W dzieciństwie oglądaliśmy furgonetkę, wybuchy i bijatyki. Dopiero dziś widać, że Drużyna A niosła znacznie większy temat
Do Polski dotarł w latach 90. i był tym, co oglądały dzieciaki z pokolenia millenialsów. Wiedzieliśmy, że jeśli nikt inny nie będzie mógł pomóc, a uda nam się ich znaleźć, to będziemy mogli zatrudnić… Drużynę A! Słyszycie już tę muzykę z serialu?
Skoro pisałem na łamach GOLa o MacGyverze, to nie mogę domknąć tej opowieści, nie wspominając o innym serialu z dzieciństwa millenialsów – o Drużynie A. Te dwie produkcje zawsze dla mnie w pewien sposób uzupełniały się i miałem wrażenie, że stoją zaskakująco blisko siebie, a z drugiej strony są tak odległe, jak to tylko możliwe. Wiecie, MacGyver nie strzelał, a Drużyna A wypruwała tony pocisków. Tam, gdzie MacGyver nie miał nic i z gumy do żucia i zapałek robił bombę, to A-Team miał magazyn pełen sprzętu, blachy pancerne i spawarkę. Drużyna A, choć co do zasady komediowa, miala jednak ważne przesłanie i misję… Ale po kolei.
Nie pamiętacie, o co tam chodziło? Już streszczam. Podczas wojny w Wietnamie członkowie tego, co stało się później Drużyną A, należeli pierwotnie do sił specjalnych. W odcinku „Bad Time on the Border” podpułkownik John „Hannibal” Smith wskazał, że Drużyna A to „byłe Zielone Berety”.
Termin „Drużyna A” jest pseudonimem ukutym dla Operacyjnych Oddziałów Alfa (ODA) Sił Specjalnych USA podczas wojny w Wietnamie. Siły Specjalne Armii Stanów Zjednoczonych nadal używają terminu ODA dla swoich 12-osobowych bezpośrednich zespołów operacyjnych.
Podczas wojny w Wietnamie dowódca Drużyny A, pułkownik Morrison, wydał im rozkaz obrabowania banku w Hanoi, aby pomóc w zakończeniu wojny. Niestety – rozkaz był ustny, a nie przekazany na piśmie i z tego wzięły się wszystkie problemy. Żołnierzom udało się wykonać misję, ale po powrocie do bazy cztery dni po zakończeniu wojny odkryli, że Morrison został zabity przez Vietcong, a jego kwatera główna doszczętnie spłonęła. Oznaczało to, że nie istniał żaden dowód na to, że członkowie Drużyny A działali pod rozkazami. Zostali aresztowani i uwięzieni w Fort Bragg, skąd szybko uciekli, zanim zdążyli stanąć przed sądem. I o tym opowiada czołówka serialu, która zresztą znalazła się w rankingach najlepszych openingów seriali wszech czasów, a dobrze znana muzyczka do dziś dzwoni mi w uszach.
Zgrana ekipa i kultowa furgonetka
Serial liczył pięć sezonów, a główny skład aktorski pozostał niemal bez zmian – z jednym wyjątkiem, ale o tym za chwilę. W ekipie był Dirk Benedict jako porucznik Templeton Peck, czyli „Buźka” – wygadany facet, który potrafił oczarować kobiety i wyłgać się z niejednej opresji. Był też kapitan H.M. „Howling Mad” Murdock – wariat, ale i świetny pilot, zdolny latać wszystkim, od helikopterów po odrzutowce. Murdock przebywał w szpitalach psychiatrycznych dla weteranów, a stałym motywem wielu odcinków było wyciąganie go stamtąd na kolejne misje. Nieraz sugerowano zresztą, że jego choroba była przynajmniej częściowo udawana, bo pobyt w takim miejscu zwyczajnie mu odpowiadał – miał dach nad głową, jedzenie i pełną swobodę w robieniu dziwnych rzeczy. Murdock był jednak raczej przykładem „komiksowego” szaleńca – kimś, kto zamiast pianki do golenia użyje bitej śmietany albo zamieni cukier z solą. Możliwe jednak, że w ten lekki i nie do końca dosłowny sposób serial przemycał temat PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego, z którym zmagało się wielu weteranów wojny w Wietnamie. W latach 80. rzadko mówiło się o tym wprost, choć problem był realny – do tego jeszcze wrócimy.
