Widzieliśmy Modern Warfare 4 - wygląda na to, że Call of Duty chce odkupić winy po Black Ops 7
Call of Duty walczy w tym roku o odzyskanie dobrego wizerunku po wpadce z Black Ops 7. Czy zupełnie nowa odsłona Modern Warfare 4 zatrze ten niesmak? Na niedawnym pokazie w LA miałem okazję zobaczyć grę w akcji - i wiele wskazuje, że tak.
Miałem kilka rzeczy w swoim bingo przed pokazem najnowszej odsłony Call of Duty, ale wspomnienia o tym, że kampanię singlową można bez problemu pauzować się nie spodziewałem! Chyba każdy już chce kompletnie zapomnieć o dziwnych eksperymentach w Black Ops 7 i wszystko wskazuje na to, że ekipa z Infinity Ward znowu przywróci COD-a na właściwy tor. Mało tego – w zasadzie to nawet powróci do korzeni tej serii, z małym dodatkiem tego, na czym zna się najlepiej, czyli dalszym ciągiem losów kapitana Price’a. Jesienią zagramy bowiem w Modern Warfare 4, które na prezentacji bardzo mocno skojarzyło mi się z klasycznym Modern Warfare 2 z 2009 roku.
Squid Warfare o smaku kimchi
Skąd te porównanie do MW2? Bo w końcu ponownie wcielimy się w zwykłego, szeregowego żołnierza! Małego pionka w wielkiej machinie wojennej, który razem ze swoim oddziałem wykonuje rozkaz za rozkazem, zamiast ratowania w parę osób całego świata. Poza tym koniec ze zmyślaniem fikcyjnych państw, by czasem nikogo nie urazić. W Modern Warfare 4 przeniesiemy się do jednego z najbardziej zmilitaryzowanych i napiętych rejonów świata – do Korei Południowej. I raczej nie będzie żadnym spoilerem zdradzenie, że już na początku gry Korea Północna odpali swoje rakiety w stronę Seulu, rozpoczynając nowy konflikt zbrojny. W scenariuszu Infinity Ward stoi za tym nowy, bardzo młody dyktator.
Twórcy wykorzystali fakt, że Korea i jej kultura od jakiegoś czasu przebiły się do mainstreamu. Można powiedzieć nawet, że stały się globalnym fenomenem, choćby dzięki ogromnej popularności tamtejszej kuchni, seriali jak Squid Games albo K-popowych zespołów. W moim odczuciu był to bardzo dobry wybór. Wojna w Korei w grach video nie jest aż wyeksploatowana, jak ta na Bliskim Wschodzie. Mimo że w różnych tytułach przewijały się mapki osadzone w Korei czy motyw inwazji na USA w Homefroncie, ja najbardziej pamiętam wiekowego Falcona 4.0 i jego dynamiczną kampanię w Korei. Nowy teren walk przyniesie przede wszystkim bardzo zróżnicowane lokacje – od rozświetlonych neonami ulic południowych metropolii, po piszczące biedą wioski Korei Północnej.
W Modern Warfare 4 zagramy szeregowcem Parkiem z armii Korei Południowej, który będzie przeżywał chrzest bojowy, walcząc za swój kraj. Ale że w rejonie stacjonują siły amerykańskie, i to w pokaźnej ilości, to nie zabraknie też ścisłej współpracy z Marines. Wdziałem też wstawki z grywalną postacią pochodzącą z Korei Północnej, ale wielu szczegółów tu nie poznaliśmy. W każdym razie walki zabiorą nas nawet na tereny Rosji, i to nazywanej „po imieniu”, bez ukrywania tego kraju za fikcyjnymi republikami. Szykuje się więc dość oryginalny, ciekawy scenariusz w mało znanych lokacjach oraz m.in. misja – i tu mały spojler – szturmu wybrzeża w stylu D-Day! A to dopiero połowa atrakcji w kampanii fabularnej.
Tożsamość Price’a
Modern Warfare nie byłoby Modern Warfare bez znajomych twarzy z Task Force 141. Misje szeregowców w koreańskiej wojnie będą więc przeplatane z wątkiem dalszych losów kapitana Price’a, który po zamordowaniu amerykańskiego generała stał się poszukiwanym kryminalistą i musiał zacząć działać w naprawdę głębokiej konspiracji. Ekipa z IW nazywa go nawet między sobą „mrocznym Pricem”, a my mamy zobaczyć tak znajomego nam bohatera z zupełnie nowej strony, w nowych sytuacjach, dążącego za wszelką ceną do zemsty na Makarovie.
