"wciąż żyją i mają się dobrze"
Za każdym razem jak widzę takie stwierdzenie w temacie jakiegoś niszowego gatunku gier czy muzyki, to wiem, że dotyczy takich twórców, którzy robią to hobbystycznie po godzinach, bo w życiu by się z tego nie utrzymali.

Opinia społeczna jest jednoznaczna, ale na 100% i tak się tym nie przejmą, bo w ostatecznym rozrachunku i tak na tym zarobią.
Nie wiem jak dla przeciętnego gracza, ale dla mnie jest tak pociągające, jak czytanie książki wygenerowanej w chacie GPT.
Treść jest, tylko że losowo-śmieciowa.
Może to dlatego, że najbardziej lubię gry o większym stopniu liniowości, gdzie czuć reżyserię wrażeń odbiorcy i dopieszczenie detali.
Czymś takim można co najwyżej generować mapy do gier sieciowych... co w zasadzie było by całkiem dobrym pomysłem, bo za każdym wszyscy gracze byli by na mapie której w ogóle nie znają. Jednak przypuszczam, że takie losowe mapy były by też naszpikowane błędami jak * * * *
Kiedy telewizja odkryła paradokumenty, to wmawiała , że to nowy, angażujący standard.
Kiedy browar tnie koszty dodając tanie surowce do piwa, robi reklamy pt. "nowa udoskonalona receptura".
Kiedy Apple np. rezygnuje z ładowarek mówi - „Dbamy o środowisko”.
Jeśli ich konkurencja zrobi to samo, to wszyscy zrobią sobie dobrze ujednolicając rynek.
Pracuję obecnie nad platformą, która pozbawi pracy wszystkich twórców gier i pozwoli dzieciom na tworzenie własnych gier promptami.
Śmiem wątpić, chyba że ma budżety większe niż np. Chat GPT, który to prognozuje na sam ten rok 14 mld dolarów straty.
Jeszcze żadne AI na siebie nie zarobiło samo w sobie. To bańka, która albo skończy się tym, że zostaną tylko ci, którzy nagonią najwięcej inwestorów aby wytrwać najdłużej, albo ostatecznie okaże się, że nikogo na to nie stać. Już w przeszłości udowodniono tysiące razy, że nawet najlepsze pomysły/startupy nie są w stanie się utrzymać, jeżeli nie znajdzie się na nie dostatecznie dużo zbytu aby pokryć koszty.
Ta gra jest tak dobra, tak wyreżyserowana, klimatyczna, ładna, intensywna i zbalansowana gameplayowo, że aż postanowiłem wybaczyć jej wszystkie mankamenty.
Klimat 11/10
Design 11/10
Podobieństwo do Heroes 3 jest dosyć zwodnicze. W istocie są to gry zupełnie do siebie różne.
O ile Songs Of Conquest ma kilka patentów, które seria HoM&M mogła by podpatrzeć, to i tak nie dorównuje swojemu przodkowi ani w warstwie taktycznej, ani w strategicznej. Zwyczajnie brakuje tu głębi, co jest dodatkowo potęgowane przez chociażby możliwość stoczenia każdego starcia automatycznie (co powinno być wyłączone chociażby przy starciach finałowych dla danej mapy).
Nie mniej jednak może dostarczyć trochę radości, żeby chciało się raz na jakiś czas sobie popykać.
Zakładam, że przy takich wyliczeniach podstawą była bzdurna teza pt. jeżeli ktoś obejrzał coś poza oficjalną dystrybucją to jest strata jak za cenę okładkową tego produktu.
Jestem pewien, że jeżeli w swoim życiu przeczytałem online jakaś mangę, która wyszła tylko po japońsku i angielsku, lub tym bardziej została amatorsko przetłumaczona z japońskiego, to na 99% i tak bym jej nigdy nie kupił, wiec to nie strata, tylko hipotetyczny zysk (a wręcz wyimaginowany).
Nie ma rozróżnienia pomiędzy jakimkolwiek krajem w rozumowaniu czym jest baśń, tak jak nie ma rozróżnienia czym jest dramat, komedia czy fantastyka. Baśnie istnieją od początków cywilizacji, i to na wszystkich kontynentach. Bardzo wiele tych samych motywów (topos) jest używanych i reinterpretowanych po dziś dzień.
Nie. Wiedźmin to czyste fantasty, pozbawione typowych cech baśni. Typowa baśń to historia skupiona na wieśniaku, który dowiedział się od czarodzieja, że ma moc, dostał magiczny przedmiot, odbył wędrówkę i na końcu pokonał złego gościa. Dlatego bliżej do baśni jest Gwiezdnym Wojnom i Harremu Potterowi niż Wiedźminowi.
Raczej nie do końca wiedzą o czym mówią. Fantasy to przede wszystkim uporządkowana konstrukcja świata przedstawionego. Baśń to sposób prowadzenia historii (z często nieokreślonym światem na zasadzie "dawno, dawno temu..."), opierający się na pewnych schematach i motywach wywodzących się z folkloru np. droga od zera do bohatera, motyw mędrca, wędrówki, walki dobra ze złem itp.
To dwie różne rzeczy, które siebie nie wykluczają, bo dajmy na to taki Władca Pierścieni ma klasyczną konstrukcje baśniową, ale ściśle określony świat fantasy. Jako kontr przykład Gra o Tron czy Wiedźmin - świat fantasy, kompletnie pozbawiony cech baśni.
Czyli robią to samo co niegdyś prasa zrobiła z brukowcami, a telewizja z paradokumentami - węszą jak robić dużo badziewia małym kosztem, po czym wmawiają ludziom, że to nowy postępowy standard.
Może i nie jest to zły remake, ale jak na dzisiejsze czasy jest to wybitnie uboga gra.
Przejście jej może zając zaledwie 1 godzinę. Cena jakiej jest warta to co najwyżej 4 zł, jak niegdyś parę żetonów na automacie. Jak koś zapłacił za nią regularne 90 zł i nie ma zamiaru bić rekordów itp. może poczuć się wręcz okradziony.
To absolutnie normalne w branżach kreatywnych od początku ich upowszechnienia masowego czyli tak jakby od czasu Gutenberga.
W świecie muzyki, literatury, filmu i gier właśnie wydawca zarabia więcej niż twórca, ale też on ponosi ryzyko i wykłada pieniądze na studio, sprzęt, pracowników, wydruk, nośniki fizyczne, promocję itp.
Dziwnym by było gdyby twórca wkładał w proces tylko swój czas i pomysły a wydawca miliony czy niekiedy dziesiątki milionów, i na końcu twórca miałby zarabiać więcej niż wydawca.
Od kilkuset lat też istnieją dwa rozwiązania tej sytuacji:
- miej dobrych prawników, renomę i naucz się negocjować
- miej pieniądze lub mecenat i wydawaj sam i sam ponoś ryzyko
Przypuszczam, że kto ma kupić na premierę, to i tak kupi niezależnie od ceny, bo hype i fanbaza są zbyt silne.
Parę lat temu był konkurs na prace "analogowe" i w obecnych czasach to miało by sens.
Rok temu jakieś 90% odpowiedzi konkursowych szło z AI... także tego.
Jeszcze raz jak najprościej, bo masz albo masz duży problem z rozróżnieniem czym się różni kopiowanie od inspiracji, albo już sam nie wiesz co powiedzieć tylko głupio żeby wyszło że się mylisz:
- Treści cyfrowe są objęte prawami autorskimi, a serwisy internetowe mają wewnętrzne regulaminy regulujące ich używanie.
- Licencje i regulaminy na korzystanie z treści mogą zabraniać ich używania w jakimkolwiek celu innym niż tylko patrzenie na nie. -
- Słowo 'nauka' i "inspiracja' nie może odnosić się do AI w ten sam sposób co do człowieka, tak samo jak kserokopiarka nie uczy się drukowania książek.
- Nauka modelu to cyfrowe przetwarzanie cudzej treści, bez zgody autora. Przetwarzanie najczęściej oznacza łamanie danej licencji.
- Żeby AI mogło coś przetwarzać najpierw musi to skopiować. Kopiowanie często oznacza łamanie danej licencji.
- Żeby AI dopisało zakończenie Gry o Tron, najpierw musiało w swojej bazie mieć Grę o Tron. Nie ma innej możliwości, bo AI nie ma możliwości "przeczytać i zapamiętać" - to jest kopiowanie.
Nie. Ty naprawdę nie rozumiesz na czym polega prawo.
Po pierwsze - są udokumentowane przypadki kopiowania tworów konkretnych osób.
Po drugie - żeby AI miało na czym się "uczyć" musiało skopiować te prace, zgromadzić w swojej bazie a dopiero potem je przetwarzać. Tak jak autor filmu skopiuje czyjąś grafikę i wklei do siebie. Jeśli jest to NAUKA, to robi to dla siebie a nie w celach komercyjnych. Czy jest to legalne zależy od serwisu, który tę grafikę udostępnił. Spróbuj skopiować na film do YT fragment programu z TVN, to zobaczysz, że nikgoo nie obchodzi czy to nauka. Jeżeli AI kopiuje stock to musisz za każdą grafike zapłacić, a jeśli serwis gromadzący prace, a w swoim regulaminie zabrania kopiowania, to jest to pieprzona kradzież. Tu analogia do nauki malarstwa nie ma zastosowania, bo z automatu są łamane postanowienia korzystania z serwisu. To w prawie jest ujęte jako powielanie i przetwarzanie w celach komercyjnych. Tak jak w książce możesz mieć adnotacje, że zabrania się kopiować jej treści np. na xero czy skanerze. Dlatego George R.R. Martin ma roszczenia do AI, bo żadne AI nie maiło prawa do kopiowania treści jego książek i przetwarzania ich.
Musisz dowiedzieć się na czym polega prawo własności intelektualnej.
Jeśli nauczysz się malować kopiując obrazy znanego twórcy, to jest nauka. Jak chcesz sprzedać te obrazy jako swoje jest to plagiat.
Jeśli chcesz napisać pracę magisterska to korzystasz ze źródeł i je podajesz. Jak skopiujesz cały fragment z innej pracy jest to zasrana kradzież i możesz mieć sprawę w sądzie.
- spoiler alert -
Nie ma żadnej inspiracji. Modele AI opierają się na największej kradzieży intelektualnej w historii. Kradzieży gdzie wielkie korporacje podpieprzyły miliony prac małych twórców nie dając im za to nic. Kradzieży uzasadnionej użyciem "otwartego internetu", czyli czegoś co w przypadku małego twórcy by nie przeszło, bo nikt nie pisze "źródło: otwarty internet". Nikt nie dał im pozwolenia na trenowanie swoich modeli na pracach tych ludzi.
Ta gra przypomina mi nieco pierwszego Wiedźmina za premiery - pomimo pewenych mankamentów (mniejszych i czasami bardzo dużych) drzemie w niej nie lichy potencjał na całą serię. Gdyby tylko dać jej tę samą szanse i fundusze...
