Rataje. Pokonałem rowerem setki kilometrów szlakiem Kingdom Come: Deliverance, by na własną rękę poszukać śladów Henryka ze Skalicy
- Start: Praga
- Skalica, Sazawa i okolice
- Rataje
- Naprzód, do Kuttenberga
- Kuttenberg
- Do Czeskiego Raju
- Proszę mnie wpuścić do zamku!
Rataje
Kierując się do Ratajów, ostatecznie zdałem sobie sprawę z tego, że wsie, które skrupulatnie zaznaczałem na mapie, nie będą mieć zbyt wiele wspólnego z tym, co znam z gry. Były jednak wyjątki od tej reguły, jak otoczenie wspomnianego już kościoła w dawnej Równej czy Ledeczko, które dzięki swemu położeniu nad rzeką Sazawą wygląda wypisz-wymaluj jak w przygodzie Warhorse Studios.
Plenery były jednak inną parą kaloszy. To właśnie pośród rozpościerających się po horyzont pól i w lasach (jak dobrze, że nie trzymałem się asfaltu, tylko postanowiłem pojeździć nieco po drogach pełnych kamieni i korzeni, niczym Henryk na Siwku!) poczułem się dosłownie tak, jakbym grał. Mógłbym przysiąc, że na tym obszarze nawet ptaki ćwierkają dokładnie w taki sam sposób, jak w grze.
Sprawy zaczęły się komplikować w momencie, gdy panujący skwar (gdy zatrzymałem się na asfalcie pod Talmberkiem, but przytopił mi się do asfaltu) uderzył mnie z pełną mocą, co sprawiło, że mój zapas mikstur (a tak naprawdę to izotoników) zaczął topnieć w zastraszającym tempie. Miałem jednak nadzieję, że w Ratajach uzupełnię zapasy.
Po dotarciu na miejsce odkryłem, że choć w grze Rataje tętniły życiem i roiło się w nich od sklepów, ich prawdziwa wersja ukazała mi się niczym… swoiste miasto duchów. Upał powodował, że mało komu chciałoby się zwiedzać tę wybrukowaną „patelnię”, a wrażenie przebywania w miejscu, które najlepsze czasy ma już za sobą, potęgowały pustostany straszące tu i ówdzie. Szybki rzut okiem na mapę wprawił mnie w przerażenie, bowiem w okolicy nie było ani jednego sklepu! Tymczasem mi zostało już tylko pół litra izotoniku, który w dodatku zdążył się już zagotować… Na szczęście na miejscu funkcjonuje gospoda, gdzie oprócz piwa i piwa bezalkoholowego udało mi się wypatrzeć kilka butelek napoju o wdzięcznej nazwie Koli. Po zatankowaniu do pełna mogłem przystąpić do zwiedzania.

W miejscu „sukiennic” w Ratajach stoi szkoła podstawowa, pręgierza już nie ma, ale Kościół św. Mateusza jest na swoim miejscu.Źródło: fotografia własna / Warhorse Studios / Deep Silver.
Sam rynek w Ratajach wygląda bardzo podobnie do tego z gry, bowiem autorzy zdecydowali się na zachowanie współczesnego układu zabudowy (czy też do dzisiaj przetrwał średniowieczny układ zabudowy, który Warhorse Studios skrupulatnie odtworzyło). Co prawda próżno tam szukać pręgierza, a w miejscu „sukiennic”, gdzie mieściły się warsztaty rzemieślników, obecnie znajduje się szkoła podstawowa, ale i tak poczułem się tu jak w domu. Zamek górny jest na swoim miejscu (choć wygląda już zupełnie inaczej), kościół św. Mateusza również, a i Pirksztajn stoi tam, gdzie powinien.
Niemniej dawna siedziba Jana Ptaszka największe wrażenie robi oglądana z dołu, ze ścieżki prowadzącej z Ratajów w kierunku młyna, gdzie na Henryka zawsze czekała wierna Teresa. Co ciekawe, ten ostatni był w miejscu, gdzie faktycznie znajduje się młyn (niedostępny dla postronnych, ale jednak). To zresztą zabieg, z którego autorzy korzystali, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. W wielu miejscach, w których obecnie są restauracje i hotele, w grach stały karczmy. Przy odrobinie szczęścia, wyobraźni i samozaparcia taką wycieczkę można więc spróbować zaplanować, nie wyłączając gry. Gdybyście natomiast mieli ochotę na zakup konia, to uprzejmie informuję, że w Merchojedach faktycznie mieści się stadnina.


