Ten projekt już od dawna jest pewnie porzucony, tylko nikt jeszcze tego oficjalnie nie ogłosił.
Żeby zająć się subtelnościami terminologicznymi, trzeba wcześniej przygotować projekt do lokalizacji. W przypadku EU5 projekt nie został przygotowany do lokalizacji, dlatego przygotowanie lokalizacji nie jest możliwe. Te historie o nieodmiennych rzeczownikach to kwestia, którą twórcy gry powinni zająć się zanim wysłali tekst do tłumaczenia.
Siódemka to zgniły owoc kowidowej pandemii. Mam wrażenie, że twórcy sami nie wiedzieli, co chcą stworzyć.
Odmieniajcie to z włoska brzmiące nazwisko, bo można i należy (kogo? Campanelliego).
Nigdy nie przepracowali na etacie nawet pół godziny, ale roi im się w głowach, że - oczywiście - będą prezesami koncernów, więc muszą bronić korporacyjnego wyzysku, na którym - oczywiście - już wkrótce będą zarabiać miliardy. No bo przecież ich nikt nie będzie wyzyskiwał.
Pracownik jest chroniony w Polsce. Dobry żart. Prawie tak samo śmieszny jak Państwowa Inspekcja Pracy.
Tak. CDP przestanie zatrudniać pracowników - gry będzie produkować prezes i rada nadzorcza, a lewaki zdechną z głodu.
Związek w firmie Mietka zatrudniającego dwóch pracowników (z czego jeden to jego żona) nie ma sensu, ale tu mówimy o międzynarodowej spółce giełdowej wydającej (już) miliardy złotych na produkcję gier. Związek zawodowy jest w takiej firmie jak najbardziej wskazany.
Kolektyw to inaczej zespół, grupa osób związanych wspólnym działaniem. Nie każdy kolektyw jest jakąś anarchistyczną komuną, tak jak nie każdy związek jest związkiem małżeńskim.
Demo technologiczne ma to do siebie, że nie jest grą. W grze dzieje się znacznie więcej niż tylko bieganie i wyświetlanie roślinności.
To nie małe studio zrobiło 30 wersji językowych tylko Netflix - taka wielka korporacja, która wydaje mnóstwo pieniędzy na seriale i filmy ;)
W grudniu 2021 roku za Fire TV Stick zapłaciłem na amazon.pl 100 zł, więc wybitna ta promocja.
Microsoft nie będzie robił konkurencji dla własnego DOOM-a. Po co mieliby ładować pieniądze, aby tworzyć klona gry, którą mają już w sklepach? Hexen to marka, którą obecnie mało kto pamięta (poza facetami tuż przed i po czterdziestce).
Pograłbym w nowego Hexena, ale marne są na to szanse.
Na tym właśnie polega patentowe trollowanie. Nie zarobisz na swoim patencie, jeśli "łamiąca" go firma nie umieści produktu w sklepach.
Oglądałeś kiedyś automatyczną transkrypcję na YT? W porównaniu z tekstem wypluwanym przez serwis Microsoftu to ta googlowa kaszana i tak lśni jak perła :D
Strzelanki AAA też mają teraz mnóstwo fabuły i dialogów, których niejeden z "piątką na koniec roku z angielskiego" w ogóle nie rozumie. Gdyby nie wszechobecne znaczniki i strzałki, to pewnie większość nie wiedziałaby, co w tych grach robić.
Nic się nie będzie działo. Jedyna walka, jaka być może nastąpi, to o klientów i ich pieniądze bądź dane. Musk nie chce ratować świata tylko swoje konto bankowe. Co z tego, że ma akcje warte ileś tam dolarów - czatboty mogą sprawić, że już niedługo te jego akcje będą warte tyle, co papier toaletowy. Nasz "wizjoner" po prostu nie załapał się (przez swoją głupotę) na boom i teraz bredzi.
Niech uratuje świat od swojej głupoty i zajmie się narkotykami na jakiejś tropikalnej wyspie. Najlepiej bez dostępu do internetu.
Polska to niecałe 38 milionów obywateli - z tego większość nie gra, więc nie kupuje gier. Czy to takie dziwne, że więcej zarabia się w 200-milionowych Stanach?
