Dufferowie zgubili się w swoim uniwersum - finał Stranger Things odbiera satysfakcję z lat oczekiwania

Dziesięć lat czekania. Pięć sezonów i kilka długich przerw później nasz ulubiony festiwal nostalgii od Netflixa wylądował z finałowym odcinkiem-filmem. Zakończenie wyszło braciom Duffer spektakularnie i jednocześnie mdło. Ale są też dobre wiadomości.

filmomaniak.pl

Hubert Sosnowski

7

Kiedy oglądałem finałowe odcinki Stranger Things, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że doświadczam serialu, który bardzo się spina, by zachować wpływ na popkulturę – wpływ, który już się nieco rozmył pomiędzy innymi show oraz wraz z upływem czasu. Ta nostalgiczna wycieczka przez schematy z Goonies, Gremlinów, Aliena, biblioteczkę Stephena Kinga, Metallikę (Master of Puppets zawsze na plus), hard rocka, przaśny, ale uroczy pop czy echa lat 50. i 60. mogła trwać o sezon za długo. Bohaterowie zbyt wyrośli, wątki ciągnięto i ciągnięto, aż przestały mieć znaczenie, a stawki poszybowały tak wysoko, że zaczęły wydawać się nieco abstrakcyjne.

Przy tym wszystkim, przy wszystkich „ale”, projekt braci Duffer, ten przygodowy horror o nastolatkach, do samego końca zachował kilka asów w rękawie. Nie wszystkie zagrał w najlepszym momencie, ale ostatecznie raczej nie będziecie żałować, że zdecydowaliście się na seans. Po prostu kilka istotnych problemów ciągnie finał w dół.

UWAGA NA NISKO PRZELATUJĄCE SPOILERY!

Stranger Things, Matt Duffer, Ross Duffer, Netflix 2025.

Stranger Things doczołgało się do endgame’u

Dedeczkowa ekipa, która zaczynała na sesjach RPG w piwnicy u Mike’a, dobrnęła do ostatecznego starcia z mącącym w umysłach Vecną i Łupieżcą umysłów. Złowieszczy Henry (prawdziwe imię Vecny, czyli przyszywanego brata Jedenastki, telepaty tresowanego w rządowym laboratorium) wdraża w życie plan, który ma na zawsze zmienić oblicze Hawkins i właściwie to całego świata. W tym celu porywa dzieciaki z miasteczka, a nasza dzielna drużyna składająca się z młodych i dorosłych rusza na ratunek przez wymiar pomiędzy – i jeszcze dalej.

Będzie spektakularnie, wybuchowo, mrocznie, ale nie umiem nazwać wydarzeń dramatycznymi. Stranger Things zaczęło bowiem już jakiś czas temu cierpieć na kryzys tożsamości i ewidentnie do samego końca bracia Duffer nie potrafili określić, czy kontynuują nurt przygodowego horroru, czy też skręcają w stronę superbohaterszczyzny ze względu na moce Nastki i kilku innych postaci. Ostatecznie w krwiobiegu serialu znalazło się trochę za dużo DNA tego drugiego, byśmy faktycznie mogli zacząć się bać o kogokolwiek ważnego. Z Marvela niestety zapożyczono kinową zachowawczość.

Sprawy nie ułatwia fakt, że Millie Bobby Brown wygrywa tę nieszczęsną Jedenastkę bardzo przeciętnie. Dysponuje raczej ograniczonym zestawem emocji i wyrazów twarzy, nie pomaga też scenariusz, który wbił dziewczynę zbyt mocno w pozycję zbawicielki z trzecioligowego, cierpiętniczego anime. Nie zrozumcie mnie źle, bohaterkę przeczołgiwano i pozostawiono z traumami, które równie dobrze mogłyby zrobić z niej kolejnego Homelandera z The Boys. Tyle że przez większość serialu Dufferowie podsuwali też tej postaci dla równowagi sporo momentów radosnych, humorystycznych czy uroczo niezgrabnych. W finale nie znaleziono miejsca, by wybrzmiały echa tej jaśniejszej strony. Niby są zaznaczone, ale od niechcenia. Przez takie czynniki, przez mało kreatywne podejście do pokazywania mocy dziewczyny – postać zaczęła na koniec serialowi ciążyć. I nawet dwuznaczne, dosyć intrygujące i podatne na interpretacje zakończenie nie do końca ratuje sytuację.

Stranger Things, Matt Duffer, Ross Duffer, Netflix 2025.

Na drugą nóżkę mamy też Willa. Po pierwszej porcji piątego sezonu zanosiło się na to, że wreszcie trochę podziała w fabule i pokaże trochę charakteru. Zamiar udał się połowicznie. O ile rzeczywiście nowe moce naszego „czarownika” faktycznie się w kilku momentach przydają, o tyle postać przez większość czasu zachowuje charyzmę filmowego Frodo Bagginsa mdlejącego pod ciężarem Jedynego Pierścienia.

Scenariusz i reżyserzy popsuli też chłopakowi scenę coming outu – moment trudny dla każdego nieheteronormatywnego dzieciaka (zwłaszcza w tamtych czasach) zmienili w ckliwy cukierek polany syntetycznym lukrem, jakby na siłę dorzucony do bombonierki ze słodyczami nieco lepszego sortu. Dużo większą sprawiedliwość oddano sytuacji w rozmowach, które następują po tej scenie, bo zwyczajnie wypadają bardziej naturalnie, ludzko. Szkoda, bo ludzie zastanawiający się, jak opowiedzieć o swojej tożsamości bliskim, zasługują na lepsze popkulturowe wzmocnienia pozytywne.

Na tym problemy się nie kończą.

Film:Stranger Things

premiera: 2013dramat

Film Stranger Things

6

Hubert Sosnowski

Autor: Hubert Sosnowski

Do GRYOnline.pl dołączył w 2017 roku, jako autor tekstów o grach i filmach. Do 2023 roku szef działu filmowego i portalu Filmomaniak.pl. Pisania artykułów uczył się, pracując dla portalu Dzika Banda. Jego teksty publikowano na kawerna.pl, film.onet.pl, zwierciadlo.pl oraz w polskim Playboyu. Opublikował opowiadania w miesięczniku Science Fiction Fantasy i Horror oraz pierwszym tomie Antologii Wolsung. Żyje „kinem środka” i mięsistą rozrywką, ale nie pogardzi ani eksperymentami, ani Szybkimi i wściekłymi. W grach szuka przede wszystkim dobrej historii. Uwielbia Baldur's Gate 2, ale na widok Unreal Tournament, Dooma, czy dobrych wyścigów budzi się w nim dziecko. Rozmiłowany w szopach i thrash-metalu. Od 2012 roku gra i tworzy larpy, zarówno w ramach Białostockiego Klubu Larpowego Żywia, jak i komercyjne przedsięwzięcia w stylu Witcher School.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl