Europa Zachodnia i Północna dominuje w pierwszej dwudziestce (Szwajcaria, Holandia, Islandia, Austria, Niemcy).
9. Mercer Quality of Living City Ranking.
To z kolei ranking jakości życia w miastach dla pracowników międzynarodowych, uwzględniający bezpieczeństwo, środowisko, usługi publiczne i rekreację.
Wyniki: Zurych na 1. miejscu, Wiedeń na 2., Genewa na 3., Kopenhaga na 4., Amsterdam na 6. Osiem pozycji w pierwszej dziesiątce zajmują miasta z Europy Zachodniej.
10. Happy City Index.
Wskaźnik ocenia szczęście w miastach na podstawie czynników takich, jak edukacja, środowisko i gospodarka.
Wyniki: Kopenhaga na 1. miejscu, Zurych na 2., Aarhus na 4., Antwerpia na 5., Sztokholm na 7., Monachium na 9., Rotterdam na 10. Osiem pozycji w pierwszej dziesiątce znowu zajmują miasta europejskie.
11. Quality of Life Indicators.
To dane Eurostatu na temat satysfakcji z życia, pracy, relacji społecznych i środowiska.
Wyniki: średnia satysfakcja z życia w UE to 7.2/10. Najwyższe wyniki: Finlandia (7.8), Rumunia i Słowenia (7.7). Wszystkie kraje UE powyżej 6/10, co przewyższa wiele regionów świata.
Jak widać, Europa jako całość (w tym UE) zajmuje najwyższe miejsca w praktycznie wszystkich rankingach jakości życia. Nie bez powodu wielu ludzi na świecie marzy właśnie o tym, żeby zamieszkać na naszym kontynencie. Osiągnęlismy to dzięki silnym systemom opieki społecznej, przemyślanej redystrybucji dobr, niskim poziomom nierówności, wysokiej jakości usług publicznych (zdrowie, edukacja), trosce o bezpieczeństwo, dobrej równowadze praca-życie i ochronie środowiska.
Jak wygląda na tym tle np. USA? Stany Zjednoczone w większości międzynarodowych wskaźników jakości życia, szczęścia i dobrobytu nie zajmują czołowych pozycji - często plasują się w drugiej czy trzeciej dziesiątce lub niżej, wyraźnie za krajami europejskimi. Np.
World Happiness Report - 24. miejsce; Human Development Index - zazwyczaj miejsce między 20. a 25.; Social Progress Index - ok. 25.-31.; Legatum Prosperity Index - 19.; Quality of Life Index - 20.-30.; OECD Better Life Index - ok. 15.–25. USA mają wysoki wskaźnik PKB i dominują w innowacjach czy technologii, ale w kompleksowych wskaźnikach jakości życia przegrywają z powodu wysokich nierówności dochodowych i społecznych, słabego systemu opieki zdrowotnej, wysokiego poziomu przemocy z bronią i przestępczości, słabszego wsparcia socjalnego, dłuższych godzin pracy i gorszej równowagi praca-życie.
Nic dziwnego, że ruch MAGA z Trumpem na czele otwarcie uznaje Europę za wroga i dąży do osłabienia pozycji UE na arenie międzynarodowej, żeby zabezpieczyć sobie pozycję "mocarstwa" i narzucać innym krajom nie tylko swój styl życia, ale również warunki współpracy gospodarczej. A gospodarka USA opiera się przede wszystkim na gigantach technologicznych, którzy próbują na wszelkie sposoby obejść europejskie regulacje i nie placić naszym społeczeństwom należnych podatków. Trump zrobi więc wszystko, żeby przedstawić UE jako miejsce "lewackiej" zgnilizny, gdzie tłamsi się wolność słowa (w internetowych biznesach amerykańskich miliarderów), a ludziom żyje się fatalnie. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale przecież nie chodzi o prawdę. Szkoda tylko, że tego rodzaju propaganda jest transmitowana przez tak wielu zwolenników MAGA z krajów europejskich, którzy zachowują się jak karpie domagające się szybszego nadejścia wigilii.
Każdy powinien więc chyba zadać sobie pytanie: czy wolę, żeby mój kraj wysłał jako pierwszy człowieka na Marsa, czy też ważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo dzieci, wsparcie socjalne, dostęp do darmowej opieki zdrowotnej w szpitalu i edukacji publicznej, korzystne dla zatrudnionych prawo pracy itp.? Europa podążyła ścieżką dobrobytu, a nie skrajnie wolnorynkowego kapitalizmu lub polityczno-gospodarczego zamordyzmu. Ma to swoje plusy i minusy. Wiele rzeczy wymaga reform i poprawy, czego jako obywatele powinniśmy się bezustannie domagać od polityków. Np. trzeba bezwzględnie zadbać o samodzielność militarną i wskaźniki demograficzne. Ale jeśli ktoś czuje się w Europie wykluczony (ze względów społecznych czy finansowych), zmarginalizowany, traktowany niesprawiedliwie, to warto sobie uświadomić, że poza Europą miałby zapewne jeszcze gorzej.
Mnie najbardziej wystraszył w dzieciństwie pierwszy (oryginalny) "Evil Dead". Nigdy później w życiu już się tak nie bałem.
A najlepszy horror, jaki widziałem w ostatnich latach, to serial "Nocna msza".
Herr, możesz napisać, jakie gry z np. ostatnich 10 lat uważasz za dobre lub bardzo dobre? Ciekaw jestem, czy narzekasz dla samego narzekania, czy może masz specyficzny gust i wyjątkowe potrzeby.
A propos...
https://demagog.org.pl/na-biezaco/antyukrainska-propaganda-to-skoordynowana-operacja-w-sieci/
https://x.com/i/status/2003390961192141141
https://x.com/i/status/2003343415107596426
https://x.com/i/status/2003611702336848337
Zgłaszam kolejny błąd. Na Androidzie (Chrome) nie działają niektóre przyciski na forum (np. "Dodaj obrazek"). Po dotknięciu ekranu włącza się menu kontekstowe systemu (np. wyszukiwanie słowa "dodaj" lub "obrazek"), tak jakby przeglądarka nie rozpoznawała, że to aktywny przycisk.
Nie dzieje się tak za każdym razem i w każdym wątku. Nie wiem, od czego to zależy.
[EDYTA]
W innej przeglądarce jest to samo. Np. mogę bez problemu dodać obrazek w tym wątku. Ale już w wątku o recepcji trailera "Odysei" jest to niemożliwe.
Ad vocem:
https://x.com/i/status/2003449988219605492
Zamiast drażnić ludzi, wziąłby się Tusk za robotę, bo są prawdziwe i poważne problemy do rozwiązania.
Zbroja Agamemnona wygląda komicznie. Chyba nie o taki efekt chodziło.
Zniechęcił mnie ten trailer. Nie zapowiada się opus magnum Nolana. Jeszcze się okaże, że "Troja" Petersena była lepsza. Obym się mylił.
koronawirus jest groźny przecież też tak mówili
Jest groźny. W środowisku moich najbliższych znajomych kilka osób zmarło w związku (i to bezpośrednim) z COVID-em. Dlatego tego rodzaju komentarze uważam za wyjątkowo szkodliwe, bezczelne i głupie.

A ja myślę, że większość wyborców Konfederacji to są jednak szczerzy idealiści, a to się ceni.
No cóż, tym komentarzem potwierdziłeś znaną prawdę: od cynizmu można się uzależnić. Na końcu tego tunelu czeka --->
Sir, NRFTW już dawno zakupione, ale czekam na premierę. Czy coś wiadomo na ten temat? To kwestia roku, dwóch czy kilku lat?
Niedawno więcej pisałem (chyba w wątku o UE) o tym, że we wszelkich badaniach związanych z jakością życia Europa znajduje się albo na pierwszym miejscu, albo na podium. Ameryka - nie za bardzo. ;)
To tyle a propos banialuków Trumpa.
A co do polexitu... Każda osoba, która chce do tego doprowadzić, jest albo skończonym idiotą, albo zdrajcą.
Skoro pogodziliście się z tym, że wielu ludzi nosi niewiedzę niczym order, a politycy to banda ignorantów, którym w ogóle nie zależy na poprawie sytuacji w kraju... no to w takim razie, panowie, wyłącznym celem aktywności w tym wątku w ostateczności stanie się cyniczne bechtanie własnego ego i komentowanie dla beki (co zresztą już cechuje wypowiedzi Herra). Cieszmy się, że nie wszyscy mają tego rodzaju podejście, a niektórym ludziom jakiś trzeźwy idealizm mimo wszystko nie kojarzy się z naiwnością, bo w przeciwnym wypadku nadal oddawalibyśmy cześć królom feudalnym.
opowiadać ciekawe historie, wzbudzać emocje i dostarczać rozrywki
Dokładnie to otrzymałem od KCD2. :)
To po prostu nie jest gra dla ciebie. Normalne. Jeden woli blondynki, drugi - brunetki. Ale to nie znaczy, że KCD2 nie jest produkcją wyjątkowo miodną i grywalną. Bo jest. Dla mnie: GOTY 2025.
Dzięki za odpowiedź! Wcześniej tego błędu nie miałem, więc sądziłem, że wskoczył w ostatnich dniach z powodu jakichś zmian. A ponieważ jest wyjątkowo irytujący (bo często w długich wypowiedziach dodaję "przypisy źródłowe" w formie linków), mam nadzieję, że mimo wszystko uda się go w miarę szybko załatać. :)
Ależ wyśmienicie pokazałeś, Herr, jak postrzegasz rzeczywistość: zamiast przyjąć za rzecz niby oczywistą, że rząd Tuska powinien RZĄDZIĆ w sposób, który zapewnia temu krajowi sensowną przyszłość, a tym samym - poświęcić szczególną uwagę imponderabiliom (m.in. edukacji), zaczynasz pitolić o tym, że nauczyciele to nie jest realna baza wyborcza i że nie "mają jaj", więc nie stać ich nawet na palenie opon w Warszawie.
