Przez lata mówiłem, że MMO umarły. Dzisiaj zaczynam zmieniać zdanie, a nadchodzący rok jest tego powodem
Przez lata rynek MMO tkwił w stagnacji. Kolejne premiery nie potrafiły zagrozić starym gigantom, a gracze coraz częściej powtarzali, że gatunek umarł. Dzisiaj jednak coś zaczyna się zmieniać.
Czytając rozmaite teksty o grach MMO, pewnie regularnie natykasz się na stwierdzenia, że ten gatunek jest martwy. Ba, samemu niejednokrotnie tak pisałem, wskazując znaczny spadek zainteresowania tego typu tytułami. Dotyczy to zarówno graczy, jak i deweloperów, co widać po liczbie wydawanych nowości. Odnoszę jednak wrażenie, że trend ten ulega powoli zmianie. Nie chcę teraz ogłaszać hucznie powrotu „złotej ery MMO”, ale coś w trawie piszczy!
Kiedyś to były MMO...
Na początku pozwolę sobie na krótką wycieczkę w przeszłość. Raczej nikt nie będzie się ze mną spierał, gdy powiem, że gatunek swój najlepszy czas ma już dawno za sobą. Wspomniana „złota era” datowana jest na przedział 2000-2005, kiedy to wychodziły największe i najgłośniejsze produkcje. To w tym okresie otrzymaliśmy World of Warcraft, EVE Online czy Lineage 2, zaś Ultima Online, Tibia oraz EverQuest były u szczytu popularności.
Lista MMO z tego okresu jest naprawdę długa i jestem przekonany, że możesz wskazać co najmniej jeden dziś zapomniany tytuł, który wtedy ogrywałeś. Może był to Cabal Online, Ragnarok Online lub Metin2. Oczywiście, później nadal wychodziły znamienite produkcje, bo w końcu otrzymaliśmy np. The Lord of the Rings Online, Aion czy Age of Conan. Dzisiaj jednak są to raczej relikty dla koneserów, które karmią nas nostalgią, ale nie kreują gatunku.
...teraz nadal są!
Skaczemy do lat 2010-2015, czyli kolejnej fali MMO. Dostaliśmy TERA Online, Star Wars: The Old Republic czy Rift. Projekty te były nazywane „pogromcami WoW-a”, ale dzisiaj są tylko miłym wspomnieniem. Tak samo zresztą, jak Wildstar, ArcheAge czy Defiance, chociaż ten okres jest niezwykle istotny dla gatunku! To właśnie wtedy pojawili się realni rywale króla, którzy może nie pozbawili go korony, ale zajęli miejsca przy tronie.
Mowa oczywiście o Guild Wars 2, Final Fantasy XIV (które zdążyło wyjść, zostać zamknięte i przerobione, aby znowu zadebiutować), The Elder Scrolls Online oraz Old School RuneScape. Wydawało się, że MMO wróciły do łask, bo zdecydowanie było w co grać. Problem jednak w tym, że przez następne dziesięć lat, czyli od 2015 do 2025 roku, trwała wielka stagnacja. Karty zostały rozdane, tort podzielony, a sytuacja na rynku wydawała się tragiczna.
W tym okresie pojawiły się w zasadzie tylko dwie istotne produkcje, które przetrwały do dzisiaj i wymieniane są we wszelakich rankingach TOP 10 najlepszych gier MMO. Mowa o Black Desert Online oraz Albion Online. Oczywiście, w międzyczasie przewinęło się kilka tytułów, jak chociażby New World, Throne and Liberty czy Lost Ark, ale to raczej ciekawostki niż giganci gatunku. Każda z tych produkcji miała swoje pięć minut, ale stosunkowo szybko straciła większość swoich graczy lub została zamknięta.
Quo vadis MMORPG?
Po roku 2025 wydawać by się mogło, że tego gatunku nie czeka już nic wielkiego. Jasne, zapowiedziano jakieś mobilne tytuły lub mniejsze projekty, ale brakowało czegoś spektakularnego. Taką ostatnią nadzieją było Ashes of Creation, które miało być zbawcą MMO, a okazało się zwykłym bublem.
Przyznam szczerze, że nieco mnie to podłamało i zacząłem kwestionować sensowność tego typu gier. W końcu realia się nieco zmieniły: Internet nie jest żadną nowinką, aspekt społecznościowy już tak nie kusi, a poza tym, kto w ogóle ma czas na grind? Kolejny dodatek do World of Warcraft nie wywoływał we mnie takiego entuzjazmu, a brak nowości na horyzoncie również nie napawał optymizmem. Final Fantasy XIV miało gorszy czas, a z The Elder Scrolls Online nigdy się do końca nie lubiłem. Guild Wars 2 również w moim odczuciu podupadło i jedynie Albion Online wzbudzało jakieś cieplejsze uczucia.