W 1972 roku elitarna jednostka komandosów została skazana przez sąd wojskowy na karę więzienia za zbrodnię, której nie popełnili. Żołnierze ci wkrótce uciekli z więzienia o zaostrzonym rygorze i ukryli się w podziemiach Los Angeles. Dziś, wciąż poszukiwani przez rząd, żyją jako najemnicy. Jeśli masz problem, jeśli nikt inny nie może ci pomóc i jeśli uda ci się ich znaleźć, być może uda ci się zatrudnić Drużynę A.
Mówiąc o Drużynie A, nie można pominąć Johna „Hannibala” Smitha (w tej roli George Peppard), dowódcy całej ekipy. W czasie wojny w Wietnamie miał stopień pułkownika i niemal zawsze towarzyszyło mu cygaro. To właśnie on wypowiadał słynne „Uwielbiam, kiedy plan działa”, czyli „I love it when a plan comes together” – tekst, który z czasem stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych cytatów popkultury. „Hannibal” zwykle układał plan akcji, choć czasem można było odnieść wrażenie, że przypisywał sobie autorstwo sukcesu już po fakcie. Często działał też pod przykrywką – w perukach, z doklejonymi wąsami, zdobywając w ten sposób nowe zlecenia dla zespołu. Sama drużyna pomagała potrzebującym, ale kwestia wynagrodzenia za te usługi raczej schodziła w serialu na dalszy plan.

Czwartym członkiem ekipy był sierżant Bosco „B.A.” Baracus, grany przez Mr. T – choć w praktyce trudno oddzielić postać od aktora, bo „B.A.” był właściwie ekranowym wcieleniem scenicznego wizerunku tego popularnego wówczas wrestlera. Sam skrót nie pochodził od imienia, lecz od „Bad Attitude”, czyli „złego nastawienia”. Baracus bał się latania, imponował siłą, świetnie radził sobie w bójkach, a do tego miał smykałkę techniczną – potrafił spawać i konstruować różne improwizowane maszyny, w tym słynne opancerzone pojazdy. Szczególnym uczuciem darzył też charakterystyczną furgonetkę drużyny – GMC Ventura z 1983 roku, ze spojlerem i czerwonym pasem. Auto zresztą zyskało status niemal pełnoprawnego bohatera serialu.
Wśród postaci powracających warto wspomnieć o Amy Allen (Melinda Culea), dziennikarce z pierwszego sezonu, a także wojskowych próbujących schwytać bohaterów, jak pułkownik Decker czy kapitan Crane.
W odcinku pilotażowym rolę „Buźki” zagrał Tim Dunigan, ale już po pierwszym odcinku zastąpił go Dirk Benedict. W kilku epizodach pojawił się też Dana Elcar, znany później jako Pete Thornton z MacGyvera.
Trauma Wietnamu
Jeśli zaś chodzi o znaczenie serialu, Drużyna A była czymś więcej niż tylko rozrywkową serią sensacyjną. Można ją odczytywać jako próbę oswojenia amerykańskiej widowni z traumą po wojnie w Wietnamie, która odcisnęła ogromne piętno na całym pokoleniu. Konflikt zakończył się w 1975 roku, a jego skutki – zarówno fizyczne, jak i psychiczne – długo pozostawały obecne w społeczeństwie. O PTSD nie mówiono wtedy jeszcze tak otwarcie jak dziś (bo przecież żołnierze to twardziele i nie przyznają się, że budzą się w nocy z krzykiem), a sama wiedza na ten temat dopiero się rozwijała. W pewnym sensie podobny mechanizm można było zaobserwować wcześniej, po II wojnie światowej, gdy kino i telewizja również pomagały społeczeństwu przepracowywać zbiorowe doświadczenia. Dziś takie produkcje nadal powstają, ale częściej dlatego, że wojna pozostaje atrakcyjnym tematem dla twórców, a nie dlatego, że społeczeństwo wciąż potrzebuje takiej terapii.