Obraz nędzy i rozpaczy polskiego wyborcy, który zapewnia miernotom i ignorantom pewne miejsce w parlamencie. Tak trzymaj. Bez urazy.
Święte słowa, Lord. Aż chciałoby się zapytać: jakie mamy korzyści ze sponsorowania np. takiego Berkowicza w sejmie? Nie widzę ŻADNYCH.
Nie mogę znaleźć wątku poświęconego zmianom na forum (a nie jest już podwieszony), więc zgłaszam tutaj nowy błąd: jeśli wkleimy jakiś link w wypowiedzi, to po jej edycji link znika i jest zastępowany tagiem [link]. Nie da się już ponownie poprawnie wkleić linka w czasie edycji. Po opublikowaniu edytowanej wypowiedzi zawsze wskakuje ten tag.
Lektura dla zwolenników rządu Tuska: "Dlaczego resort edukacji może przegrać dla KO następne wybory?".
Fragmenty:
"Gdzie jest nasze jestestwo? Czemu musimy (...) odpierać (...) obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji?" - zapytał prezydent Karol Nawrocki 11 listopada. W całym rocznicowym przemówieniu było to jego główne nawiązanie do bieżącej polityki. Co na to koalicja?
Jeśli ktoś łudził się, że tematy szkolne będą mało ważne w przebiegu propagandowych linii podziału, 11 listopada ocknął się zapewne pod wpływem gromkich okrzyków Pana Prezydenta. Lepiej odrzucić naiwność. Każdy, kto myślał, że MEN i jego sprawy mają marginalne znaczenie polityczne, niech lepiej jeszcze raz się zastanowi. Choćby nie wiemy jak wielkie było znaczenie spraw gospodarczych, choćby nie wiadomo jak silna była potrzeba "rozliczeń" albo pilnego zasypania dziur w solidnym jak wielkie sito budżecie NFZ, i tak rządzący nie unikną podobnych okrzyków z przeciwnej strony. Nie, edukacja nie będzie na marginesie politycznych kampanii - jak widać, będzie jednym z ważniejszych elementów.
Choćby setki jajogłowych ekspertów wytykały płytkość i populizm kulturowej wojny prawicy z "obcymi ideologiami", ta wojna już tu jest i wypowiedzi w stylu Nawrockiego będzie tylko więcej. Budzą emocje, tym łatwiej więc generują kliknięcia i zapadają w pamięć. Śmieszne są sugestie, jakoby dało się je zignorować. Koalicja może albo na nie odpowiedzieć, albo zejść z linii ciosu. Póki co wybiera jednak najgorszą chyba strategię - ignoruje nieudolność MEN, a politykę oświatową sprowadza do rytuału - resort coś sobie zadekretuje, coś wewnętrznie przyklepie, sceptyków zagłuszy, krytyków zlekceważy, a jak się w końcu nie uda, to „będzie na nich". Na prezydenta, bo nie podpisze, na kościół, bo nie rozumie, i na nauczycieli, bo nie dorośli.
[...]
Dziś żyjemy w innej rzeczywistości - jednak niektóre prawidłowości jakby chciały się powtarzać. Nieodległą przedwyborczą nagonkę już sobie można wyobrażać. Gdyby rząd chciał odeprzeć okrzyki o wprowadzaniu w szkołach "tego, co nie nasze" (lub mądrzej – zejść z linii ciosu), musiałby mieć MEN w dobrej dyspozycji. Taki resort edukacji musiałby dbać o nauczycieli, sprawnie komunikować cele i zamiary milionom uczniów i rodziców, musiałby być dyplomatyczny wobec przeciwników i nie rozpalający konfliktów.
A jak jest w istocie? Resort Barbary Nowackiej jest pod wieloma względami najsłabszym ogniwem w rządowym łańcuchu. Nie grzeszy ani sprawczością, ani przyjaznym wizerunkiem. Aż przykro myśleć o możliwych konsekwencjach.
W samych tylko podstawówkach są trzy miliony uczniów, a ich rodzice, ludzie stosunkowo młodzi, to duża część elektoratu. Nauczycieli jest zaś w kraju prawie milion i wraz z rodzinami również stanowią rzeszę wyborców. Czy to dla Koalicji w ogóle istotne? Obserwowanie działań MEN budzi w tym względzie poważne wątpliwości.
[...]
Może chociaż MEN na lepszy wizerunek zarobił "w branży", czyli wśród samych nauczycieli? Niestety, i na tym froncie jest fatalnie. Trzeba doprawdy dużych zdolności, by tak szybko roztrwonić kapitał zaufania, przychodząc po tak mocno kontrowersyjnej, tak polaryzującej postaci jak minister Czarnek! Mało tego - przychodząc z workiem pieniędzy, bo przecież pierwszym ruchem były 30-procentowe podwyżki dla szkolnej kadry.
Dwa lata po tamtych podwyżkach wśród nauczycieli panuje ogromne rozczarowanie. Widać to i w codziennych rozmowach, i w reakcjach na wyciągane "z kapelusza" pomysły reformatorskie i legislacyjne. Pieniądze z "wyrównania" w styczniu 2023 r. właśnie przestały robić wrażenie, bo przy ogólnym wzroście kosztów życia nauczyciel - zwłaszcza w mieście - znów z trudem mogą się utrzymać z państwowego etatu. Zapowiadane na 2026 r. podwyżki w wysokości 3 proc. nie zrekompensują inflacji (prognozowanej obecnie na 3,6 proc.), by już nie wspomnieć o wzroście wynagrodzeń w całej gospodarce (aktualna rządowa prognoza to 6,7 proc.). Wszystko to dzieje się ku wzruszeniu ramion ogłaszającej resortowe zamiary min. Katarzyny Lubnauer. O planach trwałego powiązania wynagrodzeń ze wskaźnikami makroekonomicznymi można tylko pomarzyć.
W innych obszarach - związanych ze statusem, stabilnością zawodową i szeroko pojętą nauczycielską "soft power" - jest jeszcze gorzej. I tu znów kluczowy jest styl: arogancki, nie znający dyskusji i sprzeciwu. MEN tak bardzo uwierzył w swoją własną propagandę, że prawie milionową rzeszę nauczycieli, ludzi wykształconych, traktuje jak nierozgarniętych. Świadczą o tym kolejne rolki publikowane przez kierownictwo w internecie z taką intensywnością, że złośliwi już teraz proponują zmianę nazwy urzędu na Ministerstwo Rolek Narodowych. Szczęśliwy finał „odkręcania" uderzającej w nauczycieli kwestii wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe ministra Nowacka skwitowała w rolce w iście kołczowskim stylu. Przedstawiła widzom coś, co wynikło z błędów jej urzędu – i zbulwersowało ludzi tak bardzo, że wkroczyć musiał premier Donald Tusk – jako triumf wzajemnego szacunku i współpracy. Słowo „przepraszam" nie padło.
Stając w obliczu zarzutów i głośnych ataków ideologicznych, trzeba mieć pomysł na obronę. Wyborców „z innej parafii" przekonywać, że rozumiemy choćby część ich racji. Swoim sojusznikom dać do ręki poczucie siły i argumenty. Publice neutralnej – tłumaczyć do upadłego, czemu edukacja zdrowotna i neutralność światopoglądowa szkół nie zagrożą ich tożsamości, ich rodzinom ani samym uczniom. Tymczasem prawie cała aktywność MEN, oprócz wspomnianych rolek, to gwałtowne promowanie „Kompasu jutra", jak ochrzczono kolejną mało zrozumiałą dla wyborców reformę.
Patrząc z perspektywy zarządzania placówką, „Kompas jutra" to obietnica wprowadzania następnych zmian formalnych, których wszyscy w środowisku oświatowym mają powyżej uszu, niekończących się szkoleń, podczas których sowicie wynagradzani eksperci będą powtarzać nigdzie nie sprawdzone mądrości wygenerowane w Instytucie Badań Edukacyjnych. Wszystko to bez nadziei nie tylko na lepsze wynagrodzenie nauczycieli, ale nawet na zapewnienie środków niezbędnych do realizacji nowych pomysłów.
Skądinąd potrzebna, ogromna zmiana nie dotknie wielu obszarów, w których teraz powstają problemy w szkole, za to zaoferuje, za cenę „krwi i łez", pozorną tylko autonomię nauczycieli. Wywoła problemy organizacyjne, nieuchronny zawód wśród rodziców, którym obiecuje się złote góry, bunt samorządów, które zawsze, czasem słusznie, czasem niesłusznie, czują się ofiarą zmian w finansowaniu. A szkoły potrzebują środków w ujęciu doraźnym i systemowym, wzmocnienia pozycji nauczycieli i spokoju dla uczniów. Można by wymienić więcej potrzeb, bez sprostania którym będziemy musieli uwierzyć w ciemno, że już za pięć lat absolwenci szkół wyjdą z nich z takimi ideałami, jakie „na podstawie badań" nakreślono w IBE – na papierze, który jest cierpliwy.
Jak w tej sytuacji - i z takim nastawieniem do publicznej dyskusji - chciałaby Koalicja wygrać z oskarżeniami o obcą agendę, o niepolskie wpływy w edukacji? Jak premierzy Donald Tusk i Radosław Sikorski chcą się korzystnie ustawić w politycznych i kulturowych bojach? Point de ręveries, Panowie - po prostu nie ma szans! Gdy walczysz z bokserem, trzeba co najmniej umieć schodzić z linii ciosu! Tej podstawowej umiejętności resort min. Nowackiej nawet jeszcze nie zaczął trenować - a czasu na dalsze treningi ma już bardzo mało.