Ta część kampanii ma się znacząco różnić od opisywanej wyżej. Losy szeregowca Parka będą jak zrobiony z rozmachem film wojenny – misje z kapitanem Pricem z kolei to Tożsamość Bourne’a i przygody Jamesa Bonda w jednym. W starym stylu będziemy skakać po kontynentach i przeróżnych, egzotycznych lokacjach. Po raz pierwszy w historii cyklu odwiedzimy Mumbaj w Indiach, będą też etapy w Nowym Jorku i Paryżu. Nie zabraknie dynamicznych pościgów samochodem na zatłoczonych ulicach i skrytego działania, a mały przedsmak tego, co nas czeka, widać w zwiastunie. Po prezentacji wydaje mi się, że raczej będzie to znacznie lepsza kampania niż nowe wersje MW2 i MW3, ale czy przebije restart serii z 2019 roku? Zobaczymy.
Multi zwalnia do tempa piechura
Call of Duty to oczywiście nierozłączny tryb multi, i w przeciwieństwie do kampanii, w niego mogliśmy chwilę pograć na prezentacji, choć przy niecałej godzinie i na nieswoim sprzęcie można mówić jedynie o bardzo ogólnych odczuciach. Jeśli ktoś jednak przez ostatni rok przyzwyczaił się do szybkiego Black Ops 7, to tutaj czeka go kubeł zimnej wody, bo MW4 w trybie multi zwalnia tempa. To, co najbardziej uderza w multi, jak realistycznie powolne jest bieganie w porównaniu do kilku wcześniejszych odsłon. Mamy też bardzo ograniczony sprint i nowy feedback, kiedy się kończy stamina – broń uniesiona w jednej ręce w górę zaczyna wtedy wolno opadać w dół i przyznam, że szybko się do tej wskazówki przyzwyczaiłem.
Bardzo znamienny był fakt, że na pokazie ani razu nie padło słowo „omnimovement” – Infinity Ward wyraźnie odcina się od tego wynalazku, zostawiając go dla Black Opsów, co nie znaczy, że nie podpatruje i nie wprowadza odpowiednich zmian, by gracze nie tracili dobrych rozwiązań przy nowej grze. Możemy więc liczyć na system bardzo płynnych przejść pomiędzy różnymi trybami poruszania się, przeskakiwaniem przez przeszkody, wślizgami. Nowością będzie możliwość łapania się krawędzi różnych murków, pak ciężarówek czy gzymsów i przesuwania się po nich w bok, niczym wspinający się Drake w Uncharted, a także wstawiania ręki z pistoletem, by z taką osłoną oddać strzały.
Koniec z bloomem i inne nowinki
Małą rewolucją w gatunku ma być usunięcie blooma z rozgrywki, czyli przypadkowego, losowego rozproszenia pocisków podczas strzelania z biodra. IW opracowało nowatorski system kierowania strzałów z biodra tam, gdzie rzeczywiście skierowana jest lufa podczas strzelania bez celowania i Modern Warfare 4 ma być pierwszym FPS-em AAA z takim rozwiązaniem. Takie rozwiązanie ma być bardziej przewidywalne, łatwiejsze do opanowania, bardziej fair dla obu stron.
Ulepszono też FOV, czyniąc go bardziej realistycznym i funkcjonalnym – widok broni w FPP oraz otoczenia został oddalony, zapewniając szersze pole widzenia, ale jednocześnie rozmiar widocznych celów się nie zmniejszył. Podobną funkcjonalność zyskało rozmycie przy celowaniu oraz dym z lufy po strzale, które działają tak, by nie nachodzić, nie zasłaniać celu, na który patrzymy. Przy okazji poprawiono wszelakie animacje poruszania bronią, przeładowywania, czyniąc je jeszcze bardziej dopracowanymi, a nawet finezyjnymi.
Do listy ciekawych nowości w multiplayerze można jeszcze dopisać funkcję Gunny. To nic innego, jak automatyczny rusznikarz, tylko taki w stylu AI, który jednym kliknięciem dobierze nam zestaw akcesoriów do broni. Odniosłem jednak wrażenie, że działa on zupełnie przypadkowo, wybierając losowo kombinację dostępnych rozszerzeń. Zabrakło mi tu jakichś dodatkowych promptów na broń do bliskich starć, większą celność czy większy skuteczny zasięg rażenia. Oprócz tego dojdzie jeszcze „akcesorium Apex” – dodatkowy mod, który będzie można dołączyć do broni bez względu na ilość wykorzystanych punktów. Przykładowo może to być miniaturowy, jednostrzałowy shotgun pod lufę zwykłego pistoletu.