Wojna w Wietnamie oznaczała dla Amerykanów starcie w skrajnie trudnych warunkach – z przeciwnikiem ukrytym, poruszającym się tunelami i często niemal niewidocznym. To doświadczenie mocno zapisało się w amerykańskiej wyobraźni. Po wielu poważnych filmach o Wietnamie, także po Rambo – historii byłego żołnierza zmagającego się z traumą – pojawiła się Drużyna A. Serial, który ten sam bagaż doświadczeń oswajał w dużo lżejszej formie. Zaledwie osiem lat po zakończeniu wojny amerykańska telewizja pokazała widzom produkcję, w której bohaterowie strzelają, budują prowizoryczne opancerzone wozy, wysadzają auta i biorą udział w regularnych strzelaninach, a jednocześnie niemal nikt nie ginie na ekranie. I to właśnie jest tu najciekawsze – przemoc została całkowicie odrealniona. „B.A.” bije przeciwników, ale nie ma krwi. Samochody wybuchają i wirują w powietrzu, lecz wszystko przypomina raczej efektowną zabawę. Podobnie jest ze strzelaninami – naboje lecą seriami, ale śmierć i cierpienie prawie nigdy nie są pokazane wprost. To przemoc w wersji kreskówkowej – bardziej jak gag ze Strusiem Pędziwiatrem niż obraz prawdziwej wojny.
Górka i spadek
Warto zwrócić uwagę także na konstrukcję serialu, bardzo typową dla telewizji tamtych lat. Większość odcinków stanowiła zamknięte historie, więc można je było oglądać bez znajomości wcześniejszych epizodów. Nad całością unosił się wprawdzie wątek oczyszczenia bohaterów z zarzutów, ale w praktyce drużyna częściej pomagała innym niż naprawdę próbowała rozwiązać własne problemy. Zdarzały się co prawda dłuższe historie rozpisane na dwa lub trzy odcinki, lecz raczej rzadko. Do tego wiele epizodów opierało się na bardzo podobnym schemacie.
Z czasem zaczęło to ciążyć serialowi i oglądalność wyraźnie spadła. Dlatego w piątym sezonie wprowadzono większą zmianę – po latach ucieczki Drużyna A zostaje schwytana przez wojsko, a generał Hunt Stockwell proponuje jej układ: kilka niebezpiecznych misji w zamian za ułaskawienie. Nie pomogło to jednak uratować produkcji. Serial zakończył się po 98 odcinkach, a NBC nie zamówiła nawet ostatnich dziewięciu epizodów finałowego sezonu. Być może w 1986 roku widzowie po prostu mieli już ciekawsze seriale do wyboru.

Obsada „remake’u” filmowego, gdzie w rolę Hannibala wcielił się Liam Neeson.Drużyna A, reż. Joe Carnahan, 2010.
Animozje i gwiazdorzenie
Choć sama Drużyna A opierała się na motywie przyjaźni i lojalności, na planie zdjęciowym atmosfera bywała znacznie mniej serdeczna. George Peppard i Mr. T delikatnie mówiąc nie darzyli się sympatią, a główną przyczyną miało być rozdęte ego tego pierwszego.
Uważał się on bowiem za największą gwiazdę obsady. Miał za sobą kilka ważnych ról, ale jego największa sława była już raczej przeszłością. Nie potrafił pogodzić się z tym, że to Mr. T zdobył większą popularność wśród widzów. Z relacji świadków wynika, że Peppard odnosił się do niego z wyraźną pogardą – podobno unikał bezpośrednich rozmów i kontaktował się z nim przez agenta, a w wywiadach otwarcie podważał jego aktorskie umiejętności. O napięciach mówił też Dwight Schultz, serialowy Murdock, który wspominał, że Peppard źle znosił popularność kolegi.

