Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby Assassin’s Creed II i Brotherhood stanowiły jedną grę? Cóż, Ubisoft tak – deweloperzy doszli jednak do wniosku, że taka produkcja okazałaby się dla nich „zbyt ambitna”.
O ile „jedynka” oferowała dość zamkniętą historię, której kontynuację można było poprowadzić na wiele różnych sposobów, Assassin’s Creed II kończył się nie lada cliffhangerem. Co to będzie? Co to będzie? – zastanawiali się gracze, obserwując Ezio rozmawiającego z Minervą („Please, wait! I have so many questions!”), a następnie, już oglądając napisy, biorąc udział w ostatnich scenach z udziałem Desmonda. Co ważne, w wydanym roku później Assassin’s Creed: Brotherhood wróciliśmy do obu bohaterów w zasadzie w tym samym momencie, w którym się z nimi pożegnaliśmy; zbieżność mechanik sprawiała zaś, że włączając jedną grę po drugiej, niemal nie odczuwaliśmy, iż obcujemy z inną produkcją.
Sęk w tym, że wcale nie mieliśmy otrzymać dwóch tytułów. Jak w wywiadzie dla Retro Gamera ujawnił Jean Guesdon – projektant „dwójki”, a w momencie premiery Brotherhooda zastępca reżysera kreatywnego marki, obecnie szef ds. treści serii – pierwotnie historia Ezio miała być dalej kontynuowana w Assassin’s Creed II, aż do momentu, gdy bohater zostaje mentorem zakonu, do czego finalnie doszło dopiero pod koniec Bractwa. Twórcy uznali jednak, że byłoby to „zbyt ambitne”, choć proces produkcyjny trwał „luksusowe” dwa lata (kolejne odsłony serii, aż do AC: Syndicate, ukazywały się w rocznych odstępach).
Kiedy projektowaliśmy Assassin's Creed II, historia Ezio rozgrywała się mniej więcej od momentu jego narodzin do objęcia przez niego funkcji mentora. W praktyce było to jednak zbyt ambitne podejście, aby dało się zrealizować je w jednej grze, opracowywanej w ciągu dwóch lat. Niemniej te oryginalne pomysły pozwoliły nam rozwinąć historię w kolejnych dwóch grach [Brotherhood i Revelations – dop. red.].
Trudno stwierdzić, jak wyglądałby Assassin’s Creed II, gdyby Ubisoft zrealizował swoją pierwotną koncepcję. Na pewno wątek rzymski nie byłby tak rozbudowany jak w Brotherhood, co mogłoby negatywnie wpłynąć na całą historię Ezio. Pozostaje też pytanie, czy dodanie kolejnego dużego miasta – zamiast tylko kawałka Watykanu – do „dwójki”, w której mieliśmy już Florencję i Wenecję, nie wymusiłoby na twórcach pewnych cięć, aby grę dało się zmieścić na płycie DVD, gdyż, przypomnijmy, ukazała się ona na Xboxa 360, a ten, w przeciwieństwie do PlayStation 3, nie obsługiwał dysków Blue-ray. Jedno wydaje się pewne – gdyby ten scenariusz się ziścił, dostalibyśmy niemalże molocha na kształt RPG-owych „Asasynów” na długo przed debiutem Assassin’s Creed: Origins w 2017 roku.
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Hubert Śledziewski
Zawodowo pisze od 2016 roku. Z GRYOnline.pl związał się pięć lat później – choć zna serwis, odkąd ma dostęp do Internetu – by połączyć zamiłowanie do słowa i gier. Zajmuje się głównie newsami i publicystyką. Z wykształcenia socjolog, z pasji gracz. Przygodę z gamingiem rozpoczął w wieku czterech lat – od Pegasusa. Obecnie preferuje PC i wymagające RPG-i, lecz nie stroni ani od konsol, ani od innych gatunków. Kiedy nie gra i nie pisze, najchętniej czyta, ogląda seriale (rzadziej filmy) i mecze Premier League, słucha ciężkiej muzyki, a także spaceruje z psem. Niemal bezkrytycznie kocha twórczość Stephena Kinga. Nie porzuca planów pójścia w jego ślady. Pierwsze „dokonania literackie” trzyma jednak zamknięte głęboko w szufladzie.