W tym miliardzie nie są tylko podatki, ale też wypłaty dla pracowników czy wydatki związane z wynajmem/utrzymaniem biur.
Ciekawe ile osób pracuje dla nich na umowę zlecenie i dzieło. Bo coś mam wrażenie, że znacznie więcej niż pracowników.
Tak, jakaś firemka niewiadomo skąd nakłoni producentów sprzętu do produkowania kart rozszerzeń kompatybilnych z jej kadłubkiem. Jasne. Sukces gwarantowany.
Tak naprawdę nie dość, że nie potrzebujemy tej technologii, to jeszcze pożałujemy, że ktoś ją wprowadził. Dlaczego? Bo świat gry zapełni się paplającymi o niewnoszących nic do rozgrywki bzdurach. Wyobraźcie sobie takie Skyrima, w którym generyczni NPC-wie zamiast rzucać jakąś linijką o strzale w kolanie czy słodkich bułkach nagle otwierali okno rozmowy i rozmawiali o nic nie znaczących duperelach. Po co? Co to wniesie do przyjemności czerpanej z gry?
A gdzie ja wychwalam GOG-a? Tak samo się wycwanił jak Steam z tą różnicą, że gry na GOG-u są bez DRM-a, więc można w nie grać nawet, jeśli dostanie się bana na ich platformie (wystarczy pobrać instalator gry na dysk).
Przecież gry na Steamie są "wypożyczane" - to nie są licencje, bo gdyby to były licencje, to można by je było odsprzedawać, prawda? :D
Po prostu na filmach z samochodami można lepiej zarobić - koncerny sypią kasą za taką reklamę + pieniądze z biletów.
I fajnie. Brakuje takich lekkich, rozrywkowych filmów z porządną akcją, gdzie pojawi się i cycek, i goły męski tyłek (żeby nie było oskarżeń o seksizm :D ).
Marvel to filmy dla 15-latków, w których pozbawione genitaliów lalki Barbie i Ken ratują świat. Iron Man trochę się z tego wyłamuje i chyba dlatego jest taki popularny.
Jedyne, co ma, to interes, żeby doszło do przejęcia, bo zarobi dzięki temu grube miliony.
Przecież czatbot też nie tworzy na poczekaniu przepisu na naleśniki bez jajek - on znajduje ileś tam różnych przepisów na naleśniki i prezentuje ci jakieś uśrednienie ich wszystkich.
Jakiś informatyk cię skrzywdził?
Wyobraź sobie, że nad grami pracuje mnóstwo osób, które z kodowaniem nie mają absolutnie nic wspólnego.
Kiedyś czytałeś relację redaktora, który pojechał na targi i widział jakiś sprzęt i opisał swoje wrażenia 2 tygodnie po ich zakończeniu. Dziś możesz zobaczyć 20 różnych relacji na żywo (obok oficjalnej transmisji zapewnianej przez organizatorów wydarzenia). Nie ma za czym tęsknić.
Podstawową funkcję prasy - przekazywanie informacji - realizuje obecnie znacznie lepiej internet. I kropka.
Prasa, aby istnieć, musi oferować coś więcej niż przeterminowane newsy i recenzje.
Felietony i wywiady to coś, na co prasa mogłaby postawić. Problem tylko w tym, że aby się to opłaciło, trzeba znaleźć odpowiednią liczbę odbiorców, którzy za te felietony zapłacą. Jak widać na przykładzie Pixela, nie jest to wcale łatwe (a może nawet w Polsce niemożliwe).
Ja rozumiem, że reklama i w ogóle, ale mogliście sobie oszczędzić tę bajeczkę o redaktorze od recenzowania technologii, który nie ma w komputerze SSD, bo przez tyle lat miał inne wydatki (jakby dysk SSD kosztował tyle, co kawalerka w Warszawie).
Ja usunąłem tydzień temu swoje konto na twitterze, bo uświadomiłem sobie, że to jest zwykły ściek, przez który niepotrzebnie się denerwuję. Polecam każdemu usunięcie konta. Na początku jest trudno, bo człowiek jest uzależniony (tak, tak - ten syf uzależnia) i łapie się na próbie "sprawdzania", czy pojawiło się coś nowego, ale z czasem to przechodzi.