Aż tu mamy połowę 2026 roku i wielkie ogłoszenia z okazji Summer Game Fest 2026. Dowiedzieliśmy się, że Aion 2 pojawi się u nas we wrześniu. Do tego zapowiedziano Guild Wars 3. Zgadzam się, że jedna jaskółka wiosny nie czyni (w sumie to dwie), ale nagle zaczęto głośniej plotkować o World of Warcraft Classic+. Z kolei Final Fantasy XIV zapowiedziało rewolucyjny dodatek Evercold, który ma znacząco zmienić system walki.
Do tego w 2027 roku otrzymamy Horizon: Steel Frontiers, czyli MMO z cenionego uniwersum. Na deser Riot Games coraz aktywniej przebąkuje o swoim League of Legends MMO. Czego zatem chcieć więcej? Przecież to brzmi jak wiosna gatunku! Wielki powrót! Otwierajmy szampana i świętujmy!
Old is gold, czyli powrót gigantów
Przyznaję, że moje serce faktycznie zaczęło mocniej bić. Z jednej strony hegemoni gatunku dalej są rozwijani, ale deweloperzy nie mogą już po prostu dawać w kolejnym dodatku „to samo, tylko więcej”. Widać to po rozwoju World of Warcraft, które dostanie integrację z Discordem, a pod koniec przyszłego roku może otrzymać „ostatni” dodatek z trylogii, czyli The Last Titan. Co dalej Blizzard zrobi ze swoją złotą kurą? Doczekamy się wreszcie WoW-a 2 (nie, ale marzenia nie kosztują)? A może wersji na konsole? Trudno także zignorować zaciętą walkę z pirackimi serwerami. Oj, zdecydowanie będzie się działo!
To samo można powiedzieć o FFXIV, bo i tutaj twórcy zrozumieli, że nie mogą uparcie stać w miejscu, a gracze domagają się daleko zakrojonych zmian. Obawy mam tylko względem TESO, bo przez zwolnienia w studiu może się okazać, że niedługo będziemy się żegnali z tą produkcją lub zwyczajnie o niej zapomnimy.
Z drugiej strony na horyzoncie pojawiają się większe produkcje jak Guild Wars 3, które ma być prequelem i zupełnie inną produkcją niż dwie poprzednie części. Nie dość, że wszystkie gry z serii będą cały czas utrzymywane, to w przypadku najnowszej zespół chce zaoferować coś unikalnego. Jeśli grałeś w Guild Wars i Guild Wars 2 to dobrze wiesz, że to odrębne tytuły, dlatego jestem ciekaw, co zaoferuje GW3.
Oczywiście, swoje trzy grosze musi dołożyć także Korea, która szykuje nam ArcheAge Chronicles, Bellatores czy Chrono Odyssey. Mam względem nich pewne wątpliwości, ale może ich popularność potrwa dłużej niż 5 minut. Na liście ciekawych tytułów znajdziemy także mniejsze projekty jak Scars of Honor, Monsters & Memories oraz Drakantos – niszowe gry, które powinny się odnaleźć na rynku.
Nie mogę jednak zignorować własnej hipokryzji. W końcu z jednej strony zapowiadam kolejną falę MMO i wskazuję, że od tego lub przyszłego roku powinniśmy otrzymywać nowe, znaczące produkcje dla gatunku. Równocześnie jednak najbardziej ekscytuję się nowościami związanymi ze starymi produkcjami. Widocznie faktycznie coś jest w teorii, że najbardziej lubimy te melodie, które dobrze znamy.
Będę grał w MMO!
Czy jednak istnieje realna szansa, aby któryś tytuł wstrząsnął tronem MMO? Na ten moment osobiście typowałbym dwie gry: League of Legends MMO oraz Guild Wars 3. O obu tytułach właściwie nic nie wiemy, ale w przypadku Riot Games wystarczy uniwersum. Można kręcić nosem, że projekt długo powstaje i był wielokrotnie zmieniany, ale myślę, że wyjdzie mu to na dobre (o ile ostatecznie zostanie wydany!). Co do Guild Wars 3, w tym przypadku twórcy mają mój kredyt zaufania za to, jak eksperymentują z gatunkiem i za każdym razem wprowadzają do niego coś unikatowego.
Na koniec muszę oczywiście zaznaczyć, że mój entuzjazm może być przesadzony. Być może stagnacja MMO trwała za długo i poprzeczka jest zwyczajnie bardzo nisko postawiona. Doszedłem jednak do wniosku, że sceptycyzm i cynizm na dłuższą metę nie mają sensu. Jeśli któraś z tych nowych (lub starych) gier przytrzyma mnie „jedynie” na miesiąc, to przecież zyskam aż miesiąc dobrej zabawy. Czasy się zmieniły i MMO (przynajmniej dla mnie) nie są już grami „na całe życie”, chociaż tego kiedyś po nich oczekiwałem.
Co przyniesie przyszłość? Nie chcę krakać (no dobra, chcę!), ale mam wrażenie, że może czekać nas kolejna fala dobrych tytułów. Tego życzę sobie i Tobie, tibijczyku, metinczyku czy po prostu graczu MMO.




