Mirror's Edge – „odważna i pod wieloma względami nowatorska”. Między GTA 4 i Braid, AAA i indie były w idealnej równowadze. 10 gier, które zdefiniowały 2008 rok
- GTA 4 – „Najlepsza, najbogatsza, najgłębiej przemyślana”
- Fallout 3 – „inna niż jej wielcy poprzednicy, co wcale nie znaczy, że gorsza”
- Dead Space – „wyśmienity survival horror”
- Mirror's Edge – „odważna i pod wieloma względami nowatorska”
- Braid – „absolutne arcydzieło game designu”
- World of Goo – „Polecam. Wszystkim. Bez wyjątku”
- Left 4 Dead – „rządzi w tym, co najważniejsze — grywalności”
- LittleBigPlanet – „znakomita produkcja dla osób w każdym wieku”
- Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots – „zasługuje na natychmiastowe miejsce w każdej liście najlepszych gier wszech czasów”
- Burnout Paradise – „najlepsza zręcznościowa ścigałka, w jaką można dziś zagrać”
- Honorowe wzmianki, czyli Wrath of Spore
Mirror's Edge – „odważna i pod wieloma względami nowatorska”
Data premiery: 11 listopada
Producent: DICE
Gatunek: przygodowa gra akcji FPP, platformówka
Platformy: PC, Xbox 360, PlayStation 3
Mirror's Edge to według mnie jedna z najciekawszych propozycji, jakie pojawiły się w 2008 roku. Odważna i pod wieloma względami nowatorska gra szwedzkiego DICE oferuje zupełnie świeże rozwiązania i spojrzenie na formułę gatunku FPP. Do tego wygląda i brzmi rewelacyjnie, a skakania po dachach w stylu parkour - zrealizowanego w takim stylu – w grach jeszcze nie było.
Recenzja gry Mirror's Edge, Click! nr 12/2008, ocena: 9,09/10
Dwie nowe marki od Electronic Arts w tym samym roku?! Ależ to były czasy… Choć ta decyzja pewnie odbiła się czkawką księgowym EA, bo ani Dead Space, ani drugi, zupełnie nowy tytuł w ich portfolio nie spełnił oczekiwań finansowych. Było nim Mirror’s Edge – niezwykle oryginalne podejście do gier FPP, z wręcz artystycznym sznytem, dzięki czemu wizualnie gra praktycznie się nie zestarzała. Twórcy Battlefielda, czyli studio DICE, tym razem przenosiło nas do metropolii przyszłości, w której istotną rolę pełnią kurierzy umiejący omijać rządowy monitoring oraz jego agentów.
Choć sporadycznie dało się tu używać broni, jak w zwykłych FPS-ach, to jednak kwintesencją rozgrywki był parkour, a inspiracją do tego ponoć była scena otwierająca filmu Casino Royale. Nasza bohaterka Faith to mistrzyni śmigania sprintem po dachach wieżowców, a twórcy zadbali o jak najlepsze wrażenia z tego płynące, przygotowując dopracowane animacje pokonywania najróżniejszych przeszkód na naszej drodze. Na szczególną uwagę zasługiwała też oprawa graficzna – prosta, minimalistyczna, oparta na zaledwie kilku kolorach, ale równocześnie piękna i genialna w tej prostocie. Równie wspaniała była ścieżka dźwiękowa. Krytyka dotyczyła głównie bardzo liniowej rozgrywki i poziomu trudności, który jak w wielu platformówkach, wymagał metody prób i błędów, by przejść każdy etap.
Mimo finansowej porażki, Mirror’s Edge po latach doczekało się w końcu zasłużonego uznania i bazy oddanych fanów, a dziś uchodzi za jedną z najbardziej ambitnych i najodważniejszych prób wniesienia do gier FPP czegoś świeżego i innego zamiast oklepanego strzelania.
Wspomina Jacek „Stranger” Hałas

Mirror's Edge to był jeden z tytułów z generacji Xboksa 360, który wziął mnie totalnie z zaskoczenia. Akcyjniak z widokiem z pierwszej osoby, w którym (prawie) nie walczymy i skupiamy się po prostu na skutecznym i efektownym dotarciu z punktu A do punktu B. Nie powiem, tytuł świetnie wpisał się w okres fascynacji parkourem i wykonywanie podobnych ruchów w grze sprawiało ogromną frajdę (co kilka lat później podpatrzył też m.in. Dying Light). Jasne, była to przygoda na jeden raz, ale będąca intensywnym i godnym zapamiętania doznaniem, także dzięki genialnej oprawie audiowizualnej. Szkoda, że marka jest martwa, choć nie dziwi mnie to po ostatniej próbie EA uczynienia z ME Catalyst kolejnego tytułu z otwartym światem i masą zapychaczy.