Klimat: 8/10
Historia: 8/10
Dialogi i voice acting: 8/10
Muzyka: 8/10
Reżyseria: czasem 8/10 czasem 4/10.
Gameplay... 5/10
Ogólna ocena: coś pięknego. Po prostu unikatowy diament ze skazą, której to istnienie ignoruję.
Gra z potencjałem na bycie drugim Falloutem. Niestety - zabrakło dostatecznie dobrej reżyserii, która pospinała by to wszystko do jednolitego i wyrazistego doświadczenia gameplayowego.
Dla fana klasycznych RPG ta gra z wierzchu jest jak wypasiona restauracja z burgerami. Niestety kiedy już się wgryziesz, to jakby wyrazistość jest na poziomie McDonalda, albo gotowca z dyskontu.
Wszystko jest bardzo podobne do The Outer Worlds - setting, estetyka, umiejętności itp. Niestety - ma podobne wady i tak samo jest średniakiem.
Większość rozgrywki to grzebanie po pojemnikach i łażenie po dość statycznych lokacjach.
Nuda.
Monotonia.
Brak balansu i wyzwań.
Czuć tu całkiem niezły potencjał. Z pewnością to dobra gra, ale do JA2 nie ma podjazdu.
Najgorszym aspektem jest to, że wszystko jest wyprane z precyzji działania.
Brak balansu i zbyt uproszczona mechanika. Na początku jest dość trudno, ale nim dojdziemy do połowy robi się zbyt łatwo. Wręcz banalnie. Najpierw czujesz niedobory finansowe, a potem masz forsy jak lodu i możesz zatrudnić kogo chcesz... tylko, że nie ma po co, bo rozwój najemników ma jakiś kosmiczny przerost i postać, która była rekrutem ma umiejętności wyższe jak elita.
Same możliwości taktyczne są rozbudowane, ale i tak można przejść grę z samą zdolnością obserwacja.
Mocne skojarzenie z Wasteland 2
Gra na tyle dobra żeby grać w nią przez dłużej niż 25 godzin. Gra na tyle powtarzalna i niezbalansowana, żeby w pewnym momencie nie mieć motywacji do jej ukończenia.
Zaskakujące, ale nie będąc odbiorca docelowym tej gry bawiłem się co najmniej bardzo dobrze.
Pozwolę sobie na zamieszczenie odmiennej opinii. Tak dla równowagi.
https://www.youtube.com/watch?v=quwHC3CEuQ4
Sprawa jest kuriozalna. Z jednej strony to gra z dużym potencjałem, która pod wieloma względami góruje nad innymi przygotówkami fabularnymi - choćby dlatego, że posiadanie skilli i podejmowanie decyzji ma tu większy sens, a niektóre decyzje potrafią bardzo zmieniać wydarzenia. Z drugiej strony to technologiczny koszmarek i praktycznie na każdy element pozytywny musi przypadać jeden negatywny.
np:
Wygląd lokacji naprawdę zacny - przestarzały i koślawy wygląd postaci z kiepskimi animacjami.
Fabuła jest niczego sobie, a niektóre wydarzenia cacy - a potem wszystko lawinowo zaczyna się tak komplikować tracąc całą wiarygodność a pewne rzeczy nie trzymają się kupy. W ostatnim rozdziale porostu wszystko trzyma się na sznurki i na taśmę.
Jedne postacie maja dobry dubbing - inne średni.
Zagadki raz są banalnie proste, raz wymagają niezłego użycia ponadprzeciętnego myślenia logicznego, innym razem nie dość, że kosmicznie trudne i masz tylko jedno podejście na ich wykonanie (!), to jeszcze zdarza się, że z jakiegoś powodu otrzymujesz fałszywe wskazówki.
Gra jest wręcz za długa, a większość z aktywności to chodzenie po tych samych lokacjach. Przez całą grę są dosłownie dwie jednopokojowe lokacje użyte tylko jeden raz.
Tyle lat minęło, a ta gra dalej jest bardzo dobra. Może i dało by się wypolerować to i owo, zatamować archaizmy itp. ale dalej można się przy niej bawić jakby wyszła wczoraj, nawet jak grasz w nią po raz pierwszy.
W zasadzie to "Na kłopoty Pantera" nie była następną częścią. Za granicą zostały wydane w odwrotnej kolejności. (a tak poza tym to była dużo gorsza gra)
Piękna historia - nie zapomnę jej nigdy... tylko co ma piernik do wiatraka?
Mówimy o grze przygodowej dla młodszego odbiorcy. To jak miała by być "nie zacofana"? Może zrobić ja w 3D? Wielu próbowało w tamtym okresie robiąc wyjątkowe crapy, które starzały się w kilka miesięcy. Równie dobrze z gier kore wymieniłeś mógłbyś się przyczepić do każdej w 2D, bo na tle Vice City były "zacofane technologicznie".
Takie promki to rzadkość.
Zazwyczaj wygląda to tak, że grę mającą po 7+ chcą opchnąć po premierowej cenie, a na promocji wystawiają ją za kwotę jaką od lat chodzą egzemplarze z drugiej ręki (albo większą).
Gra miała potencjał (zwłaszcza od strony mechaniki), ale została skopana przez 3 rzeczy:
- Ubogą zawartość
- Kiepska reżyserię, przez którą nie dość, że nie dało się odczuć wyjątkowości historii (nie bardzo nawet da się zrozumieć o czym jest ta gra), to jeszcze łączenie wątków i lokacji jest na takim poziomie, że większość zawartości da się zwyczajnie ominąć bez zastanowienia.
- Błędy. W życiu nie widziałem tylu błędów. Dla zabawy zacząłem je notować i na koniec wyszło mi ich ze 40-50. Niektóre z nich potrafiły naprawdę zepsuć grę.
Jeśli jej nie spatchowali, to lepiej nie podchodzić.
Jakby się tak zastanowić - ten patch był de facto crackiem. Był to chyba jedyny taki przypadek wśród czasopism z grami.
edit - system Gola przełącza w losowe tematy, tu miało nic nie być ;(
"...to jedna ze smutniejszych historii świata gier wideo..."
Nie nazwał bym jej smutną. Ze względu na postawy bananowych socjalistów tworzących te historię, nazwał bym ją raczej idealistycznie-głupawą i dziecinną.
Trochę na zasadzie:
"Zrobię coś wiążąc ze swoim studiem kupę ludzi. Cooo?! To już nie jest underground tylko biznes i ci ludzie mogą z tego żyć?! Zabieram swoje zabawki i swoja piaskownicę... dejcie mi funty abym dalej mógł być undergroundem zamiast pracować."
Porównanie do elektryczności mogło się sprawdzać jako kontra do 5G, ale w tym przypadku jest mocno nietrafione, bo nikt nie mówi o AI w kwestiach zdrowotnych tylko pracowniczych , a w dodatku elektryczność wydłużyła cykl pracy w fabrykach. Bardzie adekwatne były by nawiązania do produkcji masowej, automatyzacji itp.
Jak historia pokazuje zazwyczaj część ludzi traci przy tym pracę i jakaś mniejsza część ją zyskuje. Przeważnie też jakość idzie na pysk i wraz z postępem w tej dziedzinie się podnosi mniej lub bardziej.
Nie jestem pewien czy ostatecznie zaszkodzi to rynkowi z punktu pracownika... ale na sto procent możemy się spodziewać spadku jakości i produkcji masowej w nowym standardzie pt. "może i tanie, ale za to tanio wyprodukowane".
Już teraz możemy zaobserwować jak zamiast obsadzić lektora, albo z niego zrezygnować, tanio dorabia się lektora AI na zasadzie "lepiej badziew niż w ogóle".
Możecie wyłączyć te samo-odpalajace się irytujące filmy w treści?
ps. news tak miałki aż przez ręce się sypie
Nie należy zapominać, że jakaś dekadę wcześniej była jeszcze jedna niezrealizowana Diuna Jodorowskiego.
Wielkie wyprzedaże - stara, 8 letnia gra standardowo kosztująca 150 zeta zostaje przeceniona do 90.
Tymczasem odsprzedany klucz lub używaną na konsolę kupisz za 30-40.
Nie szósta cześć tylko reebot.
Swoją drogą szkoda - mnie by przekonał wizualnie i gameplayem, ale ja nie jestem zbyt dobrze zaznajomiony z całą serią.
Przyglądając się sprawie ciężko nie odnieść wrażenia, że sytuacja w której znalazł się ten pan jest w małym stopniu powiązana ze złą wolą innych osób a bardziej z niebezpieczną mieszanką naiwnego idealizmu i braku zaradności życiowej i finansowej.
Nie wiem który to już news o tym, że tłumaczą się dlaczego podjęli decyzję, bo *bla bla bla*, ale za każdym razem to korporacyjne zasłanianie faktu, że robią dokładnie to co zarządzi dział marketingowy. Dział marketingowy zapewne przeprowadził stosowne badania z których wynikało, że gra z 4 w tytule sprzeda się lepiej i podniesie cenę akcji.
UWAGA! Udzielam odpowiedzi jeszcze przed premierą:
Ciri weszła na ścieżkę wiedźmińską z powodu marketingu zarządu i badania rynku.
Przełożenie takich danych na konkretną grę zapewne jest bardzo mylące.
Przy takim zbiorze gromadzi się procent ludzi grających w gry ogółem, a w tym przypadku FarmVille, Candy Crush i Angry Birds są tak samo brane pod uwagę jak Dark Souls, Total War czy Fifa.
Tak samo osoby grające raz na tydzień w mobilkę na wykładzie to gracze, jak i grający codziennie na PC to też gracze.
To nie jest prawdziwy powód.
Prawda jest taka, że na tym etapie rozwoju firmy będącej na giełdzie i operujące astronomicznym budżetem muszą podejmować takie decyzje w oparciu o badania rynku.
Mogły by być to inne osoby - być może ciekawsze, ale Ciri to popularna postać i wybór idealnie wpasowujący się gusta większości. To druga najbardziej rozpoznawalna postać z tej serii, która mogła by być główną postacią. Wszelkie niedopasowania się nagnie, cos tam się wymyśli.
Bogata zawartość gameplayowa.
Niestety wysoki stopień skomplikowania połączony z mała czytelnością mnie wykończył, ale nie oceniam.
Chciałem polubić tę grę... naprawdę bardzo... ale cały czas miałem wrażenie obcowania z niedopracowanym produktem. Zupełnie jakby zespół produkcyjny podzielił się na kilka grup, które pracowały nad inną grą i zanim skończyli, to ktoś nad nimi zażądał, aby skleić to wszystko do kupy. To nawet nie jest zła gra, ale w całej serii prezentuje się dość mizernie. Nie powiedziałbym, że może się mieścić nawet w top 10. Brakuje jej tego poczucia, że właśnie uczestniczysz w unikatowej opowieści (chyba, że olejesz większość łażenia i skupisz się na fabule, ale i to na końcu pozostawia mega niedosyt).
PLUSY:
+ Świat został zaprojektowany naprawdę zacnie wizualnie (choć mało wiarygodnie).
+ Summony - choć dziwnie zaimplementowane, to podoba się mi ich autentyczna i widoczna potęga. Zbyt często w serii widniały albo jako nieco mocniejsze wersje czarów, albo były tak słabe, że aż nie chciało się ich używać.
+ Prawdopodobnie najbardziej epickie starcia z bossami w całej serii. (choć z nutą kiczu w stylu anime)
+ W grze jest całkiem zgrabnie wpleciona cała masa elementów odnoszących się do pewnych tradycji serii (jak to, że powinniśmy trafić na dwóch trepów o imieninach Biggs i Wedge).
+ całkiem pokaźny zestaw bossów i starć na opcjonalnych zleceniach
MINUSY:
- Fabuła jest mocno wtórna i nudnawa. Wszystkie wydarzenia dzieją się jak luźne zbiory scen. Mało czuć w tym jakiejś wyraźnej i jednolitej konsystencji. Można się często zastanawiać z jakiego powodu coś się właśnie wydarzyło. To trochę anime z gatunku tych mało wiarygodnych i mało wyrazistych.
- około 20 Godzin na przejście fabuły to naprawdę śmiesznie mało na tle serii. Zwłaszcza że masa z tego czasu wynika z łażenia. Finał przychodzi nagle i jest i tak zrobiony, aby na siłę wydłużyć się jak najbardziej (rozdział 13 to prawdziwy koszmar...). Jest nie dosyt zdarzeń, rozwoju zdobywania ekwipunku, ciekawych starć... niczym sie nie nacieszysz. Tak jakby w tej grze zamiast 14 rozdziałów powinno być ich ze 25.
- Gra jest łatwym samograjem - nie uświadczymy tu prawie żadnych starć wymagających jakieś rozmyślnej taktyki. Dopiero pod koniec fabuły trafimy na naprawdę trudne walki, ale ich trudność będzie wynikać głównie z przyczyn zręcznościowych.
- W większości części występował pewien odsetek postaci, do których odczuwałem niechęć (rekord w FF XIII). Tutaj każda z postaci jest idealnie nijaka — ani się z nimi nie identyfikujesz, ani nie sympatyzujesz, ani kibicujesz, ani nie czujesz specjalnej niechęci. (choć sam wygląd ala j-rock boysband dział na mnie nieco "anty"). Straszne archetypy.
- Chaos. Wszędzie chaos. W walce ciężko mówić o taktyce. Nie widzisz co się dzieje, bo ci krzaki zasłaniają bitwę. Kamera majta się na wszystkie strony. Postacie przelewają się jak nabuzowana masa. Nie jest łatwo połapać się czy zarządzać różnymi mechanikami-jeden z mniej wygodnych systemów magii.
- chyba najmniej użyteczna magia w serii
- Liczba subquestów jest za duża. Tak z 10 razy. Sa po prostu niepotrzebne, wtórne, nudne i większości to chodzenie z punktu A do B. Lepiej gdyby było ich mniej, za to bardziej konkretne, a nie szukanie żab, szukanie nieśmiertelników, szukanie przypraw...
- Zbyt duże skupienie się na otwartej konstrukcji świata rozwadnia akacje i fabułę. Obchodzenie się z nim jest dosyć męczące. Konieczność jeżdżenia samochodem potrafi irytować i trwać za długo.
- Paradoksalnie otwarty świat jest mocno ograniczony. Dajmy na to - chcesz iść sobie na przełaj aby zaoszczędzić drogi, a tam mur ze skał albo zagajnik karłowatych drzewek, który i tak musisz obejść od strony drogi.
- Sterowanie samochodem to prawdziwe kuriozum. Nie możesz być pewien czy skręcisz poprawnie, czy zaraz wrócisz na drogę czy walniesz w słupek.
- Dużo niedoróbek i niekonsekwencji projektowych np. brak spójności pomiędzy sterowaniem na piechotę, samochodem a chocobo. Brak sortowania questów wg. levelu, quest eventowe, które na zawsze wiszą w dzienniku, bo po ich wykonaniu przenosisz się do menu głównego... Nie da się wczytywać zapisu w trakcie walki. Niedorobione zatwierdzanie czynności - pokazuje ci się guzik aby coś podnieść, wciskasz i skaczesz w miejscu.
3 lata od premiery i co chwile dodatki i rozwijanie podstawki - takie zaangażowanie robi wrażenie, zwłaszcza na tle dużo większych studiów.
Niedoszlifowany diament. Unikat. Sztos.
Sama instrukcja do gry, to prawdziwe dzieło i do tej pory stoi na mojej półce, bo lubię ją czasami przejrzeć.
Nie mogę się z tym zgodzić - rozwój postaci to także magia i technologia, a te były sztosem.
To są argumenty, ze gra jest agrywalna?
Nie no normalnie to jest realizm jak wchodzi 5 typów w zbrojach płytowych, naparzają się siekierami, hałas że obudziło by umarłego, darcie mordy, ale nie ma świadków - nikt nie stał stożku widoczności jak w Commandosach , to nikt cię nie posądzi, że coś się stało.
To naprawdę fantastyczna, choć niewielka gra. Pomimo swojej prostoty zaskakuje ciekawymi pomysłami i klimatem.
W dużej mierze jest to survival horror połączony z survivalem zbierackim. Potrafi być trudna.
Prosta, krótka, ale bardzo fajna.
Niestety - im seria bardziej zyskiwała na grafice, tym mniej klimatu i radości. Nawet same realia pierwowzoru były bardziej takie nieco dystopijno-postapokaliptyczne.
Nie sadzę aby w dzisiejszych czasach dało by się rozpalić temat na nowo, bo żeby miało to oczekiwaną jakość trzeba by władować w to duże środki przy zbyt niszowym produkcie (ergo - ryzykowne).
Po pierwsze - 9 letnia gra nie jest stosunkowo nowa, tylko względnie stara.
Po drugie - czy ty wystawiłeś grze ocenę 1 w którą nie grałeś na podstawie tego, że nie sądzisz aby robienie remaka miało sens?
Jak sam napisałeś "Takie praktyki budzą poważne wątpilwości co do etyczności takich działań."
W sumie to pod względem walki tę serię można by odebrać trochę jako protoplastę Company of Heroes, tylko z wolniejszym tempem.
qunari są wyżsi od ludzi i uważani za bardziej od nich wytrzymałych. Mają brązowawą skórę, białe włosy, lekko spiczaste uszy i żywe oczy, w kolorach takich jak fiolet, czerwień, srebro czy żółty.
Większość qunari bez względu na płeć ma rogi. Według Mary Kirby i Marka Gaidera z BioWare nie mają one zakończeń nerwowych i mogą być bezboleśnie usunięte, jednak Żelazny Byk uskarża się w Inkwizycji na swędzące rogi i dopytuje o możliwość zdobycia popularnej wśród qunari maści na swędzenie, co sugeruje, że jednak są one unerwione, więc ich usunięcie powinno powodować ból. Obcięte rogi nie odrastają. Na grafikach koncepcyjnych z Inkwizycji qunari mają jedną parę rogów, podczas gdy w Dragon Age II większość qunari miała dwie pary (jedną mniejszą, drugą większą), arishok miał w sumie osiem rogów, a Salit sześć. Nie wiadomo, od czego zależna jest ilość rogów qunari czy ich rozmiar.
https://dragonage.fandom.com/pl/wiki/Qunari#Dragon_Age:_Początek
ps. Istnieje stara opinia, że brak rogów w DA1 wynikał z przyczyn czysto praktycznych. Jeden model głowy kolidujący z hełmami (do czego dorobili też pomysł tatuaży Vitaar zamiast hełmów u Iron Bulla). Więc powiedzieli, że ci Qunari albo odcięli sobie rogi (Tal-Vashoth), albo genetycznie urodzili się bez rogów (Sten).
Istnieje stara opinia, że wynikało to z przyczyn czysto praktycznych. Jeden model głowy kolidujący z hełmami (do czego dorobili też pomysł tatuaży tzn Vitaar zamiast hełmów). Więc powiedzieli, że ci Qunari albo odcięli sobie rogi (Tal-Vashoth), albo genetycznie urodzili się bez rogów (Sten).
Istnieje stara opinia, że wynikało to z przyczyn czysto praktycznych. Jeden model głowy kolidujący z hełmami. Więc powiedzieli, że ci Qunari albo odcięli sobie rogi (Tal-Vashoth), albo genetycznie urodzili się bez rogów (Sten).
To jest jak z MakDolanem - Klientów nie przyciąga smak, tylko marka. Żeby nie odstraszyć klientów trzeba dodać cukru, a odjąć przypraw. Jest słodko i niezbyt wyraziście w sam raz dla całej rodziny.
Jako narzędzie do nauki gry na gitarze, basie i klawiszach, to produkt niedościgniony a wręcz genialny. Jednakże nie bez powodu został zjechany... powiedzieć, że tanio nie jest, to jak nic nie powiedzieć.
- musisz dużo płacić za abonament ~70 zeta za miesiąc - absurdalnie drogo. Darmowa zawartość jest bardzo skromna.
- Mając "grę" na Steam musisz uruchamiać Ubisoft Connect i być ciągle połączonym z Internetem
- Wyskakiwał błąd przez, który nie mogłem uruchomić gry. Support odpisuje, że ma dużo roboty i ma nadzieję, ze problem sam się rozwiąże. Po dłuższym czasie sprawa krążyła pomiędzy 6 osobami. Próbowałem wszystkiego co sugerowali i nic. Ostatecznie sam doszedłem do tego co jest nie tak i sam to naprawiłem (dodałem wszystko od Ubi do białej listy zapory systemu).
- fajnie by było gdyby był podgląd tabulatury całego utworu, żeby można było sobie poanalizować na spokojnie
+ To dalej fenomenalne narzędzie do nauki gry na 3 instrumentach. Nawet z zerową wiedzą o pianinie, w 20 minut nauczysz się grać Odę do Radości.
+ pokaźna biblioteka utworów
Pierwszą czynnością jaką każdy wykonywał i cieszył się za każdym razem był strzał w kolano.
Argument pt. "przecież to tylko fikcja", jest o tyle wadliwy, że kłuci się z powielanym od początku rzekomym atutem "inspiracji historycznych".
Przy każdej części chwalili się a to "to miasto zrobiliśmy zgodnie historycznie", "wstawiamy taki element, bo wikingowie tak robili naprawdę", albo "te postacie historyczne w tym czasie naprawdę mieszkały w tym mieście" czy jak w tym przypadku "czarny samuraj naprawdę istniał".
Kiedy przychodzi co do czego, to wtedy "ej. Jaja sobie robimy! Przecież to tylko fikcja XD" .
To jest właśnie dwójmyślenie.
