Po 10 godzinach z The Duskbloods przestałem bać się, że FromSoftware zgubiło duszę w multiplayerze
Po wizycie w biurze FromSoftware wiem jedno: The Duskbloods jest dziwne, ryzykowne i zaskakująco wciągające. Nowa gra Miyazakiego pozwoliła mi unikać PvP, kombinować po swojemu i nadal czuć, że gram o przetrwanie.
- Czym jest nowy wynalazek FromSoftware?
- Bloodbo… Bloodsworn!
- System Cnoty
- Piętna
- Spijanie krwi
- 20 lat więzienia albo 100 zł grzywny za summoning
- Postacie
- Gramy!
- Grand Finale
- Technikalia
- Chcę wrócić
Z nowościami od FromSoftware mam tak, że po prostu czekam na nie z zapartym tchem. Każdy tytuł z ich stajni w jakiś sposób był dla mnie długą i zaskakującą przygodą, wyzwaniem, a jednocześnie moim miejscem spokoju. I tak, wiem, że wielu z Was może zadać sobie pytanie „jakim cudem soulsborny mogły być dla Ciebie czymś spokojnym, przecież mnie krew zalewa przy pięćdziesiątym podejściu do XYZ”. Myślę, że to cisza, surowość, pokora i stopniowe zagłębianie się w ich tytuły wprowadzała mnie w dość... specyficzny stan. Nie twierdzę, że nie zdarzało mi się kląć przy zwiedzaniu światów stworzonych przez Miyazakiego – ale były to raczej wulgaryzmy pod wpływem chwili, bo mimo wszystko siedziałem potem z zamkniętą gębą, całkowicie wyłączony z tego, co mnie otacza. To było takie wyjęcie z dnia – sektor, moment, i sesja, w której po swojemu mogłem zgłębiać to, co przygotowało dla mnie FromSoftware. Mechanicznie, wyzwaniowo i pod względem bogatego lore, bez wsadzania mi go na siłę do głowy.
Wybaczcie mi ten przydługi i (jak może się z brzegu wydawać) mało istotny wstęp. Chciałem tutaj nakreślić, jak ja odbieram te tytuły i co w nich cenię. A robię to dlatego, że The Duskbloods to zupełnie inna para kaloszy… ale ze znanego nam materiału. Zupełnie inne wino, ale w znajomym kielichu. Inne wyzwania, ale w podobnym świecie. Inny model rozgrywki, ale ze znanymi nam elementami. Rozumiecie, o co chodzi, nie będę podawał kolejnych 20 przykładów tego, że jest to inna formuła, ale podobny styl. Bo The Duskbloods jest szybkie, dynamiczne, krótkie, lecz intensywne. Więc w teorii ja, lubujący się w singlowych doświadczeniach na tym poletku i powolnym rozeznaniu świata po swojemu, jestem antytezą gracza, dla którego tytuł został stworzony, prawda? Też tak myślałem – dopóki nie zawitałem w biurze FromSoftware w Tokio i nie spędziłem z grą 10 godzin.
Odniosę się od razu do Smougha w pokoju – The Duskbloods jest grą TPP multiplayer PvPvE. Wyrywam tutaj Was nieco z narracji całego eventu, na jakim byłem, bo chcę już na początku (zaraz po króciutkim wstępie) zaoszczędzić czasu graczom, którzy grają jedynie offline, bez połączenia z wifi, bez kabla w docku, w klatce Faradaya i innych takich. Nie zrozumcie mnie źle – sam miałem spore “no nie wiem” w momencie, gdy dowiedziałem się, że to gra sieciowa. Ale właśnie po spędzeniu z nią około 10 godzin mogę spokojnie stwierdzić, że moje obawy były trochę nad wyrost i raczej wynikały ze złych doświadczeń z Nightreignem. Jestem w stanie zrozumieć graczy, którzy nie wyobrażają sobie soulsborna w formacie PvPvE po sieci. Tylko że tak skacze mi w głowie to „ale… spróbuj” i mem z kangurkiem Kao, że przecież złe próbowałeś, i są inne. Ale to powinien załatwić już mój wstęp. A skoro przy początku jesteśmy to chciałbym jeszcze dodać, że grałem z polskim tłumaczeniem. Tak, już w wersji hands-on, którą gracze będą ogrywać na playtestach, wszystko było po polsku. I co najważniejsze, tłumaczenie wygląda na naprawdę solidne, wraz z nazwami własnymi, raczej bez maszynowego bełkotu - przynajmniej ja takiego nie zauważyłem. [W naszym żargonie hands-on to po prostu możliwość faktycznego zagrania w grę przed jej premierą. Może to być wersja skończona, ale może być też demo, alpha, beta lub preview, w odróżnieniu od hands-off, czyli prezentacji gry, w której oglądamy, jak build ogrywa deweloper – dop. redakcja]

Zabicie innego gracza to tylko jedna z wielu możliwości przetrwania w tym świecie.The DuskBloods, FromSoftware.
Czym jest nowy wynalazek FromSoftware?
W bardzo ogólnym ujęciu, The Duskbloods to tytuł do 8 graczy, w którym rywalizujemy ze sobą przez 4 fazy, każdy na każdego, ale jednocześnie z możliwościami współpracy, zawierania paktów, wspólnego ubijania ichniejszych bossów czy wykonywania zadań. Do dyspozycji mamy ataki w zwarciu, ataki dystansowe, dwa rodzaje umiejętności krwi, wycie, spijanie krwi po zestaggerowaniu wroga, korzystanie z przedmiotów (boosty, eksplozje), odpowiednik estusów do uzupełniania HP, oraz tarczę.
Pierwsza jest faza rozruchowa, w której zbieramy exp, przedmioty i przygotowujemy się do walki. Druga i trzecia to fazy, w których starcia z innymi graczami stają się o wiele ważniejsze, pojawiają się dodatkowe cele, a pod koniec każdej z nich odpadają najsłabsi. Graczy kolejno jest 8, 8, i 6. Finalna faza to walka trzech pozostałych przy życiu graczy, z których przeżyć może tylko jeden (w teorii).
Jeden taki mecz trwa około 20-30 minut. Jednak w samej grze występuje cała masa zmiennych, które wpływają na rozgrywkę – i pod względem trudności i tego, co powinniśmy robić i jak szybko, czy jesteśmy uzależnieni od jakiejś innej osoby, czy możemy działać, czy trzeba przed kimś uciekać… jest tego ogrom. Niemniej The Duskbloods jest stworzone w taki sposób, że tak naprawdę do ostatniej chwili możemy unikać bezpośredniego starcia z innymi graczami. Sam Miyazaki, z którym mieliśmy przyjemność rozmawiać, przyznał, że nie jest fanem modułu PVP, czy raczej… nie jest w nim najlepszy. Przyznaje, że sam nie posiada wybitnego refleksu do bezpośrednich starć PvP. Dlatego The Duskbloods mocno premiuje spryt, pozycjonowanie, wykorzystywanie zamieszania (np. wyczekiwanie, aż inni gracze się osłabią, wpadną w walkę z mobem), kamuflaż oraz nietypowe zdolności taktyczne, dające szansę na wygraną graczom preferującym styl PvE. Dla przykładu, sam rozegrałem kilka gier, w których jedyne, co robiłem to ubijałem moby, goniłem za celami niewymagającymi walki z graczami i spokojnie dotarłem do samego końca ze sporym wynikiem. Także o Pierwszą Krew, mistyczne źródło energii, po które sięgamy na końcu rozgrywki, możemy walczyć na każdy możliwy sposób.
To tak w skrócie. Teraz może przejdźmy do prawdziwego początku.


