Choć od premiery ostatniej odsłony serii SSX minęło już 14 lat, to fani wciąż zdają się o niej pamiętać. Internetowe dyskusje to znak dla wydawcy, że gracze wciąż są nią zainteresowani.
Sporty zimowe w obrębie gier wideo to dość konkretna nisza. Segment rzadko staje się obiektem rozmów fanów elektronicznej rozrywki, ale przecież nie ma się czemu dziwić, skoro temat równie rzadko zostaje podnoszony przez samych wydawców, a gier z tej kategorii próżno ze świecą szukać. Tym bardziej uderzające staje się wspomnienie serii SSX - arcade’owych gier snowboardowych dawno zapomnianych przez EA, które wciąż potrafią obudzić wśród graczy nutkę nostalgii.
Dlatego też warto pochylić się nad wspomnieniem owej serii wśród fanów, którzy jak na niszowość samego tytułu wypowiedzieli się tak tłumnie. Mało tego, większość z zamieszczonych komentarzy pod wpisem użytkownika Positive_Page_5978 sugerują, że gracze chcieliby powrotu do łask studia tych snowboardowych zjazdów.
A jak wynika z wypowiedzi innych komentujących:
Wśród zamieszczonych komentarzy przez nostalgię graczy przebija się również przekonanie, że na obecnym rynku gier wideo wciąż istnieje miejsce dla takich arcadowych produkcji. Przesadzona fizyka, widowiskowe triki i dość intensywna oprawa audiowizualna to punkty, które wyróżniały serię SSX na tle wydawanych wtedy bardziej symulacyjnych produkcji, jak chociażby Vancouver 2010, czy nieco młodszego Steep.
Niemniej pojawiają się również głosy świadczące o tym, że w obecny stan branży growej w segmencie arcade’owo-sportowym spowodowałby zasypanie owej produkcji mikrotransakcjami czy innymi przepustkami wyścigowymi wydawanymi co sezon.
Nie sądzę, żeby ludzie chcieli SSX-a w formie live service. Bo to właśnie dostaniecie, jeśli poprosicie o remake.
I niestety daleko nie trzeba szukać takiego przypadku. Najnowsza odsłona serii skate. prezentuje sobą właśnie taki model biznesowy, choć trzeba również zauważyć, że tytuł dostępny jest za darmo, a mikropłatności pozwalają studiu utrzymać się na powierzchni. A przynajmniej powinny pomóc, bo w praktyce wydawca (Electronic Arts tak swoją drogą) zdążył sięgnąć już po nożyczki.
Dlatego też trzeba uważać, o co prosi się deweloperów, bowiem z EA może być jak z dżinem - jedno małe niedoprecyzowanie w swoich prośbach, i voila! Mikrotransakcyjny potworek z lootboxami w skórze tego, co pamiętasz za dzieciaka jako fajna odskocznia od rzeczywistości, czyli nostalgiczna abominacja, w którą i tak nie zagrasz.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.