Żeby pokazać, że ma się własny, lepszy pomysł na szkoły, nie wystarczy się okopać, otoczyć kilkoma usłużnymi ekspertami i żyć przeszłością oraz mrzonką o „Kompasie". Trzeba prowadzić aktywną politykę - dbać o swoje kadry, wizje cierpliwie tłumaczyć, a przeciwników zjednywać, a nie antagonizować. Trzeba umieć czasem przyznać się do błędu. A jeszcze częściej - walczyć do upadłego o własne zaplecze, bo bez resztek prestiżu czy zwykłego szacunku nauczyciele nie nakarmią się "profilem absolwenta", nie poczują lojalności i zwyczajnie nie pójdą do urn. To ostatni dzwonek, by odwrócić trend. Dziś jeszcze nie jest za późno. Za pół roku już będzie, na pewno!
htt ps://wyborcza.pl/7,75968,32473199,dlaczego-resort-edukacji-moze-przegrac-ko-nastepne-wybory-i.html
htt ps://archive.ph/XtfZR
Trudno się z Pytlakiem i Szpanowskim nie zgodzić. A do tego reforma, którą promuje Nowacka, to pudrowanie trupa: jest źle przygotowana, nieprzemyślana i prowadzi do kolejnego chaosu. Tusk postawił na edukacji krechę. I, jak pisałem już wiele razy, koszty (i dla niego, i dla kraju) będą znaczące.
Czyli... rosyjskim poplecznikiem w Brukseli okazał się... Orban. Cóż za zdziwienie! Nikt się nie spodziewał! A taki miał być piękny spin z Tuskiem.
To jest jednak bomba:
Mazurka i innych poważnych dziennikarzy
Mazurek jako poważny dziennikarz. Nic śmieszniejszego już dziś nie przeczytacie.
bo nie udało się niczego w IT ogarnac. [...] Czy to już ten moment, żeby zacząć się bać o robotę?
Jeśli pracujesz w IT i jesteś gorszy od darmowego LLM, to... tak.
Jesli nie chciales trzaska na prezia (a nie chciales) i dostales w zamian narkomana
Nie chciałem, ale na niego zagłosowałem, gdy jedynym innym wyborem był Nawrocki. Dlaczego więc mam "nie płakać" i nie krytykować Nawrockiego? Twoja logika jest zaiste godna jakiejś analizy uniwersyteckiej: prawo do krytyki oponentów politycznych mają wyłącznie osoby z jednego plemienia. Serio? Pragnę poinformować, że polska scena polityczna nie dzieli się wyłącznie na PiS i PO czy też zwolenników Trzaskowskiego i Nawrockiego. Zgodnie z twoją logiką Zandberg, Biejat, Hołownia itd. też nie mają teraz prawa "płakać", bo jeździli po Trzaskowskim jak po łysej kobyle.
Glosuj sobie na kogo chcesz tylko badz konsekwentny.
Niekonsekwentny ostatnio byłem tylko raz: głosując na Trzaskowskiego. Konsekwencja w tym wypadku polegałaby na pozostaniu w dniu wyborów w domu.
A co do wypowiedzi: "glosuje na tych co nie beda szkodzili" - mozna tu napisac elaborat o tym czy warto glosowac na kogos kto nie zaszkodzi bo NIGDY nie bedzie w stanie rzadzic i czy robiac to, wlasciwie nie szkodzisz bardziej.
Moja wypowiedź odnosiła się do wyborów parlamentarnych, co oznacza, że poprowadziłeś nas w kolejną czarną dziurę logiki. Głosując niezgodnie ze swoimi przekonaniami i wyłącznie na tych, którzy mają wysokie poparcie sondażowe, odbieramy ludziom, z którymi się zgadzamy, szansę na odegranie jakiejkolwiek roli w polityce. Gdyby np. wyborcy Konfederacji kierowali się twoimi radami, to teraz ich partia nie stanowiłaby trzeciej siły politycznej w Polsce.
A ta czarna dziura logiki ma też, jak widzę, drugie dno: ludzie niepopierający formacji rządowych nie będą mieli prawa wypowiadać się krytycznie na temat kolejnych (ewentualnie prawicowych) włodarzy. Zaiste, świetne podejście do rzeczywistości politycznej, z którego wynika również, że osoby krytykujące partię Kaczyńskiego i głosujące na rząd Tuska nie mają prawa wypowiadać się negatywnie o obecnej sytuacji w polskiej służbie zdrowia czy oświacie. Zgodnie z zasadą: widziały gały, co brały, nie? Ten "czarnodziurowy" mechanizm logiczny jest zresztą wyjątkowo szkodliwy, gdyż zapewnia ignorantom i nierobom raz za razem naprzemienną władzę, skłaniając ludzi do "racjonalizowania" tego rodzaju krytyki poprzez "projekcję" odpowiedzialności i obwinianie przeciwników politycznych za nieróbstwo czy ignorancję swoich pupili.
Jak to było? A...
:logik:
OK, no to co dalej?
Co dalej? Nie wiem, co dalej *dla ciebie*, neXus. Dla mnie to, co do tej pory: nie głosuję w wyborach parlamentarnych na ludzi, którzy (IMHO) zamierzają szkodzić temu krajowi.
:logik:
No, podejście, do którego mnie próbujesz przekonać (głosowanie na ludzi wyznający poglądy przeciwne do moich i przeżywanie powyborczego deja vu), to dopiero jest logika do kwadratu.
Wiadomość o pożyczce jest słodko-gorzka. Bardzo dobrze, że wspieramy Ukrainę. Źle, że nie pojawiła się wyraźna deklaracja: pożyczkę finansujemy z zamrożonych aktywów Rosji. Nie jestem pewien, dlaczego UE wciąż wstrzymuje się przed wykonaniem tego istotnego kroku. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to zachowanie mocnej karty przetargowej na jakąś "czarniejszą" godzinę (lub weto Trumpa).
Zdechnie szybciej niz ci sie wydaje, ale alternatywa raczej ci sie nie spodoba. Bo niestety ale zoidbergowi "nie rosnie", za to rosnie totalnym odchylencom. Wiec jedna, malutka prosba: nie wrzucaj "ojesu kto by sie spodziewal, ze bedzie tak zle" za 3-4 lata, mkay?
Alternatywa zapewne mi się nie spodoba. I zamierzam o tym mówić głośno i wyraźnie. Jak pisałem, odmowa odprawiania rytuałów plemiennych nie jest dla mnie żadnym argumentem, który przemawiałby za przejściem w tryb mizantropa i utratą prawa do wyrażania krytycznych poglądów na temat kolejnej bandy. Mkey?
Wy mnie chyba nie zrozumieliście. Krótko:
- reforma była nieprzygotowana, nie miała szans na powodzenie, bo nie zakładała kompleksowych i głębokich zmian (zajęto się raczej pudrowaniem trupa), o czym już zresztą "trochę" pisałem;
- na już trzeba zrobić kilka rzeczy w szkołach, a to się da "zategować" rozporządzeniami;
- rozporządzenia muszą być jednak "mądre", a tego się po ekipie Nowackiej nie spodziewam (jak zrobią coś porządnie, pochwalę jako pierwszy);
- żadna reforma się nie uda bez istotnego wkładu pracy ze strony nauczycieli, a na nic takiego się nie zanosi, bo rząd pracowników oświaty traktuje z buta (oczywiście, mamiąc społeczeństwo pięknymi słówkami);
- Trzaskowski był fatalnym kandydatem i byłby fatalnym prezydentem, choć i tak na niego głosowałem, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że Nawrocki w imię wszechprawicy będzie się rozpychał łokciami i demolował ustrój RP.
Wszelkie uwagi o tym, że nie trzeba było krytykować Trzaskowskiego, możecie sobie wsadzić w wiadome miejsce. Otóż trzeba było i trzeba będzie, jeśli ktoś znowu wpadnie na głupi pomysł, żeby tego człowieka odkurzyć. Krytyka jednego fatalnego polityka nie oznacza, że nie można krytykować innego fatalnego polityka z przeciwnego obozu, bo... mniejsze i większe zło. Lojalność plemienna, która nie jest oparta na istotnych wartościach, nie ma dla mnie większego znaczenia.
I na koniec: rząd Tuska powinien umrzeć śmiercią przyśpieszoną i trafić na śmietnik historii. Bo zapewnił nam kolejne lata wegetacji lub powolnego dogorywania kolejnych systemów i instytucji państwa. M.in. za sprawą tego rządu zdychają dwa kluczowe dla przyszłości Polski systemy - zdrowia i edukacji.
Howgh. ;)
No i Nawrocki zawetował wprowadzenie reformy edukacji, wylewając dziecko z kąpielą (bo odchudzenie podstaw programowych, zmiana siatki godzin itp. są potrzebne na gwałt). Szkoda, że takiego Nawrockiego w pałacu nie było, jak PiS wprowadzał "swoją" reformę, niszcząc w Polsce resztki sensownego systemu nauczania. (Bo uzasadnienie tego weta pasuje milion razy bardziej do "edukacyjnych" działań partii Kaczyńskiego). Teraz Nowacka powinna się zająć produkcją porządnych rozporządzeń, które chociaż w pewnym stopniu naprawią to, co jest zepsute w szkołach. Ale... nawet na to nie liczę.
Akcyza i podatek cukrowy też zostały ścięte.
Rząd Tuska w sumie nie może rządzić i forsować swoich rozwiązań, został sprowadzony do narzędzia administracyjnego przez prezydenta, który próbuje zmienić ustrój Polski bez zmiany konstytucji. Coraz lepiej widać chorobę, która toczy ten kraj.
Manolito, jak krowie na rowie:
Niemcy kupują paliwo z Rosji ---> Rosja ma kasę na zbrojenia i zyskiwanie militarnej lub gospodarczej przewagi ---> Rosja się cieszy, Niemcy się cieszą, Polacy są w dupie.
Polacy kupują paliwo z Rosji ---> Rosja ma kasę na zbrojenia i zyskiwanie militarnej lub gospodarczej przewagi ---> Rosja się cieszy, Polacy są w coraz większym niebezpieczeństwie, a zyski płynące z tańszego paliwa i tak trzeba przekierować na wydatki "antyrosyjskie".
Rozwiązanie wg Manolito: kupować tańsze paliwo (jak Niemcy) i sponsorować rosyjskie rakiety.