"Japończycy też często są rasistami i nikt ich za to nie wini."
Poprawka - nie często, tylko w przytłaczającej większości. W dodatku są mega ksenofobami. Po prostu ich kultura nakazuje żeby nie było to widoczne.
Gra z kompletnie zmarnowanym potencjałem.
Niby klimatyczna i wciągająca, ale pod każdym względem toporna i niewyważona.
Gra z totalnie zmarnowanym potencjałem, której nie zapomnę z 2 powodów:
- To jedna z niewielu gier, w których doszedłem do połowy i nie miałem ochoty ich kończyć
- Walka ciągnąca się jak ciepły asfalt. Jak dobrze pamiętam to z jednym bossem miałem kilkunastominutowy pojedynek na zasadzie: ja mu 10 obrażeń, on 9 sobie regeneruje.
W teorii akademickiej może i takie założenia są słuszne do oceny prac dyplomowych tylko, że recenzje nie tworzą zespoły badawcze ani maszyny liczące tylko ludzie bez narzuconych odgórnie matryc ocen.
Co więcej - obiektywizm najczęściej nie idzie w parze z osobistymi preferencjami i odczuciami płynącymi w danej chwili.
Można znaleźć 1000 przykładów z różnych dziedzin sztuki, gdzie film, książka, album muzyczny itp. zgarnia skrajnie różne recenzje i każdy może obiektywnie wg. opisanych przez Ciebie wytycznych uzasadnić dlaczego jest to coś dobrego albo dno, ale ostatecznie i tak chodzi o gusta i doświadczenia. Bo jak ocenić przez "obiektywne i bezstronne, fachowe odniesienie się do głównych warstw dzieła: treści, idei, formy." rzeczy takie jak:
- czy fabuła była interesująca czy nudna?
- czy wokalista miał ciekawą czy nieciekawą barwę głosu?
- czy klimat wywoływał ciarki na plecach?
- czy scena przywoływała na myśl dzieło takie to a takie itp.
Jasne - jest też pewien zbiór cech, które nie podlegają obiektywizmowi, ale należy je odseparować od wrażeń z odbioru. np. nie ma wątpliwości, że Mona Lisa jest jednym z najważniejszych dzieł w historii, ale jak dla mnie jest to obraz brzydki i nieinteresujący. I co z tego, że jakiś wykształcony znawca będzie mi tłumaczył o jego walorach technicznych, skoro mogę wskazać dużo więcej ciekawszych z tego samego okresu.
Recenzja to coś relatywnego, subiektywnego i często pozbawionego obiektywizmu.
Nie ma jakiejś matrycy oceniania na zasadzie - "jeden minus znosi jeden plus".
W swoim życiu grałem w wiele gier, które miały coś tak mega spartolone, że za ten sam element powinny być oceniane na 4/10, a mimo to cała reszta nadrabiał czymś co zachwycało i na końcu było 8/10.
Ileż to było "symulatorów chodzenia", które za swoją gameplayowość powinny być nie uznawane za grę tylko film, a mimo to klimat wywalał poza skalę?
Ile było shooterów bez fabuły, które dzięki akcji wciągały bez końca?
Ileż było gier indi bez fabuły, bez akcji i bez klimatu, ale dzięki mechanikom ludziom odwalało na ich punkcie?
Także... ocenił na tyle, bo tak mu się podobało. Kto inny niech ocenia inaczej.
Ta część naprawiła większość wad poprzedniczki.
Naprawdę pod wieloma względami może stanowić wzór do naśladowania zarówno pod względem fabuły jak i gameplayu.
Jestem w pewnego rodzaju szoku... nie wiedziałem czy to ze mną jest coś nie tak, ale potem zobaczyłem, że jednak większość zjechała tę grę.
Zmiany mechanik względem serii nie tylko rozczarowują kogoś, kto oczekiwał klasyki, ale też były dla mnie zwyczajnie nieatrakcyjne. Mówiąc wprost - nie wiedziałem jak w to grać i przyjmować strategię. W pewnym momencie miałem obok siebie bazę swoja i przeciwnika, a pomiędzy nimi ciągle dobudowywane jednostki - wygrywa ten kto szybciej zdąży naklikać nowych jednostek "na pałę".
Prawdziwa perełka i wzór do podpatrywania dla każdego studia, które chce robić RPG w przygodowo narracyjnym stylu
PLUSY:
+ Nietypowe realia.
+ Klimat
+ Przemyślane mechaniki odróżniające grę od innych
+ fajny system walki - prosty a zarazem bardzo pomysłowy
+ Nieoklepane wątki
+ chce się w nią grać ze zrozumieniem a nie tylko przeklikiwać się przez dialogi
Minusy:
- Część grafiki w 3D jest mocno... symboliczna i skrajnie budżetowa
- Pomimo tego, że trudność jest całkiem dobrze zbalansowana, to zbyt łatwo jest zrobić naprawdę niszczycielskie talie. Przykładowo przy pierwszej formie ostatniego bosa najpierw poległem, a po kilku zmianach pokonałem go w 2 turze :D
- Brak wersji polskiej. Normalnie nie był by to taki problem, ale... gra zawiera dużo tekstu wymagającego zrozumienia, pełno specyficznych wyrażeń, których po angielsku nie używa się na co dzień (np. mało kto będzie wiedzieć, że "brine" to "solanka"), ale także sporo rusycyzmów, które w wersji angielskiej gubią swoje znaczenie i kontekst albo pasują jak kwiatek do kożucha. W polskim brzmiały by bardziej naturalnie (typu "cerkiew" a nie "church" itp.). Wersja angielska także kłuci się z rosyjskim dubbingiem. Przykładowo oryginalnie jest używane sporo zdrobnień imion (np. Nikolaj i Kola), a w angielskiej prawie nie ma ich w ogóle.
Fajna gra z niewykorzystanym potencjałem na bycie sztosem.
Niewątpliwe plusy:
- wspaniałe udźwiękowienie
- momentami miażdżący klimat
- bardzo dobre przełożenie obłędu bohatera na "język gry"
Problemy jakie ją trapią to:
- Momentami niezbyt sprawna reżyseria skutkująca wrażeniem łączenia wątków na łapu-capu.
- Fajnie by było gdyby zachodził większy poziom interakcji - momentami tracą tzw. "symulatorem chodzenia".
- Skoro już pojawia się cos takiego jak system rozwoju postaci, to mógłby on mieć jakiś większy wpływ na rozgrywkę.
- Mimo, że gra powiadamia nas o wpływie decyzji na fabułę, to praktycznie nie da się tego odczuć.
Ta "hirołsowość" była jak dla mnie zbędna i słusznie, że w dwójce z niej zrezygnowali. Zaowocowało to pośrednio większą spójnością i lepszym balansem.
Serio domyślną platformą ma być PC?
Patrząc na screeny pomyślałem, że nawet jak na mobilkę coś za bardzo trąca grami flashowymi z okolic 2005 roku.
"myśli kotłujących się w głowie celtyckiej wojowniczki "
Senua nie jest Celtem tylko Piktem.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Piktowie
Gra z kategorii - nie najlepsza, ale wyjątkowa. Na tyle wyjątkowa, że pomimo wad każdy, kogo znałem przechodził ją po kilka razy.
Jadu jak jadu (i rynsztokowego języka)... ale ile bólu konsolowej nacji zachwycającej się bijatykami i platformówkami jako szczytem gamingu XD
ps. od momentu kiedy na PC pojawił się Doom i (chyba) żadna konsola tamtego okresu nie była w stanie ani go dobrze portować, ani zrobić gry równie dobrej, to wyraźna przewaga konsol zwyczajnie się skończyła, po czym nastała kilkunastoletnia era "przewagi" na zasadzie "na PC nie ma bijatyk i platformówek". Czyli żadna przewaga. Była też faktyczna przewaga w postaci wolniejszego starzenia się sprzętu, bo komp już po pół roku potrafił mieć np. za mało ramu, ale nikt na to wtedy tak nie patrzył a bardziej na koszt co raz to nowych technologii (stąd też wspomnianemu Nrgeekowi wolno działał TR a nie dal tego że PC to słaba platforma).
Doskonale pamiętam, że gracze wtedy dzielili się na dwa typy - konsolowych z przerobionym PlayStation i tych, których było stać na 3-4 razy droższy komputer (bez jakiegokolwiek umniejszania komukolwiek z powodów finansowych - sam musiałem swoje odczekać na przejście na PC bezpośrednio z Pegazusa).
Chyba w snach ludzi, których nie było stać wtedy na komputer.
Jak ktoś grał wtedy w strategie, RPG albo FPS to konsole to były zabawki dla dzieci grających w platformówki o zbieraniu monet.
Najlepiej to pokazuje stan portów gier z PC na inne platformy - zawsze kompromisy jakościowe i gameplayowe.
To był sarkazm w kontekście powyższego komentarza (zdaje się dziwnie pozbawionego kontekstu).
Thorgal był dziełem 2 osób, a głupie stwierdzenie, że Rosiński "tylko rysował" to jak powiedzieć w kontekście Poszukiwaczy Zaginionej Arki, że "Steven Spielberg był tylko scenarzystą, bo scenariusz napisał Lawrence Kasdan". Jakie "tylko rysował"? W komiksie? Formie wizualnej? Przecież całkowicie opracował styl, klimat, wygląd postaci itp. Komiks to nie książka z bonusowymi ilustracjami do rozdziałów, żeby "tylko rysował".
"Thorgal nie jest polski, polak tam tylko rysowal."
Thorgal nie jest belgijski, belg tam tylko scenariusz pisał i to po francusku.
(i to do zaledwie do 29 tomów z 41 serii głównej)
To ma być remake?
To jest REMAKE (i to z polskim rodowodem)
https://www.youtube.com/watch?v=8dKn0aZwqIY
Dorzucę tylko wyimek relacji z praktyk znajomej, jak to ich opiekun/wykładowca z tytułem doktora pozycje do nadzorowania czy dobrze kopią przyjmował siedząc na krawędzi wykopu. W jednej ręce parasolka (przed słońcem) w drugiej puszka Warki.
Panowie... że jakaś gra była w klimacie horroru lub "straszna" to nie jest tożsame z byciem "survival horrorem" jak powszechnie się rozumie ten gatunek.
Nawet samo Alone in the Dark jest przez niektórych uważane za bliższą grze przygodowej ze względu na to, że jest mało racjonowania zasobów a więcej szukania w notatkach sposobu na pokonanie jakiegoś wroga konkretnym przedmiotem.
"Cztery lata później główny reżyser pierwszej części Resident Evil przyznał, że gdyby nie zagrał wcześniej w Alone in the Dark, Resident Evil od początku byłoby grą FPP."
