Mass Effect – „fabuła wbija w fotel”. Rok absolutnych klasyków - 10 gier z 2007, które wciąż mają znaczenie
- BioShock – „absolutnie genialna produkcja”
- Wiedźmin – „najlepsza polska gra wszech czasów”
- Mass Effect – „fabuła wbija w fotel”
- Portal – „największa gwiazda pakietu Orange Box”
- Uncharted: Drake’s Fortune – „nafaszerowana nieustannymi atrakcjami”
- Crysis – „skazany na bycie ponadczasowym klasykiem”
- STALKER: Shadow of Chernobyl – „klimat równoważy wszelkie niedociągnięcia”
- Assassin’s Creed – „przeżycie, które mogłoby trwać i trwać”
- Call of Duty: Modern Warfare – „bezlitosny, nieustający atak na zmysły”
- Super Mario Galaxy – „zapewnia atrakcje na najwyższym poziomie”
- Honorowe wzmianki
Mass Effect – „fabuła wbija w fotel”
Data premiery: 20 listopada
Producent: BioWare
Gatunek: RPG akcji, strzelanka TPP
Platformy: PC, Xbox 360, PlayStation 3
Jeśli jedna gra może stanowić powód do zakupu konsoli, to Mass Effect taka właśnie jest. A właściwie – była. Wydane w listopadzie 2007 na X360 RPG firmy BioWare wreszcie doczekało się wersji na pecety. I dobrze, bo to jedna z lepszych gier ostatnich lat. (…) Wypełniona akcją gra RPG, której fabuła wbije w fotel nawet niechętnych kosmicznym wojażom. Pozycja absolutnie obowiązkowa.
Recenzja gry Mass Effect, „Click!” nr 07/2008, ocena: 5+/6
Jeśli Wiedźmin przegrywał plebiscyty na RPG roku, to głównie przez ten tytuł – Mass Effecta. Pierwsza odsłona space opery od studia BioWare zachwyciła graczy i krytyków. I to pomimo dość kiepskiego, powszechnie krytykowanego systemu walki i sztucznej inteligencji przeciwników, nie wspominając o modelu jazdy łazikiem Mako. Wszystko inne za to było na najwyższym poziomie – fabuła o inwazji obcej rasy Żniwiarzy na naszą galaktykę, narracja, zapadający w pamięć bohaterowie, dialogi, wybory, oprawa audiowizualna.
Krytycy szczególnie chwalili sposób pokazania relacji pomiędzy bohaterami, który sprawiał, że naprawdę przejmowaliśmy się nimi, a nasze decyzje miały wpływ na świat gry. Głębię narracji oraz więzi pomiędzy członkami drużyny komandora Sheparda porównywano nawet do powieści science-fiction w formie gry komputerowej. Wirtualni bohaterowie okazywali emocje niczym prawdziwe postacie. Dostaliśmy wtedy nie tylko świetną produkcję, ale i początek naprawdę wielkiej przygody, bo Mass Effect był zaledwie wstępem do wspaniałej, kosmicznej trylogii.
Wspomina Zbigniew „Canaton” Woźnicki

To jedyna gra single player, do której usiadłem i odszedłem faktycznie od komputera dopiero, gdy ją przeszedłem. Świat, towarzysze i pogoń za Sarenem pochłonęły mnie bez reszty. Ciągle zastanawiałem się, co zaraz się stanie, powtarzałem sobie, że jeszcze tylko jedno zadanie i kończę, ale nie udało się. A na Virmirze siedziałem przez kilka minut wgapiony w ekran dialogowy zastanawiając się, jaką decyzję podjąć. Największą stratą jest brak prequela pokazującego przeszłość Andersona.

