3. Wings of Fury - najlepsza gra lotnicza przed symulatorami. To nie jest lista najlepszych gier na Amigę 500. To lista tych, które zostały ze mną na zawsze
- 10. Swiv – automat arcade na biurku
- 9. Alien Breed - pierwsza taka Izolacja
- 8. Dogs of War - kultowe filmy, kultowi bohaterowie
- 7. Lost Patrol - prawie jak zagrać w film Pluton
- 6. Lotus Turbo Challenge 2 - wyścigi przed erą NFS
- 5. Budokan, Inter Karate +, Full Contact - być jak Karate Kid
- 4. North and South - strategia na wesoło
- 3. Wings of Fury - najlepsza gra lotnicza przed symulatorami
- 2. Centurion: Defender of Rome - strategia na poważnie
- 1. Lemmings - twórcy GTA od zawsze tworzyli hity
3. Wings of Fury - najlepsza gra lotnicza przed symulatorami
- Producent: Steve Waldo
- Rok wydania: 1990 (Amiga)
Zanim w ogóle odkryłem świat symulatorów lotniczych i na dobre w niego wsiąkłem, sporo czasu spędziłem w lotniczej grze Wings of Fury. Jak na scrollowaną w bok, arcade’ową strzelankę, to bardzo dobrze oddawała niuanse realiów wojny w powietrzu. Mieliśmy tu ataki z lotu nurkowego, unikanie artylerii przeciwlotniczej, walki z innymi myśliwcami i nawroty, by wejść im na ogon, a także lądowania na lotniskowcu z łapaniem liny i uzupełnianie amunicji, by przejść do ponownych ataków.
Wszystkie te elementy rozgrywki zgrabnie wpleciono w realia II wojny światowej na Pacyfiku. Dało się nawet rozpoznać poszczególne modele samolotów. Twórcy nie silili się na odtworzenie realiów historycznych konkretnej bitwy, ale jednocześnie nie próbowali też dodawać żadnych elementów fantasy. Spokojnie można było się wczuć i wyobrazić sobie, że uczestniczymy np. w bitwie o Midway. Przed premierą takich perełek, jak Aces of the Pacific czy 1942 Pacific Air War, Wings of Fury dawało sporo frajdy i lotniczych wrażeń.