500 map w jednej?
Na premierę będzie dostępnych 12 nowych map dla trybów 6 vs 6 oraz mapy do bardziej kameralnej Strzelaniny oraz trybów na większą skalę, z pojazdami. Zupełnie inaczej rozwiązano za to kwestie ewentualnego powrotu klasycznych map. W Modern Warfare 4 dostaniemy specjalny kompleks treningowy, zwany Kill Block. Na wzór nowoczesnego stadionu Realu Madryt, gdzie murawa sama składa się na czas koncertów, Kill Block będzie co każdą rundę zmieniał swój układ i wygląd, przypominając często klasyczne mapy, jak Crash lub Shipment. Łącznie ma być aż ponad 500 kombinacji różnych obiektów na Kill Blocku.
Na pokazie udało mi się w zasadzie zagrać chyba tylko dwie rundy w całości. Grafika na PC wygląda znakomicie, chyba nawet jeszcze odrobinę bardziej dopracowana, zwłaszcza jeśli chodzi o tekstury mundurów i efekty eksplozji. Od razu dało się też zauważyć wolniejsze tempo rozgrywki i jednocześnie płynne poruszanie bez żadnych irytujących przerw przy pokonywaniu przeszkód. TTK również wydało się bardzo optymalne – ani za wolne, ani za szybkie.
Ciekawostką, o której zapomniałem wspomnieć jest możliwość zostania powalonym przez eksplozję zamiast jakiegoś zamazywania widoku. Wybuchł granat, leżę na ziemi, myślałem, że standardowo już po mnie, ale wystarczyło wstać i można biec dalej. Generalnie multi w MW4 będzie ulepszony i doszlifowany w porównaniu do poprzednich odsłon tej serii i o wiele bardziej realistyczny, przyziemny, można powiedzieć, że bardziej „militarny” w odniesieniu do Black Ops. Ale wiadomo, że CoD w pewnych elementach się nie zmieni i nadal trzeba się liczyć z deszczem kill streaków jeden po drugim, a po paru tygodniach zapewne wjadą kolorowe skiny...
Na deser będzie jeszcze trzeci tryb…
Black Ops serwuje nam zawsze trzecie danie w postaci trybu zombie i Modern Warfare 4 również będzie miało swój deser – ale nie zombie! Tyle, że jeszcze nie mogę o nim wiele napisać, bo jego szczegóły zostaną ujawnione nieco później. Co mogę ujawnić? Będzie to sandboksowe, militarne doświadczenie, w którym każda rozgrywka: solo lub z ekipą, może wyglądać zupełnie inaczej. Zmieniają się warunki, zadania, przebieg misji, jej rezultat – nie zawsze zależnie od naszych działań. I to o ile zdołamy się z terenu… ewakuować! Tak, tryb DMZ wraca w nowej, ponoć o wiele bardziej przemyślanej, dopracowanej odsłonie, a CoD chce wkroczyć z hukiem do coraz bardziej popularnego gatunku extraction shooterów. Więcej detali poznamy już niedługo!
Obiecujący kierunek
Po prezentacji Modern Warfare 4 najbardziej zaciekawiła mnie kampania singlowa i to na nią najbardziej czekam – może uda im się stworzyć coś w stylu koreańskiego szeregowca Ryana. Misje zwykłymi żołnierzami, jak w klasycznych odsłonach, mogą być potrzebnym dla tej serii odświeżeniem, nawet jeśli w praktyce jest to powrót do starych pomysłów. Jestem też ciekaw, jak wypadnie wersja na Switcha 2, która ma pojawić się równocześnie z wszystkimi innymi.
W multi będę się zagrywał, dopóki operatorzy będą wyglądać jak żołnierze, a nie jak ekipa ubrana na ceremonię nagród Grammy, a DMZ… to potem. Po Black Ops 7 poprzeczka zawieszona jest bardzo nisko i dużo nie trzeba, żeby dostarczyć znacznie lepszego CoD-a, ale mimo wszystko wierzę, że Infinity Ward jest na drodze do jednej z najlepszych odsłon Modern Warfare w swoim dorobku.