Rozwiązanie sensowne: zmusić Niemcy do zaniechania "resetu" (dyplomacja, gry wewnątrzunijne, mechanizmy nacisku gospodarczego i politycznego itp.), a nie pić brudzia z AfD.
Z kącika humorystycznego:
Brexit by reality:
https://x.com/jakubwiech/status/2001029519793082707
Polexit by Czarnek:
https://x.com/rzep8/status/2000899647968014715
Mysle, że dla przytlaczajacej liczby Polakow jest to jednak czas radosci i tak łatwo tego nie wyrugują nawet wszelkie ruchy lewicowe.
A są z tobą w pokoju "ruchy lewicowe", które próbują "wyrugować czas radości" ze Świąt Bożego Narodzenia? Może chodzi o to, że lewica walczyła np. o wolną wigilię dla pracowników*? Pewnie dlatego, żeby się proletariat smucił w Święta bez roboty. Pasowałoby teraz coś napisać o prawicowych Januszach (np. z Konfederacji), którzy - w ramach pielęgnowanej bogobojności - byli temu przeciwni, bo "wolny rynek" ucierpi. ;)
* Projekt ustawy ustanawiającej 24 grudnia dniem wolnym od pracy został złożony przez posłów Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy w październiku 2024 r.
Kwisatz, zapytam z ciekawości (i abstrahując od głównego problemu wątku): czemu tak nie cierpisz KCD2? Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że jesteś na przygody Henryka wyjątkowo uczulony, choć gra to przecież kawał porządnego RPG, który zahacza nieraz o wielkość. :)
po 4 próbach przejścia gry ( przez okres całego roku) nie udało mi się skończyć tego dziadostwa ani razu (błędy, błędy i błędy)
Błędy, owszem, były. Liczne. Ale chyba tylko jeden blokował postępy fabularne. Niestety, dość długo trzeba było czekać na jego oficjalne załatanie. "Nieoficjalne" rozwiązanie pojawiło się jednak zaraz po premierze. I dlatego grę bez większych problemów ukończyłem. Była na tyle dobra, że zamierzam do niej jeszcze wrócić, jak już zakończy się proces produkcji. ;)
Myślałem, że komentarze osób, które krytykują trzecią część, były przesadzone. Ale obejrzałem i... niestety, to rzeczywiście najsłabsza część cyklu. Szkoda.
Bohater wygląda fatalnie (jak napakowana postać z kreskówki). Szkoda. A reszta zapowiada się ciekawie. Będę obserwował, co z tego wyjdzie. Trzymam kciuki.
Ale, Lutz, przecież Lord ma rację. Tego rodzaju wypowiedź śmierdzi na kilometr "murzyńskością". Jak pisano: gdyby Tusk coś takiego powiedział w kwestii Niemiec, to media prawicowe miałyby ubaw przez co najmniej 2-3 miesiące.
Niestety, chyba wszyscy wiemy doskonale, że ambasada USA to jest dla wielu polityków trzecia izba polskiego parlamentu. Troszkę smutno, że prezydent RP też się do nich zalicza.
Wyobraź to sobie. Mówisz polska dla polaków, i już masz gwarantowane zawiasy za 'hate crime'.
Problem polega na tym, że nie znajdziesz odpowiednika wymyślonego przez ciebie przypadku w Wielkiej Brytanii. Nikt tam nie został skazany po prostu za to, że napisał czy powiedział "Anglia dla Anglików".
Nic więc nie muszę sobie wyobrażać. Nie wiem, dlaczego próbujesz wprowadzić ludzi w błąd.
Miałem napisać:
Wysyp nieśmiesznych pytań o to, czy CP2077 jest już grywalny, za 3... 2...1...
Ale już się spóźniłem. ;)
A co do samego "Cyberpunka": wspaniała gra! Jedna z najlepszych, jakie ukazały się w XXI wieku. Szkoda, że prace nad drugą częścią dopiero się rozkręcają. Spędziłem w Night City setki godzin. Chyba tylko w świecie "Elden Ringa" bawiłem się równie długo.
No, niestety. "Gladiator 2" był słaby pod niemal każdym względem. A do tego nudny jak flaki z olejem. Nawet warstwa wizualna, która zazwyczaj jest znakomita w filmach Scotta, tutaj nie zachwycała.
Grabeck666, sprawdziłem dwa pierwsze linki. Przecież w tych przypadkach skazano gości za podżeganie do przestępstwa. Wskazywali konkretne miejsca (adresy), które ludzie organizujący zamieszki powinni zaatakować. Np.:
Parlour was arrested for urging rioters to target a building in his home city of Leeds. The target of his posts was housing asylum seekers, resulting in the sentence Tuesday.
Ba, ten gość się przyznał, że publikował swoje wysrywy, żeby skłonić bojówki do konkretnych działań.
Co więcej, widać, że albo nie nie czytałeś podlinkowanych artykułów, albo nie rozumiesz, co czytasz. Napisałeś:
20 miechów za "he posted an image of Peter Griffin from Family Guy being put in prison.
Tymczasem w artykule mamy:
Musk took to X (formerly Twitter) to comment on the arrest. Indeed, he posted an image of Peter Griffin from Family Guy being put in prison.
https://x.com/elonmusk/status/1820799076310352124
Innymi słowy, gość nie został skazany za publikację obrazka. Musk opublikował obrazek, komentując jego skazanie.
Radio Erewań. Rzekłbym, że wiarygodność twoich wpisów nieco spadła. Na twoim miejscu uważałbym z używaniem wyrazów "debile" i "ignoranci".
Jedno drugiego nie wyklucza [...] mieszczę się w tych 70% ale nie chce wspólnego państwa, dlatego głosuje na konfę, a nie na lewicę
Nie chodzi tylko o sprzeciw wobec "zacieśniania współpracy". Przypominam, że wedle różnych badań ok. 37-50% zwolenników Konfederacji popiera polexit. W przypadku partii Brauna to już ok. 70-80%. Wpadasz więc w pewną pułapkę. Opisane przez ciebie zjawisko ("jedno drugiego nie wyklucza") może być problematyczne, czego sam jesteś najlepszym przykładem. Ludzie głosują często na partie antyunijne, ponieważ nie dopuszczają do siebie myśli, że może to prowadzić nie tylko do osłabienia UE, ale nawet do jej rozpadu. Kierują się zasadą: politycy pogadają, pogrożą palcem, utrą nosa brukselskim elitom, powstrzymają jakieś niepopularne regulacje, ale i tak ostatecznie zatrzymają się przed nieprzekraczalną granicą.
Uważam, że tego rodzaju myślenie jest w obecnej sytuacji poważnym błędem. Niestety, kropla drąży skałę. I nie muszę tu nawet przypominać brexitu. Fatalne konsekwencje powyższego podejścia do polityki pokazałeś bowiem w swoich wypowiedziach na temat Trumpa. Dowodziłeś przez wiele miesięcy, że ten pajac "tylko gada", a "ludzi poznajemy po owocach ich czynów". No i okazało się, że nie tylko gadał, ale i wydał zatrute owoce: osłabił zdecydowanie pozycję negocjacyjną Ukrainy, transmituje rosyjską narrację na temat wojny, a do tego próbuje usunąć z planszy Europę jako poważną figurę w światowej rozgrywce geopolitycznej i zwasalizować państwa UE poprzez uzależnienie od amerykańskich surowców i towarów (w tym zbrojeniowych). Właściwie zdecydowana cześć tego, co robi Trump, nie leży już w polskim interesie.
Rozmydlanie nekorzystnych dla RP działań Trumpa jest już jednak modus operandi polskiej prawicy. Słowo się rzekło, więc trzeba dalej brnąć w protrumpowską narrację, czyli przedkładać ideologię ponad narodowy interes (tj. IMHO wzmacnianie UE i naszej pozycji w tej organizacji). Dlatego wciąż słyszymy o "upadku Europy", którą może tylko uratować antywokeistyczna ofensywa w duchu farmazonów Vance'a czy Muska. Jeśli więc dojdzie do ostatecznego osłabienia UE, wzmocnienia Rosji czy nawet polexitu, to podziękowania będziemy składać nie tylko pomarańczowemu pajacowi, ale też prawicowym wyborcom, którzy chętnie transmitowali kremlowską propagandę na temat UE i z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowali się na wybór "murzyńskości" w relacjach z USA (czego najlepszym przykładem jest ostatnio obrona miliardera Muska przed karą finansową nałożoną przez UE).
Można byłoby wybaczyć ludziom pewną naiwność, ale w sytuacji, gdy doskonale już wiemy, kto i za czyje pieniądze inspirował brexit, trzeba chyba mówić wprost i zdradę nazywać zdradą. Bo czym innym jest sensowna i uzasadniona krytyka pewnych działań UE (Mercosur itp.), której sam przyklaskuję, a czym innym - balowanie wśród ludzi, którzy ostatecznie gotowi byliby przyklepać polexit i wepchnąć Polskę w objęcia Rosji.
Już nikt nie chce wspólnego państwa, integracji - Tu jesteśmy.
Popatrz na różne badania tutaj:
https://europa.eu/eurobarometer/screen/home
W większości krajów europejskich poparcie dla zacieśniania współpracy poszczególnych państw wchodzących w skład UE jest zdecydowane. Najbardziej prointegracyjne sa kraje nordyckie i bałtyckie, najgorzej jest w Europie Środkowej (ale i tak nie jest źle). Ba, w 2025 r. zaufanie do UE osiągnęło największy poziom (od 2007 r.). Wróciło do poziomu sprzed kryzysu finansowego. Po raz pierwszy od prawie dwóch dekad więcej Europejczyków ufa instytucjom UE, niż im nie ufa. Co ciekawe, największy skok poparcia zaliczyła... Polska. Cytuję:
Unii Europejskiej ufa 63 proc. Polek i Polaków (wobec 51 proc. Europejczyków) i ten odsetek wzrósł o 11 pp. w porównaniu do poprzedniego badania. Największe zaufanie do UE mają Duńczycy (68 proc.), w dalszej kolejności mieszkańcy Litwy (67 proc.), Portugalii (67 proc.), Holandii (65 proc.) oraz Szwecji (64 proc.), Polacy zajmują szóste miejsce. Najmniej Unii Europejskiej ufają Francuzi (35 proc.).
