4. Alone in the Dark – przeklimatyczna wizyta w nawiedzonym domu. Te tytuły rozpoznacie tylko jeśli pamiętacie czasy dyskietek 3,5''. Moje ulubione gry z lat 90. - od świetnej do fantastycznej
- 10. Doom / Wolfenstein 3D – „symulator człowieka”
- 9. Formula One Grand Prix – wyglądała jak transmisja w TV
- 8. TFX – muzyka wgniatała w fotel
- 7. Comanche: Maximum Overkill – pierwszy upgrade peceta
- 6. Seal Team – połączenie filmu Pluton i symulatora Arma
- 5. Strike Commander – przygodowy film akcji z F-16 w roli głównej
- 4. Alone in the Dark – przeklimatyczna wizyta w nawiedzonym domu
- 3. Sid Meier's Civilization – jeszcze chwila i kończę na dziś
- 2. Privateer – niezapomniana, kosmiczna przygoda
- 1. Star Wars: X-Wing – Moc w końcu dotarła na pecety
4. Alone in the Dark – przeklimatyczna wizyta w nawiedzonym domu
- Producent: Infogrames
- Rok wydania: 1992
Liniowa, singlowa gra „na raz”, którą w sumie ukończyłem chyba kilkadziesiąt razy – nie była w stanie mi się znudzić! Alone in the Dark spełniało moją fantazję myszkowania po starym, nawiedzonym domu. Gra zachwycała od pierwszych chwil tym, że jej intro wykonane było na silniku gry i niczym nie różniło się od samej rozgrywki. W czasach, gdy wprowadzenia tworzyło się w formie prerenderowanych filmów, wyglądających znacznie lepiej niż sama gra, była to naprawdę mała rewolucja.
Nie mieliśmy wtedy pojęcia, że właśnie rodzi się gatunek survival horrorów oraz inspiracja do powstania serii Resident Evil. Docenialiśmy za to filmowe ujęcia kamery, animacje postaci oraz doskonale wykreowany klimat, bo w Derceto było odpowiednio tajemniczo, straszno, ale i wciągająco zarazem. Nie miałem wtedy pojęcia, że w fabule pojawiały się wątki z uniwersum Lovecrafta, nie znałem w ogóle tego autora – to była dla mnie gra o „domu, w którym straszy” i taką pozostaje do dziś.

