Do Czeskiego Raju. Pokonałem rowerem setki kilometrów szlakiem Kingdom Come: Deliverance, by na własną rękę poszukać śladów Henryka ze Skalicy
- Start: Praga
- Skalica, Sazawa i okolice
- Rataje
- Naprzód, do Kuttenberga
- Kuttenberg
- Do Czeskiego Raju
- Proszę mnie wpuścić do zamku!
Do Czeskiego Raju
Drugi dzień był dla mnie typowo tranzytowy. W przeciwieństwie do wiosek z Kingdom Come, gdzie w zasadzie w każdej z nich można było natknąć się na handlarza, mijając kolejne miejscowości, znalazłem zaskakująco mało sklepów. Jak udało mi się dowiedzieć, powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że Czesi preferują zakupy w supermarketach. Z nielicznych „Potravin”, jakie udało mi się zlokalizować, wszystkie, które odwiedziłem, były prowadzone przez Wietnamczyków (co podobno jest efektem intensywnej wymiany studentów i robotników prowadzonej jeszcze przez Czechosłowację) i wyglądały niczym polskie sklepy sprzed 20-30 lat.

Ostatni rzut okiem na panoramę Kuttenberga.Źródło: fotografia własna / Warhorse Studios / Deep Silver.
Po drodze do Mladejova, gdzie mieścił się mój nocleg, minąłem wieś Markvartice. Gdyby nie to, że Markvart z Ulic był postacią historyczną, byłbym pewny, że to właśnie od niej wziął on swoje imię. Kiedy zaś po raz pierwszy zobaczyłem zamek Trosky majaczący na horyzoncie, dosłownie odebrało mi mowę. Choć nie powtórzyłbym za Janem Ptaszkiem, że „przy nim Pirksztajn wygląda jak wychodek”, to jednak przyznaję, iż budowla wciąż robi kolosalne wrażenie. W średniowieczu natomiast musiała jawić się niczym prawdziwy drapacz chmur.
Odwiedziny w zamku Trosky miały jednak być zwieńczeniem właściwego etapu trzeciego dnia mojej wyprawy. Najpierw musiałem przespać burzliwą noc i zjeździć Czeski Raj. Do Apoleny nie miałem wstępu, ale po drodze minąłem wystarczająco dużo imponujących formacji skalnych, by się na nie napatrzeć. Poza tym odkryłem, że w Seminie (gdzie miało miejsce pewne słynne wesele) mieści się twierdza z drewnianą palisadą, Niebaków to tak naprawdę… staw (gdzie podobno kiedyś mieściła się niewielka strażnica), a okoliczne lasy wyglądają tak pięknie, że chciałoby się wziąć przykład z co niektórych i zaszyć się w nich, żyjąc z kłusownictwa.

Czeski Raj to niesamowicie urokliwa kraina.Źródło: fotografia własna / Warhorse Studios / Deep Silver.
Na osobną wzmiankę zasługują stawy, na czele z Vidlakiem, który wygląda właściwie identycznie jak w KCD 2. Kończąc temat przyrody i porównywania jej z tą z KCD 2, nie mogę nie wspomnieć o tym, że cała okolica jest naprawdę gęsto porośnięta drzewami. Dotyczy to nawet obszarów, które w grach są całkowicie (lub niemal całkowicie) z nich ogołocone.

Jak widać, Staw Widlacki przeniesiono do gry w skali jeden do jednego.Źródło: fotografia własna / Warhorse Studios / Deep Silver.
Z jednej strony takie podejście do sprawy przez twórców można uznać za kompromis technologiczno-gameplayowy, z drugiej – za uchwycenie prawdy historycznej. W średniowieczu bowiem wycinka drzew była znacznie częstszą praktyką, niż obecnie. Dodatkowo uskuteczniano ją w okolicach zamków, by w porę można było dostrzec zagrożenie (i utrudnić kwestię potencjalnych oblężeń).