A który konkretnie? Bo jeden z twórców zarzekał się, że w ogóle nie słyszał o tej grze ;)
A co do tego czy był to pierwszym survival horrorem to dyskusje na ten temat są mocno podzielone. Jedni mówią, że takie gry były już wcześniej (np. Sweet Home z 1989), tylko w prymitywniejszym stylu. Inni zaś twierdzą, że Alone in the Dark jest bliżej do gry przygodowej niż survival horroru.
Poznałem w swoim życiu kilkunastu archeologów i powiem tylko, że standardowy zakres ich codziennych czynności podczas wykopalisk oscyluje gdzieś pomiędzy przegrzebywaniem cienkich warstw ziemi a piciem piwa na kaca.
Poza wykopaliskami jeśli nie uczą przyszłych archeologów to szukają pracy na przeżycie do następnych wykopalisk.
Także dopatrzyłem się sporej nieścisłości w metodach działania Lary i Indiany.
Otóż tak też się stało, bo parę lat temu natrafiłem na stronę gdzie z pewnością były wszystkie numery Resetu, ŚGK i paru innych.
detali nie pamiętam.
Clicka miałem najwięcej, bo był tani, potem doszły płyty z pełnikami i trafiał do grupy wiekowej jaką wtedy reprezentowałem (coś około 13 lat), ale z perspektywy czasu to straszny paździerz i porównanie do "Pani Domu" jest jak najbardziej na miejscu.
CDA, Secret Service, Gry Komputerowe i ŚGK były bardzo spoko, ale ja najlepiej wspominam Reset. Nawet teraz sięgając po egzemplarze mające ponad 20 lat dalej czuje się specyficzny klimat, a teksty dalej czyta się dobrze. Nie wybaczę sobie, że większość egzemplarzy straciłem niegdyś przy przeprowadzce.
Popsuję, tę serię artykułów.
Po części ze starości, a po części, że są ciekawsze niż te newsy na które wszyscy narzekają.
Od czasu kiedy wypuścili pierwszy sezon czytałem ze sto teorii o tym serialu.
90% obaliło się samych wraz postępem fabuły. Pozostałe 10% i tak jest w najlepszym przypadku naiwne.
Więc... po co ktokolwiek z twórców miałby sobie zadawać trud, żeby obalać jakieś banalne teorie fanowskie?
Ubolewam nad anulowaniem Dead Sun. Pomimo tego, że to stylistycznie reebot typowy dla tego okresu (co nie jest superlatywą ;) ) to i tak biorąc pod uwagę, że miał być wydany na PS3, PS4 i XBoxa360 wyglądał naprawdę imponująco.
https://www.youtube.com/watch?v=XVlvJJt5jWE
W pewnym sensie to jest plus. Ta moda na gry z opcją "pacyfisty" pod płaczkiem swobody rozgrywki zazwyczaj oznaczała, że gra była banalnie łatwa nie tylko dla osób, które tak grały, ale i tych którzy woleli walkę.
Biorąc pod uwagę, że The Outer Worlds - choć fajne, to jednak średniak i to męczący, to nie wiem czy kiedykolwiek bym się skusił na pogranie. Nawet jeśli było by za darmo. I to nie jest hejt, tylko wizja nudnej eksploracji i chaotycznej i zbyt łatwej walki. Obym się mylił.
Jeśli jest to plagiat, to zrobiony po mistrzowsku.
Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka masz automatyczne skojarzenia z konkretnymi pokemonami, to żaden model nie posiada identycznych cech skopiowanych 1 do 1.
Niegdyś przyswoiłem sporo informacji z prawdziwych spraw o naruszenia praw autorskich i stawiam dolary przeciwko orzechom, że nawet Nintendo by nie obroniło takiej tezy.
W zasadzie to nie Warcraft 2 zyskał nowe życie, tylko Reforged.
I nie jest to w żadnym stopniu "gruntownym odświeżeniem Warcrafta 2", tylko przeniesienie historii z W2 na silnik innej gry.
"Kooperacja na wspólnym/dzielonym ekranie"
I tym uzyskali państwo moje zainteresowanie.
Nie tylko takie pomysły nie są niczym nowym, ale chyba trzeci raz w ciągu ostatnich 3-4 lat słyszę, że Sony coś takiego zapowiada :D
Jak na dzisiejsze stawki, to za grę z tego roku to taniusieńko.
Jak głosi ludowa mądrość - "nie oglądaj się za siebie, bo Ci..."
Nie mniej jednak polecam się zastanowić krytycznie czy nowy kontent będzie przynajmniej zbliżony jakościowo do tego co były do tej pory.
Czy tak czy siak życzę powodzenia.
Chatgpt to nie odpowiednie narzędzie, ale istnieją inne działające maszynowo, z których korzystają grupy robiące amatorskie tłumaczenia. Np. do Pathfinder Wrath of the Righteous zrobili takie, które niczym nie ustępuje tym profesjonalnym a jest to prawdziwy ogrom tekstu.
Nie mniej jednak to dalej jest praca dla kilku osób nawet na kilka miesięcy, bo AI pewnych rzeczy nie zrobi - to wszystko trzeba sprawdzić, przeczytać, wprowadzić korekty, przetestować... Małe studia mogą nie tylko nie mieć na to funduszy, ale zwyczajnie taki nakład się im nie zwróci.
"dziwi mnie raczej, że PC jest dzisiaj traktowany jako sprzęt do grania,
powinni wszyscy olać i wtedy było by mniej problemów z optymalizacją wszystkich wersji itp. PC to narzędzie do pracy i przeglądania internetu, konsola do grania i tyle."
Dziwi mnie, że samoloty służą jako środek transportu pasażerskiego skoro są pociągi.
powinni wszyscy olać i wtedy było by mniej problemów z budowaniem infrastruktury.
Samolot to statek transportu towarów a pociąg do jeżdżenia między miastami i tyle.
A mieli już zaprzestać dodawania rzeczy.
To ja sobie jeszcze poczekam na drugie przejście i dodatek tak z rok albo dwa, bo się jeszcze okaże że w tym czasie rozpędzą się na kolejne DLC.

Biorąc pod uwagę, że znowu zostaje sam to jest min. rok 1991 a zatem wychodzi gra Home Alone na NES i SNES.
Bach! Incepcja.
Wszystkiego najlepszego Kevin - przeżyj to jeszcze raz.
Wesołych Świąt.
Taka ciekawostka - istnieje mod do połączenia ze sobą Might and Magic VI, VII i VIII
https://www.youtube.com/watch?v=yG9g2byXR2c

Jak każe obyczaj — przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę — w tym przypadku z BG2.
Minsc jest niezbędny do pokonania zastępów emerytów walczących o karpia.
Jaheira jako druid musi załatwić odpowiednią choinkę z lasu.
Jan Jansen jako fachura iluzjonista przyozdobi ją magicznymi efektami świetlnymi.
Anomen jako kapłan będzie odśpiewywać kolędy, a jego podobieństwo do (późniejszego) Georga Michela może zachęci wszystkich do odsłuchania Last Christmas przy akompaniamencie Haer'dalisa.

W kwestii śpiewania można powiedzieć, że jestem jaroszem, dlatego najodpowiedniejszym kompanem będzie Gordon Freeman.
Puścimy sobie na podkład "Cichą noc" i tak będziemy raczyć się klimatem do rana.
na 5 roku studiów humanistycznych, na jednej z prestiżowych uczelni, tylko dwie osoby z sześćdziesięciu umiały rozwinąć akronim PZPR.
-> https://www.youtube.com/watch?v=bBMfZ9xBSnA
A byli tacy co myśleli, że to Polski Związek Piłki Ręcznej? :D
Często na tych promocjach gra kosztuje w sumie tyle ile powinna kosztować gra mająca tyle lat. Z drogiego na normalnie.
Gratuluje. Wielu ludzi pisało, że nie działa.
Z przeglądarki nie dodasz - woła, że niedostępna na rejonie, ale z lanczera wchodzi normalnie.
Ceny nowych gier to jedno. Pomijając rynek używek (który wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś), to stare gry często wcale nie są tanie jak można by sugerować się ich wiekiem. Często 8-10 letnia gra potrafi na Steamie chodzić bez promocji po ~170 zeta (np. GTAV).
O ile mi wiaomo to to poniżej za jakiś czas będzie zawierać ten dodatek.
https://www.nexusmods.com/pathfinderwrathoftherighteous/mods/342?tab=description
Polecam jednak być offline żeby się nie aktualizowało (albo w zależności od platformy wyłączyć to), bo ciągle wychodzą hotfixy i się pierniczy.
Tak po prawdzie to sama kampania była okropna, ale i tak wszystkich interesował splitscreen, który był dostępny nawet w demie.
"Ja nie pamiętam, aby disco leciało na tvp1 czy tvp2. "
Discopolo leciało na Polsacie, który uchodził wówczas za... hymm... coś z zagranicznym rozmachem ;) O ile dobrze pamiętam to jeden program w sobotę i jeden w niedzielę albo obydwa w niedzielę.
"Disco polo rządziło na wsiach. W miastach gusta muzyczne kreowała VIVA i VIVA 2 ;)."
Viva to późniejsze lata '90 i to dla tych, którzy mieli kablówkę. Pomimo tego, że discopolo królowało na wsiach, to w miastach też słuchali go wszyscy nawet jak się im nie podobało - dla beki i z ciekawości. Przypominam, że w publicznej telewizji były tylko 4 kanały (w tym program lokalny, którego nikt nie oglądał) i żadnych Internetów i jak chciało się coś innego , to albo to co leci, albo do wypożyczalni VHS, lub przegrać od znajomych.
"Czemu? Bo pampersy i mleko w proszku były trudniej dostępne? Ha. Lata 90te to ostatnia dekada żniw dla lokalnych przedsiębiorców. Co się wyprodukowało, to się sprzedało."
Przedsiębiorcy mogli się wtedy nieźle dorobić, ale przeciętni ludzie zwykle zarabiali mało, często byli oszukiwani przez cwaniaków i było bardzo duże bezrobocie. Wtedy też najpopularniejsze hasło pracodawcy to "jak ci się nie podoba, to na twoje miejsce mam 10 innych". W dodatku po prywatyzacjach zakłady upadały. To wtedy też zaczęły się problemy górnictwa gdzie ludzie podpisywali odpłatne umowy, że nawet nie będą nawet podejmować zatrudnienia w tej branży i szukali pracy po kilka lat. Bardzo dobrze pokazują to kultowe seriale dokumentalne "Serce z węgla" i "Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym".
To tak jakby powiedzieć, że nie można rozdawać za darmo biletów na wystawę van Gogha albo reprodukcji z drukarki.
Ekwiwalentem obrazu byłby kod źródłowy, a tego nie rozdają.
Rozdając grę czyli wejściówkę na wystawę przysługują się popularyzacji dzieła zamiast trzymać je za szybą w zasiedziałym muzeum.
"W RPG handlarze powinni oferować tylko podstawowy sprzęt, a najlepszy pochodzić z tylko łupów."
