Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia. Piękne sceny filmowe, które zmieniły kino
- Piękne sceny filmowe, bez których kino nie byłoby tym samym
- Dobry, zły i brzydki
- Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia
- Gwiezdne Wojny IV: Nowa Nadzieja
- Dawno temu w Ameryce
- Casablanca
- Edward Nożycoręki
- Avengers: Koniec gry
- Spirited Away: W krainie bogów
- Mr. Nobody
- Blade Runner 2049
Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia

- Co to za scena: Drużyna Pierścienia po wyjściu z Morii trafia do Lothlorien
- Reżyseria: Peter Jackson
- Scenariusz: Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens
- Zdjęcia: Andrew Lesnie
- Muzyka: Howard Shore
- W scenie gra: Elijah Wood, Orlando Bloom, Viggo Mortensen, Sean Astin, Cate Blanchett i inni
- Gdzie obejrzeć: Netflix
Władca Pierścieni to jeden z tych blockbusterów, który zachwyca efektami specjalnymi nawet dziś, po niemal dwóch dekadach od premiery. Poza tym film Jacksona zaskarbił sobie uznanie widzów i krytyków dzięki świetnej muzyce Howarda Shore’a, dobrze wykreowanym postaciom i – chyba przede wszystkim – tolkienowskiemu klimatowi, który wprost wylewał się z ekranu. Dla mnie najpiękniejsze były sceny z początku Drużyny Pierścienia, z Shire, i chwile spędzone przez drużynę w Lothlorien
Peter Jackson doskonale wie, jak operować kadrami, by wywoływały niepokój, lęk czy obrzydzenie. We Władcy Pierścieni pokazał jednak, że tak samo dobrze wychodzi mu wzbudzanie u widzów zachwytu czy ekscytacji obrazami niemającymi nic wspólnego z mrokiem czy makabrą. Lothlorien wygląda po prostu cudownie. Mallorny nie rażą sztucznością CGI, a jednocześnie sprawiają wrażenie drzew na wskroś tolkienowskich. Podobnie jak zbudowane na nich domy elfów. I same elfy. Galadriela lśni dosłownie i w przenośni. Scena, w której drużyna pierścienia wkracza do krainy elfów, nakręcona została tak, że graną przez Cate Blanchett postać widzimy jako bóstwo. W jakimś sensie zresztą naprawdę nim jest, przynajmniej z punktu widzenia hobbitów.
Być może wizyta w Lorien wybrzmiewa tak dobrze również ze względu na kontrast z mroczną Morią. Tolkien często bawił się opozycjami: krasnoludy – elfy, mrok – światło, podziemia – słoneczny las i wreszcie śmierć – życie. Bo przecież pod koniec przeprawy przez Morię ginie (a przynajmniej tak się wtedy wydaje) sam Gandalf. Po okresie smutku przychodzi jednak ulga i odpoczynek w boskim Lothlorien. Jeżeli kiedyś powstanie ekranizacja Silmarillionu, twórcy filmu po prostu muszą porozmawiać z Peterem Jacksonem i Andrew Lesniem… Chyba że realizacja produkcji zostanie po prostu powierzona właśnie im. Nie mam nic przeciwko!

Blockbusterem zupełnie innego rodzaju, ale również zachwycającym efektami specjalnymi, jest Godzilla. Zmutowany gad fascynuje Japończyków od kilkudziesięciu lat, zrobił on też furorę w Stanach i Europie Zachodniej. Ostatnie filmy z udziałem Godzilli pokazują, że gigantyczny potwór wciąż może przyciągnąć do kin równie ogromną widownię. Filmom z uniwersum potworów brak może dobrego scenariusza (poza przyzwoitym King Kongiem) i wyrazistych postaci ludzkich, przez co ich losy są widzom kompletnie obojętne. Ale jedno trzeba twórcom oddać – Godzilla robi naprawdę niebagatelne wrażenie. A scena, w której wydaje ogłuszający ryk? Brrr, to po prostu trzeba usłyszeć w kinie!