[...]
Mieszkańcy Polski, obok Hiszpanii (75 proc.) raz Litwy (71 proc.) są największymi zwolennikami dalszego rozszerzenia UE w przyszłych latach. Pogląd taki wyraża 68 proc. Polaków. Ogólnie, połowa Europejczyków popiera dalsze rozszerzenie UE (53 proc.), najmniej entuzjastycznie do przyłączenia nowych krajów nastawieni są Austriacy (35 proc.) oraz Francuzi (37 proc.).
https://poland.representation.ec.europa.eu/news/eurobarometr-o-nastrojach-w-polsce-2025-01-16_pl
Jeśli masz jakieś inne badania, które pokazują, że "nikt nie chce wspólnego państwa, integracji", daj znać.
EG2009, ja tylko tak zapytam dla porządku... Co jest dla ciebie ważniejsze: zwycięstwo w gospodarczym wyścigu zbrojeń czy zwycięstwo w wyścigu o wyższą jakość życia. Europa jakiś czas temu wybrała to drugie (starając się całkiem nie olewać tego pierwszego). Nie za bardzo da się mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko. Np. tania siła robocza zazwyczaj = niższa jakość życia i większe nierówności społeczne.
Oczywiście, możemy przestawić wajchę w drugą stronę. Tylko wtedy trzeba przekonać wielu mieszkańców Europy, że muszą w jakimś stopniu poświęcić swój prywatny dobrobyt i zdobycze socjalne (typu darmowa edukacja i opieka zdrowotna, urlopy rodzicielskie itp.) na ołtarzu wskaźników gospodarczych.
Jeśli chodzi o KCD to z trudem przebrnąłem przez prolog i już więcej gry nie uruchomiłem
Też podchodziłem do KCD jak pies do jeża. W końcu jednak przeszedłem prolog, ruszyłem dalej i... KCD i KCD2 znalazły się w dziesiątce najlepszych gier, w jakie grałem. :)
po co mu tego zabraniać?
A to nie miałeś lekcji historii? Nie wiesz, do czego może doprowadzić propagowanie zbrodniczych ideologii przez zręcznych i sprawnych "retorów", którym dodatkowo udostępni się właściwie za darmo agorę z milionami otwartych oczu i nadstawionych uszu?
No tak, tylko "deale" z Rosją to nie jest jedyne sensowne wyjście z tego impasu. Trump postawił na Putina, a z UE uczynił wroga Ameryki. Trudno to nazwać ujawnieniem problemów zamiatanych pod dywan. To raczej kreowanie kolejnych problemów w nadziei na pomniejszenie znaczenia jednego z naturalnych cywilizacyjnych sojuszników (i tym samym wzmacnianie potencjalnych wrogów).
Rozwalenie UE to wzmocnienie Rosji i Chin. Genialny "deal". A dla naszego kraju to już w ogóle katastrofa. Bo Polska to nie Niemcy. Nigdy nie będziemy dla Putina po prostu "biznesowym partnerem" (m.in. ze względu na nasze położenie i przeszłość). Osłabienie lub rozpad UE może dla nas oznaczać kolejną walkę o byt. Dlatego osoby popierające politykę Trumpa wobec Europy niewiele się dla mnie nie różnią od osób popierających Targowicę.
Trump narobił Europie mnóstwa problemów. Jak pisałem, popieranie polityki tego pajaca jest zdradą polskich interesów. To rozbrajające, że osoby, która najwięcej krzyczą o tym, że trzeba kierować się "interesem" narodu, tak naprawdę kierują się prawicową ideologią. Bo innego powodu, żeby włazić w tyłek Trumpowi, po prostu na horyzoncie nie widać.
eurokołchoz - z tym trzeba walczyć
Kołchoz to zobaczysz dopiero wtedy, gdy jednooki zdrajca, ściskając się z Putinem, złoży na jego policzkach braterski pocałunek. Już to przerabialiśmy w Polsce, ale wtedy chyba nawet jeszcze do szkoły nie chodziłeś.
Pumo, już wiemy, że Niemcy nam zatruwają studnie i porywają polskie dzieci, żeby z nich robić frankfurterki.
Ale nadal nie odpowiedziałeś na pytanie, w jaki sposób rozpad UE przyczyni się do rozkwitu europejskiej (w tym polskiej) gospodarki i poprawi jakość życia w naszym kraju, gdy tylko wyzwolimy się z jarzma bruskelskiej ideologii neokomunistycznej.
jak PIS wprowadzał 800+ to było tyle " jojczenia" co niektórych ( Ty Bukary plułeś się najbardziej) że to będzie koniec naszej gospodarki
Czy tobie się coś przypadkiem nie pomyliło? Bo widzisz, akurat w tym wątku nieraz dostałem po łapkach za obronę transferów socjalnych PiS-u.
Reszta twojej wypowiedzi z podobnym RiGCz-em. Szczególnie mi się podoba wyjątkowo naiwne przekonanie, że Polska będzie dla Rosji świetnym partnerem handlowym, któremu Putin pozwoli utrzymać niezależność i który pozostanie poza strefą kacapskich wpływów. Zadziwiające jest to, że niektórym się marzy druga Białoruś. Wysyp jednookich zdrajców w różnych miejscach forum nader obfity.
Metamorfoza Manolita też zacna: niegdyś główny krytyk niemieckiej polityki wschodniej, a dziś - po ubraniu się w konfederackie piórka - nagle zamienił się w drugiego Schrödera.
Dobrze zrozumiałem, Manolito? Mamy robić interesy z Rosją? Nie z konieczności, tylko z własnej woli?
Proste "tak" lub "nie" wystarczy, żebym sobie wyrobił zdanie.
Pumo, oznajmiłeś, że jesteś dojrzałym i dorosłym człowiekiem oraz że nie oglądasz TVN-u, a mimo wszystko nie odpowiedziałeś na pytanie: dlaczego gospodarka europejska zacznie rozkwitać po upadku UE?
Uprzejmie proszę, żebyś uwzględnił w swojej złożonej analizie m.in.:
a) wprowadzenie w handlu wewnętrznym ceł, kontroli granicznych i kwot importowych, a co za tym idzie - recesji, deprecjacji walut, inflacji importowej, wyższych stóp procentowych, rosnącego bezrobocia, problemów z bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi, spadku konsumpcji;
b) likwidację wspólnej polityki rolnej, utratę konkurencyjności eksportowej w tym sektorze (i nadpodaż na rynku krajowym) i spadek cen w krajach zależnych od subsydiów (wskutek braku dopłat bezpośrednich);
c) powrót do walut narodowych i hiperinflację w krajach zadłużonych, dewaluację aktywów, emerytur i płac;
d) zmiany związane z utratą integracji finansowej (relokację działalności, fragmentację bankowości);
e) ograniczenie swobodnego przepływu pracowników i skutki tego zjawiska dla wskaźników demograficznych (a tym samym - kosztów emerytalnych i podatkowych) oraz produktywności;
f) utratę funduszy strukturalnych przez kraje biedniejsze i wpływ braku stek miliardów euro na rozwój poszczególnych państw, wskaźnik PKB, wzrost wydatków socjalnych itp.;
g) utratę siły i pozycji negocjacyjnej w handlu globalnym przez mniejsze czy biedniejsze kraje europejskie.
Proszę, tłumacząc tego rodzaju sprawy, pamiętaj, że jesteśmy imbecylami albo nastolatkami. Przy okazji postaraj się wyjaśnić, dlaczego powinniśmy rezygnować z jakości życia w krajach UE, która w wielu indeksach czy raportach uznawana jest za jedną z najlepszych i przewyższa średnią światową o 15-20% (chodzi m.in. o indeks jakości życia, World Happines Report, oczekiwaną długość życia według UN i WHO, bezpieczeństwo w oparciu o Global Peace Index, jakość edukacji, opiekę zdrowotną, równowagę praca-życie, wskaźnik Giniego, satysfakcję z życia itp.).
Z góry dziękuję.

Słyszeliście nowinę dnia? Kaczyński z Braunem układali wspólnie plan poprawy wskaźników demograficznych w Polsce.
To się nawet nie mieści w ramach kącika humorystycznego.
To może wyjaśnij nam wszystkim, w jaki sposób po rozpadzie UE "gospodarka europejska" stanie się silniejsza?
Z kącika humorystycznego...
Podsumowanie tego, co dzisiaj wyrabia prawica w konstekście Elona i UE:
Podstawą do wyjścia z Unii Europejskiej dla 45-letniego Macieja z Pierdziszewa Dolnego zarabiającego 4000 zł na rękę jest fakt, że miliarder z USA dostał 120 mln euro kary za brak przejrzystości w swoim interesie i trzeba go bronić.
https://x.com/ZespolBrauna/status/1997568469085425742
Manolito, chyba mnie nie zrozumiałeś.
To, że Europa powinna się ogarnąć, gdy idzie o kwestie bezpieczeństwa - oczywista oczywistość. Zresztą jak się zaczęła wojna w Ukrainie, to byłem na forum jednym z nielicznych, który uważał, że NATO powinno zwiększyć zaangażowanie w ten konflikt.
To, że ludzie prawicy nadstawiają tyłka Trumpowi, łykają jak pelikany wszystko, co powie, i ustawiają się w kolejce po jego autograf - to klasyczna "murzyńskość", którą niby tak zawsze krytykowałeś. A biorąc pod uwagę fakt, że Trump próbuje za wszelką cenę zrobić "deal" z Putinem kosztem Europy (w tym Polski) i jej bezpieczeństwa, skłania mnie wręcz do uznania "murzyńskości" za synonim zdrady.
Mam nadzieję, że wyraziłem się klarownie.
Kobieto, pomiata tobą kochanek? Potraktuj to jako szansę! Idź na siłownię. I pamiętaj, żeby mówić o nim wyłącznie dobrze!