Z jakiej racji "powinni" i w jakich grach tak było? Ja kojarzę tylko takie rozwiązania w grach nastawionych na walkę jak hackandslashe, dungeon crawlery (też nie wszystkie) i i soulslajki.
W większości klasycznych RPG unikatowe sprzęty do znalezienia były na konkretnych przeciwnikach, w "skrzyniach" jak i były zwyczajnie do zakupu.
przypadkowy komentarz do usunięcia
"Prezentują je króciutkie gameplay trailery."
Panie! Powiedzieć "króciutkie" to jest aż zanadto - toż to po 5 sekund ze stoperem w ręku.
Na ich miejscu bał bym się i wstydził pokazywać.
To dlaczego twórcy stawiają na mikropłatności to pytanie retoryczne. Zatrudniony grafik wymodeluje Ci coś w czasie ekwiwalentu kilkuset dolarów i zarabiasz na tym że ja...
To dlaczego gracze płacą za cyfrowy szpej jest raczej niepokojące. Widzę w wielu grach, masę ludzi średnio umiejących grać, za to z toną kosmetyki, na którą musieli wydać więcej niż kosztuje nowa gra.
"kto chce niech wydaje nawet caly majatek na mikrotransakcje kogo to interesuje :d"
W zasadzie to powinno zainteresować tych ludzi i ewentualnie ludzi dających im pieniądze. Większość ludzi nie potrafi ani sensownie zarabiać ani dysponować swoim budżetem. Tak jak w przypadku alkoholu czy papierosów, kosmetyka jest czymś totalnie zbędnym w życiu i jest kupowana głownie przez ludzi, których w zasadzie na nią nie stać.
Jak ktoś chce to dowody są w internecie. Jakiś czas temu szukałem co historycy mówią na jego temat i generalnie wnioski są takie że miał tytuł z nadania, był swojego rodzaju maskotką i nie wiadomo czy w ogóle mówił po japońsku (jeśli dobrze pamiętam). Sam fakt posiadania przez niego broni jest na zasadzie "jak miał tytuł to musiał mieć broń, bo to było ze sobą ściśle związane", ale nie wiadomo czy z niej korzystał. Natomiast kiedy przyszło co do czego jego pan (tj. którego był samurajem) zginą w walce, to ten się zwyczajnie poddał wrogowi, co zaledwie sugeruje, że nie brał udziału w walce, ale na pewno świadczy o tym, że nawet nie był obyty z samurajską honorową etykietą.
"Chcesz lekcje historii?"
Nie potrzebuję lekcji historii tylko tworów kultury, które nie są miałkie ani przekłamane.
Dla przeciętnych ludzi informacja "bazujący na postaci historycznej" to punkt zapalny do wypaczenia historii w masowej świadomości. Nie będzie dla nich różnicy i prostym systemem skojarzeń wmówią sobie tak jak autor powyższego tekstu: "wzorowany na prawdziwym samuraju, który był pierwszym czarnoskórym wojownikiem w historii Japonii".
Nie było by to dla mnie problemem, gdyby nie sugerowali, że to właśnie ten konkretny człowiek - powinni zrobić sobie jakiegoś własnego afro-samuraja. Może wtedy było by to bardziej miałkie, może trudniejsze do uzasdnienia ale nie tworzyło by przekłamań.
"Z kolei postać Yasuke ma być wzorowana na prawdziwym samuraju, który był pierwszym czarnoskórym wojownikiem w historii Japonii."
Cóż... to jest delikatnie mówiąc przekłamanie żeby nie powiedzieć brednia.
Historyczny Yasuke może i miał nadany tytuł samuraja, ale znaczył on mniej więcej tyle co w świecie nauki doktor honoris causa. Nie był wojownikiem (i prawdopodobnie nigdy nie walczył) a jedynie nadworną ciekawostką.
To może i bardziej lub mniej świadoma, ale jednak kolejna próba robienia ludziom wody z mózgu w Netflixowym stylu.
W życiu to jest tak, że albo pokonujesz problemy, albo je racjonalizujesz i się z nimi integrujesz.
"Relacje parasocjalne" to brzmi ładniej niż "zaburzenia socjalne".
A to sorry. Źle przeczytałem. Nie mniej jednak nie specjalnie zmienia to tonu wypowiedzi, którą łatwo odebrać jako wywyższanie się. Jeśli miało to kogoś zachęcić jak piszesz, to najpierw ktoś musiał by być podatny na tzw. "motywację negatywną", a z tego co wiem to na mało kogo to działa.
"Na szanujących się forach (growych) dostałbyś za takie coś ostrzeżenie i twój komentarz zostałby usunięty. "
Chciałbyś ;)
Chciałeś coś na mnie znaleźć? To nie jest żadne "off top" ani "troll", tylko riposta i nie wytykam mu żadnych konkretnych "znaków interpunkcyjnych, literówek lub błędów językowych" tak jak napisałeś. Typ nazwa innych "typowymi polaczkami" robiąc z siebie eksperta a jednocześnie ma problem z napisaniem kilku zdań w sposób tak rażący, że nie trzeba być polonistą aby to dostrzec.
Jeśli tak przyjmujesz krytykę, to lepiej nie promuj się gdziekolwiek, gdzie jest możliwość komentowania, a tym bardziej nie nazywaj z marszu innych per "Typowe płaczki".
Zahaczyłem o tę branżę i powiem tak - od środka to nic fajnego.
Praca - męcząca i zniechęcająca. Użeranie się z masą ludzi, często próbujących cię wydymać. (Ja przynajmniej miałem fajny zespół). Orka na ugorze, nadgodziny itd.
Kreatywność - pozorna. Codzienność to okrutna monotonia i robienie tego co aktualnie potrzeba a nie tego co chcesz czy na co masz pomysł.
Pieniądze - żenada. Większość specjalistów (programistów, motion designerów itp.) w innych branżach zarobi lepiej, ale dużo lepiej.
Ze względu na to, że niedawno przechodziłem to zacytuję sam siebie i uzasadnię, że w zasadzie choć chciałem ją pokochać, to jest jedna z mniej udanych gie Obsydianu:
No niestety... niby fajnie. Jest potencjał... ale się zawiodłem w jakimś sensie.
Coś pomiędzy New Vegas, Mass Effect, Borderlands a Deus Ex... ale nie jest w tym dobra jak te tytuły i brak tej grze ładunku własnego co skutkuje wrażeniem zmarnowanego potencjału. Mistrzostwo świata to to nie jest, ale ostatecznie gra się nieźle. Zapewne dużo lepsze wrażenie zrobi na kimś, kto skupi się wyłącznie na wątku głównym i dodatkach a całkiem oleje opcjonalne questy.
PLUSY:
+ dużo polotu i stylistycznej tożsamości. Fajny design.
+ dość zabawna
+ dużo fajnych wątków
+ fajny lore
MINUSY:
- niska tożsamość gameplayowa - za mało jest shooterem, za mało rpg, za mało skradanką, za mało caraftingiem, za mało "exploratorem". wszystko jest dosyć mało satysfakcjonujące w odbiorze.
- chaotyczna walka z mała liczbą opcji działania.
- gra jest za łatwa nawet na wysokim poziomie trudności, grając postacią na gadanie :D. Wykonywanie questów nie wiąże się z żadnymi wyzwaniami. Skille są niby po coś... ale jak ich nie masz to i tak wszystko zrobisz...
- niektóre wątki strasznie płytkie i miałkie (np. zadania towarzyszy polegające na przyklękiwaniu się przez dialogi i zwiedzeniu kilku miejsc) nic do zrobienia samodzielnego - po prostu idziesz od znacznika do znacznika i albo masz zdolność do zrobienia czegoś, albo nie i rozwiążesz to inaczej. Wszystko podane na tacy - w wszędzie strzałka prowadzi cię do celu jak magnes. Po prostu nie czuć sensu robienie czegokolwiek.
- Towarzysze bez polotu
One Winged Angel
"W wywiadzie dla serwisu Polygon artysta przyznał, że inspirował się baletem Święto Wiosny autorstwa Igora Strawińskiego."
Tu jest potrzebne pewne doprecyzowanie - pisząc ten utwór chciał wpleść inspiracje rockiem lat '60/'70 i jak przyznawął niegdyś motyw otwierający byl zainspirowany bezpośrednio “Purple Haze” Jimiego Hendrixa.
275 zeta?
Kurła... coś drogo jak na takie leniwe "porty" (bo nie do końca remastery) gier mających kolejno 25, 22 i i 19 lat...
pomerdało psa i łańcuch...
"Historia owej protagonistki ma być rzekomo zbliżona do tej Bayeka z AC: Origins. Członek Zakonu zabije jej ojca, a ona postanowi się zemścić i w konsekwencji zostanie shinobi."
Przecież to jest pseudo-fabuła zbliżona do co najmniej połowy z AC :D
Jak to ktoś określił po przejściu kilku części "zabili mu chrzestnego i teraz będzie się mścił robiąc kilometry po mapie."
A ja powiem tak - ograłem się to w tyle i naoglądałem nawet tych części co w nie grałem (jak dziewczyna gra), że nie jestem w stanie nawet przez myśl przepuścić chęci na sięgnięcie po jakąkolwiek, choćby mi mieli dopłacać za granie. Nie zobaczę ani nić nowego, ani wciągającego a rzutkiej fabule to zapomnij całkiem.
To tak jak się przepijesz za mocno jakimś "wynalazkiem" i przez lata wzdryga cię na samą myśl.
Oftopowanie to też przypisywanie antypolskości.
Jak się doszukujesz antypolskości w tym, że jeden amator robiący grę po godzinach nie dodał polskiego jeżyka w pierwszej kolejności to lepiej się zapisz do forum jakichś bojówek nacjonalistycznych, a nie jakichś tam antypolskich gier.
"Bo w jakim celu to mówią? Robią dla Chińczyka, a Polaka zachęcają do kupna czym? Tym, że to niby "polskie"
Śmiechu warte! Skandaliczne. Sami tu polscy "patrioci".
To jest antypolskie w sumie."
Powiedział człowiek z pseudo chińskim nickiem i awatarem :D
Ludzie... to robił JEDEN człowiek po godzinach... nie żadni "producenci".
Teraz będzie siedział i swój czas poświęcał na dorobienie tego języka, co w życiu mu się nie zwróci finansowo"
"Ma sens, bo to dotyczy całej branży, a nie tylko tej gry."
Gra hobbystycznie dłubana po godzinach to nie stan branży.
"Niech łaski Polakom teraz nie robią. "
Typ właśnie robi łaskę, bo chce poświecić może i kilkadziesiąt wieczorów żeby dorobić wersje polską i to bez żadnych powodów finansowych.
Sytuacja wersji PL analogiczna jak z Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest.
Zadałem niegdyś pytanie jednemu z twórców (bodaj na kanale podcastowym GoLa) jakiż był tego powód, na co ten odpowiedział, że dla tak małego studia to parę miesięcy pracy równej kilkunastom tysiącom złotych (tłumaczenie+implementacja+testowanie) i biorąc liczbę sprzedanych sztuk to wysiłek, który nigdy się nie zwróci.
