To nie jest lista najlepszych gier na Amigę 500. To lista tych, które zostały ze mną na zawsze
To nie jest lista najlepszych gier na Amigę. To jest moja lista gier – do których miałem wtedy dostęp, w które grało się od razu bez studiowania instrukcji czy znajomości angielskiego. To najlepsze gry na Amigę z mojego pudła dyskietek.
- 10. Swiv – automat arcade na biurku
- 9. Alien Breed - pierwsza taka Izolacja
- 8. Dogs of War - kultowe filmy, kultowi bohaterowie
- 7. Lost Patrol - prawie jak zagrać w film Pluton
- 6. Lotus Turbo Challenge 2 - wyścigi przed erą NFS
- 5. Budokan, Inter Karate +, Full Contact - być jak Karate Kid
- 4. North and South - strategia na wesoło
- 3. Wings of Fury - najlepsza gra lotnicza przed symulatorami
- 2. Centurion: Defender of Rome - strategia na poważnie
- 1. Lemmings - twórcy GTA od zawsze tworzyli hity
Zanim na dobre rozsiadłem się przy moim pierwszym pececie, a raczej komputerze „IBM”, zaliczyłem krótką przygodę z Amigą 500 – sprzętem, który wtedy robił kolosalne wrażenie! Amiga łączyła łatwość obsługi rodem z dzisiejszych konsol i pokazywała technologiczną przepaść w grafice i dźwięku - nie tylko w porównaniu do popularnych komputerów 8-bitowych, ale i pierwszych PC z procesorem 286 i kartą Hercules bądź CGA.
Nie trzeba było nawet mieć gier, żeby zrobić wrażenie na kolegach z klasy. Wystarczyło uruchomić tzw. demo, czyli jakąś abstrakcyjną animację z muzyką w tle albo jeden z kilku krążących, „fotorealistycznych” obrazków, np. kobiety owiniętej szalikiem. Ba, nawet przesuwanie okien w systemie operacyjnym Workbench albo oglądanie postępu kopiowania dyskietki w kultowym X-Copy potrafiło wciągać, nie wspominając o planszach z napisami „Psygnosis”, „Gremlin”, „Ocean Software”, które zawsze zwiastowały godziny dobrej zabawy.
Poniżej nie zobaczycie listy najlepszych gier na Amigę, czy gier, które królowały chwilę później na PC, tylko raczej obraz realiów przełomu lat 80. i 90. w Polsce i możliwości ówczesnego nastolatka z podstawówki ze zwykłą „500-setką”. Grało się w to, co dało się zdobyć i co miało na tyle intuicyjną rozgrywkę, że dało się ją ogarnąć bez opisów, instrukcji czy znajomości języka angielskiego. Oto więc moja bardzo subiektywna lista gier, które miałem okazję ogrywać, i które zostały w moim pudle z dyskietkami na zawsze.
10. Swiv – automat arcade na biurku
- Producent: The Sales Curve
- Rok wydania: 1991
Jeśli strzelanka nie była scrollowana w bok, to była scrollowana w górę, jak choćby w grze Swiv, która przypominała mi pod tym względem klasyczny River Raid, a bez internetu i prasy nie mogłem wiedzieć, że nawiązywała bardziej do gry Silkworm z automatów arcade. A Swiv był właśnie jak powrót do salonów gier – dynamiczna akcja z mnóstwem eksplozji i power-upami, które zmieniały siłę prowadzonego ognia albo dawały ochronę.
Jeszcze lepsza była rozgrywka w dwójkę, gdy jedna osoba sterowała śmigłowcem, a druga jeepem na ziemi. Być może było to na tyle odtwórcze, że nie robiło już wielkiego wrażenia i Swiva próżno szukać w różnych zestawieniach najlepszych gier na Amigę, jednak dla mnie już wtedy przywoływała klimaty przesiadywania w salonie arcade i z tego powodu dość często wsuwałem dyskietkę z napisanym ołówkiem tytułem Swiv do stacji „pięćsetki”.