Jestem tak stary, że pamiętam, jak ktoś tego rodzaju postawę wiernopoddańczą nazywał "murzyńskością" albo "mentalnością postkolonialną".
W tym kontekście krótko: uważam, że politycy, którzy popierają aktualną politykę Trumpa wobec Europy i grają na osłabienie UE, zostaną w przyszłości osądzeni przez historię jako zdrajcy realizujący świadomie bądź nieświadomie interesy Rosji.
A w powyższym zalewie manipulacji i półprawd od Adasco wyjątkowo znamienny jest fragment o Grzegorzu Braunie, w którym z ukrytym pod płaszczykiem ironii podziwem prezentuje się skuteczność tego człowieka. Bez wstydu i z wypiętą piersią.
https://x.com/DawidKamizela/status/1997341135392424362
https://x.com/BartosiakJacek/status/1997407633259782437
Nie mam żadnych wątpliwości, że to jedna z najbardziej żałosnych postaci w polskiej polityce. A przecież konkurencję ma pierwszej klasy.
Ale czy to jest takie osiągnięcie że minister musi się tym chwalić w mediach społecznościowych?
Nie jest. Ale to nie ma związku z wpisem Stanowskiego, który po prostu na siłę próbuje skrytykować przedstawiciela rządu, wpadając w pułapkę własnej ignorancji. Wielu nauczycieli często korzysta z legitymacji i ułatwienia z tym związane zasługują na pochwałę, a nie na bezsensowną kpinę. Jeśli dostrzegasz jakieś pozytywy płynące z wpisu Stanowskiego, to daj znać. ;)
Z kącika humorystycznego:
https://x.com/K_Stanowski/status/1996273379582894155
No cóż. Trzeba przyznać, że tutaj Stanowski zaszalał i złożył swoją ewentualną inteligencję na ołtarzu propagandy antyrządowej. Legitymacja nauczycielska, owszem, niewiele "daje" (gdy idzie o transport, to mamy zniżki wyłącznie kolejowe; plus tańsze bilety do niektórych muzeów), ale to, że nie muszę jej nosić w portfelu, jest bardzo wygodnym rozwiązaniem.
Z dwojga złego to chyba już lepiej, że zastrzelił, niż miałyby potem zagryźć jakiegoś grzybiarza
Warzecha wszedł za mocno? Jakieś złe doświadczenia z psami?
No to jest mega xd Wygląda prawie jak zdjęcia, wiesz może co to za mody i gdzie można je znaleźć?:)
Doceniam sarkazm, ale... To zrzuty z gry na najwyższych ustawieniach i w wysokiej rozdzielczości. Bez modów (poza Universal Unreal Engine Unlocker Fransa Boumy, który wprowadza tryb fotograficzny). Żadnych zewnętrznych "ulepszaczy" tekstur czy oświetlenia. "Stalker 2" naprawdę prezentuje się bardzo dobrze pod względem wizualnym.
Kolejny dzień z życia rządu w Polsce:
https://x.com/RadekKar/status/1996228766037660121
Bez komentarza.
W sumie chyba najlepiej do tego typu eksperymentów nadaje KCD.
Ja z kolei próbowałem czegoś takiego w KCD2. Rezultaty były fenomenalne. A co się naoglądałem ślicznych służek z praniem nad rzeką to moje...
Podobnie w Kingdome Come 2 - światło, tekstury, roślinność, przyroda wygląda o niebo lepiej niż na przykład w Stalkerze 2.
Jestem wielkim miłośnikiem KCD2 (to moje GOTY). Ale... nie przesadzajmy. O ile roślinność (lasy) są rzeczywiście fenomenalne w KCD2, o tyle oświetlenie czy tekstury w Stalkerze 2 wcale nie są gorsze (a często znacznie lepsze):
https://www.berdu.org/stalker2
Absolutny upadek Rymanowskiego jako dziennikarza. Status: postępuje.
https://x.com/BogRymanowski/status/1994407573743600111
Wyjaśnij mi to logicznie, co by się stało gdyby to zrobiono?
Przecież odnosiłem się do tego już 238 razy. I nie będę tego robił po raz 239. Dlaczego wciąż pytasz od kilku lat o to samo i ignorujesz za każdym razem odpowiedzi, które otrzymujesz? Oto jest pytanie.

Gra ukończona. Znakomicie się bawiłem. Niesamowita atmosfera, świetny kierunek artystyczny oraz intrygująca fabuła. Nie spodziewałem się, że "Cronos" będzie aż tak dobrą produkcją.
Mam nadzieję, że powstanie kontynuacja i pospacerujemy po innych dzielnicach Krakowa. Kolektyw ma w sobie niesamowity potencjał.
No ale skazali. To dobrze czy źle bo nie rozumiem?
Czego nie rozumiesz? Przekazałem konkretną informację (jak to czynimy w tym wątku). Nie sugerowałem, że za rządów Tuska nie można liczyć na skazanie przestępcy z kręgów władzy. Ba, nie sugerowałem nawet, że to zasługa prokuratury z czasów PiS-u (bo wtedy zaczęła się sprawa).
Jedyna rzecz, jaką sugeruję, jest taka, że w łonie KO też się kryją aferzyści, przekręciarze i oszuści. Niby oczywista oczywistość, która tutaj czasem może jednak umykać uwadze dyskutantów.
A dlaczego nie uciekł na Węgry?
Ma zdecydowanie mniej do stracenia niż przestępcy z PiS-u.
Kwiatkowski: 8 miesięcy więzienia.
Romanowski: do 8 lat więzienia.
Ziobro: do 25 lat więzienia.
I może rzeczywiście ma nieco więcej tzw. "honoru" od tych dwóch "fujar".
Ciekawe czy znowu ktoś się przyczepi o plagiat scenariusza tak jak to ostatnio pisaliście o igrzyskach śmierci.
Chyba nie znasz książki, na której oparty jest film. Żadnego oskarżenia o plagiat nie będzie.
Przy okazji: IMHO to jedna z lepszych powieści sci-fi. Jak ktoś nie czytał, warto nadrobić zaległości przed premierą filmu.
W ferworze walki mogło umknąć niektórym:
https://wyborcza.pl/7,75398,32426801,kwiatkowski-skazany-sad-kara-sluszna-i-sprawiedliwa.html
Tak, ten wspaniały senator Kwiatkowski, kryształowy szef NIK-u, który piękną polszczyzną w mediach potępiał występki PiS-u... okazał się kolejnym cwaniaczkiem.
Nikt go nie zmusi, nie ma żadnego prawa, które by go do podpisu zmuszało.
Konstytucja nakłada na prezydenta konkretne obowiązki. Pewne czynności wykonywane przez Nawrockiego mają charakter konstytucyjnego nakazu proceduralnego. Problem polega na tym, że Konstytucja nie przewiduje "automatycznego" wejścia w życie np. ustaw czy "automatycznego" przyznania nagród czy awansów bez podpisu prezydenta. Dlatego Nawrocki może wywołać kryzys konstytucyjny w myśl zasady: "po mnie choćby potop".
Prezydent jest jednak zobligowany do "przestrzegania Konstytucji, stania na straży suwerenności i bezpieczeństwa Państwa". To ogólne ramy, które implikują działania zgodne z prawem, w tym w procesie ustawodawczym. Jeśli więc Nawrocki z powodu własnego widzimisię i w celu zaszantażowania rządu (co właściwie otwarcie przyznaje jego Kancelaria) odmawia np. wykonywania "proceduralnych" obowiązków, łamie ogólne postanowienia Konstytucji. Oczywiście, może odmawiać podpisu pod nagrodami, odznaczeniami itp., jeśli mamy do czynienia np. z błędnymi, niepoprawnymi wnioskami albo ze względu na kontrowersje (prawne, moralne) związane z beneficjentami podpisu itp. Ale jeśli nie podpisuje, choć wnioski ze strony rządu są złożone poprawnie i nie ma zastrzeżeń co do konkretnych osób, wówczas... delikatnie rzecz ujmując... zachowuje się niepoważnie.
W teorii i w praktyce prezydent może rozłożyć funkcjonowanie państwa na łopatki, jeśli kieruje się animozjami, żądzą zemsty, egoizmem itp., a nie interesem Polaków. Może nie mianować latami ambasadorów, nie dawać żadnych odznaczeń, nominacji, wetować sensowne ustawy lub odsyłać je do dysfunkcyjnego TK itp. Może. Nikt go siłą nie zmusi do zrobienia czegokolwiek. Ale jest to absolutnie niezgodne z art. 126 Konstytucji RP.
Więc odpowiedz mi kto tutaj, tak na prawdę niszczy państwo?
To nie jest dyskusja o tym, kto BARDZIEJ czy RÓWNIE MOCNO rozpieprza porządek prawny w tym kraju. (Zwłaszcza że mój stosunek do rządu Tuska jest dobrze znany). To dyskusja o tym, czy Nawrocki rozpieprza porządek prawny RP. Odpowiedź brzmi: tak. Niestety, twórcy Konstytucji w swojej naiwności nie przewidzieli, że nawet stary komuch będzie miał w sobie więcej poczucia odpowiedzialności za sytuację w kraju niż młodsze wilki prawicy.
sugerowanie iż prezydent ma tylko podpisywać co mu się podstawi
Tak, w konkretnych sytuacjach ma podpisywać, jeśli ustalone przez prawo warunki złożenia podpisu zostały spełnione. Tak, w konkretnych sytuacjach jest po prostu "notariuszem". Tylko o to się rozchodzi. Sikorski sensownie ujął problem:
https://x.com/sikorskiradek/status/1994747923436114206
Jeśli chodzi o obowiązki "administracyjne", od których zależy funkcjonowanie państwa, prezydent nie może kierować sie własnym widzimisię. To nie ten kraj, nie ten system. To, co robi Nawrocki, jest dalszym rozpierdalaniem porządku prawnego w Polsce. Jak pisałem, kosztem tego kraju i kosztem Polaków "pan prezydent" próbuje wzmocnić swoją pozycję w relacjach z premierem i pozyskać władzę, której prawo nie przewiduje. Czysty egoizm i mania wielkości.
https://www.cpubenchmark.net/desktop.html
https://www.cpuagent.com/hierarchy
https://nanoreview.net/en/cpu-list/desktop-chips-rating
https://www.tomshardware.com/reviews/cpu-hierarchy,4312.html
Laptopy:
https://nanoreview.net/en/cpu-list/laptop-chips-rating
https://www.cpubenchmark.net/laptop.html
https://www.techrankup.com/pl/laptops-processors-ranking/
Co do oznaczeń procesorów:
https://www.morele.net/wiadomosc/oznaczenia-procesorow-intel/582/
https://www.komputronik.pl/informacje/oznaczenia-procesorow-intel-amd/
https://www.technicalexplore.com/tech/decoding-the-processor-puzzle-intel-and-amd-naming-schemes-explained-2025-edition
No i znowu "Tygodnik Podhalański" jest forpocztą pozytywnych zmian:

A mnie się tam Stalker 2 podobał. Oczywiście, stan techniczny (zwłaszcza błędy w oskryptowaniu misji) na premierę wołał o pomstę do nieba, AI wymagało podrasowania, a downgrade graficzny (w stosunku do trailerów) aż kłuł w oczy. Ale sama rozgrywka była zajmująca, świat ciekawy, walki nie nudziły, fabuła dawała radę, Zona prezentowała się realistycznie... A klimat... coś wspaniałego.
Mam jakąś słabość do tego rodzaju gier. Chętnie kupię dodatek, jeśli będzie w miarę dobry.
Ale wiadomo zaraz wyciągną Nawrockiego, nakłamią, że im odrzucił ordery i awanse i już drobnozmianowcy jak ci jelenie pójdą za tym śladem, będą mogli się oburzać, wykazywać wyższością moralną - choć okazało, że nie odrzucił tylko sprawdza i czeka na wnioski nie generowane przez Chata Gp.
"Sprawdza", czeka na "lepsze" wnioski? Manolito, serio to napisałeś czy po prostu bawisz się w erystykę? Wątpię, żebyś był AŻ tak naiwny i łykał bez popitki propagandę z pałacu. Poważnie mówię.
Bezpośrednim celem ostatnich działań Nawrockiego jest szantaż i zemsta. A celem pośrednim: wzmocnienie pozycji prezydenta kosztem premiera w systemie konstytucyjnym, który tego nie przewiduje.
To mnie dziś nawet rozbawiło...
https://x.com/Wipler1978/status/1994343432517460260
https://x.com/TomaszJanusz/status/1994383999335051361
https://x.com/rzep8/status/1994379937361629404
Grafika, którą Grabarz wkleja, gdy Manolito wypowiada się na temat Nawrockiego, pasuje tutaj jak ulał.
To też ciekawe:
https://www.youtube.com/watch?v=YWTZkB9rVU0
Aktualizacja Windowsa sprawiła, że sterowniki łączności bezprzewodowej mogą wywoływać "stuttering" w grach.
Cyberpunk 2077 znów zarabia MILIONY
Nie dziwię się. W jakiej innej grze można robić coś takiego? ;)
https://www.youtube.com/watch?v=u84OWZnYzuc
Na 99% Nawrocki skieruje ustawę budżetową do TK. Wtedy jego kancelaria dostanie (w ramach prowizorium) pełną "wypłatę" (bez przewidzianych cięć). Przecież jemu w ogóle nie chodzi o "polską rację stanu". Trzeba namieszać, wywołać konflikt (bo Tusk nie uzna orzeczenia TK w niepełnym składzie) i pobrać kasę. A że to wszystko odbywa się kosztem Polaków?
(BTW, doskonale pamiętam, jak nie tak dawno temu nauczyciele stali się zakładnikami wojenki budżetowej "pana prezydenta" Dudy).
Nawrocki stosuje dobrze znaną metodę obstrukcji administracyjnej, żeby szantażować gabinet Tuska (i zmienić zasady funkcjonowania państwa polskiego bez zmian w Konstytucji). I dzieje się to kosztem zwykłych ludzi. Dla każdego człowieka, który miał styczność z polską biurokracją, jest rzeczą oczywistą, że nagrody, medale, odznaczenia związane ze stażem pracy przyznaje się na podstawie danych kadrowych, a nie ze względu na jakieś oryginalne i wyjątkowe uzasadnienie "sumiennego wykonywania obowiązków" (bo to standardowa formułka, która jest wyłącznie "podkładką" urzędniczą na wypadek jakichś nieprzewidzianych problemów z konkretnym beneficjentem przepisów). Gdyby w uzasadnieniu tego rodzaju wniosków (wydawanych "taśmowo") miała się znaleźć szczegółowa i niepowtarzalna analiza biografii każdego z kandydatów do nagrody, wówczas polskie urzędy zamieniłyby się w kafkowską machinę biurokratyczną, a do "sumiennego" wypełnienia każdego wniosku trzeba by zatrudnić co najmniej kilku urzędników.
Rzecz jasna, do wszystkiego można się przyczepić i każdy pretekst wykorzystać, żeby w imię partyjnej wojenki dowalić zwykłemu obywatelowi. I to jest właśnie casus Nawrockiego i jego otoczenia. Odpowiedzi gabinetu prezydenta na zarzuty Sikorskiego stanowią dosyć zabawne i absurdalne "uzasadnianie" obstrukcji urzędniczej ("nie przyznamy nagrody ZA STAŻ PRACY, bo w uzasadnieniu wszystkich kandydatów potraktowano identycznie"), a wypowiedź Leśkiewicza już nawet wprost odsłania intencje Nawrockiego, czyli szantaż (kosztem polskich funkcjonariuszy): "nie będzie nagród, póki Tusk nie wyśle do mnie szefów służb". Jak pisałem: żałosne zachowanie, które można skojarzyć z dziećmi w piaskownicy; ale prezydentowi państwa coś takiego nie przystoi. Zwłaszcza że Nawrocki wciąż podkreśla powagę i dostojność urzędu prezydenta, podbijając sobie samemu bębenek, a egotyzm aż wycieka z kolejnych wpisów gabinetu prezydenta na X ("Odznaczenia od Prezydenta RP to nie ozdoby choinkowe ani tanie błyskotki"). Mam nadzieję, że Tusk się nie ugnie przed szantażem Nawrockiego, bo wtedy przyzwoli na niebezpieczny precedens.
Zwrot medali? WTF?
Nagranie z biura kancelarii prezydenta ---->
Nawrockiemu się wydawało, że jak zawetuje, zaneguje i odrzuci to, co wychodzi z gabinetu premiera, Tusk założy worek pokutny i stanie przed pałacem, a ustrój RP zmieni się na jakiś "prezydencki" (bez przeredagowania Konstytucji).
Sikorski dziś w formie. LOL:
https://x.com/sikorskiradek/status/1994061120391229798
Podrzuca papiery i jak który wyląduje na stole to jest zatwierdzony?
To chyba jedyne kryterium w tym wypadku. ŻENADA. Niepoważni ludzie się wprowadzili do pałacu.
Jeśli PO nie wykorzysta propagandowo tak ewidentnie antypaństwowych humorków "pana prezydenta"... szkoda słów.
Gra do dziś pełni rolę benchmarka graficznego. Żadne studio nie zbudowało lepszego miasta w świecie wirtualnej rozrywki. Wciąż trudno o tytuł, który wyglądałby równie dobrze (w otwartym świecie):
https://www.berdu.org/cyberpunk2077
https://www.shinobispace.com/cyberpunk-2077
Ale CP2077 nie tylko wygląda znakomicie (nawet bez modów). Gwarantuje jeszcze wyjątkową regrywalność (ze względu na różne buildy postaci i mnogość broni), więc sporo ludzi wciąż trzyma CP2077 na dyskach. Nie powstała też chyba do tej pory produkcja, która dorównywałaby grze CD Projektu pod względem immersyjności (i innowacyjności) w sposobie prowadzenia narracji (i dialogów) z perspektywy pierwszej osoby. Reżyseria (cinematic direction), za którą odpowiadali bodajże Igor Sarzyński i Andrzej Stopa, ma tu poziom arcymistrowski.
Wysokie wyniki sprzedaży (już 35 milionów) w pełni zasłużone. CP2077 sprzedał się w 5 milionach egzemplarzy w ciągu ostatniego roku (6 lat po premierze!), podczas gdy całkiem nowe (i znakomite) KCD2 osiągnęło właśnie wynik 4 milionów w roku premierowym.
https://www.youtube.com/watch?v=9lq1cEPv8tQ
Ten moloch w prawym górnym rogu piknie wtapia sie w góralski krajobraz
To (na dobre i na złe) od 50 lat jeden z symboli Zakopanego - hotel Kasprowy.
xandon
Kupiłeś?
https://www.darkhorsedirect.com/products/starfield-visual-compendium-hc
Pytam bez ironii, bo sam lubię tego rodzaju publikacje dotyczące gier, którymi się interesuję.
Amen. Wreszcie się w pełni zgadzam ze Znafcą. :)
Myślę, że wszyscy użytkownicy GOL-a powinni się zobowiązać, że przez następne 10 lat przynajmniej raz dziennie ktoś będzie ten wątek podbijał.

Najpierw popadało, a potem mocno zmroziło. O 7 rano było -15. Dzięki temu dziś w Zakopanem i w górach bajkowo. Z okna tak to wygląda...
Jak widać, idzie halny.
O takie dyskusje polityków na X nic nie robiłem...
https://x.com/sikorskiradek/status/1992515917478055954
https://x.com/DariuszMatecki/status/1992534793603416098
W obecnej sytuacji Europie powinno teraz zależeć aby Chiny i USA skoczyły sobie do gardeł.
Jeśli masz na myśli wojnę, to konsekwencje tego rodzaju konfliktu byłyby dla Europy katastrofalne.