Ten konkretny przypadek jest dużo mniejszy, ale robiony hobbystycznie po godzinach. Jak typ co to robi, będzie chciał spędzić kilkanaście/kilkadziesiąt wieczorów za które nie otrzyma równej gratyfikacji, zamiast np. spotykać się ze znajomymi czy siedzieć z rodziną, to jego prywatna decyzja, więc jakiekolwiek ubolewanie nad stanem branży jest co najmniej nie na miejscu .
" Premiera tygodnia - Forgive me Father 2, a w tym samym tygodniu Hellboy wychodzi..."
Kto gameplay widział, ten na Hellboya raczej nie czeka...
Techland nie jest Chiński, tylko Chińska firma jest jego akcjonariuszem większościowym ;)
Różnica jest tez taka, że DL2 nie powstało z inicjatywy Chińskiego akcjonariusza, tylko polskiego studia, a LotF z inicjatywy polskiego właściciela.
Od lat powielany temat, że oceny punktowe nie mają sensu, a przynajmniej tam gdzie wiele osób ocenia gry z wielu gatunków.
Bo to jest subiektywne, ale musi być też obiektywne... bo wady nie zawsze zakryją zalety... bo zalety nie zawsze zakryją wady... bo jak gra ma średnią ocenę przez cośtam, to nie znaczy, ze nie jest warta przejścia... bo się nie urodził taki co by wszystkim dogodził... i tak dalej i tak dalej.
Ocenił to ocenił i nie ma co drążyć tematu.
Co się w tym marketingu robi z logiką, żeby aktualną generację nazywać "nową" przy grafice i technikaliach nie odbiegających do generacji poprzedniej?
"Wiec niech sobie odpuszcza ta walke z wiatrakami."
Z pewnością odpuszcza sobie miliardowe zyski żeby jakiś mały dział nie musiał się męczyć z walką z wtyczkami ;)
Youtube - tam znajdziesz lepszych i bardziej merytorycznych pasjonatów sprzętu aktualnego, sprzętu historycznego/retro, gier wszelakich gatunków .
Wyżej wymienione osoby widziałem średnio raz w życiu, po którym stwierdziłem "Jakim trzeba być [niedomówienie] żeby się zachwycać takimi [niedomówienie]".
Teraz mam odpowiedź.
Ah młodość, naiwność, brak doświadczenia w rozpoznawaniu "lewizny"....
Wątpię aby producenci myśleli o sprzęcie w takich kategoriach, zwłaszcza, że ten sprzęt wcale nie był taki znowu beżowy jak zakłada autor, tylko jasno szary. Beżowy robił się głównie z czasem a różnicę widać np. na filmach ludzi zajmujących się odnawianiem starych sprzętów. Woda utleniona + światło UV przywraca oryginalny kolor tak jak np. na tym filmie pewnego znanego outubera:
https://www.youtube.com/watch?v=SO4mjEasdTM
ps. czarne komputery tez nie były niczym niezwykłym np. ZX-81 z 1981, ZX Spectrum z 1982 roku, standard MSX różnych producentów od 1983 czy Amstrad CPC 464 z 1984.
Zaprzeczasz, że to było by rozwiązanie? Chyba raczej temu jak twoim zdanie powinno być zrobione.
I co z tego że spowoduje większe obciążenie w trybie fotograficznym skoro sam tryb fotograficzny zmniejsza obciążenie niż regularna gra? To w żadnym stopniu nie oznacza, ze takie rozwiązanie było by niepoprawne. I w ogóle co z tego skoro - powtarzam - nijak się to ma do tego konkretnego przypadku gdzie zrobili jak zrobili.
Zresztą zobacz sobie jak wygląda praca na boxie w unreal engine:
https://www.youtube.com/watch?v=rnwnMs77mLw
Emiter musi być przypisany do boxa wyznaczającego jego obszar, dopiero box jest przypisany do ruchu kamery.
Nie wiem po co się pultasz i piszesz o innych grach, skoro w tym konkretnym przypadku gdzie box wyznaczający granice deszczu jest za mały (i to jest ewidentnie sednem całej sprawy) , to jego powiększenie by rozwiązało problem. No zaprzecz, że to by nie pomogło.
Jakby to mialo dzialac skoro tryb foto zatrzymuje gre i renderuje ciagle ta sama klatke?
Nie renderuje klatki tylko obiekty są zatrzymane w ruchu czyli mają stałe dane o ich położeniu w osi XYZ (w uproszczeniu) ty obracasz tylko kamerą wokół nich. Wystarczyło by, żeby w momencie przejścia w tryb foto sześcian wyznaczający granice deszczu się powiększył i nie było by problemu.
Tak, ale trybie foto to technicznie nie miało by to jeszcze więcej sensu, bo jeśli byś obracał kamerę to gra musiała by co chwilę przeliczać deszcz na nowo.
A i tak przy większym oddaleniu klatki by spadały, co i tak ma marginalne znaczenie w trybie foto.
Tak gwoli ścisłości:
Przypisanie deszczu do modelu postaci jest całkowicie prawidłowe.
Błędem jest nieuwzględnienie, że w trybie foto box wyznaczający granice deszczu się nie powiększa.
Bo jak można przypisać deszcz do postaci i dać graczowi tryb foto w którym widać, że nad graczem jest chmurka deszczu jak w kreskówce?
Przypisanie deszczu do modelu postaci jest całkowicie prawidłowe. Błędem jest nie uwzględnienie, że w trybie foto box wyznaczający granice deszczu się nie powiększa.
W grafice 3D efekty globalne mają dużo mniej sensu, niż takie nałożone na obiekt wyznaczający punkt odniesienia i granice działania. W tym przypadku to multiplikujące się krople padające w konkretny sposób są przypisane do niewidocznej bryły przestrzennej, która to z kolei jest przypisana do modelu postaci. To że deszcz byłby przypisany do kamery nie rozwiązało by problemu podczas trybu fotograficznego, bo raz, ze kamera trybu fotograficznego nie jest kamerą gracza więc poruszając nią miałbyś przypisane ruch kropli do ruchu kamery i majtąłbyś nimi przy każdym ruchu a dwa, że obszar na jakim pada deszcz wcale by się nie zmienił, bo dalej byłby tym samym boxem.
Aby to naprawić, po prostu w trybie fotograficznym box deszczu musiałby się znacząco powiększać.
"takie oczywiste ze nie powinno sie tego robic a jednak nvidia tak zrobila? "
Nie napisałem, że nie powinno się tego robić, tylko że tak jest lepiej tzn. Łatwiej, mniej komplikacji i bezpieczniej.
Inna firma, inna polityka i być może nie inny poziom relacji z partnerami biznesowymi tzn. z twórcami gier - oni też muszą w to wkładać pracę i to czy chcą nie jest takie oczywiste, bo nie mają pewności czy się im ta praca zwróci.
czemu fsr 3 mialoby sie sypac ze wzgledu "optymalizację i to że ktoś ma za słaby komputer"?
Nie napisałem, że maiło by się przez to sypać, tylko jeśli by się sypało (samo w sobie) , to jakiekolwiek pokazywanie efektów tej technologii nie miało by sensu. Co to wtedy za promocja?
Ludzie... toż to są na razie próby i testy. Dajcie im się rozkręcić.
1) Przecież to oczywiste, że lepiej pokazać to najpierw na mniej popularnych i względnie starczych grach. Jakby to było dajmy na to w nowym Starfieldzie i gra się sypała ze względu na optymalizację i to że ktoś ma za słaby komputer, to jak dojrzy działanie tej technologii?
2) Do tanga trzeba dwojga - nie tylko AMD decyduje gdzie to będzie użyte, ale też dany deweloper musi to zaimplementować w swojej grze.
Nie zawsze.
Biegacze maratonowi są na to żywym dowodem - nie jest to rzadki widok jak dostają sraki od tych żeli energetycznych. Przycupną i biegną dalej żeby siary nie było (większej).
Mogę się tylko domyślać do którego komentarza odpowiadasz, bo napisałeś pod kimś innym. Symetryzm o jakim napisałeś to absolutnie nieprawda - nie ma żadnego "dokładnie to samo" - Ukraina nie jest nawet w 1/10 taka jak Rosja nawet gdyby się starała przez następne sto lat, choćby dlatego, że ma za krótką historię żeby to wszystko nadrobić.
Za każdym razem kiedy komuś od**** i kogoś zabije, jeśli media uzyskają informację o tym, że nałogowo słuchał jakiejś muzyki lub grał w jakąś grę z zabijaniem to na 99% procent o tym wspomną choćby w 1 zdaniu. Bo w sumie czemu nie skoro liczba znaków musi się zgadzać?
To jest kraj z ogromną tradycją i kulturą[...] ale nie odmawiaj im bycia narodem, nazywając ich terrorystami. Tak rodzi się nienawiść i inne zboczenia ideologiczne"
Ty się dobrze czujesz? Co z tego, że mają swoją kulturę (którą nieco znam i wcale nią nie gardzę), skoro to przede wszystkim kraj największych zwierząt - złodziei, alkoholików, gwałcicieli i morderców, z mentalnością uwstecznioną o 100 lat, pełnym zastraszonych ludzi podatnych na każdą manipulacje swoich panów. Mówimy o narodzie, który historycznie wyrządził nam najwięcej złego i otwarcie od setek lat pokazuje jak bardzo nami gardzi i nienawidzi nas tak jak i reszty świata - bo jako naród rasowych biednych przegrywów musi zawsze zwalić winę na kogoś innego niż oni sami.
"Gdybyś dostał na ulicy od Ukraińca koszulkę z twoim imieniem i nazwiskiem, a pod spodem napis .... coś tam na na ruskich to by taką koszulkę założył czy byłoby ci wstyd iść tak przez miasto?"
Z napisem, obraźliwym w stosunku do bandytów? Był bym dumny.
Te niestosowne przeprosiny skomentuję słowami poety, który w pewnej pieśni ludowej (link poniżej) skrytykował wizytę w 1995 roku J. Oleksego podczas Moskiewskiej rocznicy zakończenia II WŚ, w momencie kiedy to Rosja kończyła krwawą pacyfikację Czeczenii:
"Myślę, że jest w tym coś żenującego
Odwiedzać gospodarza dzieci mordującego
W imię imperialnych bredni, to pomysł nieprzedni
Tłumaczy to święto w dzień powszedni
Gdy na wsie góralskie bomby spadają
Jedyna ich wina, że tam właśnie mieszkają
Gdy swoją ręką ścisnąć rękę zakrwawioną
Musowo się zabrudzi, tak już to jest zrobione"
https://www.youtube.com/watch?v=6bQOGDiLw4w
"Nowy standard", 5000 bugów na premierę i nie wiadomo ile jeszcze zostało.
