Pokonałem rowerem setki kilometrów szlakiem Kingdom Come: Deliverance, by na własną rękę poszukać śladów Henryka ze Skalicy
Czy w okolicach Ratajów, w Kutnej Horze i pod zamkiem Trosky można poczuć się niczym w Kingdom Come: Deliverance? Postanowiłem to sprawdzić, przejeżdżając na rowerze swój autorski szlak śladem KCD. Co to była za wyprawa!
- Start: Praga
- Skalica, Sazawa i okolice
- Rataje
- Naprzód, do Kuttenberga
- Kuttenberg
- Do Czeskiego Raju
- Proszę mnie wpuścić do zamku!
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak by to było, gdybyście mogli odwiedzić lokację z ulubionej gry RPG? Gdzie skierowalibyście się w pierwszej kolejności, gdybyście trafili do Górniczej Doliny? Czy w Khorinis znaleźlibyście sklep z pamiątkami? Czy Oberża przy południowym murze nadal stałaby w Balmorze? Jak spędzalibyście wieczory we Wrotach Baldura? Niestety z uwagi na fakt, że znakomita większość produkcji tego typu rozgrywa się w fantastycznych światach, kwestia wcielenia tych marzeń w życie jest cokolwiek problematyczna.
Znakomita większość, ale nie wszystkie. Dzięki temu, że czeskie Warhorse Studios grubo ponad dekadę temu postanowiło stworzyć świat typu „dungeons and no dragons”, Kingdom Come: Deliverance i Kingdom Come: Deliverance 2 to gry RPG, których światy we współczesnym wydaniu są w zasięgu właściwie każdego chętnego. Tak się złożyło, że pierwszą przygodę Henryka ogrywałem w zeszłym roku, tuż po swojej wyprawie rowerowej z Rzeszowa na Hel. Jako że przygoda syna kowala ze Skalicy błyskawicznie mnie zachwyciła, natychmiast w mojej głowie zakiełkowała myśl, by zrobić sobie wycieczkę na dwóch kółkach jego śladami.
Ogrywając tę produkcję, a także jej kontynuację, robiłem notatki i układałem w głowie plan takiego wyjazdu. Przenosząc trasę z gry na prawdziwą mapę, zastanawiałem się, na ile będę w stanie poczuć ducha gry, jadąc przez prawdziwe Czechy. Do realizacji owych planów mogłem wreszcie przystąpić pod koniec czerwca. I wiecie co? To było wręcz magiczne przeżycie. Ale po kolei.
Start: Praga
Moja wyprawa rozpoczęła się w Pradze, gdzie dotarłem pociągiem. „Tu jest jakby gamingowo!” – pomyślałem, gdy na dworcu Praha hlavní nádraží przywitała mnie reklama z Wiedźminem w roli głównej. W samej czeskiej stolicy spędziłem wieczór, noc i poranek, odwiedzając obowiązkowe punkty na mapie (Most Karola, starówkę, Orloj) i obiecując sobie, że jeszcze kiedyś tu wrócę, by lepiej przyjrzeć się temu miastu. Przygoda wzywała, nie mogłem więc tracić czasu!
Oszczędzę Wam zachwytów na temat infrastruktury rowerowej w Czechach (która jest znakomita!) i mijanych po drodze krajobrazów. Powiem tylko, że choć dla ludzi średniowiecza, na czele z Henrykiem, Praga jawiła się niemal jako inny świat, owa metropolia znajduje się zaskakująco blisko Skalicy. Wiem, można to łatwo sprawdzić, rzucając okiem chociażby na Mapy Google, ale czym innym jest dowiedzieć się czegoś z ekranu, a czym innym przekonać się o czymś na własnej skórze. W samej Skalicy, czyli miejscu, od którego tak naprawdę zacząłem poruszać się śladami bohaterów Kingdom Come: Deliverance, zameldowałem się zatem już po kilku godzinach spokojnej jazdy rowerem.