Model do składania / sklejania w skali 1:24 przedstawiający słynną furgonetkę… Choć nie przypominam sobie, aby w serialu miała srebrny dach.models4u.pl
Mr. T również nie pozostawał wobec tego obojętny. Z czasem jego niechęć do Pepparda miała urosnąć do tego stopnia, że dochodziło niemal do otwartego konfliktu. Podobno emocje próbował studzić Hulk Hogan, prywatnie zaprzyjaźniony z Mr. T, który zresztą pojawił się w serialu epizodycznie jako on sam.
Sam Peppard przedstawiał jednak inną wersję wydarzeń. Twierdził, że to Mr. T zaczął na planie gwiazdorzyć i próbował wymuszać zwolnienia części ekipy, czemu on sam miał się sprzeciwić. Dziś trudno rozstrzygnąć, po czyjej stronie leżała cała prawda, zwłaszcza że Peppard zmarł w 1994 roku. Warto jednak zaznaczyć, że mimo prywatnego konfliktu obaj zachowywali się profesjonalnie i ekranowa relacja „Hannibala” z „B.A.” nie zdradza tych napięć.
Z Peppardem bywało różnie
Aktor wcielający się w „Hannibala” zaciągnął się on w 1946 do Marines, doszedł do rangi kaprala i opuścił wojsko w 1948 kiedy jego kontrakt dobiegł końca. Nie walczył zatem ani w wojnie w Korei, ani w Wietnamie, choć wiedział, jak to jest być Marine. Kolejna ciekawostka – Peppard został zaproszony 1984 roku do Holandii jako gwiazda bardzo popularnego tam serialu – czyli właśnie The A Team. Początkowo przyjął zaproszenie myśląc, że tylko on tam pojedzie (bo przecież tylko on jest gwiazdą). Kiedy okazało się, że zaproszeni zostali pozostali główni aktorzy – Peppard wycofał się.
Hit czy nie hit?
Drużyna A trzykrotnie otrzymała nominację do nagrody Emmy – za miks dźwięku. Serial cieszył się dużą popularnością między innymi we Włoszech i Indonezji. Do Polski dotarł dopiero po 1990 roku. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty pierwszej emisji, bo początkowo – podobnie jak MacGyver – był pokazywany na kanałach związanych z Polonią 1. Jeśli dobrze pamiętam, mogło to być mniej więcej w latach 1994-1996, ale tu opieram się wyłącznie na własnym wspomnieniu. Później serial emitował także Polsat, a już w XXI wieku wracał jeszcze na antenach TVP1 i TV4.
Co ciekawe, doczekał się także całkiem bogatego jak na serial telewizyjny zestawu gadżetów. Powstały figurki bohaterów, choć te w Polsce były raczej trudno dostępne, chyba że z importu albo z drugiej ręki. Były też puzzle czy nawet latawiec z wizerunkiem B.A. O skali popularności najlepiej świadczy jednak to, że do dziś można kupić zestaw Playmobil z bohaterami, furgonetką i dodatkowymi akcesoriami – włącznie ze spawarką dla B.A.
Próba wskrzeszenia
Oczywiście opowiadając o serialu, nie sposób nie wspomnieć o swoistym remaku. Był nim film kinowy Drużyna A z 2010 roku, gdzie w rolę „Hannibala” wcielił się Liam Neeson, w rolę „Buźki” – Bradley Cooper, Sharlto Copley był Murdockiem, a Quinton „Rampage” Jackson, mistrz walk wręcz, wcielił się w „Bad Attitude’a”. I muszę stwierdzić, że ten film jest dobry. Może nie 10/10, ale według mnie takie 7/10 – świetna zabawa w kinie, a latanie czołgiem wymiata. Kto widział, ten wie. Co prawda na Rotten Tomatoes produkcja ma zaledwie 49 procent, ale uważam, że jest zdecydowanie niedoceniona – to dobre kino akcji, które nieźle traktuje materiał źródłowy. O ile z dotarciem do oryginalnego serialu może być teraz problem – jest dostępny na DVD i, zdaje się, na Amazon Prime, ale nie u nas – to film kinowy z 2010 roku można nadal zobaczyć.
A czy były gry?
W skrócie: tak, ale. Choć serial dość szybko zaczął żyć także poza ekranem nie tylko w formie figurek, puzzli czy planszówek, to przez dekady marka nigdy nie dostała jednej naprawdę wielkiej, przełomowej gry.