Nie taki nowy, już parę lat to trwa. Nie dopatrywał by się jednak wyłącznie niechlujstwa ze strony studia. Te często są poganiane przez swoich właścicieli czy inwestorów do szybszego wydawania żeby były przychody, a sami gracze dokładają cegiełkę reagując jak niecierpliwe dzieci na każdą informacje o przesuniętej premierze.
Ciekawe czy po nareperowaniu policji wreszcie będzie mimochodem można zobaczyć jej pełny potencjał. Bardzo mi brakowało takich misji, żeby cała jej trudność polegała na bardzo gęstym pościgu.
Moim zdaniem oglądanie kurnika, gniazd jastrzębi czy gołębnika jest dużo ciekawsze niż 95% streamów o kompletnie niczym
ludzie zostaną z niego wyparci przez sztuczną inteligencję.
Może i to "ciut" skrajne spojrzenie, ale mam wrażenie, ze streamy są kierowane do ludzi wątpliwej inteligencji (bo jak inaczej nazwać kogoś oglądającego dajmy na to śpiącego wycirusa i co gorsza śląc mu pieniądze)... więc co się dziwić, ze streamera może zastąpić sztuczna inteligencja...
W tym przypadku "porządek" mi się bardziej jawi jako dualistyczny stan opozycyjny do nieporządku, chaosu, bezprawia itp. a nie porządku w sensie systemu/układu, czyli zmiana ze stanu obecnego może być tylko z A do B lub B do A.
Widziałem na takim filmie dokumentalnym jak jeden hindus palił kosmiczne ilości haszu i też miał takie.
"Można więc to – jeśli się uprzecie – ograć immersyjnie. Nasz bohater/bohaterka stają się po prostu lepszymi przywódcami w toku kampanii i potrafią wydawać więcej bezpośrednich rozkazów. Proste? Proste!"
Poste jak poziom trudności jaki się robi z 2 postaciami więcej...
Jak w życiu - nie uwzględnisz, że tatuaż ma charakter permanentny, zechcesz mieć "jestem złotym smokiem" po chińsku, albo jakiś okrzyk bojowy po hebrajsku i chodzisz z "kurczak w cieście na ostro" albo "toaleta płatna".
Fajny dodatek, jednak z potencjałem na więcej.
Zdecydowanie za łatwy i zdecydowanie śledztwo powinno być trudniejsze niż chodzenie od znacznika do znacznika.
Ten dodatek jest technicznie zrobiony dobrze, ale strasznie nijaki i bezcelowy.
No niestety... niby fajnie. Jest potencjał... ale się zawiodłem w jakimś sensie.
Coś pomiędzy New Vegas, Mass Effect, Borderlands a Deus Ex... ale nie jest w tym dobra jak te tytuły i brak tej grze ładunku własnego co skutkuje wrażeniem zmarnowanego potencjału. Mistrzostwo świata to to nie jest, ale ostatecznie gra się nieźle. Zapewne dużo lepsze wrażenie zrobi na kimś, kto skupi się wyłącznie na wątku głównym i dodatkach a całkiem oleje opcjonalne questy.
PLUSY:
+ dużo polotu i stylistycznej tożsamości. Fajny design.
+ dość zabawna
+ dużo fajnych wątków
+ fajny lore
+ działa stabilnie mimo opinii, że jest niezoptymalizowana.
MINUSY:
- niska tożsamość gameplayowa - za mało jest shooterem, za mało rpg, za mało skradanką, za mało caraftingiem, za mało "exploratorem". wszystko jest dosyć mało satysfakcjonujace w odbiorze.
- chaotyczna walka z mała liczbą opcji działania.
- gra jest za łatwa nawet na wysokim poziomie trudności, grając postacią na gadanie :D. Wykonywanie questów nie wiąże się z żadnymi wyzwaniami. Skille są niby po coś... ale jak ich nie masz to i tak wszystko zrobisz...
- niektóre wątki strasznie płytkie i miałkie (np. zadania towarzyszy polegające na przyklękiwaniu się przez dialogi i zwiedzeniu kilku miejsc) nic do zrobienia samodzielnego - po prostu idziesz od znacznika do znacznika i albo masz zdolność do zrobienia czegoś, albo nie i rozwiążesz to inaczej. Wszystko podane na tacy - w wszędzie strzałka prowadzi cię do celu jak magnes. Po prostu nie czuć sensu robienie czegokolwiek.
- Towarzysze bez polotu
Im dłużej się przyglądasz tej badziewnej wygenerowanej grafice artykuły, tym gorzej ona wygląda...
"10 rzeczy, które chciałbym wiedzieć przed zagraniem w Starfielda"
"4. Zawsze zbierajcie amunicję z ciał"
Czy to pierwsza gra w jaką grałeś w życiu?

"Terminator mógłby być jeszcze lepszy z tą kluczową usuniętą sceną. "
Raczej nic by to nie zmieniło.
Cytując poetę ->
Komiksy na kanwie filmów są z reguły niekanoniczne.
Autorzy często odlatywali kompletnie i tak w jednym wymyślili, że Skynet został zbudowany z mózgu Robocopa.
Na razie nie wygląda zbyt dobrze, zwłaszcza, że stylistycznie poszli w cosplayowy pseudo-stempunk. (Cylinder, gorset i ozdabianie rzeczy trybikami...)
"Z drugiej strony jakie to ma znaczenie. Na tą grafikę patrzy się przez ułamek sekundy, żeby rozpoznać vault-boya i kliknąć odtwarzanie na serialu. Po co marnować czas pracy człowieka na to?"
Równie dobrze można by powiedzieć o dowolnej scenie filmu "po co marnować czas na detale scenografii jak widać je przez sekundę filmu". Jeżeli ktoś robi jakiś element całego dzieła na od***l to tylko źle świadczy o jego stosunku do całej pracy. Jeśli grafik wygenerował ten obraz, to odwalił mega fuszerkę, bo mógł by się postarać o parę szlifów kryjących mankamenty - to zadanie dla kogoś naprawdę bez większego doświadczenia i powinno zająć to kilka godzin. Koszt dodatkowej pracy to nic przy wielomilionowym budżecie.
" juniora można zastąpić kodami generowanymi przez chat GPT."
Tylko w naprawdę prostych projektach i to po uprzednim dokładnym, poinstruowaniu go co ma stworzyć. W zasadzie to już na początku musisz wiedzieć co ma być na końcu.
W przypadku czegokolwiek o większym potencjale nie jest możliwe, i jak to stwierdził mój znajomy programujący dla dużych firm "tylko idiota łączył by swoje biblioteki z jakimiś czatami".
A będzie się dało wejść na TĘ górę?
W takim działaniu jest zawarty jakiś bezsens... że aż chce się go gdzieś dopatrzeć.
Czyżby głupio wpieprzyli się w umowy, które na nich to wymusiły?
W grze nastawionej na rozumienie mechanik, gdzie gra komunikuje jak rozumieć mechaniki, gracz nie rozumiał podstawowych mechanik... więc dzieli się tym publicznie.
Aż mi się przypomniało jak parę lat temu jedna dziewczyna nagrywała film aby podzielić się ze światem jej niezwykłym odkryciem, że cukier-puder to robi się poprzez zmielenie cukru.
No są tacy gracze. Jak miałem z 8 lat a tekst był po angielsku to mogłem tak grać, ale jednak czytanie "głupich" okienek i rozumienie mechanik to nie zdolność prosa czy weterana, tylko gracza, który powinien być już po podstawówce i posiadać zdolności na poziomie biegłej obsługi danej gry. Jeśli ktoś nie łapie podstawowych mechanik w grze nastawionej na rozumienie mechanik, tylko brać postać i lecieć na przeciwników, to nie jest gra dla niego - powinien sobie kupić np. Diablo.
Może i nie są to poważne filmy, ale marki w sensie komercyjnym już tak. Crossovery zwykle to bzdurne komiksy, które nie były z nikim konsultowane, a udzielono im licencji bez uwzględniania żadnej kanoniczności i często się wzajemnie wykluczały. Wnioskowanie na zasadzie "w takim komiksie tak było to znaczy te filmy są ze sobą powiązane" jest tak samo solidne jak uwzględnianie twórczości fanów. Autor albo robi to celowo, albo jego ocena rzeczywistości szwankuje.
"w kontekście takiego giganta jakim jest Microsoft to utrzymanie serwerów sklepu kosztuje groszę"
To znaczy ile? Jeśli by tak było, to by go trzymali. To raczej mylne wyobrażenia - gigantyczna infrastruktura musi się zwracać, a podejrzewam, że kupujących jest jakiś promil w stosunku do tych, którzy korzystają z tego co już kupili.
"mogliby ograniczyć ich liczbę by zredukować koszty."
No to właśnie to zrobili - ograniczyli możliwość zakupu i trzymają to co już zostało zakupione.
Wg. pradawnego obyczaju w Polsce lat '80-'90 nie odróżniano konsol od komputerów (to wiedziały tylko największe nerdy).
Najpierw była wojna C64 vs Atari (chyba C64 wygrywało), potem Amiga vs Atari ST (Amiga rządziła, bo i ST było mało) a na końcu Amiga vs PC (Amiga rządziła do czasu aż wyszedł Doom).

Mam dowody na to, ze Kaczor Donald Jest prequelem Lobo Ostatni Czernianin ->
A teraz idź Pan do kuchni weź patelnię i wybij sobie z głowy wszystkie podobne pomysły na "artykuły".
Coś mi umknęło - zemsty za co? (pewnie za jakieś g***o typu obiecana czasowa ekskluzywność czy coś takiego)
Są dwie rzeczy, które nie chciałbym zobaczyć tym razem (w stosunku do poprzednich gier studia):
1) gry w szachy - tzn. sytuacji gdzie grę przechodzi się na zasadzie: przeciwnik ma konkretny zestaw ruchów, które wykonuje jak figura po planszy, a twoim ludkiem musisz koniecznie wykonywać ten sam zestaw kontr-ruchów.
2) brak balansu w postaciach - jedną zabijesz 90% przeciwników, a inną użyjesz dwa razy w ciągu gry
" po dwunastym levelu postacie zyskują niemalże boskie moce, co mocno utrudniłoby opracowanie kampanii dla takich bohaterów."
Że co? Tylko, że po 12 levelu dalej podręczniki przewidują SETKI przeciwników i wyzwań dla postaci z naprawdę boskimi zdolnościami. Nie można wymyśleć kampanii dla większych pakerów? To jak w Neverwinter Nights 1 i 2 czy BG2 zrobili dodatki w których to na wysokich levelach walczymy z bogami potężniejszymi od siebie?
"Przykładowo tak zaawansowane postacie mogą m.in. odwiedzać plan astralny"
A to nie jest pomysł na kampanię?
Wszystko to brzmi jakby po prostu nie przemyśleli takiej opcji zawczasu (bo nie byli pewni sukcesu?) i nie mają pomysłu jak pociągnąć temat dalej.