Do tego dochodzą abonamenty, w których za grosze dostaje się dostęp do świeżych gier.
Pewnie będzie taki sam sukces jak w przypadku Galileo, czyli europejskiego GPS. Początkowo miał kosztować niecałe 2 miliardy euro, a skończy się pewnie (bo po ponad 20 latach wciąż go nie zakończono) na grubo ponad 20 miliardach.
Nie miej pretensji do ludzi robiących gry, że masz kryzys wieku średniego. Zamiast tego poszukaj innego hobby.
Te "tajemnice" to nie są jakieś nowe odkrycia - o tej tablicy wiadomo od baaaardzo dawna. Trochę sytuacja jak z tego dowcipu o rosyjskim uczonym Rowerowie, który wynalazł rower u Niemca na strychu.
"Straszny bełkot", bo brakuje znaków interpunkcyjnych i automatyczny tłumacz głupieje.
To "odkrycie" można sobie zobaczyć na wiki Gothika - Niemcy uzupełnili tekst o brakujące znaki interpunkcyjne i automatyczny tłumacz wypluwa całkiem sensowną treść:
"I na początku, jak i na końcu była światłość.
Ty, który czytasz te wiersze, bądź ostrzeżony przed mocami ciemności po drugiej stronie studni.
Podążaj za swoją wiedzą i słowami światła, aby zakończyć horror wieków".
Poziom gierek w tekturowych kopertkach sprzedawanych w kioskach za 9,99 zł. 10 lat temu. Z czym do ludzi?
To nie jest "jedynie". To jest "aż". Ta technologia położyłaby kres karierom "gwiazd" dubbingu. I nie chodzi nawet o zajumanie ich głosu - to zrobiłby się z tego zbyt wielki smród. Nie. Firmy będą tworzyły "profile głosowe" dla głównych bohaterów swoich gier - syntetyczne, należące tylko do nich - a grę aktorską będą zlecać jak dotąd. Różnica polega na tym, że takiego aktora będzie można wymienić właściwie w każdej chwili i nikt tego nawet nie usłyszy (w grze).
Szykuje się dużo CGI i wyczyny kaskaderskie w stylu zejście po schodkach.
I to pewnie dlatego na mojej tablicy zamiast wpisów znajomych jest mnóstwo "proponowanych" postów i reklam...
Bo to nie gra jest nudna, tylko Kamil jest nudny. Najbardziej lubi piosenki, które już słyszał - przez reminiscencję.
W Polsce żeby coś się stało, to kilkadziesiąt tysięcy musiałoby przewalić w takiej gierce dziecko premiera czy prezydenta.
Żebyś się tylko nie zdziwił, bo na niskie wymagania to ma wpływ optymalizacja a nie pokraczne animacje i ogólna brzydota.
Słownik angielskiego zawiera do ok. 300 tys. haseł, gdy zaś słowniki języka polskiego mają 60—80 tys. (największy mój słownik zawiera ok. 120 tys.)
Wielki słownik ortograficzny PWN zawiera ponad 140 tysięcy haseł, a trzeba pamiętać, że oprócz nich mamy w polszczyźnie gwary ludowe, odmiany zawodowe i środowiskowe, a także zapożyczenia. Język polski jest wystarczająco bogaty, a do tego ma duży potencjał słowotwórczy ;)
Żaden urażony tłumacz. Lubię tę grę i cieszę się, że została wydana po polsku. Jak widzę takiego głupio-mądrego specjalistę od wszystkiego, co szlifował Angielski (wielką literą) na zmywaku w jukeju i się wymądrza bez sensu, to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Strach się bać tej twojej "masywnej" znajomości angielskiego.
Przy tych tłumaczeniach gier dla Sega to parzyłeś kawę czy sprzątałeś biuro?
Plujesz na tłumaczenie, wypisując brednie. W grze nie ma atrybutu "Intelligence". Jest "Intellect".
Piszesz, że przetłumaczyłbyś "coś w ten deseń". Wyobraź sobie, że każdy ma swój "deseń". Jak ci się nie podoba ten w grze, to graj po angielsku.