Bloodbo… Bloodsworn!. Po 10 godzinach z The Duskbloods przestałem bać się, że FromSoftware zgubiło duszę w multiplayerze
- Czym jest nowy wynalazek FromSoftware?
- Bloodbo… Bloodsworn!
- System Cnoty
- Piętna
- Spijanie krwi
- 20 lat więzienia albo 100 zł grzywny za summoning
- Postacie
- Gramy!
- Grand Finale
- Technikalia
- Chcę wrócić
Bloodbo… Bloodsworn!
Świat dogorywa w stadium ostatecznego upadku, stajemy przed Zmierzchem Ludzkości. O resztki potęgi walczą Bloodsworn – istoty władające nadprzyrodzonymi darami krwi. Ich siła i przetrwanie zależą od spijania posoki przeciwników, w poszukiwaniu której przedzierają się przez wyludnione, obumierające krainy. Każdy z bohaterów ma własne cele, filozofię i motywacje.
Aspiracją każdego z nich jest dotrwanie do Rytuału Księżycowej Krwi. Ten ostateczny akt daje dostęp do potężnego źródła mocy u progu wiecznej nocy, lecz zaszczytu tego dostąpią wyłącznie nieliczni, którzy w walce i eksploracji dowiodą swojej Cnoty.
Jedyną bezpieczną dla bohaterów przystanią pozostaje Dom Nocy. Mroczna przystań zawieszona pomiędzy epokami. To tam Krwioprzysięgli przygotowują się do kolejnych prób, szlifują kunszt bojowy i stopniowo odkrywają tajemnice świata zmierzającego ku nieuchronnej zagładzie.
I uwierzcie, chciałbym Wam opowiedzieć znacznie więcej, lecz… to w skrócie tyle, ile mogliśmy się dowiedzieć. Ale spokojnie, jeśli jak ja jesteście fanami sposobu prowadzenia fabuły przez FromSoftware, to w pełnej wersji gry dostaniecie tego o wiele, wiele więcej – dawkowanego w przedmiotach, miejscach, krótkich wymianach zdań z NPCami. Ponadto, gra będzie wraz z naszym postępem odkrywać kolejne zapiski i nowe informacje. W wersji testowej, którą ogrywaliśmy, fabuła była przedstawiona jedynie jako delikatne tło, żebyśmy mogli skupić się na mechanikach.
Ponadto, tak jak wspomniałem, postacie mają swoją filozofię, cele i motywacje. Bo nie tworzymy tutaj własnego Bloodsworna, nie tak, jak przywykliśmy w większości gier FromSoftu. Na testach do wyboru mieliśmy 6 predefiniowanych postaci. Ale każda z nich miała swoją historię zapisaną w broni, jaką dzierżyła, umiejętnościach, jakimi władała, a także Piętnach, jakie posiadała – od dawnych przyjaźni, niespełnionej miłości po fanatyczne morderstwa. Nie jesteśmy przy tym ograniczeni do jednego miejsca, lecz będziemy podróżować przez różne epoki. Te nie tworzą jednej liniowej linii czasu. Łączy je motyw przewodni: moment ostatecznego upadku danej cywilizacji. Każda kraina przedstawia inny świat w stadium jego obumierania; to motyw, który FromSoftware uwielbia prezentować w swoich dziełach. Jako iż The Duskbloods to mix wielu tytułów ze stajni twórców Dark Souls, tak i fabularnie będziemy oparci o coś, co dobrze znamy. Filozofię upadku, destrukcji i powolnej śmierci nie tyle człowieka, ale jego dzieł. Bo sam ludzki pierwiastek, choć nieco przesiąknięty krwią, wciąż tkwi w tym uniwersum.
Wszystko wszędzie na raz
Architektura i krajobrazy przedstawiają końcowy etap ludzkiej cywilizacji, ogólny moment schyłku, gasnącego światła i niszczejących struktur kulturowych. Ale nie w taki sposób, jakby przez miasto przeszło tornado... przynajmniej nie w każdym miejscu. Momentami odnosiłem wrażenie, że ludzie zamieszkujący Lowanro City po prostu gdzieś uciekli i zawsze mogą wrócić. Przy czym same wydarzenia w grze skutecznie odwodziły mnie od tej możliwości.
Docelowo każda z trzech planowanych map ma reprezentować inną epokę lub styl architektoniczny dotknięty powolnym rozkładem (w naszym wypadku Lowanro City, które było wariacją na temat wiktoriańskiego gotyku). Lejącej się posoki tu nie brakuje, muzyka przygrywa zależnie od tego, co dzieje się na ekranie, zmieniając się z cichego akompaniamentu w smutny, ale nieunikniony finał, któremu notorycznie towarzyszą dźwięki przebijanego przez brudne żelastwo ciała. I śpiewu naszego towarzysza – bo jeden z nich wybitnie lubi śpiewać, choć w zupełnie innej tonacji.