Trudno powiedzieć. To może być tylko jeden z redaktorów. Po ostatnich zmianach na X okazało się, że połowa z nich klepie artykuły z Rosji albo z jeszcze dalszych na wschód zakątków świata. ;)
Dziwne.
Ale przynajmniej ustaliliśmy, że Onet to niemiecki portal. Podziękowania należą się chyba głównie Johnowi Binghamowi.
Od wczoraj niezła jazda na X w związku z możliwością podejrzenia lokalizacji konta...
https://x.com/XKubiak/status/1992515269701636181
Wiele kont MAGA nadaje z okolic Rosji albo z jakichś Indii... ;)
Problemem jest to, że większość społeczeństwa nie chce czegoś takiego
Badania wykonywane w 2023 roku pokazywały, że Polacy oczekują od rządu Tuska przede wszystkim zajęcia się inflacją i służbą zdrowia. I to się raczej nie zmieniło, choć do tych imponderabiliów doszła kwestia bezpieczeństwa.
W najnowszym badaniu CBOS z 3-5 listopada prawie wszyscy ankietowani (93 proc.) uznają poprawę dostępu do świadczeń medycznych za priorytet rządu. Bezpieczeństwo i obronność są na drugim miejscu (91 proc.).
Największe oczekiwania Polaków wobec rządu dotyczą służby zdrowia i inflacji - wynika z sondażu przeprowadzonego przez UCE Research dla Onetu.
Można na to spojrzeć jeszcze z drugiej strony: jeśli rząd nie "dowiezie", gdy idzie o służbę zdrowia, Polacy zapamiętają głównie to, że za rządów "rudego zdrajcy" polska opieka zdrowotna weszła w stan agonalny. PiS zresztą zadba o to, żeby żaden emeryt o tym nie zapomniał. Jeśli Tusk ma zamiar po prostu trwać i boi się reformatorskich wyzwań, to niech może lepiej pakuje manatki. Bo za nicnierobienie, które jest w tej sytuacji równoznaczne z degrengoladą (i prywatyzacją), nie powinno się dostawać wypłaty.
Za to bardzo kusi mnie Unity i Syndicate. Czy pomijając Black Flag oraz Rogue, dużo stracę na fabule?
Nic nie stracisz. A "Unity" to dla mnie najlepszy "Asasyn". :)
A do tego wygląda obłędnie:
https://www.berdu.org/assassinscreedunity
Coś kitku nie zadowolony z tego powodu
Niezadowolony, bo właśnie go ofuczała przyjaciółka, jak sobie chciał posiedzieć na parapecie, więc wyszedł na podwórko, żeby się pobawić, a tu... już odśnieżone. No i nie będzie biegania za odlatującymi z łopaty śnieżkami...
Dlaczego pensje lekarzy mogą wynosić >100 tyś zł miesięcznie? Bo brakuje specjalistów.
Frer, zgadzam się z tym, co napisałeś. Tylko jedna uwaga: to już chyba nie te czasy, kiedy lekarz po obniżce pensji ze 100 do 60 tysięcy miesięcznie wyemigruje na Zachód. ;)
helicopter money w latach 2020-2022 zanim się zorientowano jak inflacja się rozhulała, że w 4 lata PLN stracił 50% wartości
Już kiedyś pisałem (więcej w [127.5] i nn.), że według analiz OECD (a także NBP i ING) ok. 60-80% inflacji w krajach naszego regionu wynikało wtedy z czynników zewnętrznych. Działania PiS-u (głównie "tarcze" plus polityka NBP) odpowiadają za maksymalnie 1/3 wzrostu inflacyjnego.
To gdzie ty mieszkasz? Ponad Kasprowym?
E, tak dobrze to nie ma. Ulokowany jestem w dolinie i przez cały rok mogę sobie w wolnej chwili wyskoczyć z niej znacznie, znacznie wyżej. :P
Teraz rządzi Tusk, więc wszystko jest winą Tuska.
Nie wszystko. To oczywiste, że PiS zostawił po sobie kukułcze jaja (nie tylko w służbie zdrowia). Od dawna o tym gadała Leszczyna. Pytanie brzmi: dlaczego rząd Tuska przez dwa lata nic sensownego z tym nie zrobił? Dlaczego np. nie zaproponował "reformy" systemu wynagrodzeń i zatrudniania lekarzy, która ukróci liczne absurdy (np. pensje rzędu kilkudziesięciu czy nawet setek tysięcy miesięcznie)? Dlaczego nie zaproponował zmian w systemie finansowania szpitali czy ratownictwa medycznego, żeby zwiększyć efektywność wydatkowania publicznych pieniędzy? Dlaczego budżet służby zdrowia w relacji do PKB wciąż jest mniejszy niż w większej części państw UE? Dlaczego rząd Tuska chciał jeszcze na deser (w tak dramatycznej sytuacji) obniżyć składkę zdrowotną?
Jeśli w systemie zabraknie w najbliższych latach nawet 159 miliardów, to co rząd Tuska ma w związku z tym do zaproponowania? Ktoś? Coś? Nie wystarczą tutaj pakiety wsparcie specjalistycznego. Nie wystarczy delikatne dosypywanie kasy do worka bez dna czy zwiększenie kompetencji lekarzy POZ. A restrukturyzacja nie może polegać wyłącznie na likwidacji oddziałów szpitalnych. Działania pozorowane to za mało. Potrzebne są odważne reformy. Bo nicnierobienie oznacza cichą prywatyzację usług zdrowotnych.
Zdaję sobie sprawę, że najwygodniej (zwłaszcza dla polityków) jest powiedzieć: "to nie wina Tuska; to wina PiS". I zabrać się za kolejną wojenkę kulturową lub ekscytować się rozliczeniami złodziei. Ale Tusk rządzi już dwa lata. I jest od tego, żeby rozwiązywać problemy. A sprawnie działająca służba zdrowia jest znacznie ważniejsza np. od procesu Ziobry.

W nocy mocno sypnęło...
Poranny raport sytuacyjny z podwórka i ogrodu w załączniku.
Ciekawostka...
https://x.com/jakubwiech/status/1992374822287147182
Nie mam pojęcia, czy lokalizacja działa poprawnie. Nitka to pewnie tylko przedsmak tego, co za jakiś czas "powychodzi". :)

Ja pochodzę z Bieszczadów i guano z tego.
Co ty za dziwne zdjęcia wklejasz? Przecież zima w Bieszczadach tak wygląda, nie?
spoiler start
(Foto Karola Nienartowicza).
spoiler stop
Nie dość, że własny dom w górach, to jeszcze piękna zima ze śniegiem.
Jak to mówią: trzeba było się uczyć.
Tu akurat się zgadzam. W moim przypadku równanie (aktualne i w zimie, i w lecie) wygląda tak:
Ts = Tp + 2h.
*Ts (średni czas spędzony dziennie w aucie w sezonie turystycznym)
*Tp (średni czas spędzony dziennie w aucie poza sezonem turystycznym)
Jak ktoś mieszka w samym Zakopanem, to trzeba pewnie doliczyć do tego koszty amortyzacyjne związane z dobrostanem psychicznym. ;)
Koty wychodzace, czy nie?
Wychodzące. Jeden to nawet noce lubi na mrozie spędzać poza domem. Podhalańska krew. ;)

W nocy znowu mocno sypnęło.
Stan na 7 rano: podwórko - 20%, Vincent - współpracuje (choć ogon mu się nieco "zmroził", jak kopał dziury w zaspach).
A nie myslales o tym, zeby wyposazyc sie w odsniezarke?
Myślałem. Ale póki plecy dają radę, to raczej będę machał łopatą. Ruch to zdrowie, nie? ;) A tego rodzaju wysiłek fizyczny jest niczym spa dla mózgu. Zwłaszcza że towarzyszą mi w tych syzyfowych pracach moje koty (uwielbiają się wygłupiać na śniegu).

czyli z najmniej 2 opadów
Dziś padało całą noc i niemal cały dzień. :)
car był wyjątkowo niełaskawy przy wyborze miejsca zesłania
Nie jest tak źle. Czasem trzeba trochę pomachać łopatą, ale za to w wolnych chwilach mogę się z ukochaną przytulać na wysokości ponad 2000 m n.p.m.
;)

Zima to nie bajkowy obrazek.
A, o to chodzi. :)
Nie sądziłem, że moje podwórko może być "bajkowe". Bo widzisz, ja jestem przyzwyczajony raczej do takich widoków zimą ---->
A wszystko przez nie myślących ludzi jadących pod górkę, zamiast przycisnąć i jechać szybciej, to doprowadzali że ktoś musiał zwolnić a później przez to sie zatrzymać.
U mnie, na Podhalu, to standard. Zwłaszcza w przypadku turystów, którzy przyjeżdżają tutaj na oponach letnich lub "wielosezonowych" i przemieszczają się po okolicy z prędkością 20 km/h. Ja już od miesiąca jeżdżę na zimówkach i pewnie dopiero w maju przyszłego roku zmienię opony. (Zdarzało się, że w kwietniu jeszcze sypnął śnieg). ;)
Jedna z moich znajomych, która mieszka tutaj od niedawna, wyjechała dziś z domu (nowa Cupra, zimowe opony), ale już nie była w stanie wrócić. Musiała samochód zostawić u podnóża sporej górki, na której mieszka. Decyzja o zakupie Jeepa zapadła. ;)

Nie wiem, co masz na myśli. To dzisiejsza fotka mojego podwórka. Masz jeszcze ogród. Też nie wygląda "zimowo"? ;)

Sypnęło u was? Ja dzisiaj trzy razy machałem łopatą (w sumie jakieś 2 godziny). Właśnie skończyłem ostatnią "sesję". 600 kcal zostało na podwórku. A w nocy znowu ma padać, więc "syzyfowych prac" ciąg dalszy nastąpi.
Na podhalańskich drogach o poranku był armegedon. Samochody robiły piruety na rondach. Drogowcy znowu zaspali.
Zimowa klasyka. :)
*Autorstwo tekstu w temacie wątku: Adam Mickiewicz (wiersz "Zima miejska").