Prokuratorka generalna Letitia James chce walczyć z hazardem w grach Valve, ale gracze wskazują kilka powodów, które nawet potencjalnych zwolenników zniechęcają do jej pomysłu.
Valve mierzy się z kolejnym pozwem, tym razem w kontekście walki z hazardem. Powraca też wątek przemocy w grach wideo.
Sprawa „zawyżania cen” przez Steama w Wielkiej Brytanii wciąż czeka na rozstrzygnięcie w Trybunale Apelacyjnym ds. Konkurencji, a właściciel paltformy ma już na głowie kolejny pozew. Tym razem stan Nowy Jork oskarża Valve o promowanie hazardu i uzależnianie młodzieży poprzez lootboxy dostępne w Counter-Strike’u, Dota oraz Team Fortress 2.
Prokuratorka generalna Letitia James argumentuje w złożonej wczoraj skardze, iż skrzynki z łupami Valve są „kwintesencją hazardu”, a tym samym naruszają stanowe przepisy i prawo karne (via agencja Reutera). Wskazuje też, że Valve zarobiło „miliardy dolarów” na sprzedaży kluczy do lootboxów, czyli de facto losu dającego szansę na zdobycie wirtualnego, lecz wartościowego przedmiotu. W jednym przypadku proces przypomina wręcz jednorękiego bandytę („koło z różnymi przedmiotami kręcące się i zatrzymujące się na jednej pozycji”).
Co James uznaje za wyjątkowo karygodne, to że lootboxy Valve mają być szczególnie popularne wśród „dzieci i młodocianych odbiorców”. Prokuratorka powołała się na badania dowodzące, że osoby zaznajomione z hazardem za młodu mają 4-krotnie większą szansę na uzależnienie się od niego w wieku dorosłym.
To ma być wystarczającą podstawą, by Nowy Jork i gracze domagali się odszkodowania oraz wypłacenia przez Valve kary w kwocie równorzędnej trzykrotnym rocznym przychodom spółki.
Lootboxy od dawna przyciągają uwagę polityków i organów regulacyjnych. Dość przypomnieć postępowanie belgijskiej Komisji ds. Gier, późniejsze działania w Niderlandach oraz projekt złożony w polskim Sejmie w grudniu. Efektem tych starań był m.in. wymóg podawania przez wydawców faktycznej szansy na zdobycie konkretnych przedmiotów. Jednakże zasadniczo sytuacja pozostała niezmieniona: skrzynki z losowymi łupami wciąż są stałym elementem gier wieloosobowych. Ba, w jednym przypadku gracze wręcz domagali się powrotu lootboxów zamiast mniej losowych mikropłatności.
Zauważmy też, że jak dotąd zamieszanie wokół lootboxów omijało Valve, mimo że to tę firmę można uznać za autora tego pomysłu, przynajmniej na Zachodzie, bo Team Fortress 2 rozpowszechniło tę praktykę i do dziś pozostaje podręcznikowym przykładem stosowania tej mechaniki. Nie jest jasne, czy Letitia James dlatego obrała właściciela Steama za cel, czy też – jak napisała w serwisie X – chodzi tylko o „miliardy dolarów” i ochronę młodych graczy przed „uzależniającymi i szkodliwymi” elementami gier wideo.
Skoro o wpisie prokuratorki mowa, gracze i deweloperzy (w tym Daniel Vávra) nie wykazują przesadnego entuzjazmu dla jej sprawy, nawet jeśli pominąć żartobliwych (?) fanatyków Gabe’a Newella. Część graczy pyta, dlaczego James ograniczyła się tylko do Valve, a nie podciągnęła pod skargę Blizzarda, Electronic Arts i Take-Two Interactive. Zwłaszcza dwie ostatnie firmy zasłynęły z losowych mikrotransakcji, które faktycznie mają aż za wiele wspólnego z hazardem. Są nawet spekulacje, że to część skoordynowanego ataku na właściciela Steama, wraz z pozwem w UK, a być może również naciskami podmiotów płatniczych.
Wpis James szybko doczekał się „kontekstu” od użytkowników X, co zwykle oznacza, że autor nie zyskał poklasku internautów. W notce społeczności wskazano, że Counter-Strike jest grą dla dorosłych („Mature” w klasyfikacji ESRB, 18+ PEGI) i dostęp do niego przez nieletnich to efekt „decyzji rodziców dotyczących nadzoru rodzicielskiego”. Pojawił się też argument, jakoby samo Valve nie rozdawało pieniędzy, lecz sami gracze uznali, że te stricte opcjonalne dodatki są warte wydatków.
Pomijając dyskusyjne argumenty i merytoryczne zarzuty, Tyler Glaiel (współtwórca Mewgenics) zwrócił też uwagę na wiele mówiący fragment oskarżenia, w którym prokuratorka odnotowuje „epidemię przemocy z wykorzystaniem broni palnej” – oczywiście ze wskazaniem na „gloryfikowaniem przemocy” w grach promowanych przez Valve:
Ponadto, chociaż ta sprawa dotyczy nielegalnego hazardu, należy zauważyć, że promowanie przez Valve gier gloryfikujących przemoc i broń palną przyczynia się do niebezpiecznej epidemii przemocy z użyciem broni palnej, szczególnie wśród młodych graczy, którzy mogą stać się obojętni na poważną przemoc, zanim ich mózgi osiągną pełną dojrzałość.
Podobne oskarżenia nie są niczym nowym, ale od lat mało kto traktuje je poważnie. Fakt, że taka wzmianka znalazła się w ogłoszeniu dotyczącym zupełnie innej sprawy, zdaniem graczy świadczy, iż James jest wręcz stereotypową przeciwniczką gier wideo jako takich. W efekcie nawet osoby, które skądinąd zgadzają się z potrzebą regulacji lootboxów, uważają, że tym zdaniem James strzeliła sobie w stopę (czy wręcz odstrzeliła całą nogę). A w każdym razie skutecznie zniechęciła nawet potencjalnych zwolenników wśród graczy.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:NVIDIA wnioskuje o oddalenie pozwu, ponieważ brak dowodów na trenowanie AI pirackimi książkami
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
GRYOnline
Gracze
Steam
GRYOnline
Gracze
Steam
1

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).