Pierwsze podejście do przeniesienia Drużyny A do świata gier miało nastąpić już w epoce Atari 2600. Projekt powstawał, istniały prototypy, ale ostatecznie go anulowano. Co ważne, nie była to nawet gra zrobiona od zera specjalnie pod tę licencję, tylko przeróbka innego tytułu. Takie czasy – brało się gotowy szkielet, przemalowywało kilka elementów i już można było sprzedawać to jako produkt oparty na popularnym serialu. W tym przypadku B.A. zastąpił wcześniejszego protagonistę, przeciwnicy dostali nowe twarze, ale całość nigdy nie trafiła oficjalnie do sklepów… Bardzo prawdopodobne, że wpływ na anulowanie tej produkcji miała zapaść na rynku gier, jaka nastąpiła w latach 1983-1985 – czyli dokładnie wtedy, kiedy serial o przygodach czwórki bohaterów najbardziej przyciągał przed telewizory.
Potem przyszła pora na Europę i tutaj zrobiło się jeszcze dziwniej. Na Commodore 64 wydano grę, która z duchem serialu miała niewiele wspólnego, bo gracz strzelał do wielkich głów bohaterów Drużyny A. Absurdalne. Recenzje były fatalne. Znacznie lepiej poradziła sobie wersja na ZX Spectrum, która stawiała bardziej na taktykę, celowanie i dwie konkretne misje. Nadal nie był to może szczyt marzeń, ale… No, coś było.
Równolegle Drużyna A świetnie odnalazła się w planszówkach. I to w sumie nie dziwi, bo jej schemat – misja, zespół specjalistów, przeszkody po drodze – aż prosił się o przeniesienie na planszę. Co ciekawe, w jednej z takich gier B.A. nie był nawet standardową grywalną postacią, tylko specjalnym wsparciem dla reszty. Nawet tutaj widać było, że jego popularność była osobną siłą napędową marki.
Powrót nastąpił przy okazji filmu z 2010 roku, kiedy Drużyna A trafiła na telefony komórkowe. Gra mobilna była już znacznie nowocześniejsza – dynamiczna, efektowna i oparta na specjalnych umiejętnościach poszczególnych członków zespołu. Później marka zaczęła funkcjonować głównie jako element crossoverów i nostalgicznych powrotów. B.A. pojawił się choćby w LEGO Dimensions, a kultowa furgonetka do dziś żyje własnym życiem w Forzy czy modach do GTA V.
Podobieństwa w nieoczekiwanych miejscach
Nie wiem dlaczego, ale serial przypomniał mi się, gdy tylko odpaliłem GTA V. Może przez to, że tam samochody też latały, przewracały się i wybuchały, a może przez minimalne podobieństwo bohaterów? Franklin to trochę jak B.A., Michael jak połączenie „Buźki” z „Hannibalem”, a Trevor to Murdock. No i akcja gry Rockstara osadzona jest w mieście wzorowanym na L.A… Tak jak The A Team.
Szkoda, że Drużyna A nigdy nie podbiła rynku gier jednym wielkim hitem. Jedyne, z czego się można cieszyć to fakt, że czerwono-czarna furgonetka na dobre zaparkowała w historii popkultury… chociaż tyle.
Dlaczego wspominamy ten serial?
Co więc dawała nam Drużyna A w latach 90.? Chyba nie zostawiła po sobie aż tak wyraźnego śladu jak MacGyver, który uczył, że dzięki sprytowi i wiedzy można wyjść z każdej sytuacji. Drużyna A niosła jednak inną, równie ważną lekcję – że samemu można niewiele, ale ze zgraną ekipą da się pokonać niemal każdy problem. Serial przypominał, że siłą zespołu są różne charaktery i różne talenty, a nawet ktoś uznawany za dziwaka może okazać się niezbędny. Do tego dochodziły humor, luz w trudnych chwilach i stałe stawanie po stronie słabszych. I może właśnie dlatego Drużyna A została w pamięci – nie jako opowieść o geniuszu jednej osoby, ale o sile przyjaźni, lojalności i wspólnego działania.

